Gość: nik
IP: 209.187.169.*
25.09.01, 08:03
http://www.tygodniksolidarnosc.pol.pl/2001/ts38/t25.html
BERNARD MARGUERITTE napisał w Tysolu:
Dramat ataku terrorystycznego spowodował, że Ameryka zaczęła odkrywać, że jest
nienawidzona przez wielu ludzi na świecie. To odkrycie jest bolesne. I
amerykańska prasa zadaje podstawowe pytania: jakie są źródła tej nienawiści? Co
możemy zrobić, aby to zmienić? Czy wojenna zemsta poprawi czy pogorszy sytuację?
C. Alton Robertson zastanawia się w Los Angeles Times (15/09), czy "zemsta to
jest to, na co oczekują sprawcy wtorkowej zbrodni" i czy zemsta "może cokolwiek
rozwiązać". Odpowiada: "zemsta, nie zrównoważona przez prawdę, nie osiągnie
niczego i spowoduje zwiększoną furię i dalsze działania odwetowe; zemsta bez
towarzyszącego egzaminu sumienia nie zda się na wiele". Znany komentator James
Carroll podkreśla tak samo w Boston Globe (15/09), że "odpowiedź na pogwałcenie
porządku społecznego innymi pogwałceniami porządku społecznego oznaczać będzie,
że terroryści wygrali". W tym samym dzienniku (13/09) Lawrence J. Korbis,
sekretarz ds. obrony w administracji Reagana, stwierdza też, że "uderzenie
teraz na ślepo z użyciem siły militarnej wywołałoby skutki odwrotne od
zamierzonych". W Washington Post William Rasperry zaczyna i kończy swój artykuł
słowami: "będzie gorzej". Na przykład, kiedy Ameryka "odkryje, że eliminacja
ben Ladena nie rozwiązuje problemu". Komórki terrorystyczne, dodaje, są
rozrzucone po świecie jak antyzachodni, rozpowszechniający się rak. Zwykłe
odpowiedzi wojenne najprawdopodobniej spowodują, iż rak będzie jeszcze bardziej
agresywny i złośliwy".
Amerykański egzamin sumienia spowoduje, że - w słowach Richarda Cohena
(Washington Post - 14/09) - "we wtorek gdzieś w gruzach poległa jeszcze inna
ofiara: nasza niewinność". Faktem jest, że szukając źródła nienawiści do
Ameryki, dziennikarze tego kraju znajdują je ze wspaniałą otwartością. Mówimy o
stanie wojny, pisze James Carroll, ale "dla wielu, wielu ludzi na świecie ich
bieda jest już swego rodzaju stanem wojny". Richard Cohen wyraża pogląd, że
Ameryka została zaatakowana nie, jak twierdzi prezydent Bush, dlatego, że "jest
najwspanialszą latarnią wolności i możliwości na świecie", ale "dlatego, że
miesza się bez przerwy w sprawy Środkowego Wschodu". Ameryka zabiła wielu
muzułmanów, "ma wojska zbyt blisko Mekki", wspiera Izrael, który "kontroluje
święte muzułmańskie miejsca w Jerozolimie", nie mówiąc o stosunku do narodu
palestyńskiego. Ameryka utrzymuje embargo, od którego cierpią irackie dzieci, i
popiera skorumpowanych i dyktatorskich przywódców. (..)Ale problemów jest
więcej, odkrywają najlepsze dzienniki Ameryki. Ta wojna, podkreśla Cohen, "jest
wojną duchową, wojną kulturową". Amerykanie eksportują "szkodliwą nowoczesność -
muzykę, ubrania, pogardę dla tradycji i autorytetów". "Jesteśmy, powiada,
niebezpiecznymi ludźmi". Tak samo Ronald Steel pisze w New York Timesie
(14/09), że wielu nienawidzi Ameryki, "dlatego, że promujemy Ťnowy porządek
światowyť kapitalizmu, indywidualizmu, sekularyzmu i takiej demokracji, która
ma być normą wszędzie. Jesteśmy dyrygentem globalnego systemu ekonomicznego,
który dyktuje, co inni mają produkować, ile mają zarabiać i czy będą lub nie
mieć pracę. Z dumą deklarujemy, że jesteśmy niekwestionowanym number one na
świecie, a potem dziwimy się, kiedy inni mogą nas uważać za odpowiedzialnych za
to wszystko, co jest dla nich zagrożeniem w nowoczesnym świecie".
Najwyraźniej szok powoduje, przynajmniej w najlepszych dziennikach Ameryki,
otrzeźwienie. Amerykanie odkrywają, że nie tylko terroryści i barbarzyńcy
odrzucają ich porządek, ale i ci, którzy demonstrują przeciw globalizacji lub
wszyscy ci, którzy nie akceptują cywilizacji materializmu, liberalizmu,
hedonizmu i konsumeryzmu.