Landlord i landlady zaproszeni na kolacje, siedze wiec i mysle nad menu (przekaski na wjazd, starter, glowne i deser) i mysle i pustka w glowie. Ryzykowac polskie dania? Jakis fusion z polskimi akcentami? Zrobic wieczor tematyczny - Wlochy, a moze Maroko? Z premedytacja chce unikac angielskich klasykow. I o ile to mozliwe wiekszosc rzeczy do przygotowania wczesniej, abym nie musiala podczas wizyty stac przy kuchni i mieszac.
Dobrze, ze to dopiero za miesiac, hi, hi. Wiem, walnieta jestem, ale jak wiem, ze przychodza, to juz mysle.

Tylko nic wymyslec nie moge na chwile obecna, bo skupiam sie bardziej na wizycie piatkowej u Sis... Mam nadzieje, ze jednak mnie natchnie.