Dodaj do ulubionych

what happens when you make decisions

03.11.05, 08:48
Czy ktos moze przetlumaczyc co on chce wyrazic?

"I understand not everybody agrees with the decisions I've made, but that's
not unique to Central or South America," Bush said. "Truth of the matter is,
there's people who disagree with the decisions I've made all over the world.
And I understand that. But that's what happens when you make decisions.


news.yahoo.com/s/ap/20051102/ap_on_go_pr_wh/bush_latin_america;_ylt=AnfahkrNN7PSmFdayp.xl59Aw_IE;_ylu=X3oDMTA3OXIzMDMzBHNlYwM3MDM-
Obserwuj wątek
    • bloczek4 :))))))) 03.11.05, 08:50
    • you-know-who Co dzieje sie gdy ja podejmuje decyzje 03.11.05, 10:52
      "Rozumiem, ze nie kazdy z was zgadza sie z decyzjami ktore podjalem, ale
      nie martwcie sie, tak jest nie tylko z wami w ameryce srodkowej i poludniowej"
      powiedzial busz. "szczerze mowiac, zauwazylem ze jest ludzie ktorzy widza ze
      jestem karlem umyslowym o fizjonomii malpy i maja z tym problem, na calym swiecie.
      I ja to rozumiem. Ale to tak jest, kiedy sie ode mnie oczekuje podejmowania
      decyzji. Te prace zalatwil mi tata, a potem pokazal mi sie pan bog - nie miejcie
      do mnie pretensji."

    • wujekjurek Re: what happens when you make decisions 03.11.05, 15:18
      Ja to rozumiem w ten sposób: Nazywam się George W. Bush, jestem republikańskim
      prezydentem USA więc jest sprawą zrozumiałą, że moje decyzje są powszechnie
      krytykowane. Gdybym sią nazywał Fidel Castro i miał posadę el Comandante na
      Kubie, to tylko niewielka grupka mieszkańców Florydy otwarcie maiała by do mnie
      pretensje. A światowa lewica uwielbiała by mnie. Nikt by nie kwestionował
      mojej polityki zagranicznej ani moich posunięć gospodarczych. Nikomu by nie
      przeszkadało, że dałem ciepłe posady członkom mojej rodziny. Nikt by się nie
      ośmielił publicznie, w miediach oskarżać moich podwładnych o działania
      niezgodne z prawem. Nikt by mi nie demonstrował dzień i noc pod moim domem.
      Byłbym prezydentem dłużej niz dwie kadencje i nikomu by to nie przeszkadzało.
      Eh, życie dyktatora jest piękne. Ale ja niestety jestem tylko prezydentem
      demokratycznego kraju.
      • jennifer5 zadzialalo doskonale 03.11.05, 16:58
        wujekjurek napisał:

        > Ja to rozumiem w ten sposób: Nazywam się George W. Bush, jestem
        republikańskim prezydentem USA więc jest sprawą zrozumiałą, że moje decyzje są
        powszechnie krytykowane. Gdybym sią nazywał Fidel Castro i miał posadę el
        Comandante na Kubie, to tylko niewielka grupka mieszkańców Florydy otwarcie
        maiała by do mnie pretensje. A światowa lewica uwielbiała by mnie. Nikt by nie
        kwestionował mojej polityki zagranicznej ani moich posunięć gospodarczych.
        Nikomu by nie przeszkadało, że dałem ciepłe posady członkom mojej rodziny. Nikt
        by się nie ośmielił publicznie, w miediach oskarżać moich podwładnych o
        działania niezgodne z prawem. Nikt by mi nie demonstrował dzień i noc pod moim
        domem. Byłbym prezydentem dłużej niz dwie kadencje i nikomu by to nie
        przeszkadzało. Eh, życie dyktatora jest piękne. Ale ja niestety jestem tylko
        prezydentem demokratycznego kraju.

        --------------------------------------------------------------------------------

        Drogi Wuju, jak widac po Twoim wpisie to co powiedzial Bush w NY pewnego
        majowego dnia dziala, przynajmniej w Twoim przypadku zadzialalo doskonale:

        "See, in my line of work you got to keep repeating things over and over and
        over again for the truth to sink in, to kind of catapult the propaganda." —
        George W. Bush, Greece, N.Y., May 24, 2005
        • wujekjurek Re: zadzialalo doskonale 03.11.05, 17:18
          Czy jest (i kiedykolwiek był) na świecie polityk, któremu patrzono by na ręce
          az do tego stopnia jak wszystkim prezydentom USA?

          Być może podejrzewasz mnie o pozbawione wątpliwości poparcie dla Busha. Jeśli
          tak jest to się mylisz. Ja po prostu nie lubię tej lewackiej maniery mieszania
          z błotem kogoś tylko dlatego, że na to pozwala, że jest to bezpieczne.

          Przez wiele lat zachodnioeuropejska intelektualna lewica organizowała
          demonstracje krytykujące wszystkie posunięcia władz amerykańskich, a swoją
          niechęć do USA wyrażała niosąc poertety swoich idoli: Mao i Che Guevary.

          O ile słuszna moim zdaniem była krytyka wojny w Wietnamie i obecnej w Iraku, to
          stawianie za wzór właśnie Mao albo paru innych "rewolucjonistów" było dowodem
          graniczącej z głupotą bezgranicznej naiwności protestujących. Przecież Mao
          jest odpowiedzialny za śmierc chyba 30 milionów ludzi!

          Jeśli krytykujemy przywódców zachodnich, to powinniśmy stosować te same
          kryteria w stosunku do innych.
    • jennifer5 when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 17:13

      > "I understand not everybody agrees with the decisions I've made, but that's
      > not unique to Central or South America," Bush said. "Truth of the matter is,
      > there's people who disagree with the decisions I've made all over the world.
      > And I understand that. But that's what happens when you make decisions.

      ---

      1). wujekjurek mu wierzy i jest zawsze za.

      ---

      2). "Thousands of protesters staged rallies on Wednesday across the United
      States against the policies of President George W. Bush, including the war in
      Iraq and response to Hurricane Katrina."

      ---

      3)."The Bush regime is out to remake the world with its policies," said
      organizer Sunsara Taylor. "From the war in Iraq to environmental policies to
      the remaking of the Supreme Court ... we are staring down the barrel of fascism
      in this country."

      ---

      4). "People who steal elections and believe they're on a mission from God will
      not go without a fight," said lead organizer Maggie Lawless.

      ---

      5). High school and college students walked out of class to join the rally,
      which organizers say is dedicated to ousting President Bush

      ---

      6). Organizers said they planned to interrupt Bush's next State of the Union
      address in January.

      ---

      7). In Chicago, organizers estimated more than 500 people attended a downtown
      rally amid police dressed in riot gear. A few masked protesters waved Iraq
      flags and vandalized American flags.

      ---

      8). Olivier Martineau, 16, walked out of his high school with 17 others to join
      the march. "I am strongly against the war in Iraq," he said. "We are always
      sticking our noses into other people's business when we don't even realize our
      battles at home."

      --------------------------------------------------------------------------------

      ps: szczegolnie te szesnastolatki to musza byc lewacy, innego tlumaczenia nie
      ma.

      --------------------------------------------------------------------------------

      news.yahoo.com/s/nm/20051103/ts_nm/bush_protests_dc_2;_ylt=An.A4QItKDBEHqJiiLFW8bQGw_IE;_ylu=X3oDMTA2ZGZwam4yBHNlYwNmYw--
      • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 17:32
        No dobrze ale czego dowodem są te wydarzenia, te protesty, te negatywne
        wypowiedzi? Ano tego, że amerykański system polityczny na to pozwala.

        Przed kilku laty, w czasie jakiejs kolejnej zawieruchy politycznej, widziałem
        na ulicy w Waszyngtonie grupkę smutnych młodych ludzi z wielkim napisem "Stop
        the police state". Popatrzyłem na nich i pomyślałem sobie, że ta sytuacja jest
        jedną z definicji pojęcia paradoks. Bo oni twierdzą wszem i wobec, że żyją w
        państwie policyjnym a jednocześnie policja (obecna w okolicy) zupełnie ich
        ignorowała. W związku z tym zachowanie policji przeczyło treści napisu, bo
        gdyby USA rzeczywiście były państwem policyjnym, to nie władze nie pozwoliły by
        nikomu na paradowanie po ulicach stolicy kraju z transparentem o tej treści.

        Niemniej jednak światowa lewica wiesza psy na USA i innych krajach
        demokratycznych, bo przecież ludzie zarzucają ich władzom naróżniejsze
        niegodziwości. Więc musi być bardzo źle. Nie słychać tego typu narzekań na
        Kubie, w Korei Północnej, nie było słychać kiedyś w Polsce (w czasach PRL-u)
        więc widocznie policja jest tam szlachetna. Nie słychac głosów krytyki wobec
        polityki Fidela, kubańskie szesnastolatki nie wychodzą ostentacyjnie ze szkoły,
        żeby zaprotestować. Widocznie wszyscy żyją szczęśliwie i nie ma na Kubie nawet
        jednej osoby, której coś się nie podoba.
        • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 18:41
          wujekjurek napisał:

          > No dobrze ale czego dowodem są te wydarzenia, te protesty, te negatywne
          > wypowiedzi? Ano tego, że amerykański system polityczny na to pozwala.


          Drogi Wuju nie odwracaj kota ogonem. Wlasnie dlatego zeby tak zostalo potrzebne
          sa i sa te demonstracje. To nie jest dowod ze w kraju jest dobrze, to jest
          dowod ze dzieje sie cos zlego.
          • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 20:01
            Tą wypowiedzią przypominasz oficjalna propagandę PRL-u, która też eksponowała
            najróżniejsze protesty na Zachodzie jako dowód niezadowolenia klasy pracującej,
            studentów itp. "W socjaliźmie natomiast..." protestów nie było, bo po prostu
            nie było takich potrzeb. Wszyscy żyli szczęśliwie i nikt nie miał
            najmniejszych zastrzeżeń do polityki Partii i rządu. Owszem, bywały jakieś
            awantury. W Poznaniu w 1956, w całej Polsce w 1968, na Wybrzeżu w 1970, w
            Radomiu w 1976, w całej Polsce w 1980-81 i później też. Ale to nyły
            nieuzasadnione ekscesy bandy warchołów wspieranych przez dywersyjne rozgłośnie
            radiowe i inne "określone koła na Zachodzie".

            Prawda jest taka, że nie ma społeczeństwa, które w 100% popiera to, co się
            dzieje w kraju. Masz rację, protest jest oznaką, że ktoś jest niezadowolony i
            dlatego demokracja zachodnia daje ludziom prawo do strajku i innych form
            wyrażania opinii. Protest jest czymś negatywnym ale nieuniknionym, tak jak
            kłótnia małżeńska.
            • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 20:56
              wujekjurek napisał:

              > Tą wypowiedzią przypominasz oficjalna propagandę PRL-u, która też eksponowała
              > najróżniejsze protesty na Zachodzie jako dowód niezadowolenia klasy
              pracującej,
              >
              > studentów itp. "W socjaliźmie natomiast..." protestów nie było, bo po prostu
              > nie było takich potrzeb. Wszyscy żyli szczęśliwie i nikt nie miał
              > najmniejszych zastrzeżeń do polityki Partii i rządu. Owszem, bywały jakieś
              > awantury. W Poznaniu w 1956, w całej Polsce w 1968, na Wybrzeżu w 1970, w
              > Radomiu w 1976, w całej Polsce w 1980-81 i później też. Ale to nyły
              > nieuzasadnione ekscesy bandy warchołów wspieranych przez dywersyjne
              rozgłośnie
              > radiowe i inne "określone koła na Zachodzie".
              >
              > Prawda jest taka, że nie ma społeczeństwa, które w 100% popiera to, co się
              > dzieje w kraju. Masz rację, protest jest oznaką, że ktoś jest niezadowolony
              i
              > dlatego demokracja zachodnia daje ludziom prawo do strajku i innych form
              > wyrażania opinii. Protest jest czymś negatywnym ale nieuniknionym, tak jak
              > kłótnia małżeńska.

              wujek, ty cos bajdurzysz, sprawdz poparcie jakie ma bush i przestan nadawac.
              • felusiak1 Ales sobie na glowe sprowadzil, wujekjurek 03.11.05, 21:18
                Jeszcze cie nie obszczekala i nie zmieszala z blotem ale juz powoli nerwy jej
                puszczaja.
                Narazie mowi tylko, ze bajdurzysz i powinienes sprawdzic poparcie dla Busha.
                Ten stopien poparcia ma zmienic twoj sposob postrzegania i wtedy byc moze
                dostapisz olsnienia jakie jest juz udzialem jennifer.
                Ten niski stopien poparcia dla Busha to dowod, ze w kraju mamy poczatki
                faszyzmu. A w Rzeszy wszyscy popierali wobec czego faszyzmu nie bylo i wszyscy
                byli zadowoleni. Taki sposob myslenia jennifer nazywa zelazna logika.
                Gratulacje.
              • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 03.11.05, 21:59
                Nie wiem jakie jest poparcie Busha na dzień dzisiejszy ale jest chyba mniejsze
                niż to, które jest udziałem Fidela Castro. Czyli jest mniejsze niż 100%. Jako
                człowiek wiekowy pamiętam jakie poparcie mieli kolejno Władysław Gomułka i
                Edward Gierek. W kazdych wyborach do Sejmu otrzymywali 99.7% głosów i to bez
                kampanii wyborczych.
                • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 01:03
                  wujekjurek napisał:

                  > Nie wiem jakie jest poparcie Busha na dzień dzisiejszy ale jest chyba
                  mniejsze
                  > niż to, które jest udziałem Fidela Castro. Czyli jest mniejsze niż 100%.
                  Jako
                  > człowiek wiekowy pamiętam jakie poparcie mieli kolejno Władysław Gomułka i
                  > Edward Gierek. W kazdych wyborach do Sejmu otrzymywali 99.7% głosów i to bez
                  > kampanii wyborczych.

                  Czy my sie rozumiemy? Wydaje mi sie ze nie.
                  • felusiak1 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 01:31
                    jenus. wujekjurek doskonale cie rozumie ale ty ani w zab nie lapiesz stad to
                    pytanie czy sie rozumiecie.
                  • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:11
                    Ja chyba patrzę na sprawy z innej perspektywy. Zmieniająca się popularność
                    prezydenta nie jest czymś nieznanym w zachodnich demokracjach. To wygląda jak
                    taka sinusoida, raz jest lepiej, raz gorzej.
                    • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:36
                      wujekjurek napisał:

                      > Ja chyba patrzę na sprawy z innej perspektywy. Zmieniająca się popularność
                      > prezydenta nie jest czymś nieznanym w zachodnich demokracjach. To wygląda
                      jak taka sinusoida, raz jest lepiej, raz gorzej.

                      Napewno patrzysz z innej perspektywy. Dlatego wydaje ci sie ze problem o ktorym
                      rozmawiamy to nie konkretna osoba (grupa ludzi), tylko odmienny swiatopoglad
                      rozmowcy na sprawy obecnie zachodzace. Wlasnie tutaj rozmijamy sie w
                      interpretacji calosci. Ja nie pisze o systemie, ja pisze o ludziach ktorzy z
                      systemem nie maja nic wspolnego, natomiast wykorzystuja ten system do wlasnych
                      celow. Wielokrotnie juz wspominalam o tej roznicy, ale do niektorych nie ma
                      sposobu dojscia. To tak jak z fanatyzmem religijnym. Do osobnika o skrajnych
                      przekonaniach religijnych nie jestes wstanie dotrzec, nie przyjmnie zadnej
                      krytyki tego w co wierzy. Podobnie jest z ludzmi ktorych mozna okreslic
                      fanatykami politycznymi. Sa tak zaslepieni w to w co wierza, ze zadne fakty czy
                      argumenty nigdy nie sa w stanie do nich dotrzec, a to co robi ich 'Przewodni'
                      jest zawsze 'swiete' i pelne 'madrosci'.

                      • felusiak1 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:57
                        No wlasnie ciagle nie otrzymuje odpowiedzi na to jedno, jedyne pytanie.
                        Na czy polega wykorzystywanie systemu do wlasnych celow i jakie sa te cele?
                        +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
                        jennifer5 napisała:
                        > ja pisze o ludziach ktorzy z
                        > systemem nie maja nic wspolnego, natomiast wykorzystuja ten system do wlasnych
                        > celow. Wielokrotnie juz wspominalam o tej roznicy, ale do niektorych nie ma
                        > sposobu dojscia.
                        • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 04:06
                          felusiak1 napisała:

                          > No wlasnie ciagle nie otrzymuje odpowiedzi na to jedno, jedyne pytanie.
                          > Na czy polega wykorzystywanie systemu do wlasnych celow i jakie sa te cele?

                          ----

                          Felus, czy mam ci tutaj przypomnniec na jakie pytania ty nigdy nie dales
                          odpowiedzi?
                • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:10
                  wujekjurek napisał:

                  > Jako
                  > człowiek wiekowy pamiętam jakie poparcie mieli kolejno Władysław Gomułka i
                  > Edward Gierek. W kazdych wyborach do Sejmu otrzymywali 99.7% głosów i to bez
                  > kampanii wyborczych.

                  To dobrze ze pamietasz jak to bylo. A Ty na kogo wowczas oddawales glos?
                  • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:16
                    Ja wtedy skreślałem ludzi z początku listy ale to i tak nie miało znaczenia.
                    Wybierani byli ci, którzy mieli być wybrani.

                    Aaaa, jeszcze jedno, frekwencja wyborcza też była w granicach 99% uprawnionych.
                    "Those were the days my friends"
                    • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 03:52
                      wujekjurek napisał:

                      > Ja wtedy skreślałem ludzi z początku listy ale to i tak nie miało znaczenia.
                      > Wybierani byli ci, którzy mieli być wybrani.
                      > Aaaa, jeszcze jedno, frekwencja wyborcza też była w granicach 99%
                      uprawnionych.

                      Kiedys ktos powiedzial ze nie powinno sie winic ludzi za sama przynaleznosc do
                      Partii, takie byly wowczas uklady i chcac zyc trzeba bylo 'plynac z nurtem'

                      ... czy aby napewno? Sadzisz ze ten caly komunistyczno-socjalistyczny balagan
                      mialby szanse przetrwania tylu dziesiecioleci gdyby do Partii nalezalo
                      powiedzmy... mniej osob, powiedzmy tylko te z przekonaniem? Obawiam sie ze nie,
                      i sadze ze caly system komunistycznego zlodziejstwa runalby na pysk o wiele
                      wczesniej, niezaleznie od tego jaka 'fekfencja' wykazywalby sie 'wybory'.
                      • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 14:38
                        Zgadzam sie z Tobą. Niestety zbyt często słyszało się "rzeczowe" tłumaczenia
                        typu "przecież ja i tak na nic nie mam wpływu". Otóz mielismy jakiś wpływ.
                        Partia liczyła ponad 3 miliony członków, prawie 10% społeczeństwa. Gdyby
                        komuniści zdołali zwerbować nie więcej niż 500 tysięcy, gdyby nie dali sie
                        skusić ludzie z jakimś autorytetem intelektualnym kierownictwo PZPR nie czuło
                        by sie tak pewnie. Gdyby każdy zawsze skreślał z listy wyborczej
                        najważniejszych kandydatów byłoby to jakimś sygnałem niezadowolenia
                        społeczeństwa.
                        • jennifer5 Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 18:56
                          wujekjurek napisał:

                          > Zgadzam sie z Tobą. Niestety zbyt często słyszało się "rzeczowe" tłumaczenia
                          > typu "przecież ja i tak na nic nie mam wpływu". Otóz mielismy jakiś wpływ.
                          > Partia liczyła ponad 3 miliony członków, prawie 10% społeczeństwa. Gdyby
                          > komuniści zdołali zwerbować nie więcej niż 500 tysięcy, gdyby nie dali sie
                          > skusić ludzie z jakimś autorytetem intelektualnym kierownictwo PZPR nie czuło
                          > by sie tak pewnie. Gdyby każdy zawsze skreślał z listy wyborczej
                          > najważniejszych kandydatów byłoby to jakimś sygnałem niezadowolenia
                          > społeczeństwa.

                          Drogi Wujku, wowczas nie chodzilo kogo skreslisz, to nie mialo znaczenia,
                          chodzilo zebys sie tam pokazal, reszta byla juz ustalona z 'gory'
                          • wujekjurek Re: when Bush make decisions... dzieje sie... 04.11.05, 19:46
                            Masz rację ale mimo to duż ilość skreśleń jednak dałaby im do zrozumienia, że
                            ludziom nie jest wszystko jedno. Marazm społeczeństwa jest dla władzy dobrą
                            nowiną. Pojęcia nie mam co zrobiłby Bush (albo Clinton, Reagan, Chirac itp)
                            gdyby ludzie nie wyrażali w jakiejs formie swojego zdania. Dlatego krytyka USA
                            bywa jednak skuteczna.
    • jennifer5 Bush and ... ghost town 03.11.05, 20:54
      Jak widac na zalaczonym obrazku nie tylko US to kraj gdzie ludzie moga okazac
      swoje niezadowolenie. Swiat jest teraz o wiele bezpieczniejsz, szczegolnie tam
      gdzie pojawia sie bush


      More than 7,500 police officers erected a security ring around the summit
      hotels and patrolled the streets and beaches of this normally bustling city of
      600,000, which looked more like a ghost town. Coast guard boats and helicopters
      trolled the shore, while air space was restricted.

      "We hope protests are carried out in a peaceful way, but if they are not, we
      are prepared to give wrongdoers a forceful response," said Federal Police
      commissioner Daniel Rodriguez

      news.yahoo.com/s/nm/20051103/wl_nm/latam_summit_dc
      • wujekjurek Re: Bush and ... ghost town 03.11.05, 22:07
        Przed ostatnią wizytą Busha w Polsce czytałem w tygodniku Nie artykuł w tonie
        Twojej wypowiedzi. Dziennikarz Nie też sobie pokpiwał z George'a W. i z ironią
        pisał o tym, że kiedyś goście z ZSRR nie wymagali takich środków
        bezpieczeństwa. Najbardziej wzruszyła mnie uwaga, że wśród protestujących w
        Krakowie była grupa Litwinów niezadowolonych z polityki Busha. Ciekawe
        dlaczego nie przyjeżdżali kiedyś protestować podczas wizyt Breżniewa? Pewnie
        nie przeszkadzała im wieloletnia okupacja sowiecka. Bo przecież nie dlatego,
        że wtedy podróże do Polski z zaprzyjaźnionej Litwy były dość trudne do
        wykonania. A gdyby nawet przyjechali to jak długo mogli by chodzic po ulicach
        polskich miast z napisami "Breżniew, poszoł won z Litwy"?
        • jennifer5 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 03:14
          wujekjurek napisał:

          > Przed ostatnią wizytą Busha w Polsce czytałem w tygodniku Nie

          To ty czytasz tygodnik 'NIE'?
          • wujekjurek Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 03:18
            Tak, czytuję internetowe wydanie Nie, słucham czarnych (afro-amerykańskich)
            stacji radiowych, czytuję Jerusalem Post. Podaj mi jeden powód dla którego nie
            powinienem.
            • jennifer5 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 03:38
              wujekjurek napisał:

              > Tak, czytuję internetowe wydanie Nie, słucham czarnych (afro-amerykańskich)
              > stacji radiowych, czytuję Jerusalem Post. Podaj mi jeden powód dla którego
              nie powinienem.

              co sadzisz o Urbanie?
              • felusiak1 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 03:59
                Czy konieczne jest posiadanie opinii o Urbanie?
                W jaki sposob wyrazenie tejze opinii moze wplynac na twoje zrozumienie o czym
                jest dyskusja, ktora sama zaczelas bez przygotowania?
                • jennifer5 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 04:09
                  felusiak1 napisała:

                  > Czy konieczne jest posiadanie opinii o Urbanie?

                  posiadanie opinii nie jest konieczne, mozna poprostu cos czytac i nie miec
                  zadnej opinii, to jest mozliwe felus.
                  • felusiak1 Opinia jest konieczna 04.11.05, 04:23
                    tak zrozumialem twoja odpowiedz. Ja Urbana nie czytuje od kiedy przestal byc
                    "Kulisowym" Kibicem. Nie mam opinii poniewaz Urban mnie nie dotyczy albo dotyczy
                    w takim samym stopniu jak higiena eskimosow. O tym tez nie mam zdania.
                    • jennifer5 Re: Opinia jest konieczna 04.11.05, 04:27
                      felusiak1 napisała:

                      > tak zrozumialem twoja odpowiedz. Ja Urbana nie czytuje od kiedy przestal byc
                      > "Kulisowym" Kibicem. Nie mam opinii poniewaz Urban mnie nie dotyczy albo
                      dotycz
                      > y
                      > w takim samym stopniu jak higiena eskimosow. O tym tez nie mam zdania.

                      felus ty o wielu sprawach nie masz zdania, a tak na marginesie co sie stalo z
                      wujkiem... jakos tak nagle przepadl? Moze wiesz?
              • wujekjurek Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 15:37
                Aaa, ciekawe pytanie. Czytywałem go w latach 70-tych i wtedy ceniłem jego
                świetne pióro i uważałem go za najlepszego polskiego felietonistę.

                Naraził mi się po przyjęciu posady rzecznika prasowego rządu. Wtedy wyszła z
                niego gnida, która nareszcie dopchała sie do władzy. Najwiekszy zarzut jaki
                mam do niego i jego wielbicieli dzisiaj, jest to, że ten żarliwy orędownik
                wolności słowa miał zupełnie inne zdanie na ten temat gdy było to dla niego
                niewygodne, to znaczy w czasie gdy sam był u władzy. W tamtych czasach nie do
                pomyślenia było istnienie pisma w stylu Nie, pisma otwarcie i bez skrupułów
                krytykującego rząd. Wszelkie próby liberalizacji prasy uważane były za próby
                destabilizacji sytuacji w kraju. Urban cenzurował osobiście sprawozdanie ze
                swoich konferencji prasowych (przyznał sie do tego w jakims wywiadzie).
                Wyobraź sobie jego reakcję gdyby dzisiaj Kaczor albo Marcinkiewicz decydowali o
                tym co może napisać Nie.

                Krotko mówiąc Urban korzysta z tych swobód obywatelskich, których sam kiedys
                odmawiał innym.

                W jego tygodniku widzę dużo efekciarstwa i tanich sensacji. Ale widocznie jest
                na to zapotrzebowanie.
                • jennifer5 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 19:35
                  wujekjurek napisał:

                  > Urban cenzurował osobiście sprawozdanie ze
                  > swoich konferencji prasowych (przyznał sie do tego w jakims wywiadzie).
                  > Wyobraź sobie jego reakcję gdyby dzisiaj Kaczor albo Marcinkiewicz decydowali
                  o tym co może napisać Nie.
                  >
                  > Krotko mówiąc Urban korzysta z tych swobód obywatelskich, których sam kiedys
                  > odmawiał innym.

                  ---

                  Dlatego czytasz jego wypociny, zeby mogl korzystac z nich jeszcze lepiej. Nie
                  sadzisz ze miejsce Urbana jest zupelnie gdzie indziej. Czytajac jego wulgaryzmy
                  dajesz jedynie gnidzie zarobic, on i tak ma wszystko gleboko gdzies.
                  • wujekjurek Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 19:43
                    Ja czytam Urbana on-line więc korzyści finansowych on z tego nie ma. A czytać
                    takich ludzi trzeba dlatrgo, że piszą i maja sporo wielbicieli. Na tej samej
                    zasadzie nie powinno się ignorować ojca Rydzyka. Co z tego, że on ma
                    niepokolei w głowie? Dla części społeczeństwa jest autorytetem. Warto
                    wiedzieć o co mu chodzi, żeby się nie obudzić z ręką w nocniku.
                    • jennifer5 Re: Bush and ... ghost town 04.11.05, 22:27
                      wujekjurek napisał:

                      > Ja czytam Urbana on-line więc korzyści finansowych on z tego nie ma. A czytać
                      > takich ludzi trzeba dlatrgo, że piszą i maja sporo wielbicieli. Na tej samej
                      > zasadzie nie powinno się ignorować ojca Rydzyka. Co z tego, że on ma
                      > niepokolei w głowie? Dla części społeczeństwa jest autorytetem. Warto
                      > wiedzieć o co mu chodzi, żeby się nie obudzić z ręką w nocniku.

                      Ojciec Rydzek i towarzysz Urban, nie sadzisz ze pomimo wszystko jest
                      zasadniocza roznica pomiedzy tymi dwoma? To co robi Rydzek jest czynikiem w
                      obecnej Polsce i zgadzam sie tutaj z Toba, ze nalezy wiedziec o co mu chodzi.
                      Moze wreszcie komus wystarczy ikry zeby z tym skonczyc. Towarzysz Urban
                      natomiast swoje juz zrobil i wlasnie za to co zrobil nalezy mu sie maly pokoik
                      z kibelkiem a nie wlasna gazeta i mozliwosc ublizania wszystkim i wszystkiemu
                      co tylko mu do glowy przyjdzie. Czyz nie jest ironia ze ci co za komuny pluli
                      nam w twarz teraz pluc moga jeszcze wiecej, a my czytajac te wypoty pozwalamy
                      na to? Pozatym czytanie Urbana on-line czy z gazety sprowadza sie do tego
                      samego, zwieksza popularnosc tej szumowiny i czy chcesz czy nie, napycha jego
                      kieszenie.

                      ps: i przestan z ta reka w nocniku, to takie... 'niesmaczne'
                      • wujekjurek Urban 05.11.05, 01:47
                        Znowu zgadzam się z Tobą poza jedną kwestią, chodzi o czytanie Nie. Wierz mi
                        lub nie spotykam raz na jakis czas wielbicieli Urbab! Taaaak! Dorośli ludzie
                        wydawało by się sensowni i nagle wyskakują z takim zdaniem "Czytałem właśnie w
                        Nie, że..." W takich chwilach dobrze jest być przygotowanym.
                        • jennifer5 Re: Urban 05.11.05, 02:05
                          wujekjurek napisał:

                          > Znowu zgadzam się z Tobą poza jedną kwestią, chodzi o czytanie Nie. Wierz mi
                          > lub nie spotykam raz na jakis czas wielbicieli Urbab! Taaaak! Dorośli
                          ludzie wydawało by się sensowni i nagle wyskakują z takim zdaniem "Czytałem
                          właśnie w Nie, że..." W takich chwilach dobrze jest być przygotowanym.

                          ---

                          to tak jak z Bushem, spotyka sie "raz na jakis czas wielbicieli Busha!
                          Taaaak! Dorośli ludzie wydawało by się sensowni i nagle wyskakują z takim
                          zdaniem "Czytałem właśnie, że..." W takich chwilach dobrze jest być
                          przygotowanym."


















    • you-know-who Re: what happens when you make decisions 04.11.05, 06:10
      dzieki temu watkowi zrozumialem i docenilem co najmniej 2 rzeczy:

      1. wszystkie bledy, katastrofy i fiaska ktore uparcie nawiedzaja bialy dom dzien
      po dniu (najstarsi gorale nie pamietaja juz bodaj dnia ktory nie zostalby
      ogloszony przez miejscowych dziennikarzy najgorszym dla kabaly oplatajacej
      waszyngton pod jakims wzgledem)
      wytlumaczyc mozna latwo tym, ze na kubie nie ma wolnosci a za gomulki i gierka
      99% ludzi chodzilo na fikcyjne wybory, nie mowiaz juz o tym ze - bardzo istotny
      fakt ktory umyka wciaz komentatorom - busz jest bardziej przystojny od
      brezniewa. zwiazki pomiedzy tymi roznymi systemami, epokami i ludzmi sa prostwe
      i jasne, opisuje je teoria strun w hiperprzestrzeni zakrzywionej na prawo.

      2. swiat nie zywi wdziecznosci do busza z prostego powodu: przeoczono glupio to,
      ze busz uczynil ten swiat bezpieczniejszym i lepszym, bo wylapal wszystkich
      terrorystow lub zastraszyl 100000 nowych swym "bring them on" z pokladu okretu
      zacumowanego w 2003r. na redzie kolo san francisco.
      wylapal wszystkich 100 terrorystow a osama na czele i wsadzil ich do tajnych
      wiezien w czesci europy znanej jako wasalska, co definitywnie rozwiazalo problem
      terroryzmu jako taki, przynajmniej do konca tygodnia albo na dluzej.

      liczba brodatych terrorystow zmiejsza sie zreszta w nieslychanym tempie, z dnia
      na dzien m.in. w iraku, tak, ze nie wiadomo co zniknie pierwsze - ona, czy
      warstwa ozonu pod naporem wyziewow amer.
      w humanitarny sposob 35000 cywilow wraz z dziecmi zaoferowano odwiedziny u
      allaha, oczywiscie anomalnie mala liczba porownujac z poprzednimi promocjami w
      wietnamie, korei, kambodzy, laosie, i innych malo waznych miejscach, gdzie na
      szczescie i tak nie chcielibysmy spedzic urlopu.

      mozna wymieniac dalej, ale po co - gleboki uklon w strone imamma zachodu wystarczy.
      • wujekjurek Re: what happens when you make decisions 04.11.05, 15:57
        "Mętnie to napisałeś ale obrazowo"

        Pomijając słuszność wojny w Iraku, bo to jest odręby temat, problem jest w tym,
        że Bush musi się liczyć z Amerykańskim Kongresem, wyborcami i światową opinia
        publiczną. I to go właśnie różni od Breżniewa (nie jego wygląd). Nasz
        przyjaciel Leonid nikogo o zgodę na inwazję Afganistanu nie pytał, rzeczowo jej
        nie uzasadniał i miał gdzieś opinię reszty świata. A jaka była reakcja poza
        ZSRR? Protesty kilku rządów, kilka drobnych demonstracji. Zachodnioeuropejska
        i amerykańska lewica nie mobilizowały sił przed wizytami sowieckich delegacji
        rządowych aby wyrazić swoje oburzenie. Nie porównywały Breżniewa do Hitlera.
        Za to krytykowały amerykański bojkot Olimpiady w Moskwie. W 1981 roku
        widziałem w Holandii demonstracje przeciwko amerykańskiej bombie neutronowej
        ale ani słowa krytyki pod adresem sowieckich rakiet. Kilka lat później na
        ulicach niemieckich miast oglądałem lewicowe spędy domagające się likwidacji
        amerykańskich baz wojskowych w tym kraju. Stacjonująca za miedzą Armia
        Czerwona jakoś tym ludziom nie przeszkadzała. Obok wielkich z lekceważącymi
        komentarzami na temat ówczesnego prezydenta USA Reagana nie było czegoś
        podobnego na temat głównego lokatora Kremla.

        Widzisz, mnie nie pzreszkadza krytyka Busha. Drażni mnie postawa ludzi, którzy
        są odważni w wyrażaniu negatywnych opinii tylko wtedy, gdy widzą w tm jakąś
        korzyść.
        • felusiak1 Znowu strzal w dziesiatke 05.11.05, 00:23
          Uklony.
          • wujekjurek Re: Znowu strzal w dziesiatke 05.11.05, 01:44
            Dziękuję. Ja chyba zbyt dobrze pamiętam czasy PRL-u żeby nie docenić obecnych
            swobód.
          • jennifer5 Re: Znowu strzal w dziesiatke 05.11.05, 01:57
            felusiak1 napisała:

            > Uklony.
            >

            przestan sobie prawic ... uklony
    • jennifer5 Re: what happens when you make decisions 05.11.05, 04:03
      Mr. Bush. This...! Violence flares at anti-Bush protests in Argentina

      www.alertnet.org/thenews/newsdesk/N04161472.htm
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka