lubat
04.09.16, 13:27
Stare przysłowie mówi, że martwego lwa nawet małpa szarpie za ogon. Tu lew (Obama) jest jeszcze całkiem żywy, ale małpa - Chińczycy - już go szarpią, chociaż niekoniecznie za ogon.
Jak czytam w FAZ, przyjęcie Obamy w Chinach było dalekie od kurtuazji czy uniżoności typowej dla Europy. Kiedy Air Force One wylądował, okazało się, że "zabrakło" trapu, po którym Barak mógł się sturlać na płytę lotniska. Musiał opuścić samolot gdzieś z tyłu z daleka od kamer TV (chociaż nie podano, w jaki sposób on to uczynił, bo chyba nie po trapie ewakuacyjnym).
Ale to nie wszystko, były jakieś przepychanki między chińskimi służbami bezpieczeństwa i delegacją amerykańską, a także z amerykańskimi dziennikarzami. W artykule nie wspomina się ani słowem o ochroniarzach Obamy, bez których on się nie wypuszcza za granicę. Ciekawe, co oni robili w obliczu chińskiej "agresji"?
Jeśli o tym pisze FAZ, przecież to nie jakaś bulwarówka, to musiało tam być ostro.
PS. Użycie przenośni małp w stosunku do Chińczyków nie jest żadną obrazą. W tradycji Wschodu małpa to mądre i czcigodne zwierzę:)
PS2. Obama cały incydent zbagatelizował, ale co innego mógł zrobić? Zobaczymy, jak to zostanie potraktowane przez media i polityków amerykańskich.
www.faz.net/aktuell/politik/ausland/amerika-und-china-obama-spielt-eklat-am-flughafen-herunter-14419635.html