borrrka
25.03.25, 10:41
Bardzo ostrożnie wypowiadam się na tematy amerykańskie, bo się nie znam.
Ale trudno dłużej udawać, że nic się nie dzieje.
To widać, słychać i czuć.
Jałta była adresowana do wschodnioeuropejskiej dziczy i to cywilizowany świat przełknął lekkim twistem, zajęty planem Marshalla.
Na Wschodzie i tak nie mają takich potrzeb, liberalno-demokratycznych znaczy.
Ale dziś jest zgoła inaczej - adresatem poczynań prezydenta Trumpa jest świat anglosaski i quasi anglosaski.
Tzn. ci, co przy drugim piwie w pubie w Bristolu mówili mi, że w USA czują się jak w domu, a jakby co,
Amerykanie na drugi dzień będą w Yurop.
Otóż dziś wyraźnie mówią, że nie będą.
Plus różne fajne koncepcje w rodzaju stanu Canada i stanu Grenlandia.
Czy to możliwe, że na skutek napływu nieanglosaskiej ludności USA stały się całkiem inne?
I to nie tylko językowo.