borrka
17.09.18, 15:06
Jak dość powszechnie wiadomo, standardowy obywatel ma dwóch dziadków.
Ponieważ Wyborcza zachęca ostatnio do pisania wspomnień, napiszę, ale po starej znajomości na forum.
Temat dotyczy wrześnie 1939, więc dodatkowo aktualny w rocznicę bolszewickiego najazdu.
W tym wypadku klasyka - jeden Dziadek uciekł przed Katyniem, drugi przed rowem w Borach Tucholskich.
Ten z Korytarza, figurujący na wszelkich możliwych listach proskrypcyjnych 5 kolumny, zbiegł do Kongresówki/GG.
Głównym problemem logistycznym był jego wspólnik i przyjaciel, którego musiał schować na jakiejś zabitej dechami wsi, bo wyraznie semicka "uroda" wykluczała podróż do GG, w towarzystwie Dziadka, wykupionego już z policji za całe rodzinne złoto.
Podobno się uratował, ale podkreślam - podobno.
Drugi Dziadek, ten warszawski, też miał problemy "z Zydami".
Przed Katyniem uratował go generał Kleeberg i niemiecki oflag.
Pułkowi koledzy, jak jeden mąż trafili do sowieckiej niewoli, Dziadek, w bałaganie wrześniowej porażki, zabłąkał się do Kleeberga .
I właśnie w oflagu zaczęły się "starozakonne" kłopoty.
Wprawdzie zdecydowany Warszawiak, ale urodził się w jakimś sztetlu i to zostało we wszystkich dokumentach, z książeczką oficerską włącznie.
Jasne, że 1000-letnia Rzesza nie odpuszczała polskim oficerom takich skaz genetycznych.
W trybie pilnym Rodzina załatwiała metryki chrztu do czwartego pokolenia, które do dziś mam w swoim biurku, no kopie, bo oryginały chyba w berlińskich archiwach:)
Fajno popatrzeć na dokumenty rodzinne, ze swoim nazwiskiem, z 18 wieku!