Dodaj do ulubionych

Gdzie zawędrowali po 1944 roku?

22.04.04, 13:41
Moja rodzina podzieliła się najpierw na 2 części.
Po wyzwoleniu Ci z małymi dziećmi zostali w Olsztynie, a reszta po
otrzymaniu "kart przesiedleńczych" pojechała do Gdańska. W roku 1945 na
jesieni Ci z Olsztyna przenieśli sie do Warszawy (tu były ruiny 2 kamienic
dochodowych). W roku 1946 i 1947 część z Gdańska rozsypała się po całych
Ziemiach Zagrabionych.
Obserwuj wątek
    • semper Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 22.04.04, 14:37
      Ziemie Zagrabione? Uzasadnij to...
      • sloggi Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 22.04.04, 15:06
        semper napisała:

        > Ziemie Zagrabione? Uzasadnij to...

        U mnie w rodzinie nie mówiono nigdy na Ziemie Zachodnie "odzyskane", bo przed
        1939 r. nie należały do Polski (nie można odzyskać czegoś co nie było nasze).
        My mieliśmy Ziemie Utracone, które nam zabrano. Tłumaczenie, że Dolny Śląsk nam
        się należy było co najmarniej dziwne - tym bardziej, że obszar zagrabiony był o
        wiele większy niż Ziemie Zachodnie.
        • semper Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 08:30
          Historia Polski nie zaczyna się od 1939 roku....
          • sloggi Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 10:14
            semper napisała:

            > Historia Polski nie zaczyna się od 1939 roku....

            Powoływanie się na czasy piastowskie jest według mnie lekko śmieszne, a na
            poważne - roszczeniowe. Terytorium to jedno, a wkład w rozwój to drugie. Ziemie
            zachodnie zostały zurbanizowane przez obcy naród i to co otrzymaliśmy w roku
            1945 nie jest dziełem polskich rąk. Nasze ziemie pozostały za wschodnią granicą.
            • tomziczek Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 19:20
              I tutaj musze sie z Toba w 100% zgodzic Sloggi. Odzyskiwanie ziem sprzed 1000
              lat to rzeczywiscie kuriozum. Widac jednak ze pojecie Ziem Odzyskanych mamy
              bardzo mocno wpojone.
              Nie moge sie oprzec by w tym miejscu przypomniec moja rozmowe na Temat Lwowa z
              pewna mloda Rosjanka. Nie jestem dobry w rosyjskim ale w naszej rozmowie uzylem
              sformulowania "kogda wy zaniali Lwow..." wtedy moja rozmowczyni stanowczo
              przerwala mi odpowiadajac: "my nie zaniali, my wyswobodili"! Coz, punkt
              widzenia zalezy od miejsca siedzenia...
              • zenta1 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 21:13
                nie mogę również pogodzić sie z poglądem, że "nasze ziemie pozostały na
                wschodzie". Jest to nadmierne uproszczenie.
              • komnen1 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 05.08.04, 18:00
                > I tutaj musze sie z Toba w 100% zgodzic Sloggi. Odzyskiwanie ziem sprzed 1000
                > lat to rzeczywiscie kuriozum. Widac jednak ze pojecie Ziem Odzyskanych mamy
                > bardzo mocno wpojone.

                Nie tysiąca lat, tylko maksimum niecałych 600. I utrata polityczna nie od razu
                oznaczała germanizację tych ziem. no i do XIX wieku także i Dolny Śląsk wchodził
                w skład polskiej prowincji kościelnej.
                Ale jedno jest prawdą: historia tych ziem jest właściwie historią odrębną od
                historii tej części Polski, która zachowała niezależność. I dlatego uważam, że
                stawianie pomników Piłsudzkiego na Śląsku na przykład nie ma sensu. Trzeba
                włączyć historię tych ziem w nauczanie historii i uwzględniać tę tradycję na
                równi z wschodniopolską.
                Czy można odzyskiwać coś po paruset latach? Czemu nie. Ziemie późno, ale jednak
                Odzyskane. Ziemie Zagrabione to sformułowanie bez sensu. Nie Polacy przyznali
                sobie te tereny
            • zenta1 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 21:10
              nie można zgodzić się z poglądem, że ZZ zostały zagospodarowane przez obcy
              naród. Dorobek cywilizacyjny tych ziem jest dorobkem nie tylko Niemców ale i
              Polaków, Czechów...oraz ogromna rzeszę tych którzy poczuwali się do "mieszanki"
              narodowościowej, a jeszcze .... Slązacy, których część uważa siebie za odrębny
              naród... Sprawa jest bardziej skomplikowana niż to wydaje sie na pierwszy rzut
              oka.
              • randybvain Ziemie Zagrabione:) 01.05.04, 15:17
                Większość infrastruktury została zbudowana kapitałem pruskim, kiedy jeszcze
                istniało Królestwo Pruskie. Polski wkład jest nieduży, bo II Rzeczpospolita
                niezdążyła się wykazać. ale zbudowano Gdynię na przykład.

                Pierwszy raz widzę sformułowanie "Ziemie Zagrabione". A co więcej jestem
                zdziwiony, że nie ma tutaj tego ładunku nienawiści i jadu, który stale jest
                obecny na wszystkich onetowskich dyskusjach na temat ZZ, Niemców i Polakówsmile
            • 18kwie2004 zagrabione i nasze 27.04.04, 00:51
              "Powoływanie się na czasy piastowskie jest według mnie lekko śmieszne, a na
              poważne - roszczeniowe. Terytorium to jedno, a wkład w rozwój to drugie. Ziemie
              zachodnie zostały zurbanizowane przez obcy naród i to co otrzymaliśmy w roku
              1945 nie jest dziełem polskich rąk. Nasze ziemie pozostały za wschodnią granicą"

              Jeżeli "urbanizacja" i "wkład w rozwój" będą służyć do pomiarów, to
              powiedziałbym że naszość ziem za wschodnią granicą jest raczej mizerna.
    • boniedydy Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 22.04.04, 17:14
      Moi w większości do Gdańska.
    • julsza Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 26.04.04, 13:17
      moi trafili na Kaszuby
      • anmanika Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 10.05.04, 20:19
        Moi najpierw do Szczecina a pozniej do Warszawy.
        • sarmatian Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 03.06.04, 22:58
          A nasze na Opolszczyzne,z pod Kamienca Podolskiego,ma sie rozumiec !
          Pozdrawiam
          • komnen1 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 05.08.04, 18:01
            sarmatian napisał:

            > A nasze na Opolszczyzne,z pod Kamienca Podolskiego,ma sie rozumiec !
            > Pozdrawiam

            Moja rodzina też pochodzi z tych okolic i też trafiła na Opolszczyznę i resztę
            Górnego Śląska
    • maciej-d Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 10.08.04, 00:07
      Toruń
    • tkac Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 21.01.05, 17:17
      Skąd "sami swoi" wzięli się na Kresach?
      To polscy osadnicy, koloniści czy spolonizowani Rusini i Litwini?
      • wolyni Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 09.02.05, 02:34
        Zapewne potomkowie zrusyfikowanych Polaków, których ostatnie pokolenia udało się spolonizować.
        Mnie natomiast ciekawi skąd Rusini wzięli się na Kresach. Domyslam się, że to "sprawka" kościoła prawosławnego.
        • tkac Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 10.02.05, 18:48
          wolyni napisał:
          > Zapewne potomkowie zrusyfikowanych Polaków, których ostatnie pokolenia udało
          się spolonizować.
          > Mnie natomiast ciekawi skąd Rusini wzięli się na Kresach. Domyslam się, że
          to "sprawka" kościoła prawosławnego.

          "Kresowiacy" to po części efekt tych wszystkich czynników, natomiast Rusini są
          na wschodzie u siebie i nie doszło do ich całkowitej polonizacji, mimo usilnych
          starań Polaków-katolików. Oto przykład z kresów płn.-wschodnich, z Podlasia,
          gdzie jest granica żywiołu polskiego i ruskiego.
          www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_1.htm
          www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_2.htm
          I jeszce więcej mapek opracowanych przez wybitnych polskich językoznawców:
          www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy%20holowna.htm
          Życzę wyciągnięcia właściwych wniosków.
    • mary.austin Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 11.02.05, 15:08
      Moja rodzina przesiedlona została do Szczecinka. Po krótkim czasie przenieśli
      się do Szczecina.
    • d6791 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 02.05.05, 00:15
      moja rodzinka sie porozdzielała część Łódź i okolice, część Zielona Góra a część
      Warszawa
    • doda-elektroda statystycznie 11.05.05, 17:27
      przed wybuchem wojny na terenach, które obecnie pozostały poza polską granicą,
      mieszkało około 3.5 mln Polaków. Po wojnie do nowej Polski przesiedliła się
      około połowa z nich; druga połowa albo nie dożyła, albo została na Litwie,
      Białorusi i Ukrainie, albo została wywieziona na wschód. Oznacza to, że do
      Polski jałtańskiej przeniosło się z Kresów 1.5 do 1.8 mln ludzi.

      Na terenach zabranych Niemcom osiedliło się około 1.2 mln osób, na terenie
      byłego zaboru pruskiego nieco powyżej 0.3 mln, w pozostałej części kraju nieco
      poniżej 0.3 mln osób.

      Zdecydowana większość osiedliła się na ścianie zachodniej, czyli w
      województwach wzdłuż granicy niemieckiej: przed wszystkim we wrocławskim (ok.
      450.000), w zielonogórskim (ok. 230.000) i szczecińskim (ok. 180.000). Znaczne
      ilości osiadły też na pozostałych, odebranych Niemcom terenach: w województwie
      koszalińskim, opolskim i olsztyńskim (po ok. 130.000).
      Nieco mniej zasiedliło dawne zachodnie województwa II RP, a mianowicie
      gdańskie (90.000), katowickie (90.000), poznańskie (70.000) i bydgoskie
      (70.000), plus dodatkowo łódzkie (również 70.000).
      W warszawskim, rzeszowskim i lubelskim osiadło po ok. 40-50.000 ludzi.
      Najmniej tzw. repatriantów znalazło się w województach krakowskim, białostockim
      i kieleckim (po ok. 20.000 osób).

      Oczywiście występowały rozmaite, dość dobrze znane schematy migracyjne.
      Inteligencja skupiała się w większych miastach i ośrodkach akademickich, przede
      wszystkim w Gdańsku, Toruniu i Wrocławiu (plus oczywiście Warszawa i Kraków); w
      niektórych szkołach wyższych tych miast wręcz odtworzono kadrowo dawne wydziały
      USB, UJK czy Politechniki Lwowskiej. Migracje odbywały się też głównie wzdłuż
      osi równoleżnikowych, więc Wilno poszło raczej na Gdańsk-Szczecin, a Lwów
      raczej na Wrocław. Co nie znaczy że brakowało najbardziej cudacznych zawirowań.
      Osobiście znam rodzinę, która z wileńszczyzny przeniosła się do Gdańska, potem
      wróciła (sic!!!) do sowieckiej Litwy, została wywieziona na Syberię w roku
      1953, po czym wróciła do Polski pojałtańskiej (Gdynia) w roku 1956.

      Generalnie kresowiacy największy odsetek populacji stanowili w dolnośląskich
      powiatach wzdłuż Odry oraz w zielonogórskim, gdzie częstokroć przekraczali 50%
      populacji. Nieco mniej (30-50%) było ich w pozostałych powiatach Dolnego Śląska
      oraz w południowych powiatach Pomorza Zachodniego oraz w północnych powiatach
      Prus Wschodnich. Jeszcze mniej (20-30%) w nadmorskich powiatach Pomorza i
      południowych powiatach Ostprojsów.
      • tkac Re: statystycznie 12.05.05, 13:28
        doda-elektroda napisała:

        > przed wybuchem wojny na terenach, które obecnie pozostały poza polską
        granicą, mieszkało około 3.5 mln Polaków.

        To znacznie zawyżona liczba. Zaliczano do Polaków np. białoruskomownych
        katolików na Białostocczyźnie, Grodzieńszczyźnie i Wileńszczyźnie.

        www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_2.htm
        img216.echo.cx/my.php?image=nitschmapagwar6ib.jpg
        etheo.h10.ru/imag/po001.jpg
        • doda-elektroda linki i kontrpropozycje 13.05.05, 13:52
          "to znacznie zawyżona liczba"

          Możliwe. Poproszę o kontrpropozycje.

          ***

          PS. załączone linki są, obawiam się, bezprzedmiotowe, bo 1. dotyczą zasięgu
          zjawisk językowych (a nie świadomości narodowej), 2. dotyczą jedynie obszaru
          Polski pojałtańskiej. A trzeci link to chyba jakaś rosyjska wyszukiwarka???

          Podany akurat przykład wydaje mi się dyskusyjny. Jest spora szansa, że mówiący
          po białorusku rzymo-katolik z Wileńszczyzny zadeklarowałby się jako Polak. A w
          roku 1945 zapisałby się na repatriację.
          • tkac Re: linki i kontrpropozycje 13.05.05, 20:21
            doda-elektroda napisała:

            > "to znacznie zawyżona liczba"

            > Możliwe. Poproszę o kontrpropozycje.

            Nie mam żadnej kontrpropozycji, bo nie mam danych. Ja mówię o narodowości
            etnicznej, a nie świadomościowej. Mapki nie przedstawiają Polski pojałtańskiej
            lecz zwarty zasięg polskiej mowy i wszystkie są zgodne w tej sprawie. Jeśli
            ruska mapka nie pojawia się, trzeba kliknąć na jeden ruski napis po prawej
            stronie ekranu. A tutaj zamieściłem tę mapkę na bezpłatnej stronie:
            img206.echo.cx/my.php?image=etnospolski8ft.jpg
            Tylko kliknij na nią, żeby sie trochę powiększyła.
            Ci białoruskomowni katolicy na Białostocczyźnie, Grodzieńszczyźnie i
            Wileńszczyźnie tak chętnie stali się i stają się "Polakami", jak Mazurzy,
            Warmiacy czy Ślązacy stali się i stają się "Niemcami".
            • aldon Re: linki i kontrpropozycje 14.05.05, 12:08
              tkac napisał:

              > doda-elektroda napisała:
              >
              > > "to znacznie zawyżona liczba"
              >
              > > Możliwe. Poproszę o kontrpropozycje.
              >
              > Nie mam żadnej kontrpropozycji, bo nie mam danych. Ja mówię o narodowości
              > etnicznej, a nie świadomościowej. Mapki nie przedstawiają Polski
              pojałtańskiej
              > lecz zwarty zasięg polskiej mowy i wszystkie są zgodne w tej sprawie. Jeśli
              > ruska mapka nie pojawia się, trzeba kliknąć na jeden ruski napis po prawej
              > stronie ekranu. A tutaj zamieściłem tę mapkę na bezpłatnej stronie:
              > img206.echo.cx/my.php?image=etnospolski8ft.jpg
              > Tylko kliknij na nią, żeby sie trochę powiększyła.
              > Ci białoruskomowni katolicy na Białostocczyźnie, Grodzieńszczyźnie i
              > Wileńszczyźnie tak chętnie stali się i stają się "Polakami", jak Mazurzy,
              > Warmiacy czy Ślązacy stali się i stają się "Niemcami".
              Ta mapka ze zwartm zasięgiem polskiej mowy ma wiele błędów, przede wszystkim
              zawęża obszar języka polskiego na wschodzie.
              • tkac Re: linki i kontrpropozycje 14.05.05, 15:40
                > Ta mapka ze zwartm zasięgiem polskiej mowy ma wiele błędów, przede wszystkim
                > zawęża obszar języka polskiego na wschodzie.

                Wszystkie znane mi mapki i opracowania pokazują i mówią tak samo albo podobnie.
                Jeśli masz inne, to pokaż wszystkim, nie chowaj tej wiedzy sobie. Możesz
                zeskanować i zamieścić wszystko na tej stronie, to proste i za darmo:
                www.imageshack.us/
            • doda-elektroda narodowość a wzrost 15.05.05, 11:17
              "Nie mam żadnej kontrpropozycji, bo nie mam danych"

              no więc na jakiej podstawie kwestionujesz moje szacunki?

              **

              "Ja mówię o narodowości etnicznej, a nie świadomościowej"

              Nie ma czegoś takiego jak "narodowość etniczna". Oto warszawski inteligent z
              obu rodziców Żydów, dla którego językiem ojczystym jest jidisz a wyznaniem
              judaizm - jednym słowem etnicznie Żyd w czystej postaci. Ale ten Żyd uważa się
              za Polaka. I co? Powiesz mu że nie jest Polakiem, bo z Twoich badań wyszło, że
              jest Żydem?

              **

              "Ci białoruskomowni katolicy na Białostocczyźnie, Grodzieńszczyźnie i
              Wileńszczyźnie tak chętnie stali się i stają się "Polakami", jak Mazurzy,
              Warmiacy czy Ślązacy stali się i stają się "Niemcami".

              dobre porównanie. Różne czynniki potrafią przyciągać ludzi z pogranicza
              etnicznego, nawet te najdziwniejsze. Ale to nie jest powód, żeby im zaprzeczać
              prawa do własnego wyboru. Ten sam problem co powyżej z moim Żydem. Jeśli taki
              Mazur twierdzi w ledwo gramatycznej niemczyźnie że on jest Niemcem, to znaczy
              że nim jest, choćby stu profesorów etnografii zaświadczyło, że jest Polakiem.
              • tkac jaka narodowość? 15.05.05, 16:17
                Kwestionuję, bo to oczywiste, że nie mieszkało tam tylu etnicznych Polaków,
                jako że historia nie mówi o takim masowym polskim osadnictwie na wschodzie, a
                nie można katolików utożsamiać z Polakami. Narodość określa się wg. kryteriów
                pochodzenia, pokrewieństwa z daną grupą bądź wg. deklaracji osób czujących
                więzi kulturowe i emocjonalne z jakimś narodem. Ten warszawski Żyd (może to
                Adam Michnik ?) jest oczywiście Polakiem (obywatelem) żydowskiego, a nie
                polskiego pochodzenia. Tak samo mieszkańcy dawnych kresów, jeśli nie byli
                osadnikami z ziem polskich lub ich potomkami, byli Polakami ukraińskiego,
                białoruskiego lub litewskiego pochodzaenia, jeśli można prześledzić ich rodowód.
                Ja nie zabraniam nikomu prawa wyboru, chcę natomiast dać możliwość dokonania
                właściwego wyboru, prezentując dodatkowe informacje o chodzeniu kresowiaków -
                "skąd ich ród". Jeśli ktoś określi swą narodowość na podstawie pokrewieństwa,
                pochodzenia etnicznego, wtedy uniknie np. wypominania mu tego pochodzenia przez
                rzeczywistych, etnicznych Polaków, co często się zdarza. Będzie mógł śmiało,
                uczciwie powiedzieć że należy do tego narodu, bo jego przodkowie się z niego
                wywodzili, że on sam wywodzi się z polskich plemion. W innym wypadku żyje z
                fikcyjnym, "polskim" rodowodem.
                • doda-elektroda niebezpieczna i niepraktyczna 16.05.05, 14:33
                  bardzo niebezpieczna teoria, którą tu wyłożyłeś. I do tego całkowicie
                  niepraktyczna.

                  **

                  Niebezpieczna, bo traktuje narodowość jako cechę obiektywną, jak wzrost, płeć
                  czy rasa. Taką cechę można określić niezależnie od delikwenta. Wystarczy
                  powołać jakiś panel profesorów, etnografów, lingwistów, i oni ci powiedzą
                  jakieś jesteś narodowości, choćbyś się zapierał że jest inaczej. Twoja uwaga że
                  nie zaprzeczasz nikomu prawa do wyboru, tylko chcesz mu dać możliwość
                  dokonania „właściwego wyboru” po prostu mrozi krew w żyłach. Podobnie jak
                  określenie „fikcyjny Polak” w stosunku do kogoś, kto nie wywodzi się z czysto
                  polskiej etni. Aż dziwne że można pisać takie rzeczy po tym wszystkim, co
                  zdarzyło się w XX wieku. „fikcyjny Polak”, „umożliwić właściwy wybór”...
                  jezu...

                  **

                  A niepraktyczna, bo nie nadaje się do niczego, oprócz może czystek etnicznych
                  (przepraszam, nie zamierzyłem tego osobiście). Vide przywołany przez Ciebie
                  przykład Mazurów. Z Twoją definicją narodowości nikt nigdy nie zrozumie tego,
                  co stało się z nimi po wojnie.
                  • tkac Re: niebezpieczna i niepraktyczna 16.05.05, 22:05
                    Bardzo się przestraszyłaś preferowanej przeze mnie metody określania
                    narodowości wg. pochodzenia etnicznego, pokrewieństwa. Nie jest ona zakazana.
                    Kto chce, może ją dla siebie stosować.
                    Może Ty jesteś kresowiaczką, Polką z ruskimi korzeniami, wstydzącą się i chcącą
                    o nich zapomnieć?
                    • sloggi Re: niebezpieczna i niepraktyczna 16.05.05, 22:08
                      W jakiejś częsci jestem auksztotem smile
                    • tkac Re: niebezpieczna i niepraktyczna 16.05.05, 22:25
                      Oto urzędowa definicja narodowości, jak widać jest zgodna z moją. Ale ja wolę
                      stosować jej drugą część, mówiącą o związku genealogicznym z narodem.

                      "Narodowość jest deklaratywną (opartą na subiektywnym odczuciu) cechą
                      indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny
                      (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na pochodzenie rodziców) z
                      określonym narodem."

                      www.stat.gov.pl/urzedy/wroc/raport_html/ludnosc1.htm
                      • doda-elektroda zgodna z Twoją? 17.05.05, 12:37
                        przepraszam, ale chyba nie przeczytałeś dokładnie.

                        Ta "urzędowa" definicja stwierdza jasno, że narodowość jest cechą deklaratywną,
                        subiektywną. To dokładnie odwrotnie niż twierdziłeś.

                        • tkac Re: zgodna z Twoją? 17.05.05, 20:05
                          Oczwiście, że zgodna! Oto moja definicja z wcześniejszego postu:
                          "Narodość określa się wg. kryteriów pochodzenia, pokrewieństwa z daną grupą
                          bądź wg. deklaracji osób czujących więzi kulturowe i emocjonalne z jakimś
                          narodem."

                          Może Ty ją nieuważnie przeczytałaś, albo słabo zrozumiałś. Nie pisałem, że ktoś
                          zamiast samego zainteresowanego określa jego narodowość. Robią tak badacze,
                          pisząc np. o stosunkach etnicznych na danym terenie, biorąc pod uwagę jego
                          przeszłość i stan językowy, ale to w celach czysto naukowych. Można jednak
                          skorzystać z ich dorobku, jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś o
                          pochodzeniu swoim i swoich przodków, bo zwykle ludzka pamięć i wiedza o
                          przeszłości jest na ogół skromna. Wtedy możliwa jest nawet zmiana swojej
                          świadomości narodowej i jej określenie na podstawie związków genealogicznych, a
                          nie uczuciowych czy kulturowych z jakimś narodem.
                          • doda-elektroda a kto pisał... 18.05.05, 09:31
                            zgodna?

                            A kto pisał o "narodowości etnicznej"?

                            A kto pisał o "właściwym wyborze"?

                            A kto pisał o "fałszywych Polakach"?

                            A kto wywodził, że Mazurzy deklarujący się jako Niemcy i mówiący po białorusku
                            rzymo-katolicy deklarujący się jako Polacy to absurd?
                            • tkac Re: a kto pisał... 18.05.05, 20:38
                              Chyba, Dodo, nie dogadamy się. Nie chce mi się dalej prowadzić tych wywodów.
                              Dziękuję.
                              • doda-elektroda przepraszam 23.05.05, 12:51
                                bardzo przepraszam, jeśli napisałam coś obraźliwego lub wykazałam się
                                wyjątkowym tępactwem.

                                Jeśli chodzi o to pierwsze, to nie miałam takiego zamiaru. Owszem, nie bawiłam
                                się w Wersal, ale z drugiej strony starałam się nie schodzić poniżej poziomu
                                przyzwoitości. Jeśli mi się nie udało to z góry przepraszam i obiecują, że będę
                                bardziej uważać.

                                Jeśli chodzi o to drugie, no to niestety nie mogę nic poradzić, bo na tępactwo
                                raczej nie ma lekarstwa. Ale obiecuję, że jeśli będziesz starać się pisać
                                głośno i wyraźnie, to ja będę starać się zrozumieć do końca.
                    • doda-elektroda świetny przykład 17.05.05, 12:33
                      No i mamy pokazane czarno na białym, do czego nadaje się i do czego jest
                      głównie wykorzystywana Twoja definicja. Napisałam wyżej, że do czystek. I
                      proszę bardzo, przykład w Twoim powyższym poście. Natychmiast użyłeś swojej
                      definicji do ataku ad personam.
                      • tkac Re: świetny przykład 17.05.05, 20:15
                        doda-elektroda napisała:

                        > No i mamy pokazane czarno na białym, do czego nadaje się i do czego jest
                        > głównie wykorzystywana Twoja definicja. Napisałam wyżej, że do czystek. I
                        > proszę bardzo, przykład w Twoim powyższym poście. Natychmiast użyłeś swojej
                        > definicji do ataku ad personam.

                        Gdzież ten atak? Jesteś jakaś przewrażliwiona. Było to pytanie, całkiem zasadne
                        w tym wątku o Kresach i zamiast na nie spokojnie odpowiedzić, to znowu
                        panikujesz. Nie miej mnie za nazistę czy faszystę, bo nim nie jestem. Próbuję
                        tylko dojść lub przybliżyć sie do prawdy i nie boję ani nie wstydzę się o niej
                        rozmawiać.
                        • doda-elektroda już wyjaśniam 18.05.05, 09:25
                          “Gdzież ten atak?”

                          jakby komuś nie chciało się zajrzeć wyżej: “Może Ty jesteś kresowiaczką, Polką
                          z ruskimi korzeniami, wstydzącą się i chcącą o nich zapomnieć?”. Próba
                          zdyskredytowania rozmówcy jako osoby zakompleksionej, kierującej się motywami
                          personalnymi, nieobiektywnej, a w dodatku cokolwiek zajeżdżającej gumnem
                          (vide “ruskie” korzenie)

                          **

                          “Było to pytanie, całkiem zasadne w tym wątku o Kresach”

                          oczywiście nieprawda. To było pytanie o moje osobiste sprawy. Byłoby zasadne u
                          psychoanalityka, ale nie w dyskusji o narodowości.

                          **

                          “zamiast na nie spokojnie odpowiedzić”

                          a niby dlaczego miałabym Ci opowiadać o moich prywatnych sprawach?

                          **

                          “to znowu panikujesz”

                          i przykład na kolejną próbę dyskredytacji. Rozmówca jest osobą niezrównoważoną
                          emocjonalnie.

                          **

                          “Nie miej mnie za nazistę czy faszystę, bo nim nie jestem. Próbuję tylko dojść
                          lub przybliżyć sie do prawdy i nie boję ani nie wstydzę się o niej rozmawiać”

                          Nieprawda. Równie dobrze w debacie czy 2x2 = 4 czy 5 mógłbyś zapytać, czy mam 4
                          czy 5 dzieci, bo to nas przybliży do prawy.
        • aldon Re: statystycznie 13.05.05, 15:25
          tkac napisał:

          > doda-elektroda napisała:
          >
          > > przed wybuchem wojny na terenach, które obecnie pozostały poza polską
          > granicą, mieszkało około 3.5 mln Polaków.
          >
          > To znacznie zawyżona liczba. Zaliczano do Polaków np. białoruskomownych
          > katolików na Białostocczyźnie, Grodzieńszczyźnie i Wileńszczyźnie.
          >
          > www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_2.htm
          > img216.echo.cx/my.php?image=nitschmapagwar6ib.jpg
          > etheo.h10.ru/imag/po001.jpg
          Ciekawe że ci "białoruskomowni katolicy" przed wojną popierali endecję a
          dzisiaj przynajmniej ci z Białostocczyzny w wiekszości popierają LPR i PIS. Na
          tych terenach wyznanie kojarzy sie z narodowością katolik to Polak a
          prawosławny ruski. Tak jest teraz i tym bardziej tak było kiedyś. Katolicy
          Białostocczyzny, Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny byli i sa Polakami i za
          takich sie tez uważają bez względu na to jakim na co dzień mówią językiem czy
          gwarą.
          • tkac Re: statystycznie 13.05.05, 20:34
            aldon napisał:

            Katolicy Białostocczyzny, byli i sa Polakami i za takich sie tez uważają bez
            względu na to jakim na co dzień mówią językiem czy gwarą.

            Nie wszyscy, są też bardziej świadomi swego prawdziwego, rusińskiego
            pochodzenia.
            Ale wszyscy wstydzą się swojej ruskiej, "prostej" mowy i przy obcych oraz w
            mieście tak nie rozmawiają, bo ich mazurscy sąsiedzi mówią po polsku i nazywają
            ich "Ruskimi", "Rusinami" i jeszcze inaczej.
            • aldon Re: statystycznie 14.05.05, 12:14
              tkac napisał:

              > aldon napisał:
              >
              > Katolicy Białostocczyzny, byli i sa Polakami i za takich sie tez uważają bez
              > względu na to jakim na co dzień mówią językiem czy gwarą.
              >
              > Nie wszyscy, są też bardziej świadomi swego prawdziwego, rusińskiego
              > pochodzenia.
              > Ale wszyscy wstydzą się swojej ruskiej, "prostej" mowy i przy obcych oraz w
              > mieście tak nie rozmawiają, bo ich mazurscy sąsiedzi mówią po polsku i
              nazywają
              >
              > ich "Ruskimi", "Rusinami" i jeszcze inaczej.
              To że ktos jest świadomy swojego rusińskiego pochodzenia nie znaczy jeszcze że
              jest Rusinem, Białorusinem, Rosjaninem czy Ukraińcem. Myślę, że w Polsce cos
              takiego jak Białorusini wyznania katolickiego nie występuje. Wszyscy znani mi
              działacze, politycy, dziennikarze, historycy, artyści białoruscy są prawosławni
              ani jednego katolika. Zresztą dobrze wiesz że na Białostocczyźnie każdy ci
              powie że Polak to katolik a Prawosławny to ruski.
              • tkac katolik-Białorusin 14.05.05, 12:40
                Twórcy i najwybitniejsi działacze białoruskiego ruchu narodowego w XIX i XX
                wieku pochodzili z katolickiej szlachty. Są i dzisiaj katolicy-Białorusini,
                nawet wśród pochodzących z ludu. Ludzie nie są już tacy ciemni, jak kiedyś i
                rozumieją, że wyznanie nie określa narodowości, a i rola religii w ich życiu
                znacznie zmalała. A że nie podają swej narodowości jako białoruskiej, to już
                inna rzecz. Ja sam, zanim wystąpiłem z K. Katolickiego, byłem Białorusinem-
                katolikiem. A zresztą w Białorusi jest zdaje się 2 mln katolików, ale "Polaków"
                tylko kilkaset tysięcy. Polecam trochę do poczytania z historii Wielkiego Ks.
                Litewskiego i Białorusi:
                kamunikat.fontel.net/www/czasopisy/bzh/index.htm
      • aldon Re: statystycznie 13.05.05, 15:27
        doda-elektroda napisała:

        > przed wybuchem wojny na terenach, które obecnie pozostały poza polską
        granicą,
        > mieszkało około 3.5 mln Polaków. Po wojnie do nowej Polski przesiedliła się
        > około połowa z nich; druga połowa albo nie dożyła, albo została na Litwie,
        > Białorusi i Ukrainie, albo została wywieziona na wschód. Oznacza to, że do
        > Polski jałtańskiej przeniosło się z Kresów 1.5 do 1.8 mln ludzi.
        >
        > Na terenach zabranych Niemcom osiedliło się około 1.2 mln osób, na terenie
        > byłego zaboru pruskiego nieco powyżej 0.3 mln, w pozostałej części kraju
        nieco
        >
        > poniżej 0.3 mln osób.
        >
        > Zdecydowana większość osiedliła się na ścianie zachodniej, czyli w
        > województwach wzdłuż granicy niemieckiej: przed wszystkim we wrocławskim (ok.
        > 450.000), w zielonogórskim (ok. 230.000) i szczecińskim (ok. 180.000).
        Znaczne
        > ilości osiadły też na pozostałych, odebranych Niemcom terenach: w
        województwie
        > koszalińskim, opolskim i olsztyńskim (po ok. 130.000).
        > Nieco mniej zasiedliło dawne zachodnie województwa II RP, a mianowicie
        > gdańskie (90.000), katowickie (90.000), poznańskie (70.000) i bydgoskie
        > (70.000), plus dodatkowo łódzkie (również 70.000).
        > W warszawskim, rzeszowskim i lubelskim osiadło po ok. 40-50.000 ludzi.
        > Najmniej tzw. repatriantów znalazło się w województach krakowskim,
        białostockim
        >
        > i kieleckim (po ok. 20.000 osób).
        >
        > Oczywiście występowały rozmaite, dość dobrze znane schematy migracyjne.
        > Inteligencja skupiała się w większych miastach i ośrodkach akademickich,
        przede
        >
        > wszystkim w Gdańsku, Toruniu i Wrocławiu (plus oczywiście Warszawa i Kraków);
        w
        >
        > niektórych szkołach wyższych tych miast wręcz odtworzono kadrowo dawne
        wydziały
        >
        > USB, UJK czy Politechniki Lwowskiej. Migracje odbywały się też głównie
        wzdłuż
        > osi równoleżnikowych, więc Wilno poszło raczej na Gdańsk-Szczecin, a Lwów
        > raczej na Wrocław. Co nie znaczy że brakowało najbardziej cudacznych
        zawirowań.
        >
        > Osobiście znam rodzinę, która z wileńszczyzny przeniosła się do Gdańska,
        potem
        > wróciła (sic!!!) do sowieckiej Litwy, została wywieziona na Syberię w roku
        > 1953, po czym wróciła do Polski pojałtańskiej (Gdynia) w roku 1956.
        >
        > Generalnie kresowiacy największy odsetek populacji stanowili w dolnośląskich
        > powiatach wzdłuż Odry oraz w zielonogórskim, gdzie częstokroć przekraczali
        50%
        > populacji. Nieco mniej (30-50%) było ich w pozostałych powiatach Dolnego
        Śląska
        >
        > oraz w południowych powiatach Pomorza Zachodniego oraz w północnych powiatach
        > Prus Wschodnich. Jeszcze mniej (20-30%) w nadmorskich powiatach Pomorza i
        > południowych powiatach Ostprojsów.
        Skąd masz te dane? Ze spisu z roku 1950?
        • doda-elektroda skąd 15.05.05, 11:37
          Bugaj, Sielicki, Masiarz, Latuch, Czerniakiewicz, Kącka/Stępka
          • aldon Re: skąd 15.05.05, 14:16
            W roku 1950 przeprowadzono pierwszy po wojnie Spis Powszechny. W spisie tym
            zadawano między innymi pytanie o to gdzie dana osoba mieszkała przed 1 września
            1939 roku. Z tego co pamiętam to ponad 2 miliony osób jako miejsce gdzie wtedy
            przebywało wskazało obecne tereny ZSRR czyli de facto Kresy. Nie jestem do
            końca pewien ale wydaje mi się, że na Dolnym Śląsku takich ludzi było coś około
            650 tys. Mam natomiast dokładne dane z województwa opolskiego gdzie 03.12.1950
            roku mieszkało 804 tysiące mieszkańców z czego 436,9 tys. (54,3%) autochtonów,
            165,4 tys. (20,4%) przesiedleńców z centralnej Polski i 201,7 tys. repatriantów
            (25,1%) w przytłaczającej wiekszości z Kresów. Repatrianci stanowili
            bezwzględna wiekszość ludności w powiatach głubczyckim, niemodlińskim i
            brzeskim a względna wiekszość w kluczborskim, namysłowskim i w samym Opolu.
            Jesli chodzi o przedwojenną niemiecką część województwa katowickiego to w
            Bytomiu osiedliło się 33 581 repatriantów, w Gliwicach 32 914,
            w Zabrzu 16 592. Nie zapominajmy tez o późniejszej repatriacji w latach
            1956-1958.
            • doda-elektroda ponad 2 mln? 16.05.05, 14:49
              rozbieżności nie są szokujące (ponad 2 mln spis vs 1.8 górna granica moich
              szacunków), ale są.

              Nie potrafię wytłumaczyć liczby "ponad 2 mln”. Po pierwsze, żadne znane mi
              opracowanie nie podaje takiej liczby repatriantów. Po drugie, byłby to ogromny
              odsetek spośród przedwojennych kresowiaków, rzędu 60%. Po trzecie, radzieckie
              spisy z końca lat 50. podawały jeszcze 1.5 mln Polaków, więc zaczyna się ich
              robić za dużo (2.1 + 1.5 = 3.6, a wszyscy którzy zginęli, szacowani nieraz na
              milion i więcej?).

              Więc jeśli jest prawdziwa, jak ją wytłumaczyć? Po pierwsze, pewnie należy wziąć
              pod uwagę przyrost demograficzny po roku 1945 (jak liczono dzieci?). Po
              drugie, „obecne tereny ZSRR” obejmuje również Sowiety sprzed roku 1939, a więc
              Polaków na centralnej i wschodniej Ukrainie, wschodniej Białorusi, w Rosji, na
              Syberii – jednym słowem nie żyjących w II RP. Oba te wytłumaczenia nie są
              jednak mocne, bo przyrost naturalny i Polacy z głębi ZSRR mogli stanowić
              różnicę góra 100.000, ale nie więcej.

              Jedyne co przychodzi mi do głowy to wspomniana wyżej statystycznie uchwytna
              migracja do Polski ludzi z pogranicza etnicznego. Ale przecież oni też byli
              wykazywani w statystykach PURu?

              poszukam jeszcze.
              • aldon Re: ponad 2 mln? 16.05.05, 16:12
                doda-elektroda napisała:

                > rozbieżności nie są szokujące (ponad 2 mln spis vs 1.8 górna granica moich
                > szacunków), ale są.
                >
                > Nie potrafię wytłumaczyć liczby "ponad 2 mln”. Po pierwsze, żadne znane m
                > i
                > opracowanie nie podaje takiej liczby repatriantów. Po drugie, byłby to
                ogromny
                > odsetek spośród przedwojennych kresowiaków, rzędu 60%. Po trzecie, radzieckie
                > spisy z końca lat 50. podawały jeszcze 1.5 mln Polaków, więc zaczyna się ich
                > robić za dużo (2.1 + 1.5 = 3.6, a wszyscy którzy zginęli, szacowani nieraz na
                > milion i więcej?).
                >
                > Więc jeśli jest prawdziwa, jak ją wytłumaczyć? Po pierwsze, pewnie należy
                wziąć
                >
                > pod uwagę przyrost demograficzny po roku 1945 (jak liczono dzieci?). Po
                > drugie, „obecne tereny ZSRR” obejmuje również Sowiety sprzed roku 1
                > 939, a więc
                > Polaków na centralnej i wschodniej Ukrainie, wschodniej Białorusi, w Rosji,
                na
                > Syberii – jednym słowem nie żyjących w II RP. Oba te wytłumaczenia nie są
                >
                > jednak mocne, bo przyrost naturalny i Polacy z głębi ZSRR mogli stanowić
                > różnicę góra 100.000, ale nie więcej.
                >
                > Jedyne co przychodzi mi do głowy to wspomniana wyżej statystycznie uchwytna
                > migracja do Polski ludzi z pogranicza etnicznego. Ale przecież oni też byli
                > wykazywani w statystykach PURu?
                >
                > poszukam jeszcze.
                Za te ponad 2 miliony jestem pewny. Aby nie być posądzonym o fantazjowanie
                postaram sie niedługo podać źródło. Co do rozbieżności pomiędzy oficjalna
                liczba repatriantów a liczba podaną przeze mnie mozna wyjasnić to nastepująco:
                po pierwsze juz od roku 1943 na tereny obecnej Polski napływali uchodźcy z
                Wołynia i Galicji Wschodniej według szacunków jakieś 400 tysięcy i nie byli oni
                objęciu oficjalna repatriacją, po drugie ludzie którzy wracali z zachodu z
                robót przymusowych, z róznego rodzaju obozów albo z Armii Andersa czy LWP tez
                nie byli oficjalnie rejestrowani jako repatrianci. Nie wiem jak liczono dzieci
                ale podejrzewam że razem z rodzicami. Nie wpłynęło to chyba jednak znacząco na
                ogólna liczbę no bo w końcu ile dzieci mogło sie urodzić w przeciągu niespełna
                5 lat. Co do Polaków spoza granic II RP to generalnie nie mieli oni prawa do
                repatriacji i bardzo niewielu z nich sie repatriowało. Generalnie zgadza się
                liczba 3,5 miliona Polaków na Kresach przed wojną, zgadza się liczba około 2
                milionów wypędzonych z Kresów natomiast popełniasz błąd przy szacunku ludności
                polskiej pozostałej w ZSRR. Otóż według sowieckiego spisu z roku 1959 na Litwie
                mieszkało 230 tysięcy Polaków, na Białorusi 539 tysięcy a na Ukrainie 249
                tysięcy ale z tego tylko około 60 tysięcy na terenach należących do II RP. Na
                Litwie i Białorusi też część Polaków mieszkała na terenach które nie należały
                do II RP. Reasumując na terenach II RP włączonych do ZSRR według spisu
                sowieckiego z roku 1959 mieszkało niecałe 800 tysięcy Polaków.
                • doda-elektroda rozbieżności 16.05.05, 16:34
                  to fakt w moim poście zabrakło tych, którzy przenieśli się do Polski centralnej
                  jeszcze w czasie wojny, uciekając przed Ukraińcami albo przed zbliżającym się
                  frontem. A może ich być pareset tysięcy (chociaż 0.4 mln wydaje mi się za dużo).

                  Moje 1.5 mln Polaków w ZSRR było spisane bodaj z Roszkowskiego, ale jeszcze
                  sprawdzę.
                  • aldon Re: rozbieżności 16.05.05, 16:57
                    Spis powszechny z roku 1950 wykazał obecność na terytorium Polski w jej nowych
                    granicach 2134 tys. osób przesiedlonych, które w dniu 1 września 1939 r.
                    przebywały na terenach przyłączonych do ZSRR. Tak twierdzi w swojej
                    książce "Przemiany narodowościowe na Ukrainie XX wieku" prof. Piotr Eberhardt.
                    Zreszta z taką liczba spotkałem sie równiez u innych autorów niestety w tej
                    chwili nie umiem sobie odtworzyć ich nazwisk. Eberhardt ocenia też że dawne
                    Kresy opuściło łącznie 2,5 mln ludzi.
                    • gucio60 Re: rozbieżności 18.05.05, 13:49
                      sloggi 26.04.2004 10:14 + odpowiedz


                      semper napisała:

                      > Historia Polski nie zaczyna się od 1939 roku....

                      Powoływanie się na czasy piastowskie jest według mnie lekko śmieszne, a na
                      poważne - roszczeniowe. Terytorium to jedno, a wkład w rozwój to drugie. Ziemie
                      zachodnie zostały zurbanizowane przez obcy naród i to co otrzymaliśmy w roku
                      1945 nie jest dziełem polskich rąk. Nasze ziemie pozostały za wschodnią granicą.

                      tak, zupelnie masz racje, wyniszczenie Polskosci na tych ziemiach faktycznie
                      nie jest dzielem polskich rak a obcego narodu ale ta, tak zwana urbanizacja jak
                      ty to nazywasz jest takze dzielem polskich rak
                      niezaleznie od "prawdy historycznej", ktora mozna manipulowac wedle uznania i
                      potrzeby, ten obcy narod i tak zaplacil zbyt niska cene za zbrodnie jakich
                      dokonal na narodzie polskim, nie tylko podczas II WS, on powinien wogole
                      przestac istniec jako wolny narod (tak ten narod sam spiewal podczas wojny)

                      nie widze kolego zadnego powodu, dlaczego nie mialbys wrocic tam skad
                      przybyles, co cie trzyma w tej zdobytej Polsce
                    • doda-elektroda Wołyń 43-44 i ZSRR 58-59 22.05.05, 21:49
                      co do polskich uchodźców z Wołynia i Galicji Wschodniej to po chwili
                      zastanowienia dochodzę do wniosku, że 400.000 to gruba przesada. Po pierwsze, w
                      samym województwie wołyńskim nie mieszkało więcej niż 350.000 tysięcy Polaków,
                      a w wołyńskim i tarnopolskim góra 1.1 mln. Czy to możliwe, żeby w latach 1943-
                      44 uciekła stamtąd aż 1/3 Polaków? Poza tym atlas polski, karta 61.3
                      (Przemieszczenia wywołane II wojną światową) szacuje liczbę migracji ze wschodu
                      do GG na 200.000.

                      Co do ZSRR to sprawdziłem, liczbę półtorej miliona (a dokładniej, 1.6 mln)
                      Polaków w ZSRR (ogółem! nie tylko na byłych terenach II RP) końca lat 50-tych
                      podaje Roszkowski, ale nie wiem na jakiej podstawie. Dane które podałeś (0.8
                      mln) wydają mi się podejrzane. Weźmy np. Litwę. W końcu lat 50-tych byłoby tam
                      ok. 250 tys. Polaków, a więc tyle, ile 30 lat później. Czy to możliwe,
                      zważywszy postępującą denacjonalizację polonii litewskiej?
                      • aldon Re: Wołyń 43-44 i ZSRR 58-59 23.05.05, 13:52
                        doda-elektroda napisała:

                        > co do polskich uchodźców z Wołynia i Galicji Wschodniej to po chwili
                        > zastanowienia dochodzę do wniosku, że 400.000 to gruba przesada. Po pierwsze,
                        w
                        >
                        > samym województwie wołyńskim nie mieszkało więcej niż 350.000 tysięcy
                        Polaków,
                        > a w wołyńskim i tarnopolskim góra 1.1 mln. Czy to możliwe, żeby w latach 1943-
                        > 44 uciekła stamtąd aż 1/3 Polaków? Poza tym atlas polski, karta 61.3
                        > (Przemieszczenia wywołane II wojną światową) szacuje liczbę migracji ze
                        wschodu
                        >
                        > do GG na 200.000.
                        > Nie twierdze na 100% że to było 400 tysięcy. Była przecież wojna panował
                        chaos i ludzie uciekali w sposób niezorganizowany. Nie pamiętam skąd wziąłem te
                        400 tysięcy ale były to bodajże meldunki lwowskiej AK do Londynu, byc może
                        przesadzone ale trudno to zweryfikować. Pamiętaj tez że uchodźcy byli nie tylko
                        z Wołynia i tarnopolskiego ale też ze wschodniej części lwowskiego i ze
                        stanisławowskiego.
                        > Co do ZSRR to sprawdziłem, liczbę półtorej miliona (a dokładniej, 1.6 mln)
                        > Polaków w ZSRR (ogółem! nie tylko na byłych terenach II RP) końca lat 50-tych
                        > podaje Roszkowski, ale nie wiem na jakiej podstawie. Dane które podałeś (0.8
                        > mln) wydają mi się podejrzane. Weźmy np. Litwę. W końcu lat 50-tych byłoby
                        tam
                        > ok. 250 tys. Polaków, a więc tyle, ile 30 lat później. Czy to możliwe,
                        > zważywszy postępującą denacjonalizację polonii litewskiej?
                        Ja opieram się na źródłach a więc na wynikach Nacjonalnogo sostawa nasielenija
                        Litowskoj SRS zamieszczonych w książce Piotra Eberhardta "Polska ludność
                        kresowa". Sa tam zamieszczone wyniki spisu nie tylko w całej Litwie ale i
                        poszczególnych rejonach. Razem Polaków naliczono wtedy 230,1 tys. Jeśli chodzi
                        o Ukrainę, Białoruś i Łotwę tez podano dane ogólne i z poszczególnych rejonach
                        • doda-elektroda akowscy i radzieccy statystycy 23.05.05, 14:38
                          jeśli żródłem liczby 400.000 uchodźców są szacunki AK, to znaczy że możemy ją
                          spokojnie zignorować. Szacunki AK dotyczące kwestii militarnych to jedna wielka
                          kompromitacja, nie sądzę żeby było inaczej jeśli chodzi o demografię. Niby na
                          jakiej podstawie je przeprowadzono? Zebrali dane z kilkunastu wsi, przemnożyli
                          sobie przez jakiś dowolnie uznany przelicznik, potem zaokrąglili i mamy 400.000.

                          Jeśli chodzi o spisy radzieckie to też kwestionuję ich wiarygodność. Jakim
                          cudem spisy z końca lat 50tych wykazały w LSRR tyle samo Polaków co spisy z
                          końca lat 80tych? Proponuję założyć, że o ile polskie dane spisowe z II RP to
                          górna granica wszystkich ewentualnych szacunków, o tyle radzieckie dane spisowe
                          to dolna granica.
                          • aldon Re: akowscy i radzieccy statystycy 23.05.05, 15:21
                            doda-elektroda napisała:

                            > jeśli żródłem liczby 400.000 uchodźców są szacunki AK, to znaczy że możemy ją
                            > spokojnie zignorować. Szacunki AK dotyczące kwestii militarnych to jedna
                            wielka
                            >
                            > kompromitacja, nie sądzę żeby było inaczej jeśli chodzi o demografię. Niby na
                            > jakiej podstawie je przeprowadzono? Zebrali dane z kilkunastu wsi,
                            przemnożyli
                            > sobie przez jakiś dowolnie uznany przelicznik, potem zaokrąglili i mamy
                            400.000
                            > .
                            >
                            > Jeśli chodzi o spisy radzieckie to też kwestionuję ich wiarygodność. Jakim
                            > cudem spisy z końca lat 50tych wykazały w LSRR tyle samo Polaków co spisy z
                            > końca lat 80tych? Proponuję założyć, że o ile polskie dane spisowe z II RP to
                            > górna granica wszystkich ewentualnych szacunków, o tyle radzieckie dane
                            spisowe
                            >
                            > to dolna granica.
                            Nie wiem czy te 400 tysięcy odpowiada prawdzie. Osobiście tez wydaje mi sie ta
                            liczba trochę zawyżona. Ale raczej bym jej całkiem nie ignorował bo np. dane
                            OUN-UPA mówią o 425 tys. Polaków którzy do czerwca 1944 opuścili
                            tereny "Zachodniej Ukrainy". Jak im wyszło te 425 tys. nie wiem ale jest pewna
                            zbiezność z danymi polskimi.
                            Co do radzieckich statystyk to oczywiście że nie sa do końca wiarygodne i
                            zgodze sie z tobą że o ile przedwojenne statystyki stanowią górną granicę
                            szacunków to powojenne radzieckie dolną granicę. Są to jednak oficjalne dane
                            spisowe a wszystkie inne liczby to tylko szacunki.
                            Jedno jednak nie ulega wątpliwości a mianowicie to, że z Kresów do Polski w
                            różny sposób przybyło ponad 2 miliony osób co wyraźnie pokazał spis z roku 1950.
                            • doda-elektroda jak najbardziej są wątpliwości 23.05.05, 16:38
                              no właśnie cała nasza korespondencja dotyczy tego, że jednak liczba „ponad 2
                              mln” przesiedlonych budzi wątpliwości.

                              Wytoczyłam przeciw niej kilka argumentów:

                              1. że to byłby bardzo wysoki odsetek ogółu zamieszkałych na kresach (minimum
                              60%, a realnie w granicach 70-75%)

                              2. że to się nie schodzi z danymi o przedwojennej populacji (góra 3.5 mln), o
                              liczbie zamordowanych przez Sowietów (kilkaset tysięcy) i o liczbie Polakach w
                              ZSRR po wojnie (1.6 mln)

                              3. że to się nie schodzi ze szczegółowymi danymi PURu (1.2 mln) oraz szacunkami
                              dla procesów nie kontrolowanych statystycznie (z Wołynia itp, z frontem, z
                              zachodu, 1956-1958)

                              Argument na rzecz tezy „ponad 2 mln” jest jeden: deklaracje spisowe, podobno
                              cytowane przez Eberhardta.

                              Dlatego twierdzę że jak najbardziej są wątpliwości.

                              Moje ignoranckie i szacunkowe rachunki są takie: 1.2 mln (PUR 1944-1947) + 0.3
                              (uchodźcy pod okupacją niemiecką) + 0.1 mln (1956-58) + 0.1 mln (z PSZ, z
                              obozów pracy w Niemczech) = 1.7 mln. Plus minus 0.1 mln.

                              Obrońca tezy „ponad 2 mln” musi uporać się z 3 argumentami powyżej. Argument
                              pierwszy można zignorować („no i co z tego, nie może być 75%?), argument drugi
                              można podważać kwestionując liczby będące punktem odniesienia, co robisz). Ale
                              jak uporać się z argumentem trzecim, czyli wyjaśnić, skąd znalazłoby się w
                              Polsce pojałtańskiej ponad 1 mln ludzi, którzy przesiedlili się poza PURem?

                              **

                              PS. nie wiem czy widziałeś poniższe:
                              www.sciesielski.republika.pl/kresy/repat.html
                              • aldon Re: jak najbardziej są wątpliwości 23.05.05, 18:34
                                doda-elektroda napisała:

                                > no właśnie cała nasza korespondencja dotyczy tego, że jednak liczba „pona
                                > d 2
                                > mln” przesiedlonych budzi wątpliwości.
                                >
                                > Wytoczyłam przeciw niej kilka argumentów:
                                >
                                > 1. że to byłby bardzo wysoki odsetek ogółu zamieszkałych na kresach (minimum
                                > 60%, a realnie w granicach 70-75%)
                                >
                                > 2. że to się nie schodzi z danymi o przedwojennej populacji (góra 3.5 mln), o
                                > liczbie zamordowanych przez Sowietów (kilkaset tysięcy) i o liczbie Polakach
                                w
                                > ZSRR po wojnie (1.6 mln)
                                >
                                > 3. że to się nie schodzi ze szczegółowymi danymi PURu (1.2 mln) oraz
                                szacunkami
                                >
                                > dla procesów nie kontrolowanych statystycznie (z Wołynia itp, z frontem, z
                                > zachodu, 1956-1958)
                                >
                                > Argument na rzecz tezy „ponad 2 mln” jest jeden: deklaracje spisowe
                                > , podobno
                                > cytowane przez Eberhardta.
                                >
                                > Dlatego twierdzę że jak najbardziej są wątpliwości.
                                >
                                > Moje ignoranckie i szacunkowe rachunki są takie: 1.2 mln (PUR 1944-1947) +
                                0.3
                                > (uchodźcy pod okupacją niemiecką) + 0.1 mln (1956-58) + 0.1 mln (z PSZ, z
                                > obozów pracy w Niemczech) = 1.7 mln. Plus minus 0.1 mln.
                                >
                                > Obrońca tezy „ponad 2 mln” musi uporać się z 3 argumentami powyżej.
                                > Argument
                                > pierwszy można zignorować („no i co z tego, nie może być 75%?), argument
                                > drugi
                                > można podważać kwestionując liczby będące punktem odniesienia, co robisz).
                                Ale
                                > jak uporać się z argumentem trzecim, czyli wyjaśnić, skąd znalazłoby się w
                                > Polsce pojałtańskiej ponad 1 mln ludzi, którzy przesiedlili się poza PURem?
                                >
                                > **
                                >
                                > PS. nie wiem czy widziałeś poniższe:
                                > www.sciesielski.republika.pl/kresy/repat.html
                                Liczba 2 mln repatriantów nie budzi wątpliwości ponieważ władze komunistyczne
                                nie miały żadnego interesu żeby podwyższać liczbe ludności kresowej. Przeciez
                                przez całe 40 lat PRL w mysl dyrektyw z Moskwy czerwoni starali się
                                zminimalizować rolę, liczebność i znaczenie Polaków na Kresach. Polecam książkę
                                Leszka Kosińskiego "Pochodzenie terytorialne ludności ziem Zachodnich. Warszawa
                                1960" oraz Roczniki Statystyczne z roku 1956 i 1957.
                                • doda-elektroda a jednak budzi 24.05.05, 00:11
                                  władze komunistyczne nie mają tu wiele do rzeczy, jeśli się nie mylę. Jedyny
                                  jak dotąd argument na rzecz liczby "ponad 2 mln", który przytoczyłeś, to
                                  deklaracje spisowe, a nie manipulacje władz Polski pojałtańskiej.

                                  Jeśli ta informacja, którą podajesz za Eberhardtem, jest prawdziwa, to pytanie
                                  jak pogodzić te tak wysokie deklaracje z danymi PURu i innymi wątpliwościami
                                  (vie moje argumenty wyżej). Ja nie potrafię.

                                  Co do proponowanych lektur to oczywiście dzięki, ze swojej strony polecam jak w
                                  mojej pierwszej odpowiedzi na pytanie o źródła.
    • ax4 Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 18.05.05, 19:30
      LWOW-SYBERIA-TEHERAN-MONTE CASSINO-LONDYN-NEW YORK-SEATTLE - gdzie wlasnie
      siedze przed kompem
    • baga Re: Gdzie zawędrowali po 1944 roku? 10.07.05, 23:49
      Rodzina mojego ojca, zanim dotarła do Słupska powędrowała sobie nieźle.
      Najpierw zawieziono ich razem z całym transportem w okolice Pyrzyc, do małej
      wsi. Dziadek, który całe życie pracował w fabryce wytłumaczył, że nie ma tu co
      robić, bo nie jest rolnikiem. Zaprowadzono go więc do kuźni (podobno
      przepięknie wyposażonej). Ale dziadek tłumaczył, że nie umie podkuwać koni. W
      końcu zrezygnowali i dopięli ich do składu wracającego na południe. Wrócili do
      Opola, gdzie dostali mieszkanie i pracę. Po roku zaczęli się odnajdywać z
      pozostałymi członkami rodziny. Okazało się, że większość rodzeństwa dziadka
      dotarła do Słupska. Tam też po roku przenieśli się dziadkowie. Rodzeństwo babci
      osiedliło się w Wałbrzychu i na Mazurach.

      Przy okazji o warunkach repatriacji. Rodzina dziadków miała do dyspozycji wagon
      towarowy, gdzie mogli wstawić swój dobytek. Mieli więc łóżka i żelazny piecyk,
      bo podróżowali zimową porą. Rodzina składała się z rodziców i 4 synów, w tym
      jeden w wieku 1 roku!!

      Będąc w muzeum w Cedyni, słyszałam też opowieść tamtejszego pracownika. Jego
      rodzice pochodzili z Milówki w Beskidzie Żywieckim. Ojciec za zasługi wojenne
      dostał gospodarstwo na Ukrainie. W czasie II wojny zginął na froncie. Matka z
      trójką dzieci, w zaawansowanej ciąży trafiła do transportu. Naturalne było, że
      chciała wrócić do swojej rodziny w Milówce. Niestety, nie pozwolono jej wysiąść
      z transportu, kiedy ten jechał przez południową Polskę. Drzwi wagonów były
      zamknięte, a dworców pilnowali żołnierze z karabinami. W ten sposób kobieta
      zamiast do swoich, trafiła pod Szczecin. Kiedy opowiadałam o tym ojcu,
      potwierdził, że tak było, wspominał nawet o ucieczkach z transportów tych,
      którzy chcieli wysiąść wcześniej niż przewidywał to plan.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka