wolf34
13.04.12, 11:52
956"-tka w akcji - w trakcie lotu do polskiego jeszcze Warriora. Luty 2012 r./fot. Marcin Ogdowski
Ta historia wydarzyła się kilka tygodni temu, podczas wizyty Prezydenta RP w Ghazni. Po spotkaniu z żołnierzami Bronisław Komorowski udał się w miejsce, gdzie wystawiono używany w Afganistanie sprzęt. Zwierzchnik Sił Zbrojnych obejrzał MRAP-a, rosomaka, transportową „siedemnastkę”, lecz na dłużej zatrzymał się przy potężnym Mi-24.
- Dobry jest? – spytał stojącego obok pilota.
- Tak panie prezydencie, to świetna maszyna – odparł tamten. – Od dawna budzi respekt wśród Afgańczyków.
- No tak, od dawna… – prezydent położył nacisk na dwa ostatnie słowa, czemu towarzyszyły porozumiewawcze uśmiechy na twarzach towarzyszących mu członków delegacji.
Przypomniałem sobie to zdarzenie kilka dni później, gdy poznałem historię „ważki” o numerze bocznym 956. Stacjonująca w Ghazni maszyna „zalicza” właśnie udział w kolejnej afgańskiej wojnie.
Gdy znalazła się pod Hindukuszem po raz pierwszy, w połowie lat 80., za jej sterami zasiadali „Szurawi” – jak Afgańczycy nazywali rosyjskich żołnierzy. Po kilku miesiącach wojaczki śmigłowiec trafił do Polski, jako rekompensata za utracony w wypadku – w którym zawiniło urządzenie, nie pilot – helikopter tego typu.
Minęło ponad ćwierć wieku – w trakcie którego świat zmienił się nie do poznania – i wspomniany Mi-24 znów wylądował w Afganistanie. Z innym kamuflażem i szachownicą zamiast gwiazdy, ale w tym samym celu.
Jak dla mnie jest w tej historii porażająca symbolika…
A skoro o sprawach symbolicznych mowa – kilka dni temu już oficjalnie przekazaliśmy Amerykanom trzy bazy: Warrior, Giro i Arianę, a wraz z nimi południowe dystrykty “naszej” strefy. Tym samym 7 kwietnia 2012 roku definitywnie zakończyła się era “polskiej prowincji”.
Prezydent oglądający "ważkę"/fot. Marcin Ogdowski
Tia-NATO na komendę USA w Afganistanie weszło w sowieckie buty. I tak samo "zwycięży"...