madohora Re: Legendy 23.04.19, 19:50 Dziewki na początku świata same chodziły w zaloty, nie zaś jak dzisiaj, na nie dopiero czekały. Musiało to tak być,.skoro sama Jewa poszła w zaloty do Jadama. Kazu jednego zebrały się one gromadnie i radziły między sobą o tern, która do którego chłopaka w zaloty pójdzie. Jak się namówiły, tak tóż i poszły. Groch rósł przy drodze. Trzeba im też było wleźó do tego grochu, i rwiąc go jeśd co się jeno dało a zmieściło; to też tak się napchały, że stąpać prawie nie mogły. Tymczasem parobcy, dowiedziawszy się o tern, że dziewki idą już do nich z wódką w zaloty, ale że utknęły i bawią się w grochu, wyszli sami przed nich i stanąwszy mówią: „Już za późno; żebyście się były nie zabawiły w grochu, każda z was mogłaby była wybierać któregoby chciała; teraz zaś, skoro was aż z grochu wyciągać trzeba, do nas ta robota należy i odtąd my was wybierać będzieur. Od tego czasu już nie dziewki chodzą w zaloty, ale parobcy do nich przychodzą; one zaś narzekają, że dla głupiego grochu tak bardzo sobie zaszkodziły i zmuszone są czekać i wyglądać, kto też do nich przyjść zechce. Dla tego też, nie zwykły one dawać grochu młodym i przystojnym parobkom (by im go nie przypominać), ale starym i brzydkim, o których nie dbają Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.04.19, 23:23 W Sukiennicach w bramie przy wejściu w kierunku pomnika Mickiewicza wisi na łańcuchu przymocowany wielki nóż, którym miał się przebić jeden z budowniczych wieży Mariackiej. Było dwóch braci, którzy rozpoczęli budowę wież przy Kościele Panny Maryi w Krakowie. Gdy jeden z nich spostrzegł, że wieża drugiego może być większa i wyższa przez zazdrość zabił brata skrycie. Sprawcy nie odkryto. Dopiero po zakończeniu budowy pozostały brat nie mogąc znieść wyrzutów sumienia sam się oskarżył przed ludźmi o bratobójstwo i przebiwszy się nożem w oknie wieży spadł z niej bez życia na ziemię. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.07.19, 12:44 Gdy w lipcu 2013 r. na trasie budowy drogi średnicowej w Gliwicach odkopano pierwszy grób ze szkieletem, archeolodzy nie odczuli większych emocji. Tego typu odkrycia są niemal na porządku dziennym, odkąd w Polsce ruszył program budowy autostrad. Jednak w miarę odsłaniania grobu, archeologom rosła adrenalina: coś tu było inaczej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.10.19, 23:48 O synach świńskiego pasterza. Od Opola. Był też to jeden świński pasterz we wsi, ma trzydzieści jeden synów. I ci synowi też musieli i te świnie pasać, i kucyło im się (przykrzyło) już te świnie pasać. I ten najstarsy powiedział: Bra- towie, my tak ni możemy zawse tych świni pasać, i my pódziemy w świat i będziemy tak d(ł)ugo po świecie chodzić, az znaleziemy takiego c(ł)owieka, co będzie miał trzydzieści córków, tak wy się możecie wsycy pożenić, a ja się nie pożenię, tylko tak przy was będę. I óni pośli do światu, i przyśli w wielki bardzo bór i wyliźć z niego nie mogli do żadnej wsi, i nadesła ich noc i musieli w tym boru nocować. I ten najstarsy powiada: Bratowie. wiecie wy co, ja wlazę. na wysokie drewno, co ja zobacę kańby się świeciło, tak ja zrzucę swój kapel us w tę stronę kań się będzie świecić. I wlaz(ł) i zobacył niedaleko się świecić, i zrzucił swój kapelus w tę stronę. I on ślaz (zlazł) z tego drewna, i powiada swoim bratom: Uważa liście kań ja, we chtórą stronę swój kapelus wyrzucił? A oni mu powiedzieli: Bracie wiemy bardzo dobrze. On: moi bracia, pódźcie terazki za mną w tę stronę, gdzie się świeciło. I óni pośli niedaleko, i przyśli do wielkiego pałacu. Wleźli do pałacu i prosili o nocleg. W tym pałacu niebył nicht, ino jeden pan a bardzo wielki, nazy wał się Olgrzym, od tych wielkich ludzi jesce. Oni go prosą o noclćg a ón ich się pyta: A cóz ci wy są za jedni, cy wsćscy bracia od jednego ojca, izeście sobie wsćscy są sobie tak podobni. A ten najstarsy powiedział: Mychmy są wsćscy jednego ojca, idziemy do światu i chcemy znaleść takiego cowieka. coby miał trzydzieści córków. A ten pan im odpowiedział: I cego sukacie, toście znaleźli; tak ja mam prawie trzydzieści córków. Tak ich się ten pan pyta, na co oni sukają takiego cowieka, coby miał 30 córków. A ten starsy odpowiedział: Mój panie miły. tak moi bracia mogą się wsćscy pożenić a ja tak przy nich będę. A ten pan powiedział: A dobrze, to się mogą pożenić, a ty najstarsy, kiedy niechces, to tak mozes przy nich być. I tak sprawił wielką gościnę, wielkie jadła i dobry trunek do picia. I tak posiadali sobie w pokoju, kozdy naprzeciwko ze swoją, .a ten najstarsy musiał sam siedzieć, bo niemiał pary. I po tej gościnie ten pan im nasykował pościel, tem trzydzieści jednym braciom i swoim trzydzieści córkom. I tak się pokładli, każdy naprzeciwko ze swoją, ale nogami (stopami), aby się dotykali do kupy, każdy ze swoją. I wsćscy bardzo dobrze (155] GOKNY szląsk 17 posnęni, ino ten najstarsy niespał. A ten pan w drugim pokoju powiadał swoji pani żonie: Jak ja wsóstkich na raz pożenię, a weznę miec(z) a wsóstkim bratom głowy poucinam. A ona mu powiada: 0 daj pokój jesce na chwilę, prześpij się przodyj, a jak się prze śpią, to będzies mocniejsy, bo byś ich móg nie zdradzić (poradzić), bo wsćstkie chłopy młode i mocne. A ón odpowiedział: Choćby ich jesce dziesięć razy tyle przysło, to ja im radę dam. I ón się układ 1 przespał się parę minut. I ten brat najstarsy budził tych swoich bratów i powiada do nich: Bratowie moi, biercie każdy swoję, a przesmycćie na to miejsce, kę’ście leżeli, a wy się pokładźcie, kędy óne leżały. I óni wzięni każdy swoje i przesmycyli na to miejsce, kędy óni leżeli, i te panny, żadna, nie ocuciły (obudziły się). I ten Olgrzym (w)stał i wszestkiin trzydzieści pannom głowy poucinał. I posed nazad do swego pokoju i powiedział żonie: Juz-ech wsćstkich pożenił, boeli im g(ł)owv poucinał, ale ino trzydzieści, a ten najstarsy szpacek mi się skrył. I ón myślał, że poucinał tym bratom. a ón poucinał swoim córkom. A ten najstarsy brat powie dział swoim bratom: Musiemy patrzeć, jako tu ztąd uciec, i powie dział: Drzwiami nie uciecemy, bo ten Olgrzym przywalił kamieniem bardzo wielkim drzwi, tak my wszóscy, jeden-trzydzieści nas jest. a nie poradziemy go odwalić, tego kamienia; ale ja widział moi bracia w drugiej izbie kupa śpagatu, tak my będziemy brać a uwią żemy u okna i na dół będziemy się po tym śpagacie spuscaó. I óni wzięni uwiązali ten śpagat u okna i wsyscy nadół się pospuscali. I pośli do króla i zabrali wsćse.y do wojska. Temu najstarsómu bardzo dobrze mustra sły i nie d(ł)ugo był sprostym żołnirzym, ino został kapitanem, i miał swoich bratów pod sobą, co ich mustra ucył. Tak ten Olgrzym po(w)stał rano, i posed do ty stancy i. lcandy ón swoim córkom g(ł)owy poucinał. Jak swoje córki widział bez głowów, tak sobie powiada: O biada-z mie biada! ty śpaucku, pan- Bóg by mie dał cię dopaść, na kawałki bych cię oztargał; miałe-ch 30 córków a kuli ciebie ich sobie zabił! Tak ci bracia wsyscy sobie powiadali: Moi bracia — jeden do drugiego — ten najstarsy brat został kapitanym i ón nam bardzo będzie wyrządzał, pódźmy tam kandy król chodzi na śpacer i my królowi powiemy, ize ten Olgrzym w tym boru ma taki zygar, co umie mówić, tak ón go pośle poń i Olgrzym go dopadnie i zabije go i my się będziemy mieć lepsej potem. I oni pośli i potkali się z królem. I król powiedział: Cegóz potrzebujecie moje dzieci? — a oni odpowiedzieli: Cegozby my potrzebowali; ten Olgrzym ma taki zygar, co umie mówić, a my go zawdy nie poradziemy dostać, ino nas brat; i my wiemy bardzo dobrze, ize król takiego zygaru niema. I król odpowiedział: A dobrze, to ja go poślę poń. I dodał go zawołać do siebie; powiada mu: S(ł)uchaj no ty, ten Olgrzma w bora taki zygar, pódzies poń i przyniesies mi go. I on po wiada: Wiem-ć prawie, najjaśniejsy królu, ize moi bracia stoją 0 moją śmierć, abych zginoł, ale pójdę poń; da mi król robić dra binę osimnaśeie łokci d(ł)ugo. a da mi jednę rotę wojska ze sobą, tak pojadę po ten zygar. I jak zajechali do boru. tak temu wojsku kauzał zostać stać, ino tę drabinę se kauzał pod okno zanieść. Jak mu ją zanieśli i pod okno postawili, i ón im powiedział: Moi zoł- mirze. terazki się powróćcie do swoich koni nazad, a jeżeli mnie nie będzie za trzy dni to pojedziecie do dom. I on wJaz do tego okna po drabinie, ale go dosiądź niemóg(ł) i przysed nazad do swego wojska i pojechali do domu. Ci bracia trzydzieści, jak się dowiedzieli, ze przyjechał, tak se powiadali: Bratowie, my terazki nieutrwamy przed nim, bo ón wie, że my królowi o zygarze po wiedzieli, terazki nom będzie bardzo zaskwirał, ale pódźmy tam, kandy król chodzi na śpacyr, powiemy, ze ten Olgrzym mał takie drogie deki dyjamenty wyk(ł)audane. to on go pośle poń i ten Olgrzym go dopadnie i zabije i my będziemy mieć lepsyj bez niego. I pośli i potkali się z królćm. I król ich się pytał: I cegoz moje dzieci potrzebujecie? A oni mu powiedzieli: Najjaśniejszy królu, ten Olgrzym ma takie drogie deki, co ich król niema, dyja menty wykła(u)dane; a żaden ich s nas nie poradzi dostać, ino nas brat. I król odpowiedział: A dobrze, to ja go poślę po nie, to mi je przyniesie. I ón go dał zawołać i powiada mu: S(ł)uchaj no ty, ten Olgrzym ma takie drogie deki, dyjamenty wykłaudane, pódzies a przyniesies mi jć. I on królowi powie: Wiem-ć prawie, ize moi bracia stoją o moją śmierć, ale pójdę po nie. I posed, wlaz do sieni 1 wlaz do pieca. I w tym piecu siedział, aze noc go nadesła. I ón wyjon dwa kachle i wyłaz do pokoju, kandy ten Olgrzym spał, i ten Olgrzym miał te drogie deki pod g(ł)ową. I ten Olgrzym twardo spał i on mu te deki wyciąg(ł) pod głową. I zaś tóm pie cem wyłaz i z tego pałacu uciek(ł) i temu królowi te deki przy niósł i temu królowi się bardzo te deki udały. I tak go za te deki zrobił jesce więksym starsym nad zołmierzami. I jego bracia się dowiedzieli, ize nazad się powrócił. I my terazki przed nim nie utrwamy, bo nas bardzo w muśtrach trapić będzie. Ale my pódźmy tam kandy król chodzi na śpacer, i ón go pośle po ten zygar, i Olgrzym go złapie i zabije go. I pośli i spotkali się z królem; pyta się król: Cego potrzebujecie moje dzieci? Oni: Cózby my po trzebowali? poradził przynieść nas brat królowi deki, i on tez po radzi przynieść i ten zygar. Król: A dobrze jes(t). ja go poślę poń. I dał go zawołać do siebie i powiedział: S(łjuchaj, a pójdzies i przy niesies mi ten zygar. A on; Najjaśniejszy królu, wiem-ć prawie, ze braci Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:06 O szczęściu. \Bćli tez to dwa bracia. Jeden był na gospodarstwie, a drugi s(ł)uzył u niego za parobka. I ten na gospodarstwie tak był wiel kim handlerzem. On handlował koniami, wołami i mało w doma ywał ino we świecie. A ten drugi brat mu w gospodarstwie ro- bi(u)ł. I jednego casu mu powiedział ten bogaty: Mas bracie kluce od wsóskiego; idź sobie do zboza, idź sobie do pićniędzy, ino mi nie chodź do jednć izby; w tej izbie mam śrank (szafę) i żebyś v mi tam nie zajźdrzał do tego śranku, bo ja pojadę do światu i nie przyjadę jaz za rok, a ty mnie tak gospodarz, jak sam dla siebie, boś jest brat mój. I on gospodarzył jak najlepsćj móg, i trzy kwar tały przesły, a do tćj izby nie zajzdrzał. gdzie zaka(u)zańe miał. Potem on se powiada: Przecież ja mam kluce od wsyśkiego, a cemu byck ja tam nimiał zajzdrzeć. I jak on tam otworzył tę izbę, tak w tej izbie stał śrank. i on se powiadał: Co tez w tern śranku może być? Ja musę do niego otworzyć. I otworzył. A tam stał c(ł)owiek żyjący bardzo stary i miał całą głowę białą, bia(u)luśką. I powiada mu ten c(ł)owiek: Zle’ś zrobiuł, iześ tu kejś wejźrzał do mnie, bo-eh ja jes(t) twego brata scęście. Juz teraz twój brat będzie miał we świecie niescęście wielkie; a ty tez mas swoje scęście, ale bardzo daleko, az trzysta mil; bo każdy c(ł)owiek na świecie ma swoje scęście, ale nie wić kandy je ma(u). I on zam knął śrank i posed do swoji roboty. A ten jego brat, ten kandlerz, juz o tern we świecie wiedział, ze mu brat do tego śranku wejźdrzał. ) Co tylko koni nakupił we świecie, to mu ukradli, a co mu nie skradli, to mu pozdychały i jesce miał parę set talarów piniędzy i kupił jesce sto wołów i te woły gońce pędziły do domu jego. I te woły na drodze wsyśkie popadały i wsyśkie popękały, i co miał jesce resta piniędzy, to mu złodzieje skradli; nie pozostało i grosa. I musiał się do dom wrócić nazad o prosonym chlebie. Jak przysed do dom, powiedział bratu. Bracie, coś mnie ty naj- lepsego porobiuł, kiój-ch do światu odjeżdżał, to-ch ci oddał wsyśkie kluce od zboża i piniędzy, coś byś do tego śranku nie zaglądał, a tyś zajźdrzał i scęście mi odebrał do śmierci. Cóześ bracie widział w tym śranku, jakeś tam otworzył? — A on odpowiedział: Widzia- łech tam starego c(ł)owieka ze siwą głową. Brat: Co ci powiadał ten cłowiek?—A on: powiadał mi: iz-ech ja jes(t) scęście twego brata, a mnie tez powiedział, ze ja tez mam scęście, ale trzy sta mil daleko. I ten bogaty mu powiedział: Kiedy mas tak daleko, to se idź, sukaj go, ja ci dam piniędzy na drogę, co będzies miał za co zyć. I on się zabrał i posed tego scęścia sukać. Przesed jedno sto mil, nie znalaz scęścia żadnego. Przesed drugie sto mil. jesce nie znalaz tego scęścia; powiada: Cóz ja będę robić, pieniędzy nie mam wiele, ino 15 grosy a seęściam jesce nie znalaz. Ale pójdę ^ jesce trzecie sto mil. I przysed pod jedno miasto do ka(r)cmy, bar dzo się martwi. Nie będę miał na śniadanie grosa, jak nocleg za płacę. Przysła do tćj ka(r)cmy taka stara babka, z kosykiem, a w tym kosyku miała kokoskę. I ona go prosiła, coby kupił se tę kokoskę. A on ij odpowiedział: Jakoż kupić, kiedy nimam sobie więcy ino piętnaście grosy. A babka: Dajcie mi te piętnaście grosy a kupcie tę kokoskę, bo mi się bardzo cbce jeść I ón ij dał 15 grosy i wzion kokoskę i z tym kosyckiem. I on wzion, i tę kokoskę z kosykiem postawił do kątka na ławę za stół. I ón, na rano jak wstał, do tego kosvcka wejźrzał, jeżeli ta kokoska żywa jes(t) albo nie. On wejźrzy pod kokoskę, a kokoska śniosła złote jajko za tę noc. I on zawołał kacmarza: Pódźcie iny i poka(u)zał mu: Oto za stołem moja kokoska. bo mnie trza iść na miasto i ja tę kokoskę tu zostawię na zastaw. I on wzion te jajko, posed na miasto i wymienił na drobne pićniądze. Powrócił się nazad i kac- marzowi zapłacił za śniadanie i za nocleg. I kokoskę wzion i wró cił się nazad dó dom. I ta kokoska kazdę noc mu śniosła złote jajko. I tak mu jus naniesła tych jajek, co miał co dźwigać. — A jego zona (tego z kokoską). która pozostała w domu, miała dwóch chłopaków (synów). I ta kobita miała kamrastwo z organistą, jak ón posed. I ona tych swoich chłopaków bardzo biła i chciała ich pozabijać. Ale te chłopaki uciekli do jednego miasta, i w tćm mieście para tygodni o prosonym chlebie żyli. jL a tćm (kiedy) oni byli w tem mieście, tak ten ojciec do dom przysed z kokoską. I ci dwa chłopaki dowiedzieli się. ize ojciec juz w domu jes(t). Oni się z tego miasta (z podróży) do dom powrócili. I ociec ich bardzo pieknie przywitał: „A (g)dzies cie to moje dziatuski były? Ja juz parę dni w doma jes(t), a wa(u)s-ech nie widział. A oni odpowiedzieli: Matka nas bardzo biła i musielichmy z domu pou ciekać. — I ten brat, co był takim bogatym, handlirzem, został potem bardzo ubogi; a ten, co kokoskę przyniósł do dom, bardzo się zrobił bogatym. I ten, co był pirwsy taki bogaty, musiał potem za parobka służyć u tego, co był przody ubogim. I dał ij zrobić taką klatkę, i za stół na ścianę sobie powiesił tę klatkę i powie dział: Zono moja opatruj ją jaknajlepsy mozes, bo ja pojadę terazki do światu na konie i na woły,—bo i ten drugi potem takim samym handlerzem się zrobił. — W świecie nakupię bardzo wiele dobrych koni i tanio i do dom je dam przyprowadzić i sprzedam bardzo drogo. I nóz po drugie, pojechał do światu. I we świecie jak b}4 po drugi raz, tak ten organista znów przysed do tćj jego zony i ona wielką gościnę przed niego stroiła. I ten organista siedzi za stołem a jć, pojźdrzał na tę kokoskę, co ona się tak oskubowała. I on ujźdrzał pod jednóm skrzydłem złote litery. I on prędko sobie przecytał i stało, ze kto z tej kokoski głowę zjć, to królem zostanie. Tak dźwiga drugiego skrzydła; znów tam było napisano złotemi literami; ze kto ś nij serce zje, to złotem churkać (charkać, pluć) będzie. I ten tę żonę tego handlćrza namówił, coby tę kokoskę zabiła, a coby ją upiókła i dała mu ją zjeść. I óna wziena, i ko koskę zarzła, i go zaprosiła na gościnę na wiecór na tę kokoskę. Jak ją upiókła, tak ją postawiła na piec z brytfaną. I te 42 KOLB ICRG-UDZl KL A [ 180 ] chłopaki przyśli ze skoły, i za piec wleźli, bo im było zimno. I jak wysła ta matka z izby, tak ten najstarsy chłopak dobrał się do kokoski, i wzion głowę urwał i zjad; a ten naj młodsy powiada: Cekaj ja matuchnie powiem, to ty dostanies! A starsy mu powiada: 0 bracie nie padaj (powiadaj), weź tśz sobie co ze środka i zjedz, to i ty skostujes, i kokoska niby cała będzie, i matka nic wiedzieć nie będzie. Tak on wzion swoiemi palcami ze środka serce i zjad. A na wiecór ten organista przyseł na tę gościnę, tę kokoskę jeść. Jak on przysed, tak owi chłopaki bardzo się bali i z izby wyśli. 1 matka temu organistowi przyniosła tę kokoskę na stół, i ten or ganista obejźdrzał: nima głowy ani serca. I tej kobiecie powiedział: Kiedyś zjadła tela, to zjedz i reśtę, ja ij jeść nie będę. A ona: A cemuz panie organista nie będzies jad najlepsego?— A on znowu: Nie będę jad, kiedy nima tego, co najpotrzebniejse jes(t), i w cóm się najbardziej radował. A ona: Oto są diabelskie dzieci takie, kiedy mnie one tej kokoski napocony; co by im tez zrobić za karę, tym chłopcom? A organista: Cózbyś im za karę dała? Weź nóz, jak będą spali, i pozarzynaj ich; jak tych chłopaków nie będzie, to my się możemy wziąść do kupy (ożenić), bo twój mąz juz parę lat we świecie, i zginon i nima go i mas dość tego złota, tych jajków i my będziemy bogaci. A ci chłopacy stali w sieni za drzwiami i słuchali, co ten organista z matką se gadali. Tak ten najstarsy powiada: My juz do izby nie póńdziemy, bo jak by my w nocy zasnęni, to nas matka pozarzyna na śpiku. A młodsy: Bra- cizku, a gdziez pódziemy?—A starsy: Tak będziemy długo biegać po świecie, az swego ojca znaleziemy. I pośli i biegali o prosonym chlebie; a nocleg mieli tak kandy pod jakim płotem, kandy pod jaką budową. I przyśli raz na jednę łąkę; na tćj łące był taki krzak, i oni bardzo byli zesłabli i pod tym krzakiem odpocywali r i oba posnoni. I ten starsy scucił i zabrał się i posed do miasta, co chciał zgubić teg Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:26 Matyja. Od Opola. Był jeden gospodarz, miał ino jednego syna na rodzie, a temu -synowi było: Matyja. I ten Matyja musiał we stodole sam cepym bić (młócić). I przysed tćn ojciec do stodoły zobacyć, jak on młóci. A ten Matyja powiadał: Tatulicku, lepsej to na wojnie wino pić, niżeli u ch(ł)opa we stodole cepym bić. A ojciec mu: O, Matyja Matyja, cóz ci się to śniło, dyó to jesce w nasym rodzie woja(u)ka nie było. I tak Matyja się naparł, i niepomogło nic, ino Matyjowi dać kulawe klacysko a zarzowiałe sablisko. I tak Matyja siad i je- -cliał do wojny do Złotnik. Tam się dziw(ow)ali starzy, młodzi i dzieci, jak Matyja z konia do błota leci. Bo klacysko kulawe było. I tak Matyja musiał wsystkiego poniechać a do Krzemcyc pieehty ucieka56 KOLBRRG-UDZI ELA [ 194 ] I zaleciał do kacmarki, i kacmarka na ckleb topiła, ize taka na świacie poucwa (flaga, psota, słota) była. I ón ją prosi o nocleg, a óna mu powiada: Idź ty bezbedniku, bo byck cię nie przenoco wała ani we świńskim chlewiku. Ona slufa ozegiem, aze utknąn pod siennym progiem. I ón musiał wsystkiego poniechać, a do Krzcowic piechty uciekać. Jak zased do karćmy, tam dwa w karty grali, i on przysieł (siadł) przy nich i pocon pozna(u)wać, (jako chtóry, ma jakie karty); ale mu tam nie dali d(ł)ugo domo(u)waĆ. Jeden go uderzył pięścią między ocy, a ten drugi ko(u)flim (kuflem) z całćj mocy. I jego sabłątko na strzonie leżało, do garści mu się wziąść nie dostało. I mieli trochę cas powolny, i nasuli mu połną pochwę soli. I ón się w ty(m) rozgniewał, wzion swoje sablątko, dźwignon ją wysoko, wyźgnąn sobie nią oko. I musiał wsystkiego poniechać, a do Grosowic piechty uciekać. I tam zaleciał do Gro- sowic, i wywiód ch(ł)opu z chlewa jałowicy. Jak go ch(ł)op zpoba- cył, tak go gonił. I jak go zgonił (złapał), tak go sprał, nie ostawił mu piec (pleców) ino połowicy. I Mat}^ja musiał wsystkiego ponie chać. a do Naukła piechty uciekać. Jak zaleciał do Naukła, tam go się pytali, jaki jest stary, abo jakiej tez jes(t) wiary ? — Tam by go byli zamordowali, kiedy by jego kamracia nie byli retowali. I Matyja musiał wsystkiego poniechać, a dó dom piechty uciekać. Siedzi matka pod okny a syje kosulę, a tacik siedzi w kąciku przy piecu w kożuchu, a kurzy fajfkę tytuniu. Pojźdrzy matka do okna, widzi ize ta(m) idzie taki młody bez ogrody, a jes(t) taki, jakby był od wojaków (żołnierzy) jaki(cb). Ona powiada matka: Tacik, tacik, nie wiesz ty. nie wiesz, idzie sa(m) taki młody bez ogrody, a jes(t) taki, jakby był.od wojaków jaki. Wybierz go się ta ino popytać, jeźli tam o tym Matysku nie słychać. I ón wysed przed sień, i potkali się, i ociec mu powiadał: O Matysku, Ma tysku, coś nie uzył na tćj wojnie ucisku. Pódź-no, pódź do izby. przywita(u) cię matka, dopowies nom ostatka. I Matyja wloz(ł) do izby i matka go wita: O witajze, witajze Matysku, coś nie uzył na tćj wojnie ucisku A (g,dzieześ to podział oko, dyć-eś to miał obie, kiejś na wojnę posed, a teraz jedno mas? A on powiadał: Broniłech się na wojnie, wyźgnąn ich sobie. Tacik mu powiada: O Matyja, Matyja, ty byś tez to chciał co dobrego cynić, tobyś się móg baj (bodaj) i ożenić. I tacik mu powiada: Widzis Matyja, widzis namówiliby my dziweckę, kupiliby my piwa beckę, i ck(ł)opa z dudami, i odprawili by rny-h wesele sami. I Matyja powiada: O tatulicku, daj ze to Panie Boże, kieby to chciało być choć dzi siaj po niesporze. A matka: O Matysku Matysku, kiebyś ty ino swoij zonie nie wyrządzał, jak byś ją dostał. A Matyja: O Mamu- licko. poradził bych ja swoji zonie zgoła, jakby mię nie chciała s(ł)uckae, toby ją zawar(ł) za drzwi do kościoła. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.10.19, 18:36 Jednorożec Prawda, że terhz jednorożców niema?“ - „A czemu?“—„Otóż to taka sprawa była. Kiedy Noe zabrał po parze do arki ze wszystkich żwierzat, to wzion i jednorożca. Ale on bód okropnie insze żwiórzęta, a woda* już była wielga. Ta Noe, nie wiele myslęcy, otworzył dźwierki i cisnął go do wody. Jednorożec z początku plywił, ale jak już woda drzewa i góry' zaleła, wtedy ptaki nie miały dzie siadać i siadały na róg jednorożcowi Dużo się ich nazlatowało i zatopieły łeb jednorożcowi. Tak od tego czasu nie ma jednorożców, bo choć samica ostała, ale samca nie było Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.10.19, 21:33 Szybkiemi kroki wzdłuż wielkićj komnaty, Kędy dzień gasnąc słał promień lękliwy, Pogrążon w myślach chodził mąż sędziwy. Twarz jego smutna i strój.nie bogaty; Chwilami tylko ócz orlich spojrzenie Dziwnie ogniste rzucało promienie;Z wzniosłćj postaci i dumnego chodu Znać było męża wysokiego rodu. B ył to Stanisław, pan na Koniecpolu, Godny synowiec wielkiego Hetmana, Którego sława Ojczyznie poznana W radzie sejmowej, i na bitwy polu. Pogromca Turków, Tatarzyna trwoga, Oddawna złożon w marmurowe łoże;I znów zabrzmiały dzikie krzyki wroga — Kraj się kwitnący zamienia w bezdroże Ale tym razem już nie półksiężyca Rogi jaśnieją — zniszczenia zwiastuny! To Rakoczego błysnęła przyłbica Przy krwawem świetle rozpostartej łuny, To Szwedzkie wojsko do stolicy zmierza I po koronę tysiąc ściąga dłoni!A wiernych słaba tylko garstka broni Spadłego z tronu Jana Kazimierza. Dlatego smutne Wojewody lica I żal ponury w czamem błyszczy oku,Dlatego szablę ojcowską przy boku Wzruszeniem drżąca przyciska prawica.Spojrzał ku oknu__ Wśród modrej przestrzeniW ielkie, czerwone pasmo się rozściela I każdy obłok dziwnie się rumieni...Czy księżyc wstaje? czy nieprzyjaciela Płomienne znaki jaśnieją w oddali?Słońce już zaszło, księżyc zpoza chmury W ypłynął zwolna i blado się pali ,A blask złowieszczy wciąż świeci u góry Brzęk zbliżającej się zdała ostrogi Przerwał dumanie smutne Wojewody: Drzwi się otwarły i w komnaty progi Z niskim ukłonem wstąpił giermek młody. „Panie, rzeld, goniec dziś rano wysłany Snać nie zbyt dobre nowiny przynosi,Powrócił bardzo blady i zmieszany I o czemprędsze posłuchanie prosi.“„Zaraz go w moje przywołać pokoje!“Kzekł Wojewoda — i po krótkićj chwili Już się za gońcem zawarły podwoje I pan ze sługą tajemnie mówili. Zbyt ważne wieści musiały być gońca,Gdyż Wojewoda, skończywszy rozmowę,W ydał rozkazy, by przed wschodem słońca Wojsko przed zamkiem stanęło gotowe,I aby wzięto znaczną ilość broni,Zapas żywności dla ludzi i koni;Bo kto w tak ciężką wyprawę się puszcza,Nie winien liczyć na pomoc człowieka,Gdyż kraj dokoła bezludny jak puszcza,Srogi wróg blizko a droga daleka.Przecież dość silną warowni załoga,B y z nią wódz dzielny, w każdym baczny kroku, Zdołał się przedrzeć pośród hufców wroga I stanąć wiernie przy Królewskim boku. —Nie wielkie siły, lecz wzniosłe zamiary I wielka w sercu Wojewody wola!W tę siłę ufał, gdyż kochał bez miary Wiarę praojców, ojczyznę i króla! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.10.19, 21:46 Wśród nawałnicy nieśmiała ptaszyna Pod skrzydła matki do gniazdeczka spieszy; Wśród walki serca samotna dziewczyna Nie ma już matki, i któż ją pocieszy?...Biedna ptaszyna strwożona, zziębnięta,Znużona walką z północy wichrami.Tuli skrzydełka i mruży oczęta I słodko drzemie pod róży listkami.Dziewczę wśród burzy, co się toczy w łonie,W e śnie napróżno szuka zapomnienia,Bo zapomnienie to sen bez marzenia,Kędy myśl nawpół poczęta utonie,K ędy ucichnie i robak sumienia;Chwila wytchnienia wśród drogi żywota,Chwila spoczynku wśród pracy, cierpienia, Krótka jak wdzięczność, słodka ja k pieszczota 115Dziewczę nie spocznie, bo jej duch wciąż marzy: Chwilami westchnie, to znów się uśmiecha,I jako cienie suną się po twarzy:Żałość i trwoga, rozpacz i pociecha__I we śnie długim, dziwnym, jćj się zdało,Że ją mur gruby otoczył dokoła,Że straszna ciemność oblała ją całą,I że napróżno z całych piersi woła,Nikt jćj wołania, ni jęków nie słucha.Próżno z rozpaczą wkoło muru stuka I próżno wyjścia najmniejszego szuka,Wszędzie mur zimny, wszedzie cichość głu cha!..To znów się zdało— tak dziwne snu zmiany — Że stoi w progu zamkowej kaplicy,A przy nićj Selim do ślubu przybrany,Oblany światłem wielkiej błyskawicy,Cznle jćj rękę przyciska do łona__Nagle znów ciemno — grom bije po grom ie, Sklepienie zamku chwieje się i łomie,Nawojka ze snu rwie się przerażona!Widzi przed sobą postać — jej się zdaje,Że sen przerwany znów dalej się toczy;Patrzy, nie wierzy, z trwogą wlepia oczy, Nareszcie postać milczącą poznaje:To on, to Selim !... Lecz jakże odmienny!Już nie jak we śnie w stroju oblubieńca 116Czuły ja k dziecię, ja k anioł promienny; Teraz na ustach ma śmiech potępieńca,I już nie białą dłoń oblubienicy,Lecz długi kindżał jego ręka ściska,Przy boku ostrze skrzywionej szablic.y Wśród ciemnych fałdów ubioru połyska—I sen Nawojki dziwnie się powtarza:Bo wielka burza wśród niebios szaleje, Wicher rwie dęby i o ziemię tarza,A gromy biję., niebo ogień leje!I wśród błyskawic, mimo wichru wycia, Wśród wściekłej walki rozżartej natury, Wśród dzikich świstów i piorunów bicia Brzmi głos Selima spokojny, ponury:„Wzgardziłaś sercem! teraz dumę twoją Przemoc mój dumy zegnie i ztratuje;Wczoraj błagałem — dzisiaj rozkazuję:Wstań i chodź zemną, ja chcę — będziesz m oją!“To mówiąc, rękę grożącą podnosi, Dziewicy ramię w silny uścisk chwyta; Ona choć trwożna, o pomoc nie pyta, Chociaż bezbronna, o litość nie prosi; 117Tylko wejrzenie ku niemu zwrócone Zbroi tak silną i czułą wymową,Iż Kirgiz oczy odwrócił na stronę...Chwilę się z myślą zda pasować nową;Nie — litość znika jako cień na fali,Znów w jego twarzy pała ogień dziki,Kozgiełk i hałas wszczyna się w oddali,Zbliża się, wzmaga, z szalonemi krzyki I szczękiem broni__„Czy słyszysz, dziewczyno, Te głośne ję k i, tę rosnącą wrzawę ?Tam twych żołnierzy strumienie krwi płyną,Ja cię przewiodę przez te strugi krw aw e!“Nie skończył jeszcze, gdy Annula wbiega I przerażona, na kolana pada:„Pani uciekaj, tam krew ... tam śm ierć... zdrada! W eź moje suknie!“ — Wtóm nagle spostrzega Postać Selima, słyszy śmiech szatański — W szystko stracone!... Już przez drzwi otwarte Wali się hurmem tłum dziki, pogański,Ich noże nagie, ich szaty rozdarte__Lecz wśród tej tłuszczy walcząc, się przedziera Dowódzca twierdzy, szablę we krwi broczy, W koło śmierć sieje i po trupach kroczy,A ż do Selima z okrzykiem dociera:„Śmierć w imię Boże! Psom niewiernym biada!“ Dwa straszne krzyki w jeden głos się łączą, Dwa nagie miecze w powietrzu się plączą, Selim uderzon, chwieje się, upada...W staje, znów walczy, i pchnięciem kindżała Szlachetne serce rycerza przeszywa!Ten padł i kona.......Dziewczyna wpół żywa,Chwilę, choć wolna, stoi osłupiała;Potćm się nagle budzi, z miejsca zrywa,I jak cień lek ka, ja k duch niespodziana Skoczyła naprzód... biegnie niewstrzymana, Bo tłum się przed nią zdumiony przerywa; Już próg przebyła, na krużganek bieży,I tu bój wściekły; przy odgłosie gromu Giną ostatki nielicznych żołnierzy,I wkrótce walczyć nie będzie już kom u!Selim dokoła spojrzał, gniewem ryknął, Zerwał się, rzucił i z komnaty zniknął...I pędzi naprzód jak piorun straszliwy,Co ogień siejąc rozpruwa obłoki,On, jak kot zwinny, ja k hyena krwi chciwy, Mieczem przerzyna gościniec szeroki,Dalćj -i dalćj! ... Aż widzi zdaleka Blask białej szaty... rzuca się szalony...Już, już ją chwyta ehciwemi ramiony, Dziewczę się z ramion wyrywa, ucieka Z krzykiem i śmiechem. Zda się obłąkana, W ustach się słowa plączą bezrozumnie 119Głowę wtył rzuca, włos potrząsa dumnie,I znów odbiegłszy, wyzywa młodziana!Rękę do piersi ciśnie Kirgiz młody,Próżno tchu czerpie, pomieszany, blady,I w górę biegnąc przez kamienne schody,Na każdym stopniu krwi zostawia ślady.Każdy krok w łonie straszną ranę szerzy... Przecież ostatnich młodzian sił dobywa,1 coraz wyżej , coraz prędzćj b ieży ...A dziewczę zda się, że w powietrzu pływ a,Bo ledwie nóżką ziemi się dotyka;Wreszcie ustaje, o ścianę się w spiera...Lecz ściana za nią nagle się roztwiera,Słychać jęk cichy, i dziewczyna zn ika!...Gdzież jest? gdzież znikła? czy się w jego oczach Rozwiała lekka w powietrza przezroczach,Lub roztopiła się jak obłok w bieli?Czy ją na złote porywając skrzydła,Do nieba Chrześcian unieśli anieli,Lub czarne piekieł porwały straszydła?...Selim się wstrzymał, jak gromem rażony,Padł na kolana i wkoło szalon 120Wiodąc wzrok pełen trwogi i rozpaczy, W yciąga ręce i natęża oczy,I szuka jeszcze, czy gdzie nie zobaczy Rąbka sukienki lub cienia w arkoczy... Lecz nic dopatrzeć ni znaleźć nie zdoła.„Najmilsza moja! — w dzikim żalu woła — Przebacz mi, pow róć!... Ja przez wieki wolę Znieść, byle z tobą, i hańbę i nędzę I stokroć od nich straszniejszą niewolę!Ja resztę życia u niego przepędzę,I jak pies będę czuwał na twym progu,I będę wiernie służył twemu Bogu;Lecz wróć się, przebacz, miej litość nademną!..“ Próżne błagania! próżno słabe usta Mdlejąc, do nieba ślą prośbę daremną!Lica Selima pobladły ja k chusta,Ręce mu silne poruszają drgania,Z głębokićj rany krew strugą się toczy,W piersi głos zamarł, mrok zalewa oczy, Wysmukła kibić chwieje się i słania,I pada— Biedny! on dziś zerwał pęta,Dzisiaj miał konia ku stepom obrócić,Wolny, szczęśliwy do ojczyzny wrócić!A dziś dłoń losu twarda, nieugięty 121Z piersią rozdartą o ziemię go ciska, I pasmo złotych druzgocąc nadziei, Łzami zalewa żywota ogniska I na sen wieczny powieki mu klei_ Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.11.19, 21:53 Prastary Hel na dnie morza. Utrzymywana od wieków wśród rybaków legenda o istnieniu miasta na dnie zatoki Puckiej — okazała się prawdą. Przy budowie portu w Helu natrafiono na dnie zatoki na stare fundamenty i mury. Na postawie przeprowadzonych badań — są to szczątki m. Helu z r. 1430 t. zw. „Stary Hel", który w r. 1629 po wojnie szwedzkiej został zniszczony. Odkryte obecnie fundamenty i mury są szczątkami pierwszego katolickiego kościoła w He lu, wybudowanego w XII wieku. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:18 PAŁAC W SŁAWIKOWIE (Racibórz) Pałac pochodzi z XIX wieku, choć dokładnej daty jego wybudowania nie ma. Najpierw mieszkała w nim rodzina Eichendorffów, a potem został przebudowany na potrzeby rodu Ernesta von Eikstedta. W czasie wojny uległ zniszczeniu, w czasach PRL rozkradziony. Ale jedno jest pewne: od początku lokalna ludność wiązała z nim wiele opowieści o duchach I dziwnych ludziach-potworach, a nawet Białej Damie, które miały zamieszkiwać komnaty. Dziś nadal ruiny budzą grozę, pałac otoczony jest parkiem, ruinami dawnej oranżerii I spichlerza. Sprawa w XIX wieku zaintrygowała nawet ponoć samych właścicieli. Jedna z legend mówi o tym, jak słynny poeta Joseph von Eichendorff, który ponoć pewnej nocy ze świecznikiem w ręku wybrał się na poszukiwanie ducha kobiety. A znalazł trupa służącego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:21 Nawiedzony dom w Katowicach Opuszczony dom w Katowicach przy ul. św. Jacka wygląda na pierwszy rzut oka, jak kolejna opuszczona ruina. Jednak wielu twierdzi, że dzieją się tam dziwne rzeczy! Budynek zamieszkiwany był niegdyś przez siostry zgromadzenia Misjonarek Miłości. Według części miejscowych, budynek jest nawiedzony. Słyszano tam odgłosy kroków, drzwi i okna ponoć same otwierały się, mało tego - w okiennicach ponoć widziano czarną postać. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:22 Nawiedzony dom w Katowicach Opuszczony dom w Katowicach przy ul. św. Jacka wygląda na pierwszy rzut oka, jak kolejna opuszczona ruina. Jednak wielu twierdzi, że dzieją się tam dziwne rzeczy! Budynek zamieszkiwany był niegdyś przez siostry zgromadzenia Misjonarek Miłości. Według części miejscowych, budynek jest nawiedzony. Słyszano tam odgłosy kroków, drzwi i okna ponoć same otwierały się, mało tego - w okiennicach ponoć widziano czarną postać. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:33 W tym dworku w Miasteczku Śląskim znajduje się przedszkole i jakoś nie słychać aby maluchy uciekały w popłochu. A cały artykuł napisany tak, że szkoda gadać...nic z tego nie wiadomo. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:04 Obrzęd topienia marzanny, łączony często z obnoszeniem gaika, pierwotnie odbywał się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, tzw. białą niedzielę. Dopiero w XX wieku zaczęto go celebrować w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, tj. 21.03. Większość badaczy jest zgodna, że gaik (nazywany też maikiem, nowym latkiem, nowym latem, gajem, chodzeniem z królewną) z kolei obnoszony był po domach dużo później niż obecnie, najprawdopodobniej tuż po Wielkiejnocy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:32 Sady kierz Nie masz tam żadnego krza, ale być miał wielki kierz przed kilkudziesięciu laty, w którym straszyło. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 08.12.19, 18:16 Powiada stara legenda, iż na początku świata stworzył Stwórca Najwyższy męża i niewiastę, jako jedną całość. Rozdzielił ich następnie, by rozrzucić w różne strony i te dwie rozrzucone istności poszukują się wzajem z utęsknieniem, aby ponownie powrócić do poprzedniego nierozerwalnego związku Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 08.12.19, 18:20 Miłość przezwycięża śmierć.Piękna legenda o Philinjum. Mahabharata. Miłość bogów i ludzi.Medjumiczne nabożeństwa.Więc od legendy zaczynam...W Trailes, w Azji, za panowania cesarza Adrjana, pewna piękna dziewica z arystokratycznego rodu, nazwiskiem Philinjum pokochała młodziana — Machatesa.Philinjum była bogata, Machates zaś nie posiadał nic prócz zgrabnej postaci, lat dwudziestu kilku, wielu nadzieji na przyszłość i umiejętności pięknego rymowania wierszy.Ciąg dalszy wiadomy...Gdy poprosili rodzice uprzejmie poetę, by raz na zawsze poniechał zamiarów na ich córkę, gdyż związek między niemi uważają kiedykolwiek za niemożliwy — rozkochana dziewczyna, nie zważając na mogące z tego wyniknąć następstwa jęła, kochanka odwiedzać potajemnie. Nie długo trwało to szczęście, bo wkrótce dowiedzieli się dzięki usłużnym sąsiadom rodzice o postępowaniu córki i oburzeni do najwyższego stopnia, zamknęli niczem w więzieniu, w komnacie, nie wypuszczając jej ztamtąd na chwilę.— Matko! — łkała nieszczęsna — umrę, jeśli mnie rozłączycie z nim!— Wolę cię widzieć martwą, niżli żoną hołysza — brzmiała odpowiedź — Zresztą z miłości się nie umiera....A jednak.... Biedna Philinjum tęskniła, schła, odmawiała przyjmowania pokarmów,... aź dnia pewnego, wbrew zapewnieniom matki — z tęsknoty miłosnej umarła. Rodzice przerazili się nie na żarty. Toć poza boleścią utraty jedynej córki, pozostawał wyrzut straszliwy, iż to z ich przyczyny się stało, iż—gdyby nie ich nieprzejednany upór, żyłaby jeszcze.Philinjum przybrano w najpiękniejsze szaty i złożono w trumnie w jednym z pokojów pałacu — zaś sam fakt tragicznego zgonu utrzymywano w tajemnicy, w obawie rozgłosu i z tem związanych złośliwych dociekań i plotek.To też biedny Machates nic nie wiedział o śmierci ukochanej a nie mając od niej, z powodu jej uwięzienia przez rodziców, żadnej wiadomości, błąkał się jeno dokoła patrycjuszowskiego pałacu, sądząc, iż żyje.Jakąż jest jego radość i zdumienie, gdy następnej nocy po zgonie Philinjum — nagle otwierają się drzwi od skromnej jego izdebki a w drzwiach staje... ona. Jest niezwykłe bogato ubrana, —szaty nosi białe i na nich szereg drogocennych ozdób—lecz jakaś zmieniona. Stoi blada, z napół przymkniętemi oczami, gdyby kamienna statua.— Jesteś... nareszcie! — woła uszczęśliwiony kochanek. Więc rodzice się zgadzają?Philinjum milczy— Czemu nie odpowiadasz? Czemuś taka zmieniona? Co znaczą te szaty?Zasypuje ją szeregiem bezładnych pytań. Lecz ona milczy nadal a jeno powolnie, zbliża się do łoża... poczyna rozbierać....Noc spędzają wspólnie... a nad ranem, gdy Machates był pogrążony we śnie — Philinjum znikła.Philinjum miała starą niańkę, nader do niej przywiązaną, która za życia ułatwiała jej stosunek z kochankiem. Otóż ta niańka wysuwa się z domu cichaczem i następnego wieczoru śpieszy do Macha- tesa, aby go o tragicznej śmierci swej pani powiadomić. Skrada się, pragnąc pozostać niezauważoną,— widzi w oknach młodzieńca światło... i nie chcąc napotkać kogoś niepożądanego—zagląda przez okno do wewnątrz,—nim zapuka....Zagląda — i drętwieje z przerażenia.Tam, w pokoju wraz Machatesem siedzi Philinjum ta sama, którą ona układała na łożu śmier- telnem,—siedzi, rzekłbyś żywa a jednak zmieniona.— Czary.... szepcze stara i co tchu pędzi do pałacu rodziców.Matka z początku nie chce wierzyć, sądzi, że kobiecina uległa jakiemuś omanieniu zmysłów, lecz gdy ta zaklina się, iż mówi prawdę i nalega,—wraz z nią spieszy przed dom Machatesa. Światła tam już pogaszono, wszystko uśpione a gdy puka — nikt na stuk się nie odzywa. Zagląda przez okno. Kaganek wprawdzie nie płonie, lecz w izdebce jasno od księżycowej poświaty i łacno rozróżnić każdprzedmiot. Nie... niema wątpliwości... Na stołku widać szaty Philinjum, zaś w łożu zarysowywują się kształty dwojga postaci...— Tak... ona... Philinjum....Przerażona powraca—a strach jej jest tak wielki, iż nie śmie zajść natychmiast w nocy do komnaty, w której spoczywają—a raczej spoczywać miały zwłoki. Lecz nazajutrz, z samego rana idzie wraz z mężem do Machatesa i zapytuje go wprost czy córka jej odwiedziła go ostatniej nocy.— Tak, pani! — mówi zmięszany kochanek, nie wiedząc czy na swą korzyść czy niekorzyść tłómaczyć niespodziane odwiedziny — zgódźcie się wreszcie na nasze małżeństwo! Toć ona do nikogo innego oprócz mnie należeć nie będzie! Dziś już wasz gniew nic nie poradzi! Wcześniej, później, weźmiemy ślub potajemnie!— Nieszczęsny! — woła zrozpaczona matka.— Dowiedz się, że twoja Philinjum umarła i od trzech dni leży na marach! Nie moja córka to nocą cię odwiedza, lecz larwa, strzyga czy inny duch piekielny! Zgiń zato — żeś zhańbił uczciwą rodzinę!— Kłamstwo!— Kłamstwo? Zapytaj starej niańki, pytaj domowników....Machates zbladł. Gdy stara skinieniem głowy potwierdziła słowa swej pani, nadal nie mógł wątpić. Sam nie wiedział, co przeraziło go bardziej — czy niespodziana wieść o śmierci ukochanej czy wiadomość— w czyjem towarzystwie ostatnie noceprzepędzał. Sam mniemał się być igraszką jakiegoś złośliwego demona. Błaga więc rodziców, aby przybyli doń wieczorem. Ukryje ich za kotarą i uprzedzi znakiem, gdy larwa znowu przybędzie.A kiedy nadszedł wieczór, ukrywszy starannie rodziców, Machates kładzie się w ubraniu do łóżka. Udaje, że śpi. Mijają powoli godziny, wreszcie około północy drzwi rozchylają się zlekkai staje w nich... Philinjum.Wchodzi, rozbiera się, wyciąga obok kochanka.Machates zlekka kaszle — to umówiony znak!Wchodzą rodzice, za niemi służba, blask pochodni rozwidnia izdebkę. Podchodzą bliżej do łoża i widzą, iż najmniejszej niema wątpliwośoi — przed niemi istotnie znajduje się ich córka.Philinjum wolno podnosi się z posłania.— Rodzice! — woła straszliwym głosem — czyż wasza zemsta sięgać musi aż poza grób? Czyżi teraz w szczęściu musieliście mi przeszkodzić? Wiedźcie, iż miłość moja przezwyciężyła śmierć, że z woli wyższej, potęga śmierci wstrzymaną została! Jeszcze trzy dni, trzy dni jeszcze a powróciłabym do krainy żywych! Lecz wasza ciekawość udaremniła cud! Odbieracie mi życie poraź wtóry!Z temi słowy opadła na łoże, jej rysy uległy gwałtownej zmianie — i po chwili były to jeno sztywne zwłoki, o twarzy zapadłej, zniekształconej poczynającym się trupim rozkładem Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.12.19, 21:30 LEGENDA O ŚPIĄCYM RYCERZU Stefan Czarnecki przed swoim zgonem kazał zawiesić dzwon nad swoim grobem z poleceniem aby uderzyć weń gdy przyjdą ciężkie czasy dla Polski. Stało się tak, że pewnego razu uderzono w ten dzwon. Natychmiast grób się otworzył, wyszedł z niego Czarnecki, spojrzał wokół i rzekł: - Zbierzcie najpierw żołnierzy, ustawcie w szyki a potem wołajcie wodza by ich wiódł do boju I wrócił z powrotem do mogiły. Ale we właściwym czasie wyjedzie z mogiły i poprowadzi wojska do boju. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.12.19, 22:00 LEGENDA O UKRYTEJ GÓRZE - pochodzi z 1911 roku Pomiędzy licznymi szczytami gór karpackich ma się znajdować dziwna góra, obdarzona taką mocą, że zwykły śmiertelny człowiek nigdy nie osiągnie jej szczytu, choćby przez długie lata odbywał wędrówkę. Jednak gdyby się to komuś udało to zobaczyłby tam śpiącego na szczycie drzewa orła białego i posiadłby taką moc, że zobaczyłby całą naszą przyszłość. A poza tym zobaczyłby nasz kraj w całej jego okazałości i dostrzegł by wszystkie jego "cuda", których nie doceniamy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.01.20, 22:59 Legenda wiąże powstanie Kielc z Mieszkiem, synem Bolesława Szczodrego. Przed ponad 900 laty w miejscu, gdzie dziś leży stolica województwa świętokrzyskiego, były nieprzebyte, pełne zwierzyny lasy, które przyciągały myśliwych. Polował tu także Mieszko. Kiedy w pogoni za zwierzyną zgubił swoich kompanów, wyjechał na nieznaną polanę i strudzony zasnął w trawie. Przyśniło mu się, że został napadnięty przez zbójców, a ci usiłują wlać mu do ust truciznę. Gdy zaczął już tracić siły, nagle objawił mu się św. Wojciech, uniósł pastorał i na ziemi nakreślił kręty szlak, który przemienił się w strumień wody. Mieszko obudził się, nieopodal ujrzał źródło. Woda w nim była smaczna, przejrzysta, taka jak we śnie. Poczuł przypływ nowych sił i szybko odnalazł swój orszak. Odjeżdżając z polany Mieszko zauważył ogromne, białe kły nieznanego zwierzęcia, być może dzika. Zapowiedział, że wybuduje tu gród z kościołem. Niedługo potem zbudowano w sercu puszczy osadę. Na polanie postawiono kościół pw. św. Wojciecha, a strumień, z którego woda przywróciła księciu siły, mianowano Silnicą. Osadę nazwano zaś Kiełce – na pamiątkę znalezionych tajemniczych kłów. Nazwa z biegiem czasu przekształciła się w Kielce. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.01.20, 23:49 Mala w pierw sze święto Wielkiej N o cy poszedł na górę M achnow ską, aby obmyśleć, gdzieby otworzyć nowy szyb. Nagle ujrzał k rę c ą c e się tum any piasku, a następnie widział wyraźnie, jak trzy osoby w ziemię się zapadły, jednocześnie zaś usłyszał głos: „Kop w tych miejscach, gdzie się osoby zapadły, aż się dokopiesz trzech brył kruszcu. Na każdej będzie litera na znak, jakiego świętego statua ma być z niej wykuta”. M ala zabrał się do roboty. Całe mienie swe wydał na tę pracę. Kilka m iesięcy już przeszło, a zapow iedzianych brył nie znalazł. S p rzed ał chatę swą, z dobytku tylko jedna kura mu pozostała, ale i tę nareszcie sp rzed ać musiał, a sam z żoną kopał niezmordowanie. Nareszcie silna wiara jego została nagrodzoną. Mala odnalazł zapowiedziane bryły, z k tó rych wyrobiono posągi Najśw. M. P., św. Antoniego i św. Barbary. Pierw sza statua oddaną była do Kielc, druga do Borkowic, trzecia na Karczówkę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.09.20, 23:48 Po uzyskaniu niepodległości pełną parą ruszyły prace na Wawelu. O Wawelu krąży legenda o zjawie króla Bolesława Chrobrego. Opowiedział o niej strażnik pełniący służbę na Wawelu. Może to było późne lato a może początek jesieni. Cały Wawel to była jedna wielka ruina. Gdzie nie gdzie tylko zachowały się ślady dawnej świetności. Dookoła panował niczym nie zmącony spokój przerywany jedynie dźwiękiem zegara. Głuchym echem odbijały się moje kroki w niemal grobowej ciszy panującej na Wawelu. Od czasu do czasu słychać też było pohukiwanie sów czy puchaczy. Wróciłem na dziedziniec zamkowy i usiadłem na jednym z porozrzucanych po całym dziedzińcu głazów. Zegar katedralny wydzwonił dwanaście uderzeń. Była północ. Nagle ogarnął mnie jakiś dziwny i nie zrozumiały lęk. Zamierzałem udać się w dalszą drogę, gdy nagle cały dziedziniec zamkowy oraz zamek rozświetliła jakaś jasność. Posłyszałem silny huk. Rozległ się gwar głosów, tętent i rżenie koni. Oszołomiony zobaczyłem, że zamek ożył w całej swej potędze. Widziałem poczet rycerzy zakutych w lśniące zbroje z mieczami u boku. Wszyscy stali jakby na coś czekając. Po chwili spod arkad zamku wyszedł rycerz w lśniącej zbroi i zbliżył się do pozostałych. Ktoś podał mu konia a on lekko wskoczył na niego. Na jego skroniach błyszczał diadem królewski. Rycerz zatoczył koło i dał znak pozostałym do wyruszenia. Ruszyli za nim przez otwartą bramę. Stałem tak bardzo długo ale wszystko już powróciło do normy. Gdy oprzytomniałem przypomniałem sobie podanie, które mówi że raz do roku król Bolesław Chrobry pojawia się na Wawelu król Bolesław Chrobry w otoczeniu świty. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.09.20, 00:31 Ksiądz biskup siedział w pokoju razem z siostrami i sekretarzem. Opowiadał jakieś wspomnienia z wojny, gdy nagle przestał mówić i zamarł wpatrując się usilnie w kąt komnaty jakby tam kogoś dojrzał. Twarz jego wyrażała zdumienie. Wstał i ruchem rąk odpychał kogoś od siebie, Spojrzałem w tę samą stronę i ogarnął mnie jakiś dziwny lęk. W kącie pokoju stała zjawa kobiety w białych, powłóczystych szatach. Nagle usłyszeliśmy przytłumiony głos: "Męczeństwo twoje spełniło się. Bóg różnymi drogami prowadzi ludzi do Ziemi Obiecanej. Wybieraj się w wieczną drogę zatapiając myśl w Bogu" Wypowiedziawszy te słowa, postać białej damy zniknęła w rogu pokoju w którym się ukazała. Długo staliśmy oniemiali. Pierwszy ochłonął ksiądz biskup, zrobił znak krzyża i zwracając się do nas rzekł: "Niezbadane są wyroki Boskie. Widocznie nadszedł mój czas i trzeba się gotować do drogi bo taka jest widocznie wola Najwyższego." Tak po raz pierwszy pojawiła się w pałacu Biała Dama Odpowiedz Link