polski_francuz
13.08.17, 12:05
Z zainteresowanie przeczytalem artykul o krolu Anglii Edwardzie VIII, ktory podal sie do dymisji bo zakochal sie w niszlachetnej Amerykance Simpson. Artykul pokazuje, ze za te dymisja kryla sie angielska racja stanu, gdzyz krol z dynastii Windsorow byl zwolennikiem Hitlera i utrzymywal z nim bliskie kontakty. Nie bojmy sie wielkich slow: Edward VIII byl zdrajca angielskiej racji stanu.
Popatrzmy sie na racje stanu, gdyz tu wlasnie o nia chodzilo tym, ktorzy "zatuszowali" brunatnosc krola. Pokazali kochliwego krola, wielkosc jego uczucia i jego zdolnosc do poswiecen poprzez rezygnacje z funkcji krola. A ze suweren jest najwazniejszym Anglikiem i pelni role podobna do prezydenta w innych krajach, to przedstawiono tym samym Anglikow jako uczuciowych i zdolnych do poswiecen dla wybranek ich serca. Powiedzmy, ze to dosc sympatyczny obraz.
Przejdzmy teraz na polskie podworko gdzie dominuja obecnie ataki na "zdrajcow" Ojczyzny: prezydenta Polski Walese i sprzedajnego premiera Polski Tuska (ten "zdrajca" sprzedal sie Niemcom i uciekl za granice do Brukseli). Te ataki sa lansowane przez partie bedaca w Polsce u wladzy i maja miejsce w panstwowych mediach sa zatem jak najbardziej oficjalne.
Tylko czy sluza polskiej racji stanu? Nie sluza, gdyz pokazuja, ze Polacy ani nie potrafia wybrac godnego szacunku przywodcy ani nie potrafia zachowac ciaglosci swoich struktur panstwowych, ktore na sile i na chybcika chca zmienic.
Wnioski sa oczywiste i wynika z nich koniecznosc powrotu do szanowania poprzednikow, ktorzy popelniali bledy jak kazdy ale byli wybrani przez Narod.
Ale czy zostana wyciagniete?
PF