wojo!!!!
15.09.02, 12:44
Zabójczy brak wyobraźni
PIOTR GABRYEL
Japoński atak na Pearl Harbour jest wykluczony! - upierał się w 1938 r. na
łamach "American Mercury" były amerykański dyplomata George Fielding Eliot.
W tym samym roku premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain i premier
Francji Eduard Daladier - windując do rangi cnoty wcześniejszą niemoc w
sprawie zniszczenia hitlerowskiego imperium zła - zawarli z Hitlerem układ w
Monachium. Wielka Brytania mogła wybierać "między hańbą a wojną" - ocenił
wówczas Winston Churchill - tymczasem "wybraliśmy hańbę i będziemy mieć
wojnę". Ilu ludzi życiem przypłaciło karygodny brak wyobraźni Chamberlaina i
Daladiera, możemy z grubsza obliczyć.
A ilu z nas zabije brak wyobraźni współcześnie nam rządzących? Słuchając
oświadczeń kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera i prezydenta Francji
Jacques'a Chiraka, uparcie odmawiających poparcia dla amerykańskiej akcji
zniszczenia reżimu Saddama Husajna, można mieć obawy, że wielu. Aż strach
pomyśleć, jakichż to jeszcze dowodów (czyli: ilu ofiar?) potrzebują Schröder
i Chirac, by uzyskać potrzebną im pewność, że Husajn oraz inni terroryści
naprawdę nam zagrażają.
Czy atak biologiczny lub chemiczny na Berlin wystarczy? A uderzenie trzema
porwanymi samolotami w centrum Paryża? A może dopiero zniszczenie Rzymu za
pomocą ładunku jądrowego średniej mocy pozwoli im lepiej się zorientować w
prawdziwych planach Husajna i bin Ladena? Ale może nawet wówczas, przed
ewentualnym uderzeniem na Irak, Schröder i Chirac - by zamanifestować swą
dobrą wolę i bezgraniczny humanitaryzm - woleliby najpierw zawrzeć z
Husajnem układ pokojowy, powiedzmy, w Bagdadzie?
Na szczęście, oprócz prezydenta USA George'a Busha, także premierzy Wielkiej
Brytanii Tony Blair i Hiszpanii Jos� Maria Aznar zdają się wiedzieć, iż
czołganie się nie chroni przed upadkiem, i rozumieć, że ludzie tacy jak
Husajn oraz bin Laden rozumieją tylko jeden język - język siły, i tylko w
tym języku można z nimi skutecznie negocjować. Nie jestem pewien, czy
pojmują to polscy politycy, którzy coraz bardziej (pod presją Brukseli?)
kluczą między szukającymi racjonalnego rozwiązania Amerykanami a
kunktatorskimi Niemcami i Francuzami.
Tymczasem wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy - mawiał Albert Einstein.
Wyobraźnia, umiejętność przewidywania zagrożeń i przeciwdziałania im - z
pożytkiem dla wyborców - to elementarna cecha dobrego polityka. A jak
określić polityka, który wyobraźni jest pozbawiony, który przewiduje rozwój
wydarzeń często wbrew oczywistym faktom? Zwłaszcza wtedy, gdy ten jego brak
wyobraźni okazuje się dla wyborców - w sensie jak najbardziej dosłownym -
zabójczym brakiem wyobraźni?
Autor jest I zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Wprost".