Przed chwilą myślałam, ze trafi mnie szlag! I dlatego proszę kogoś o rozłożenie, bo jestem jeszcze w nerwach i aż rozbolała mnie głowa.
O co chodzi: musiałam doubezpieczyć mieszkanie na zyczenie banku, co zrobiłam po swoim przyjeździe. 8 lipca zostawiłam wszystkie dokumenty w oddziale banku w moim mieście, aby oni do centrali je wysłali. Dziś dostaję list polecony (monit) z centrali banku datowany na 19 lipca, że nadal żadne dokumenty nie wpłynęly. Obciążają mnie kwotą 35zł za monit i coś tam jeszcze. Dzwonię na infolinię i kobieta mi potwierdza, ze nic nie wpłynęło. Jednocześnie przedstawiłam jej całą sprawę, ona złożyła w systemie reklamację w moim imieniu jak powyższe (oddzial zaniedbał sprawę). Ale ja jeszcze nie chciałam odpuścić i zadzwoniłam do owego oddzialu i co sie okazuje! Moje dokumenty leżały sobie 10 dni(!!!), a przesyłka do centrali poszła 18 lipca. Rozumiecie? Zaniedbanie ewidentne. I tu jest problem: nie pamiętam (nie zwracałam uwagi wtedy) czy kobieta w oddziale przyjmująca ode mnie dokumenty nabiła pieczątkę "wpłynęło dnia..." Ta pieczątka ratuje mnie i daje mi argument w bitwie z bankiem. Wydębilam nawet numer przesyłki wewnętrznej z oddziału do centrali (dzwoniłam drugi raz na infolinię i podałam im!), ale jeśli na moich papierach nie będzie pieczątki "wpłynęło dnia...", to za zaniedbanie oddzialu zapłaci kto? No klient oczywiscie.
Sorry, za długi wstęp, ale chciałam żeby ten, kto będzie stawiał karty wiedział całe tło sprawy. Jak to się dla mnie zakończy? Pomyślnie czy znowu jakieś przerzucanie się argumentami? I jak z nimi wygrać, bo przecież oni popełnili błąd!