pepe.lopez
17.10.05, 03:41
Kogoś, kto będzie wypłacał co rok jałmużnę, będzie bronił przed tymi, z którymi zadrze i pogłaszcze po kwadratowej główce...
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20051017&id=sw12.txt
Izrael boi się końca kurateli USA
Izraelskich analityków coraz poważniej niepokoi słabnąca pozycja Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej spowodowana zarówno problemami wewnętrznymi, jak i błędną polityką międzynarodową. Profesor Jehuda Bauer na łamach wczorajszego wydania izraelskiego dziennika "Maariw" zastanawia się wręcz nad koniecznością znalezienia dla Tel Awiwu nowego sojusznika, który skutecznie strzegłby interesów Izraela na Bliskim Wschodzie.
Mocno zaniepokojony krachem amerykańskich planów wobec Iraku izraelski profesor historii zauważa, że potęga największego sojusznika Izraela nie będzie trwać wiecznie. Pośrednio przyznaje on, że wpływ żydowskiego lobby w USA ma swoje granice, a nastroje antywojenne Amerykanów w jego ocenie osiągnęły "zatrważający Tel Awiw pułap".
Bauer zwraca uwagę, że "zadłużenie zagraniczne USA osiąga, według różnych ocen, 7-8 bilionów dolarów, przy czym, od jednej trzeciej do jednej czwartej tej sumy Ameryka jest winna Chinom", dlatego "trudno wyobrazić sobie, że amerykański dług będzie rósł w sposób nieograniczony". Izraelski profesor historii obawia się, że spodziewane niezadowolenie warstwy najuboższych Amerykanów "okaże się na tyle silne, że odrzuci ona obecne władze". Bauer obawia się, że wyniesieni do władzy na fali niezadowolenia ludzie nie będą już tak otwarcie prowadzić na koszt amerykańskiego podatnika proizraelskiej polityki bliskowschodniej.
Według publicysty, "dalsze sztukowanie potęgi wojskowej USA również wydaje się niemożliwe". "