lubat
13.04.14, 15:16
Z mieszanymi uczuciami zamieszczam ten post, bo "okradam" jeden z moich ulubionych tygodników - "Politykę", ale z drugiej strony upowszechniam jej autora i jego zdroworozsądkowe podejście do naszej polityki wschodniej.
www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1576135,1,kac-ukrainski.read
Kac ukraiński
Czy to prawda, że co złe dla Rosji – to dobre dla Polski? Ukraina? „Kraj ten jest traktowany jako prowincja, o którą Polska walczy z Rosją”- pisze prof. Bronisław Łagowski, filozof, autor świetnych komentarzy w „Przeglądzie”. W naszym myśleniu, im Rosja mniejsza i słabsza – tym Polska bezpieczniejsza. Znając historię - trudno się dziwić. Mam na myśli Rosję obecną, taką, która stoi murem za Putinem, a nie Rosję wymarzoną. Co innego, gdyby Rosja była Szwecją. Z taką Rosją chętnie pójdziemy w tango, ale do tanga trzeba dwojga. A Putin z nami tańczyć nie chce.
Jedną z powinności mediów jest wyczuwanie nastrojów i wyławianie tego, co w trawie piszczy. W sprawie Ukrainy wyczuwam w polskich mediach kaca, że sprawy nie idą tak, jak byśmy chcieli. Polska, pisze Jerzy Haszczyński w „Rz.”, „ która najbardziej zagrzewała Ukraińców do walki, wytyczała rozkład jazdy na Zachód, pokrzykiwała: ‘jesteśmy z wami’. Teraz zaś godzi się na pozostawienie ich kraju w sferze wpływów rosyjskich w zamian za wzmocnienie polskiego bezpieczeństwa”, czyli kilku tysięcy zachodnich żołnierzy na naszym terytorium, do czego (dodajmy od siebie), nikt się nie kwapi, bo nie chce drażnić niedźwiedzia.
Polska – pisze Haszczyński – „Ciągnęła Ukrainę i kilka innych państw postradzieckich z całych sił na Zachód, świadoma, że to jest wielka geopolityczna rozgrywka z Moskwą. Wymyśliła Partnerstwo Wschodnie, przekonywała Ukraińców i Zachód do umowy stowarzyszeniowej UE – Ukraina, wysyłała emisariuszy do Janukowycza, kibicowała Majdanowi, obiecała wsparcie reform. Wzięła na siebie współodpowiedzialność za przyszłość nowej, prozachodniej Ukrainy”. I co?
Na razie Rosja zajęła Krym, ministrowie Kerry i Ławrow rozmawiają o federacji (czytaj: rozczłonkowaniu) Ukrainy, Berlin uważa, że rozmieszczenie dodatkowych sił zachodnich na terytorium Polski byłoby wbrew porozumieniu z Rosją. Krajobraz po bitwie nie jest całkiem różowy. Co prawda samoloty NATO w większej ilości patrolują naszą przestrzeń powietrzną i będzie nowa ich baza w Estonii, ale stosunki z Rosją i z Ukrainą mamy raczej niejasne, na Wschód od naszej granicy długo nie zaznamy spokoju.
Czy to jest niespodzianką? Czy liczono, że z Kremla tego wszystkiego nie widać, że Putin z założonymi rękoma będzie przyglądał się jak perła „bliskiej zagranicy” wymyka mu się z rąk i turla na Zachód? Przecież na Kremlu panuje ciągły alert – Łotwa, Estonia, Królewiec, Naddniestrze, hen aż po Syberię i Chiny, Czeczenia, Gruzja, imperium się kruszy. Patrick Buchanan, konserwatywny polityk amerykański, były doradca Reagana (to wystarczająca referencja) i „kandydat na kandydata” republikanów w wyborach prezydenckich, pisał niedawno (cytuję za tygodnikiem „Przegląd”): Obejmując władzę Putin „widział Matkę Rosję ograbioną przez oligarchów podżeganych przez zachodnich kolesiów kapitalistów, w tym Amerykanów. Widział miliony etnicznych Rosjan pozostawionych samych sobie, opuszczonych, od państw bałtyckich po Kazachstan. Widział USA, które oszukały Rosję obietnicą nieprzesuwania NATO do Europy Wschodniej, jeśli Armia Czerwona wycofa się (…)”
Jakie korzyści uzyskaliśmy z obecności Estonii czy Łotwy w NATO, które usprawiedliwiłyby utratę Rosji jako przyjaciela – pyta Buchanan i odpowiada: „Straciliśmy Rosję, ale uzyskaliśmy Rumunię jako sojusznika? Kto tu jest irracjonalny?”
Czyż nie potrafimy jako Amerykanie, z naszą doktryną Monroego, która ogłosiła całą zachodnią półkulę poza zasięgiem imperiów europejskich – zrozumieć reakcji rosyjskiego nacjonalisty Putina wobec amerykańskich F-16 i rakiet antybalistycznych przy swoich zachodnich granicach?”
- Ameryka i Rosja znalazły się dzisiaj na kursie kolizyjnym ze względu na to, czyja flaga będzie powiewała nad jaką częścią Ukrainy, której żaden zimnowojenny prezydent , od Trumana do Reagana, nie uważałby za nasz interes – pisze Buchanan. To taki Putin a rebours. Oczywiście, że nam, Polakom, nie jest wszystko jedno, jaka flaga powiewa w Warszawie czy w Kijowie, amerykański konserwatysta myśli tak jak Putin – nie interesuje go, co myślą i czego pragną Łotysze, Estończycy i narody „bliskiej zagranicy”, to są dla niego pionki na geopolitycznej szachownicy. Jest to myślenie stare, ale jare. Można się było o tym przekonać w Kosowie, w Syrii, i teraz w Europie Środkowo-Wschodniej, kiedy Kerry układa się z Ławrowem.
Polska dyplomacja stoi przed bardzo trudnym zadaniem – Jak ocalić stosunki z Rosją, które są dla nas żywotne, z poparciem dla Ukrainy, która stanowi ważny element bezpieczeństwa w naszym regionie, ale nie chce jechać w rosyjskim rydwanie? Toż to prawdziwa kwadratura koła. Jak dać Putinowi po łapach, nie występując przed europejski szereg, żeby Putin się nie zorientował, jak bardzo nam zależy na niepodległej, prozachodniej Ukrainie.
„Chciałbym usłyszeć od prezydenta i premiera, czy rewolucja kijowska należy do sukcesów czy porażek polsko-szwedzkiej polityki wschodniej” – pyta prof. Łagowski. Moim zdaniem, w tej chwili odpowiedź jest niemożliwa, zbyt wiele jest niewiadomych. Pogorszyło się położenie geopolityczne naszego kraju. Nie wiadomo czy i na ile uda się zwiększyć wkład NATO i USA w bezpieczeństwo Polski. Niejasna jest sytuacja w samej Ukrainie, na ile to państwo jest bezpieczne i stabilne, nie wiadomo jak przebiegną wybory, jaka jest siła Prawej Strony i neo-banderowców, nie wiadomo jakie zapadną ustalenia na linii Moskwa – Waszyngton. Wiadomo, że sankcje Zachodu wobec Rosji są grubo poniżej polskich oczekiwań, w tym nawet tak doświadczonych polityków jak Włodzimierz Cimoszewicz czy Leszek Balcerowicz, nie mówiąc o mediach. Majdan, który Polska z takim entuzjazmem poparła, kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic. Putin nie jest bezbronny, w swojej imperialnej polityce ma mocne atuty, przede wszystkim poparcie w Rosji oraz wśród części mieszkańców Ukrainy, a także ostrożność Zachodu, który nie chce umierać za Kijów