Dodaj do ulubionych

Nowe rewelacje o pedofilili ksiedza J.

31.07.04, 15:21

www.se.com.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=14233&scroll_article_id=14233&layout=1&f
orum_id=26867&page=text&list_position=1

CZY TO NIE JEST GRZECH?
Musimy poznać prawdę!

Nasze dziennikarskie śledztwo potwierdza szokujące ustalenia prokuratury.
Znany gdański duchowny, prałat Henryk Jankowski, od dłuższego czasu spotykał
się z 16-letnim dziś Sławkiem R. Dawał mu pieniądze, zabierał na noce - mówią
nam kolejni świadkowie: znajomi, rodzina. - To bzdura - odpowiada duchowny.


Sławek R. (16 l.) jest synem byłej sprzątaczki, która pracowała na plebanii
parafii św. Brygidy w Gdańsku, gdzie proboszczem jest ksiądz Jankowski.
Według informacji, do których udało nam się dotrzeć, chłopak bywał na
plebanii. Od 2001 roku jego wizyty u księdza były coraz częstsze. W końcu
zaczął tam nocować.

Miał kasę
Rodzina nie chce rozmawiać z prasą. Ojciec Sławka jest kolejarzem. Sławek ma
też 7-letnią siostrzyczkę. Mieszkają w suterenie w starej, odrapanej
kamienicy w przystoczniowej części Gdańska. Wszyscy tam się znają.

- Trzy razy widziałem, jak prałat podjeżdżał pod ich dom czarnym mercem.
Zawsze wyjmował władowane torby - mówi sąsiad rodziny R.

- Sławek się wybił - opowiada kolega chłopaka. Jak pokazywał się na ulicy to
zawsze miał coś nowego, a to markowe spodnie, buty Adidasa, superkomórkę.

Z opowieści sąsiadów wynika, że Sławek od ponad roku bardzo rzadko bywał w
domu.

W zeszłoroczne ferie zimowe ksiądz zabrał chłopaka do Rzymu. Potem nocne
wizyty Sławka na plebanii stały się jeszcze bardziej częste. Chłopak miał
spać z księdzem w jednym łóżku. Kiedy matka Sławka zaczęła oponować, miała
usłyszeć od księdza: - Nie mogę sam spać w nocy..

Z czasem chłopak stał się nieposłuszny, znikał z domu, przestał chodzić do
szkoły. Pojawiły się narkotyki, papierosy i alkohol. Sławek miał na wszystko
pieniądze. W końcu, latem zeszłego roku, rodzice postanowili wysłać syna do
rodziny na Kaszuby - do Sierakowic. Odizolować go...

Zabronili mówić
W małym domku na skraju Sierakowic mieszkają ciotka i babcia chłopaka.
Sławomir często tam przyjeżdżał razem z matką.

- Nie będę z wami rozmawiać o Sławku. Nie było go tutaj ze trzy tygodnie -
mówiła nam Barbara, ciotka Sławka. - Gdzie jest? Nie wiem.

Chwilę później na podwórzu pojawiła się babcia chłopaka.

- O księdzu? Nie będę mówić wam nic. Zabronili mi - twierdzi starsza kobieta.

Kilometr dalej, na nowym osiedlu mieszka rodzina N. Sławek mieszkał tu po
ucieczce od ciotki w tamte wakacje i ostatnio, do lipca. Zaprosił go kolega,
Łukasz N.

- Ostatnio był u nas trzy tygodnie temu. Potem ślad po nim zaginął. Nie
dzwonił, nie pojawiał się w Sierakowicach - mówi brat Łukasza.

Iwona N., matka Łukasza, mówi, że chłopak miał mnóstwo pieniędzy.

- Czy słyszałam o tej aferze. Pewnie. Jankowski często tutaj przyjeżdżał. Nie
podjeżdżał pod blok. Stawał w pobliżu, na ryneczku, i tam wysadzał go z auta -
opowiada. Chłopak miał bardzo dużo pieniędzy. Nie mówił skąd. Zresztą on był
małomówny.

Czy doszło między chłopakiem a księdzem do kontaktów intymnych?

- Jestem przekonana, że nie. Prałat dawał mu pieniądze, aby go przy sobie
mieć - twierdzi Iwona N. - Zresztą chłopaka w ręce księdza pchała sama matka.
Miała z tego dużo pieniędzy. Chłopakowi się nie układało z rodzicami i pewnie
dlatego uciekał. Mieszkał u mnie, bo psa bym nie wygoniła na dwór, a co
dopiero człowieka - dodaje.

Śledztwo trwa
We wtorek Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo w związku z
artykułem 200 kodeksu karnego mówiącym o zmuszaniu osoby poniżej 15. roku
życia do zachowań seksualnych. Grozi za to do 10 lat więzienia.

- To nagonka na moją osobę - mówił prałat Henryk Jankowski. - Stan wojenny
przetrzymałem, to teraz też sobie poradzę. Cała ta sprawa to bzdura
kompletna. Nie mam nic do powiedzenia.

Milczy też gdańska kuria.

Sławek zaś zniknął. W zeszłym miesiącu policja przywiozła go do rodzinnego
domu z Sierakowic. Potem ślad po chłopaku zaginął.

Co działo się w hotelu Radisson
W nasze ręce trafiły wstrząsające fotografie. Mogą potwierdzać karygodny
związek prałata z małoletnim Sławkiem R.

Był 8 lipca zeszłego roku. Prałat Henryk Jankowski pojawił się w hotelu
Radisson w Szczecinie. Nie był sam. Miał towarzystwo. Oto, co opowiada o tym
nasz informator:

- Mieszkał na dziewiątym piętrze w apartamencie. To był pokój 916. Młodych
chłopców było w sumie pięciu. W wieku mniej więcej 15-18 lat. Od razu po
wejściu do pokoju włączył filmy porno. Na recepcji wyświetla się wtedy taki
komunikat, że są włączone filmy porno, bo się za nie płaci. Stąd wiem, że
oglądali na pewno i że bardzo dużo za nie zapłacili. Dwóm chłopaczkom prałat
wynajął drugi pokój. Byli zameldowani. Ich nazwiska S. i J. A trzech
pozostałych było z nim w tym apartamencie. Od początku goście zachowywali się
luźno. Przyjechali volkswagenem transporterem. Jak przyszli gdzieś około
godziny 20 - to już nie wychodzili. W hotelu zabawili dwa dni. Co w tym
czasie się działo? Normalnie chodzili po mieście. On im kupował jakieś dresy
w sklepach sportowych. Z jednym szedł za rączkę, obejmował ich... w ogóle nie
szczypał się. Zero.

Tyle nasz informator. Sprawdziliśmy. Pokój 916 istnieje w hotelu Radisson w
Szczecinie. To nie apartament, ale pokój klasy biznesowej. Cena - 109 euro za
dobę, czyli ok. 480 zł.

Tropimy ich bez litości
Marcin Jabłoński (66 l.) - pedofil z warszawskiego Żoliborza dzięki "Super
Expressowi" stanie przed sądem. Dostarczyliśmy warszawskiej prokuraturze
kasetę wideo z dziecięcą pornografią. Wcześniej był bezkarny. Prokuratura
zamiast się nim zająć, umorzyła sprawę. Pod naszym naciskiem znaleziono
obciążające go dowody. Za kręcenie filmów pornograficznych z udziałem dzieci
i nakłanianie ich do obnażania się grozi mu do 10 lat więzienia. Proces
zacznie się niebawem.

Wojciech Krolopp (58 l.), były dyrektor chóru Polskie Słowiki - za seksualne
molestowanie chłopców sąd skazał go na osiem lat więzienia. Jak ustaliła
prokuratura, w latach 1992-98 wykorzystywał trzech chórzystów. Uprawiał z
nimi seks oralny, analny i zmuszał ich do masturbacji. Chorego na AIDS
Kroloppa czeka jeszcze jeden proces - za malwersacje finansowe w chórze.

Andrzej S. (57 l.) - do niedawna: sława polskiej psychologii, uchodził za
autorytet i często wypowiadał się w mediach. Trafił do aresztu pod koniec
czerwca, gdy na śmietniku w pobliżu jego domu policjanci znaleźli stosy zdjęć
z dziecięcą pornografią. Kolejne odkryli w jego domu. Andrzej S. - jak
potwierdziła prokuratura - przyznał się do stawianych mu zarzutów, m.in.:
wielokrotnego wykorzystywania nieletnich i produkowania z ich udziałem
pornografii.

Zatrważające! Codziennie docierają do nas wiadomości o kolejnych pedofilach!
Co się dzieje?
Psycholog społeczny Katarzyna Korpolewska mówi, że miłość traci na wartości,
a ludzie szukają dodatkowych podniet
autor: Gdańsk, Sierakowice | Małgorzata Guss - Gasińska, Edyta Żemła, Dariusz
Burliński MNS Warszawa | Dorota Majewska drukuj

prześlij artykuł
Obserwuj wątek
    • mr.conti Re: Nowe rewelacje o pedofilili ksiedz 31.07.04, 19:56
      No to jaka szopke zrobi teraz na Boze Narodzenie ?
    • Gość: siusiu Re: Nowe rewelacje o pedofilili ksiedz IP: *.home.cgocable.net 31.07.04, 20:17
      W koncu to niematerialny i ten materialny patron ruchu solidaruchow.
      Congratulations!
    • jersey_gay Wprost--pisze 02.08.04, 11:41
      Milczenie owiec i pasterzy
      Tygodnik "Wprost", Nr 1132 (08 sierpnia 2004)


      Skłonności księdza prałata Henryka J. nie były w Gdańsku tajemnicą.

      Wspólne wyjazdy, luksusowe trunki, motocykl w prezencie, wypad do Rzymu,
      wspólne noclegi w szczecińskim hotelu Radisson - uczniowie z gimnazjum w
      Gdańsku nie mają wątpliwości, że Sławomir R. był w ten sposób wynagradzany za
      usługi seksualne świadczone księdzu prałatowi Henrykowi J. Sławomir R.
      tymczasem zniknął.

      Papieski sekret
      "Kleryk lub mnich, który molestuje młodocianych lub chłopców bądź jest
      przyłapany na całowaniu czy popełnia inny haniebny czyn, niech będzie
      wychłostany publicznie i po zgoleniu głowy niech twarz jego będzie opluta,
      niech będzie przykuty do metalowych łańcuchów" - napisał siedemnaście wieków
      temu św. Bazyl z Cezarei, jeden z ojców Kościoła. Niezdrowe skłonności
      niektórych księży - jak widaś na tym przykładzie - nie są zjawiskiem ostatnich
      lat, jednak dopiero ostatnio Kościół przestał sobie z nim radzić. Metody
      stosowane od wieków zaczęły zawodzić.
      Istnieje silne domniemanie, że skłonności księdza prałata Henryka J. nie były
      tajemnicą dla jego przełożonego, arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Matka
      gimnazjalisty Sławomira R. sygnalizowała w gdańskiej kurii, że jej syn jest
      kochankiem księdza J. Złożoność sytuacji polega jednak na tym, że biskup staje
      wówczas w obliczu konfliktu lojalności. Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej
      zobowiązany jest do powiadomienia organów ścigania, ale papieskie zalecenia z
      2001 r., zawarte w liście "Sacramentorum Sanctitatis Tutela", de facto nakazują
      mu zachowanie takiej wiedzy w tzw. sekrecie papieskim, równoznacznym z
      tajemnicą spowiedzi.

      Nauczycielski sekret
      W sprawie księdza prałata Henryka J. istnieje sporo wątpliwości. Podstawową
      kwestią jest ta, dlaczego tak długo zwlekano z powiadomieniem organów ścigania.
      Sprawa sięga bowiem 2001 r., kiedy to trzynastoletni wówczas chłopak nawiązał
      bliższą znajomość z prałatem. Miał mu pomagać na plebanii oraz w kościele. Sam
      też w księdzu znajdował oparcie. Mógł mu się wyżalać z problemów. W tym czasie
      był już podobno w konflikcie z rodzicami. Nie chciał szybko wracać do dość
      zaniedbanego i biednego domu, który mieści się w paskudnej dzielnicy, między
      gdańskim Śródmieściem a Bramą Oliwską, blisko równie odpychających terenów
      stoczni.
      Jak twierdzą szkolni koledzy Sławomira R., zbyt zażyłe stosunki łączące chłopca
      i księdza prałata od początku były tajemnicą poliszynela. - Wszyscy o tym
      wiedzieli. O sprawie było głośno - tłumaczy nam Robert, kolega Sławka z
      gimnazjum przy Podwalu Staromiejskim w Gdańsku. - Przecież nie dało się ukryć
      motocykla wartego 8 tys. zł, który Sławek dostał w prezencie. Sam nam mówił, że
      to od księdza.
      Natomiast nauczyciele Sławomira R. w tej sprawie kręcą. - Nikt z prokuratury
      nas nie informował, że toczy się jakieś postępowanie, którego głównymi
      bohaterami są ksiądz prałat i nasz uczeń Sławek. Wszystkiego dowiedzieliśmy się
      z gazet! - zaklina się pragnąca zachować anonimowość nauczycielka. Problem
      polega jednak na tym, że kiedy nasi reporterzy pojawili się w szkole Sławka,
      żadne z mediów nie podało jeszcze, że chodzi o ucznia właśnie tej placówki.

      Sąsiedzki sekret
      Ukrywanie swej wiedzy na podobne tematy nie jest, niestety, specyfiką gdańską.
      Choś sąd skazał księdza Michała M. z Tylawy za molestowanie seksualne
      dziewczynek, wielu parafian odsuwa od siebie myśl, że mógłby on byś pedofilem.
      A przecież, jak twierdzą świadkowie, sprawa ciągnie się co najmniej od
      kilkunastu lat! Mimo wyroku proboszcz wrócił do swej parafii. Odprawia msze,
      spowiada, udziela sakramentów. - Ludzie boją się chodzić do kościoła - mówi Ewa
      Orłowska, która zeznawała przeciwko proboszczowi. - Ksiądz nic sobie z wyroku
      nie robi. Biskup też nie reaguje. - Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia -
      mówi "Wprost" ksiądz Józef Bar, kanclerz kurii w Przemyślu.

      Prokuratorski sekret
      Polskie organy ścigania w wypadku podejrzeń księży o jakiekolwiek przestępstwo
      zachowują się co najmniej dziwnie. Zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w
      Gdańsku Ryszard Paszkiewicz odmówił udzielenia informacji na temat sprawy
      księdza prałata Henryka J. Powoływał się głównie na dobro osób pokrzywdzonych.
      Było to o tyle dziwne, że kilka dni wcześniej w Gdańsku-Zaspie ujawniono
      drastyczny przypadek pedofilii, dotyczący brutalnego gwałtu na dwóch chłopcach -
      dziesięcio- i trzynastolatku. Mimo to dziennikarze nie mieli żadnych
      przeszkód, aby uzyskać wszelkie informacje na ten temat. Fotoreporterom
      ułatwiono nawet robienie zdjęć podejrzanemu.
      Podobnie jak w wypadku księdza Henryka J. było w sprawie księdza z Tylawy -
      prokuratura nie wykonała wielu czynności, jakie podejmuje, gdy chodzi o
      podejrzane o pedofilię osoby świeckie. Jak twierdzi Ewa Orłowska, nie
      zabezpieczono dysku twardego z komputera księdza. Tych problemów nie mieli w
      Austrii śledczy, którzy zabezpieczyli komputery w seminarium w St. Poelten;
      jeden z dysków należał zresztą do Polaka. Zwyczajem stało się u nas, że
      podejrzani o molestowanie nieletnich księża nie są aresztowani, co przy ich
      wpływach w środowisku daje olbrzymie możliwości mataczenia. Choć wiele
      wskazuje, że ksiądz prałat J. mógł się dopuścić molestowania, postępowanie
      nadal toczy się "w sprawie", a nie "przeciw". Na razie nikomu też nie przyszło
      do głowy na przykład zabezpieczenie twardego dysku w komputerze księdza
      prałata.

      Cezary Gmyz.
      Współpraca: Tomasz Krzyżak, Waldemar Ulanowski ("Dziennik Bałtycki")

      Pełny tekst ukaże się w najnowszym numerze tygodnika "Wprost". W sprzedazy od
      poniedziałku, 2 sierpnia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka