Gość: NaszaP
IP: 168.103.126.*
13.03.02, 18:12
Nasza Polska
Instytut (Nie)Pamięci Narodowej
Sprawa oskarżenia Polaków przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej - prof.
Leona Kieresa o wymordowanie Żydów w Jedwabnem oraz ochrona przez IPN
funkcjonariuszy żydowskiego pochodzenia mordujących Polaków m.in. w latach
stalinizmu zdominowały sejmową dyskusję nad sprawozdaniem z działalności IPN za
rok ubiegły. Sejm ostatecznie przyjął to sprawozdanie.
Również w ubiegłym tygodniu katowicki oddział IPN wystąpił ponownie o
ekstradycję żydowskiego kata stalinowskiego Salomona Morela, komendanta obozu w
Świętochłowicach. Morel dziś żyje wygodnie w Izraelu, a oprócz tego pobiera
wysoką wojskową emeryturę nie odebraną mu do dziś przez III Rzeczypospolitą.
Prawdopodobnie emerytura ta jest podziękowaniem Warszawy za wymordowanie przez
Morela polskich (i nie tylko) patriotów, torturowanie ich podczas przesłuchań,
kierowanie do niewolniczej pracy w kopalniach uranu! To wystąpienie nie zmienia
jednak negatywnej oceny działalności IPN, jeżeli chodzi o obronę czci i
godności Polaków.
IPN, powołany ustawą sejmową w 1998 r., miał odkłamywać polską historię
najnowszą, dążyć do ukarania stalinowskich i komunistycznych katów, przejmować
w szybkim tempie tzw. zasoby archiwalne z MSW i UOP, by na ich podstawie
ujawnić zbrodnie PRL. Zamiast tego skoncentrował się na sprawach wymierzonych w
Polaków. Główna w tym zasługa prezesa Kieresa.
Typowym przypadkiem jest sprawa wymordowania Żydów w Jedwabnem. Trzeba o niej
wspomnieć szczególnie teraz, gdy Agnieszka Arnold - autorka kłamliwego
filmu "dokumentalnego" o wydarzeniach w Jedwabnem 10 lipca 1941 r.- została
wyróżniona przez jedną z fundacji. A może do tego skandalu by nie doszło, gdyby
prezes IPN nie poszedł drogą oczerniania Polaków...
Tymczasem Kieres, jeszcze przed zakończeniem śledztwa, podczas spotkania w
lutym 2001 r. z przedstawicielami ugrupowań żydowskich w Nowym Jorku mówił: -
Dostępne w chwili obecnej dowody potwierdzają przypuszczenie, że Żydzi z
Jedwabnego zostali zamordowani przez Polaków. W tej sprawie redakcja "Naszej
Polski" wystosowała do prof. Kieresa list otwarty, protestując przeciw tego
typu insynuacjom, pytając jednocześnie o zaawansowanie śledztw dotyczących
zbrodni na Polakach popełnionych przez Sowietów i komunistów. Otrzymaliśmy z
IPN dość zdawkową odpowiedź.
A tymczasem Kieres kontynuował oskarżenia, stwierdzając m.in., iż: Polacy
mordowali Żydów w Jedwabnem. Mówił to, mimo że zeznający w sfingowanym procesie
z końca lat 40. jednoznacznie wskazywali na niemieckie sprawstwo zbrodni. Mówił
tak i wtedy, gdy wyszły na jaw dokumenty znalezione w archiwum w Łomży,
zawierające zeznania żydowskich świadków wydarzeń, jednoznacznie potwierdzające
mordowanie Żydów przez Niemców.
Jednocześnie w ubiegłym roku IPN nie zdołał "przypadkowo" ujawnić bezmiaru
zbrodni stalinowskich i komunistycznych na naszym narodzie. Zabrakło mu czasu,
by chociażby wydać zestawienia ukazujące skład personalny aparatu represji z
okresu komunistycznego, instrukcje dotyczące prześladowania i rozbijania narodu
czy opublikować instrukcje operacyjne Urzędu Bezpieczeństwa i Służby
Bezpieczeństwa od 1944 r. po rok 1984. Poseł LPR Antoni Macierewicz, wskazywał,
że nadal nie wiemy nic o kulisach prowokacji w Rzeszowie, Krakowie i Kielcach z
lat czterdziestych, gdy to UB i NKWD mordowały Żydów, aby odpowiedzialność
zrzucić na Polaków. (...) Nie wiemy też nic np. o wielkiej akcji z lata 1952
r., gdy to w ciągu jednego tygodnia w samym Poznańskiem w przeddzień ogłoszenia
tzw. konstytucji PRL aresztowano profilaktycznie 5 tys. ludzi.
IPN umorzył także śledztwo w sprawie KL Warschau, mimo że - jak wynika z opinii
specjalistów - mordowano tam tysiące Polaków (o czym pisaliśmy obszernie
w "NP"). Zbrodnie na Polakach są więc tuszowane. Niedługo zapewne IPN ustami
swojego prezesa uzna za stosowne przyznać, że istniały "polskie obozy
koncentracyjne" - a więc potwierdzi nasz współudział w niemieckim systemie
eksterminacji, co szowinistyczne kręgi żydowskie głoszą od lat. Jak bowiem
przyznał Kieres - do tej pory IPN nie uznał za stosowne wydać publicznie
formalnej deklaracji zaprzeczającej istnieniu takich"obozów", zanegował je
jedynie w swoich wewnętrznych publikacjach. Takie stawianie sprawy jest kpiną
ze społeczeństwa i kpiną z martyrologii Polaków, z naszego oporu przeciw
okupantowi, kpiną także z bohaterstwa naszych przodków ratujących ludność
żydowską od komór gazowych. Jest przykładaniem ręki do antypolskiej propagandy.
I wreszcie: dlaczego IPN nie rozpoczął po dziś dzień stosownych postępowań po
tym, jak kręgi skrajnej lewicy w publikacjach negowały zbrodniczość systemu
stalinowskiego? Czy to oznacza, że prezes Kieres i jego podwładni taki stan
rzeczy sankcjonują i uważają np., że wyroki wydawane przez stalinowskie sądy na
m.in. żołnierzy II Konspiracji powinny być prawomocne, gdyż były
wydawane "zgodnie z prawem"?
Podobnych pytań można zadawać jeszcze wiele, m.in.: dlaczego dotąd nie udało
się sprowadzić do Polski katów stalinowskich Stefana Michnika czy Heleny
Wolińskiej? Dlaczego tak przedłużają się śledztwa dotyczące rzezi na Polakach
dokonanych przez partyzantkę sowiecką i żydowską w Nalibokach i Koniuchach?
Można spytać, dlaczego to wszystko trwa tak długo, skoro prezes IPN tak szybko
mógł wskazać na Polaków jako na "morderców z Jedwabnego".
Ale równocześnie to wszystko nie oznacza, że IPN jest zbędny. Odwrotnie - jest
on instytucją niezwykle potrzebną w polskim życiu publicznym, mającą duże
osiągnięcia, jeżeli chodzi o edukację młodego pokolenia w kwestiach
historycznych czy odtwarzanie świadomości historycznej narodu. Dlatego też
stanowi zagrożenie dla rządzącego układu SLD-UP, który postanowił niedawno
ograniczyć środki na działalność Instytutu.
Niestety działalność prezesa Kieresa kreuje wizerunek IPN jako placówki
działającej nie dla ustalenia prawdy historycznej, a realizacji propagandy
fałszującej obraz naszego kraju.