schlagbaum Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 09:32 Polityka nie powinna polegac na tym, ze kazdy mowi to co mu slina na jezyk przyniesie, bo akurat taki ma nastroj. Stosujac te metode, Polska zepsula sobie, wypracowywane przez dlugie lata, dobre stosunki z najblizszymi sasiadami na wschodzie i na zachadzie nie dbajac o to, ze sa to nie tylko najblizsi ale ale rowniez najwazniesi partnerzy Polski. W imie czego ? Uwazam, ze to karygodne i glupie. Przypomina mi sie przyslowie o panu i kramie. Odpowiedz Link Zgłoś
schlagbaum Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 10:03 Te zasade powinni sobie wbic w glowe rowniez pismaki i tzw politycy primum non nocere Sa grupy zawodowe, ktore sie nia kieruja ale powinno byc ich wiecej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SABAŁA SOLIDARYZUJĘ SIĘ Z MICHNIKIEM !!! MA RACJĘ !!! IP: *.cg.shawcable.net 29.09.04, 09:35 Odpowiedz Link Zgłoś
indiana1 Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 09:36 Zgadzam sie calkowicie z opinia Adama Michnika. System totalitarny nadal funkcjonuje w Rosji i chyba nieprędko sie to zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kowal Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 12:47 Pan Michnik ma rację, wyrażając sprzeciw wobec prób interwencji w działanie polskich wolnych wreszcie mediów. Niech głoszą wzajemnie znoszące się komentarze, ale każdy ich odbiorca ma prawo wyboru takiego, który odpowiada jego przekonaniom politycznym, religijnym czy jakimś innym. Zwolennicy jednych opcji nie przebierają w słowach na temat przeciwników – ich prawda jest jedynie słuszna, tylko żal, że nie mają wystarczających środków, by ją obowiązkowo wprowadzić. Poza tym są za pluralizmem, który nieco blednie przy artykułach Michnika. Ktoś zewnątrz, przeglądając poprzednie wypowiedzi, mógłby dojść do wniosku, że większość dyskutantów reprezentuje kraj idealny, dobrze rządzony, be afer różnego typu, gdzie bezrobocie jest wspomnieniem, straż więzienna umiera z nudów, a obywatele z poczuciem pełnego bezpieczeństwa spacerują wieczorami po parkach. Ci reprezentanci są w pełni przekonani, że maja obowiązek pouczania sąsiadów, jak maja postępować z wybranymi przez siebie władzami, komu dać tylko więcej wolności, a komu całą. Największe na świecie państwo jest tu wykpiwane za „manię wielkości”, a wykpiwający są przekonani, że to oni mieliby prawo, ale – niestety – nikt tego nie zauważa., a im się należy. Dyskwalifikowanie sąsiadów nie wpływa na ich politykę, a przeszkadza w rozwoju dobrych stosunków, chociażby handlowych, na czym nam powinno przede wszystkim zależeć, a hasło „Za wolność waszą i naszą” po odzyskaniu wolności powinno trochę odpocząć. Za bardzo czym walczyć nie mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kowal Refleksje ogólne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 13:48 Pan Michnik ma rację, wyrażając sprzeciw wobec prób interwencji w działanie polskich wolnych wreszcie mediów. Niech głoszą wzajemnie znoszące się komentarze, ale każdy ich odbiorca ma prawo wyboru takiego, który odpowiada jego przekonaniom politycznym, religijnym czy jakimś innym. Zwolennicy jednych opcji nie przebierają w słowach na temat przeciwników – ich prawda jest jedynie słuszna, tylko żal, że nie mają wystarczających środków, by ją obowiązkowo wprowadzić. Poza tym są za pluralizmem, który nieco blednie przy artykułach Michnika. Ktoś zewnątrz, przeglądając poprzednie wypowiedzi, mógłby dojść do wniosku, że większość dyskutantów reprezentuje kraj idealny, dobrze rządzony, be afer różnego typu, gdzie bezrobocie jest wspomnieniem, straż więzienna umiera z nudów, a obywatele z poczuciem pełnego bezpieczeństwa spacerują wieczorami po parkach. Ci reprezentanci są w pełni przekonani, że maja obowiązek pouczania sąsiadów, jak maja postępować z wybranymi przez siebie władzami, komu dać tylko więcej wolności, a komu całą. Największe na świecie państwo jest tu wykpiwane za „manię wielkości”, a wykpiwający są przekonani, że to oni mieliby prawo, ale – niestety – nikt tego nie zauważa., a im się należy. Dyskwalifikowanie sąsiadów nie wpływa na ich politykę, a przeszkadza w rozwoju dobrych stosunków, chociażby handlowych, na czym nam powinno przede wszystkim zależeć, a hasło „Za wolność waszą i naszą” po odzyskaniu wolności powinno trochę odpocząć. Za bardzo czym walczyć nie mamy. Jesteśmy przeciwnikami totalitaryzmu, ale z kolei potępiamy interwencje Buscha w Iraku i jesteśmy niezadowoleni, ze i nasi chłopcy biorą w likwidacji totalitaryzmu udział. Gdyby w Czeczenii, przeciw Putinowi, to czemu nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ryszard Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.mpi.int.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:44 Panie Adamie M. to świetny artykół. Nasi byli -nie z wyboru- sojusznicy muszą wreszcie zrozumieć iż nie można prawie 40 mln narodu traktować jak swoich podwładnych w Rosji. Jesteśmy niepodległym wolnym i suwerennym narodem. mamy wolna prase i możemy wyrażąć swoją opinie na każdy temat. Nie zauważyłem w naszych mediach żadnej kampani antyrosyjskiej. Rosjanie jak Polacy maja prawo do wolnej prasy i swobodnego wyrażania swojej opini na jej łamach oraz w radiu iTV. W każdym kraju znajdą sie pseudo pismacy i pseudo dziennikarze obsmarowujący w swoich gazetkach niesłusznie a często także bezkarnie różnych ludzi w tym polityków. Ale żadna szanująca się gazeta w tym poczytna i uznana "Gazeta Wyborcza" takimi bzdurami sie nie zajmuje. Panie Prezydencie Putin nie może Pan bez powodu wyciągać pochopnych wniosków i traktować nas jak zbuntowanych i wydziedziczonych synów Rosji. Nigdy nimi nie bylismy. Polska to nasza ukochana ojczyzna.To jest nasz dom.Tego stosunku pokrewieństwa nikt i nic nie moze zmienić.Każdy obywatel świata ma prawo czuć sie w naszym "domu" wolnym i bezpicznym.To dotyczy także obywateli Rosji i innych Państw bloku wschodniego.Nie wolno nikomu manipulować ludźmi i antagonizować wolnych i żyjących w zgodzie narodów dla realizacji swoiej polityki. Żyjmy w zgodzie jak szanujący sie sąsiedzi. Nie jesteśmy juz od dawna od siebie uzależnieni.Prowadźmy wspólnie interesy. Dziękuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jędr@s Czy Michnik to wyrocznia?NIE ! IP: *.clk.net / *.sobieszow.net 29.09.04, 09:45 Nazwijmy to po imieniu Putin-Putinem ale to zrobili terroryści w Biesłanie to zbrodnia jaką trudno zrozumieć.Nie powinno ich się nazywać partyzantami walczącymi o niepodległość to zwykli bandyci!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meerkat Masz racje-prowokatorzy FSB z Bieslanu to BANDYCI! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:49 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maj Re: Czy Michnik to wyrocznia?NIE ! IP: *.aurexlpg.com.pl 29.09.04, 09:55 Panie Redaktorze, przestań Pan pierdolić głupoty!!! "Publikowaliśmy i będziemy publikowali nadal rosyjskie głosy prezentujące różne punkty widzenia" Ha ha ha!!! Czuje głosy? Politkowskiej? Kowaliowa? i innych... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grisza Drogi Panie Adamie,,jedz pan do Putina i trzasnij IP: 64.28.22.* 29.09.04, 10:09 laska w ziemie,ktora powinna zamienic sie w weza i pozniej bedziesz pan mogl od ruskich pozyczyc wszystkie zlote i srebrne przedmioty i dmuchnac przez Morze Kaspijskie prosto do kolebki cywilizacji.Gwarantowane,ze rydwany Putina wpadna do morza,ktore zewrze sie po przpuszczeniu ludu poslusznego Partii Ludzi Rozumnych.a jak pan nie wierzysz w basnie to trzasnij pan przynajmniej glowa w sciane-moze sie troche rozwidni.Gazeta Wybiorcza proponuje Rosjanom taki stan stosunkow;my Wam bedziemy pieprzyc co nam brudna slina na jezyk przyniesie a Wy i tak jestescie chamy i postsowieci.A to dziwi,bo przeciez prezydent Reagan powiedzial o pewnym czlowieku honoru,ze to ruski general w polskim mundurze.I co? i nic?Prawda Panie Michnik? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czarny kapelusz Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 09:50 Jak można sprawdzić czy w gronie tych co stoja po stronie Putina a przeciw Michnikowi jest Rokita? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KC Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: 80.48.232.* 29.09.04, 09:51 Dobre samopoczucie polskich komentatorów nie ma uzasadnienia w świetle tendencyjnych wypowiedzi i komentarzy na temat ataku terrorystycznego na szkołę. I nie ma tu znaczenia, czy Rosjanie mają rację oskarżając polskie władze o sterowanie mediami, czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomasz Michnik to głupiec żałosny, ale groźny IP: *.ibch.poznan.pl 29.09.04, 09:53 A poza tym to kłamczuch, gdyz w GW nie uświadczysz innych komentarzy niż te krytyczne (co jest tu eufemizmem) względem Rosji. Gdzie są tę komentarze pokazujące "inny punkt widzenia" niż ten który odpowiada redaktorowi Michnikowi? Problem z Michnikiem jest taki, że wielu uważa go za bojownika o wolność, i skłonna widzieć w nim nawet autorytet moralny. Tym czasem zawsze był on jedynie demagogiem, nic więcej. Różnica jednak jest taka, że kiedyś jego wpływy były ograniczone, a teraz żaden polski minister nie zrobi niczego co nie podobałoby się Gazecie Wyborczej i politycznej mafii, którą ta gazeta reprezentuje. Szczególnie po "aferze Rywina". I to jest nasz dramat, gdyż w normalnym kraju redaktorzy nie kreują polityki, szczególnie zagranicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Matka Re: Michnik to głupiec żałosny, ale groźny IP: 62.233.233.* 29.09.04, 10:04 To Pański dramat, Panie Tomaszu - pisz Pan za siebie....proszę wnikliwiej czytać a znajdzie Pan inny punkt widzenia. Po Biesłanie polityka Rosji wobec Czeczeni i nie powstrzymanie szturmu na szkołę zasługuje na krytykę i potępienie. Polityka ta jest odpowiedzialna za śmierć dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grisza Droga Pani Matko, IP: 64.28.22.* 29.09.04, 10:16 Ten Pani punkt widzenia powstal wskutek manipulacji pana Michnika.W Bieslanie sytuacja wymknela sie spod kontroli,bo oprocz wojska i policji byli tam rowniez uzbrojeni Osetyncy,rodzice zakladnikow.To moze Rosjanie powinni ich powystrzelac,zeby zabraklo Pani argumentu o niepowstrzymaniu szturmu?Niech spojrzy Pani raczej na zadowolone z siebie oblicze autora artykulu dzis w zalaczeniu.Przeciez on sobie robi zarty,zeby draznic ludzi a obok ma pani pomiar badania ,kto sie z nim zgadza a kto nie ale niech uprzejmie otworzy Pani wszystki opinie i wczyta sie to zobaczy Pani ,ze ten wynik jest falszywy.Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Matka Re: Droga Pani Matko, IP: 62.233.233.* 29.09.04, 20:23 Dziękuję za pozdrowienia, również pozdrawiam. Wynik sondażu dostrzegłam. To,,ze nie powstrzymano szturmu świadczy o słabości sił specjalnych, a raczej ich braku wyobraźni i nie przejmowaniu się życiem dzieci. Dzieci były tam najważniejsze - nie żadna polityka. Pan Michnik mną nie musi manipulować. Na bieżąco oglądałam CNN,TVN(doskonałe relacje) Euro News,BBC no i próbowałam stacje rosyjskie. Jestem wdzięczna Gazecie z póżniejsze artykuły - były odważne i prawdziwe. Oglądałam wszystko i czytałam dużo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: qsl BałWszyscy widzieli jak było IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.04, 17:55 więc po co ten lament.Biesłan-bałagan. Rosja absolutnie nie potrafi zapewnić porządku na terenach którymi chce władać. Skąd ci cywile mieli broń w ogóle. Nawet w tv widac było ze żołnierz krył sie za uzbrojonym cywilem ? To co, kazdy moze miec tam kałacha w domu (jak w Iraku)? Rozwscieczeni cywile robia co chcą ? Przeciez oni rozpoczęli akcje "uwalniania" zakładnikóe co spowodowało że było tyle ofiar. Dziennikarze to widza tak jak i my wszyscy telewidzowie, to co maja mówic jak widza tak jak widza. Nie potrzeba niczego kmomentowac. A jezeli Rosja nie chce niczego pokazac to ona jest władna ZAKAZAĆ wstepu dziennikarzomi ponieść tego konsekwencje polityczne, a nie po babsku lamentowac ze ktoś napisał prawdę ! A że sprawa ma podłoze polityczne nie zaprzeczy nawet sam Putin, no nie ? Wszyscy normalni Polacy potepiaja ten bandycki wyczyn i ich sprawców,ale uwazaja równiez że takie "wyczyny" sie nie skończa dopóki problem polityczny nie zostanie POLITYCZNIE rozwiązany. Chciałem jeszcze cos dodac, ale zamilczę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koloratura Re: kto odpowiedzialny za śmierć dzieci? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.09.04, 10:39 Za śmierć dzieci, droga Matko, odpowiedzialni są ci, co je wzięli na zakładników i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Dla takiego aktu terroryzmu nie ma i być nie może usprawiedliwienia, nie jest nim nawet bandyckie zachowanie Rosjan w Czeczenii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marioosh no, nareszcie się doczekałem... IP: *.szuwarowa.krakow.pl 29.09.04, 11:06 na odniesienie do polityki rosji na kaukazie. no to może jeszcze trochę wysiłku intelektualnego by wyciagnąć wniosek że... no? poradzisz sobie sama z tym wnioskiem? i konkluzją? ps. na griszę nie liczę. potrzeba ochrony własnego kraju nie pozwoli mu przyznać się do oczywistych kwestii. do tego trzeba troche cywilnej odwagi. a zycie w rosji nie sprzyjało i jak widać nie sprzyja rozwijaniu takich postaw. Odpowiedz Link Zgłoś
rtg Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 10:05 patrze na wynik glosowania i jestem zniesmaczony... 12% swiadomych obywateli naszego wolnego kraju teskni do zamordyzmu? Czy to caly elektorat SLD czy dochodza do tego jeszcze ci co zawsze glosuja na nie bez wzgldu na temat... pozdr. rtg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZYTA 1 Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.lublin.mm.pl 29.09.04, 11:34 Do zamordyzmu w prasie tęsknia zwolennicy LPR i Samoobrony.Nie widzicie tego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawel Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:06 Może i Breżniew zmartwychwstał w Rosji, za to komuna jest wiecznie żywa w Polsce. I to nie tylko wśród SLDowców. Prawdziwy komuno-kapitalizm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdziwiony Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: 195.205.223.* 29.09.04, 10:13 Dlaczego Pan oszukuje że diennikarstwo w Polsce jest niezależne? Większość należy do firm zagranicznych. Właściciel jest milionerem a byt określa świadomość. Pan kiedyś bronił robotników chociaż było im lepiej niż teraz, ale jak został Pan milionerem to teraz najbliższa jest Panu PO -partia ludzi bogatych. Bogactwo nie jest złem, ale pod warunkiem że zachowuje się przynajmiej odrobinę wrażliwości społecznej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:33 jeszcze kilka spotkan sw. trojcy /niemcy,francja,rosja/ i putin wessie nas do WNP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Theo Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.chello.pl 29.09.04, 10:34 Leonid Breżniew już od dawna wrócił na Kreml i się uśmiecha i macha łapką na trybunie nad mauzoleum Lenina. Obecnie najwybitniejsi specjaliści rosyjscy kończą prace nad przywróceniem do życia Stalina. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawel Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:40 Już widzę jak red. Michnik udostępnia łamy swojej gazety jakiemuś Ruskowi o poglądach przeciwnych do poglądów naczelnego. Rosji na swój sposób nie urobi Polska ani żaden inny kraj. Szkoda mi Rosjan, ale demokracja się w Rosji nie sprawdza i nie sprawdzi. Poniewierani przez carów i pierwszych sekretarzy zawsze jakąś cząstką będą tęskinić do tego co znają najlepiej - władzy silnej jednostki. Polacy z wyższością pouczają Rosjan zapominając, że więcej łączy nas podobieństw niż różni przeciwieństw. Pamiętajmy, że u nas komunizm trwał krócej i miał najbardziej łagodny przebieg ze wszystkich krajów bloku, a jak bardzo nas zdeprawował. Po 15 latach wciąż z tym walczymy z jakże żałosnym skutkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 11:03 Gość portalu: pawel napisał(a): > Polacy z wyższością pouczają Rosjan zapominając, że więcej łączy nas > podobieństw niż różni przeciwieństw. To naprawde ciekawe zjawisko. Zastanawiam sie czesta skad bieze sie w Polakach to przekonanie o swojej wyzszosci nad Rosjanami. Moze wynika to z wiekszych osiagniec w dziedzinie nauki ? Moze techniki ? A moze kultury ? Potegi militarnej ? Dobrze jest czasem znac swoje miejsce w szeregu zanim zacznie sie je pokazywac innym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ? Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.lublin.mm.pl 29.09.04, 14:05 w jakim szeregu ? Odpowiedz Link Zgłoś
bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 14:30 Gość portalu: ? napisał(a): > w jakim szeregu ? www.nrk.no/img/321755.jpeg Odpowiedz Link Zgłoś
bigobserver Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma 29.09.04, 14:37 bigobserver napisał: > Gość portalu: ? napisał(a): > > > w jakim szeregu ? > > > www.nrk.no/img/321755.jpeg PS Podobienstwo jednej z postaci do milosciwie panujacego jest, jak sie domyslam, czysto przypadkowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jankucz Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:42 To Michnik ma racje a nie Putin. W Rosji jak za Brezniewai i poprzedników o tym co wolno mówić i myśleć stanowił "areopag starców" zaś komunikowały o tym przekaziory. W Polsce sytuacja prasy i wolnego słowa ostatnio się zdecydowanie pogarsza w zastraszającym tempie wchodzi cenzura klerykalna (katoland ???) Czarnym wolno wszystko lecz mówić o tym coraza mniej wolno. Ordynarną cenzurę czuć u Dworaka w TVP, wirtalna polska to już prawie tuba tatki Rydzyka, kazda godząca w interesy kleru opinia jest bez szans ukazania się.Inny przykład to sądzenie redaktów np Urbana,artykół ordynarny w formir lecz absolunie zgodny z prawdą.Moim zdaniem Gazetę stać jeszcze na luksus posiadania własnego zdania.I tak trymać. H Jankucz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mago Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.icpnet.pl 29.09.04, 10:45 Michnik - nie pitol! Swoje ideały rozmieniłeś na kasiory i już nie rozróżniasz prawdy od fałszu! Putin ma 100% racji, gdy mówi o antyrosyjskości polskich mediów i polityków. Jeśli tego chłopie nie widzisz - to znaczy,że osiągnąłeś poziom innych polskich polityków i mediów czli prawie "dno". Czy ty w ogóle czytasz polską prasę i oglądasz polskie programy telewizyjne? Mam wrażenie,że juz od dawna tego nie robisz. Straciłeś ostrość spojrzenia i analizy. Jak szkoda... Nie pij tak dużo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DM GW pisze o Rosji jak"TrybunyL." o USA za Breżniewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 10:57 Uderz w stół a Adam Michnik się odezwał... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ Niech Pan odpowie Panie Redaktorze A.Walickiemu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:02 Polityka nieprzyjaznych gestów - Stosunki polsko-rosyjskie z Czeczenią w tle Andrzej Walicki Autor jest historykiem idei, członkiem rzeczywistym PAN i emerytowanym profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA Bronisław Łagowski określił reakcje mediów polskich na masakrę w Biesłanie mianem „antyrosyjskiego obłędu” („Oszołomienie”, „Przegląd”, 19.09.04). Artykuł w „Izwiestiach” pt. „Polska prasa kłamie” (pióra Jewgienija Szestakowa, patrz „Gazeta Wyborcza”, 08.09.04) świadczy, że tym razem nie wytrzymali nerwowo niektórzy publicyści rosyjscy, wyłamując się z taktyki świadomego ignorowania antyrosyjskich wypadów prasy polskiej. Opinie wyrażone w tym artykule nie były przesadne: trudno przecież zaprzeczyć, że wypowiedzi całej nielewicowej prasy polskiej cechowała wrogość do Rosji oraz „współczucie wobec czeczeńskich bojowników o wolność”. Autor mocno podkreślił, że nie przypisuje rusofobii całemu społeczeństwu polskiemu. Wsparł ten pogląd wyliczeniem faktów dowodzących, że wielu Polaków zareagowało na wydarzenia biesłańskie okazaniem spontanicznej sympatii i współczucia wobec ofiar zbrodni. Do faktów tych zaliczone zostały również kondolencje przekazane przez prezydenta Kwaśniewskiego „narodowi północnej Osetii”. W tym wypadku jednak chodziło być może o pośrednie zwrócenie uwagi na osobliwą niekonwencjonalność zachowania prezydenta III RP. Zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem międzynarodowym Kwaśniewski powinien był przesłać kondolencje swemu funkcjonalnemu odpowiednikowi, czyli prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Można zasadnie przypuszczać, że przesłanie oficjalnych kondolencji „narodowi osetyjskiemu”, jako mimowolnej ofierze rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu, było spełnieniem oczekiwań polskiej prawicy, cierpiącej nie od dziś na antyrosyjską i anty-Putinowską alergię (o czym pisałem w artykule „Rosja Putina a polityka polska”, „Przegląd”, 29.02.04). Przypuszczenie to zamienia w pewność lektura „Gazety Wyborczej”. Informuje ona (w numerze z 02.09), że „z całego świata napływają do Moskwy wyrazy solidarności i słowa potępienia dla działań terrorystów”, ale jednocześnie (w artykule W. Jagielskiego „Terror odrażający i normalny”) formułuje jednoznaczną dyrektywę dla Polaków: „Współczuć trzeba nie rosyjskiemu państwu, tylko tym, którym nie potrafi albo nie chce bezpieczeństwa zapewnić, jego własnym obywatelom”. Zachowanie prezydenta Rzeczypospolitej było, jak widać, całkowitym dostosowaniem się do tego właśnie postulatu. Uzasadnienie tego stanowiska, wyraźnie przeciwstawiającego nas naszym zachodnim sojusznikom, redukuje się do symplicystycznej tezy, iż Czeczeni walczą o własną tożsamość i nie mogą zgodzić się „być Rosjanami, którymi nigdy nie byli i nie są” (W. Jagielski w „GW”, z 02.09, to samo Michnik, tamże, 06.09). Rosja natomiast nie daje im żadnych szans, stosuje jedynie nagą przemoc; Putin, zdaniem Michnika, powinien wzorować się na Arielu Szaronie, który w konflikcie palestyńskim poszukuje rozwiązań innych niż siłowe („GW” 06.09). Logiczny jest więc wniosek, który wysnuł stąd redaktor „Tygodnika Powszechnego”, Jarosław Makowski, w artykule pod wymownym tytułem „Putinowi nie chodzi o wojnę z terroryzmem”: po tragedii biesłańskiej Moskwa powinna była „uderzyć się w piersi i zrewidować swą politykę wobec Czeczenii” (cyt. w „GW”, 14.09, s. 2). Powinna zatem zgodzić się na istotne ustępstwa wobec terrorystów. Czy istniała jednak możliwość negocjacji? Przywódca terrorystów, Szamil Basajew, zaoferował prezydentowi Rosji warunki następujące. Gdyby Putin wydał rozkaz wycofania wojsk, porywacze daliby przetrzymywanym zakładnikom pić, a kiedy wojska zaczęłyby wyjeżdżać – jeść. Po wycofaniu Rosjan uwolniono by dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a po dymisji Putina wypuszczono by resztę zakładników. Strona czeczeńska zagwarantowałaby w zamian, że przez najbliższe 10-15 lat żaden z mieszkających w Rosji muzułmanów nie sięgnąłby po broń przeciwko Rosji (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6). Szczegółowy komentarz do tej propozycji wydaje się zbyteczny. Ograniczę się więc do dwóch pytań retorycznych. Czy można wyobrazić sobie prezydenta jakiegokolwiek państwa, który zgodziłby się na takie warunki? Czy można wyobrazić sobie, że spełnienie takich warunków zaowocowałoby kilkunastoletnim spokojem na Kaukazie? Można dyskutować na temat różnych wariantów rosyjskiej polityki w Czeczenii (a także izraelskiej polityki w kwestii palestyńskiej lub amerykańskiej walki z terroryzmem), ale tylko szaleniec mógłby polegać na „słowie honoru” zbrodniczego przywódcy. Ocena polskiego votum separatum w sprawie czeczeńskiego terroryzmu wymaga przypomnienia kilku podstawowych faktów. Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia instytucjonalne gwarancje tożsamości narodowej (które popiera) od separatyzmu do którego bynajmniej nie zachęca). Federacja Rosyjska nie jest państwem zbudowanym na zasadach, które Czeczenom mogłyby grozić utratą własnej tożsamości. Etniczni Rosjanie stanowią w niej wprawdzie 85% ogółu ludności, ale mimo to federacja składa się z 89 podmiotów, z których 21 (w tym Czeczenia) ma status republik z własnymi konstytucjami i prezydentami. W momencie rozwiązania Związku Radzieckiego (dokonanego, o czym często zapominamy dzisiaj, z inicjatywy Rosji) rosyjski prezydent Borys Jelcyn zaproponował częściom składowym Federacji Rosyjskiej, aby brały w swe ręce „tyle suwerenności, ile tylko mogą udźwignąć”. Skorzystano z tego w sposób maksymalny. Tatarstan, Baszkorstan (Baszkiria), a nawet Jakucja i maleńka ugrofińska republika Komi są w ramach Rosji odrębnymi państewkami, dysponującymi bardzo dużym zakresem suwerenności wewnętrznej. Wymagają od swych mieszkańców podwójnego obywatelstwa (ogólnorosyjskiego i lokalnego), uzależniając od tego korzystanie z praw politycznych; prowadzą politykę uprzywilejowania elit narodowych kosztem etnicznych Rosjan (choć ci ostatni stanowią niekiedy większość ludności); dysponują całkowitą kontrolą nad własnymi bogactwami naturalnymi, łącznie z prawem do prowadzenia handlu międzynarodowego; lokalne prawa miały do niedawna pierwszeństwo przed prawami federalnymi, co prowadziło do ustawicznej „wojny praw” (sprzeczności między prawami federalnymi a republikańskimi usuwać zaczęto dopiero za kadencji Putina). Kultury narodowe liczyć mogą nie tylko na swobodę rozwoju, lecz również na wsparcie z budżetu federalnego; w wypadku tzw. narodów małoliczebnych podtrzymuje ono istnienie zamierających dialektów, rzemiosł i sztuki ludowej, a nawet praktyk znachorskich, czyli „ludowej medycyny”. O poziomie zaspokojenia tych potrzeb decydują oczywiście realne możliwości, faktem jest jednak, że konstytucja rosyjska oraz traktat federalny z 1992 r. nie były pisane na użytek unifikatorów i centralistów. Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby Czeczenia miała dziś taki sam status jak Tatarstan – bardzo ceniący sobie zarówno wewnętrzną samorządność, jak i brak granic, politycznych i celnych, umożliwiający Tatarom prowadzenie ożywionej działalności gospodarczej w Moskwie. W maju 1992 r. wojska rosyjskie wycofały się z Czeczenii, oddając ją, w postaci samodzielnej republiki, w ręce samych Czeczenów. Prezydent Czeczenii, były radziecki generał Dżochar Dudajew, odmówił jednak podpisania traktatu federalnego, żądając całkowitej niepodległości na wzór Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja jako jedna z „republik związkowych” mogła powołać się na formalne „prawo do oddzielenia się” zawarte w konstytucji radzieckie Odpowiedz Link Zgłoś
rtg Re: Niech Pan odpowie Panie Redaktorze A.Walickie 29.09.04, 13:58 Gość portalu: @ napisał(a) wiele zdan z których per analogia mozna przypuszczac, ze wojna z okupantem powinna odbywa si w swietle prawa i wzajemnych ustpstw. Albo koszule w zebach noisil albo historii wlasnego kraju uczyl sie w oparciu o wtyczne KPZR i tak mu pozostalo. Walka z okupantem w Polsce nosila podobny charakter z tym, ze nie znane byly wtedy metody terrorystyczne, w walke zolnierz polski staral sie prowadzic z poczuciem postepowania honorowego nawet w kontakcie z nieprzyjacielem. Po obu stronach w konflikcie Rosyjsko-Czeczenskim dawno zapomniano o takich zwyczajach ludzi honoru jakie byly jeszcze stosowane w latach 40 zeszlego wieku. W tym i w innych konfliktach w Azji dochodzi do postepowan terrorystycznych bo takie sa obecnie normy i zwyczaje. Prasa krajpowa ma za zadanie pisanie prawdy nawet jezeli ta prawda jest niemila dla prezydenta innego panstwa. Trudno naginac prawde i przepraszac za to ze widzi sie zdarzenie takie jakie one sa a nie takie jak widzi je przydent Putin. pozdr. rtg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pablo Re: Michnik zdejm klapki z oczu IP: *.crowley.pl 29.09.04, 13:27 a ty lepiej zajm sie nauka polskiego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leszko Re: Michnik komentuje: czyżby Leonid Breżniew zma IP: *.klc.vectranet.pl 29.09.04, 11:05 Pewnie też jestem ruskim sprzedawczykiem bo mam dokładnie takie same odczucia jak Rosjanie. To, co można o Rosji w ogóle zobaczyć w tv, usłyszeć w radio lub przeczytać w gazetach to kołtuństwo i dulszczyzna pomieszane z półprawdami i całymi kłamstwami. Jeśli podły charakter narodowy zmusza was do szukania wszędzie wrogów, a nie przyjaciół, to wyżywajcie się np. na Ugandzie lub Nepalu. Na pewno nie oddadzą. Rosjanie mają taką możliwość i gdyby to Polacy byli na ich miejscu, to całej tej dyskusji zapewne by nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ Niech Pan odpowie na to co pisze prof. A. Walicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:05 Polityka nieprzyjaznych gestów -Stosunki polsko-rosyjskie z Czeczenią w tle Andrzej Walicki Autor jest historykiem idei, członkiem rzeczywistym PAN i emerytowanym profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA Bronisław Łagowski określił reakcje mediów polskich na masakrę w Biesłanie mianem „antyrosyjskiego obłędu” („Oszołomienie”, „Przegląd”, 19.09.04). Artykuł w „Izwiestiach” pt. „Polska prasa kłamie” (pióra Jewgienija Szestakowa, patrz „Gazeta Wyborcza”, 08.09.04) świadczy, że tym razem nie wytrzymali nerwowo niektórzy publicyści rosyjscy, wyłamując się z taktyki świadomego ignorowania antyrosyjskich wypadów prasy polskiej. Opinie wyrażone w tym artykule nie były przesadne: trudno przecież zaprzeczyć, że wypowiedzi całej nielewicowej prasy polskiej cechowała wrogość do Rosji oraz „współczucie wobec czeczeńskich bojowników o wolność”. Autor mocno podkreślił, że nie przypisuje rusofobii całemu społeczeństwu polskiemu. Wsparł ten pogląd wyliczeniem faktów dowodzących, że wielu Polaków zareagowało na wydarzenia biesłańskie okazaniem spontanicznej sympatii i współczucia wobec ofiar zbrodni. Do faktów tych zaliczone zostały również kondolencje przekazane przez prezydenta Kwaśniewskiego „narodowi północnej Osetii”. W tym wypadku jednak chodziło być może o pośrednie zwrócenie uwagi na osobliwą niekonwencjonalność zachowania prezydenta III RP. Zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem międzynarodowym Kwaśniewski powinien był przesłać kondolencje swemu funkcjonalnemu odpowiednikowi, czyli prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Można zasadnie przypuszczać, że przesłanie oficjalnych kondolencji „narodowi osetyjskiemu”, jako mimowolnej ofierze rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu, było spełnieniem oczekiwań polskiej prawicy, cierpiącej nie od dziś na antyrosyjską i anty-Putinowską alergię (o czym pisałem w artykule „Rosja Putina a polityka polska”, „Przegląd”, 29.02.04). Przypuszczenie to zamienia w pewność lektura „Gazety Wyborczej”. Informuje ona (w numerze z 02.09), że „z całego świata napływają do Moskwy wyrazy solidarności i słowa potępienia dla działań terrorystów”, ale jednocześnie (w artykule W. Jagielskiego „Terror odrażający i normalny”) formułuje jednoznaczną dyrektywę dla Polaków: „Współczuć trzeba nie rosyjskiemu państwu, tylko tym, którym nie potrafi albo nie chce bezpieczeństwa zapewnić, jego własnym obywatelom”. Zachowanie prezydenta Rzeczypospolitej było, jak widać, całkowitym dostosowaniem się do tego właśnie postulatu. Uzasadnienie tego stanowiska, wyraźnie przeciwstawiającego nas naszym zachodnim sojusznikom, redukuje się do symplicystycznej tezy, iż Czeczeni walczą o własną tożsamość i nie mogą zgodzić się „być Rosjanami, którymi nigdy nie byli i nie są” (W. Jagielski w „GW”, z 02.09, to samo Michnik, tamże, 06.09). Rosja natomiast nie daje im żadnych szans, stosuje jedynie nagą przemoc; Putin, zdaniem Michnika, powinien wzorować się na Arielu Szaronie, który w konflikcie palestyńskim poszukuje rozwiązań innych niż siłowe („GW” 06.09). Logiczny jest więc wniosek, który wysnuł stąd redaktor „Tygodnika Powszechnego”, Jarosław Makowski, w artykule pod wymownym tytułem „Putinowi nie chodzi o wojnę z terroryzmem”: po tragedii biesłańskiej Moskwa powinna była „uderzyć się w piersi i zrewidować swą politykę wobec Czeczenii” (cyt. w „GW”, 14.09, s. 2). Powinna zatem zgodzić się na istotne ustępstwa wobec terrorystów. Czy istniała jednak możliwość negocjacji? Przywódca terrorystów, Szamil Basajew, zaoferował prezydentowi Rosji warunki następujące. Gdyby Putin wydał rozkaz wycofania wojsk, porywacze daliby przetrzymywanym zakładnikom pić, a kiedy wojska zaczęłyby wyjeżdżać – jeść. Po wycofaniu Rosjan uwolniono by dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a po dymisji Putina wypuszczono by resztę zakładników. Strona czeczeńska zagwarantowałaby w zamian, że przez najbliższe 10-15 lat żaden z mieszkających w Rosji muzułmanów nie sięgnąłby po broń przeciwko Rosji (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6). Szczegółowy komentarz do tej propozycji wydaje się zbyteczny. Ograniczę się więc do dwóch pytań retorycznych. Czy można wyobrazić sobie prezydenta jakiegokolwiek państwa, który zgodziłby się na takie warunki? Czy można wyobrazić sobie, że spełnienie takich warunków zaowocowałoby kilkunastoletnim spokojem na Kaukazie? Można dyskutować na temat różnych wariantów rosyjskiej polityki w Czeczenii (a także izraelskiej polityki w kwestii palestyńskiej lub amerykańskiej walki z terroryzmem), ale tylko szaleniec mógłby polegać na „słowie honoru” zbrodniczego przywódcy. Ocena polskiego votum separatum w sprawie czeczeńskiego terroryzmu wymaga przypomnienia kilku podstawowych faktów. Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia instytucjonalne gwarancje tożsamości narodowej (które popiera) od separatyzmu do którego bynajmniej nie zachęca). Federacja Rosyjska nie jest państwem zbudowanym na zasadach, które Czeczenom mogłyby grozić utratą własnej tożsamości. Etniczni Rosjanie stanowią w niej wprawdzie 85% ogółu ludności, ale mimo to federacja składa się z 89 podmiotów, z których 21 (w tym Czeczenia) ma status republik z własnymi konstytucjami i prezydentami. W momencie rozwiązania Związku Radzieckiego (dokonanego, o czym często zapominamy dzisiaj, z inicjatywy Rosji) rosyjski prezydent Borys Jelcyn zaproponował częściom składowym Federacji Rosyjskiej, aby brały w swe ręce „tyle suwerenności, ile tylko mogą udźwignąć”. Skorzystano z tego w sposób maksymalny. Tatarstan, Baszkorstan (Baszkiria), a nawet Jakucja i maleńka ugrofińska republika Komi są w ramach Rosji odrębnymi państewkami, dysponującymi bardzo dużym zakresem suwerenności wewnętrznej. Wymagają od swych mieszkańców podwójnego obywatelstwa (ogólnorosyjskiego i lokalnego), uzależniając od tego korzystanie z praw politycznych; prowadzą politykę uprzywilejowania elit narodowych kosztem etnicznych Rosjan (choć ci ostatni stanowią niekiedy większość ludności); dysponują całkowitą kontrolą nad własnymi bogactwami naturalnymi, łącznie z prawem do prowadzenia handlu międzynarodowego; lokalne prawa miały do niedawna pierwszeństwo przed prawami federalnymi, co prowadziło do ustawicznej „wojny praw” (sprzeczności między prawami federalnymi a republikańskimi usuwać zaczęto dopiero za kadencji Putina). Kultury narodowe liczyć mogą nie tylko na swobodę rozwoju, lecz również na wsparcie z budżetu federalnego; w wypadku tzw. narodów małoliczebnych podtrzymuje ono istnienie zamierających dialektów, rzemiosł i sztuki ludowej, a nawet praktyk znachorskich, czyli „ludowej medycyny”. O poziomie zaspokojenia tych potrzeb decydują oczywiście realne możliwości, faktem jest jednak, że konstytucja rosyjska oraz traktat federalny z 1992 r. nie były pisane na użytek unifikatorów i centralistów. Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby Czeczenia miała dziś taki sam status jak Tatarstan – bardzo ceniący sobie zarówno wewnętrzną samorządność, jak i brak granic, politycznych i celnych, umożliwiający Tatarom prowadzenie ożywionej działalności gospodarczej w Moskwie. W maju 1992 r. wojska rosyjskie wycofały się z Czeczenii, oddając ją, w postaci samodzielnej republiki, w ręce samych Czeczenów. Prezydent Czeczenii, były radziecki generał Dżochar Dudajew, odmówił jednak podpisania traktatu federalnego, żądając całkowitej niepodległości na wzór Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja jako jedna z „republik związkowych” mogła powołać się na formalne „prawo do oddzielenia się” zawarte w konstytucji radzieckiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ Tekst A. Walickiego cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:08 Ponadto Dudajew pozwolił sobie na pewne prowokacje, które w kontekście wojen na Zakaukaziu wydawały się Rosji igraniem z ogniem. Jak trafnie zauważa sympatyzujący z Czeczenami W. Jagielski, w wejściu na drogę rozsądnych kompromisów przeszkadzały Dudajewowi „cechująca kaukaskich górali niepohamowana duma” oraz „brak doświadczenia i rozeznania w meandrach polityki” („Bałkany Rosji”, „GW”, 11-12.09); Jelcyn zaś, w obliczu konfliktu z Dumą, nie mógł pozwolić sobie na niepopularne ustępstwa (których pierwszym krytykiem stałby się wpływowy przewodniczący Dumy, czeczeński polityk Rusłan Chasbułatow). Tak czy inaczej w grudniu 1994 r. wybuchła pierwsza wojna czeczeńska. Od samego początku, niestety, towarzyszyły jej czeczeńskie akty terroryzmu, które przeniosły ją poza terytorium republiki. W czerwcu 1995 r. oddział Szamila Basajewa napadł na szpital w Budionnowsku, biorąc ponad tysiąc zakładników. W styczniu następnego roku inny oddział czeczeński napadł na szpital w dagestańskim Kizlarze. W obu wypadkach udało się jednak uniknąć masakry. W końcu sierpnia 1996 r. gen. Aleksander Lebiedź i szef sztabu czeczeńskiego, Asłan Maschadow, podpisali porozumienie pokojowe. Rosjanie przyjęli faktycznie wszystkie żądania strony czeczeńskiej i powtórnie wycofali z Czeczenii swoje wojska. Maschadow zaś wybrany został na prezydenta republiki. Dalszy rozwój wydarzeń poszedł jednak w kierunku, którego ani Lebiedź, ani Jelcyn nie mogli przewidzieć. W latach 1997-1998 wprowadzono w Czeczenii szarijat i republikę islamską, co równało się całkowitemu odrzuceniu konstytucji federalnej. Wyobraźmy sobie, jak zareagowałaby Unia Europejska na wprowadzenie republiki islamskiej w Kosowie! Rosjanie jednak, śmiertelnie zmęczeni wojną, powstrzymali się od interweniowania. Wciąż liczyli na Maschadowa, stracił on jednak wszelką kontrolę nad sytuacją. Stanął w obliczu opozycji własnych oficerów, uważających, że władza nad ludnością i bogactwami Czeczenii należy się zasłużonym kombatantom, a nie faworyzowanej przez prezydenta arystokracji klanowej. Musiał im ustąpić. Czeczenia przekształciła się w ogromne targowisko niewolników, na którym sprzedawano również rosyjskie dzieci, w potężny ośrodek handlu narkotykami oraz w wylęgarnię pomysłów, jak zdobyć władzę nad całym Kaukazem i ciągnąć zyski z kaukaskiej ropy. Ciekawym aspektem tego rozwoju wydarzeń było importowanie do Czeczenii najbardziej radykalnej odmiany wojującego islamu – jordańskiego wahabizmu. Był to nurt zupełnie obcy tradycjom czeczeńskiego sufizmu, reprezentującego najbardziej łagodną, kontemplacyjno-mistyczną wersję mahometanizmu. Zaszczepiając w Czeczenii wahabizm, ekstremiści czeczeńscy kierowali się dążeniem do przekształcenia własnego kraju w przyczółek agresywnego fundamentalizmu muzułmańskiego, mającego utworzyć w niedalekiej przyszłości „kalifat kaukaski” i całkowicie zniszczyć rosyjskiego wroga. Wraz z importem idei nastąpił import wyznających je ludzi. Komendę nad oddziałami czeczeńskimi obejmować zaczęli fundamentaliści arabscy. Jednym z nich był jordański wahabita, emir Chattab – osobiście powiązany z bin Ladenem, który powierzył mu zadanie „zniszczenia Rosji”. Założył on w jednym z uzdrowisk kaukaskich szkołę terrorystów, w której nauka zawsze kończyła się „egzaminem praktycznym”, czyli efektywnym aktem terroru. W sierpniu 1999 r. Szamil Basajew, przy aktywnym współudziale Chattaba, zorganizował zbrojną wyprawę na Dagestan, z zamiarem wzniecenia tam muzułmańskiego powstania, utworzenia państwa ogólnokaukaskiego, a następnie marszu na Moskwę. Nadzieje te spaliły na panewce, ludność Dagestanu okazała się niepodatna na idee ekstremistów. Wywołało to oczywiście wściekłość basajewowców; dali jej wyraz, organizując w następnym miesiącu wysadzanie domów mieszkalnych w Moskwie, w wyniku czego zginęło kilkaset niewinnych osób. W Polsce, niestety, próbowano bronić reputacji czeczeńskich „bojowników”, sugerując, że było to w istocie dziełem Putinowskich służb specjalnych, niewahających się używać najpotworniejszych nawet środków w celu zdyskredytowania sprawy czeczeńskiej (patrz K. Kurczab-Redlich w „GW”, 26.01.02). Wszystkie przytoczone wyżej informacje o Chattabie znaleźć można w artykule W. Jagielskiego „Koczownicy świętej wojny”, opublikowanym w roku 2002 na łamach „Gazety Wyborczej” (4-5.05.02). Dziwi więc fakt, że publicyści tejże „Gazety”, łącznie z jej redaktorem naczelnym, traktują dziś udział arabskich terrorystów w wojnie czeczeńskiej jako wymysł Putinowskiej propagandy. Dziwi też przytoczenie bez komentarza oświadczenia Basajewa, iż nie zna Osamy bin Ladena i nie ma z nim żadnych związków (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6). Basajew nie musiał być w osobistym kontakcie z bin Ladenem; wystarczy, że ściśle współpracował z jego bezpośrednim wysłannikiem, Chattabem. Chattab zginął w Czeczenii z ręki Rosjan. W odwecie za jego śmierć ekstremiści czeczeńscy napadli w Kaspijsku na orkiestrę wojskową, otoczoną dziećmi i weteranami wojny, przechodzącą przez miasto w ramach obchodów „dnia zwycięstwa” w wojnie z hitlerowskim faszyzmem. Zginęło 41 osób, w tym siedemnaścioro dzieci. Prezydent Bush zareagował na to wyrazami solidarności z Rosją (patrz „New York Times”, 10.05.02, s. 1). „Gazeta Wyborcza” natomiast opublikowała z tej okazji wymieniony wyżej artykuł Jagielskiego („Koczownicy świętej wojny”), opatrzony wizerunkiem Chattaba i wyrażający wielki, graniczący z podziwem, szacunek dla jego działalności. Ludzie typu Chattaba byli bowiem bohaterskimi idealistami, marzyli „o czymś czystym, sprawiedliwym, czymś, co mogło stać się zaczątkiem odrodzenia w ich własnych ojczyznach” („GW”, 4- 5.05.02). Przytaczam tę opinię bez jakichkolwiek zarzutów pod adresem Jagielskiego. Jest on utalentowanym autorem, osobiście znającym przywódców czeczeńskich i mającym pełne prawo do własnego zdania na ich temat. Czym innym jest jednak decyzja „Gazety”, która zareagowała na tragedię w Kaspijsku nie artykułem o bezmyślnym okrucieństwie terroryzmu, lecz artykułem o szlachetnych intencjach bohaterskiego terrorysty. Nie drukowano takich artykułów w związku z terroryzmem palestyńskim, mimo że wśród bojowników Hamasu także nie brak bohaterskich idealistów. Zastosowano więc podwójne standardy, grając na antyrosyjskich emocjach w podświadomości polskich czytelników. Uznano za oczywiste, że żądanie Rosjan, aby wspólnota międzynarodowa dała im „przyzwolenie na prowadzenie w Czeczenii takiej samej wojny, jaką przy aprobacie świata USA rozpoczęły w Afganistanie” (patrz cyt. artykuł Jagielskiego, s. 11), uważać należy za absurdalne i śmieszne. Nie wzięto pod uwagę, że dla czytelników wolnych od antyrosyjskiego bakcyla nie było w tym nic oczywistego – ani logicznie, ani moralnie i politycznie. Dalszy ciąg wydarzeń przybliża nas do sytuacji obecnej. Napaść Basajewa i Chattaba na Dagestan, a następnie wybuchy w dzielnicach mieszkalnych Moskwy skłoniły Putina do rozpoczęcia działań wojennych. 1 października 1999 r. wojska rosyjskie znowu wkroczyły na teren Czeczenii. Zajęcie terytorium republiki nie było problemem, większość ludności czeczeńskiej (można spierać się o to, jak znaczna, ale z pewnością większość) dystansowała się bowiem od idei ekstremistów. Pokonanie oddziałów ukrywających się w górach okazało się jednak zadaniem niewykonalnym, a propozycje kompromisu – łącznie z obietnicą przekazania Czeczenii wyłącznej własności zasobów naftowych na jej terytorium – nie podważyły determinacji zwolenników bezwarunkowej niepodległości. Właściwie trudno się temu dziwić: całkowita autonomia w Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ Tekst A. Walickiego cd. 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:11 Właściwie trudno się temu dziwić: całkowita autonomia w ramach Federacji Rosyjskiej jest czymś, co można było mieć od samego początku, a skoro tak, to akceptacja tej formuły dzisiaj byłaby przekreśleniem sensu dziesięciu lat walki. Wydarzenia z sierpnia i września br. (atak na dwa rosyjskie samoloty, tragedia w Biesłanie) dowodzą, że wybrano w tej sytuacji tworzenie faktów uniemożliwiających wszelkie kompromisy. Nie lepsza jest jednak sytuacja Rosjan, którzy nie mogą pozwolić sobie na kapitulację. Jest przecież rzeczą boleśnie jasną, że bezwarunkowa niepodległość Czeczenii oznaczałaby dziś wydanie tego kraju na pastwę brutalnych awanturników, destabilizację całego Kaukazu oraz „wojnę wszystkich ze wszystkimi”. Wystarczy spojrzeć na wybuchową sytuację w Gruzji. Rozumie to dobrze wspólnota międzynarodowa i dlatego wspiera Putina, a nie czeczeńskich szowinistów. Nie jest to wcale sprzeczne z popieraniem idei niezawisłego śledztwa, które wyjaśniłoby niektóre okoliczności tragedii biesłańskiej, w tym zaniedbania rosyjskich służb specjalnych. Analogiczne śledztwo toczy się przecież w USA w związku z wydarzeniami z 11 września 2001 r. Zastosowane miary byłyby więc jednakowe, a to przecież jest najważniejsze. Drastycznym przykładem rozpowszechnionego w polskich mediach stosunku do Rosji jest artykuł Marcina Wojciechowskiego pt. „Nurpaszi kury by nie zabił”, opublikowany 17.09 w „Gazecie Wyborczej”. Okazuje się, że niejaki Nurpaszi – jedyny terrorysta ze szkoły w Biesłanie, który przeżył i znajduje się w rosyjskim areszcie – jest terrorystą „dobrym”, który nie zabiłby nawet kury i który głęboko boleje nad tym, że zmuszony został do walki z Rosjanami. Nie interesuje mnie, ile jest w tym prawdy, zakładam, że różne dziwa możliwe są na świecie. W danym kontekście interesuje mnie tylko kwestia: czy możliwe byłoby opublikowanie analogicznego artykułu (zajmującego, dodajmy, całą kolumnę w wielkonakładowej gazecie codziennej), gdyby sprawa dotyczyła szkoły amerykańskiej lub izraelskiej? Jest rzeczą jasną ponad wszelką wątpliwość, że byłoby to nie do pomyślenia. Nasuwa to niestety myśl, że Rosja traktowana bywa w Polsce jak parias między narodami, niemogący liczyć na taki sam szacunek dla swej godności, jakim cieszą się silniejsi lub bardziej wpływowi członkowie społeczności międzynarodowej. Gdyby tak było, byłby to gruby błąd polityczny i moralny, wpisujący się w całą serię podobnych gestów wobec Rosji. Do najważniejszych spośród nich (o wiele ważniejszych niż polskie reakcje na Biesłan, ale wypływających z tego samego źródła) zaliczyłbym następujące: Wałęsowską odmowę przyjazdu na moskiewską defiladę z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny; uznanie obecności Oleksego na tej uroczystości za akt „narodowej zdrady”; odrzucenie rosyjskich propozycji, aby zbrodnię katyńską uznać za część zbrodni stalinowskiego totalitaryzmu, o których pamięć mogłaby łączyć (a nie dzielić) Polaków z Rosjanami; kontrpropozycję w tej sprawie, polegającą na wystawianiu Rosjanom (i tylko im! – bo już nie np. Ukraińcom czy Białorusinom) polskiego rachunku krzywd oraz przypominaniu o nim przy wszelkiej możliwej okazji; przede wszystkim zaś ostentacyjną, pogardliwą odmowę dostrzeżenia i wzięcia pod uwagę moralnego elementu Gorbaczowowskiej pierestrojki oraz moralnego składnika decyzji o demontażu systemu. Było to równoznaczne odmowie przyznania Rosjanom tego, na co mieli prawo liczyć: zachowania twarzy przy wycofywaniu się z socjalistycznego eksperymentu oraz przyjęcia do równoprawnej rodziny „cywilizowanych narodów Europy”. Wszystkie te moralne błędy, popełnione przez nas wobec Rosji, mają wspólny mianownik: brak zrozumienia wynikający z etnocentrycznego niedostatku wielkoduszności. Tak się złożyło, że pracowałem przez całe życie nad intelektualną historią Rosji. Już w czasie studiów (w okresie stalinowskim) wyraźnie odróżniałem komunistyczny totalitaryzm od narodowej kultury rosyjskiej. W momencie pojawienia się pierwszych oznak „odwilży” – było to równo 50 lat temu! – podjąłem decyzję dążenia w swej pracy do duchowego zbliżenia polsko- rosyjskiego. Przeświadczony byłem, że ustrój totalitarny załamie się kiedyś, co umożliwi Polakom i Rosjanom głębsze zrozumienie wspólnie przeżytej historii, wyzwolenie się od gruzu przeszłości oraz wspólne wkraczanie w samowiedną dojrzałość. Po 50 latach muszę stwierdzić ze smutkiem, że droga do tego celu jest jeszcze bardzo długa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stały czytelnikGW Programowa antyrosyjskość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:53 Obserwując polską prasę i stacje TV nawet postronny obserwator dostrzeże prowadzoną w naszych mediach antyrosyjską kampanię. Takie są fakty. Koń jaki jest każdy widzi. Rodzi się oczywiste pytanie: Dlaczego nasze media piszą o Rosji tendencyjnie i wyłącznie krytycznie? Prof. A. Walicki pisze i na ten temat w cytowanym powyżej artykule zamieszczonym w "Przeglądzie". Mnie osobiście zdumiewa sposób opisywania przez Was ostatnich wydarzeń w Rosji. Szczególnie przeraziły mnie próby usprawiedliwiania zabójców z Biesłana czynione bezpośrednio w czasie gdy mordowali oni osetyńskie dzieci. Szokują również podwójne miary jakie stosujecie w ocenianiu walki z terroryzmem. Nawet "Gazeta Wyborcza" wróciła do sposobów pisania zaczerpniętych z czasów Lońki Breżniewa. Tylko zamiast pisać o "amerykańskim inperializmie" i "krwawym Reaganie" pisze teraz, z użuciem tych samych chwytów i środków dziennikarskich, o "rosyjskich niegodziwościach". Za proste jest wasze widzenie dziesiejszej Rosji. Panie Redaktorze, poślijcie do Rosji wykształconych i bezstronnych korespondentów, którzy zobaczą i opiszą co się dzieje w tym gigantycznym państwie a następnie w swych korespondencjach pokażą nam, czytelnikom "GW", całą złożoność i niejednoznaczność zachodzących tam procesów (ale muszą to być koniecznie uzdolnieni dziennikarze z duży zasobem wiedzy i wybitną inteligencją, oczytani w Rosji i jej historii). Bo wszystko to co dzieje się w Rosji nie jest stereotypowe i proste jak opisują Pańscy obecni korespondenci. Obraża się Pan za to że W. Putin zdenerwował się na polskie media i pouczał prezydenta A. Kwaśniewskiego i że było to, pańskim zdaniem, pouczanie w stylu Leonida Breżniewa. A może Putinowi zależy na poprawie relacji miedzy Polską a Rosją, na pojednaniu którego szansa zarysowała się po upadku komunizmu w tym kraju i rozpadzie ZSRR? Może on sądzi, że nastawianie polskiej opinii publicznej wrogo do Rosji i Rosjan temu procesowi pojednania szkodzi, a zależy mu na nim, uważa je za jeden ze swych priorytotetowych celów? Prof. A. Walicki pisze: "Nasuwa to niestety myśl, że Rosja traktowana bywa w Polsce jak parias między narodami, niemogący liczyć na taki sam szacunek dla swej godności, jakim cieszą się silniejsi lub bardziej wpływowi członkowie społeczności międzynarodowej. Gdyby tak było, byłby to gruby błąd polityczny i moralny,wpisujący się w całą serię podobnych gestów wobec Rosji. Do najważniejszych spośród nich (o wiele ważniejszych niż polskie reakcje na Biesłan, ale wypływających z tego samego źródła) zaliczyłbym następujące: Wałęsowską odmowę przyjazdu na moskiewską defiladę z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny; uznanie obecności Oleksego na tej uroczystości za akt „narodowej zdrady”; odrzucenie rosyjskich propozycji, aby zbrodnię katyńską uznać za część zbrodni stalinowskiego totalitaryzmu, o których pamięć mogłaby łączyć (a nie dzielić) Polaków z Rosjanami; kontrpropozycję w tej sprawie, polegającą na wystawianiu Rosjanom (i tylko im! – bo już nie np. Ukraińcom czy Białorusinom) polskiego rachunku krzywd oraz przypominaniu o nim przy wszelkiej możliwej okazji; przede wszystkim zaś ostentacyjną, pogardliwą odmowę dostrzeżenia i wzięcia pod uwagę moralnego elementu Gorbaczowowskiej pierestrojki oraz moralnego składnika decyzji o demontażu systemu. Było to równoznaczne odmowie przyznania Rosjanom tego, na co mieli prawo liczyć: zachowania twarzy przy wycofywaniu się z socjalistycznego eksperymentu oraz przyjęcia do równoprawnej rodziny „cywilizowanych narodów Europy”. Wszystkie te moralne błędy, popełnione przez nas wobec Rosji, mają wspólny mianownik: brak zrozumienia wynikający z etnocentrycznego niedostatku wielkoduszności." Pańska gazeta, Panie Redaktorze, ma wielkie zasługi w budowie pojednania polsko-niemieckiego. Czy nie może włączyć się w budowę takiego pojednania Polaków z Rosjanami zamiast robić to co do tej pory? Czy Rosja dziś, w aktualnych realiach, musi być wciąż naszym "wrogiem"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ws Dobry tekst! IP: *.dip.t-dialin.net 29.09.04, 13:10 W czasie, gdy banda zwyrodnialcow strzela do dzieci, polskie gazety z GW na czele publikuja komentarze, z ktorych wynika, ze tak naprawde to wszystkiemu winne sa rosyjskie wladze z Putinem na czele. Nie, to nie zadna sterowana kampania propagandowa, to po prostu antyrosyjska awersja sprawila, ze naszym (ach jakze demokratycznym, tolerancyjnym i oswieconym) panom redaktorom nagle i rozum i takt z glow wyparowaly. Zenujace, a wlasciwie to obsceniczne, byly te pouczania redakcyjnych medrcow, co Rosjanie powinni byli zrobic a czego zaniechac, z kim rozmawiac a z kim nie, podczas, gdy banda oblakanych bandziorow strzelala dzieciom w plecy. Ta niekonczaca sie gadanina o "bojownikach" (chyba bojownikach przeciwko czlowieczenstwu i cywilizacji) i "separatystach" (odseparowujacych sie od reszty ludzkosci), ta paplanina mogla byla chociaz na chwile ustac, dopoki ciala ofiar tych "bojownikow" jeszcze cieple byly, mozna bylo potrzymac jezyk za zebami. Ale pokusa powywyzszania sie nad ruskimi byla za silna. To, ze Rosja prowadzi imperialna polityke, ze w Moskwie ma miejsce stopniowa restauracja dyktatury nie usprawiedliwia obarczania Rosjan odpowiedzialnoscia za wszystko. Czegos takiego, jak "niepodlegla Czeczenia" w latach dziewiecdziesiatych ani Rosja demokratyczna, ani dyktatorska ani pokojowa ani imperialna tolerowac nie mogla. Tak jak Amerykanie nie mogli tolerowac rezymu talibow. Na pewno Rosjanie popelniali i popelniaja w Czeczenii bledy. Na pewno zolnierze armii rosyjskiej dopuszczaja sie zbrodni. O tym wszystkim powinno sie pisac Ale nie powinno sie na sile wtlaczac faktow w schemat "walki uciskanego ludu przeciwko ciemiezcy". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:15 Podaję źródło, z ktorego pochodzi tekst Prof. A. Walickiego: www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=24 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary T Moskal to Moskal IP: *.adsl.tele2.no 29.09.04, 11:25 Zjawa Moskalu Polska płynie po twoich rękach Mordowałeś w ukryciu wolno i w mękach Moskiewski kat w Katyniu Naród zgładzał Morze agonii w łagrach potwór zagładzał Przez całe wieki brodzimy we własnej krwi Nawet dzisiaj z trupa oficerów Moskal drwi Przeszliśmy i morze czerwone do wolności Na wale szańca bezmiar, ból nagich kości Wyją mogiły, zadręczone ofiary Niebo chyli drzwi herosom bez miary Wyjdzie z Katynia zjawa wojownika Niebiańska wolność w raju nie znika Cezary T. 2004-09-03 01:11:53 Kiedy zaproszono Sołżenica (ofiarę rosyjskiej martyrologii gułag i orędownika wolności) na uroczyste otwarcie pomnika w Katyniu, Sołżenicyn odmówił i skomentował to tak cyt. Za 200 lat tam pojadę! Przyjaciel Mickiewicza Puszkin pisał do Cara cyt. Zbuntowaną Warszawę unicestwić. Rzeź Pragi tak się rodziła właśnie. W sztukach Dostojewskiego Polak to złodziej, bandzior, malwersant, oszust, wiarołomca, gwałciciel, pijak itp. Dostojewskiego czyta cały Świat Rosjanie anty polonizm wpisany mają w swoją kulturę, a ich małolaty są karmione polakożercą Dostojewskim od wieku szkolnego! Dzisiaj jak za Kalety Moskwa ściąga haracze z całego imperium niewoli Dzingis Chana. Tragedia porwanych dzieci w Górnej Osetii, ojczyźnie Stalina, jest wykładnią zezwierzęcenia stosunków międzyludzkich w Rosji. O ile USA została zaatakowana wewnątrz z zewnątrz, to Rosję zaatakowali jego właśni obywatele, nie pierwszy to raz. Rosja to mentalnie Górna Osetia w każdym szczególe, to jej obraz własny, to tysiące moskiewskich dzieci żyjących dzisiaj w realnym kanalizacyjnym gnoju. Rosja je potrzebuje, bo tylko one w przyszłości skąpią we krwi każdego w obronie moskiewskiego potwora, który na obraz własny z dzieci potwory uczynił! Cezary T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maruda Dziennikarska sraczka. IP: *.gdynia.mm.pl 29.09.04, 11:30 Zwracam się do naszych rosyjskich kolegów - świetnie wiecie, że polskie media stoją przed wami otworem. Publikowaliśmy i będziemy publikowali nadal rosyjskie głosy prezentujące różne punkty widzenia. *************************** Publikujecie głównie poglądy rosyjskich dziennikarzy, albo mających pretensje do życia, albo twardogłowych, z którymi polemika nie ma sensu. Komentarze w sprawie Biesłanu były kroplą przepełniająca czarę. Krytyka Rosji jest bardzo subiektywna. Nawet Iran, Kuba, Białoruś i Korea Płn. nie mają tak złej prasy w Polsce, jak Rosja. Nie twierdzę, że Rosji należy się taryfa ulgowa, jednak osoby czytające doniesienia z róznych stron świat na pewno widzą duża różnicę w traktowaniu potknięć USA i Rosji. Sprawa "polskich obozów zagłady" jest dobrym przykładem: USA i Izrael zostały potraktowane ulgowo. GW przeszła nad tym do porządku dziennego. Natomiast każde negatywne wydarzenie w Rosji wywołuje w GW i innych polskich mediach napad dziennikarskiej sraczki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obłomow Re: Dziennikarska sraczka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 12:52 Ruskie przeproście za 17.09 i pol wieku okupacji. Wypłaccie odszkodowania. Wtedy będziecie mieli prawo do krytykowania Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZZ Re: Dziennikarska sraczka. IP: *.top.net.pl 29.09.04, 13:40 Pewnie dlatego, że USA i Izrael nie są wrogami Polski. Poza tym nieodpowiedzialna czy nawet głupia wypowiedź w tamtejszej prasie nie jest równoznaczna ze stanowiskiem rządu. W Rosji co innego. Tam prasa prezentuje linię polityczną ekipy rządzącej. Za czasów ZSRR służyła do tego, oprócz tzw. PRAWDY, także LITIERATURNAJA GAZIETA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Prof. Walicki kontra Michnik IP: *.d.pppool.de 29.09.04, 14:22 Wydaje mi sie, ze Polska ostatnio niemadrze wykorzystuje swoje 5 czy 20 minut pelnego oddechu. Ten czas niejakiej beztroski, kompletnego braku zagrozen powinen byc lepiej zagospodarowany, jesli status quo ma otrzymac silne i trwale fundamenty. Sa oczywiscie madre posuniecia jak np. wejscie do NATO i do EU. To, ze do tego doszlo to chyba zasluga zbiorowego narodowego marzenia, ktore nie sposob bylo zagluszyc, no i dostrzezenie przez tzw. elity wladzy i tych co na nie wplywaja dodatkowych korzysci i sfer wplywow (w odniesieniu do EU), ktore z kolei narodowi do glowy nie przyszly. Obok tych sukcesow jest faktem, ze od ca. 1,5 roku (od troche przed atakiem na Irak) rozpoczela sie polityka awantur, zaczepek i konfrontacji z sasiadami, ktora powoli lecz stale narasta. Wiele juz o tej polityce prowadzacej sila rzezcy do pewnej izolacji Polski w Europie i podwazajacej zaufanie do niej napisano, nie ma sensu sie powtarzac. Mnie patrzac z zagranicy rzuca sie mocno w oczy, ze polski krajobraz mediow jest tak malo zroznicowany. Ton nadaja praktycznie GW i Rzeczpospolita. Brakuje natomiast opiniowtorczych dziennikow o przeciwleglych pogladach. W Niemczech jest 5-6 bardzo liczacych sie dziennikow o ogolnokrajowym zasiegu, obslugujacym spektrum od lewa do prawa z akcentem na centrum, w Polsce tego brak. Niewatpliwie msci sie sprzedaz mediow zagranicznym inwestorom, ale wszystkiego to nie wyjasnia. Lata komunizmu utrudniaja dzis centrolewicowosc pogladow, amerykanizacja zas dyfamuje powoli pojecie liberalizmu, a bez tego wszystkiego trudno o prawdziwy pluralizm. Mysle, ze profesorowie, eksperci i publicysci - znawcy roznych tematow (np. rosyjskich)o pogladac rozniacych sie od michnikowej papki powinni o wiele silniej zaznaczac swoja obecnosc w zyciu publicznym. Ot chocby poprzez organizwanie duzych, mocno naglasnianych konferencji, seminariow itd... Powinni starac sie przyciagac znane osoby z zagranicy, ktore stanowia magnes takich spotkan i wplywaja na ich sukces. Uczelnie powinny stanowic think-tanks dla rzadu, ale nie think-tanks ktore poruszaja sie tylko w jednym kierunku. Jak narazie kontrreakcja jest bardzo watla i p. Michnik moze glosic swoje poglady niczym prawdy objawione. Prof. Walicki nie powinien sie wiec dziwic, ze rzad zachowuje sie (kwestia kondolencji w sprawie Osecji) tak, jak mu Michnik w GW napisze. W gospodarce rynkowej zasada: "stoj chicho w kacie, jak jestes dobry, to cie znajda" nijak nie dziala. Trzeba duzo wiecej halasu medialnego wokol dobrych, madrych i dalekowzrocznych pogladow. Te zle i niekorzystne halasuja same i nie trzeba ich wcale do tego namawiac. patrze na rozwoj w Polsce z zagranicy i pewnych rzeczy nie rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arczyslaw Re: Prof. Walicki kontra Michnik IP: *.sympatico.ca 29.09.04, 18:43 Tak to jest jak "relatywizm moralny" probuje sie dopasowac do wymagan "realpolityk". Wartosci demokratyczne moga funkcjonowac tylko wtedy gdy sa zakotwiczone w wartosciach moralnych. Odpowiedz Link Zgłoś
sem.mes notatka na zamówienie 29.09.04, 12:24 Jeśli polskie media wyrażały się w tonie „antyrosyjskiej propagandy” to jak odczytać artykuł i ton artykułów np. BBC: news.bbc.co.uk/1/hi/world/europe/3632332.stm Nevertheless, some responsibility for the calamitous outcome also belongs to Russia's special military units which, yet again, bungled a rescue operation and exacerbated the tragedy. chyba tylko tak że notatka ta została sporządzona na konkretne zamówienie I nic wspólnego z obiektywna ocena sytuacji nie ma, ah ale to przecież banał. Kto spodziewał by się od oficjalnej notatki Rosjan obiektywnej oceny, bo ja nie. Odpowiedz Link Zgłoś