coccinelle76
05.05.08, 19:00
Witam. Proszę Was o wróżbę, bo sama kiedyś zajmowałam się troszkę
tarotem i wiem, że potrafi nie tylko mówić o przyszłości ale też , a
może przede wszystkim wskazywać drogę (czasami wyboistą ale trafną).
Moje poukładane życie zmieniło się diametralnie niecałe trzy lata
temu, kiedy krótko po moim ślubie okazało się, że mój kochany Tato
jest ciężko chory. Półtora roku podporządkowałam wszystko, żeby być
blisko Niego, wspierać w trudnej walce o każdy dzień. Niestety
odszedł... Jego choroba rzuciła cień na moje życie a przede
wszystkim na życie mojej Mamy. Też jest osobą schorowaną i od
śmierci Taty ciągle wymaga mojego wsparcia i opieki. Niedługo czeka
ją kolejna ale i chyba ostatnia operacja, która jak mam nadzieję
postawi ją na nogi. W związku z tym, że ostatnie trzy lata moje
życie było totalnie podporzadkowane rodzicom czuję się bardzo
zmęczona i pozbawiona energii życiowej. Z jednej strony wiem, że to,
co robię jest bardzo ważne ale chciałabym już zacząć normalnie żyć-
iść do pracy, zająć się swoim małżeństwem ( mam cudownego męża, że
tak długo wytrzymał tę ciężką sytuację ), swoimi przyjaciółmi, a
przede wszystkim urodzić dziecko. I tu okazuje się, że pojawia się
kolejny problem- nie mogę zajść w ciążę. Mimo kilkuletniego
leczenia, jednej nieudanej próby in vitro ( która była dla mnie
niełatwą decyzją)nie udaje się. Mam już ponad 30 lat, od zawsze
chciałam mieć gromadkę dzieci i moje największe marzenie a może
nawet powołanie do bycia matką (tak to czuję) wydaje się niemożliwe
do spełnienia. Nie wiem, czy mam jeszcze próbować in vitro, czekać
aż stanie cud (niewiele mam na to czasu) czy próbować adopcji, która
ze względu na to, że mąż jest obcokrajowcem jest w naszym przypadku
trudna. Tego właśnie dotyczy moje główne pytanie. Czy mam walczyć o
cud czy obrać inna drogę, jaką? Drugie pytanie, czy moja Mama wróci
do jako takiego zdrowia aby mogła być samodzielna? Boję się o to, bo
być może za jakiś czas wyjadę z Polski, jeśli mąż dostanie kontrakt
w innym kraju. Przychodzi mi do głowy ostatnia sprawa- może powinnam
się przekwalifikować i poszukać pracy, która da mi jakieś
wypełnienie pustki jeśli nie zdarzy się wyczekany cud? W tej chwili
nie pracuję i nie mam ochoty wracać do wcześniej wykonywanego zawodu
ale ciągnie mnie do jakiejś pracy, gdzie mogłabym pomagać ludziom...
Wiem, że dużo pytań, dużo problemów ale może Was to nie wystraszy a
ja chciałabym odwazniej wkroczć na jakąś drogę bo w tej chwili mam
wrażenie jakbym stała w ruchomych piaskach- każdy krok do przodu
pogarsza moją sytuację. Czy ta zła passa w końcu się skończy? Jak
przetrwać? Na tym kończę moje przydługie wywody i bardzo serdecznie
wszystkich czytających pozdrawiam. Jeśli będziecie mogły choć
odrobinkę mi pomóc będę naprawdę wdzięczna.