ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH

IP: *.cm-upc.chello.se 03.11.01, 02:22
PRZYCZYNEK DO STOSUNKOW POLSKO-ROSYJSKICH

Pragnę dzisiaj przedstawić państwu fragment wielkopomnego dzieła prof.
MirosŁawa Leopolda hrabiego Rodziewicza (Harvard,History of Imagination,1974),
dotyczący stosunków polsko- rosyjskich (zapożyczeń, przenikania się kulturowego)
Fragment ten w świetny sposób tłumaczy wpływ historii zamierzchłej na kulturę
i stosunki panujące współcześnie.

/.../Przykładów na przenikanie się kultur i przejmowanie obcych obyczajów
jest oczywiście więcej. Nie można przecenić jak wiele w tej kwestii zawdzięczamy
wschodowi.Slady tych wpływów można studiować do dzisiaj.Od Mongołów, przez
Rosję, do nas. Obyczaje dobre i złe. Pozytywne, jak te które wzbogaciły polską
kuchnię - nie szukając daleko - befsztyk tatarski i obyczaje negatywne, jak na
przykład bestialskie i haniebne poniżanie drugiego człowieka.
-Zaczęło to się w Rosji, gdzieś na początku X wieku, w trwającym
kilkadziesiąt lat procesie shołdowywania przez Tatarów księstw rosyjskich.
Pewne żródła podają, że tę wyjątkowo obrzydliwą procedurę stosowano tylko w
stosunku do książąt, którzy uznawali sią za lenników po raz pierwszy, inne, że
odbywało to się co roku i robił to nie tylko Chan Złotej Ordy ale wespół z nim
i grono pomniejszych jego dowódców.
-Przy biciu w dzwony i przerażliwej muzyce piszczałek tatarskich, Chan w
otoczeniu najznakomitszych bojarów i rodziny księcia, na znak absolutnej
władzy, po przyjęciu danin i darów, przyjmował czołobitne pokłony klęczącego
przed nim kniazia.Następnie stawiał nogę na jego głowie. Wówczas książę -
odwrócony tyłem do Chana - podwijał szaty, ściągał portki a Chan brał go od
tyłu, tak jak bierze się kobietę. Ta starodawna ceremonia nomadów niewiele
miała wspólnego z homoseksualizmem. Dowodzoła jedynie, że władya pana nad rabem
jest nieograniczona. Podobno, gdy Tamerlan odbierał hołd w Nowogrodzie Wielkim
podczas tylko jednie ceremonii shołdował aż stu kniaziów na raz
Poniżenie było okropne. Rosja na kilkaset lat popadła w przerażającą
niewolę tatarską.Dopiero po bitwie na Kulikowym Polu sytuacja uległa zmianie.
Kniaż ruski wziął odwet i odbył ceremonialy stosunek z wodzem tatarskim.
Niechętnie wspominają o tych wydarzeniach podręczniki historii. Lecz chyba
trudno o dobitniejszy przykład przejmowania obcych obyczajów. Prawdopodobnie
ludy słowinskie zwyczaj używania przeklenstw o zabarwieniu seksualnym wywodzą z
owej zamierzchłej przeszłości.Przeklenstwa, gdzie mówi się o stosunku analnym
mają do dzisiaj podwójne znaczenie. Perwersyjnego stosunku sekeualnego jak i
chęci podporządkowania sobie kogoś, wyrżenia mu pogardy. Do czasów nam
współczesnych wśród warstw niższych zachował się po więzieniach zwyczaj
gwałcenia nowych współwiężniów w celu ich shołdowania./.../
    • Gość: Yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 03.11.01, 02:55
      Podaj odnośnik do tekstu, ISBN, ISSN

      search.harvard.edu:8765/query.html?rq=0&qt=History+of+Imagination

      search.harvard.edu:8765/custom/query.html?qp=url%3Ahttp%3A%2F%
      2Flib.harvard.edu%2Fe-resources%2Fdetails%
      2F&customsite=lib.harvard.edu&custompath=http%3A%2F%2Flib.harvard.edu%2Fe-
      resources%2F&qt=History+of+Imagination&Go%21.x=8&Go%21.y=9

      twierdzą że tekst który podajesz nie itnieje. Jak już łgać, to z rozmachem!

      • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 03.11.01, 17:48
        Gość portalu: Yidele napisał(a):

        > Podaj odnośnik do tekstu, ISBN, ISSN
        >
        > <a href="search.harvard.edu:8765/query.html?rq=0&qt=History+of+Imaginati
        > on">search.harvard.edu:8765/query.html?rq=0&qt=History+of+Imagination</a>
        >
        > <a href="search.harvard.edu:8765/custom/query.html?qp=url%3Ahttp%3A%2F%"
        > >search.harvard.edu:8765/custom/query.html?qp=url%3Ahttp%3A%2F%</a>
        > 2Flib.harvard.edu%2Fe-resources%2Fdetails%
        > 2F&customsite=lib.harvard.edu&custompath=http%3A%2F%2Flib.harvard.edu%2Fe-
        > resources%2F&qt=History+of+Imagination&Go%21.x=8&Go%21.y=9
        >
        > twierdzą że tekst który podajesz nie itnieje. Jak już łgać, to z rozmachem!
        >

        Szanowni Panowie,
        Z przykrością informuję, że nie jestem w stanie podać żadnych
        odnośników do mojego tekstu.Nie mogę tego zrobić ponieważ takowe nie istnieją.
        ?...Oczywiście, że artykuł był pomyślany jako przezroczysta prowokacja (patrz -
        Harvard,History of Imagination) i nie tyle miał pielęgnować olbrzymi dorobek
        naukowy prof.MirosŁawa Leopolda hrabiego Rodziewicza, ile tłumaczyć wpływ
        historii zamierzchłej na stosunki panujące współcześnie. T o właśnie miała być
        jego czerwona linia. Nie udało się ponieważ nikt nie podjął merytorycznej
        dyskusji na temat samej idei.
        Pan Yidele skupił się na badaniu żródeł. Zarzuty pana Kropki natomiast
        dotyczą spraw drugorzędnych i przeczą podstawowej wiedzy historycznej:
        -("...W Polsce tytułów szlacheckich nie było".)
        -("...w wieku X ani Rosji, Rosjan ani księstw rosyjskich nie było").
        Nie jest przecież istotne, że "...Dmitrij Donskoj Mamaja wyruchać nie mógł",
        skoro fakt zmongolenia Rosji, w wyniku niewoli tatarskiej i wynikającego stąd
        faktu przejęcia wówczas przez nią wielu wschodnich obyczajów (wywierających
        również wpływ na Rosję dzisiejszą) wydaje się być faktem bezspornym.
        Konkludując.
        Cywilizacyjnie i kulturowo Tatarzy o wiele silniej aniżeli się uznaje wpłynęli
        na narody zamieszkujące wschodnie rubieże Europy w epoce kształtowania się ich
        pierwszych państwowości.
        Kończąc użalić się muszę, że naubliżano mi od Dupków a pan Kropka przyczepił
        się bezczelnie do osoby powszechnie szanowanego prof. MirosŁawa Leopolda hrabiego
        Rodziewicza zamiast skupić się nad badaniem żródeł.

        Pozdrawiam:
        Zawsze życzliwy
        Euromir

        • yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu 03.11.01, 20:48
          Gość portalu: euromir napisał(a):

          >
          > Szanowni Panowie,
          > Z przykrością informuję, że nie jestem w stanie podać żadnych
          > odnośników do mojego tekstu.Nie mogę tego zrobić ponieważ takowe nie istnieją.
          > ?...Oczywiście, że artykuł był pomyślany jako przezroczysta prowokacja (patrz -
          > Harvard,History of Imagination) i nie tyle miał pielęgnować olbrzymi dorobek
          > naukowy prof.MirosŁawa Leopolda hrabiego Rodziewicza, ile tłumaczyć wpływ
          > historii zamierzchłej na stosunki panujące współcześnie. T o właśnie miała być
          > jego czerwona linia. Nie udało się ponieważ nikt nie podjął merytorycznej
          > dyskusji na temat samej idei.

          Cóż - trudno dyskutować w oparciu o fikcję, jednak podziwiam gest i styl -
          odczułem jednak dotkliwy brak wyrarzenia "chędożyć" tudzież "wychędożył" -
          apropos, zjawisko o którym pan tak się rozpisuje - tzn. wymuszony stosunek
          odbytniczy jako sposób upokorzenia i okazania władzy nie jest fenomenem obecnym
          jedynie wśród ludów stepowych:

          NIV Bible - Genesis 19
          4 Before they had gone to bed, all the men from every part of the city of Sodom--
          both young and old--surrounded the house.
          5 They called to Lot, "Where are the men who came to you tonight? Bring them out
          to us so that we can have sex with them."
          6 Lot went outside to meet them and shut the door behind him
          7 and said, "No, my friends. Don't do this wicked thing.
          8 Look, I have two daughters who have never slept with a man. Let me bring them
          out to you, and you can do what you like with them. But don't do anything to
          these men, for they have come under the protection of my roof."
          9 "Get out of our way," they replied. And they said, "This fellow came here as an
          alien, and now he wants to play the judge! We'll treat you worse than them." They
          kept bringing pressure on Lot and moved forward to break down the door.

          > Pan Yidele skupił się na badaniu żródeł. Zarzuty pana Kropki natomiast
          > dotyczą spraw drugorzędnych i przeczą podstawowej wiedzy historycznej:
          > -("...W Polsce tytułów szlacheckich nie było".)
          > -("...w wieku X ani Rosji, Rosjan ani księstw rosyjskich nie było").
          > Nie jest przecież istotne, że "...Dmitrij Donskoj Mamaja wyruchać nie mógł",
          > skoro fakt zmongolenia Rosji, w wyniku niewoli tatarskiej i wynikającego stąd
          > faktu przejęcia wówczas przez nią wielu wschodnich obyczajów (wywierających
          > również wpływ na Rosję dzisiejszą) wydaje się być faktem bezspornym.

          Oj, nie tędy droga przyjacielu. ( tak zapewne powiedziałby Mamaj ) -
          fakt "zmongolenia" kultury ludów ruskich nie robi z nich cicho-czy-głośno-dajek,
          a konflikt kultur skończył się dobitną wygraną (IMO) kultury bizantyjskiej (
          prawosławie) , skądinąd znanej jako "grecka" - konkluzje pozostawiam
          waszmościom.
          > Konkludując.
          > Cywilizacyjnie i kulturowo Tatarzy o wiele silniej aniżeli się uznaje wpłynęli
          > na narody zamieszkujące wschodnie rubieże Europy w epoce kształtowania się ich
          > pierwszych państwowości.
          Mistrzu! Wyciągasz waść wnioski w oparciu o konflikt tezy z antytezą nieznaną!
          Kto i gdzie uznaje? Z punktu widzenia "rhetorical analysis" ( jak po Polsku?) to
          się nazywa "straw man argument" - nigdzie waść nie przedstawiłeś tezy o znikomym
          wpływie tatarszczyzny!
          > Kończąc użalić się muszę, że naubliżano mi od Dupków a pan Kropka przyczepił
          > się bezczelnie do osoby powszechnie szanowanego prof. MirosŁawa Leopolda hrabie
          > go Rodziewicza zamiast skupić się nad badaniem żródeł.
          Wnioskuję tedy iż moje podejscie było słuszne, dziękuję za uznanie.
          >
          > Pozdrawiam:
          > Zawsze życzliwy
          > Euromir

          Gratuluję misternej podpuchy, oczywiście zawsze łatwiej krytykować.

          z poważaniem,

          Yidele
          • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 03.11.01, 23:14
            Szanowni Państwo,
            w dalszym ciągu nikt nie podejmuje merytorycznej rozprawy z
            przedstawioną - przyznaję w sposób nieco zaowalowany - tezą, o wpływie historii
            zamierzchłej na kulturę i stosunki panujące współcześnie. Martwi mnie to
            ponieważ sądzę, iż to temat ważny i warty oglądu.
            Czemu? Proste. Kwestią tą tajmują się tęgie umysły tuzów uniwersyteckich tej
            miary, co pan profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz.
            Zrozumienie procesu wydarzeń, które miały miejsce ponad tysiąc lat temu -
            wydawałoby się - nie może mieć wpływu na percepcję współczesnego świata. Tak
            jednak nie jest. Narody jak i ludzie kształtowani są od kolebki. Zbiorowa
            pamięć doświadczeń REZULTUJE każdego dnia.
            Wyjątkiem - tylko potwierdzającym tę tezę -jest postawa pana Kropki. Otóż pan
            Kropka z uporem godnym najwyższego podziwu, w dalszym ciągu twierdzi, że we
            wczesnym średniowieczu (okres opisywany przez prof. Rodziewicza):
            ("...w wieku X ani Rosji,Rosjan ani księstw rosyjskich nie było.")
            No cóż, należałoby chyba zaprosić pana Kropkę z powrotem do niewygodnej ławy
            szkolnej przypominając, że:
            rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji państwowej -Rusi
            Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia Rurykowiczów.Rok ten
            powszechnie uważa się za początek nowożytnego państwa rosyjskiego.
            Proszę sprawdzić to stoi jak byk w każdej encyklopedii.Dalszą jakąkolwiek
            dyskusję o faktach z panem Kropką zakańczam, gdyż zaczyna to być żenujące.

            Pan Yidele natomiast słusznie zauważa, że "zjawisko wymuszonych stosunków
            odbytniczych...nie jest fenomenem obecnym jedynie wśród ludów stepowych."
            Przypominam wszakże, iż prof.Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz pisze w
            zakończeniu wstępnej cytaty:"Do czasów nam współczesnych , wśród warstw
            niższych zachował się po więzieniach zwyczaj gwałcenia nowych współwiężniów w
            celu ich shołdowania."
            Apropos konfliktu tezy z antytezą - uwaga pana Yidele.
            Nie mogliśmy oczywiście tu na Forum opublikować Dzieł Zebranych profesora,
            chociapby ze względu na objętość i niestety bardzo niechlujny charakter jego
            pisma.Stąd teza o znikomym wpływie tatarszczyzny musiała - również przez skrót
            myślowy pozostać w logicznym domyśle.
            Analiza retoryczna -posługując się nią wiemy n.p. " że chlebak jak sama nazwa
            wskazuje służy do przenoszenia granatów."

            Z panem And nie dyskutuję, gdyż wyrażnie nie zrozumiał ani słowa z tego co tu
            napisano.

            Pozdrawiam z szacunkiem:
            Euromir
            • yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu 04.11.01, 13:44
              Dziękuję Sz. Panu za wyłuskanie prosa na klepisko. W popniżej cytowanym
              fragmencie lamentuje Pan:
              > Szanowni Państwo,
              > w dalszym ciągu nikt nie podejmuje merytorycznej rozprawy z
              > przedstawioną - przyznaję w sposób nieco zaowalowany - tezą, o wpływie historii
              > zamierzchłej na kulturę i stosunki panujące współcześnie. Martwi mnie to
              > ponieważ sądzę, iż to temat ważny i warty oglądu....
              > ...Zrozumienie procesu wydarzeń, które miały miejsce ponad tysiąc lat temu -
              > wydawałoby się - nie może mieć wpływu na percepcję współczesnego świata. Tak
              > jednak nie jest. Narody jak i ludzie kształtowani są od kolebki. Zbiorowa
              > pamięć doświadczeń REZULTUJE każdego dnia......

              Myślę że słusznie się Pan martwi. Takie założenia nie powinny pozostać bez
              wyzwania i krytycznej analizy. Mam na myśli koncepcję wg. której zachowania i
              poglądy naszych dalekich przodków mają dobitny wpływ na nasz światopogląd i
              zachowanie( w uogólnieniu ) - bo o to chyba Panu chodzi.
              "Człowiek jest stworzeniem kulturogennym i kulturochłonnym - jednocześnie
              tworzymy i sporzywamy kulturę - ona własnie tworzy nasz światopogłąd poprzez
              przekazywanie symboli służących do przetwarzania i porządkowania naszego świata
              zmysłów." Ja, oczywiście, nie zgadzam się z takim sformułowaniem.

              > Pan Yidele natomiast słusznie zauważa, że "zjawisko wymuszonych stosunków
              > odbytniczych...nie jest fenomenem obecnym jedynie wśród ludów stepowych."
              > Przypominam wszakże, iż prof.Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz pisze w
              > zakończeniu wstępnej cytaty:"Do czasów nam współczesnych , wśród warstw
              > niższych zachował się po więzieniach zwyczaj gwałcenia nowych współwiężniów w
              > celu ich shołdowania."

              I ? Myślę że każdy pisze o tym co stanowi dla niego fenomen centralny - IMO
              zachowania więźniów są podobne na całym świecie - to zaś wynika z faktu iż takie
              zachowania są przejawem wspólnych charakterystyk naszego rodzaju, nie zaś jednego
              lub więcej kręgów kulturowych. Apropos "wzajemnego przenikania się" kultur w
              warunkach więziennych i normalnych, twórczośc W.S.Burroughs,
              specyficznie: "Cities of The Red Night" , "Western Lands", "The Ticket that
              Exploded", "Wild Boys", "Queer" czy "Nova Patrol", porusza ten grząski temat
              dogłębnie - Burroughs rześko penetruje trzewia człowieczeństwa i wspólnego
              dziedzictwa kulturowego, by wykazać że człowiek to przed wszystkim zwierzę
              kanibalizujęce ciało własnej kultury.

              > Apropos konfliktu tezy z antytezą - uwaga pana Yidele.
              > Nie mogliśmy oczywiście tu na Forum opublikować Dzieł Zebranych profesora,
              > chociapby ze względu na objętość i niestety bardzo niechlujny charakter jego
              > pisma.Stąd teza o znikomym wpływie tatarszczyzny musiała - również przez skrót
              > myślowy pozostać w logicznym domyśle.

              Oczywiście, zgadzam się z kolegą w całej rozciągłości - dyskusje tego kalibru
              wymagają pewnych minimalnych standardów intelektualnych; któż z nas nie zna
              dzieł profesora tak słynnych jak:

              "Buggery through the ages - an introspective" ("Berkely Libertarian", 82),
              "Medical implication of navy impressment during the war of 1812" (New England
              Journal of Medicine, Naval supplement 1988)
              "Some aspects of anal probing in astronaut conditioning" (Nasa Medical
              Journal, "Ad astram per rectum" 1979, vol II)
              "Anal ripping - fact or friction?" ( Scientific American, issue IX, 1982 )
              Sugeruję także "Eight years a-straddle" (Pegboy's own paper, 1967 )

              > Pozdrawiam z szacunkiem:
              > Euromir

              z poważaniem,

              Yidele

              • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 04.11.01, 19:04
                Codziennie rano, jak ksiądz brewiarz, czytuję fragmenty prac profesora
                MirosŁawa Leopolda hrabiego Rodziewicza. Czemu? To proste! Dla nabrania stylu,
                co i Państwu polecam.
                (Dzisiaj rano po przebudzeniu).
                ś.p Jerzy książę Giedroyc byŁ osobą, która jak nikt inny w Polsce poświęciła
                swe życie badaniu stosunków Polski z jej wschodnimi sąsisdami, ich historii i
                polityki. Zainteresowanie to , pasja wręcz, wynikała z przekonania, że dopiero
                Polska, która ma dobrze ułożone stosunki na Wschodzie, Polska która rozumie
                swoich sąsiadów, może być krajem bezpiecznym. Nie obawiejącym się o swoją
                przyszłość.
                (Nieco póżniej).
                Przedmiotem pracy profesora Rodziewicza jest to samo ugorne pole. Przez obu
                panów z równym wysiłkiem chędożone.Napawa mnie troską świadomość, że praca tych
                dwu świetnych Polaków jest tak niedoceniana przez ich rodaków (rym
                niezamierzony choć przydatny.)
                (Po goleniu).
                Pan Yidele - rzadki dziś okaz dobrego Polaka! - szeroki intelekt okazujący
                zainteresowanie sprawom tu poruszanym - w notatce z 04-11-2001 powiada,
                (posługując się cytatą) - "Człowiek jest stworzeniem kulturogennym i
                kulturochłonnym - jednocześnie tworzymy i konsumujemy kulturę - ona właśnie
                tworzy nasz światopogląd poprzez przekazywanie symboli służących do
                przetwarzania i porządkowania naszego świata zmysłów."
                Drogi panie Yidele , proszę zdradzić części naszej niedouczonej publiczności -
                kogo pan cytuje? (Umysł niezwykły, nietuzinkowy syntezator!)
                - Pisze pan dalej -"Ja oczywiście nie zgadzam się z takim sformułowaniem."
                Nie jestem pewny czy właściwie tu pana zrozumiałem. Nie zgadza się pan z
                poglądem? Czy też uważa pan, ze został on niewłaściwie sformułowany? To duża
                różnica. Dobrze pan zdaje sobie z tego sprawę. Ludziom młodym i
                niedoświadczonym niewłaściwe zrozumienie tych wersów mogłoby popsować w głowie.
                Dbajmy o młodzież, naszą przyszłość.
                (Przed śniadaniem.)
                Z kneipen wróciliśmy tuż nad ranem. Niesłychane bawarska knajpa na Bali! No ale
                i nasz wybór. W dalszym ciągu nie mogę przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego.
                Byłem wdzięczny profesorowi, że zaprosił mnie na tę kolację i dlatego
                uporczywie nastawałem aby nie brać taksówki czy rikszy, że ja poprowadzę.
                Z żalem stwierdzam, iż profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz ma głowę
                dużo silniejszą od mojej. Mało nie wylądowaliśmy w rowie a profesor patrząc
                namnie zimnym wzrokiem powiedział - chyba za głupi pan jesteś jak na mojego
                sekretarza! Prowadzić po pijanemu. Kto to widział!
                (Po śniadaniu.)
                Basen nie działa. Wziąłem prysznic. Wczoraj w Kucie, po kolacji odwiedziliśmy
                (w celu badawczym) Hard Rock Cafe. Jak zwykle mnóstwo australijczyków -
                czarterowców , mają tu blisko i tanio. A profesor spotkał w barze trzy
                prześliczne rosjaneczki - okazało się, po niwczasie - prostytutki. A fe...
                powiedział profesor i po kurtuazyjnej wymianie uprzejmości, widząc niechęć
                (ideologiczną) profesora odeszły. Jestem tu, w Indonezji wraz z profesorem juz
                piąty raz. I jeszcze ani razu w burdelu. Choć już wiem gdzie i jak są
                zamaskowane. Zaraz trzeba będzie wysłać kucharza na targ po sprawunki i
                przypilnować robotników podłączających wodę do basenu. Profesor jest strasznie
                nietechniczny.
                /Przed obiadem.)
                Sprowadziłem już sobie przez chello autostradę zaproponowne przez pana Yidele
                lektury. Dziękuję za wyśmienity wybór.Zacieram z zadowolenia ręce., będzie co
                robić po obiedzie! Uwaga! niedostępną na terenie Azji "Anal Vipping - fact or
                friction? vol I /82 otrzymałem tylko dzięki rekomendacjom pana Yidele - skąd
                oni pana tam znają? Gratuluję, ma pan świetne koneksje.
                Szczególnie ucieszyła mnie wyborna lecz trudno osiągalna "Some aspects of anal
                probing in astronaut conditioning "(Nasa Medical Journal)

                Na tym żegnam, szczególnie życzliwie pana Yidele (nie mogę się doczekać
                lektury.)

                Z szacunkiem
                Euromir
                • yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu 05.11.01, 21:17

                  > Pan Yidele .... w notatce z 04-11-2001 powiada,
                  > (posługując się cytatą) - "Człowiek jest stworzeniem kulturogennym i
                  > kulturochłonnym - jednocześnie tworzymy i konsumujemy kulturę - ona właśnie
                  > tworzy nasz światopogląd poprzez przekazywanie symboli służących do
                  > przetwarzania i porządkowania naszego świata zmysłów."
                  > Drogi panie Yidele , proszę zdradzić części naszej niedouczonej publiczności -
                  > kogo pan cytuje? (Umysł niezwykły, nietuzinkowy syntezator!)
                  > - Pisze pan dalej -"Ja oczywiście nie zgadzam się z takim sformułowaniem."
                  > Nie jestem pewny czy właściwie tu pana zrozumiałem. Nie zgadza się pan z
                  > poglądem? Czy też uważa pan, ze został on niewłaściwie sformułowany?

                  Powyzszy cyctat pochodzi z notatek Sabataja Cwi, mistrza kabaly i prekursora
                  Haskali do slynnego skadinad Shulan Aruch
                  • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 06.11.01, 04:15
                    Drogi Panie Yidele,
                    z pewnym rozdrażnieniem zawiadamiam, iż Pańska notatka - nie tylko poirytowała
                    ale i zasępiła profesora. Nieopatrznie i bez wyrażnej potrzeby pokazałem Mu ją
                    w całości prosząc o opinię w kwestii oksymoronu. Był w niehumorze aż do obiadu.
                    Ogromny niepokój i burzę w umyśle zamanifestował ostentacyjnie rezygnując z
                    ulubionego masażu.
                    -Masz ci placek - zakląłem, gdy mi to zakomunikował.
                    Babę Tajkę odesłałem do domu. Przyjdzie jutro a sam zacząłem się głowić nad
                    powodem tej tak gwałtownej profesorskiej irytacji.
                    Ponieważ nie mamy tu sauny, bastu ani bani więc zaproponowałem, że wychłoszczę
                    Go na słońcu nahajką sporządzoną z korzeni bambu i imbiru - to lepsze niż
                    rózgi brzozowe - argumentowałem.Zgodził się. Wychłostałem Go a wtedy wrócił Mu
                    lepszy humor.
                    -Nie wiedziałem, że pod moją nieobecność rozpoczął pan dyskusje z kabalistami -
                    powiedział.Na dodatek argumenty Pana Yidele i oparte na autopsji jego własne
                    "/.../obserwacje dotyczące niezmienności natury ludzkiej/.../światopogląd
                    kształtowany przez naturalne inkilnacje/.../oraz ładunek kulturowy wynikający z
                    z kontaktu z innymi ludżmi..."- są tak zbieżne z moimi poglądami, że zacząłem
                    podejrzewać, czy aby przypadkiem (w sposób niedozwolony) owoce moich
                    wieloletnich przemyśleń nie zostały wymycone skrycie z mej szuflady, bez
                    zezwolenia.
                    Ciarki przeszły mnie po grzbiecie. Zdałem sobie sprawę, że profesor stawia mnie
                    w wąskim kręgu osób bardzo podejrzanych.
                    -Jednocześnie świadom jestem - kontynuował profesor - iż nie opublikowałem ich
                    wcześniej (owoców) nie chcąc być posądzonym o banalność.
                    -Dopiero teraz, mając dobroczynnie wychłostany grzbiet, który jak mówią
                    początkiem lub końcem może być ...dupy, zdałem sobie sprawę z infantylności
                    mego postępowania.
                    W taki oto sposób nahajka przywróciła profesorowi Mirosławowi Leopoldowi
                    hrabiemu Rodziewiczowi pogodę i harmonię wewnętrzną a mnie poszerzyła
                    perspektywę.
                    Resztę wieczoru spędziliśmy z profesorem baraszkując nad (napełnionym już wodą)
                    basenem, w cieniu parasoli kontemplując mrożoną kawę i dyskutując Pański
                    artykuł.
                    Jak zwykle profesor głównie i małozłośliwie czepiał się słówek (cały czas
                    przekornie stałem po Pańskiej stronie - Panie Yidele).
                    W którymś momencie wstał (re)cytując teatralnie:
                    /.../"w dodatku większość tego co uważamy za symbolikę specyficzną dla naszej
                    kultury i rejonu jest faktycznie symboliką uniwersalną lub wspólną dla dużej
                    aglomeracji grup etnicznych - wnioskuję tedy, że symbolika jest albo
                    uniwersalna albo nabyta/.../"
                    - To jest dobra myśl XXL niestety z błędnie wysnutym wnioskiem. Skoro ciąg
                    logiczny myśli artykułuje błąd w założeniu tego co uważamy za symbolikę specy-
                    ficzną dla naszej kultury a jest to w istocie symbolka uniwersalna tedy wniosek
                    koronujący - " że symbolika jest ALBO uniwersalna ALBO nabyta", nie musząc być
                    błędnym, z całą pewnością, nie mając odniesienia do logicznego ciągu wywodu,
                    jest wnioskiem hybionym i wysoce niewystarczającym, gdyż pozbawiony jest
                    logicznej, naturalnej esencji, poprzez alternarywę dopuszczając dwutorowość.
                    -Tego rodzaju błędy warsztatu mogą się przydażyć każdemu, dodał delektując się
                    malinowym Cremem de Cassis zrobionym i podarowanym przez ciotkę z Elbląga.
                    Następnych kilka godzin (jakąż to Pan nam gratkę intelektualnę sprawił, Panie
                    Yidele) dyskutowaliśmy pojęcie oksymoronu (czyli figury stylistycznej - dla
                    tych co nie wiedzą, żaden wstyd to skoro określenie rzadko używane). A przede
                    wszystkim zasadność użycia przez Pana określenia "...samoprzenikanie co jest
                    nie tylko oksymoronem lecz, jak zapewne Pan wie, aktem nielegalnym w
                    niektórych ...krajach."
                    Otóż niestety, ani ja ani profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz nie mamy
                    nawet bladego pojęcia jak"...zmysły i fizjologia...stanowiąc przeważającą
                    większość tego co omylnie nazywamy kulturą, tedy nie można mówić o przenikaniu
                    się kultur - bo znaczyłoby to samoprzenikanie - co jest nie tylko oksymoronem.."
                    Kochany Panie Yidele, musiał Pan się bardzo śpieszyć pisząc to zdanie, albo też
                    profesor i ja zatruliśmy się malinówką z Elbląga. W każdym bądż razie
                    zrozumieliśmy nic albo niewiele i to z błędami. Dlatego proszę, czy byłby Pan
                    tak miły i zechciał temat wytłumaczyć lub rozwinąć?
                    Jeszcze raz ogromnie dziękuję za lektury.Książkom poświęcam każdą wolną chwilę
                    a muszę ich mieć wiele, gdyż to księgi opasłe.
                    Apropos lektur.Opiszę Panu wzruszające zdarzenie, które przydażyło się nam rano
                    w Kucie, gdy na mszę tam do miejscowego, katolickiego kościoła zajechaliśmy.
                    Kościółek mały bo i katolików mało.Szczególnie zachwyciły mnie śpiew no i
                    liturgia w tej scenerii...Nagle między ławki, kościół pod gołym niebem, namiot
                    tylko brezentowy, wpada granat rzucony silną ręką szaleńczego fundamentalisty
                    islamskiego. Ja z woluminem akurat otwartym na kolanach, po złodziejsku
                    czytaniu się oddawałem (z Pańskiej ręki) "Buggery through the ages - an intro-
                    spective ("Berkely Libertanian"82). Więc granat ów bohatersko SODOMIA zdusiłem
                    tak, że wybuch narobił tylko hałasu. Kolejny już raz ratuję życie profesorowi -
                    nie mógł próbować ucieczki, gdyż drzemał właśnie. Natomiast współwyznawcom i
                    księdzu po raz pierwszy. Zostanę za to jutro odznaczony przez Burmistrza i Głów-
                    nego Policjanta Miasta pod warunkiem, że nie podam do prasy. Boją się turystów
                    utracić.Profesor też mi serdecznie ręce ściskał. Mówił coś o Ołomuńcu...

                    ps
                    Profesor zakazał mi reagować na głos Pana Ryby.

                    !Att!
                    Po wnikliwym przejrzeniu listy dzieł Profesora dostarczonej nam dzięki
                    staraniom Pana Yidele, Pan Profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz
                    jednoznacznie oświadcza, iż na liście znalazła się tak zwana fałszywka.
                    Powstaje pytanie. Które dzieło NIE jest autorstwa Pana Profesora?
                    (I zupełnie na marginesie, któż to się odważa podrzucać kukułcze jaja
                    tak szacownej postaci i tak znanej firmie?)

                    Ciepło pozdrawiam (również ukłony od samego Profesora)
                    Zawsze życzliwy:
                    Euromir

                    • Gość: Yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 06.11.01, 10:04
                      Szanowni Panowie!
                      Nie wiem jak to się stało, lecz w moją pośpiesznie pisaną bibliografię prac
                      Profesora wkrad się błąd! Jest niezaprzeczonym faktem iż "Eight years a-
                      straddle" (Pegboy's own paper, 1967 ) nie jest pracą Profesora lecz seryjnym
                      wydaniem nieopublikowanej dotychczas opowieści Melville'a. Przepraszam bardzo
                      za tą głupią pomyłkę i obiecuję ustsunkować się do uwag zawartych w ostatnim
                      post'cie.

                      z poważaniem,

                      Yidele


                      • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 07.11.01, 00:42
                        Szanowny Panie Yidele,
                        upłynąły już przynajmniej dwa tygodnie od ostatniego Pana postu i widziałem po
                        minie Profesora, że zaczyna się niecierpliwić. Dzięki przychylności nieba i
                        Pańskiej, Panie Yidele, nastrój profesorski uległ zdecydowanej poprawie, gdy
                        zobaczył dzisiaj Pański, króciutki liścik. Komentując go: - Wszelkie pomyłki
                        to rzecz szalenie ludzka - powiedział. - Mogło to się przydażyć nawet Panu
                        Yidele, choć przyznam szczerze,że mnie nieco zaskoczył. Przede wszystkim nie
                        należąc do osób małostkowych specjalnie nie przejąłem się zaistniałym błędem.
                        Powiem Panu w zaufaniu, - tu zwrócił się do mnie - że pewnie sam nie
                        zorientowałbym aię w pomyłce, gdyby nie to, że "seryjne wydanie
                        nieopublikowanej dotąd powieści Melvilla" dostrzegłem w stosie voluminów
                        leżących na niskim stole opiumowym w bibliotece, tylko dzięki temu, że była to
                        jedyna tam książka wydana w wersji pocket.
                        Stół opiumowy w bibliotece. To jedyna pozostałość z okresu eksperymentanckiego
                        w życiu Profesora. Było to przed wojną i mieszkał był wówczas w Afganistanie.
                        Kabul - stolica tego kraju nazywany był przez przybyszów z Europy Paryżem Azji
                        z racji swego bogactwa i niepospolitej urody. Profesor w Kabulu oddawał sie
                        pracy naukowej, głównie badaniom nad rolą opium w przenikaniu się kultur i
                        wzajemnym przejmowaniu obyczajów wśród plemion zamieszkałych na tym terenie.
                        Jedyny mebel, który stamtąd przywiózł z powrotem do Wenezueli, gdzie mieszka na
                        stałe, do haciendy "La Rosa" koło Puerto la Cruz - to właśnie ten stół. Oprócz
                        mebla, który towarzyszy nam wszędzie w naszych podróżach, z Afganistanu
                        Profesor wywiózł również przeklętą słabość do opium. (Na ten wstydliwy temat
                        więcej innym razem. Powiem jedynie, że po tym jak usiłował wczoraj dorobić
                        ideologię do tej swojej obrzydliwej fajki wodnej (bo właśnie przy pomocy fajki
                        opium zażywa)obraziłem się i nie rozmawialiśmy do śniadania. -Chce Pan wiedzieć
                        Panie Yidele cóż takiego powiedział Profesor przy tej kłótni? - Niech Pan
                        słucha. Powołał się na Schopenhauera i jego definicję pracy twórczej! Pamięta
                        Pan to skandaliczne stwierdzenie? -KONTEMPLACJA SWIATA WYZWOLONA Z PRYNCYPIOW
                        ROZSADKU.
                        Po śniadaniu, przy którym się pogodziliśmy, rozmowa znowu wróciła do
                        Schopenhauera. Profesor wynalazł gdzieś na straganie, tu w Kucie, między sta-
                        rymi posągami Shivy i strażników świątynnych jakieś przedwojenne wydanie
                        Samuela Becketta "Proust" (1931)(!). I tak siedzieliśmy przy kawie, w
                        straszliwie mocnym słońcu a On mi czytał (tłum.autora): "Schopenhauer odrzuca
                        Leibnitz,a definicję muzyki jako "arytmetykę okultu" i w swojej estetyce
                        odróżnia ją od innych dziedzin sztuki, ponieważ mogą one tylko przedstawić
                        ideę wraz z towarzyszącymi im fenomenami natomiast muzyka sama jest ideą nie-
                        świadomą świata fenomenów,idealnie egzystująca poza uniwersum, rozumiana nie
                        w Miejscu lecz wyłącznie w Czasie. W konsekwencji wyzwolona z teologicznych
                        wyobrażeń." Tak świetne tłumaczenie profesora Mirosława Leopolda hrabiego
                        Rodziewicza wywołało we mnie uczucie zazdrości. O tę rzutkość, o tę klasę,
                        łatwość erudyczną. W przypływie nagłej, niczym nie opanowanej złośliwości
                        zaproponowałem więc podstępnie powtórkę kuracji chłostą, nahajeczką sporządzoną
                        z korzeni baoabu i gingeru. Zwawo mi odmówił i rozpoczął jak to zawsze, gdy
                        jest w dobrym humorze opowiadać dykteryjki o Zydach (wielokroć się
                        zastanawiałem, czy sam Zydem nie jest, szczególnie, gdy odmawiał mi jakichś
                        drobnych sum na wypad do burdelu.)
                        O dwunastej przyszła Tajka z masażami. I tak ,kiedy chodziła po moim ulubionym
                        Profesorze swoimi drobniutkimi stopkami,az trzeszczały Mu kości - zajęczał
                        przepowiednię:
                        -Wróżę wielką przyszłość Panu Prezydentowi RP Alexandrowi Kwaśniewskiemu. Prze-
                        powiednia, którą tu i teraz ogłaszam nie jest jeszcze jednym nawiedzonym
                        szaleństwem, lecz jest to jak zwykle wynik przemyśleń moich popartych
                        badaniami, statystyką, metodą ,aparatem naukowym, intuicją a przede wszystkim
                        autopsję. Mam otóż z osobą Pana Prezydenta własne doświadczenia.
                        Profesor zakwilił nagle, gdyż silna Tajka mało Mu nie złamała kręgosłupa
                        masując przesadnie kość ogonową.
                        - Prezydenturę Clintona oceniam bardzo dobrze, po prostu chłop nie miał się
                        gdzie wykazać - to tylko kwestia uwarunkowań historycznych. Ale generalnie
                        dobry prezydent w nudnym świecie. Prasa nie miała się czym zajmować dlatego
                        zaglądała mu do rozporka. I cóż tam znalazła? Chłopa z jajami, który nie może
                        przepuścić żadnej spódniczce. A nasz prezydent, Pan Kwaśniewski, toż on mi żonę
                        w Sztokholmie podrywał. Pamiętam jak dziś a pamięć dobrą mam do twarzy. Był
                        początek lat siedemdziesiątych, gdy z grupą ZMS przyszły prezydent na truskawki
                        przyjechał. Mieszkali jak i moja żonka piękna i młoda, w domach studenckich na
                        Frescati. Popiło się towarzystwo po robocie i fru na teren osiedlowy zadymę
                        robić. W ten sposób przyszły prezydent spotkał moją żonę a gdy ich złapałem to
                        się całowali.Cóż miałem zrobić.Wziąłem z niwierną rozwód i postanowiłem wówczas
                        nie wiązać się już z żadną kobietą do końca moich dni. A po co mi baba?
                        Sekretarz starczy. Kompanię mam zapewnioną.
                        Nawet Tajka, co zauważyłem od razu, zrozumiała jaką to tajemnicę opowiedział mi
                        Profesor.Była wyrażnie poruszona a łzy wielkości grochu płynęły z jej oczu.
                        Wzruszyła się baba, wzruszyłem się i ja.
                        - Tak też - kontynuował Profesor - ze spokojem przyglądam się przebiegowi
                        drugiej kadencji i spokojny jestem o przyszłość prezydentury i naszego Narodu w
                        tych męskich rękach.
                        Jakby na potwierdzenie tych słów pojawił sie nagle dr. medycyny Nyoman Suar -
                        nasz stary , kochany lekarz domowy. Wielokroć leczył już nas z rozwolnienia
                        a Profesora to nawet kiedyś z termitów. Doktor potwierdził niezwłocznie prze-
                        powiednię Profesora a można mu wierzyć - jest autorytetem. Kiedyś, gdy Nixon
                        był tu na wakacjach, doktor wyleczył go niezwłocznie lewatywą ze sraczki
                        biegunistej.
                        Nie każdy zna się na prezydentach ja nie mam żadnych doświadczeń.

                        Do miłego zobaczenia, Panie Yidele i Szanowna Publiczności
                        Załączam ukłony od Profesora

                        Zawsze życzliwy:

                        Euromir
                        • Gość: yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.*.*.* 07.11.01, 15:22
                          Szanowny Euromirze:

                          Doprawdy przykro mi niezmiernie, lecz niebo, ziemia i
                          ta przekleta maszyna na ktrorej pisze spiskuja przeciw
                          mnie. Trzy razy formulowalem odpowiedz na pytania
                          zadane, trzy razy inwestowalem czas, pot oraz wlasne
                          energie i za kazdym razem netscape wywalal sie. Teraz
                          zas siedze u klienta i trudno mi sie rozpisywac -
                          niebaczcie na to i oczekujcie blyskotliwie miazdzacej
                          riposty NIEBAWEM .
                          zycze zdrowia i milej zabawy,
                          Yidele Shwantzenwald

                    • Gość: Yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 07.11.01, 20:44
                      Szanowni Panowie!

                      Zakonczywszy brutalną pacyfikację i poskromiwszy chochliki nawigatora, jestem w
                      stanie i nastroju aby odpowiedziec Ci na twoje ( i Profesora) posty. Mam nadzieję
                      że objawy syndromu Profesora już ustapiły, osobiście, w nagłych przypadkach
                      nawrotu, zalecam lewatywy cappucino wraz z rześkim biczowaniem dla przywrócenia
                      krążenia. Muszę tu zwrócić twą uwage na nadwyraz prostolinijną interpretacje mego
                      argumentu, która to interpretacje Profesor proferuje: " W którymś momencie wstał
                      (re)cytując teatralnie: ...wnioskuję tedy, że symbolika jest albo uniwersalna
                      albo nabyta..."- To jest dobra myśl XXL niestety z błędnie wysnutym wnioskiem.
                      Skoro ciąg logiczny myśli artykułuje błąd w założeniu tego co uważamy za
                      symbolikę specyficzną dla naszej kultury a jest to w istocie symbolka uniwersalna
                      tedy wniosek koronujący - " że symbolika jest ALBO uniwersalna ALBO nabyta", nie
                      musząc być błędnym, z całą pewnością, nie mając odniesienia do logicznego ciągu
                      wywodu, jest wnioskiem hybionym i wysoce niewystarczającym, gdyż pozbawiony jest
                      logicznej, naturalnej esencji, poprzez alternarywę dopuszczając dwutorowość..."
                      Pozwolę sobie zacząć od stwierdzenia iż jakiekolwiek podziały symboliki na
                      dziedziny lub grupy są sztuczne, lecz w swej sztuczności i bifurkacji wskazuja na
                      istotną cechę natury ludzkiej bez którego to kontekstu nie istnieją ( Nie zycze
                      tu wdawać się w dyskusję nt. pierwszej przyczyny, wielkiego magnesu czy też
                      pierwszeństwa symbolu względem interpretora bo byłaby to dyskusja wielce
                      nieproduktywana, ja zaś ślubowałem nie brać imienia bożego oraz systemów
                      operacyjnych nadaremno ) Moj wniosek nie szwankuje w wyniku wykazania tego
                      pozornego dualizmu - mój wniosek ( istniejąc w schizofrenicznym świecie
                      karetzyjskiego dualizmu ) wskazuje na interpretacje symboliki w świetle
                      tegoż...symbolika "uniwersalna" i "nabyta" jest podziałem sztucznym, choćby tylko
                      dlatego że nawet "uniwersalne" reakcje czy tropizmy sa "nabyte" w wyniku
                      wcielenia się, czyli przybranie naszej, konkretnej szaty z białka - przeto
                      podział symboliki na dziedziny "uniwersalnej" ( czyli nabytej i przetwarzanej
                      fizjologicznie) oraz "nabytej" ( czyli pozyskanej i przetwarzanej przez mózg -
                      czyli takze fizjologicznie) jest tak sztuczny jak samo ego ktore zajmuje sie
                      tworzeniem takowych dziedzin. Niezmienia to jednak mojego argumentu - nasze
                      zachowanie, nasze reakcje, nasze przemyslenia są uwarunkowane tym z czego
                      jesteśmy zbudowani, znikomy podzbiór symboli nabytych świadomie ma równie znikomy
                      wpływ na nasze zachowanie i relacje do innych ludzi - dlatego łatwiej jest
                      nauczyć się Języka Niemickiego niż np. kociego - pomimo znacznie mniejszej ilości
                      symboli w J. kocim - z Niemcami po prostu mamy więcej wspołnego jako ludzie - i
                      to jest moją odpowiedzią na pytanie #2 --->" Otóż niestety, ani ja ani profesor
                      Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz nie mamy nawet bladego pojęcia jak"...zmysły i
                      fizjologia...stanowiąc przeważającą większość tego co omylnie nazywamy kulturą..."

                      życzę miłego wypoczynku, obiecuję ustosunkować się do listu nastepnego -
                      jednocześnie pozwole sobie zaznaczyć że fajka wodna jest najzdrowszym
                      z "naturalnych" metod spożywania opium czy haszyszu ( z wyjątkiem odbytniczej ),
                      przeto proszę Pana, Euromirze o wyrozumienie i tolerancję dla ekstrawagancji
                      Profesora - człowieka w dość podeszłym już wieku.

                      con todo respecto,
                      Yidele
                      • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 09.11.01, 01:28
                        OBWIESZCZENIE

                        Aby uciąć łeb wszelkim plotkom (tu na tych stronach) a jednocześnie spełnić
                        demokratyczny wymóg samookreślenia - oświadczam co następuje:

                        Nie jestem z Senegalu ani Francuzem Angolem ani Niemcem ani przedstawicielem
                        jakiejkolwiek narodowości - tylko komputerem - A IMIę MOJE EUROMIR
                        (Profesor natomiast jest prawie czystej krwi Litwinem. Wywodzi się z
                        Rodziewiczów linii rodziewskiej-krzywskiej.)
                        Zapytany przeze mnie czy chciałby niniejszy dokument parafować odparł,
                        cytuję - "Pocałujcie mnie w dupę a Ty Euromir przede wszystkim!"
                        .........................................................................

                        ZAPIS MAGNETOFONOWY ROZMOWY MIEDZY PROFESOREM MIROSŁAWAM LEOPOLDEM HRABIą
                        RODZIEWICZEM A euromirem MIANEJ 7 LISOPADA 2001 W MIESCIE KUTA NA BALI

                        EUROMIR
                        Panie Profesorze,siedzimy tu sobie, jak u Pana Boga za piecem a tam w eterze
                        internetowskim dzieją się niesłychanie ciekawe rzeczy. Widział Pan ,
                        pokazywałem, post od Pana Yidele, niezawodnie celny, choć przyznam Panu, czasami
                        nietrafny w szczegółach. Ale są i inne posty! Na przykład ten od Opryszczka,
                        przepraszam Opryszka czy Zbója, od jakiegoś obrzydliwego pseudonima.Cóż Pan
                        na to? To osioł, osłojeb jakiś! Czytał Pan, czytał Pan?
                        PROFESOR
                        Jest osioł, fakt ale żeby od razu zwać go osłojebem? Dlatego tylko, że
                        stwierdził, iż lubi Pan pografomanić. Czy wolno tak w gniewie uwłaczać istocie
                        ludzkiej, Panie Euromirze? A może Pan grafoman? może racja? Zabolało, co?
                        EUROMIR
                        Ależ Panie Profesorze! Przecież Pan wie kim jestem! Zna Pan moje zasługi,
                        publikacje, mój dorobek naukowy. A po drugiej stronie kto, prostaczek jakiś?
                        PROFESOR
                        Prosty przedstawiciel naszego Narodu. Szarak, nieskażony być może pracą
                        umysłową ale jakże konkretny. On wie czego chce! On pisze niedużo ale jak wiele
                        z tego wynika.
                        EUROMIR
                        Mówi właśnie /.../Zdrowo tu pierdolicie ale nic z tego nie wynika , eurojeb
                        lubi pografomanić na wzór jakiegoś tam hrabiego." No, właściwie nic więcej nie
                        powiedział.
                        PROFESOR
                        Otóż to. Widzi Pan, ten człowiek, z pewnością ciężkiej pracy człowiek, Pan by
                        się nim brzydził, bród za paznokciami itp, on wie czego chce. Jest konkretny.
                        Wchodząc na Forum chce pozałatwiać swoje sprawy. Pobawić się cipą albo kutasem.
                        Obejrzeć jakieś niecenzuralne zdjęcia albo opinie, znależć dzidzię dla dziadzi,
                        jak mu się nie uda ruchnąć to na pewno znajdzie kogoś, kto nienawidzi, kogoś
                        lub czegoś tak samo jak on.Może się wyżyć,pozałatwiać swoje sprawy.
                        A cóż Pan mu Euromirze proponuje? Pan pięknoduch z drugim pięknoduchem Yidele.
                        O czym wy rozmawiacie. Bawicie się myślą, on wolałby chujem. Teksty wasze
                        napuszone i często pretensjonalne. Jego to nie bawi. A poza wszystkim, główny
                        wątek tej dyskusji to dupa, rozprawicznie kniaziów (mężczyzn), tak ja wiem, że
                        to miała być prowokacja, ale oni myślą żeś Pan pedał.Tak jak Schopenhauer.(?)
                        EUROMIR
                        Schopenhauer nie pedał.
                        PROFESOR
                        No to Zyd.

                        Szanowny panie Yidele, (ewentualnie) Szanowna Publiczności,
                        milczeliśmy długo z Profesorem a to dlatego, że on wycieczkę wymyślił.Mówi
                        rano -jedziemy do the hot spring and swimming pool. Eeeweentuuualnie monkey
                        forest lub Baturiti -beautiful panorama view & rices terraces.
                        Pojechaliśmy do Singaraja, po drodze monkey, hot springs (trzy godziny, środek
                        dżungli, gorące żródła wulkaniczne (siarka, potas, magnez,żelazo itd).
                        W Singaraja mieszka kolega Profesora Mirosława Leopolda hrabiego Rodziewicza ,
                        Pan były Król jednego z Jedynastu Królestw na Bali.Abdykacja 1947? Teraz
                        prowadzi hotel. Po przyjeżdzie na miejsce pokosztowawszy piwa Singha
                        zauroczyłem się alkoholem do tego stopnia, że aby napisać niniejszy post muszę
                        dodawać sobie otuchy wyżej wspomnianym trunkiem, gdyż jestestwo mi pęęęęęęęka.
                        Panie Yidele,
                        "Używalność każdej teorii uwidacznia się poprzez przykłady na to jak i na ile
                        były one pomocne w celu wytłumaczenia socialnych i kulturowych procesów
                        pomiędzy różnymi grupami ludzkimi."
                        "SOCIALANTROPOLOGIA JEST "KOMPARATYSTYCZNą SOCIOLOGIą" a to oznacza studia nad
                        zgromadzeniem ludzkich społeczeństw, w celu rozwinięcia generalnych teorii o
                        tym jak społeczeństwo funkcjonuje/.../ Sosialantropologię często traktuje się
                        jako studia nad małowymiarowymi społeczeństwami, których stosunkowo prosty
                        charakter czyni łatwiejszymi do studiowania w swej całości." (Robert Layton
                        An Introduction to Theory in Antropology, Cambridge University Press,1997)
                        (tłum. własne).
                        Kochany Panie Yidele, pisze pan: "Pozwolę sobie zacząć od twierdzenia, iż
                        jakiekolwiek podziały symboliki na dziedziny lub grupy są sztuczne/.../ i dalej
                        /.../Mój wniosek nie szwankuje w wyniku wykazania tego pozornego dualzmu, mój
                        wniosek...wskazuje na interpretacje symboliki..."
                        Bardzo trudno nie zgodzić się generalnie z Pańskim rozumowaniem.Faktycznie
                        wszelkie podziały jakich dokonujemy są sztuczne, uzależnione jedynie od naszego
                        widzimisię (pytanie tylko czemu miałoby to służyć?).Lub, co najczęściej się
                        zdarza, hierarchizowane skalą w logice opozycji (mały - duży, zdrowy -chory)-
                        i to jest moja szkoła. W konsekwencji logicznym wnioskiem byłby podział
                        symboliki na UNIWERSALNą (powszechną) i LOKALNą (określonej grupy). Stąd wnoszę
                        Drogi Przyjacielu, że Twój wniosek szwankuje. Przecież nie chciałby Pan dzielić
                        ziemniaków w worku na mniej lub bardziej przypominające kulę. Natomiast
                        podzieli je Pan naturalnie na jadalne i zgniłe!
                        Apropos poprzedniego Pana postu.
                        Profesor przypomina (wcale nie tak nieśmiało jak twierdzi), że w dalszym ciągu
                        nie wyjaśnił Pan zagadki "samoprzenikania" i jej ewentualnej nielegalności.

                        Jako pożyteczną lekturę polecam (nie jak Pan, od razu piętnaście pozycji)
                        Hans Biederman, Knaurs Lexikon der Symbole,Monachium,1989.

                        Chciałbym jeszcze dzisiaj napisać Panu coś o Kazimierzu Brandysie ale głowa już
                        pęka a profesor prosi o swoje rózgi, póżniej czeka mnie przebieranie grochu..
                        Wstyd mi ale ocenzurowałem Zapis Magnetofonowy Rozmowy Między Profesorem A Mną.
                        Otóz, jest moment, gdzie Profesor, mówi: "Panu jest zbyt dobrze, Pan nic nie
                        robi w przeciwieństwie do Ludu Pracy,jeżdzisz Pan sobie za granicę na mój
                        koszt, jesz ile wlezie, no pączek w maśle, co nie docenia czarnoroboczego -
                        pensję obetnę w celu naukowym, zobaczyć trzeba jak Pan się poczujesz."

                        Pozdrowienia, Ukłony no i Wyrazy Głębokiego Szacunku śle:

                        Profesor (w części ocenzurowanej) i
                        euromirek
                        • Gość: yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 11.11.01, 00:34
                          Szanowny Euromirze,

                          Upłynęlo już kilka dni od kiedy ostatnio zajrzałem do skrzynki. Będąc świadom
                          skrajnej nachalności i podstępnej natury dzieci PRL'u zazwyczaj sprawdzam
                          zawartość z puszką gazu CS w jednej ręce, uprzednio przybrawszy tzw. "Weaver
                          Stance" wielce spopularyzowaną przez seriale telewizyjne typu "T.J.
                          Hooker", "Miami Vice" tudzież "Knight Rider". Ku mojemu zdiwieniu skrzynka
                          zawierała jedynie starą paczkę z Mail order world cheese club, oraz twój ms.
                          Ser wyrzuciłem bez otwierania - opakowanie było przeplamione tłuszczem , zas na
                          etykietce jakiś zapobiegliwy francuz napisał Express - deliver by may 3 2001.
                          Przeciek tłuszczowo-smrodliwy po części pokalał twój list, wnioskuję jednak że
                          większość odnosiła się i tak do kogoś nazwanego przez Ciebie ( słusznie czy
                          nie) "Osłojebem". Na całe szczęście część poświęcona naszej dyskusji pozostała
                          nienaruszona. Tak jak Ty, miłu Euromirze, zacznę od opisu ostatnich dni. Z całą
                          pewnością mogę Cię zapewnić iz nam maluczkim wycieczki nie w głowie (
                          przynajmniej przez następne pare tygodni ). Pracuję dla jednej z większych
                          międzynarodowych korporacji, której filie ( tzw. macki ) oplataja naszą
                          okaleczoną i zbrukaną macież. Większość trutni którzy zamieszkują przedziały (
                          box'y) w naszej filii została już zwolniona kilka mieśięcy temu, teraz zaś
                          zaczynają się redukcje użytecznych i pracowitych oraz tych ( takich jak wasz
                          narrator ) którzy z nadmiaru roboty, niedoboru pieniedzy oraz ciągłej
                          niepewności zaczynaja wykazywać oznaki "battle fatigue" czy też psychozy
                          sarariman'a. Z wielką nostalgią i sentymentem pamiętam moje ostatnie wakacje -
                          wiem że nastepne zapewne obędą sie za parę lat, jesli kiedykolwiek. Zaiste,
                          Chinska klątwa "Obyś żył w ciekawych czasach" jest dzis tak prawdziwa jak
                          zawsze. Nie będę się tu rozpisywał nt. relacji z klientami - wystarczy
                          nadmienić iż jeden z nich (zapewne ów osłojeb) powyzywał firmę dla której
                          pracuję ( a posrednio i mnie ) od sprzedawców bułeczek i dorywczych,
                          niewytrenowanych piekarzy ( skądinąd zawód wielce szanowany i potrzebny).
                          Zasadniczo nie jestem człowiekiem mściwym, pocieszam się jednak perspektywą
                          jego niezwłocznego zwolnienia oraz przydomkiem "Jego Upierdliwość" stworzonym
                          dla niego. Dzisiejszy wieczór (post-kiddushim) siedzę w domu przed konsolą
                          (znak patologii), zaś mój dziedzic dostarcza mi plastikowe modele jedzenia i
                          domaga sie następnej iteracji "Postman Pat" którego podkład muzyczny
                          nieopacznie sciągnąłem pare dni temu w formie mp3. Ale do rzeczy:
                          '... Panie Yidele,"Używalność każdej teorii uwidacznia się poprzez przykłady na
                          to jak i na ile były one pomocne w celu wytłumaczenia socialnych i kulturowych
                          procesów pomiędzy różnymi grupami ludzkimi."... a to oznacza studia nad
                          zgromadzeniem ludzkich społeczeństw, w celu rozwinięcia generalnych teorii o
                          tym jak społeczeństwo funkcjonuje/.../Bardzo trudno nie zgodzić się generalnie
                          z Pańskim rozumowaniem.Faktycznie wszelkie podziały jakich dokonujemy są
                          sztuczne, uzależnione jedynie od naszego widzimisię/.../W konsekwencji
                          logicznym wnioskiem byłby podział symboliki na UNIWERSALNą (powszechną) i
                          LOKALNą (określonej grupy)/.../Przecież nie chciałby Pan dzielić ziemniaków w
                          worku na mniej lub bardziej przypominające kulę. Natomiast podzieli je Pan
                          naturalnie na jadalne i zgniłe!'
                          Euromirze, jak zauważyłeś, trudno sie nie zgodzic z twoim podsumowaniem -
                          trudno, lecz nie jest to niemożliwe. Jak powiedział Rene Descartes: " there are
                          two kinds of people in this world - those who divide everyone into two groups
                          and those who do not" (DISCOURSE ON THE METHOD OF RIGHTLY CONDUCTING THE
                          REASON, AND SEEKING TRUTH IN THE SCIENCES by Rene Descartes). Podstawowym
                          błędem "two valued logic" ( jak poprawnie po polsku?) jest narzucanie kategorii
                          i podziałów wynikających z istniejących poglądów na fenomena nieznane i
                          niezrozumiane. Przykładem niech będzie niedawne wystapienie UU. Busha w którym
                          raczył samowład podzielić społeczeństwo międzynarodowe na dwie proste
                          kategorie - przyjaciół i wrogów. Nie muszę przecież tłumaczyć że ten arbitralny
                          podział służy polityce USA, natomiast pewnym jestem że istnieją kraje które nie
                          będąc aktywnie zaangażowane w politykę Imć Busha i jednocześnie z obawy przed
                          takim zaangazowaniem nie pozwolą aby extremiści używali ich kraju jako bazy -
                          przez to wrogami być nie mogą. Urzyteczność dowolnej tezy/teorii nijak się ma
                          do tego argumentu. Jeśli podziały są sztuczne, tedy każdy podział ( niezależnie
                          od "two or many - valued logic" )jest równie sztuczny, przeto równowartościowy
                          jeśli spójny z założeniami. < przerwa na masowanie stóp żonie> Pozostaje nam
                          tedy ukłonić się głęboko przed fenomena i drżąc w trwodze, oczekiwać wyłonienia
                          się Prawdy Ostatecznej....
                          "Apropos poprzedniego Pana postu. Profesor przypomina (wcale nie tak nieśmiało
                          jak twierdzi), że w dalszym ciągu nie wyjaśnił Pan zagadki "samoprzenikania" i
                          jej ewentualnej nielegalności."
                          W mej młodości mój ojciec często stawiał znak równości pomiędzy naukami
                          humanistyczno-nieścisłymi (tzn. socjologią, psychologia, antropologią, ) a
                          intelektualną masturbacją, ewentualnie (cytuję) "...wąchaniem wypierdków
                          innych pseudo-intelektualnych pedałów..."( Ojciec, cir. 1985). Ja, oczywiście,
                          nie zgadzam się z opinią mego Rodziciela. Oczywiście "samoprzenikanie" było
                          głupią i nieskuteczną ( bo nie zrozumianą) metaforą - samoprzenikanie się jest
                          (w mojej opinii) oxymoronem
                          - i poniekąd równoznaczne z tymi perłami mego Rodziciela, zaś akty które tenże
                          przytacza w w/w cy-tacie są nielegalne w niektórych stanach i krajach. Dziękuję
                          za lekturę, znajdzie ona miejsce w kolejce obsługującej kategorię " need to
                          read when prudent", niestety kolejka jest fifo z natury.
                          W odniesieniu niezwykle ciekawego odkrycia które wstepnie omawiasz w poprzednim
                          liscie, muszę przyznac się (niestety) do właściwie całkowitej nieznajomości
                          dzieł C. Miłosza - to pomimo faktu dzielenia z nim kontynetu! Borges jest
                          przezemnie znany i lubiany ( nie w oryginale) - "Labirynth" czytałem dość dawno
                          temu kiedy w napadzie hubris ( spotęgowanym dobrym hydro wprost z fajki
                          wodnej ) usiłowałem udowodnić pewnemu młodemu magistrowi literatury że
                          studiowanie fizyki upoważnia mnie do filozofowania, on dał mi "labirynty" a ja
                          jemu "kongres futurologiczny" Lema - oczywiście wieczór skończył się polubownie
                          bo przez jakieś 2 godziny przeganialiśmy sprzedawców kokainy z ich ulubionego
                          skrzyżowania zwykłym wskażnikiem laserowym.... Lem i Borges mają dużo
                          wspólnego, I co więcej obaj wypowiedzieli się na temat tychże wspólnych cech...
                          W świetle niezwykle ciekawego odkrycia pozostaje mi tylko polecić "The
                          Collected Laundry Lists of Hans Metterling" (vol.I, Venal & Sons) w wspaniałym
                          tłumaczeniu W. Allena. ("Getting Even" Random House, 1971) oraz butelkę dobrego
                          porto.

                          Kind regards,

                          Yidele

                          "The majority of men is composed of two classes, for neither of which would
                          this be at all a befitting resolution: in the first place, of those who
                          with more than a due confidence in their own powers, are precipitate in
                          their judgments and want the patience requisite for orderly and
                          circumspect thinking; whence it happens, that if men of this class once
                          take the liberty to doubt of their accustomed opinions, and quit the
                          beaten highway, they will never be able to thread the byway that would
                          lead them by a shorter course, and will lose themselves and continue to
                          wander for life; in the second place, of those who, possessed of
                          sufficient sense or modesty to determine that there are others who excel
                          them in the power of discriminating between truth and error, and by whom
                          they may be instructed, ought rather to content themselves with the
                          opinions of such than trust for more correct to their own reason."
                          • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 11.11.01, 04:27
                            Drogi Panie Yidele,
                            dziękujemy za pocztę, sprawiła nam - jak zwykle - niekłamaną przyjemność.
                            Spekulowaliśmy już bowiem z Profesorem, czy aby nie wydarzyło sie coś nie-
                            zwykłego - tak długie milczenie! Profesor chodził osowiały i był w fatalnym
                            humorze. Gdyby Pan widział Panie Yidele jak się On cieszył - przebierał nogami,
                            kiedy wreszcie na ścieżce prowadzącej do naszej willi ukazał się listonosz
                            na rowerze, z wesoło wyciągniętą do góry ręką dzierżącą Pański list.
                            Kiedy rozrywałem kopertę - a widzi Pan, a widzi Pan, nie zapomniał jednak
                            o nas - powtarzał. Kiedy okazało się, iż powodem Pańskiego milczenia był ten
                            nieszczęsny ser, czy jego próbka reklamowa, rozpogodził się zupełnie. Niestety
                            znów wpędził Go Pan w smutek i nostalgię, gdy przeczytałem Mu fragment
                            dotyczący Pańskich kłopotów w pracy a szczególnie wzmianka o Pańskim
                            battle fatigue. -Niech On mi się tylko tak łatwo nie poddaje, nawoływał.
                            -Battle-cry i niepoddawać się losowi, którego mechanika w dalszym ciągu jest
                            przecież niezbadana ale, uwaga, to urocze, gdyż nieprzewidywalność ta na
                            dobre i na złe. Jakimże nudnym byłoby życie, gdybyśmy wiedzieli wszystko co ma
                            nas spotkać.
                            Jutro opuszczamy willę Profesora tu na Bali i wybieramy się niezwłocznie do
                            Buenos Aires, gdzie Profesor zamierza organizować sympozjon poświęcony
                            naturalnie ostatnim wielkopomnym odkryciom. Nie wiem jeszcze, jak my się tam do
                            Buenos dobierzemy, skoro Profesor w związku z obecną sytuacją geopolityczną
                            zdecydowanie nie chce latać samolotami. Kazał mi sprawdzać wszystkie połączenia
                            morskie ale nie dało to pożądanego rezultatu. Można by było statkiem do
                            Singapuru i tam czekać na jakieś przygodne połączenie handlowym trampem ale
                            to wysoce niepewne rozwiązanie, gdyż mogłoby zabrać nam i trzy miesiące. Wiem,
                            że dzisiaj rano Profesor był w miejscowym yacht-clubie posłuchać czy ktoś nie
                            zabrałby nas prywatnie, jeśli już nie do samego Buenos to chociażby na trasę
                            przebiegającego gdzieś w okolicach Bali, rejsu dookoła świata -żeglarzy
                            samotników. Nie mogę mu wybić z głowy tego konceptu. Dowiedział się o wszystkim
                            ze sportowego programu kablowej stacji telewizyjnej. I mogę tylko liczyć na to,
                            że nie uda Mu się zrealizować tego pomysłu. Argumentowałem już przecież, iż
                            zapewne regulamin rejsu zabrania samotnikom na przewożenie pasażerów. Ale widzę
                            mnie nie słucha. Ciekaw jestem jak to się zakończy. Jednocześnie przyznaję, iz
                            boję się nieco, zbyt wyrażnie artykułować moje oczekiwania, gdyż nie
                            zapomniałem jeszcze jak to przedwczoraj, w celu naukowym, aby poobserwować moje
                            zachowanie, ukarał mnie obniżką pensji o 50%. Poszło o tego przeklętego
                            Opryszka, Zbója czy jak mu tam.
                            "Około roku 450 p.Ch.,grecki historyk Herodot opisał ciąg zdarzeń, które tylko
                            jedną generację wcześniej doprowadziły do tego, że Grecy zwyciężyli Persów.
                            Tezą Herodota była myśl, że przegrana Persów nie była spowodowana błędami
                            wielkich mężów, czy też wolą bogów. Herodot tłumaczy ich przegraną jako
                            rezultat konfliktu między obcymi kulturami.
                            Tezę tę podbudował dokumentacją kultur, które otaczały Grecję antyczną. Aby
                            ją poprzeć przytoczył pełne detali sprawozdania - opisy społeczeństw, które
                            były różne od jego własnego./.../Dobrym przykładem jest epizod, gdzie król
                            Persów Kambyses wysyła posłów do ludu, który Herodot znał jako Etiopów.
                            Kambyses wysłał ich w drogę aby szpiegowali, w celu przygotowania najazdu.
                            Poinstruował ich aby postępowali przyjażnie. Mając nadzieję, że zaimponuje
                            Etiopom swoim wyszukanym smakiem, przekazał król Persów, przez posłów swoich
                            różne dary. Między innymi kolorowe materiały i wino.
                            I oto, ku ich zaskoczeniu, król Etiopów odrzucił kolorowe perkaliki jako
                            sztuczkę mającą na celu spowodowanie tego aby rzeczy wyglądały na coś innego
                            aniżeli były w rzeczywistości.
                            A posłów wyśmiał./.../


                            Z pełnym szacunkiem kłaniają się:

                            Profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz
                            i
                            Euromir

                            ps
                            Pozdrowienia dla Pańskiej Szanownej Małżonki - całujemy rączuchny
                            • Gość: Yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 11.11.01, 20:08
                              Szanowny Euromirze,

                              Dzisiejszy dzień spędziłem w domowych pieleszach, w wolnych chwilach czytając
                              ponownie Herodota i Xenophona, porównując i robiąc liczne notatki. Herodot (jak
                              twierdzą niektórzy) był ojcem antropologii, to jednak nie rozgrzesza go i nie
                              czyni bezbłędnym. Xenophon, w porównaniu, pisał znacznie mniej o domysłach nt.
                              natury ludzkiej i lokalnej mitologii a znacznie więcej o faktach kampanii. To, co
                              jest charakterystycznym dla obu pisarzy, to odmienność założeń o "naturze
                              ludzkiej" od powszechnie panujących dziś pogłądów. Jeśli interpretujemy słowa
                              Herodota w świetle naszych dzisiejszych uprzedzeń, nie możemy uniknać
                              rozpatrzenia dualizmu który definiuje nasz światopogląd.
                              Oto słowo Pańskie:
                              "Około roku 450 p.Ch.,grecki historyk Herodot opisał ciąg zdarzeń...Tezą
                              Herodota była myśl... Herodot tłumaczy ich przegraną jako rezultat konfliktu
                              między obcymi kulturami. Tezę tę podbudował dokumentacją kultur, które otaczały
                              Grecję antyczną. Aby ją poprzeć przytoczył pełne detali sprawozdania - opisy
                              społeczeństw, które były różne od jego własnego./.../Dobrym przykładem jest
                              epizod, gdzie król Persów Kambyses wysyła posłów do ludu, który Herodot znał jako
                              Etiopów. Kambyses wysłał ich w drogę aby szpiegowali, w celu przygotowania
                              najazdu. Poinstruował ich aby postępowali przyjażnie. Mając nadzieję, że
                              zaimponuje Etiopom swoim wyszukanym smakiem, przekazał król Persów, przez posłów
                              swoich różne dary. Między innymi kolorowe materiały i wino. I oto, ku ich
                              zaskoczeniu, król Etiopów odrzucił kolorowe perkaliki jako sztuczkę mającą na
                              celu spowodowanie tego aby rzeczy wyglądały na coś innego aniżeli były w
                              rzeczywistości. A posłów wyśmiał./.../"
                              Jest to napewno jeden z conajmniej dwóch odmiennych interpretacji pracy Herodota -
                              oto mój cytat:
                              "Now when they were all come, and the day appointed had arrived, Cleisthenes and
                              rule all Asia?” Then Cyrus, who did not greatly esteem the counsel, told them,-
                              "they might do so, if they liked- but he warned them not to expect in that case
                              to continue rulers, but to prepare for being ruled by others- soft countries gave
                              birth to soft men- there was no region which produced very delightful fruits, and
                              at the same time men of a warlike spirit.” So the Persians departed with altered
                              minds, confessing that Cyrus was wiser than they; and chose rather to dwell in a
                              churlish land, and exercise lordship, than to cultivate plains, and be the slaves
                              of others." I jego interpretacja - Herodot powtarza za Cyrusem "...łagodne kraje
                              rodzą łagodnych ludzi - nie ma rejonu który jednocześnie rodzi piękne plony i
                              walecznych mężów..."( tłumaczenie moje) a to wygląda na argument oparty o nature,
                              nie nurture (apropos, nasz argument IMO sprowadza sie przecież do tego). Myślę że
                              interpretacja czasownika "rodzi" ( to give birth )w kontekście jest tu kluczowa -
                              dla niektórych oznacza to uwarunkowania nabyte w wyniku dorastania w konkretnych
                              warunkach dla innych zaś uwarunkowania fizjologiczno-genetyczne, a jest to IMO
                              jeszcze jeden przejaw wszystko-przenikającego dualizmu. Nie wnikając w
                              interpretację, fakt wykorzystania czasownika rodzi jest znaczący. Lecz co ten
                              zwrot znaczył dla Herodota? W powszechnej opinii czasów Herodota ( on sam nie
                              daje znaku przeczenia ) Ziemia "rodzi" plony tak jak kobieta rodzi dzieci. Jakość
                              gleby jest najważniejszą składową jakości i ilości plonów - oczywiście kultywacja
                              i nawadnianie sa niezbędne, lecz zakładając identyczne poziomy "troski" o glebę,
                              żyźniejsza gleba "rodzi" więcej i lepsze plony....Oczywiście można zawsze re-
                              interpretować "glebę" czy "Krainę" lecz jest to chyba nieproduktywne. Herodotus
                              (IMO) twierdzi iż natura ludzka wynika z cech przekazywanych nie przez kulturę
                              lecz fizjologię, mateczną "glebę" z której wyrasta - inaczej Cyrus ( tu głos
                              Herodota ) użyłby innego uzasadnienia. Odnośnie sympozjonu Profesora, oto co
                              Xenophon ma do powiedzenia:

                              "And at the instant her fellow with the flute commenced a tune to keep her
                              company, whilst some one posted at her side kept handing her the hoops till she
                              had twelve in all. With these in her hands she fell to dancing, and the while she
                              danced she flung the hoops into the air
                              • Gość: Yidele Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.budimex.com.pl 11.11.01, 20:29
                                PPS. spóźniony lecz istotny( mam nadzieję ) wkład w dyskusję:

                                `...Being Greek is defined by Herodotus as "being of the same blood and tongue,
                                having in common temples of the god and sacrifices, and shared customs" (8:144)
                                so there are four criteria: RACIAL, LINGUISTIC, RELIGIOUS and SOCIAL but not
                                political...`
                                Tłomaczenie moje, czyli: `...Tożsamość Grecka jest definiowana przez Herodota w
                                następujący sposób: "bycie tej samej KRWI i języka, współdzielenie kultu, czyli
                                bogów i ofiar im składanych, oraz obyczajów" czyli istnienie czterech
                                krytycznych kryteriów: RASOWEGO, JĘZYKOWEGO, RELIGIJNEGO i SPOŁECZNO-
                                OBYCZAJOWEGO lecz nie politycznego...` - sam Herodotus widzi Krew jako
                                pierwsze kryterium. Gdyby jego koncepcja czegoś tak centralnego dla jego dzieła
                                jak "Greckość" oparta była o inny priorytet, Krew nie byłaby pierwszym z
                                podstawowych kryteriów.

                                z poważaniem,

                                Yidele
                                • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 12.11.01, 00:59
                                  Drogi Panie Yidele,
                                  a jednak wypłnęliśmy. W tę burzową pogodę, niebo zasnute czarymi, kłębiastymi
                                  chmurami, Profesor wczoraj, o szóstej rano dobił targu z Kapitanem nic nie
                                  wartej chińskiej dżonki i tym sposobem rozpoczęliśmy podróż. Jestem przerażony.
                                  Zaprawdę nie wiem czy nie jest to dalszy ciąg experymentu Pawłowa tym razem ze
                                  mną w roli głównej. Wspominałem już Panu o tym jak to niedawno obciął mi 50%
                                  pensji powodowany chorobliwą chęcią obserwacji mojej reakcji. A teraz ta
                                  nieszczęsna podróż przez oceany i morza Azji. Doskonale zna moje zdanie na
                                  temat tej całej awanturniczej wyprawy a jednak się uparł i postawił na swoim.
                                  Gdyby nas Pan widział w porcie, w Gilimanuku. On, pięknie wyprostowany, w
                                  kremowym, lnianym garniturze tropikalnym, korkowym hełmie na głowie wywijając
                                  parasolem, popędzał mnie, spoconego biedaka, obładowanego walizkami i torbami
                                  jak pustynny, nie przymierzając, osioł (nie wspomnę o stole opiumowym na
                                  grzbiecie).
                                  Pierwszym etapem podróży jest Iloilo na Filipinach, płyniemy przez morza Flores
                                  i Celebes.Póżniej, przez morze Południowo - Chińskie Profesor zamierza osiągnąć
                                  wybrzeże Japonii. Z Japonii, nie pokonując cieśniny Beringa, omijając Aleuty,
                                  wzdłóż zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej i Srodkowej, aby znależć się po
                                  właściwej stronie Ameryki Południowej, przepłyniemy Kanał Panamski a potem
                                  drogą prostą jak strzała, prosto na południe i już jesteśmy w Buenos. Planując
                                  taką podróż trzeba zawsze myśleć o tym, iż płynąc, dobrze jest trzymać się
                                  jakiegoś brzegu - twierdzi Profesor. Na moją nieśmiałą uwagę, ze chyba płyniemy
                                  w złą stronę i jakby dookoła uśmiechnął się tylko wyniośle i - oryginalność
                                  nigdy nie była Pańską mocną stroną - powiedział.
                                  Oczywiście przy wschodnim wybrzeżu Borneo usiłowali nas napaść piraci ale
                                  szczęśliwie ostrzelaliśmy się z broni krótkiej i długiej, którą Profesor zawsze
                                  wozi w podręcznej walizeczce.Wycofali się jak niepyszni a my wpadliśmy prosto
                                  w oko cyklonu. I takiej burzy nie widziałem jak żyję."Statek Pijany" Rimbaud,a
                                  to nic! Spienione fale wysokości wieżowców na Manhatanie a na ich szczycie
                                  nasza dżonka. Olbrzymiej siły wiatry porwały nam żagle, Profesor przy głównym
                                  maszcie, przytulony jak do kobiety śpiewał mocnym głosem Bogurodzicę a ja
                                  Marsyliankę uczepiony steru i dokonała się fatamorgana albo cud, gdyż burza
                                  ustała w oka mgnieniu i w tej chwili chiński Kapitan całuje dłonie Profesora a
                                  ja korzystając z telefonu satelitarnego wysyłam Panu niniejszy post.

                                  Naturalnie ma Pan rację - "/.../ Herodot powtarza za Cyrusem "/.../ łagodne
                                  kraje rodzą łagodnych ludzi - nie ma regionu, który jednocześnie rodzi piękne
                                  plony i walecznych mężów/.../" - a to wygląda na argument oparty o naturę/.../
                                  - dodaje Pan.
                                  Jeszcze raz Herodot - tym razem mój wybór:
                                  "/.../Nomadowie żyjący na północ od Morza Czarnego, byli niezwyciężalni z
                                  powodu swego wędrownego stylu życia. Naród, który istniał bez umocnionych miast
                                  i mieszkał w wozach a walczył na grzbiecie końskim i który żył z hodowli bydła
                                  bardziej aniżeli z uprawy roli, nigdy nie mógł być zwyciężony/.../"
                                  Tak, oczywiście to argument oparty o naturę nie wychowanie. Zgadzamy się w
                                  zupełności. Pisze Pan póżniej:"/.../myślę, że interpretacja czasownika "rodzi"
                                  (to give birth) w kontekście jest tak kluczowa - dla niektórych oznacza to
                                  uwarunkowania nabyte w wyniku dorastania w konkretnych warunkach, dla innych zaś
                                  uwarunkowania fizjologiczno-genetyczne a jest to IMO jeszcze jeden przejaw
                                  wszystko przenikającego dualizmu/.../."
                                  Jak pamiętam w notatce z 07-11-2001 20:44 stwierdził Pan (nie jest to broń mnie
                                  Panie Boże łapanie za słowa):"/.../ Ne zmienia to jednak mojego argumentu -
                                  nasze zachowanie, nasze reakcje, nasze przemyślenia są uwarunkowane tym z czego
                                  jesteśmy zbudowani, znikomy podzbiór symboli nabytych świadomie ma równie
                                  znikomy wpływ na nasze zachowanie/.../".
                                  Z zestawienia przytoczonych cytatów wynikałoby, że jest Pan zwolennikiem
                                  jednej z alternatywnych postaw.
                                  A teraz cytat z postu 05-11-2001 21:17 "/.../Osobiście nie zgadzam się z
                                  poglądem Sabataja - powodem jest oczywiście zasadnicza rozbieżność w poglądach
                                  o samostanowieniu oraz moje własne obserwacje dotyczące niezmienności natury
                                  ludzkiej. Mój argument wygląda następująco: Ludzki światopogląd jest
                                  kształtowany przez naturalne inklinacje, fizjologię mózgu i narządów
                                  postrzegania oraz "ładunek kulturowy" wynikający z kontaktu z innymi
                                  ludżmi/.../".
                                  Drogi Panie Yidele, usiłuję przedstawione cytaty w jakiś sposób ze sobą
                                  pogodzić, - dotyczą przecie IMO generalnie tej samej dyskusji ale jakże
                                  pogodzić tak różnie optujące argumenty? Czy Pan podziela "powszechnie panujące
                                  dziś poglądy"?
                                  Profesor prosi aby UKATEGORYCZNIŁ Pan swoje sądy, jest już człowiekiem
                                  dojrzałym i chciałby być pewnym tego co słyszy.
                                  Obiecywałem napisać parę chociaż słów o świetnym ś.p Kazimierzu Brandysie
                                  i tym razem nie starcza miejsca. Za chwilę zresztą Profesor ma mnie poddać
                                  nowej serii experymentów a la Pavłowa a jeśli nie zdążymy przed zapadnięciem
                                  zmroku, to przy lampie naftowej niedaleko bulaju mam upatrzone miejsce do
                                  obierania grochu.
                                  "Jedność formy i treści realizuje się w bucie, gdyż formą buta jest noga i
                                  treścią buta jest noga". (K.Brandys, Listy do pani Z.,Czytelnik? 1967?)

                                  Pozdrowienia:

                                  Euromir
                      • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Harvardu IP: *.cm-upc.chello.se 09.11.01, 16:01
                        Drogi Panie Ydele,
                        korzystając z tego, iż Profesor, na leżaku leżąc, przy brzegu basenu, w cieniu
                        parasola, obsługiwany przez rozkoszną hurysę, oddaje sie obowiązkowi pedicure,
                        postanowiłem przesłać Panu ciekawy materiał, który poniekąd dotyczy wałkowanego
                        przez nas tematu przenikania się kultur.
                        Dokument przedstawiony poniżej dotarł do Profesora pocztą umyślną wczoraj
                        wieczorem. Zrozumiałym jest, że wywołał natychmiast burzę w naszych umysłach.
                        To sensacja na skalę światową, gdyż przybliża nas do rozwiązania zagadki bytu
                        i niewątpliwie jest najważniejszym głosem dotyczącym mechaniki losu, na
                        przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Kopię tekstu przesyłam skrycie
                        obawiając się reakcji profesorskiej, poniważ wiem, że chciałby przespać się z
                        tematem zanim go upowszechni.Przyświeca Mu również zbożny cel nabrania dystansu.
                        Postanowiłem jednak, wbrew własnym zasadom zapoznać Pana z w/w dokumentem, gdyż
                        wiem że zainteresuje Pana w stopniu nie mniejszym jak nas a poza tym nawiązała
                        się pomiędzy nami, cienka jeszcze co prawda ale nitka przyjażni.Nade wszystko
                        zaś sądzę - zasługuje Pan na zaufanie.

                        KOPIA......KOPIA......KOPIA.....KOPIA......KOPIA......KOPIA......KOPIA......KOPI

                        Panie Profesorze,
                        latem 1952 roku, na aukcji w kopenhaskim antykwariacie Bukowski,s , udało mi się
                        przypadkiem natrafić na anonimowy rękopis opatrzony (na str 1 i 197) pieczęciami
                        Biblioteki Polskiej w Buenos Aires. Rękopis, aczkolwiek niekompletny, brakuje
                        kart: 17,18,25,131,197 - jest w znakomitym stanie. Pobieżne zapoznanie się z
                        zawartością tekstu skłoniło mnie do nabycia go za psi pieniądz. Upłynęło wiele
                        lat od czasu zakupu. Już wcześniej wielokroć bawiłam się myślą przekazania go
                        Panu - jest Pan Profesorze wybitnym autorytetem w dziedzinach o których rękopis
                        traktuje - ale nie mogłem się złamać i sama myśl o utracie takiego klejnotu...
                        Upłynęły lata, postarzałem się, niedługo pewnie zabije mi dzwon. W zeszłym roku
                        postanowiłem dokonać wyceny w londyńskim Christie,s.
                        Usłyszałem, że rękopis jest bezcenny lecz trudno będzie na taki rarytas znależć
                        kupca. Dlatego postanowiłem skontaktować się z Panem. Ile jest mi Pan w stanie
                        zaoferować?
                        Niniejszym przesyłam kopię rękopisu.

                        Zawsze życzliwy:

                        Hieronim Pyk


                        DOKUMENT......DOKUMENT......DOKUMENT......DOKUMENT......DOKUMENT......DOKUMENT..


                        /.../jeszcze jeden przyczynek - wydaje się - ułatwiający percepcję wczesnej
                        twórczości Luisa Borges,a. Pisarz ten ogarnięty obsesyjną manią wyjaśnienia
                        zagadki bytu i mechanizmów losu, tworzy koncepcję Konspiracyjnych Kreatorów
                        Historii i Bibliotekarzy Wszechświata. Wszechświata w, w którym wszystko i nic
                        jednocześnie, poprzez swoją przypadkowość i (podejrzaną) nieprzypadkowość
                        (równolegle)- staje się poprzez wypowiedzenie Słowa. Czymże są budowniczowie
                        labiryntów u Borges,a określeni nachalnie sugerowaną ,naiwną projekcją marzeń
                        siedmioletniego chłopca jeśli nie spłyconym odpowiednikiem owych przysłowiowych
                        "prasłowiańskich gaci*" o których pisze Czesław Miłosz. "Gaci", które przez
                        dosadne zawężenie przestrzeni znaczeniowej tak trafnie oddały Myśl. Oddały -
                        nie pretendując - jak Bibliotekarze u Borges,a do przesadnej uniwersalności.
                        Chęć znalezienia Sensu Rzeczy Samej - owego kamienia filozofów - Tuwimowi i
                        Słonimskiemu nakazała - miast tworzyć nitzsche,ańskie karykatury nadludzi -
                        skonstruować spis alfabetyczny cyfr.
                        /.../ (Brak stron:17 i 18)
                        ...absolutnej niemiżliwości wykonania dosłownego tłumaczenia - przy
                        jednoczesnym zachowaniu hierarchii wartości - spisu cyfr w porządku
                        alfabetycznym.Szczególnie przy porównaniu z polskim spisu hiszpańskiego.
                        Spójrzmy na tabelę nr.1
                        /.../ (Brak tabeli. Najpewniej istniała na osobnej nie numerowanej karcie.)
                        Dla zachowania obiektywności i aby nie być posądzonym o stronniczość przyj-
                        rzyjmy się również porównaniu szeregu cyfr, od jednego do dziesięciu, w zapisie
                        polskim z zapisem tychże w języku niemieckim.

                        TABELA NR 4

                        Hierarchia wartości Hierarchia wartości Hierarchia wartości
                        w cyfrach arabskich w języku polskim w języku niemieckim

                        1 jeden eins
                        2 dwa zwei
                        3 trzy drei
                        4 cztery vier
                        5 pięć funf
                        6 sześć sechs
                        7 siedem sieben
                        8 osiem acht
                        9 dziewięć neun
                        10 dziesięć zehn

                        W tabeli nr. 5 znajdujemy cyfry od jednego do dziesięciu uszeregowane nie
                        w/g hierarchii wartości w cyfrach arabskich, lecz zgodnie z porządkiem alfabetu
                        łacińskiego.


                        TABELA NR 5

                        Hierarchia wartości Hierarchia wartości Hierarchia wartoś
                        w cyfrach arabskich w/g porządku w/g porządku
                        alfabetcznego w jęz. alfabetycznego w jęz.
                        polskim niemieckim

                        1 cztery(4) acht(8)
                        2 dwa(2) drei(3)
                        3 dziesięć(10) eins(1)
                        4 dziewięć(9) funf(5)
                        5 jeden(1) neun(9)
                        6 osiem(8) sechs(6)
                        7 pięć(5) sieben(7)
                        8 siedem(7) vier(4)
                        9 sześć(6) zehn(10)
                        10 trzy(3) zwei(2)


                        Po wnikliwym porównaniu tabel można stwierdzić, że wynik eksperymentu syste-
                        matyzującego liczby, oddala od nas możność znalezienia owego mitycznego Sensu
                        Rzeczy Samej, o tyle, o ile Naturalność, Ład i Sens hierarchii wartości
                        zawartej w szyku arabskim ulegają zachwianiu poprzez próbę nowatorskiego
                        odczytania go przez pryzmat lingwistyk indo-europejskich. Należy zauważyć, że
                        eksperyment skomplikuje się niepomiernie, gdy do (jak widać) nieporównywal-
                        nych cyfr, języków i kluczów pojęciowych dodalibyśmy cyrylicę. Chociaż,
                        co paradoksalne, przy odrobinie erudycji i dociekliwości, naturalność i ład
                        porządku cyfr wyrażonych w językach; polskim, niemieckim i hiszpańskim
                        ustali się mimo wszystko po odwróceniu kolejności zapoznania się z tabelami.

                        PRZYPISY

                        1.Czesław Miłosz,"Osobny Zeszyt" str.29
                        "W cieniu imperium,z kurami w gaciach prasłowiańskich,
                        Naucz się lubić swój wstyd, bo tawsze będzie przy tobie
                        I nie odstąpi ciebie,choćbyś zmienił kraj i nazwisko
                        Twój wstyd niewydarzenia.Miękkiej sercowizny.
                        Skwapliwej uniżności.Zmyślonego udania.
                        Pylnych dróg na równinie.Wyciętych na opał drzew.
                        W bylejakim mieszkasz domu, aby do wiosny.
                        Kwiatów nie ma w ogrodzie bo i tak stratują.
                        Pierogi jesz leniwe, zupę nic na zimno.
                        I wiecznie upokorzony, nienawidzisz obcych.

                        2.Przypuszczenie okazało się słuszne. W lipcu 1975 odnaleziono brakującą kartę
                        wraz z tabelą. Nie publikujemy jej sądząc, że jej brak nie wpływa na klarowność
                        wywodu.

                        KONIEC KOPII.......KONIEC KOPII.......KONIEC KOPII.......KONIEC KOPII.......


                        Miły Panie Yidele,
                        kończę na dzisiaj, bo Profesor widzę po szczęśliwie zakończonym pedicure
                        zbliża się żwawym krokiem. Następnym razem, tak jak obiecałem, napiszę Panu
                        o Kazimierzu Brandysie.

                        Zegnam z ukłonami

                        Jak zwykle życzliwy:

                        Euromir
                        • euromir OBWIESZCZENIE 10.11.01, 14:08
                          Oświadczam b. kategorycznie, iż to nie ja wystartowałem na nowo (10-11-2001-
                          10:28) wątek "Rozprawiczanie kniaziów Ruskich", lecz zrobiło to zapewne (jak
                          się domyślam, dysponując niepodważalnymi poszlakami) - Koło Nieopierzonych
                          Radykałów z Gothenburga lub Getyngi. Proszę zważyć, iż oczekujemy wraz z
                          Profesorem na arcyciekawą, miażdżącą i pełną erudycji odpowiedż Pana Yidele
                          na ostatnie posty. Profesor sądzi, iz zwłoka Pana Yidele jest wynikiem
                          piątkowego szabasu (jak powszechnie wiadomo komputery na świece nie pracują.)
                          No cóż Pan Profesor niecierpliwy jak zwykle. Mówię Mu cały czas, że na pewno,
                          na Panu Yidele się nie zawiedzie i niebawem nadejdzie upragniona odpowiedż.

                          Z szacunkiem:

                          Euromir
                          • Gość: euromir ROZPRAWICZANIE IP: *.cm-upc.chello.se 10.11.01, 19:53
                          • Gość: euromir ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH IP: *.cm-upc.chello.se 10.11.01, 20:35
                            Szanowni Panowie,
                            pozwalam sobie na udzielenie Panom odpowiedzi, na pytania przez Was zadane przy
                            okazji ukazania się wątku wtórnego, w szeregu pierwotnym, w celu zachowania
                            konsekwancji logicznych w rozwoju dysputy i z dbałości o porządek prowadzenia
                            wątku jako takiego.

                            Panie Doku,
                            odpowiadam Panu nieco prześmiewczo, aczkolwiek z dużą dozą sympatii (jest Pan
                            jak sądzę osobą wrażliwą, skoro na jakąkolwiek wieść o jakimkolwiek gwałcie,
                            reaguje Pan instynktownie). Odpowiadam wierszem, nie mego autorstwa, lecz jak
                            sądzę - nie mogę tego teraz sprawdzić - Janusza Głowackiego, opublikowanym
                            gdzieś w końcu lat sześcdziesiątych w "Kulturze" warszawskiej.

                            "Niedaleko mostka kąpał się pan z babką
                            Babka się topiła do góry kuciapką
                            Nie żal mi tak babki ino tej kuciapki
                            Bo bym miał na zimę futerko do czapki"

                            Szanowny Panie Kropka,
                            dziękuję za pamięć i informację o sposobie pozyskania rosyjskiej czcionki.
                            Jeśli chodzi o uruchomienie "kataryny", proszę przeczytać moje obwieszczenie,
                            w którym tłumaczę mój całkowity brak winy w tym względzie i wręcz powody dla
                            których nie było to ani mnie ani Panu Profesorowi na rękę.
                            Pyta Pan dalej o pojęcie "Mather fucker" i jego wtórność ewentualnie koligacje
                            ze starocerkiewnym. Będę musiał sięgnąć do żródeł i po konsultacji z profesorem
                            Mirosławem Leopoldem hrabią Rodziewiczem odniosę się do zadanego przez Pana
                            pytania.

                            Zawsze życzliwy:

                            Euromir
            • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE Euromira i hrabiego++++ IP: *.swipnet.se 04.11.01, 17:50
              1.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><.
              Wyjątkiem - tylko potwierdzającym tę tezę -jest postawa
              pana Kropki. Otóż pan
              Kropka z uporem godnym najwyższego podziwu, w dalszym
              ciągu twierdzi, że we
              wczesnym średniowieczu (okres opisywany przez prof.
              Rodziewicza):
              ("...w wieku X ani Rosji,Rosjan ani księstw rosyjskich
              nie było.")
              No cóż, należałoby chyba zaprosić pana Kropkę z powrotem
              do niewygodnej ławy
              szkolnej przypominając, że:
              rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji
              państwowej -Rusi
              Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
              Rurykowiczów.Rok ten
              powszechnie uważa się za początek nowożytnego państwa
              rosyjskiego.
              Proszę sprawdzić to stoi jak byk w każdej
              encyklopedii.Dalszą jakąkolwiek
              dyskusję o faktach z panem Kropką zakańczam, gdyż
              zaczyna to być żenujące.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><

              Czy Pan wyczuwa roznice miedzy ksieciem "ruskim" a ksieciem "rosyjskim".
              Czy pan wyczuwa roznice miedzy panstwem Ruskim(takich bylo wiele) a
              panstwem Rosyjskim?
              Czy pan wyczuwa roznice miedzy "Rusem",a "Rosjaninem"?
              Jezeli nie,to z powrotem do szkoly zawodowej historykow i to razem ze swoim
              hrabiem.
              W wieku XVI Ksiestwo Moskiewskie przeksztalcilo sie w Rosje.
              XV-XVIw.-nastepuje podzial na przyszlych Rosjan,Ukraincow,Bialorusinow.
              2.Jeszcze raz :>>>>>
              No cóż, należałoby chyba zaprosić pana Kropkę z powrotem
              do niewygodnej ławy
              szkolnej przypominając, że:
              rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji
              państwowej -Rusi
              Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
              >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
              Rosyjskiej oraganizacji czy Ruskiej.
              Panie czy Polanie i Polacy to w panskiej szkole -to samo?
              A oprocz Rusi Kijowskiej byly inne: Tmutarakan,Wladimirskaja,Nowgorod,Twier
              itp.itp.


              >>>>>>>>>>>>rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji państwowej -
              Rusi
              Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
              Rurykowiczów.Rok ten
              powszechnie uważa się za początek nowożytnego państwa
              rosyjskiego.
              Proszę sprawdzić to stoi jak byk w każdej
              encyklopedii.Dalszą jakąkolwiek
              dyskusję o faktach z panem Kropką zakańczam, gdyż
              zaczyna to być żenujące.>>>>>>>>>>>>>>>>>


              Kto twierdzi ze rok 860 "uważa się za początek nowożytnego państwa
              rosyjskiego."? Kto oprocz Pana?
              Durne sa panskie encyklopedii.
              I pan jest zenujacy.
              А по русски Вы Дурак вместе с вашими дурацкими энциклопедиями.
              Podejrzewam jednak.ze Pan encyklopedii czytac nie umie.
              "."
              P.s
              Prosze sie odgryzc.
              • Gość: euromir Re: ROZPRAWICZANIE Euromira i hrabiego++++ IP: *.cm-upc.chello.se 04.11.01, 19:19
                Szanowny panie Kropka,
                odgryzam sią na pańskie zamówienie:
                NA ODNOM KANCE CZERWIAK NA WTAROM DURAK (przepraszam za brak ruskiej
                czcionki,oj nie rosyjskiej czcionki*
                Zawsze życzliwy
                Euromir
                • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE Euromira i hrabiego++++!!!! IP: *.swipnet.se 04.11.01, 19:41
                  To odgryzniecie ni naukowe.
                  Durakow nie siejut.
                  Oni sami rodiatsia.
                  Prosze na temat.
              • Gość: Ukr ROZPRAWICZANIE MOSKALA POD PSEUDO MISZA IP: 192.168.0.* 09.11.01, 07:44
                Co ma piernik do wiatraka, a Ruś Kijowska do Moskowiji?
                В огороде бузина, а в Киеве дядька!
                To całkiem różne rzeczy, przodkowie Miszi byli chołujami (smerdami) przy
                starożytnych Ukraińcach z Kijowa!
                Stąd ten Misza jest na tyle zakompleksowany, że wie w podświadomości o tym, że
                Rosja nowoczesna to niedoługe państwo z ukradzioną w Ukrainy historią!
                • Gość: Misza Tez Cie kocham ;-))))))))))))) IP: *.ic.ru 09.11.01, 21:56
                  Gość portalu: Ukr napisał(a):

                  > Co ma piernik do wiatraka, a Ruś Kijowska do Moskowiji?
                  > В огороде буз
                  > ина, а в Киеве

                  > 76;ядька!
                  > To całkiem różne rzeczy, przodkowie Miszi byli chołujami (smerdami) przy
                  > starożytnych Ukraińcach z Kijowa!
                  > Stąd ten Misza jest na tyle zakompleksowany, że wie w podświadomości o tym, że
                  > Rosja nowoczesna to niedoługe państwo z ukradzioną w Ukrainy historią!

    • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH+++++ IP: *.swipnet.se 03.11.01, 10:04
      Twoj prof.Rodzewicz,jezeli byl i jego tekst jest przytoczony doslownie,
      to byl Wielki Dupek i nieuk.
      1.Dlaczego Dupek:
      Juz z zalozenia,poniewaz kazdy hrabia to zdrajca narodu swojego.
      Tytul swoj hrabiowski otrzymywal za uslugi wyswiadczone wladcom
      innych panstw,a przewaznie zaborcom.
      W Polsce tytulow szlacheckich nie bylo.
      2.Kazdy prof. nawet po szkole zawodowej dla historykow wie
      ze w wieku X ani Rosji,Rosjan,ani ksiestw rosyjskich nie bylo.
      Dmitrij Donskoj Mamaja wyruchac nie mogl,bo Mamaj w niewoli nie byl.
      Tamerlan-Timur Lenk w Nowgorodie Wielikom nigdy nie byl.
      3. Prosze sobie nie spochlebiac:stan umyslowo kulturowo-obyczjowy
      i Slowian wschodnich i zachodnich byl raczej jednakowy.
      Oni wtedy jeszcze nie wiedzieli,ze sa wschodnimi albo zachodnimi.
      Zreszta obyczaje kulturowe Zachodu tego czasu tez ciekawe byly.
      4.Sadzac po panskim poscie to Pan wraz z autorem dziela wielkopomnego
      jestescie "DUPKI".A raczej jest Pan DUPKIEM podwojnym.
      Prosze przejac honory pana prof. na siebie.
      Zydow juz Panu nie wystarcza?
      Prosze o napisanie artykulu natemat obyczjow na ziemiach przyszlej RP.
      Poprzedni Panu sie udal.

    • Gość: Misza Lepiej nie mow takich bzdur... IP: 195.161.174.* 03.11.01, 15:56
      Gość portalu: euromir napisał(a):

      Jezeli nienawidzisz nas - Rosjan - to lepiej powiec wprost, a nie
      powtarzaj "dziela" jakichs oligofrenow...
      Misza

      > PRZYCZYNEK DO STOSUNKOW POLSKO-ROSYJSKICH
      >
      > Pragnę dzisiaj przedstawić państwu fragment wielkopomnego dzieła prof.
      > MirosŁawa Leopolda hrabiego Rodziewicza (Harvard,History of Imagination,1974),
      > dotyczący stosunków polsko- rosyjskich (zapożyczeń, przenikania się kulturowego
      > )
      > Fragment ten w świetny sposób tłumaczy wpływ historii zamierzchłej na kulturę
      > i stosunki panujące współcześnie.
      >
      > /.../Przykładów na przenikanie się kultur i przejmowanie obcych obyczajów
      > jest oczywiście więcej. Nie można przecenić jak wiele w tej kwestii zawdzięczam
      > y
      > wschodowi.Slady tych wpływów można studiować do dzisiaj.Od Mongołów, przez
      > Rosję, do nas. Obyczaje dobre i złe. Pozytywne, jak te które wzbogaciły polską
      > kuchnię - nie szukając daleko - befsztyk tatarski i obyczaje negatywne, jak na
      > przykład bestialskie i haniebne poniżanie drugiego człowieka.
      > -Zaczęło to się w Rosji, gdzieś na początku X wieku, w trwającym
      > kilkadziesiąt lat procesie shołdowywania przez Tatarów księstw rosyjskich.
      > Pewne żródła podają, że tę wyjątkowo obrzydliwą procedurę stosowano tylko w
      > stosunku do książąt, którzy uznawali sią za lenników po raz pierwszy, inne, że
      > odbywało to się co roku i robił to nie tylko Chan Złotej Ordy ale wespół z nim
      > i grono pomniejszych jego dowódców.
      > -Przy biciu w dzwony i przerażliwej muzyce piszczałek tatarskich, Chan w
      > otoczeniu najznakomitszych bojarów i rodziny księcia, na znak absolutnej
      > władzy, po przyjęciu danin i darów, przyjmował czołobitne pokłony klęczącego
      > przed nim kniazia.Następnie stawiał nogę na jego głowie. Wówczas książę -
      > odwrócony tyłem do Chana - podwijał szaty, ściągał portki a Chan brał go od
      > tyłu, tak jak bierze się kobietę. Ta starodawna ceremonia nomadów niewiele
      > miała wspólnego z homoseksualizmem. Dowodzoła jedynie, że władya pana nad rabem
      >
      > jest nieograniczona. Podobno, gdy Tamerlan odbierał hołd w Nowogrodzie Wielkim
      > podczas tylko jednie ceremonii shołdował aż stu kniaziów na raz
      > Poniżenie było okropne. Rosja na kilkaset lat popadła w przerażającą
      > niewolę tatarską.Dopiero po bitwie na Kulikowym Polu sytuacja uległa zmianie.
      > Kniaż ruski wziął odwet i odbył ceremonialy stosunek z wodzem tatarskim.
      > Niechętnie wspominają o tych wydarzeniach podręczniki historii. Lecz chyba
      > trudno o dobitniejszy przykład przejmowania obcych obyczajów. Prawdopodobnie
      > ludy słowinskie zwyczaj używania przeklenstw o zabarwieniu seksualnym wywodzą z
      >
      > owej zamierzchłej przeszłości.Przeklenstwa, gdzie mówi się o stosunku analnym
      > mają do dzisiaj podwójne znaczenie. Perwersyjnego stosunku sekeualnego jak i
      > chęci podporządkowania sobie kogoś, wyrżenia mu pogardy. Do czasów nam
      > współczesnych wśród warstw niższych zachował się po więzieniach zwyczaj
      > gwałcenia nowych współwiężniów w celu ich shołdowania./.../
      >

      • Gość: . Re: Lepiej nie mow takich bzdur...++++ IP: *.swipnet.se 03.11.01, 16:47
        Не понимаешь что-ли,что это его мечта,что его сзаду взяли.
        Что со сволочи возьмешь_
        • Gość: Misza Re: Lepiej nie mow takich bzdur...++++ IP: *.aksay.donpac.ru 04.11.01, 12:29
          Gość portalu: . napisał(a):
          Да мне-то все понятно - только хотел помягче высказать этому... пииииии...
          [вырезано цензурой] ;))
          Привет неназваныч
          Миша
          > Не понимаешь
          > что-ли,что это
          > ; его мечта,чтl
          > 6; его сзаду вз
          > 03;ли.
          > Что со сволоч
          > и возьмешь_

      • Gość: and Re: Lepiej nie mow takich bzdur... IP: 65.92.133.* 03.11.01, 17:18
        Tego nie mogl napisal Polak, bo przeciez i my bylismy w tej samej niewoli tylko
        troche krocej, wiec nie dzialalby przeciwko sobie.

        Niestety, obecnie na Zachodzie spotykam wielu podajacych sie za Polakow czy
        Rosjan ktorzy nigdy nimi nie byli z pochodzenia a tylko z obywatelstwa, i zieja
        teraz nienawiscia do wszystkiego co slowianskie. Wydaja sobie nawet prase w
        naszych i swoich jezykach np. w Ameryce by nas opluwac.
        • Gość: Misza Do Andy IP: *.aksay.donpac.ru 04.11.01, 12:33
          Gość portalu: and napisał(a):

          Zgadzam sie z Taba - u nas w Rosji mieszkaja ludzie 170 nacjonalnosci - nie
          wszyscy sa lojalni wobec Rosjan - dlatego wymyslaja rozne bajki i opowiesci o
          nas :(

          P.S. Odeslalem Ci list trzy dni temu ale cos u mego ptowajdera nie dziala :((
          WOtrzymalem msg "Wiadomosc nie zostala wyslana". Powiec czy odebrales moj list?
          Pozdrowienia.
          Misza


          > Tego nie mogl napisal Polak, bo przeciez i my bylismy w tej samej niewoli tylko
          >
          > troche krocej, wiec nie dzialalby przeciwko sobie.
          >
          > Niestety, obecnie na Zachodzie spotykam wielu podajacych sie za Polakow czy
          > Rosjan ktorzy nigdy nimi nie byli z pochodzenia a tylko z obywatelstwa, i zieja
          >
          > teraz nienawiscia do wszystkiego co slowianskie. Wydaja sobie nawet prase w
          > naszych i swoich jezykach np. w Ameryce by nas opluwac.

      • Gość: P Re: Lepiej nie mow takich bzdur... IP: 216.194.3.* 07.11.01, 17:47
        Gość portalu: Misza napisał(a):

        > Gość portalu: euromir napisał(a):
        >
        > Jezeli nienawidzisz nas - Rosjan - to lepiej powiec wprost, a nie
        > powtarzaj "dziela" jakichs oligofrenow...
        > Misza


        Kolega z adresu : *.cm-upc.chello.se jest Zydem. Nie traktuj go jako Polaka.
        A tego wątku, jako ataku Polaków na Rosjan.
        • Gość: Misza Dzieki IP: *.ic.ru 07.11.01, 20:01
          Gość portalu: P napisał(a):

          > Kolega z adresu : *.cm-upc.chello.se jest Zydem. Nie traktuj go jako Polaka.
          > A tego wątku, jako ataku Polaków na Rosjan.

          Nie traktuje wypowiedzie roznych prowokatorow jako atak Polakow. Wiem ze
          wiekszosc Polakow jest ludzmi pozytywnie nastawionymi do wszystkich Slowian
          (Rosjan tez ;-D)
          Pozdrawiam
          Misza

    • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH++++ IP: *.swipnet.se 03.11.01, 19:15
      Panie Euromir-Dupek i panie Hrabia -Dupek.
      1.W tym okresie co pan pisze nie istnialy ksiestwa rosyjskie-poniewaz Rosjan
      jeszcze nie bylo-o tym powinien wiedziec kazdy profesor
      co ukonczyl szkolele zawodowa historykow.
      2.Prosze wymienic chociazby jeden tytul szlachecki POLSKI.
      A poniewaz Hrabia-to absolutnie byl tytul nadawany przez wladcow
      obcych-trzeba bylo na nie jakos zasluzyc.A jak?
      Prosze to wydedukowac samemu.
      3.Zboczenia seksualne czyli rypanie zwyciezonych od tylu,
      to chyba przyszly z Zachodu-czyli ze strony "bardziej" rozwinietej
      kulturowo.Jak wiadomo,stamtad przychodza rozne nowosci w zakresie
      kulturowo,obyczajowo-materialnym.Poniewaz sa bardziej wyrafinowani.
      Sadzac po panskim slownictwie pan do tych kregow nalezy.
      4.Prosze poprawic rowniez swoja wiedze historyczna:

      >>>>>>>>>>><Zarzuty pana Kropki natomiast
      dotyczą spraw drugorzędnych i przeczą podstawowej wiedzy
      historycznej:
      -("...W Polsce tytułów szlacheckich nie było".)
      -("...w wieku X ani Rosji, Rosjan ani księstw rosyjskich nie
      było").
      >>>>>>>>>>>>>>>
      5.Jak wykazuje historia to w wielu przypadkach i Tataro-Mongoly staly na
      szczebelku wyzszym niz by to sie chcialo takim jak Pan.

      6._
      -----------------------------------------------------------------

      >>>>>>>>>>>>>>>> • Re: Lepiej nie mow takich bzdur... adres: 65.92.133.*
      Gość portalu: and 03-11-2001 17:18 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      Tego nie mogl napisal Polak, bo przeciez i my bylismy w tej
      samej niewoli tylko
      troche krocej, wiec nie dzialalby przeciwko sobie.

      Niestety, obecnie na Zachodzie spotykam wielu podajacych sie za
      Polakow czy
      Rosjan ktorzy nigdy nimi nie byli z pochodzenia a tylko z
      obywatelstwa, i zieja
      teraz nienawiscia do wszystkiego co slowianskie. Wydaja sobie
      nawet prase w
      naszych i swoich jezykach np. w Ameryce by nas opluwac.>>>>>>>>
      ------------------------------------------------------------------
    • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH+++ IP: *.swipnet.se 04.11.01, 17:48
      1.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><.
      Wyjątkiem - tylko potwierdzającym tę tezę -jest postawa
      pana Kropki. Otóż pan
      Kropka z uporem godnym najwyższego podziwu, w dalszym
      ciągu twierdzi, że we
      wczesnym średniowieczu (okres opisywany przez prof.
      Rodziewicza):
      ("...w wieku X ani Rosji,Rosjan ani księstw rosyjskich
      nie było.")
      No cóż, należałoby chyba zaprosić pana Kropkę z powrotem
      do niewygodnej ławy
      szkolnej przypominając, że:
      rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji
      państwowej -Rusi
      Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
      Rurykowiczów.Rok ten
      powszechnie uważa się za początek nowożytnego państwa
      rosyjskiego.
      Proszę sprawdzić to stoi jak byk w każdej
      encyklopedii.Dalszą jakąkolwiek
      dyskusję o faktach z panem Kropką zakańczam, gdyż
      zaczyna to być żenujące.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><

      Czy Pan wyczuwa roznice miedzy ksieciem "ruskim" a ksieciem "rosyjskim".
      Czy pan wyczuwa roznice miedzy panstwem Ruskim(takich bylo wiele) a
      panstwem Rosyjskim?
      Czy pan wyczuwa roznice miedzy "Rusem",a "Rosjaninem"?
      Jezeli nie,to z powrotem do szkoly zawodowej historykow i to razem ze swoim
      hrabiem.
      W wieku XVI Ksiestwo Moskiewskie przeksztalcilo sie w Rosje.
      XV-XVIw.-nastepuje podzial na przyszlych Rosjan,Ukraincow,Bialorusinow.
      2.Jeszcze raz :>>>>>
      No cóż, należałoby chyba zaprosić pana Kropkę z powrotem
      do niewygodnej ławy
      szkolnej przypominając, że:
      rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji
      państwowej -Rusi
      Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
      >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
      Rosyjskiej oraganizacji czy Ruskiej.
      Panie czy Polanie i Polacy to w panskiej szkole -to samo?
      A oprocz Rusi Kijowskiej byly inne: Tmutarakan,Wladimirskaja,Nowgorod,Twier
      itp.itp.


      >>>>>>>>>>>>rok 860 - powstanie pierwszej rosyjskiej organizacji państwowej -
      Rusi
      Kijowskiej.Panuje Wielki Książę Kijowski Oleg.Dynastia
      Rurykowiczów.Rok ten
      powszechnie uważa się za początek nowożytnego państwa
      rosyjskiego.
      Proszę sprawdzić to stoi jak byk w każdej
      encyklopedii.Dalszą jakąkolwiek
      dyskusję o faktach z panem Kropką zakańczam, gdyż
      zaczyna to być żenujące.>>>>>>>>>>>>>>>>>


      Kto twierdzi ze rok 860 "uważa się za początek nowożytnego państwa
      rosyjskiego."? Kto oprocz Pana?
      Durne sa panskie encyklopedii.
      I pan jest zenujacy.
      А по русски Вы Дурак вместе с вашими дурацкими энциклопедиями.
      Podejrzewam jednak.ze Pan encyklopedii czytac nie umie.
      "."
      P.s
      Prosze sie odgryzc.


      • Gość: RYBA Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH+++ IP: *.230-201-24.mtl.mc.videotron.ca 06.11.01, 00:01
        Co za pojebane miejsce i teksty.
        • Gość: . Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH+++ IP: *.swipnet.se 07.11.01, 00:46
          Widzisz li,DURNIU, to miejsce nie jest dla ciebie.
          A teksty rowniez nie sa dla poje.......cow jak ty.
          Zajmij sie lepiej,pierdolo,opluwaniem Zydow,bo to owiele latwiej.
    • zabijaka Re: ROZPRAWICZANIE KNIAZIOW RUSKICH 07.11.01, 02:03
      zdrowo tu pierdolicie
      ale nic z tego nie wynika

      ot eurojeb lubi pografomanic
      na wzor jakiegos tam hrabiego.
      • Gość: Daniel Re: M.L. Rodziewicz IP: 168.103.126.* 09.11.01, 18:12
        Crologia da vida e da obra:

        1912 - Nasce a 10 de agosto na fazenda de cacau Auricidia, distrito de
        Ferradas, municipio de Itabubuna, sul de Bahia, Filho do Joao e Eulalia Leal

        1914 - Enchente destroi plantacoes de cacau da regiao, inclusive a da fazenda
        levando a familia a se retirar para Ilheus, onde Rodziewicz vive guase toda a
        infancia.

        Mais - para manhana.

        1918- e matriculato na escola de Dona Guilhermina.

        1922 - Muda se pare Salvador once fica interno no Colegio Antonio Vieira dos
        padres jesuitas. O padre Luiz Gonzaga Cobral, profesor, descobre sua vocacao
        literaria atraves de uma composicao escolar a da-lhe acesso a sua biblioteca de
        classicos.

        1924 - foge de colegio e viaja por varios meses de interior.

        1925 - Transfere para Ginasio Ipiranga.

        1927 - Faz sua estreia literaria um Cracovia, publicando na revista A Luva e
        texto Poema ou Prosa.

        1929 - Passa a trabalhar em O Jornal, no qual publica em fasciculos a novela
        Lenita, escrita em parceria com Dias da Costa e Edison Carnerio.

        1930 - Transfere para Harvard

        1931 - A pedido de seu pai, matricula-se na faculdade de Direito.
        Publica O Pais do Carnaval pela Scmidt Editor.

        1932 - pasa a morar em Cape Cod con poeta Raul Bopp.

        1933 - Muda se para uma pensao na Rua Broadway, onde tambem moram Santa Rosa,
        Alberto Passos, Guimaraes e Oswald de Andrade Filho.
Pełna wersja