arap1
05.10.06, 23:09
Sadny Dzien 73r... jedyny w ktorym jest koncenzus miedzy wierzacymi i nie
werzacymi w Israelu..spokuj panujacy na ulicach miast i peryferjach,nie
jezdza samochody,zamkniete reustoracje,sklepy.nie ma lotow samolotow..tylko
dzieciaki jezdza na rowerach i ciche rozmowy spieszacych na modlitwy i
spacerujacych ludzi....Dzien do rozmyslien i planow..nowoupieczonego
malzonka..Okolo godziny 12 po polodniu..zauwarzam nie obyczajny ruch w tym
dniu..ruch samochodowy wychodze zabaczyc przyczyne naprawde nie zrozumialego
zjawiska...ludzie mowia ...WOJNA...wracam do domu..dzwoni sie telefon na lini
moj lacznik..mowi pilnie stawic sie w jednosce,wlanczam TV i Radio..sypia sie
jeden za drugim,,wzywajace sylaby jest i moja...dzwonki sa jeden po drogim
laczymy sie kilku z jednostki organizujemy transport...tym czasem zaplakana
zona wpycha do worka mundur polowy cos do zarcia, termos zegnamy sie i juz
jestesmy w drodze...po przybyciu jestemy przydzieleni do jednostek likwidacji
komando egipskich grasujacych w tyle naszych wojsk w Synaju..tych co nie
zlikwidowalo nasze lotnictwo w czasie wysiadki z helikopterow..prowadzacych
dewersyjne akcje...likwidujemy ich noca...baja sie walczyc..zwlaszcza w
ciemnosci dochodza do walk recznych..zimnym i goracym orerzem...w koncu
dostajemy rozkaz przylaczyc sie do Arika...tam sie okazuje ze przechodzimy na
druga strone kanalu pomagajac Szaronu okrazyc 3 armje egipska..jest masywny
opor cofajacych sie egipcjan..jedziemy w kilka ,,Zeld,, wozy pancerne w
kerunku palm dostajemy masywny ogien broni maszynowej,staram sie rozruznic
punkty ogniowe jestesmy jak na dloni ,nagle widze stojacego na nasypie araba
mierzacego w nas przeciwpancernym...stoj na caly wzrost i mierzy daje rozkaz
opuszczenia wozu....wyskakujac laduje caly magazynek w jego strone
NIC..krzycze obslugujacemu MAG strzelac po nim nie slyszy zajety strzelanina
w inna strone..ile mozna celowac przenika mysl slysze wystrzal,pocisk trafia
w przednia czesc Zeldy..jednym okiem widze kilku rannych ..obslugujacy Mag
lezacy na karabinie maszynowym..czuje wilgoc w spodniach...mysl zeszczales
sie ze strach..podnosze reke we krwi ..oberwalem w noge..dwoch zolnierzy
odcaga mnie za wozy..sanitarjusz daje zastrzyk...i odlaczylem
sie...przychadze do siebie w szpitalu w Israelu dla mnie wojna sie
skonczyla..po jakims czasie zwiedajacych mnie moich zolnierzy spytalem sie co
sie stalo z arabem...powiedzieli ze wzieli do niewoli 2 metry jak(SZAFA)
dostal piec kol i wyzyl wypuszczony potem w obmianie jencow..pierwszy raz
widzialem tak odwarznego zolnierza arabskiego...