Dodaj do ulubionych

TERORYZM A ODWET

IP: *.dialup.eol.ca 10.05.02, 06:03
Kiedy oskarzano nas Polakow nieslusznie o spowodowanie mordu w Jedwabnem,
profesor Strzembosz byl wspanialym i elokwentnym oredownikiem prawdy i naszego
honoru. Dzis kiedy podobne kalumnie skierowuje sie w kierunku Izraelczykow,
broniacych swego istnienia przed nienawiscia islamskiego fanatyzmu, jest rzecza
smutna, ze moze poprzednia polemika zacmila obiektywny umysl profesora. A
przeciez jezeli chcemy by oceniano nas obiektywnie to nie wolno nam sie uwiesc
pociagajacej mozliwosci odplacenia sie za poprzednie zniewagi w momencie kiedy
nas Izraelski partner przechodzi trudna godzine. Bo przeciez ci co bronia w
Izraelu zycia ludzkiego przed bestialskim fanatyzmem samobojcow-mordercow nie
moga byc odpowiedzialni za pseudo-naukowe brednie pana Grossa.

Dlatego warto spojrzec na polemike pana macieja Rybinskiego z dzisiejszej
Rzeczypospolitej:

Usprawiedliwiona odpowiedź Izraela

MACIEJ RYBIŃSKI

Polemika pana Tomasza Strzembosza z moim i Jacka Moskwy tekstami sprowadza się,
sądzę, do rozeznania, że na Bliskim Wschodzie starły się ze sobą dwa równoważne
terroryzmy - palestyński z izraelskim. Jacek Moskwa i ja, pomijając kwestię
różnic między terrorem i terroryzmem - terrorowi na ogół poddawane są osoby
wyselekcjonowane wedle kryteriów politycznych, terroryzmowi ludzie całkiem
przypadkowi - uważamy, że między poczynaniami bojówek palestyńskich a akcjami
obronnymi, nawet odwetowymi państwa izraelskiego, istnieje pewna zasadnicza
różnica. Między innymi taka, że państwo Izrael kierowane jest przez rząd
wyłoniony przez demokratycznie wybrany - z udziałem Arabów, obywateli Izraela -
parlament, a armia izraelska nie jest tajnym sprzysiężeniem, którego cele,
organizacja i przywództwo nieznane są opinii światowej.

Ponieważ pan Strzembosz jako przykład terroryzmu i terroru podał zamach na
Kutscherę, a także realny i imaginacyjny odwet hitlerowców, i ja odwołam się do
wyobraźni. Niedawno na łamach niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine
Zeitung" ukazał się artykuł amerykańskiego dziennikarza Roberta B.
Goldmanna "Polityczne nadużywanie wypędzonych i uchodźców". Autor zaproponował
w nim właśnie grę wyobraźni. Zarysował wizję powojennych Niemiec, które
odmawiają przyjęcia wypędzonych z polskich ziem zachodnich i czeskich Sudetów.
Kilka czy kilkanaście milionów Niemców przez 6 dziesięcioleci koczuje w obozach
nad Odrą albo w Worku Żytawskim, zaopatrywanych w broń i materiały wybuchowe
przez kilka państw niemieckich. Rodzą się pokolenia ludzi tymczasowych,
wychowywanych w przekonaniu, że ich los może odmienić tylko likwidacja państwa
polskiego i państwa czeskiego. Powrót do sytuacji sprzed 1945 roku.

Jest to porównanie ryzykowne, ale nie bardziej niż Strzemboszowe porównanie
wysadzenia autobusu z dziećmi w stolicy suwerennego państwa Izrael do
zastrzelenia generała SS i policji w okupowanej stolicy okupowanej Polski.
Trzeba pamiętać o tym, że terroryzm palestyński poprzedzony był trzema
normalnymi, zwykłymi, zgodnymi z kryteriami międzynarodowego konfliktu
zbrojnego wojnami pomiędzy grupą państw arabskich a Izraelem. Dopiero po 1967
roku, a na dobre po 1973 świat arabski zmienił taktykę wobec Izraela - otwartą
konfrontację zastąpił podstępny terroryzm. Bez uchodźców, obozów, poczucia
tymczasowości w strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu, bez odpowiedniej
atmosfery podpartej ideologicznym i religijnym fanatyzmem terroryzm palestyński
nie byłby możliwy.

Palestyńczycy są większości świata arabskiego potrzebni tam, gdzie są i w
takiej właśnie kondycji bytowej i moralnej. Są nawozem pod przyszłe, arabskie
panowanie nad ziemią Izraela i Jerozolimą. Nawozem najcenniejszym są ci, którzy
poświęcają własne życie, pociągając w śmierć innych, zupełnie przypadkowych.
Jakie interesy polityczne, wewnątrzpolityczne w poszczególnych państwach
arabskich są realizowane poprzez wspieranie terroryzmu, to temat na osobną
rozprawę. Warto może przypomnieć, że nie tak odległy jest czas, kiedy terroryzm
palestyński czy arabski cieszył się wsparciem ZSRR, NRD i PRL. Lewicowe
sympatie dla terrorystów są czkawką po tamtych czasach. Prawicowe nie taką znów
zagadką - żyjemy wszak w czasach załgania i kompletnej dekompozycji postaw
moralnych.

Nawet nieuważny obserwator musiał dostrzec pewną prawidłowość w rozwoju
sytuacji na Bliskim Wschodzie - ilekroć, pod naciskiem światowej opinii
publicznej i światowych mocarstw, dochodzi do rozmów izraelsko-palestyńskich,
ilekroć rysuje się możliwość porozumienia i stabilizacji, proces pokojowy jest
przerywany przez nową falę zamachów. Możliwe są tylko dwa wyjaśnienia tego
fenomenu: albo przywódca Autonomii Palestyńskiej Jaser Arafat jest partnerem
nieuczciwym i stara się zwieść i oszukać izraelskich negocjatorów, albo nie ma
żadnej realnej władzy i dostatecznych wpływów wśród Palestyńczyków, aby ich
nakłonić do przestrzegania zawartych uroczyście porozumień. Skłaniam się raczej
ku pierwszej możliwości, a to dlatego, że gdyby perspektywą Arafata i władz
Autonomii było budowanie własnego państwa, to przy tym zakresie pomocy
materialnej od państw arabskich, ONZ, Unii Europejskiej, a także Izraela (o
czym mało kto wie) byłyby to już ziemie wysoko rozwiniętej cywilizacji.

Reasumując, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla palestyńskiego terroryzmu. Na
terroryzm Izrael odpowiada terrorem - tu jest to rozróżnienie - zapewne
uwzględniając także bliskowschodnią mentalność, wedle której niepomszczona
ofiara traci nie tylko życie, ale i godność. Pomsta jest obowiązkiem bliskich -
i tak nakręca się spirala terroryzmu i kontrterroru.

Pan Tomasz Strzembosz deklaruje pełną bezradność wobec sytuacji na Bliskim
Wschodzie. Może ma rację, dopóty przynajmniej, dopóki terroryzm palestyński
będzie emocjonalnie wspierany w zakresie o wiele większym niż wspierane są
wysiłki Izraela na rzecz ostatecznego pokoju, a nie samolikwidacji państwa
Izrael.



Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka