Dodaj do ulubionych

Pytanie do Helgi, kochanki i sali-

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 13:27
Czy lubicie Susan Sontag ?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kot Sali Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- IP: *.toya.net.pl 14.09.02, 14:25
      :)))))
    • sala_paulina Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- 14.09.02, 16:12
      Susan Sontag

      Rozmawiała Irena Grudzińska - Gross 13-09-2002

      Nie pogrążajmy się w głupocie - z Susan Sontag wybitną pisarką amerykańską
      rozmawia Irena Grudzińska - Gross



      Od jak dawna mieszka Pani w Nowym Jorku? Zdaje się, że tu się Pani urodziła?

      Urodziłam się w Nowym Jorku, ale wyjechałam stąd, gdy miałam sześć miesięcy.
      Wróciłam ponad 25 lat później, po rozwodzie. Wyszłam za mąż bardzo młodo,
      miałam siedemnaście lat, i po dziewięciu latach rozwiodłam się. Więc po
      rozwodzie przyjechałam do Nowego Jorku, z siedmioletnim synem, i rozpoczęłam
      prawdziwe życie. Fakt, że urodziłam się tutaj, nie miał dla mnie znaczenia,
      może nawet wolałabym urodzić się gdzie indziej, bo byłaby to lepsza opowieść:
      urodziła się na prowincji i przyjechała do wielkiego miasta. Nowy Jork wydaje
      mi się czymś, na co trzeba zasłużyć, co się wybiera i zdobywa. Mój syn także
      jest zadowolony, że urodził się w Bostonie, bo też jest entuzjastą Nowego
      Jorku. Dobrze jest pochodzić skądinąd - Nowy Jork to miasto przeznaczenia,
      które należy do całego świata, prawdziwie kosmopolityczne.

      To jest coś, co odróżnia Nowy Jork od wszystkich innych miejsc w Stanach
      Zjednoczonych.

      Wiadomo przecież, że reszta Stanów nie przepada za Nowym Jorkiem. Po 11
      września to się na krótko zmieniło, ale Nowy Jork jest nielubiany właśnie za
      to, co mnie się tu podoba. Nie przepadam za kulturą amerykańską, jest w niej
      wiele rzeczy, których raczej nie lubię lub wobec których mam mieszane uczucia.
      Bardzo mnie dotyka imperialna arogancja Ameryki, jej głęboka obojętność wobec
      reszty świata. Ale mieszkając w Nowym Jorku, jest się w mieście cudzoziemców,
      na małej wyspie przyczepionej do wschodniego wybrzeża tego kontynentu. Można
      czuć się blisko Europy, blisko całego świata. Tu można całkiem nieźle przeżywać
      swoją ambiwalencję wobec Ameryki [śmiech]. Jest to ciągle jeszcze część Ameryki
      i ma wiele jej aspektów, ale większość ludzi, których znam, ma obcy akcent, to
      cudzoziemcy. Lubię także gęstość tego miasta, oczywiście mam na myśli głównie
      Manhattan. Ale w przeciwieństwie do przeciętnego jego mieszkańca czasami
      wybieram się do Brooklynu, Bronxu czy Queensu i reszta tego rozległego miasta
      nie jest mi całkiem obca. Tam również jest ta niezwykła gęstość, choć inna niż
      na Manhattanie, bo jest to ludzka gęstość. Czytałam, że w szkołach Queensu
      słyszy się 187 języków! Można znaleźć się tam w obcym kraju, w dzielnicy
      pakistańskiej czy chorwackiej. To coś w rodzaju miniaturowego odtworzenia
      świata.

      Nowy Jork ma też słabe strony, na przykład paskudną architekturę. Miasto dobrze
      się komponuje jako całość, ale nie ma tu zachęty do stawiania interesujących,
      współczesnych budynków, jak to się dzieje w Los Angeles, a przede wszystkim w
      Chicago czy Houston. Nowy Jork nie jest piękny, ale jest olśniewający,
      szczególnie nocą. Dla mnie to miejsce magiczne. Gdybym nie mieszkała w Nowym
      Jorku, nie mieszkałabym w Ameryce, za którą nie przepadam. To Nowy Jork
      umożliwia mi bycie w Ameryce.

      11 września 2001 roku była Pani w Berlinie.

      Niestety

      Napisała Pani wtedy słynny komentarz dla tygodnika "New Yorker". Był to krótki
      tekst, bardzo ostry, a jego ostrze skierowane było przeciwko reakcji rządu
      amerykańskiego na tę tragedię.

      Nikomu w takiej sytuacji nie służy retoryka konfliktu: cywilizacja przeciwko
      barbarzyństwu, chrześcijaństwo przeciw islamowi

      Ja także byłam w owym czasie poza Nowym Jorkiem i rozumiem tę reakcję. Ale
      pamiętam, że ludzie byli naprawdę dotknięci Pani stwierdzeniem, że - wbrew
      temu, co powiedział prezydent Bush - terroryści wcale nie byli tchórzami.

      Czy to nie dziwne? Nie powiedziałam nawet, że byli odważni, a tylko - że nie
      byli tchórzami. Myślę, że odwaga nie ma wymiaru moralnego. To prawda, że jest
      to cecha atrakcyjna, ale każdy rozumie, że osoby niemoralne także mogą być
      odważne.

      Wielu ludzi, na przykład [angielski eseista] George Steiner, spędzają całe
      życie, zastanawiając się nad tajemniczym faktem, że komendant obozu w Auschwitz
      Rudolf Hess w ciągu dnia oddawał się pracy - to znaczy posyłał ludzi do gazu,
      wyrywał matkom dzieci, rozbijał ich główki o ściany - a wieczorem wracał do
      domu, całował żonę i swoje dzieci, i zasiadał do fortepianu, żeby grać
      Schuberta. Więc Steiner zastanawia się bez końca nad paradoksem i tajemnicą
      tego połączenia okrucieństwa ze sztuką. Ja w tym nie widzę żadnej tajemnicy.
      Kto powiedział, że źli ludzie nie mogą kochać sztuki? Że natura ich
      okrucieństwa pozbawia ich zdolności przeżywania sztuki czy muzyki? Tak samo
      można powiedzieć, że źli ludzie mogą być odważni, to mi się wydaje oczywiste.
      Chodziło mi o to, że obrzucanie ich wszelkimi inwektywami jest bezsensowne,
      wulgarne i poniżające. Po co mówić, że ten atak był tchórzliwy, kiedy to nie
      jest prawda? Ta akcja była odważna, przemyślana i wymagająca znacznego [tu
      szuka słowa] stoicyzmu. Język inwektyw pozbawia nas zdolności rozumienia. Dla
      mnie najważniejsze w tym tekście było ostatnie zdanie, w którym
      napisałam: "Tak, pogrążmy się razem w żałobie, ale nie pogrążajmy się razem w
      głupocie". Ale ludzie tego nie zauważyli.

      Ciekawi mnie, czy napisałaby Pani taki tekst, gdyby 11 września była Pani w
      Nowym Jorku, a nie w Berlinie?

      [Po zastanowieniu] Myślę, że nie. Byłam wtedy w Berlinie jako gość Akademii
      Amerykańskiej i mieszkałam w jednym z ich budynków. Rzadko oglądam telewizję,
      nie mam nawet telewizora. Ale wtedy siedziałam właśnie przy biurku, a w rogu
      pokoju stał telewizor. Zadzwonił do mnie znajomy z Rzymu i powiedział: "Wieże
      World Trade Center zostały zaatakowane, włącz telewizję".

      Ja tam właśnie byłam, w Rzymie, także przed telewizorem.

      Kiedy włączyłam telewizję, zaatakowana była już druga wieża, ale obie jeszcze
      stały. Następne dwadzieścia godzin spędziłam przylepiona do ekranu, więc gdy
      nazajutrz znajomy redaktor z "New Yorkera" zadzwonił z propozycją, żebym coś
      napisała, wiedziałam tylko to, co zobaczyłam w telewizji.

      Zareagowałam z taką ostrością, bo wzburzył mnie sposób, w jaki rząd prezentował
      to wydarzenie. Zobaczyłam, że wpadła im w ręce wielka gratka, że będą teraz
      mieli raison d'etre, nową niekończącą się wojnę, jeszcze lepszą niż zimna
      wojna. Terroryści mogą być wszędzie, wszędzie można ich znaleźć, to taka sama
      kategoria jak komuniści w latach pięćdziesiątych - w Ameryce "komunista" to był
      epitet przyczepiany każdemu, kto na przykład był za legalnością aborcji.
      Zrozumiałam to wszystko, bo widziałam nie samo wydarzenie, tylko jego
      reprezentację. I zobaczyłam paradę ludzi, których nieco znałam - [byłych
      sekretarzy stanu] Richarda Holbrooka, Madeleine Albright i Henry'ego
      Kissingera - którzy w CNN mówili dokładnie tymi samymi słowami i cytowali się
      nawzajem: "jak słusznie powiedział mój szanowny kolega" itd. Tymczasem wiem, że
      te trzy osoby nienawidzą się nawzajem, i że każda odrzuca politykę zagraniczną
      pozostałych "szanownych kolegów". Zrozumiałam, że to oznacza zduszenie
      jakiejkolwiek debaty, bo przecież takie jest znaczenie wszechobecnego
      hasła "Stoimy zjednoczeni". Nie waż się powiedzieć czegoś innego

      A więc dzięki tej paradzie głosów, dzięki CNN, uświadomiłam sobie - i to się
      niestety później sprawdziło - że oto w Stanach Zjednoczonych następuje nowy
      wzrost poczucia siły wobec reszty świata, co wydaje mi się bardzo złowrogie.
      Nie zobaczyłabym tego, gdybym nie oglądała telewizji, tylko stała na dachu
      budynku, w którym mieszkam, skąd widać cały Manhattan. Z pewnością
      poleciałabym, tak jak wielu moich znajomych, żeby pomagać. Dostarczałabym
      rękawice dla strażaków czy coś równie potrzebnego, razem z ludźmi, których
      znam, a którzy spędzili te pierwsze dwa dni tam pracując. I z pewnością byłabym
      całkowicie wciągnięta w dramat ludzki, usiłując towarzyszyć im i pomóc, nie
      myśląc o niczym innym. Byłam już w życiu na paru wojnach i wiem, że gdy ktoś
      leży na ziemi, jedyną myślą jest
      • Gość: mefet Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 19:04
        Nie odpowiadasz na pytanie. Chodzi mi o odpowiedź wartościującą.
    • Gość: Ed Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- IP: 2.4.STABLE* / 192.168.115.* 14.09.02, 19:11
      Gość portalu: mefet napisał(a):

      > Czy lubicie Susan Sontag ?

      Wprawdzie pytanie nie do mnie ale odpowiem. Nie znam pani Sontag, wiec nie wiem
      czy ją lubie czy nie, natomiast z pewnością nie podzielam jej skrajnie
      lewicowych, żeby nie powiedzieć lewackich pogladów.

      • Gość: mefet Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 20:02
        Gość portalu: Ed napisał(a):

        > Gość portalu: mefet napisał(a):
        >
        > > Czy lubicie Susan Sontag ?
        >
        > Wprawdzie pytanie nie do mnie ale odpowiem. Nie znam pani Sontag, wiec nie
        wiem
        >
        > czy ją lubie czy nie, natomiast z pewnością nie podzielam jej skrajnie
        > lewicowych, żeby nie powiedzieć lewackich pogladów.

        I w tym tkwi cały podstęp. Kochanka, Helka i Sala sprzymierzyły się z
        najbardziej obskurancką, tępą i konserwatywną częścią USA. Ich przyjaciółkami
        są teraz antyaborcjonistki i antyfeminiści ( popierają Izrael), wrogowie to S.
        Sontag i Chomski.


        >
    • _helga Re: Pytanie do Helgi, kochanki i sali- 14.09.02, 20:08
      Gość portalu: mefet napisał(a):

      > Czy lubicie Susan Sontag ?


      Lubie, nawet bardzo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka