polski_francuz
22.10.16, 18:21
Jechalem pociagiem bardzo niedawno i stalem sie swiadkiem zadziwiajej sceny. Obok mnie, po drugiej stronie przejscia, siadla para mlodych ciemnoskorych ludzi. Chlopak i dziewczyna majacy z 16-19 lat. Siedzieli grzecznie, zagladali, jak to mlodzi, do smartfonu i o czyms tam rozmawiali.
Nadeszla kontrola biletow i okazalo sie, ze mlodzi ludzie biletow nie mieli. Kontroler stwierdzil, ze trzeba zaplacic za podroz. Na co mlodzi mowia, ze nie maja pieniedzy. Potem poprosil ich o dokumenty i je dostal. Gorsza sprawa byla z adresem. Mlody czlowiek podal adres ulicy dajac jedynie numer i czesc jej nazwy czyniac ja niedozidentyfikowania. Kontroler bardzo grzecznie wysluchiwal i staral sie wytlumaczyc, ze trzeba znac cala nazwe ulicy. W koncu wypisal mandat i dal kazdemu z mlodych dokument, do podpisania. Dal im go i sobie poszedl.
A mlodzi dalej siedzieli i rozmawiali, jakby nigdy nic. W wagonie byla jeszcze inna mloda ciemnoskora dama ze smartfonem, ktora podobnie nie miala biletu i podobnie dostala mandat.
Kontrole sobie poszly dalej a ja sie zastanowilem czy mlodzi kiedykolwiek te mandaty zaplaca? I wyszlo mi, ze to raczej ja je zaplace z podatkow a na pewno nie ci mlodzi.
Zadziwil mnie tez spokoj kontrolera, ktory pewnie nie pierwszy raz takie mandaty daje. I olimpijski spokoj mlodych, ktorzy pewnie czesciej w podobny sposob podrozuja. Wlasnie bez biletu.
Moze nie wiedza, ze w pociagu trzeba miec bilet?
Dziwna sprawa
PF