borrrka
14.05.25, 01:38
Przed blisko 30 laty mieszkałem w Warszawce na Mokotowie z Asią z Afryki.
Jako "powracający" z powracającą.
Dysponując Asią nie potrzebowałem kaset video na długie sierpniowe wieczory, bo opowieści dziewczęcia z przedmieść Johannesburga zastępowały modne podówczas obrazy Psy, czy Psy2 Pasikowskiego.
Filmy o rozkwitającej w Bolandzie gangsterce pruszkowsko-wołomińsko-radzieckiej nie dorastały do, autentycznych w końcu, historii Asi o ludach wyzwolonych z okowów apartheidu .
To był czysty Hollywood, ale taki od 7 lat, bo Asię przyprowadziła ze szkoły amerykańskiej moja zstępna.
Jedno dziecię nie miało się gdzie podziać po ucieczce z RPA, a drugie się wzruszyło niedolą.
Dziś - powtarzam, po 30 latach - telewizja kolorowa donosi o kolejnej fali uciekinierów pod skrzydła nie tyle starego Wałęsy, co Muska Reeve Elona.
Najwytrwalsi Afrykanerzy dają nogę i nie nauczę się Afrikaans, bo od kogo?
A planowałem.
Ciężki, niderlandzki charakter zmusił Afrykanerów do ucieczki od dobrego koleżki z czarną buzią.
I sam będzie ją nadymał...