stranger.pl
13.06.07, 18:48
W wojnie domowej lat 1936-1939 Hiszpania straciła 300-400 tysięcy zabitych. Z
tej liczby 72.344 osoby (w tym 6.832 duchownych) zginęło w egzekucjach i
pogromach dokonanych przez lewicę, a 32.021 – w odwetowych działaniach
nacjonalistów.
Potem, po zwycięstwie nacjonalistów (gen. F. Franco), w ciągu 11 lat stracono
jeszcze 22.641 lewicowców – w większości za sądownie udowodnione zbrodnie z
okresu wojny domowej.
Jeszcze w 1963 r. bezlitosna hiszpańska ręka sprawiedliwości dosięgła
komunistę Juliana Grimau’a, zawodowego mordercę z barcelońskiej CzeKi
(sławiącego się mordami przesłuchiwanych więźniów - w tym kobiet i dzieci).
Czerwony rak, przeżerający ongiś Hiszpanię, został wypalony ogniem - choć
dziś na nowo zagraża swoim Lewactwem Hiszpanii i Hiszpanom.
W lipcu 1936r. garnizon Toledo opowiedział się po stronie czerwonej
Republiki - miasto wydano na łup barbarzyńcom. Spośród przeszło
osiemdziesięciu kapłanów pozostało wśród żywych tylko dziewięciu.
Dewastowano i grabiono świątynie, XIII-wieczna katedra ocalała tylko dlatego,
że "antyfaszystom" zabrakło stosownej ilości dynamitu. Plutony egzekucyjne,
formowane z opętanych nienawiścią do Kościoła "antyklerykałów",
rozstrzeliwały nie tylko ludzi - również wizerunki Chrystusa i Madonny,
posągi świętych, obrazy liturgiczne...
Nigdy dość przypominania, że zanim generał Franco rozpoczął swą krucjatę (17
lipca 1936 r.), rzucając wyzwanie bezbożnej Republice i siłom światowego
komunizmu, zanim w eterze rozległy się słynne słowa: „Nad całą Hiszpanią
niebo jest bezchmurne”, będące wezwaniem do zbrojnego powstania, lewicowa
rewolucja w Hiszpanii trwała już od pięciu lat.
Przez pięć długich lat Hiszpanie znosili najdziksze ekscesy i najokrutniejsze
zbrodnie.
Kiedy w 1931 r. przez kraj przetoczyła się fala antykatolickich pogromów, gdy
lewicowy motłoch spalił ponad sto kościołów, liberalny minister spraw
wewnętrznych odmówił wysłania policji przeciw sprawcom zamieszek: -
twierdząc: "Wszystkie kościoły Hiszpanii nie są warte życia jednego
republikanina."
W czerwcu 1936 r., tuż przed wybuchem wojny domowej, przywódcy prawicowej
opozycji parlamentarnej Gil Robles i Calvo Sotelo krzyczeli z mównicy
sejmowej, wyliczając zbrodnie tylko z poprzednich czterech miesięcy: "169
zburzonych i 259 uszkodzonych kościołów... 10 splądrowanych redakcji gazet...
69 zdemolowanych biur partyjnych... 146 zamachów bombowych... 269
zamordowanych (w tym... prawicowych posłów do Kortez i 1879 poranionych
Hiszpanów..."
Cztery tygodnie później policyjny szwadron śmierci porwał deputowanego Calvo
Sotelo i wpakował mu kulę w tył głowy.
Pozwalać na dalsze rządy czerwonych w Hiszpanii to byłoby przyzwolenie na
zainstalowanie w Hiszpanii "kraju Gułagów".
Na podstawie artykułów dr A. Solaka m.in. "Lwy Toledo" i "Skandalista
Miaciej Giertych"
cristeros1.w.interia.pl/crist/anty/lwy_toledo.htm
PS.
Republikańska Hiszpania mordował nie tylko zwykłych Hiszpanów - ofiarą
maranów (esencji Czerwonej Hiszpanii) padli także jej obrońcy - gdyż
republikanie wymordowali prawie wszystkich żołnierzy z brygady
anarchistycznej w której służył m.in. G. Orwell (późniejszy autor "Roku 1984"
i "Folwarku zwierzęcego").
On sam cudem uniknął śmierci i uciekł (1937 r.) z Czerwonej Hiszpanii...