Dodaj do ulubionych

Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zmart...

    • schlagbaum Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 09:32

      Polityka nie powinna polegac na tym, ze kazdy mowi to co mu slina na jezyk
      przyniesie, bo akurat taki ma nastroj.
      Stosujac te metode, Polska zepsula sobie, wypracowywane przez dlugie lata,
      dobre stosunki z najblizszymi sasiadami na wschodzie i na zachadzie nie dbajac
      o to, ze sa to nie tylko najblizsi ale ale rowniez najwazniesi partnerzy Polski.

      W imie czego ?
      Uwazam, ze to karygodne i glupie.

      Przypomina mi sie przyslowie o panu i kramie.
      • schlagbaum Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 10:03
        Te zasade powinni sobie wbic w glowe rowniez pismaki i tzw politycy

        primum non nocere


        Sa grupy zawodowe, ktore sie nia kieruja ale powinno byc ich wiecej.
    • Gość: SABAŁA SOLIDARYZUJĘ SIĘ Z MICHNIKIEM !!! MA RACJĘ !!! IP: *.cg.shawcable.net 29.09.04, 09:35
    • indiana1 Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 09:36
      Zgadzam sie calkowicie z opinia Adama Michnika. System totalitarny nadal
      funkcjonuje w Rosji i chyba nieprędko sie to zmieni.
      • Gość: Kowal Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 12:47
        Pan Michnik ma rację, wyrażając sprzeciw wobec prób interwencji w działanie
        polskich wolnych wreszcie mediów. Niech głoszą wzajemnie znoszące się
        komentarze, ale każdy ich odbiorca ma prawo wyboru takiego, który odpowiada
        jego przekonaniom politycznym, religijnym czy jakimś innym. Zwolennicy jednych
        opcji nie przebierają w słowach na temat przeciwników – ich prawda jest jedynie
        słuszna, tylko żal, że nie mają wystarczających środków, by ją obowiązkowo
        wprowadzić. Poza tym są za pluralizmem, który nieco blednie przy artykułach
        Michnika.
        Ktoś zewnątrz, przeglądając poprzednie wypowiedzi, mógłby dojść do wniosku, że
        większość dyskutantów reprezentuje kraj idealny, dobrze rządzony, be afer
        różnego typu, gdzie bezrobocie jest wspomnieniem, straż więzienna umiera z
        nudów, a obywatele z poczuciem pełnego bezpieczeństwa spacerują wieczorami po
        parkach. Ci reprezentanci są w pełni przekonani, że maja obowiązek pouczania
        sąsiadów, jak maja postępować z wybranymi przez siebie władzami, komu dać tylko
        więcej wolności, a komu całą. Największe na świecie państwo jest tu wykpiwane
        za „manię wielkości”, a wykpiwający są przekonani, że to oni mieliby prawo,
        ale – niestety – nikt tego nie zauważa., a im się należy.
        Dyskwalifikowanie sąsiadów nie wpływa na ich politykę, a przeszkadza w rozwoju
        dobrych stosunków, chociażby handlowych, na czym nam powinno przede wszystkim
        zależeć, a hasło „Za wolność waszą i naszą” po odzyskaniu wolności powinno
        trochę odpocząć. Za bardzo czym walczyć nie mamy.
      • Gość: Kowal Refleksje ogólne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 13:48
        Pan Michnik ma rację, wyrażając sprzeciw wobec prób interwencji w działanie
        polskich wolnych wreszcie mediów. Niech głoszą wzajemnie znoszące się
        komentarze, ale każdy ich odbiorca ma prawo wyboru takiego, który odpowiada
        jego przekonaniom politycznym, religijnym czy jakimś innym. Zwolennicy jednych
        opcji nie przebierają w słowach na temat przeciwników – ich prawda jest jedynie
        słuszna, tylko żal, że nie mają wystarczających środków, by ją obowiązkowo
        wprowadzić. Poza tym są za pluralizmem, który nieco blednie przy artykułach
        Michnika.
        Ktoś zewnątrz, przeglądając poprzednie wypowiedzi, mógłby dojść do wniosku, że
        większość dyskutantów reprezentuje kraj idealny, dobrze rządzony, be afer
        różnego typu, gdzie bezrobocie jest wspomnieniem, straż więzienna umiera z
        nudów, a obywatele z poczuciem pełnego bezpieczeństwa spacerują wieczorami po
        parkach. Ci reprezentanci są w pełni przekonani, że maja obowiązek pouczania
        sąsiadów, jak maja postępować z wybranymi przez siebie władzami, komu dać tylko
        więcej wolności, a komu całą. Największe na świecie państwo jest tu wykpiwane
        za „manię wielkości”, a wykpiwający są przekonani, że to oni mieliby prawo,
        ale – niestety – nikt tego nie zauważa., a im się należy.
        Dyskwalifikowanie sąsiadów nie wpływa na ich politykę, a przeszkadza w rozwoju
        dobrych stosunków, chociażby handlowych, na czym nam powinno przede wszystkim
        zależeć, a hasło „Za wolność waszą i naszą” po odzyskaniu wolności powinno
        trochę odpocząć. Za bardzo czym walczyć nie mamy.
        Jesteśmy przeciwnikami totalitaryzmu, ale z kolei potępiamy interwencje Buscha
        w Iraku i jesteśmy niezadowoleni, ze i nasi chłopcy biorą w likwidacji
        totalitaryzmu udział. Gdyby w Czeczenii, przeciw Putinowi, to czemu nie.
    • Gość: Ryszard Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.mpi.int.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:44
      Panie Adamie M. to świetny artykół. Nasi byli -nie z wyboru- sojusznicy muszą
      wreszcie zrozumieć iż nie można prawie 40 mln narodu traktować jak swoich
      podwładnych w Rosji. Jesteśmy niepodległym wolnym i suwerennym narodem. mamy
      wolna prase i możemy wyrażąć swoją opinie na każdy temat. Nie zauważyłem w
      naszych mediach żadnej kampani antyrosyjskiej. Rosjanie jak Polacy maja prawo
      do wolnej prasy i swobodnego wyrażania swojej opini na jej łamach oraz w radiu
      iTV. W każdym kraju znajdą sie pseudo pismacy i pseudo dziennikarze
      obsmarowujący w swoich gazetkach niesłusznie a często także bezkarnie różnych
      ludzi w tym polityków. Ale żadna szanująca się gazeta w tym poczytna i
      uznana "Gazeta Wyborcza" takimi bzdurami sie nie zajmuje. Panie Prezydencie
      Putin nie może Pan bez powodu wyciągać pochopnych wniosków i traktować nas jak
      zbuntowanych i wydziedziczonych synów Rosji. Nigdy nimi nie bylismy. Polska to
      nasza ukochana ojczyzna.To jest nasz dom.Tego stosunku pokrewieństwa nikt i nic
      nie moze zmienić.Każdy obywatel świata ma prawo czuć sie w naszym "domu" wolnym
      i bezpicznym.To dotyczy także obywateli Rosji i innych Państw bloku
      wschodniego.Nie wolno nikomu manipulować ludźmi i antagonizować wolnych i
      żyjących w zgodzie narodów dla realizacji swoiej polityki. Żyjmy w zgodzie jak
      szanujący sie sąsiedzi. Nie jesteśmy juz od dawna od siebie
      uzależnieni.Prowadźmy wspólnie interesy. Dziękuje.
    • Gość: jędr@s Czy Michnik to wyrocznia?NIE ! IP: *.clk.net / *.sobieszow.net 29.09.04, 09:45
      Nazwijmy to po imieniu Putin-Putinem ale to zrobili terroryści w Biesłanie to
      zbrodnia jaką trudno zrozumieć.Nie powinno ich się nazywać partyzantami
      walczącymi o niepodległość to zwykli bandyci!!!
      • Gość: meerkat Masz racje-prowokatorzy FSB z Bieslanu to BANDYCI! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:49
      • Gość: Maj Re: Czy Michnik to wyrocznia?NIE ! IP: *.aurexlpg.com.pl 29.09.04, 09:55
        Panie Redaktorze, przestań Pan pierdolić głupoty!!!
        "Publikowaliśmy i będziemy publikowali nadal rosyjskie głosy prezentujące różne
        punkty widzenia" Ha ha ha!!! Czuje głosy? Politkowskiej? Kowaliowa? i innych...
        • Gość: grisza Drogi Panie Adamie,,jedz pan do Putina i trzasnij IP: 64.28.22.* 29.09.04, 10:09
          laska w ziemie,ktora powinna zamienic sie w weza i pozniej bedziesz pan mogl od
          ruskich pozyczyc wszystkie zlote i srebrne przedmioty i dmuchnac przez Morze
          Kaspijskie prosto do kolebki cywilizacji.Gwarantowane,ze rydwany Putina wpadna
          do morza,ktore zewrze sie po przpuszczeniu ludu poslusznego Partii Ludzi
          Rozumnych.a jak pan nie wierzysz w basnie to trzasnij pan przynajmniej glowa w
          sciane-moze sie troche rozwidni.Gazeta Wybiorcza proponuje Rosjanom taki stan
          stosunkow;my Wam bedziemy pieprzyc co nam brudna slina na jezyk przyniesie a Wy
          i tak jestescie chamy i postsowieci.A to dziwi,bo przeciez prezydent Reagan
          powiedzial o pewnym czlowieku honoru,ze to ruski general w polskim mundurze.I
          co? i nic?Prawda Panie Michnik?
    • Gość: czarny kapelusz Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:50
      Jak można sprawdzić czy w gronie tych co stoja po stronie Putina a przeciw
      Michnikowi jest Rokita?
    • Gość: KC Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: 80.48.232.* 29.09.04, 09:51
      Dobre samopoczucie polskich komentatorów nie ma uzasadnienia w świetle
      tendencyjnych wypowiedzi i komentarzy na temat ataku terrorystycznego na
      szkołę. I nie ma tu znaczenia, czy Rosjanie mają rację oskarżając polskie
      władze o sterowanie mediami, czy nie.
    • Gość: Tomasz Michnik to głupiec żałosny, ale groźny IP: *.ibch.poznan.pl 29.09.04, 09:53
      A poza tym to kłamczuch, gdyz w GW nie uświadczysz innych komentarzy niż te
      krytyczne (co jest tu eufemizmem) względem Rosji. Gdzie są tę komentarze
      pokazujące "inny punkt widzenia" niż ten który odpowiada redaktorowi Michnikowi?

      Problem z Michnikiem jest taki, że wielu uważa go za bojownika o wolność, i
      skłonna widzieć w nim nawet autorytet moralny. Tym czasem zawsze był on jedynie
      demagogiem, nic więcej. Różnica jednak jest taka, że kiedyś jego wpływy były
      ograniczone, a teraz żaden polski minister nie zrobi niczego co nie podobałoby
      się Gazecie Wyborczej i politycznej mafii, którą ta gazeta reprezentuje.
      Szczególnie po "aferze Rywina". I to jest nasz dramat, gdyż w normalnym kraju
      redaktorzy nie kreują polityki, szczególnie zagranicznej.
      • Gość: Matka Re: Michnik to głupiec żałosny, ale groźny IP: 62.233.233.* 29.09.04, 10:04
        To Pański dramat, Panie Tomaszu - pisz Pan za siebie....proszę wnikliwiej
        czytać a znajdzie Pan inny punkt widzenia.
        Po Biesłanie polityka Rosji wobec Czeczeni i nie powstrzymanie szturmu na
        szkołę zasługuje na krytykę i potępienie. Polityka ta jest odpowiedzialna za
        śmierć dzieci.
        • Gość: grisza Droga Pani Matko, IP: 64.28.22.* 29.09.04, 10:16
          Ten Pani punkt widzenia powstal wskutek manipulacji pana Michnika.W Bieslanie
          sytuacja wymknela sie spod kontroli,bo oprocz wojska i policji byli tam rowniez
          uzbrojeni Osetyncy,rodzice zakladnikow.To moze Rosjanie powinni ich
          powystrzelac,zeby zabraklo Pani argumentu o niepowstrzymaniu szturmu?Niech
          spojrzy Pani raczej na zadowolone z siebie oblicze autora artykulu dzis w
          zalaczeniu.Przeciez on sobie robi zarty,zeby draznic ludzi a obok ma pani
          pomiar badania ,kto sie z nim zgadza a kto nie ale niech uprzejmie otworzy Pani
          wszystki opinie i wczyta sie to zobaczy Pani ,ze ten wynik jest
          falszywy.Pozdrowienia
          • Gość: Matka Re: Droga Pani Matko, IP: 62.233.233.* 29.09.04, 20:23
            Dziękuję za pozdrowienia, również pozdrawiam. Wynik sondażu dostrzegłam. To,,ze
            nie powstrzymano szturmu świadczy o słabości sił specjalnych, a raczej ich
            braku wyobraźni i nie przejmowaniu się życiem dzieci. Dzieci były tam
            najważniejsze - nie żadna polityka. Pan Michnik mną nie musi manipulować. Na
            bieżąco oglądałam CNN,TVN(doskonałe relacje) Euro News,BBC no i próbowałam
            stacje rosyjskie. Jestem wdzięczna Gazecie z póżniejsze artykuły - były odważne
            i prawdziwe. Oglądałam wszystko i czytałam dużo
          • Gość: qsl BałWszyscy widzieli jak było IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.04, 17:55
            więc po co ten lament.Biesłan-bałagan. Rosja absolutnie nie potrafi zapewnić
            porządku na terenach którymi chce władać. Skąd ci cywile mieli broń w ogóle.
            Nawet w tv widac było ze żołnierz krył sie za uzbrojonym cywilem ? To co, kazdy
            moze miec tam kałacha w domu (jak w Iraku)? Rozwscieczeni cywile robia co
            chcą ? Przeciez oni rozpoczęli akcje "uwalniania" zakładnikóe co spowodowało
            że było tyle ofiar. Dziennikarze to widza tak jak i my wszyscy telewidzowie,
            to co maja mówic jak widza tak jak widza. Nie potrzeba niczego kmomentowac. A
            jezeli Rosja nie chce niczego pokazac to ona jest władna ZAKAZAĆ wstepu
            dziennikarzomi ponieść tego konsekwencje polityczne, a nie po babsku lamentowac
            ze ktoś napisał prawdę ! A że sprawa ma podłoze polityczne nie zaprzeczy nawet
            sam Putin, no nie ? Wszyscy normalni Polacy potepiaja ten bandycki wyczyn i ich
            sprawców,ale uwazaja równiez że takie "wyczyny" sie nie skończa dopóki problem
            polityczny nie zostanie POLITYCZNIE rozwiązany.
            Chciałem jeszcze cos dodac, ale zamilczę.
        • Gość: koloratura Re: kto odpowiedzialny za śmierć dzieci? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.09.04, 10:39
          Za śmierć dzieci, droga Matko, odpowiedzialni są ci, co je wzięli na
          zakładników i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Dla takiego aktu
          terroryzmu nie ma i być nie może usprawiedliwienia, nie jest nim nawet
          bandyckie zachowanie Rosjan w Czeczenii.
          • Gość: marioosh no, nareszcie się doczekałem... IP: *.szuwarowa.krakow.pl 29.09.04, 11:06
            na odniesienie do polityki rosji na kaukazie. no to może jeszcze trochę wysiłku
            intelektualnego by wyciagnąć wniosek że... no? poradzisz sobie sama z tym
            wnioskiem? i konkluzją?

            ps.
            na griszę nie liczę.
            potrzeba ochrony własnego kraju nie pozwoli mu przyznać się do oczywistych
            kwestii. do tego trzeba troche cywilnej odwagi. a zycie w rosji nie sprzyjało i
            jak widać nie sprzyja rozwijaniu takich postaw.
    • rtg Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 10:05
      patrze na wynik glosowania i jestem zniesmaczony... 12% swiadomych obywateli
      naszego wolnego kraju teskni do zamordyzmu? Czy to caly elektorat SLD czy
      dochodza do tego jeszcze ci co zawsze glosuja na nie bez wzgldu na temat...
      pozdr. rtg
      • Gość: ZYTA 1 Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.lublin.mm.pl 29.09.04, 11:34
        Do zamordyzmu w prasie tęsknia zwolennicy LPR i Samoobrony.Nie widzicie tego?
    • Gość: pawel Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:06
      Może i Breżniew zmartwychwstał w Rosji, za to komuna jest wiecznie żywa w
      Polsce. I to nie tylko wśród SLDowców. Prawdziwy komuno-kapitalizm.
    • Gość: Zdziwiony Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: 195.205.223.* 29.09.04, 10:13
      Dlaczego Pan oszukuje że diennikarstwo w Polsce jest niezależne? Większość
      należy do firm zagranicznych. Właściciel jest milionerem a byt określa
      świadomość.
      Pan kiedyś bronił robotników chociaż było im lepiej niż teraz, ale jak został
      Pan milionerem to teraz najbliższa jest Panu PO -partia ludzi bogatych.
      Bogactwo nie jest złem, ale pod warunkiem że zachowuje się przynajmiej odrobinę
      wrażliwości społecznej.
    • Gość: miki Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:33
      jeszcze kilka spotkan sw. trojcy /niemcy,francja,rosja/ i putin wessie nas do
      WNP
    • Gość: Theo Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.chello.pl 29.09.04, 10:34
      Leonid Breżniew już od dawna wrócił na Kreml i się uśmiecha i macha łapką na
      trybunie nad mauzoleum Lenina. Obecnie najwybitniejsi specjaliści rosyjscy
      kończą prace nad przywróceniem do życia Stalina.
    • Gość: pawel Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:40

      Już widzę jak red. Michnik udostępnia łamy swojej gazety jakiemuś Ruskowi o
      poglądach przeciwnych do poglądów naczelnego. Rosji na swój sposób nie urobi
      Polska ani żaden inny kraj. Szkoda mi Rosjan, ale demokracja się w Rosji nie
      sprawdza i nie sprawdzi. Poniewierani przez carów i pierwszych sekretarzy
      zawsze jakąś cząstką będą tęskinić do tego co znają najlepiej - władzy silnej
      jednostki. Polacy z wyższością pouczają Rosjan zapominając, że więcej łączy nas
      podobieństw niż różni przeciwieństw. Pamiętajmy, że u nas komunizm trwał krócej
      i miał najbardziej łagodny przebieg ze wszystkich krajów bloku, a jak bardzo
      nas zdeprawował. Po 15 latach wciąż z tym walczymy z jakże żałosnym skutkiem.
      • bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 11:03
        Gość portalu: pawel napisał(a):

        > Polacy z wyższością pouczają Rosjan zapominając, że więcej łączy nas
        > podobieństw niż różni przeciwieństw.

        To naprawde ciekawe zjawisko.
        Zastanawiam sie czesta skad bieze sie w Polakach to przekonanie o swojej
        wyzszosci nad Rosjanami.
        Moze wynika to z wiekszych osiagniec w dziedzinie nauki ?
        Moze techniki ?
        A moze kultury ?
        Potegi militarnej ?

        Dobrze jest czasem znac swoje miejsce w szeregu zanim zacznie sie je pokazywac
        innym.
        • Gość: ? Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.lublin.mm.pl 29.09.04, 14:05
          w jakim szeregu ?
          • bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 14:30
            Gość portalu: ? napisał(a):

            > w jakim szeregu ?


            www.nrk.no/img/321755.jpeg
            • bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 14:37
              bigobserver napisał:

              > Gość portalu: ? napisał(a):
              >
              > > w jakim szeregu ?
              >
              >
              > www.nrk.no/img/321755.jpeg


              PS

              Podobienstwo jednej z postaci do milosciwie panujacego jest, jak sie domyslam,
              czysto przypadkowe.
    • Gość: Jankucz Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:42
      To Michnik ma racje a nie Putin. W Rosji jak za Brezniewai i poprzedników o tym
      co wolno mówić i myśleć stanowił "areopag starców" zaś komunikowały o tym
      przekaziory. W Polsce sytuacja prasy i wolnego słowa ostatnio się zdecydowanie
      pogarsza w zastraszającym tempie wchodzi cenzura klerykalna (katoland ???)
      Czarnym wolno wszystko lecz mówić o tym coraza mniej wolno. Ordynarną cenzurę
      czuć u Dworaka w TVP, wirtalna polska to już prawie tuba tatki Rydzyka, kazda
      godząca w interesy kleru opinia jest bez szans ukazania się.Inny przykład to
      sądzenie redaktów np Urbana,artykół ordynarny w formir lecz absolunie zgodny z
      prawdą.Moim zdaniem Gazetę stać jeszcze na luksus posiadania własnego zdania.I
      tak trymać. H Jankucz
    • Gość: mago Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.icpnet.pl 29.09.04, 10:45
      Michnik - nie pitol! Swoje ideały rozmieniłeś na kasiory i już nie rozróżniasz
      prawdy od fałszu! Putin ma 100% racji, gdy mówi o antyrosyjskości polskich
      mediów i polityków. Jeśli tego chłopie nie widzisz - to znaczy,że osiągnąłeś
      poziom innych polskich polityków i mediów czli prawie "dno". Czy ty w ogóle
      czytasz polską prasę i oglądasz polskie programy telewizyjne? Mam wrażenie,że
      juz od dawna tego nie robisz. Straciłeś ostrość spojrzenia i analizy. Jak
      szkoda... Nie pij tak dużo.
    • Gość: DM GW pisze o Rosji jak"TrybunyL." o USA za Breżniewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:57
      Uderz w stół a Adam Michnik się odezwał...
    • Gość: @ Niech Pan odpowie Panie Redaktorze A.Walickiemu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:02
      Polityka nieprzyjaznych gestów - Stosunki polsko-rosyjskie z Czeczenią w tle
      Andrzej Walicki
      Autor jest historykiem idei, członkiem rzeczywistym PAN i emerytowanym
      profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA
      Bronisław Łagowski określił reakcje mediów polskich na masakrę w Biesłanie
      mianem „antyrosyjskiego obłędu” („Oszołomienie”, „Przegląd”, 19.09.04). Artykuł
      w „Izwiestiach” pt. „Polska prasa kłamie” (pióra Jewgienija Szestakowa,
      patrz „Gazeta Wyborcza”, 08.09.04) świadczy, że tym razem nie wytrzymali
      nerwowo niektórzy publicyści rosyjscy, wyłamując się z taktyki świadomego
      ignorowania antyrosyjskich wypadów prasy polskiej. Opinie wyrażone w tym
      artykule nie były przesadne: trudno przecież zaprzeczyć, że wypowiedzi całej
      nielewicowej prasy polskiej cechowała wrogość do Rosji oraz „współczucie wobec
      czeczeńskich bojowników o wolność”. Autor mocno podkreślił, że nie przypisuje
      rusofobii całemu społeczeństwu polskiemu. Wsparł ten pogląd wyliczeniem faktów
      dowodzących, że wielu Polaków zareagowało na wydarzenia biesłańskie okazaniem
      spontanicznej sympatii i współczucia wobec ofiar zbrodni.
      Do faktów tych zaliczone zostały również kondolencje przekazane przez
      prezydenta Kwaśniewskiego „narodowi północnej Osetii”. W tym wypadku jednak
      chodziło być może o pośrednie zwrócenie uwagi na osobliwą niekonwencjonalność
      zachowania prezydenta III RP. Zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem
      międzynarodowym Kwaśniewski powinien był przesłać kondolencje swemu
      funkcjonalnemu odpowiednikowi, czyli prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Można
      zasadnie przypuszczać, że przesłanie oficjalnych kondolencji „narodowi
      osetyjskiemu”, jako mimowolnej ofierze rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu,
      było spełnieniem oczekiwań polskiej prawicy,
      cierpiącej nie od dziś na antyrosyjską i anty-Putinowską alergię (o czym
      pisałem w artykule „Rosja Putina a polityka polska”, „Przegląd”, 29.02.04).
      Przypuszczenie to zamienia w pewność lektura „Gazety Wyborczej”. Informuje ona
      (w numerze z 02.09), że „z całego świata napływają do Moskwy wyrazy
      solidarności i słowa potępienia dla działań terrorystów”, ale jednocześnie (w
      artykule W. Jagielskiego „Terror odrażający i normalny”) formułuje jednoznaczną
      dyrektywę dla Polaków: „Współczuć trzeba nie rosyjskiemu państwu, tylko tym,
      którym nie potrafi albo nie chce bezpieczeństwa zapewnić, jego własnym
      obywatelom”. Zachowanie prezydenta Rzeczypospolitej było, jak widać, całkowitym
      dostosowaniem się do tego właśnie postulatu.
      Uzasadnienie tego stanowiska, wyraźnie przeciwstawiającego nas naszym zachodnim
      sojusznikom, redukuje się do symplicystycznej tezy, iż Czeczeni walczą o własną
      tożsamość i nie mogą zgodzić się „być Rosjanami, którymi nigdy nie byli i nie
      są” (W. Jagielski w „GW”, z 02.09, to samo Michnik, tamże, 06.09). Rosja
      natomiast nie daje im żadnych szans, stosuje jedynie nagą przemoc; Putin,
      zdaniem Michnika, powinien wzorować się na Arielu Szaronie, który w konflikcie
      palestyńskim poszukuje rozwiązań innych niż siłowe („GW” 06.09). Logiczny jest
      więc wniosek, który wysnuł stąd redaktor „Tygodnika Powszechnego”, Jarosław
      Makowski, w artykule pod wymownym tytułem „Putinowi nie chodzi o wojnę z
      terroryzmem”: po tragedii biesłańskiej Moskwa powinna była „uderzyć się w
      piersi i zrewidować swą politykę wobec Czeczenii” (cyt. w „GW”, 14.09, s. 2).
      Powinna zatem zgodzić się na istotne ustępstwa wobec terrorystów.
      Czy istniała jednak możliwość negocjacji? Przywódca terrorystów, Szamil
      Basajew, zaoferował prezydentowi Rosji warunki następujące. Gdyby Putin wydał
      rozkaz wycofania wojsk, porywacze daliby przetrzymywanym zakładnikom pić, a
      kiedy wojska zaczęłyby wyjeżdżać – jeść. Po wycofaniu Rosjan uwolniono by
      dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a po dymisji Putina wypuszczono by
      resztę zakładników. Strona czeczeńska zagwarantowałaby w zamian, że przez
      najbliższe 10-15 lat żaden z mieszkających w Rosji muzułmanów nie sięgnąłby po
      broń przeciwko Rosji (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6).
      Szczegółowy komentarz do tej propozycji wydaje się zbyteczny. Ograniczę się
      więc do dwóch pytań retorycznych. Czy można wyobrazić sobie prezydenta
      jakiegokolwiek państwa, który zgodziłby się na takie warunki? Czy można
      wyobrazić sobie, że spełnienie takich warunków zaowocowałoby kilkunastoletnim
      spokojem na Kaukazie? Można dyskutować na temat różnych wariantów rosyjskiej
      polityki w Czeczenii (a także izraelskiej polityki w kwestii palestyńskiej lub
      amerykańskiej walki z terroryzmem), ale tylko szaleniec mógłby polegać
      na „słowie honoru” zbrodniczego przywódcy.
      Ocena polskiego votum separatum w sprawie czeczeńskiego terroryzmu wymaga
      przypomnienia kilku podstawowych faktów.
      Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia instytucjonalne gwarancje tożsamości
      narodowej (które popiera) od separatyzmu
      do którego bynajmniej nie zachęca). Federacja Rosyjska nie jest państwem
      zbudowanym na zasadach, które Czeczenom mogłyby grozić utratą własnej
      tożsamości. Etniczni Rosjanie stanowią w niej wprawdzie 85% ogółu ludności, ale
      mimo to federacja składa się z 89 podmiotów, z których 21 (w tym Czeczenia) ma
      status republik z własnymi konstytucjami i prezydentami. W momencie rozwiązania
      Związku Radzieckiego (dokonanego, o czym często zapominamy dzisiaj, z
      inicjatywy Rosji) rosyjski prezydent Borys Jelcyn zaproponował częściom
      składowym Federacji Rosyjskiej, aby brały w swe ręce „tyle suwerenności, ile
      tylko mogą udźwignąć”. Skorzystano z tego w sposób maksymalny. Tatarstan,
      Baszkorstan (Baszkiria), a nawet Jakucja i maleńka ugrofińska republika Komi są
      w ramach Rosji odrębnymi państewkami, dysponującymi bardzo dużym zakresem
      suwerenności wewnętrznej. Wymagają od swych mieszkańców podwójnego obywatelstwa
      (ogólnorosyjskiego i lokalnego), uzależniając od tego korzystanie z praw
      politycznych; prowadzą politykę uprzywilejowania elit narodowych kosztem
      etnicznych Rosjan (choć ci ostatni stanowią niekiedy większość ludności);
      dysponują całkowitą kontrolą nad własnymi bogactwami naturalnymi, łącznie z
      prawem do prowadzenia handlu międzynarodowego; lokalne prawa miały do niedawna
      pierwszeństwo przed prawami federalnymi, co prowadziło do ustawicznej „wojny
      praw” (sprzeczności między prawami federalnymi a republikańskimi usuwać zaczęto
      dopiero za kadencji Putina). Kultury narodowe liczyć mogą nie tylko na swobodę
      rozwoju, lecz również na wsparcie z budżetu federalnego; w wypadku tzw. narodów
      małoliczebnych podtrzymuje ono istnienie zamierających dialektów, rzemiosł i
      sztuki ludowej, a nawet praktyk znachorskich, czyli „ludowej medycyny”. O
      poziomie zaspokojenia tych potrzeb decydują oczywiście realne możliwości,
      faktem jest jednak, że konstytucja rosyjska oraz traktat federalny z 1992 r.
      nie były pisane na użytek unifikatorów i centralistów.
      Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby Czeczenia miała dziś taki
      sam status jak Tatarstan – bardzo ceniący sobie zarówno wewnętrzną
      samorządność, jak i brak granic, politycznych i celnych, umożliwiający Tatarom
      prowadzenie ożywionej działalności gospodarczej w Moskwie. W maju 1992 r.
      wojska rosyjskie wycofały się z Czeczenii, oddając ją, w postaci samodzielnej
      republiki, w ręce samych Czeczenów. Prezydent Czeczenii, były radziecki generał
      Dżochar Dudajew, odmówił jednak podpisania traktatu federalnego, żądając
      całkowitej niepodległości na wzór Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja
      jako jedna z „republik związkowych” mogła powołać się na formalne „prawo do
      oddzielenia się” zawarte w konstytucji radzieckie
      • rtg Re: Niech Pan odpowie Panie Redaktorze A.Walickie 29.09.04, 13:58
        Gość portalu: @ napisał(a) wiele zdan z których per analogia mozna
        przypuszczac, ze wojna z okupantem powinna odbywa si w swietle prawa i
        wzajemnych ustpstw. Albo koszule w zebach noisil albo historii wlasnego kraju
        uczyl sie w oparciu o wtyczne KPZR i tak mu pozostalo. Walka z okupantem w
        Polsce nosila podobny charakter z tym, ze nie znane byly wtedy metody
        terrorystyczne, w walke zolnierz polski staral sie prowadzic z poczuciem
        postepowania honorowego nawet w kontakcie z nieprzyjacielem. Po obu stronach w
        konflikcie Rosyjsko-Czeczenskim dawno zapomniano o takich zwyczajach ludzi
        honoru jakie byly jeszcze stosowane w latach 40 zeszlego wieku. W tym i w
        innych konfliktach w Azji dochodzi do postepowan terrorystycznych bo takie sa
        obecnie normy i zwyczaje. Prasa krajpowa ma za zadanie pisanie prawdy nawet
        jezeli ta prawda jest niemila dla prezydenta innego panstwa. Trudno naginac
        prawde i przepraszac za to ze widzi sie zdarzenie takie jakie one sa a nie
        takie jak widzi je przydent Putin.
        pozdr. rtg
    • Gość: ab Michnik zdejm klapki z oczu IP: 217.97.203.* 29.09.04, 11:05
      • Gość: pablo Re: Michnik zdejm klapki z oczu IP: *.crowley.pl 29.09.04, 13:27
        a ty lepiej zajm sie nauka polskiego
    • Gość: leszko Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.klc.vectranet.pl 29.09.04, 11:05
      Pewnie też jestem ruskim sprzedawczykiem bo mam dokładnie takie same odczucia
      jak Rosjanie. To, co można o Rosji w ogóle zobaczyć w tv, usłyszeć w radio lub
      przeczytać w gazetach to kołtuństwo i dulszczyzna pomieszane z półprawdami i
      całymi kłamstwami. Jeśli podły charakter narodowy zmusza was do szukania
      wszędzie wrogów, a nie przyjaciół, to wyżywajcie się np. na Ugandzie lub Nepalu.
      Na pewno nie oddadzą. Rosjanie mają taką możliwość i gdyby to Polacy byli na ich
      miejscu,
      to całej tej dyskusji zapewne by nie było.
    • Gość: @ Niech Pan odpowie na to co pisze prof. A. Walicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:05
      Polityka nieprzyjaznych gestów -Stosunki polsko-rosyjskie z Czeczenią w tle
      Andrzej Walicki
      Autor jest historykiem idei, członkiem rzeczywistym PAN i emerytowanym
      profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA
      Bronisław Łagowski określił reakcje mediów polskich na masakrę w Biesłanie
      mianem „antyrosyjskiego obłędu” („Oszołomienie”, „Przegląd”, 19.09.04). Artykuł
      w „Izwiestiach” pt. „Polska prasa kłamie” (pióra Jewgienija Szestakowa,
      patrz „Gazeta Wyborcza”, 08.09.04) świadczy, że tym razem nie wytrzymali
      nerwowo niektórzy publicyści rosyjscy, wyłamując się z taktyki świadomego
      ignorowania antyrosyjskich wypadów prasy polskiej. Opinie wyrażone w tym
      artykule nie były przesadne: trudno przecież zaprzeczyć, że wypowiedzi całej
      nielewicowej prasy polskiej cechowała wrogość do Rosji oraz „współczucie wobec
      czeczeńskich bojowników o wolność”. Autor mocno podkreślił, że nie przypisuje
      rusofobii całemu społeczeństwu polskiemu. Wsparł ten pogląd wyliczeniem faktów
      dowodzących, że wielu Polaków zareagowało na wydarzenia biesłańskie okazaniem
      spontanicznej sympatii i współczucia wobec ofiar zbrodni.
      Do faktów tych zaliczone zostały również kondolencje przekazane przez
      prezydenta Kwaśniewskiego „narodowi północnej Osetii”. W tym wypadku jednak
      chodziło być może o pośrednie zwrócenie uwagi na osobliwą niekonwencjonalność
      zachowania prezydenta III RP. Zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem
      międzynarodowym Kwaśniewski powinien był przesłać kondolencje swemu
      funkcjonalnemu odpowiednikowi, czyli prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Można
      zasadnie przypuszczać, że przesłanie oficjalnych kondolencji „narodowi
      osetyjskiemu”, jako mimowolnej ofierze rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu,
      było spełnieniem oczekiwań polskiej prawicy,
      cierpiącej nie od dziś na antyrosyjską i anty-Putinowską alergię (o czym
      pisałem w artykule „Rosja Putina a polityka polska”, „Przegląd”, 29.02.04).
      Przypuszczenie to zamienia w pewność lektura „Gazety Wyborczej”. Informuje ona
      (w numerze z 02.09), że „z całego świata napływają do Moskwy wyrazy
      solidarności i słowa potępienia dla działań terrorystów”, ale jednocześnie (w
      artykule W. Jagielskiego „Terror odrażający i normalny”) formułuje jednoznaczną
      dyrektywę dla Polaków: „Współczuć trzeba nie rosyjskiemu państwu, tylko tym,
      którym nie potrafi albo nie chce bezpieczeństwa zapewnić, jego własnym
      obywatelom”. Zachowanie prezydenta Rzeczypospolitej było, jak widać, całkowitym
      dostosowaniem się do tego właśnie postulatu.
      Uzasadnienie tego stanowiska, wyraźnie przeciwstawiającego nas naszym zachodnim
      sojusznikom, redukuje się do symplicystycznej tezy, iż Czeczeni walczą o własną
      tożsamość i nie mogą zgodzić się „być Rosjanami, którymi nigdy nie byli i nie
      są” (W. Jagielski w „GW”, z 02.09, to samo Michnik, tamże, 06.09). Rosja
      natomiast nie daje im żadnych szans, stosuje jedynie nagą przemoc; Putin,
      zdaniem Michnika, powinien wzorować się na Arielu Szaronie, który w konflikcie
      palestyńskim poszukuje rozwiązań innych niż siłowe („GW” 06.09). Logiczny jest
      więc wniosek, który wysnuł stąd redaktor „Tygodnika Powszechnego”, Jarosław
      Makowski, w artykule pod wymownym tytułem „Putinowi nie chodzi o wojnę z
      terroryzmem”: po tragedii biesłańskiej Moskwa powinna była „uderzyć się w
      piersi i zrewidować swą politykę wobec Czeczenii” (cyt. w „GW”, 14.09, s. 2).
      Powinna zatem zgodzić się na istotne ustępstwa wobec terrorystów.
      Czy istniała jednak możliwość negocjacji? Przywódca terrorystów, Szamil
      Basajew, zaoferował prezydentowi Rosji warunki następujące. Gdyby Putin wydał
      rozkaz wycofania wojsk, porywacze daliby przetrzymywanym zakładnikom pić, a
      kiedy wojska zaczęłyby wyjeżdżać – jeść. Po wycofaniu Rosjan uwolniono by
      dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a po dymisji Putina wypuszczono by
      resztę zakładników. Strona czeczeńska zagwarantowałaby w zamian, że przez
      najbliższe 10-15 lat żaden z mieszkających w Rosji muzułmanów nie sięgnąłby po
      broń przeciwko Rosji (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6).
      Szczegółowy komentarz do tej propozycji wydaje się zbyteczny. Ograniczę się
      więc do dwóch pytań retorycznych. Czy można wyobrazić sobie prezydenta
      jakiegokolwiek państwa, który zgodziłby się na takie warunki? Czy można
      wyobrazić sobie, że spełnienie takich warunków zaowocowałoby kilkunastoletnim
      spokojem na Kaukazie? Można dyskutować na temat różnych wariantów rosyjskiej
      polityki w Czeczenii (a także izraelskiej polityki w kwestii palestyńskiej lub
      amerykańskiej walki z terroryzmem), ale tylko szaleniec mógłby polegać
      na „słowie honoru” zbrodniczego przywódcy.
      Ocena polskiego votum separatum w sprawie czeczeńskiego terroryzmu wymaga
      przypomnienia kilku podstawowych faktów.
      Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia instytucjonalne gwarancje tożsamości
      narodowej (które popiera) od separatyzmu
      do którego bynajmniej nie zachęca). Federacja Rosyjska nie jest państwem
      zbudowanym na zasadach, które Czeczenom mogłyby grozić utratą własnej
      tożsamości.
      Etniczni Rosjanie stanowią w niej wprawdzie 85% ogółu ludności, ale mimo to
      federacja składa się z 89 podmiotów, z których 21 (w tym Czeczenia) ma status
      republik z własnymi konstytucjami i prezydentami. W momencie rozwiązania
      Związku Radzieckiego (dokonanego, o czym często zapominamy dzisiaj, z
      inicjatywy Rosji) rosyjski prezydent Borys Jelcyn zaproponował częściom
      składowym Federacji Rosyjskiej, aby brały w swe ręce „tyle suwerenności, ile
      tylko mogą udźwignąć”. Skorzystano z tego w sposób maksymalny. Tatarstan,
      Baszkorstan (Baszkiria), a nawet Jakucja i maleńka ugrofińska republika Komi są
      w ramach Rosji odrębnymi państewkami, dysponującymi bardzo dużym zakresem
      suwerenności wewnętrznej. Wymagają od swych mieszkańców podwójnego obywatelstwa
      (ogólnorosyjskiego i lokalnego), uzależniając od tego korzystanie z praw
      politycznych; prowadzą politykę uprzywilejowania elit narodowych kosztem
      etnicznych Rosjan (choć ci ostatni stanowią niekiedy większość ludności);
      dysponują całkowitą kontrolą nad własnymi bogactwami naturalnymi, łącznie z
      prawem do prowadzenia handlu międzynarodowego; lokalne prawa miały do niedawna
      pierwszeństwo przed prawami federalnymi, co prowadziło do ustawicznej „wojny
      praw” (sprzeczności między prawami federalnymi a republikańskimi usuwać zaczęto
      dopiero za kadencji Putina). Kultury narodowe liczyć mogą nie tylko na swobodę
      rozwoju, lecz również na wsparcie z budżetu federalnego; w wypadku tzw. narodów
      małoliczebnych podtrzymuje ono istnienie zamierających dialektów, rzemiosł i
      sztuki ludowej, a nawet praktyk znachorskich, czyli „ludowej medycyny”. O
      poziomie zaspokojenia tych potrzeb decydują oczywiście realne możliwości,
      faktem jest jednak, że konstytucja rosyjska oraz traktat federalny z 1992 r.
      nie były pisane na użytek unifikatorów i centralistów.
      Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby Czeczenia miała dziś taki
      sam status jak Tatarstan – bardzo ceniący sobie zarówno wewnętrzną
      samorządność, jak i brak granic, politycznych i celnych, umożliwiający Tatarom
      prowadzenie ożywionej działalności gospodarczej w Moskwie. W maju 1992 r.
      wojska rosyjskie wycofały się z Czeczenii, oddając ją, w postaci samodzielnej
      republiki, w ręce samych Czeczenów. Prezydent Czeczenii, były radziecki generał
      Dżochar Dudajew, odmówił jednak podpisania traktatu federalnego, żądając
      całkowitej niepodległości na wzór Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja
      jako jedna z „republik związkowych” mogła powołać się na formalne „prawo do
      oddzielenia się” zawarte w konstytucji radzieckiej
      • Gość: @ Tekst A. Walickiego cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:08
        Ponadto Dudajew pozwolił sobie na pewne prowokacje, które w kontekście wojen na
        Zakaukaziu wydawały się Rosji igraniem z ogniem. Jak trafnie zauważa
        sympatyzujący z Czeczenami W. Jagielski, w wejściu na drogę rozsądnych
        kompromisów przeszkadzały Dudajewowi „cechująca kaukaskich górali niepohamowana
        duma” oraz „brak doświadczenia i rozeznania w meandrach polityki” („Bałkany
        Rosji”, „GW”, 11-12.09); Jelcyn zaś, w obliczu konfliktu z Dumą, nie mógł
        pozwolić sobie na niepopularne ustępstwa (których pierwszym krytykiem stałby
        się wpływowy przewodniczący Dumy, czeczeński polityk Rusłan Chasbułatow). Tak
        czy inaczej w grudniu 1994 r. wybuchła pierwsza wojna czeczeńska.
        Od samego początku, niestety, towarzyszyły jej czeczeńskie akty terroryzmu,
        które przeniosły ją poza terytorium republiki. W czerwcu 1995 r. oddział
        Szamila Basajewa napadł na szpital w Budionnowsku, biorąc ponad tysiąc
        zakładników. W styczniu następnego roku inny oddział czeczeński napadł na
        szpital w dagestańskim Kizlarze. W obu wypadkach udało się jednak uniknąć
        masakry. W końcu sierpnia 1996 r. gen. Aleksander Lebiedź i szef sztabu
        czeczeńskiego, Asłan Maschadow, podpisali porozumienie pokojowe. Rosjanie
        przyjęli faktycznie wszystkie żądania strony czeczeńskiej i powtórnie wycofali
        z Czeczenii swoje wojska. Maschadow zaś wybrany został na prezydenta republiki.
        Dalszy rozwój wydarzeń poszedł jednak w kierunku, którego ani Lebiedź, ani
        Jelcyn nie mogli przewidzieć. W latach 1997-1998 wprowadzono w Czeczenii
        szarijat i republikę islamską, co równało się całkowitemu odrzuceniu
        konstytucji federalnej. Wyobraźmy sobie, jak zareagowałaby Unia Europejska na
        wprowadzenie republiki islamskiej w Kosowie! Rosjanie jednak, śmiertelnie
        zmęczeni wojną, powstrzymali się od interweniowania. Wciąż liczyli na
        Maschadowa, stracił on jednak wszelką kontrolę nad sytuacją. Stanął w obliczu
        opozycji własnych oficerów, uważających, że władza nad ludnością i bogactwami
        Czeczenii należy się zasłużonym kombatantom, a nie faworyzowanej przez
        prezydenta arystokracji klanowej. Musiał im ustąpić.

        Czeczenia przekształciła się w ogromne targowisko niewolników,

        na którym sprzedawano również rosyjskie dzieci, w potężny ośrodek handlu
        narkotykami oraz w wylęgarnię pomysłów, jak zdobyć władzę nad całym Kaukazem i
        ciągnąć zyski z kaukaskiej ropy.
        Ciekawym aspektem tego rozwoju wydarzeń było importowanie do Czeczenii
        najbardziej radykalnej odmiany wojującego islamu – jordańskiego wahabizmu. Był
        to nurt zupełnie obcy tradycjom czeczeńskiego sufizmu, reprezentującego
        najbardziej łagodną, kontemplacyjno-mistyczną wersję mahometanizmu.
        Zaszczepiając w Czeczenii wahabizm, ekstremiści czeczeńscy kierowali się
        dążeniem do przekształcenia własnego kraju w przyczółek agresywnego
        fundamentalizmu muzułmańskiego, mającego utworzyć w niedalekiej
        przyszłości „kalifat kaukaski” i całkowicie zniszczyć rosyjskiego wroga.
        Wraz z importem idei nastąpił import wyznających je ludzi. Komendę nad
        oddziałami czeczeńskimi obejmować zaczęli fundamentaliści arabscy. Jednym z
        nich był jordański wahabita, emir Chattab – osobiście powiązany z bin Ladenem,
        który powierzył mu zadanie „zniszczenia Rosji”. Założył on w jednym z uzdrowisk
        kaukaskich szkołę terrorystów, w której nauka zawsze kończyła się „egzaminem
        praktycznym”, czyli efektywnym aktem terroru.
        W sierpniu 1999 r. Szamil Basajew, przy aktywnym współudziale Chattaba,
        zorganizował zbrojną wyprawę na Dagestan, z zamiarem wzniecenia tam
        muzułmańskiego powstania, utworzenia państwa ogólnokaukaskiego, a następnie
        marszu na Moskwę. Nadzieje te spaliły na panewce, ludność Dagestanu okazała się
        niepodatna na idee ekstremistów. Wywołało to oczywiście wściekłość
        basajewowców; dali jej wyraz, organizując w następnym miesiącu wysadzanie domów
        mieszkalnych w Moskwie, w wyniku czego zginęło kilkaset niewinnych osób. W
        Polsce, niestety, próbowano bronić reputacji czeczeńskich „bojowników”,
        sugerując, że było to w istocie dziełem Putinowskich służb specjalnych,
        niewahających się używać najpotworniejszych nawet środków w celu
        zdyskredytowania sprawy czeczeńskiej (patrz K. Kurczab-Redlich w „GW”,
        26.01.02).
        Wszystkie przytoczone wyżej informacje o Chattabie znaleźć można w artykule W.
        Jagielskiego „Koczownicy świętej wojny”, opublikowanym w roku 2002 na
        łamach „Gazety Wyborczej” (4-5.05.02). Dziwi więc fakt, że publicyści
        tejże „Gazety”, łącznie z jej redaktorem naczelnym, traktują dziś udział
        arabskich terrorystów w wojnie czeczeńskiej jako wymysł Putinowskiej
        propagandy. Dziwi też przytoczenie bez komentarza oświadczenia Basajewa, iż nie
        zna Osamy bin Ladena i nie ma z nim żadnych związków (patrz „GW”, 18-19.09, s.
        6). Basajew nie musiał być w osobistym kontakcie z bin Ladenem; wystarczy, że
        ściśle współpracował z jego bezpośrednim wysłannikiem, Chattabem.
        Chattab zginął w Czeczenii z ręki Rosjan. W odwecie za jego śmierć ekstremiści
        czeczeńscy napadli w Kaspijsku na orkiestrę wojskową, otoczoną dziećmi i
        weteranami wojny, przechodzącą przez miasto w ramach obchodów „dnia zwycięstwa”
        w wojnie z hitlerowskim faszyzmem. Zginęło 41 osób, w tym siedemnaścioro
        dzieci. Prezydent Bush zareagował na to wyrazami solidarności z Rosją
        (patrz „New York Times”, 10.05.02, s. 1). „Gazeta Wyborcza” natomiast
        opublikowała z tej okazji wymieniony wyżej artykuł Jagielskiego („Koczownicy
        świętej wojny”), opatrzony wizerunkiem Chattaba i wyrażający wielki, graniczący
        z podziwem, szacunek dla jego działalności. Ludzie typu Chattaba byli bowiem
        bohaterskimi idealistami, marzyli „o czymś czystym, sprawiedliwym, czymś, co
        mogło stać się zaczątkiem odrodzenia w ich własnych ojczyznach” („GW”, 4-
        5.05.02).
        Przytaczam tę opinię bez jakichkolwiek zarzutów pod adresem Jagielskiego. Jest
        on utalentowanym autorem, osobiście znającym przywódców czeczeńskich i mającym
        pełne prawo do własnego zdania na ich temat. Czym innym jest jednak
        decyzja „Gazety”, która zareagowała na tragedię w Kaspijsku nie artykułem o
        bezmyślnym okrucieństwie terroryzmu, lecz artykułem

        o szlachetnych intencjach bohaterskiego terrorysty.

        Nie drukowano takich artykułów w związku z terroryzmem palestyńskim, mimo że
        wśród bojowników Hamasu także nie brak bohaterskich idealistów. Zastosowano
        więc podwójne standardy, grając na antyrosyjskich emocjach w podświadomości
        polskich czytelników. Uznano za oczywiste, że żądanie Rosjan, aby wspólnota
        międzynarodowa dała im „przyzwolenie na prowadzenie w Czeczenii takiej samej
        wojny, jaką przy aprobacie świata USA rozpoczęły w Afganistanie” (patrz cyt.
        artykuł Jagielskiego, s. 11), uważać należy za absurdalne i śmieszne. Nie
        wzięto pod uwagę, że dla czytelników wolnych od antyrosyjskiego bakcyla nie
        było w tym nic oczywistego – ani logicznie, ani moralnie i politycznie.
        Dalszy ciąg wydarzeń przybliża nas do sytuacji obecnej. Napaść Basajewa i
        Chattaba na Dagestan, a następnie wybuchy w dzielnicach mieszkalnych Moskwy
        skłoniły Putina do rozpoczęcia działań wojennych. 1 października 1999 r. wojska
        rosyjskie znowu wkroczyły na teren Czeczenii. Zajęcie terytorium republiki nie
        było problemem, większość ludności czeczeńskiej (można spierać się o to, jak
        znaczna, ale z pewnością większość) dystansowała się bowiem od idei
        ekstremistów. Pokonanie oddziałów ukrywających się w górach okazało się jednak
        zadaniem niewykonalnym, a propozycje kompromisu – łącznie z obietnicą
        przekazania Czeczenii wyłącznej własności zasobów naftowych na jej terytorium –
        nie podważyły determinacji zwolenników bezwarunkowej niepodległości. Właściwie
        trudno się temu dziwić: całkowita autonomia w
        • Gość: @ Tekst A. Walickiego cd. 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:11
          Właściwie trudno się temu dziwić: całkowita autonomia w ramach Federacji
          Rosyjskiej jest czymś, co można było mieć od samego początku, a skoro tak, to
          akceptacja tej formuły dzisiaj byłaby przekreśleniem sensu dziesięciu lat
          walki. Wydarzenia z sierpnia i września br. (atak na dwa rosyjskie samoloty,
          tragedia w Biesłanie) dowodzą, że wybrano w tej sytuacji tworzenie faktów
          uniemożliwiających wszelkie kompromisy. Nie lepsza jest jednak sytuacja Rosjan,
          którzy nie mogą pozwolić sobie na kapitulację. Jest przecież rzeczą boleśnie
          jasną, że bezwarunkowa niepodległość Czeczenii oznaczałaby dziś wydanie tego
          kraju na pastwę brutalnych awanturników, destabilizację całego Kaukazu
          oraz „wojnę wszystkich ze wszystkimi”. Wystarczy spojrzeć na wybuchową sytuację
          w Gruzji. Rozumie to dobrze wspólnota międzynarodowa i dlatego wspiera Putina,
          a nie czeczeńskich szowinistów. Nie jest to wcale sprzeczne z popieraniem idei
          niezawisłego śledztwa, które wyjaśniłoby niektóre okoliczności tragedii
          biesłańskiej, w tym zaniedbania rosyjskich służb specjalnych. Analogiczne
          śledztwo toczy się przecież w USA w związku z wydarzeniami z 11 września 2001
          r. Zastosowane miary byłyby więc jednakowe, a to przecież jest najważniejsze.
          Drastycznym przykładem rozpowszechnionego w polskich mediach stosunku do Rosji
          jest artykuł Marcina Wojciechowskiego pt. „Nurpaszi kury by nie zabił”,
          opublikowany 17.09 w „Gazecie Wyborczej”. Okazuje się, że niejaki Nurpaszi –
          jedyny terrorysta ze szkoły w Biesłanie, który przeżył i znajduje się w
          rosyjskim areszcie – jest terrorystą „dobrym”, który nie zabiłby nawet kury i
          który głęboko boleje nad tym, że zmuszony został do walki z Rosjanami. Nie
          interesuje mnie, ile jest w tym prawdy, zakładam, że różne dziwa możliwe są na
          świecie. W danym kontekście interesuje mnie tylko kwestia: czy możliwe byłoby
          opublikowanie analogicznego artykułu (zajmującego, dodajmy, całą kolumnę w
          wielkonakładowej gazecie codziennej), gdyby sprawa dotyczyła szkoły
          amerykańskiej lub izraelskiej? Jest rzeczą jasną ponad wszelką wątpliwość, że
          byłoby to nie do pomyślenia. Nasuwa to niestety myśl, że Rosja traktowana bywa
          w Polsce jak parias między narodami, niemogący liczyć na taki sam szacunek dla
          swej godności, jakim cieszą się silniejsi lub bardziej wpływowi członkowie
          społeczności międzynarodowej.
          Gdyby tak było, byłby to

          gruby błąd polityczny i moralny,

          wpisujący się w całą serię podobnych gestów wobec Rosji. Do najważniejszych
          spośród nich (o wiele ważniejszych niż polskie reakcje na Biesłan, ale
          wypływających z tego samego źródła) zaliczyłbym następujące: Wałęsowską odmowę
          przyjazdu na moskiewską defiladę z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny;
          uznanie obecności Oleksego na tej uroczystości za akt „narodowej zdrady”;
          odrzucenie rosyjskich propozycji, aby zbrodnię katyńską uznać za część zbrodni
          stalinowskiego totalitaryzmu, o których pamięć mogłaby łączyć (a nie dzielić)
          Polaków z Rosjanami; kontrpropozycję w tej sprawie, polegającą na wystawianiu
          Rosjanom (i tylko im! – bo już nie np. Ukraińcom czy Białorusinom) polskiego
          rachunku krzywd oraz przypominaniu o nim przy wszelkiej możliwej okazji; przede
          wszystkim zaś ostentacyjną, pogardliwą odmowę dostrzeżenia i wzięcia pod uwagę
          moralnego elementu Gorbaczowowskiej pierestrojki oraz moralnego składnika
          decyzji o demontażu systemu. Było to równoznaczne odmowie przyznania Rosjanom
          tego, na co mieli prawo liczyć: zachowania twarzy przy wycofywaniu się z
          socjalistycznego eksperymentu oraz przyjęcia do równoprawnej
          rodziny „cywilizowanych narodów Europy”.
          Wszystkie te moralne błędy, popełnione przez nas wobec Rosji, mają wspólny
          mianownik: brak zrozumienia wynikający z etnocentrycznego niedostatku
          wielkoduszności.
          Tak się złożyło, że pracowałem przez całe życie nad intelektualną historią
          Rosji. Już w czasie studiów (w okresie stalinowskim) wyraźnie odróżniałem
          komunistyczny totalitaryzm od narodowej kultury rosyjskiej. W momencie
          pojawienia się pierwszych oznak „odwilży” – było to równo 50 lat temu! –
          podjąłem decyzję dążenia w swej pracy do duchowego zbliżenia polsko-
          rosyjskiego. Przeświadczony byłem, że ustrój totalitarny załamie się kiedyś, co
          umożliwi Polakom i Rosjanom głębsze zrozumienie wspólnie przeżytej historii,
          wyzwolenie się od gruzu przeszłości oraz wspólne wkraczanie w samowiedną
          dojrzałość.
          Po 50 latach muszę stwierdzić ze smutkiem, że droga do tego celu jest jeszcze
          bardzo długa.


          • Gość: Stały czytelnikGW Programowa antyrosyjskość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:53
            Obserwując polską prasę i stacje TV nawet postronny obserwator dostrzeże
            prowadzoną w naszych mediach antyrosyjską kampanię.
            Takie są fakty. Koń jaki jest każdy widzi.
            Rodzi się oczywiste pytanie:
            Dlaczego nasze media piszą o Rosji tendencyjnie i wyłącznie krytycznie?
            Prof. A. Walicki pisze i na ten temat w cytowanym powyżej artykule
            zamieszczonym w "Przeglądzie".
            Mnie osobiście zdumiewa sposób opisywania przez Was ostatnich wydarzeń w Rosji.
            Szczególnie przeraziły mnie próby usprawiedliwiania zabójców z Biesłana
            czynione bezpośrednio w czasie gdy mordowali oni osetyńskie dzieci.
            Szokują również podwójne miary jakie stosujecie w ocenianiu walki z
            terroryzmem. Nawet "Gazeta Wyborcza" wróciła do sposobów pisania zaczerpniętych
            z czasów Lońki Breżniewa. Tylko zamiast pisać o "amerykańskim inperializmie"
            i "krwawym Reaganie" pisze teraz, z użuciem tych samych chwytów i środków
            dziennikarskich, o "rosyjskich niegodziwościach".
            Za proste jest wasze widzenie dziesiejszej Rosji.
            Panie Redaktorze, poślijcie do Rosji wykształconych i bezstronnych
            korespondentów, którzy zobaczą i opiszą co się dzieje w tym gigantycznym
            państwie a następnie w swych korespondencjach pokażą nam, czytelnikom "GW",
            całą złożoność i niejednoznaczność zachodzących tam procesów (ale muszą to być
            koniecznie uzdolnieni dziennikarze z duży zasobem wiedzy i wybitną
            inteligencją, oczytani w Rosji i jej historii).
            Bo wszystko to co dzieje się w Rosji nie jest stereotypowe i proste jak opisują
            Pańscy obecni korespondenci.
            Obraża się Pan za to że W. Putin zdenerwował się na polskie media i pouczał
            prezydenta A. Kwaśniewskiego i że było to, pańskim zdaniem, pouczanie w stylu
            Leonida Breżniewa.
            A może Putinowi zależy na poprawie relacji miedzy Polską a Rosją, na pojednaniu
            którego szansa zarysowała się po upadku komunizmu w tym kraju i rozpadzie ZSRR?
            Może on sądzi, że nastawianie polskiej opinii publicznej wrogo do Rosji i
            Rosjan temu procesowi pojednania szkodzi, a zależy mu na nim, uważa je za jeden
            ze swych priorytotetowych celów?
            Prof. A. Walicki pisze:
            "Nasuwa to niestety myśl, że Rosja traktowana bywa w Polsce jak parias między
            narodami, niemogący liczyć na taki sam szacunek dla swej godności, jakim cieszą
            się silniejsi lub bardziej wpływowi członkowie społeczności międzynarodowej.
            Gdyby tak było, byłby to gruby błąd polityczny i moralny,wpisujący się w całą
            serię podobnych gestów wobec Rosji. Do najważniejszych spośród nich (o wiele
            ważniejszych niż polskie reakcje na Biesłan, ale wypływających z tego samego
            źródła) zaliczyłbym następujące: Wałęsowską odmowę przyjazdu na moskiewską
            defiladę z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny; uznanie obecności Oleksego na
            tej uroczystości za akt „narodowej zdrady”; odrzucenie rosyjskich propozycji,
            aby zbrodnię katyńską uznać za część zbrodni stalinowskiego totalitaryzmu, o
            których pamięć mogłaby łączyć (a nie dzielić) Polaków z Rosjanami;
            kontrpropozycję w tej sprawie, polegającą na wystawianiu Rosjanom (i tylko im! –
            bo już nie np. Ukraińcom czy Białorusinom) polskiego rachunku krzywd oraz
            przypominaniu o nim przy wszelkiej możliwej okazji; przede wszystkim zaś
            ostentacyjną, pogardliwą odmowę dostrzeżenia i wzięcia pod uwagę moralnego
            elementu Gorbaczowowskiej pierestrojki oraz moralnego składnika decyzji o
            demontażu systemu. Było to równoznaczne odmowie przyznania Rosjanom tego, na co
            mieli prawo liczyć: zachowania twarzy przy wycofywaniu się z socjalistycznego
            eksperymentu oraz przyjęcia do równoprawnej rodziny „cywilizowanych narodów
            Europy”. Wszystkie te moralne błędy, popełnione przez nas wobec Rosji, mają
            wspólny mianownik: brak zrozumienia wynikający z etnocentrycznego niedostatku
            wielkoduszności."
            Pańska gazeta, Panie Redaktorze, ma wielkie zasługi w budowie pojednania
            polsko-niemieckiego. Czy nie może włączyć się w budowę takiego pojednania
            Polaków z Rosjanami zamiast robić to co do tej pory?
            Czy Rosja dziś, w aktualnych realiach, musi być wciąż naszym "wrogiem"?
      • Gość: ws Dobry tekst! IP: *.dip.t-dialin.net 29.09.04, 13:10
        W czasie, gdy banda zwyrodnialcow strzela do dzieci, polskie gazety z GW na
        czele publikuja komentarze, z ktorych wynika, ze tak naprawde to wszystkiemu
        winne sa rosyjskie wladze z Putinem na czele.
        Nie, to nie zadna sterowana kampania propagandowa, to po prostu antyrosyjska
        awersja sprawila, ze naszym (ach jakze demokratycznym, tolerancyjnym i
        oswieconym) panom redaktorom nagle i rozum i takt z glow wyparowaly.
        Zenujace, a wlasciwie to obsceniczne, byly te pouczania redakcyjnych medrcow, co
        Rosjanie powinni byli zrobic a czego zaniechac, z kim rozmawiac a z kim nie,
        podczas, gdy banda oblakanych bandziorow strzelala dzieciom w plecy.
        Ta niekonczaca sie gadanina o "bojownikach" (chyba bojownikach przeciwko
        czlowieczenstwu i cywilizacji) i "separatystach" (odseparowujacych sie od
        reszty ludzkosci), ta paplanina mogla byla chociaz na chwile ustac, dopoki ciala
        ofiar tych "bojownikow" jeszcze cieple byly, mozna bylo potrzymac jezyk za zebami.
        Ale pokusa powywyzszania sie nad ruskimi byla za silna.

        To, ze Rosja prowadzi imperialna polityke, ze w Moskwie ma miejsce stopniowa
        restauracja dyktatury nie usprawiedliwia obarczania Rosjan odpowiedzialnoscia za
        wszystko.
        Czegos takiego, jak "niepodlegla Czeczenia" w latach dziewiecdziesiatych ani
        Rosja demokratyczna, ani dyktatorska ani pokojowa ani imperialna tolerowac nie
        mogla.
        Tak jak Amerykanie nie mogli tolerowac rezymu talibow.
        Na pewno Rosjanie popelniali i popelniaja w Czeczenii bledy. Na pewno zolnierze
        armii rosyjskiej dopuszczaja sie zbrodni. O tym wszystkim powinno sie pisac
        Ale nie powinno sie na sile wtlaczac faktow w schemat "walki uciskanego ludu
        przeciwko ciemiezcy".
    • Gość: @ http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:15
      Podaję źródło, z ktorego pochodzi tekst Prof. A. Walickiego:
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=24
    • Gość: Cezary T Moskal to Moskal IP: *.adsl.tele2.no 29.09.04, 11:25
      Zjawa

      Moskalu Polska płynie po twoich rękach
      Mordowałeś w ukryciu wolno i w mękach
      Moskiewski kat w Katyniu Naród zgładzał
      Morze agonii w łagrach potwór zagładzał

      Przez całe wieki brodzimy we własnej krwi
      Nawet dzisiaj z trupa oficerów Moskal drwi
      Przeszliśmy i morze czerwone do wolności
      Na wale szańca bezmiar, ból nagich kości

      Wyją mogiły, zadręczone ofiary
      Niebo chyli drzwi herosom bez miary
      Wyjdzie z Katynia zjawa wojownika
      Niebiańska wolność w raju nie znika

      Cezary T.
      2004-09-03 01:11:53

      Kiedy zaproszono Sołżenica (ofiarę rosyjskiej martyrologii gułag i orędownika
      wolności) na uroczyste otwarcie pomnika w Katyniu, Sołżenicyn odmówił i
      skomentował to tak cyt. Za 200 lat tam pojadę!

      Przyjaciel Mickiewicza Puszkin pisał do Cara cyt. Zbuntowaną Warszawę
      unicestwić. Rzeź Pragi tak się rodziła właśnie.

      W sztukach Dostojewskiego Polak to złodziej, bandzior, malwersant, oszust,
      wiarołomca, gwałciciel, pijak itp. Dostojewskiego czyta cały Świat
      Rosjanie anty polonizm wpisany mają w swoją kulturę, a ich małolaty są karmione
      polakożercą Dostojewskim od wieku szkolnego!

      Dzisiaj jak za Kalety Moskwa ściąga haracze z całego imperium
      niewoli Dzingis Chana.

      Tragedia porwanych dzieci w Górnej Osetii, ojczyźnie Stalina, jest wykładnią
      zezwierzęcenia stosunków międzyludzkich w Rosji. O ile USA została zaatakowana
      wewnątrz z zewnątrz, to Rosję zaatakowali jego właśni obywatele, nie pierwszy
      to raz. Rosja to mentalnie Górna Osetia w każdym szczególe, to jej obraz
      własny, to tysiące moskiewskich dzieci żyjących dzisiaj w realnym
      kanalizacyjnym gnoju. Rosja je potrzebuje, bo tylko one w przyszłości skąpią we
      krwi każdego w obronie moskiewskiego potwora, który na obraz własny z dzieci
      potwory uczynił!

      Cezary T.
    • Gość: maruda Dziennikarska sraczka. IP: *.gdynia.mm.pl 29.09.04, 11:30

      Zwracam się do naszych rosyjskich kolegów - świetnie wiecie, że polskie media
      stoją przed wami otworem. Publikowaliśmy i będziemy publikowali nadal rosyjskie
      głosy prezentujące różne punkty widzenia.

      ***************************

      Publikujecie głównie poglądy rosyjskich dziennikarzy, albo mających pretensje do
      życia, albo twardogłowych, z którymi polemika nie ma sensu.


      Komentarze w sprawie Biesłanu były kroplą przepełniająca czarę. Krytyka Rosji
      jest bardzo subiektywna. Nawet Iran, Kuba, Białoruś i Korea Płn. nie mają tak
      złej prasy w Polsce, jak Rosja. Nie twierdzę, że Rosji należy się taryfa ulgowa,
      jednak osoby czytające doniesienia z róznych stron świat na pewno widzą duża
      różnicę w traktowaniu potknięć USA i Rosji. Sprawa "polskich obozów zagłady"
      jest dobrym przykładem: USA i Izrael zostały potraktowane ulgowo. GW przeszła
      nad tym do porządku dziennego. Natomiast każde negatywne wydarzenie w Rosji
      wywołuje w GW i innych polskich mediach napad dziennikarskiej sraczki.

      • Gość: Obłomow Re: Dziennikarska sraczka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 12:52
        Ruskie przeproście za 17.09 i pol wieku okupacji. Wypłaccie odszkodowania.
        Wtedy będziecie mieli prawo do krytykowania Polski.
      • Gość: ZZ Re: Dziennikarska sraczka. IP: *.top.net.pl 29.09.04, 13:40
        Pewnie dlatego, że USA i Izrael nie są wrogami Polski. Poza tym
        nieodpowiedzialna czy nawet głupia wypowiedź w tamtejszej prasie nie jest
        równoznaczna ze stanowiskiem rządu.
        W Rosji co innego. Tam prasa prezentuje linię polityczną ekipy rządzącej. Za
        czasów ZSRR służyła do tego, oprócz tzw. PRAWDY, także LITIERATURNAJA GAZIETA.
      • Gość: Eva Prof. Walicki kontra Michnik IP: *.d.pppool.de 29.09.04, 14:22
        Wydaje mi sie, ze Polska ostatnio niemadrze wykorzystuje swoje 5 czy 20 minut
        pelnego oddechu. Ten czas niejakiej beztroski, kompletnego braku zagrozen
        powinen byc lepiej zagospodarowany, jesli status quo ma otrzymac silne i trwale
        fundamenty. Sa oczywiscie madre posuniecia jak np. wejscie do NATO i do EU. To,
        ze do tego doszlo to chyba zasluga zbiorowego narodowego marzenia, ktore nie
        sposob bylo zagluszyc, no i dostrzezenie przez tzw. elity wladzy i tych co na
        nie wplywaja dodatkowych korzysci i sfer wplywow (w odniesieniu do EU), ktore z
        kolei narodowi do glowy nie przyszly.

        Obok tych sukcesow jest faktem, ze od ca. 1,5 roku (od troche przed atakiem na
        Irak) rozpoczela sie polityka awantur, zaczepek i konfrontacji z sasiadami,
        ktora powoli lecz stale narasta. Wiele juz o tej polityce prowadzacej sila
        rzezcy do pewnej izolacji Polski w Europie i podwazajacej zaufanie do niej
        napisano, nie ma sensu sie powtarzac.

        Mnie patrzac z zagranicy rzuca sie mocno w oczy, ze polski krajobraz mediow jest
        tak malo zroznicowany. Ton nadaja praktycznie GW i Rzeczpospolita. Brakuje
        natomiast opiniowtorczych dziennikow o przeciwleglych pogladach. W Niemczech
        jest 5-6 bardzo liczacych sie dziennikow o ogolnokrajowym zasiegu, obslugujacym
        spektrum od lewa do prawa z akcentem na centrum, w Polsce tego brak.

        Niewatpliwie msci sie sprzedaz mediow zagranicznym inwestorom, ale wszystkiego
        to nie wyjasnia. Lata komunizmu utrudniaja dzis centrolewicowosc pogladow,
        amerykanizacja zas dyfamuje powoli pojecie liberalizmu, a bez tego wszystkiego
        trudno o prawdziwy pluralizm. Mysle, ze profesorowie, eksperci i publicysci -
        znawcy roznych tematow (np. rosyjskich)o pogladac rozniacych sie od michnikowej
        papki powinni o wiele silniej zaznaczac swoja obecnosc w zyciu publicznym. Ot
        chocby poprzez organizwanie duzych, mocno naglasnianych konferencji, seminariow
        itd... Powinni starac sie przyciagac znane osoby z zagranicy, ktore stanowia
        magnes takich spotkan i wplywaja na ich sukces. Uczelnie powinny stanowic
        think-tanks dla rzadu, ale nie think-tanks ktore poruszaja sie tylko w jednym
        kierunku. Jak narazie kontrreakcja jest bardzo watla i p. Michnik moze glosic
        swoje poglady niczym prawdy objawione. Prof. Walicki nie powinien sie wiec
        dziwic, ze rzad zachowuje sie (kwestia kondolencji w sprawie Osecji) tak, jak
        mu Michnik w GW napisze.

        W gospodarce rynkowej zasada: "stoj chicho w kacie, jak jestes dobry, to cie
        znajda" nijak nie dziala. Trzeba duzo wiecej halasu medialnego wokol dobrych,
        madrych i dalekowzrocznych pogladow. Te zle i niekorzystne halasuja same i nie
        trzeba ich wcale do tego namawiac.




























        patrze na rozwoj w Polsce z zagranicy i pewnych rzeczy nie rozumiem.


        • Gość: Arczyslaw Re: Prof. Walicki kontra Michnik IP: *.sympatico.ca 29.09.04, 18:43
          Tak to jest jak "relatywizm moralny" probuje sie dopasowac do
          wymagan "realpolityk".
          Wartosci demokratyczne moga funkcjonowac tylko wtedy gdy sa zakotwiczone w
          wartosciach moralnych.
    • sem.mes notatka na zamówienie 29.09.04, 12:24
      Jeśli polskie media wyrażały się w tonie „antyrosyjskiej propagandy” to jak
      odczytać artykuł i ton artykułów np. BBC:
      news.bbc.co.uk/1/hi/world/europe/3632332.stm
      Nevertheless, some responsibility for the calamitous outcome also belongs to
      Russia's special military units which, yet again, bungled a rescue operation
      and exacerbated the tragedy.
      chyba tylko tak że notatka ta została sporządzona na konkretne zamówienie I nic
      wspólnego z obiektywna ocena sytuacji nie ma, ah ale to przecież banał. Kto
      spodziewał by się od oficjalnej notatki Rosjan obiektywnej oceny, bo ja nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka