meerkat1
29.09.05, 17:54
Przed chwila Senat USA zatwierdzil 17tego w historii Stanow Zjednoczonych
Sedziego Najwyzszego, blednie czesto okreslanego jako prezesa Sadu
Najwyzszego.
Mimo opozycji liberalnych demokratow Roberts uzyskal zdecydowane poparcie
ponad dwoch trzecich Senatu.
Zatwierdzenie Sedziego Najwyzszego jest druga co do waznosci decyja jaka moze
podjac amerykanski Senat; pierwsza jest wypowiedzenie wojny.
Poniewaz sedzia Roberts ma zaledwie 50 lat, najprawdopodobniej, jesli dopisze
mu zdrowie, bedzie kierowal pracami Sadu Najwyzszego co najmniej przez
najblizsze cwiercwiecze.
Obecnie oczy zwrocone sa na prezydenta Busha, ktorz ma na dniach oglosic
nazwisko swego kandydata (prawdodobnie kobiety) na stanowisko, ktore opuszcza
Sandra Day O'Connor, mianowana na nie przez prez. Reagana.
Uplasowanie swego kandydata w Sadzie Najwyzszym uchodzi ogolnie za
najbardziej istotna decyzje jaka moze podjac prezydent USA (poza , rzecz
jasna, rozpoczeciem dzialan zbrojnych), poniewaz kandydat taki bedzie wplywal
na decyzje najwyzszego sadu kraju jeszcze w wiele lat po opuszczeniu Bialego
Domu przez polityka, ktory go wysunal.