polski_francuz
01.09.13, 08:56
Zawsze szanowalem przelozonych, ktorzy po wysluchaniu argumentow z wielu stron i po odespaniu, podejmowali decyzje. I jako przelozony sam staralem sie tak dzialac.
Przyjrzyjmy sie mechanizmowi podejmowania decyzji. Podejmuje sie ja bo nalezy na cos zareagowac alebo wtedy, kiedy sprawy ewoluuja w niedobrym kierunku. A tym ze podjecie decyzji na ogol zmienia dane i sprawy niekoniecznie sie tocza jak przewidziano. Poza tym, niemozliwe jest poznanie wszystkich niezbednych elementow decyzji. Lee Iacocca, byly szef Chryslera, pisal w swoich pamietnikach ze nie warto starac sie zbytnio o zebranie wszystkich elementow decyzji. Wystarczy zebranie tyche niezbednych. A ktore sa niezbedne to juz dobry manager powinien wiedziec.
Podjecie decyzji wymaga od przelozonego troche odwagi. Nie wszystkim sie decyzja bedzie podobala i przelozony bedzie musial odcierpiec niechec wielu. Wielu przelozonych uwaza, ze to "odcierpienie"nalezy do ich funkcji: za to im placa i za to moga sie cieszyc wyskoa pozycja spoleczna.
Coraz wiecej jednak przelozonych chce byc lubianym przez wszystkich. I sa tacy, ktorzy zadnych decyzji nie podejmuja. Sprawy sie bowiem jakos same z siebie rozwiaza. Do takich nalezal m.in. Helmut Kohl z kilkoma ogromnymi wyjatkiemi. Kohl umial wyczuc kiedy trzeba o kunktatorstwie zapomniec: wtedy gdy trzeba pogonic konkurenta i kiedy historia oferuje nadzwyczajna szanse.
Inni, i tych jest coraz wiecej i w moim otoczeniu i w polityce i w przemysle, pozostawiaja decyzje gremiom, radom i organom. Mowia wowczas czego chca wobec tych gremiow i na ogol, decyzje sa podejmowane tak jak sobie przelozony zyczy, ale jest on "kryty" i moze powiedziec "to nie ja to gremium zdecydowalo".
Sadze, ze to glownie odwagi zaczyna brakowac.
PF