Dodaj do ulubionych

TAROT I WRÓŻBY

31.03.04, 11:41
Witam
mam takie pytanie. Jak często mozna sobie wróżyć? Np. z Tarota... byłam pół
roku temu u jednej Pani... Wspaniała wróżba mi wyszła, ale na razie nic sie
nie dzieje, ale ma zacząć się już niedługo;-)))... Ale teraz tez bym poszła,
moze nie koniecznie do kogos od Tarota, ale zwykłych kart Klasycznych....
Chodzi mi o analizę przemian, które tu zaszły, nie o przepowiedzienie
przyszłości...
No to jak często można?
I czy Tarot lub inne karty nie zaczną kłamac jeśli spytam je o to samo po raz
któryś?
Dzieki i pozdrwiam
Karolcia
Obserwuj wątek
    • bm123 Re: TAROT I WRÓŻBY 31.03.04, 12:13
      Karolciu,
      Im czesciej, tym gorzej. To uzaleznia jak narkotyk, dzialanie jest podobne,
      efekt kocowy rowniez. Jesli potraktujesz to jak zabawe i pojdziesz sobie raz do
      wrozki, to ok. Gorzej, kiedy tarot zawladnie Toba i zaczniesz robic to bardzo
      czesto. Moja rada jest taka, ze kupuj kart i nie wroz sobie sama, to niesie ze
      soba negatywne energie, ktore moga sciagnac rowniez nieszczescia. Ja akurat
      mialam bardzo przykre doswiadczenia, wlasnie z tarotem. Dlatego ostrzegam.
      Mozesz zadawac te same pytania. W zaleznosci od etapu zycia na jakim sie
      znajdujesz, karty moga podawac podobne lub te same odpowiedzi, czasem zupelnie
      rozne, w zaleznosci od interpretujacego. Wlasciwie wszystko moze sie zdarzyc.
      Dlatego nie traktuj kart jako wyroczni ani duchowego przewodnika, ktory odpowie
      na wszystkie Twoje pytania. Bo tak sie nie stanie. A z czasem mozesz sie poczuc
      oszukana. Mysle, ze raz na rok spokojnie wystarczy, czasem karty sprawdzaja sie
      po kilku tygodniach lub miesiacach, a czasem po latach, a czasem nigdy. Tarot
      raczej nie okresla czasu. Tak czy inaczej podejsc do tego rozsadnie i
      sceptycznie.
      Pozdrawiam
      • suljan Re: TAROT I WRÓŻBY 31.03.04, 13:27
        Witaj bm123; Pozwól na kilka uwag. Po pierwsze, każda energia ma swe źródło
        (temat to strasznie niewygodny dla wszystkich okultystow). Po drugie:
        zagrożenia magią nie wynikaja tylko z uzależnienia od niej. Propozycja: wróż
        sobie raz na rok przypomina mi stwierdzenie pewnego znajomego alkoholika: piję,
        ale tylko od swięta. Pił i pozostał alkoholikiem ( juz teraz pijacym
        codziennie ). Pisałem Ci: nie wystarczy tarota rzucić, nie wystarczy sie go
        porzestraszyc. Trzeba iść krok dalej, inaczej pozostaniesz w kręgu magii tak,
        jak ow mój znajomy w kręgu alkoholu. Pozdrawiam, JWS. Ps. Karolciu, czego Ty
        szukasz wśród dealerów narkotyku, ktory zwie sie magią? Pomocy? Rady?
        Pocieszenia? Toć prezeciez wiadomo, że dealer jest największym przyjacielem
        przyszłych narkomanów. A dlaczego? Odpowiedz sobie sama. JWS
        • bm123 do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 09:31
          Dzien Dobry Panie Janie,
          Ja nikogo bron Boze nie namawiam, ale uwazam tez, ze jezeli ktos chce
          sprobowac, to juz jego sprawa i ani Pan ani ja, tego nie zmienimy. Wszystko
          zalezy od podejscia do zycia, wyznawanej religii itp. Ja sie uzaleznilam i
          mialo to bardzo zly wplyw na moja psychike i zapewne nie tylko, wrecz
          destrukcyjny. Ale jezeli ktos zna umiar, to chyba nic zlego nie powinno mi sie
          wydazyc. Tak jak Pan powiedzial, to jak z alkoholem czy narkotykami. A ja
          wlasnie w tym widze najgorsze skutki korzystania z tarota. Ja juz wiem, czym to
          grozi i jakie ma skutki. I na pewno bede zawsze czuwala nad soba, wiem ze juz
          nigdy nie moge sprobowac, bo to narkotyk. Ale jezeli Karolcia potraktuje to
          sceptycznie i tylko jak zabawe, nie przywiazujac uwagi do do tresci wrozby i
          nie potraktuje tego jak wyrok na zycie, nie bedzie sie tym interesowala tak
          jak ja czy Pan, nie powinno sie nic stac. Oczywiscie lepiej nie probowac i
          zawsze liczyc sie z negatywnymi skutkami paprania sie "magia". Karolciu - teraz
          do Ciebie. Ja na pewno nie namawiam, wrecz odradzam takie praktyki. Moje
          zainteresowanie tarotem mialo bardzo destrukcyjne skutki w zyciu. Mam dopiero
          25 lat, a wierz mi, spotkalo mnie prawie wszystko, co najgorsze w zyciu, nikt
          kto patrzy z boku, nie uwierzy ile wycierpialam. Jesli to tylko glupie
          zainteresowanie, to zrezygnuj z niego. Jest tyle pieknych rzeczy wokol nas.
          Tarot ma w sobie jakas sile, dla mnie negatywna, a wrecz przekleta. Zreszta, to
          moze brzmi smiesznie, ale tego czego nie da sie wyliczyc wzorem matematycznym i
          sprawdzic wyniku, nigdy w to sie nie wierzy. Od kiedy spalilam swoja talie
          kart, moje zycie zaczelo wracac do normy. Moze to tarot, moze przeznaczenie, a
          moze cos innego, ale skoro jest dobrze, to lepiej tego nie psuc. Ja bedzie Ci
          zle, czy smutno, to idz sie pomodlic do Chrystusa i popros o opieke, a to na
          pewno podziala, sama na sobie sprawdzilam. I nie mysl tez, ze jestem jakas
          dewotka, bo tak tez nie jest. Wystrzegaj sie po prostu tego, co zle. Pozdrawiam
          i zycze wiele szcescia.
          • suljan Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 11:32
            Witaj bm123, witaj Karolciu, uwierzcie mi: sceptycyzm, ostrozność itp. nie
            chronia przed tym, co kryje sie "za" kartami tarota. Każda karta ( rodzaj talii
            nie ma znaczenia ) jest tak, jeśli mozna powiedziec, skonstruowana, ze stanowi
            zakodowaną w symbolach i w innych rzeczach ewokację do duchów ( ewokacja =
            przyzywanie ). Każda operacja tarotem je przyciąga. One ne poatrza na nasze
            intencje, na nasz stosunek do kart, do magii itp. IOne są zainteresowane nami,
            a w jaki sposób skuszą nas, byśmy choc leciutko uchylili drzwi do piekieł nie
            ma znaczenia. Prześlę Ci bm123 pewien moj tekst na ten temat. Nieco przyciężki,
            lecz może wyjaśni mechanizm tego, o czym wyżej wspominam. I jeszcze jedno -
            jezli korzystamy z tarota, modlitwa do Jezusa nie chroni przed demonami! Gdyby
            tak bylo byłbym do dziś tarocistą. Ona tylko wyraża naszą chęć szukania w Nim
            ochrony. Z czasem staje sie krzykiem: pomóż!!! Ewangelie wyraźnie mówią: nie
            zajmuj sie magią. Nie można mieszac tego co demoniczne z tym co swięte.
            Pozdrawiam, JWS. Ps. samo wystrzeganie sie tego, co złe też w magii nie
            wystarcza. Uwierzcie! Przećwiczyłem to wszystko na sobie. O efektach lepiej nie
            mówic. A zresztą: bm123 zna moje ( i nie tylko moje ) swiadectwo w tej sprawie.
            • lisette Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 12:36
              Witam. Ja rowniez poprosze o przyslanie mi tekstu o mechanizmie dzialania
              tarota, ktory wspomina pan powyzej. Pozdrawiam.
              • karolcia123 Ja też poproszę o ten tekst 01.04.04, 13:02
                Proszę pisać na adres: karolcia123@gazeta.pl

                A może po prostu umieści Pan ten tekst tutaj?
                Pozdrawiam Karolcia
                • suljan Re: Ja też poproszę o ten tekst 01.04.04, 14:31
                  Witaj Karolciu, przesłałem tekst. Jest za długi,żeby go tu zamieszczać. Dotyczy
                  róznych spraw, głównie rodzaju duchów, ktore sie za tarotem kryją. Wyglosiłem
                  go kiedys na konferencji poswięconej aniołom. Pozdrawiam, JWS
                • gracia2 Re: Ja też poproszę o ten tekst 01.04.04, 23:18
                  Panie Janie czy ja moge niesmialo poprosic o ten tekst.
                  Moj adres orzetto@poczta.onet.pl
                  Pozdrawiam Joanna
              • bm123 Re: do Karolci (tarot i wrozby) 01.04.04, 13:55
                Karolciu,
                Ja nie jestem doswiadczona tarocistka, ale bywalo tak, ze mialam swoja ulubiona
                wrozke i chodzilam do niej nawet dwa razy w miesiacu, a to juz bylo chore. Ale
                to wiem dopiero teraz. Wiec w taki czy w inny sposob, uzaleznilam sie nawet
                od "cudzego tarota". Dlatego chron sie od tych kart. Nie wspomne, ze
                takie "przyjemnosci" kosztuja. Ja nieswiadomie liczylam na jakies madre rady,
                wsparcie, moze nawet na to, ze ktos zaprogramuje mi zycie albo chociaz powie,
                ze spotka mnie cos dobrego. Tymczasem zamiast dobrego spotykalo mnie samo zlo.
                Ja moge jedynie powiedziec o swoich uczuciach i skutkach dzialania kart. Nie
                znam tego mechanizmu, ja wiem jedynie co mnie popchnelo do kart, ale na pewno
                odradzam wszelki kontakt z nimi. Wierze, w dobre intencje Pana Jana i to, ze
                jest doskonalym znawca. jesli mnie nie wierzysz, to porozmawiaj z Nim.
                Pozdrawiam
              • suljan Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 14:20
                Witaj Lisette. Nie wiem jak Ci go przeslać. Napisz maila, odpiszę. Mój adres:
                jan.suliga@wp.pl Ps. tekstn dotyczy różnych spraw, takze
                mechanizmu "automatycznej ewokacji" duchów. Bł wygłoszony na konferencji
                dotyczącej aniołów. Wyjaśniłem, jakie to "anioły" kryja się za tarotem. J.
                • evvusia Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 14:44
                  Ja rowniez poprosilabym!! evvusia@o2.pl :)
                • vitoria3 Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 01.04.04, 16:20
                  Ja tez kiedys wrozylam z tarota (uczylam sie z Pana ksiazki...), ale po jakims
                  czasie go odrzucilam na rzecz kart, bo czulam ze jest bardzo negatywnie
                  naladowany. Zly po prostu. Z kartami zreszta tez potem dalam sobie spokoj, bo
                  widzialam, jak inni uzalezniaja sie od moich wrozb! Okropne, taka biernosc w
                  stosunku do wlasnego zycia!
                  Jestem bardzo zainteresowana Pana tekstem - moj adres to vitoria3@gazeta.pl.
                  I bardzo sie ciesze, ze wreszcie ktos zaczal pisac o drugiej stronie wrozenia!
                  Pozdrawiam
                  Vi
                  • lisette Mechanizm wrozenia. 01.04.04, 20:00
                    Witam wszystkich :)
                    Ze zdziwieniem czytam o uzaleznieniach od tarota. Kilka lat temu
                    zainteresowalam sie tarotem i nawet zakupilam kilka ksiazek na jego temat.
                    Szczerze mowiac nie wiem nadal na czym polega to dziwne zjawisko, ze "karty
                    mowia". Dlatego w ogole nie zajmuje sie tarotem, bo rozkladam karty i zupelnie
                    nic nie rozumiem. Nic. Co znaczy dany rozklad w ogole nie mam pojecia. Biore
                    wiec ksiazke i wyczytuje sobie interpretacje, ale interpretacji jest od groma,
                    wiec nie wiem, ktora akurat w tym rozkladzie i sytuacji moze znalezc
                    zastosowanie. Nie potrafie w ogole wrozyc z tarota wiec nie robie tego, bo po
                    co. Po przeczytaniu paru postow z tego forum w sumie sie ciesze.
                    • suljan Re: Mechanizm wrozenia. 02.04.04, 11:15
                      Miałaś duzo szczęścia, Lisette. Tarot nie był Twoja bramą do okultyzmu. Uważaj
                      więc, bo znajdzie sie inna, specjalnie dla Ciebie "przygotowana" przez demony i
                      wdepniesz. Tarot to tylko jedna z wielu "bram". Dla kogos jest tarot, dla
                      innego - bioenergoterapia, dla kogoś jeszcze innego - numerologia, astrologia,
                      huna, reiki, tai chi lub cokolwiek innego. Nie musisz zatem wiedzieć "jak to
                      działa", ze "karty wróżą". Wiedza ezoteryczna tez jest bramą. Ale cieszę sie,
                      że dyskusja o wróżbiarstwie na tym Forum przyniosla kilka dobrych owoców. Obys
                      była jednym z nich. Pozdrawiam, JWS
                      • vitoria3 Re: Mechanizm wrozenia. 02.04.04, 16:43
                        'Tarot to tylko jedna z wielu "bram". Dla kogos jest tarot, dla
                        > innego - bioenergoterapia, dla kogoś jeszcze innego - numerologia,
                        astrologia,
                        > huna, reiki, tai chi lub cokolwiek innego.'

                        Hmmmm... Czy rzeczywiście to wszystko wędruje do jednego wora???
                        Tai chi?? To pewnie i joga i kung fu również...
                        To chyba przesada.
                        Wydaje mi się, że patrząc w ten sposób można we wszystkim zobaczyć coś złego.
                        Pozdrawiam
                        • suljan Re: Mechanizm wrozenia. 05.04.04, 11:43
                          Vitorio3; jak wejdziesz w te inne "bramy", przekonasz sie. Tylko co z tego? Ale
                          rozumiem twoje obiekcje. Pomysl tylko o jednym - we wszystkich tych "drogach"
                          współdzialasz z silami, ktorych nie znasz. Otwierasz sie i mówisz do
                          nich: "wejdźcie". Czy to samo robisz ze swoim domem? Czy zostawiasz go na noc
                          otwartym? Nie, bo spodziewasz sie, kto najprawdopodobniej może do ciebie
                          przyjść. Dlaczego wiec chcesz to samo zrobic ze swoim ciałem, ze swoja duszą?
                          Powiesz - w ten sposób można popaść w paranoję, niczego nie poznać, niczego nie
                          doznać. Nieprawda. Mozna zyć w całej pełni zycia. W całej pełni Milości. Ręczę
                          ci jedno, żadna z tych "bram" nie zapewni ci szczęścia, wolnosci i milosci. A
                          zwłaszcza milości. A jesli jej nie masz, to tak, jakbyś nic nie miała, choc
                          zgromadziłaś wokół siebie tyle rzeczy, doswiadczeń i przeżyć. Pozdrawiam, JWS
                          • vitoria3 Re: Mechanizm wrozenia. 05.04.04, 16:53
                            suljan napisał:

                            . Ręczę
                            > ci jedno, żadna z tych "bram" nie zapewni ci szczęścia, wolnosci i milosci. A
                            > zwłaszcza milości. A jesli jej nie masz, to tak, jakbyś nic nie miała, choc
                            > zgromadziłaś wokół siebie tyle rzeczy, doswiadczeń i przeżyć.

                            Z tym się zgadzam. To można znaleźć tylko w sobie.
                            A cóż, niestety nie wszystkie przeżycia wzbogacają.
                            Choć z początku może się wydawać, że tak jest.
                            A czy to wszystko rzeczywiście są 'bramy'? Nie wiem.
                            Chyba nikt z nas nie wie tego na 100%.
                      • mask100 Re: Mechanizm wrozenia. 02.04.04, 19:59
                        No nie.... Jak czytam, że tai chi jest droga do diabła, to krew mnie zalewa !
                        Gdzie Pan widzi tu okultyzm? A może lekarze tez są potomkami diabła, bo lecza ludzi i zamiast taki delikwent pogodzic sie z wolą Boską, bierze leki i jeszcze śmie wyzdrowieć?? Czy Chińczycy ćwiczący tai chi są diabelskimi pomiotami ?
                        Na mnie wywiera Pan wrażenie opętanego. Skąd mamy wiedzieć, że słowa , którymi nas Pan częstuje nie sa jakąś prowokacją, by zwrócić uwagę na Złego??
                        Paranoja?? Owszem... Pana zachowanie graniczy z paranoją, a zachowanie sekciarskie.
                      • lisette Re: Mechanizm wrozenia. 04.04.04, 18:18
                        Ale przeciez w Biblii jest napisane o darach ducha swietego, jednym z nich jest
                        dar jasnowidzenia, innym dar uzdrawiania chorych itp. Czy za tym wszystkim tez
                        kryje sie zlo? Nie wierze. A swieci i mistycy uzdrawiajacy w imie Jezusa?
                        Przeciez bioenergoterapia prowadzi czesto do uzdrawiania chorych (nie mowie tu
                        o roznych hochsztaplerach - bioenergoterapeutach). Przeciez prawdziwie
                        uzdrawiajaca energia musi pochodzic z dobrego zrodla. Czy mozna wszystko
                        wrzucac do jednego worka z napisem zlo?
                        • mask100 Re: Mechanizm wrozenia. 04.04.04, 19:31
                          Zgadzam się.. Nie mozna wszystkiego wrzucać do jednego worka...
                          Jesli ktos działa na pożytek drugiegho człowieka, nie mozna twierdzić, że to Zły nim kieruje... Popadanie ze skrajności w skrajnośc nie jest chyba zbyt rozsądnym posunięciem.
                        • suljan Re: Mechanizm wrozenia. 05.04.04, 11:18
                          Lisette, poczytaj Biblię! Dary Ducha Świetego ptrzymuje sie po napełnieniu Nim,
                          napełnienie jest wynikiem nawrócenia i zawiązania osobistej relacji z Jezusem
                          Chrystusem. Nie każdy, kto wola Panie! Panie! jest we wlaściwej relacji z
                          Bogiem i czyni to, co On chce, by ludzie czynili. W jednej z ewangelii Jezus
                          wyraźnie przedstawia takich cudotworców, ktrzy uzdrawiali w Jego imieniu,
                          powolywali się na Boga, lecz zostali przez Boga odrzucenmi. Pza tym, jeżeli Bog
                          w Biblii zakazuje uprawiania magii, a Jezus powiada, ze nie przyszedl zmienic
                          Prawa, lecz je dopełnic, to po pierwsze: Bog nie zmienil zdania, po drugie -
                          owo dopełnienie nie oznacza zezwolenia na magie, po trzecie - odnosi sie do
                          roli Syna Bozego w zbawieniu ludzi ( przez łaske i wiarę oraz nowe narodziny z
                          Ducha Świetego ). Czy chcesz powiedziec, że bioenergoterapeuta uzdrawia w imie
                          Ducha Świetego? Przecież on Mu zaprzecza, bo z reguły odrzuca Jezusa jako swego
                          Zbawcę! A jesli nawet sie na Niego powoluje, jesli otacza sie religijnymi
                          rekwizytami, to tez nic nie znaczy. Malo to krzyzy, krucyfiksów i zaklęć w imie
                          Jezusa, Ducha Świetego i Boga Ojca w magii? Pełno! Nie daj sie zwieść. A co do
                          tzw. dobra, które odbdarzeni owymi darami ludzie czynia. Po owocach ich poznamy
                          ich. Nie wszystko zloto, co sie świeci. Pozdrawiam, JWS
                          • lisette Re: Mechanizm wrozenia. 05.04.04, 17:05
                            Dziekuje za oba artykuly. Pierwszy (osobisty) przeczytalam bardzo uwaznie,
                            drugi (naukowy) pobieznie, nastraszona uwaga o poszerzaniu wiedzy o innosciach
                            duchowych. Musze przyznac, ze niezle pan mnie tym wszystkim nastraszyl. Moze to
                            lepiej, nie wiem.
                            Powiem tylko, ze od niedawna trudno jest uniknac spotkania z tarotem. Jest na
                            to jakas moda. Wszedzie w mediach bardzo duzo jest tarota. Nawet w moim sklepie
                            ze zdrowa zywnoscia, tez mozna kupic talie Rider White'a z podrecznikiem, nie
                            mowiac juz o bibliotece (zwyklej miejskiej) gdzie organizowane sa rozne kursy
                            tarota i ksiazek jest multum. W gazetach pelno artykulow. Jakis tarotowy boom.
                            W ksiegarniach pelno ksiazek o tej tematyce. Wczesniej (jakies 10-20 lat temu)
                            nie bylo nic lub prawie nic. Pana ksiazki z poczatku lat 90-tych umknely mojej
                            uwadze w ksiegarniach, a moze zbyt szybko zniknely.
                            Moje zainteresowania ta tematyka wzielo sie od spotkania z tesciowa, ktora
                            podejrzewalam o dziwny negatywny wplyw na moje zycie. Wchodzi tesciowa, to
                            wszystkie kontakty elektryczne przestaja dzialac, samochod zepsuty (nagle, bo
                            wczesniej jezdzil), pilot do telewizora nie dziala i zapalnik od kuchenki
                            gazowej tez. Po wizycie wraca do normy. Wzywam mechanika, okazuje sie ze
                            wszystko w porzadku. Dodam, ze jest to moja pierwsza tesciowa. Teraz wyszlam
                            drugi raz za maz, bo moj pierwszy maz a jej syn zginal w wypadku. Moj drugi maz
                            odkad jest ze mna ciagle choruje. Teraz tez, od paru miesiecy nie chodzi do
                            pracy. W sumie trwa to juz latami, ze ciagle cos mu jest, miesiacami nie
                            pracuje i wlasciwie nie mam w nim zadnego oparcia ani pomocy. Jestem juz tym
                            wyczerpana. Moja intuicja mowi mi, ze cos/ktos mu szkodzi. Ja nie zajmuje sie
                            magia, nie uprawiam magii, ale zdolowana cala ta sytuacja od jakiegos czasu
                            zaczelam czytac, bo fenomen tesciowej mnie zainteresowal.
                            Czy to mozliwe, aby tesciowa mogla tak negatywnie wplywac na moja probe
                            ponownego ulozenia sobie zycia? Jak mozna sie przed tym bronic?
                            • suljan Re: lisette 06.04.04, 13:53
                              To sie nazywa "rzuceniem przekleństwa". Wyzwolenie daje modlitwa do Jezusa
                              Chrystusa, ale nie miejsce tu, zeby o tym pisac ( modlitwa oczywiście nie-
                              magiczna! ). Napisz: jan.suliga@wp.pl Pozdrawiam, JWS
                  • suljan Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 02.04.04, 11:07
                    Nie rozumiem Victorio3; rzucilaś tarota na rzecz zwykłych kart? Wróżyłaś nimi?
                    Myslisz, że rządzą nimi inne siły niz tarotem? Ręczę ci, że te same, tyle
                    tylko, ze z racji swej natury tarot potężniej je ku sobie ( tobie ) sciąga.
                    Odstręczyła Cię - jak piszesz - bierność i uzależnienie in nych ludzi od Twoich
                    wróżb. Dobrze, że przynajmniej to! Chcesz wiedzieć kto za tym wszystkim stoi?
                    Diabeł. Artykuł prześlę, ale go rozsądnie wykorzystaj. JWS
                    • vitoria3 Re: do Karolci i Pana Jana (tarot i wrozby) 02.04.04, 17:22

                      A co z ludźmi, którzy wiedzą rzeczy bez wróżenia? Po prostu są bardziej
                      wrażliwi?


                      Ja 'naturalnie'zawsze miałam dużą intuicję i często przewidywałam rzeczy (jako
                      dziecko mi się marzyło, że jestem wróżką, wszystko przez zgubny wpływ bajek :)a
                      chęć wróżenia przyszła gdy już jako starsze dziecko zapragnęłam sobie tę
                      percepcję 'poszerzyć'. Stąd tarot, stąd karty, chiromancja, trochę numerologii.
                      Wróżenie innym miało im w założeniu pomagać (taaaaa...) i chyba tak wbrew
                      pozorom było, bo zawsze starałam się w podłamanych wpoić przekonanie, że
                      mnóstwo zależy od nich i ich maksymalnie wzmocnić psychicznie. To lepsze od
                      najlepszej wróżby. Szczególnie w tym trudnym wieku w którym wtedy wszyscy
                      byliśmy...
                      Myślę też, że bardzo ciekawiła mnie natura ludzka, jej psychologiczne
                      mechanizmy. Myślę, że chciałam przez to lepiej zrozumieć siebie.
                      Ale bardzo szybko to zarzuciłam!!!

                      Bo widziałam, że to do niczego dobrego mnie nie prowadzi, uzależnia, a ja nie
                      znoszę być od czegokolwiek uzależniona, poza tym wolę realne życie.

                      I nie sądzę, żeby to było zdrowe, że wiele osób chce mieć wszystko pod kontrolą
                      i wiedzieć, co się zdarzy. Na całe szczęście nie mamy zaprogramowanej
                      przyszłości - tak sądzę.

                      A artykuł wciąż chętnie przeczytam.
                      Pozdrawiam
                      • suljan Re: do Vitori3 05.04.04, 11:47
                        Jestes po prostu medialna, to częsty przypadek. Ktos medialny jest jak
                        odkurzacz, przyciaga do siebie różne rzeczy i juz. A te "rzeczy" fakt ów z
                        rozkoszą ( dla siebie ) wykorzystują. Pozdrawiam, JWS
                        • vitoria3 Re: do Vitori3 05.04.04, 16:55
                          te 'rzeczy'?
                          • suljan Re: do Vitori3 06.04.04, 13:55
                            "Te rzeczy" to zadolnosci paranormalne, o ktorych Pani wspomina. Pozdrawiam, JWS
    • e-karola Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 08:15
      Cześć!

      Nie rozumiem tej Waszej dyskusji, dotyczącej Tarota. Tego, że przyciąga zło, uzależnia, że są demoniczne... Tarotem intesesuję się od ponad 10 lat, czyli od momentu jak skończyłam szkołę podstawową. Mam parę talii tych kart i książki. Nauczyłam się z nich wróżyć. Wykładam je czasem sobie, częściej innym. Jak dotąd nie uzależniłam się od nich. Nie czuję, żeby było w tych kartach coś złego. Nie sądzę też, że wróżenie jest złe, mimo to chętnie przeczytam artykuł suljana (e-karolina@wp.pl). Jestem ciekawa o czym piszesz suljanie. Właściwie dlaczego podszywasz się pod p. J.W.Suligę. Przecież nim nie jesteś?
      • mask100 Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 09:08
        Mam te same podejrzenia...
      • suljan Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 11:35
        Sorry, Karolciu, ale jestem JWS-sem, tj. Janem Witoldem Suligą, choc rozumiem,
        że poprzez internet trudno to udowodnic. Więc nie bedę. A co wróżenia itp.
        Podstawową umiejetnoiścią każdego, kto uprawia magie winna być umiejetność
        samoobserwacji oraz dar rozeznawania duchow. Jak rozumiem czujesz sie swietnie.
        A jak twoje relacje rodzinne, ze znajomymi, też sa ok? Czy twoje
        zainteresowanie jest tylko zainteresowaniem, z ktorego mozesz w każdej chweili
        zrezygnować, czy juz odczuwasz pewien "przymus" robienia tego, co robisz?
        Przejzyj swoja biblitekę, ile miejsca zajmują w niej zwyczajne ksiązki, a ile
        ksiązki okultystyczne? O czym najczęściej rozmawiasz? O czym snisz? Czy
        czujesz, ze "ktoś" jest przy tobie? Czy juz masz wrażenie, że tarot "sam"
        odpowiada na zadane i nie zadane pytania? Czy juz odnosilaś wrażenie, że uklada
        sie on zgodnie z oczekiwaniami osoby, ktorej wrózysz? Czy bywalo tak, ze
        odpowiadal jednoczesnie na dwa rodzaje pytań: twojego "klienta" oraz twoje (tj.
        odnoszace sie do jakiejs twojej sytuacji? )Czy juz zdarzalo się, ze karta x,
        ktora w przyjetym przez ciebie systemie oznacza y, we wróżebnym ukladzie miała
        całkiem inne znaczenie od y i było ono ze wszech miar trafne? Czy nie odnosilaś
        czasami wrażenia, ze "projektujesz" komus zycie, ze wywierasz na niego wpływ,
        ze czuje sie on jakos uzależniony od wróżb ( syndrom powracajacego "klienta" )?
        Cxzy u nikogo z twoich "klientów" nie zauwazyłaś leku przed wróżbą, tarotem,
        tobą? Żadna z tych rzeczy ci się nie prztrafila? Czy nie spotkalaś takiego
        ukladu, ktory wyraźnie mówił: tak byc musi!? Badź szczera wobec siebie (wobec
        mnie nie musisz). Pozdrawiam, JWS
        • mask100 Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 11:48
          Ameryki to chyba Pan nie odkrył... A co z życiem osob, które nie paraja sie np. wróżeniem, a mają je tak spaprane, że gorzej juz chyba nie mozna??
          We wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek i umiar...
          Jak się ktoś rzuca na jedzenie i opycha bez zastanowienia, w końcu musi sie liczyć z nieprzyjemnymi konsekwencjami..
          A co z ludźmi posiadającymi dar jasnowidzenia, rozwiązującymi zagadki kryminalne ?? Tez szkodzą ludziom ?
          Niech Pan nie mierzy wszystkich swoją miarką ...
          • suljan Re: mask100 05.04.04, 14:39
            Piszę o spapraniu zycia magia, a nie spapraniu go w ogóle. Wykretny argument. A
            co umiaru. Ja tez zacząłem umiarkowanie ( palić ), doszedłem do 60 sztuk
            dziennie. W ramach umiaru i zdrowego rozsądku, oczywiscie. Magia jest jak
            narkotyk, gdyby nim nie byla nie istniałoby tez to Forum. A co do mierzenia
            innych swoja miarką. Jeśli tak jest, stosujemy oboje to samo kryterium. Ja -
            bedzie źle, bo dacie sie zwieść i zawladnąc; Pani - umiar mnie uratuje, mozna.
            Czas okaże, kto ma racje. Jesli Pani, bede sie cieszył, bo nie zależy mi na
            tym, by ktos trafił w szpony tego tam, na dole. A jesli ja... Będe sie martwił
            z tego powodu co wyżej. Ryzyk fizyk, innymi slowy. Powodzenia, JWS
    • razdwalewa Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 14:26
      ha ha ha!
      tak sobie myślę o tych rzeszach potępionych chińczyków... A przecież to 1/3
      ludności świata. A hindusi? Wstrętne, bezbożne plemię. Wszyscy, którzy nie
      wierzą w jedynego CHREŚCIJAŃSKIEGO Boga zostaną potępieni.
      A przecież religia to tylko system wierzeń, otoczka, niezwykle zależna od danej
      kultury. Pan, jako etnograf, powinien to chyba rozumieć? Bóg i tak jest, i czy
      ktoś modli się do Boga-krokodyla, czy do Boga w trzech osobach, jeśli ma dobre
      intencje, tak naprawdę modlitwy trafiają w jedno miejsce. Do źródła.
      Panie Suljanie, czy to nie Bóg przypadkiem jest twórcą wszelkiej energii? Czy
      wszelka energia nie pochodzi od Boga?
      Chińczycy też zwracają się do Niego. Ich modlitwą jest na przykład tai-chi.
      Filozofia Chreścijańska jest dla mnie strasznie ograniczona pod tym
      względem: "To my mamy rację i nasza droga jest to jedynie słuszna droga". Phi :)
      • suljan Re: razdwalewa 05.04.04, 14:51
        Wniosek zatem jest prosty: wszyscy maja rację, prócz chrzescinan, lub:
        chrzescijanie maja racje, reszta sie myli. Zastanawiajace, nieprawdaż? Myślę,
        że szkoda czasu na takie jałowe dysputy. Niech Pani trwa przy swoim. Ja juz to
        w swoim zyciu przerabiałem. Zawiodło mnie to tam, dokad zawiodło. Ale może
        tylko mnie? Moze sie mylę? Jeśli się myle, nic Pani nie grozi, a ja popełniłem
        błąd. Lecz jeśli sie nie mylę? Co wtedy? Mnie, w pierwszym przypadku, grozi
        tylko błąd, osmieszenie, kpina, ironia itd. Spoko, dam sobie z tym radę. Ale
        jeżeli ja mam racje, to... Zna Pani odpowiedź. Więc kto z nas wiecej ryzykuje?
        Pozdrawiam, JWS.
        • ewa.gs Re: razdwalewa 05.04.04, 14:58
          albo inaczej: wszystkie religie trochę się mylą. Bo to tylko otoczka kulturowa.
          I niech Pan przestanie mnie straszyć moim marnym końcem, bo wiem co robię. Jest
          Pan strasznie zadufany w sobie. A argument: "ja to już przeszedłem i wiem" to
          typowa manipulacja przedszkolaka.
          • ewa.gs Re: razdwalewa 05.04.04, 15:01
            przepraszam, odpowiedziałam na post nie do mnie skierowany :)
            Ale tak czy inaczej zgadzam się z Razdwalewa.
            • razdwalewa Re: razdwalewa 05.04.04, 15:21
              Pani Ewo, dziękuję za odpowiedź, choć to było do mnie :)) Podesłałam tylko
              informacyjnie to, co dostałam w odpowiedzi, bo wiem, że jest Pani
              zainteresowana tematem.
              pozdrawiam!
              (i dziękuję, zmiany już się pojawiły)
          • suljan Re: ewa.gs 05.04.04, 15:18
            Witam, dawno Pani nie czytałem. OK, sorry, nie bede straszył ( choc nie Pania,
            nie do Pani p[isalem ), jestem zadufany, przedszkolnie manipuluję ( choc chyba
            nie, no bo niby jak mam to robić? ). Zaś religie to kulturowa otoczka. Wniosek -
            rację ma Pani Ewa Gs, bo to widzi, o tym z całą pewnoscia wie, w to wierzy i
            to wszem oglasza. I kto tu jest zadufały? Ale zostawmy to. Nie bedę sie kłócił.
            Ani argumentował, bo nie teologie czy filozofię mi chodzi. Ale cóż, nec
            Hercules contra plures, jak mawiali Rzymianie. Wiekszośc uważa, ze nie mam
            racji, czepiam sie, mądrzę, ba, nawet jestem opętany itp. Niech i tak będzie. W
            koncu bez pokusy magii ( sorry, Pani magii nie uprawia, Pani tylko rozmawia z
            aniolami i uzywa wahadełka oraz innych metod niemagicznych )nie byloby tego
            Forum. I czego jeszcze, Pani Ewo Gs? No i czego jeszcze? Pozdrawiam, JWS. Ps.
            Jesli w czymkolwiek uraziłem, prosze o wybaczenie. Ja w kazdym razie nie
            gniewam się za wszystkie Pani osobiste "przytyki". Wszystkiego najlepszego z
            okazji swiąt Wielkiej Nocy. Tylko po co je obchodzic. Przecież nic sie wtedy
            nie wydarzyło!
            • ewa.gs Re: ewa.gs 05.04.04, 15:31
              Wybaczam i nawzajem - proszę o wybaczenie za osobiste przytyki.
              Zdania mamy dość różne, ale może zostawmy je tak.
              pozdrawiam,
              Ewa G.
      • pawpos Re: TAROT I WRÓŻBY 05.04.04, 16:49
        A oto mój wkład podzielony na dwie części: teoretyczną i praktyczną.
        Zainteresowanych szczegółami zapraszam sop@plusnet.pl

        Obie te części pokazują jednak to samo - siła, która stoi za ezoteryką - możemy
        ją nazwać sztanem - nienawidzi ludzi i dąży do jego unicestwienia. Dlaczego?
        Ponieważ człowiek jest (póki co) najdoskonalszym bokim dziełem (m.in. dlatego,
        że ma świadomość, wolną wolę itd. - czego np. zwierzęta i rośliny nie mają.)- i
        dlatego jest przez ZLO znienawidzony.

        Walka o unicestwienie człowieka jest realna i warto bycie nieostrożnym można
        przypłacić życiem. Co więcej jeżeli to robimy bez Boga to jakbyśmy się nie
        starali i tak jesteśmy przegrani, ponieważ zło jest mocniejsze od nas. Zawsze
        nas złamie.....

        Przy czym chce zaznaczyć, że ten komentarz jest bardzo osobistym stwierdzeniem
        nt. mnie samego - nie zaś komentarzem do wcześniejszych stwierdzeń.

        Praktyczna:
        Nasza historia dotyczy tzw. sfery duchowej. To ważne - nasza historia
        uświadomiła nam bowiem, że świat duchowy jest realny, nie są to wymysły
        starszej babci, ale całkiem namacalna rzeczywistość, w której istnieją byty,
        są ustalone pewne zasady itd.

        Początek
        Poznaliśmy się z moją żoną 5 lat temu i byliśmy bardzo w sobie zakochani. Szybko
        zdecydowaliśmy na dziecko. Urodził się nam pierwszy synek - Tomcio, potem
        drugi - Kubuś. Żyliśmy dostatnio, dość komfortowo, spokojnie. A jednak....

        Od czasu do czasu nachodziły nas dziwne sytuacje - ataki złości i agresji,
        złego nastroju bez powodu. Sytuacje te się nasilały - pojawiła sie
        obojętność; agresja i złość nasilały się. Dotyczyło to głównie mojej żony,
        ale nie tylko.

        Kłopoty
        W naszym domu moja żona zaczęła odczuwać czyjąć obecność, a w pewnym
        momencie nasze dzieci zaczęły "widzieć" postacie, których myśmy nie
        widzieli.

        Wtedy jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Moja żona była wróżką
        (www.republika.pl/adibea), więc te sprawy nie były jej tak bardzo obce.
        Oboje dopuszczaliśmy do siebie możliwość istnienia duchowej rzeczywistości,
        choć ja we wróżeniu nie uczestniczyłem.

        A jednak.... Sytuacja stawała się coraz cięższa i cięższa. Obojgu nam bardzo
        zależało na małżeństwie i rodzinie. Staraliśmy się bardzo - wspólnie
        planowaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas bez dzieci, korzystaliśmy z
        rodzinnych i indywidualnych terapii.

        W końcu sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że kilka razy rozmawialiśmy o
        tym, że w zasadzie nie jesteśmy już razem. Oboje bardzo to przeżywaliśmy, ale
        nie mogliśmy znaleźć rozwiązania - bo też nie znaliśmy przyczyny. Tłumaczyliśmy
        to sobie wpływem doświadczeń z dziedziństwa itd.

        Koniec końców pod koniec 2002 było już tak źle, że np. ja nie byłem w stanie
        praktycznie pracować - przychodziłem do pracy i praktycznie byłem w stanie
        wykonywać jedynie mechaniczne czynności - i to z trudem. Trudno mi było się
        zmobilizować, skoncentrować. Mój poziom energii był bardzo niski -byłem
        jakby "odłączony". Później dowiedziałem się, że okultyści nazywają to
        stanem "duchowej śmierci", zrestą biblia nzywa to mniej więcej tak samo.

        Wtedy "przez przypadek" poznałem kilku Chrześcijan i postanowiłem prosić
        Boga o ratunek. Nie potrafiłem sobie poradzić z całą sytuacją i Chrystus
        wydawał się być jedynym ratunkiem. Zresztą słusznie. Gorąco modliłem się o
        kilka rzeczy: aby Ojciec zaopiekował się nami, dał nam mądrość co robić i
        siłę aby zrobić to co zrobić należało.

        Wtedy stało się. Spotkaliśmy "przez przypadek" ludzi związanych z okultyzmem
        (różnymi jego odmianami) i okazało się, że nasze doświadczenia nie są im
        obce. Okazało się, że stany nerwowe, problemy ze snem itp. zdarzają się
        praktycznie wszystkim. W wielu przypadkach kończyło się to rozwodami,
        myślami samobójczymi lub wręcz próbami samobójstwa.


        Wtedy postanowiliśmy z tym skończyć. Posłuchaliśmy słowa bożego, które mówi:
        1) okultyzm jest niczym innym jak wykorzystywaniem zwodniczych sił
        demonicznych - one na
        początku dają chojnie, prędzej czy później jednak przychodzi zapłacić
        rachunek
        2) korzystanie z wróżb oraz kontaktowanie się z duchami zmarłych jest jedną
        z nielicznym rzeczy za które będziemy potępieni.
        3) konsekwencje takich praktyk "ciągną" się za kolejnymi 3-4 pokoleniami

        Co więc uczyniliśmy - spaliliśmy wszystko. Z perspektywy dzisiajszej - okultyzm
        został praktycznie wyciśnięty z nszego życia - jak tubki od pasty. Nasz udział
        w całym tym procesie był napradę znikomy. Sprawy same się działy. Kolejni
        ludzie, kolejne świadectwa, kolejne decyzje.

        Cały proces "uzdrawiania" trwal kilka miesięcy, nie było łatwo.

        Sytuacja dzisiejsza
        Dziś nasze małżeństwo i rodzina przeżywa bardzo dobry czas. Większość rzeczy
        "sobie wybaczyliśmy". Jak lubię to nazywać - "inaczej oddychamy".
        Zaprzestanie wróżenia oraz zawierzenie naszej rodziny Chrystusowi było
        praktycznie jedyną rzeczą, którą zrobiliśmy.

        Ponieważ w tzw. międzyczasie zdobyliśmy jakiś fragment wiedzy nt. wpływu
        okultyzmu na życie postanowiliśmy wykorzystywać zdobyte doświadczenia do
        tego aby przestrzegać innych. Osobom, które korzystają lub zajmują się tym
        grozi bowiem śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie chcę brzmieć jak
        "nawiedzony", ale wiele w międzyczasie widziałem i widzę.


        Nie wiem w 100% dlaczego dzieją się te rzeczy. Wiem jednak, że jedną z
        przyczyn może być udział lub przywiązanie do np. horoskopów. Istnieje
        też możliwość, że w przeszłości ktoś z rodziny (nawet kilka pokoleń
        wstecz)takimi praktykami się zajmowali.

        Najważniejsze: sprawy, których dotykamy są duchowe - nie z naszego świata. One
        funkcjonują inaczej niż sprawy na Ziemi, wśród nas. Jeśli więc chcemy np. od
        czegoś uwolnić się wtedy musimy skorzystać z sił duchowych - nasze "ziemskie"
        metody nie bardzo działają. W naszym przypadku "duchowym" wybawcą był Chrystus.
        Do tej pory nie spotkałem nikogo, kto byłby wybawiony w inny sposób.

        Teoretyczna: przedstawiam całość aby dać kontekst - proszę zwrócić uwagę na
        wers 5
        Księga Wyjścia (exodus) 20 rozdział
        Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa: (2) Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię
        wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. (3) Nie będziesz miał cudzych bogów
        obok Mnie! (4) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co
        jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w
        wodach pod ziemią! (5) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im
        służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze
        występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych,
        którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym,
        którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. (7) Nie będziesz wzywał
        imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie
        tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy. (8) Pamiętaj o dniu szabatu,
        aby go uświęcić. (9) Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe
        zajęcia. (10) Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie
        możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani
        twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani
        cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. (11) W sześciu dniach bowiem
        uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś
        dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty.
        (12) Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg
        twój, da tobie. (13) Nie będziesz zabijał. (14) Nie będziesz cudzołożył. (15)
        Nie będziesz kradł. (16) Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa
        jako świadek. (17)
    • lambar Do suljana 05.04.04, 14:38
      Ja też poproszę o artykuł. lambar@gazeta.pl
      Tarota uczyłem się z Pana książki między innymi i artykułów z "nie z tej ziemi"
      i ze zdumieniem dowiedziałem się teraz, że Pan to rzucił w diabły. Jak dla mnie
      za dużo było w Pana interpretacjach filozofii judeochrześcijańskiej, która
      akurat jest mi obca (inne wyznanie). Karty były fajnie namalowane, trzeba
      przyznać.
      Bardzo rzadko wróżę, bo Tarot nie powie mi niczego, do czego sam bym nie
      doszedł. Moja koleżanka jest jednak ode mnie uzależniona, bo się zawsze
      sprawdza, nawet jak próbuje mnie okłamywać:) Ale i tak bardziej korzystam z
      prozaicznej psychologii niż ze znaczeń kart i takich tam.
      • suljan Re: Do lambar 05.04.04, 15:00
        Czyli stosuje pan tzw. miękkie wróżbiarstwo. Ja nazywałem je intelektualnym.
        Mozna i tak. Nie wiem, co na to Pana wyznanie, bo go nie znam. Zaś
        judeochrześcijanstwo w tarocie wzięlo sie stąd, ze tarot ma proweniencję
        kabalistyczną. Artykułu nie przesle, bo posłużyłby zgłębianiu "tarotowej
        wiedzy", a nie odstapieniu od niego. Jeszcze ( już? ) nie wyczuwa Pan
        niebezpieczeństwa. To tak jest, kiedy ktos psychologizuje przy tarocie. Ale juz
        zdążyl pan uzależnic kogos od tarota. Chciał Pan tego? Z pewnoscią nie.
        Kierowały Panem dobre intencje, a tu masz babo placek, dziewczyna sie
        uzależniła. A Pan? Czy mógłby pan nie wrózyc, nie brac tarota do reki, nie
        czytac o nim, nie mysleć przez 6 miesiecy? Radze spóbowac i dokonywac
        samoobserwacji. Powodzenia, JWS
        • lambar Tak 05.04.04, 20:00
          Zasadniczo ona uzależniła sie, bo zawsze się sprawdzało. Jednak nie oznacza to,
          że pędzi do mnie co tydzień. Raczej tak raz na pół roku. Poza tym praktycznie
          nie używam kart, bo mnie zwyczajnie znudziły i przestało mnie interesować, co
          się zdarzy w przyszłości.
          Czy ma znaczenie, czy ktoś traktuje Tarota poważnie i z lękiem, czy też lekko,
          jak pierwszy lepszy gadżet? Osobiście nie demonizowałbym Tarota, bo jest dla
          mnie jedynie pośrednikiem uaktywniającym moje przyrodzone zdolności. Równie
          dobrze mógłbym rzucać łodyżki krwawnika:) Ale to pan jest/był fachowcem.
          Szkoda, że nie chce mi Pan przesłać artykułu:( Ciekaw jestem, co Pana tak od
          niego ostatecznie odstręczyło.
          • suljan Re: lambar 06.04.04, 14:06
            Słusznie Pan zauważyl, że tarot czy cokolwiek innego, to tylko narzędzie,
            ktore pobudza zdolnosci paranormalne ( jasnowidzenia np. ). Są one "wrodzone",
            to tez fakt. Fakt, który Pana - jak rozumiem - nie niepokoi. A nie przychodzi
            Panu do głowy taka prosta rzecz, ze tarot ( czy cokolwiek innego ) jest także
            narzędziem POŚREDNICZĄCYM miedzy Panem, a "światem duchowym"? A jeśli tak, to
            co to jest za swiat? Chce Pan, bym Panu to wyjawił ( na przykladzie tarota ),
            lecz po co wlaściwie chce Pan o tym wiedzieć? Z ciekawości? Ok, dowie sie Pan
            jakie demoniczne hierarchie za tm stoją. I sądzi Pan, że zupełnie inne duchy
            stoja za łodyzkami krwawnika? Za fusami z kawy? Za runami? Nie, te same! Więc
            najpierw prosze sobie zadac pytanie: czy chce Pan z owymi, nieznanymi duchami
            współprcować? Bo jesli tak, to ja Panu nie pomogę. Sorry. Pozdrawiam, JWS
            • lambar Re: lambar 06.04.04, 15:08
              Chyba współpracuję z NIMI od jakiegoś czasu na zupełnie innym poziomie
              rzeczywistości i w związku z czymś całkiem innym, dlatego chętnie dowiedziałbym
              się, co może grozić (jak dotąd nic nie zauważyłem). Nie interesuje mnie jakaś
              tam demonologia/angelologia jako,że uważam ją za fragment mitologii
              chrzescijańskiej (i nie tylko). Zgadzam się, że ludzie, którzy w takie rzeczy
              WIERZĄ, są bardziej narażeni na ich wpływ.
              Czy każde karty stanowią Bramę? Czy każde korzystanie ze zdolności
              metafizycznych naraża człowieka na zło? Przeciez niektóre teorie naukowe mówią,
              że jasnowidzenie jest wyostrzonym zmysłem, który dla innych objawia się pod
              postacią nagłego uczucia niepokoju albo podniecenia, tzn. mózg odbiera jakieś
              sygnały, których świadomie nie dostrzegamy. w tym kontekscie nawet
              • suljan Re: lambar 06.04.04, 15:57
                Astral to faktycznie "inny poziom rzeczywistości". Jeśli wiec nie
                anioły/demony, to kim ONI są? ONI - prawda? Jak ja to dobrze znam! Zawsze byli
                ONI. To takie charakterystyczne. A ilu? Dwóch? Czy juz więcej - np. trzech. Z
                biegiem dni zrobi się Legion. A wtedy zadna filozofia i nauka juz nie pomogą. I
                co komu po nich wtedy? Nic. Czysta - jeśli tak mozna rzec - zgaga.
      • pawpos Re: Do suljana 06.04.04, 15:59
        Polecam audycję Świat odlotów.

        ftp://ftpgospel:ftpgospel@media.gospel.pl/moje_spotkanie_z_Jezusem/
    • agrentowy4321 Re: TAROT I WRÓŻBY 09.03.23, 14:55
      Ile czasu trzeba?
    • irona.sonata Re: TAROT I WRÓŻBY 30.04.23, 03:50
      To nurtujące
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka