che.guevara
29.04.05, 02:57
Nie każdy klecha musi być zdrajcą sprzedającym ojczyznę w imię jakiegoś
potrójnego gusła czy samozapłodniającej się dziewicy, czy też złodziejem
okradającym własną ojczyznę poprzez głoszenie kato-ideologii.
Ale od początku. Czy powinniśmi ojca Hejmo aż tak potępiać za jego czyny?
Donosił na Wojtyłę zwanego Janem Pawłem II i patrząc na sprawę po prostacku,
bez zagłębiania się w szczegóły i ówczesne stosunki międzynarodowe, możnaby
nawet go potępić. ALE zamiast reagować jak ogłupione prostaczki, pokroju
typowych Amerykanów, ślepo wierzących w jedyną słuszną ideologią głoszoną
przez większość środków masowego przekazu, postarajmy się pomyśleć.
Były lata 80-te, ni z gruszki ni z pietruszki wybrano jakiegoś tam Wojtyłę z
Polski (kraj wtedy niepomiernie bardziej ceniony w świecie niż dziś, ale
ceniony za sukcesy gospodarcze i sportowe a nie za kato-zabobony) na papieża,
przecież nawet coś takiego jak współczesny statystyczny Amerykanin, wysilając
z lekka swe szare komórki, powinien dojść do wnioski że bez brudnych łap
imperialistycznej amerykańskiej agentury taki akurat wybór nie byłby możliwy.
Śpieszę czym prędzej uspokoić cenzurę iż wcale nie oskarżam Karola Wojtyły,
zwanego JPII, o służeniu wrogiemu imperium zła zza oceanu które miało
wycelowane w Polskę kilkaset głowic jądrowych. Jednakże nieda się ukryć że
śajejowska (CIA'owska) agentura miała wobec Wojtyły "wielkie" plany i
zamierzała go wykorzystać do rozpirzenia od środka własnej ojczyzny i jak się
uda to i bratnich krajów. Oczywiście Wojtyła nie dał się wciągnąć w te
brudne, zdradzieckie gierki, czego najlepszym dowodem jest stosunek generała
Jaruzelskiego do zmarłego papieża, generał nieraz udowodnił że nie owija w
bawełnę pod publiczkę i jak już kogoś ceni to szczerze. Kolejny dowód to
solidarusza zawierucha początku lat 80-ych, kiedy to ludzie kościoła
podległego Papieżowi Polakowi starali się uspokajać zdziczały motłoch, a nie
jak chciała Reaganowska junta dążyć do wojny domowej. Zresztą, tak
marginesie, to cały kościół w Polsce za PRLu potrafił nieraz udowodnić że
żyje w dobrej symbiozie z władzą ludową, inna sprawa że wynikało to głównie z
lisiej chytrości krk i umięjętności dorwania się do każdego koryta, ale to
temat na inną dyskusję...
Więc mamy ustalone, że JPII nie był żadnym zdrajcą. No ale dobra, wiemy to
teraz, ale czy na początku lat 80-ych mogliśmy mieć tą pewność? Tym bardziej
biorąc pod uwagę pierwszą wizytę Wojtyły pod ksywką Jana Pawła II (wtedy
jeszcze nie wielkiego) w Polsce i to jaki wpływ miał na masy. Oczywiście dziś
wiadomo że Polska tępota zarówno wtedy jak i później słyszała z ust Jana
Pawła II, nie jego prawdziwe przesłania, lecz to co chcieli polaczki
usłyszeć, ale to wiemy dziś a wtedy nie mieliśmy takiej pewności.
Więc podsumowując, wszystkie te wymienione powyżej fakty i przypuszczenia,
możnabyło mieć akurat wtedy podejrzenia, iż Wojtyła / JPII był na smyczy CIA,
a jeśli były takie podejrzenia, to czy donoszenie na kogoś takiego jest
zdradą? Czy donoszenie na kogoś kto był podejrzewany o konszachty z państwem
zamierzającym zamienić Polskę, przy pomocy nuków, w radioaktywną pustynię,
godzi się nazywać zdradą i przestępstwe???
Według mnie nie!!! Dlatego mimo mojego znanego stosunku do czarno-purpurowej
mafii jestem przeciw nagonce na Ojca Hejmo!!!