Dodaj do ulubionych

Amerykanie mieszkaja coraz wygodniej

06.08.07, 08:36


W USA buduje się głównie domy jednorodzinne. Ich liczba w poprzednim roku
wyniosła 1 466 tys. sztuk. Liczba inwestycji budowlanych, które zawierały
więcej niż jeden budynek, wyniosła 336 tys. W 2006 r. liczba wolno stojących
domów jednorodzinnych wynosiła 1 265 tys. podczas gdy tzw. "bliźniaków" -
zaledwie 200 tys.

Wraz ze wzrostem płac i komfortu życia Amerykanów rośnie również
zapotrzebowanie na metraż domu. Mediana powierzchni mieszkalnej domów
jednorodzinnych w całym poprzednim roku wynosiła 224,8 metra kwadratowego.

Od 70-tych systematycznie wzrasta srednia wielkosc amerykanskiego domu ze 160
metrow kwadratowych do obecnych ponad 220 metrow kwadratowych.


Źródło: US Census Bureau

Na tych prawie 225 metrach kwadratowych 23 proc. nowych domów jednorodzinnych
posiada 3 lub więcej łazienek. Co ciekawe zaledwie 5 proc. domów ma jedną.
Natomiast aż 89 proc. posiada klimatyzację.

Obserwuj wątek
    • hubert100 Re: Amerykanie mieszkaja coraz wygodniej 06.08.07, 15:50
      Beda mieszkali jeszcze bardziej wygodnie (pod mostem).4 miliony domow stoi
      pustych."Wlasciciele" zostaja "wykopani" bo nie placa.
      • czlowiek_samogon A moze by tak jakies dane 07.08.07, 19:59
        huberciku biedny podaj jakies dane o tych mieszkajacych pod mostem bo jakos NIC
        nie mowia o tym w wiadomosciach no chyba ze przejales role TOW. Urbana ... HeHe
        • gosc88 Re: A moze by tak jakies dane 08.08.07, 02:46
          Czasami media bywaja politycznie poprawne i nie podaja do ogolnej
          wiadomosci niektorych krytycznych uwag. Czy tak bylo w tym
          przypadku ?? Nie wiem.
    • caesar_pl Re: Amerykanie mieszkaja coraz wygodniej 06.08.07, 21:56
      A potem sie dziwia,ze to bylo nagle tornado a to byl tylko mysliwiec Tornado..ha,ha..
      www2.hs-esslingen.de/~tog/oli/construction_d/page_01.htm
      jak takie cos sie buduje - na zewnatrz fajn a wewnatrz szajse to sie nie ma co dziwic,ze i dziadowskie auta ida tam jak woda.Do tego glupi Jankes pomoga rozwijac chinska gospodarke - bo po prostu rzuca sie na wszystko co chinskie..prymitywy,nie?
    • cs137 Re: O wyzszosci europejskiego budownictwa mieszka- 07.08.07, 00:32
      niowego nad budownictwem mieszkaniowym w USA:

      Sprawa jest tak oczywista, ze nie wymaga dyskusji - wystarczy porownac wysokosc
      typowego budynku mieszkalnego w Europie, o prosze:

      images1.fotosik.pl/245/c29758c3f4d263f0med.jpeg
      z wysokoscia typowego budynku mieszkalnego w USA:

      groszek.741.com/VARIA/gazdowka3.jpg
      Kazdy widzi golym okiem, jak o wiele bardzo wyzszy jest ten budynek w Europie od
      tego budynku w USA (budynek w USA - chodzi o ten budynek pokazany strzalka na
      zdjeciu - jak widac, jest tak niski, ze dach ledwie wystaje z lasu; tak jest
      naprawde, nic nie bujam, moge zaswiadczyc, bo sam w tym budynku mieszkam).
      • borrek Re: O wyzszosci europejskiego budownictwa mieszka 07.08.07, 23:39
        A ile masz lazienek?
        • cs137 Re: Lazienki niepotrzebne. 08.08.07, 00:50
          borrek napisał:

          > A ile masz lazienek?

          Zaraz obok domu przeplywa potok, winc, widzita, kumosicku, lazienki niepotrzebne.

          Studnia ma, widzita, 130 m glebokosci (to nie zart!), wiec strasnie sie trza
          napracowac zurawiem, zanim sie kubel wody wyciungnie. To kto by tam o jakims
          myciu w laziency myslol?

          A s...c za garaz chodzim, bo stodola jesce nie stanela. Jak pobudujem, to za
          stodole chodzic bedziem, jako Pan Bucek przykazali.

          • felusiak1 Re: Lazienki niepotrzebne. 08.08.07, 03:31
            Kammień mnie ze serca spad bo myślałem, ze sr-cie do rzeki.
            To w tej Ameryce kultura.
            • hubert100 Re: Lazienki niepotrzebne. 08.08.07, 18:29
              Byl program W. Oprach w TV.Pokazywala miejsca w Ameryce takie
              ktorych Zimbabwe by sie nie powstydzilo."Czwarty swiat".
              • cs137 Re: Ale najwiekszy problem to MENELE!!!! 08.08.07, 19:44
                hubert100 napisał:

                > Byl program W. Oprach w TV.Pokazywala miejsca w Ameryce takie
                > ktorych Zimbabwe by sie nie powstydzilo."Czwarty swiat".


                To jeszcze nic! Najwiekszy problem, to tłumy meneli, które sie gniżdżą porzadnym
                ludziom na podwórkach. A policja nie raczy w ogóle interweniowac!

                Nie dalej, jak wczoraj - wychodze rankiem do pracy i zaraz na progu napotykam
                sie na bandę trojga meneli! Złosc mnie taka wzieła, że sfotografowałem to
                tałatajstwo:

                groszek.741.com/VARIA/menele1.jpg
                groszek.741.com/VARIA/menele2.jpg
                groszek.741.com/VARIA/menele3.jpg
                Ameryka upada w przerażajacym tempie, zaiste!
                • hubert100 Re: Ale najwiekszy problem to MENELE!!!! 08.08.07, 21:08
                  Mamy "polskiego Oprach". Sukces,miejmy nadzieje ze to nie Oprych.
    • de_oakville Komfort w Ameryce byl zawsze wyzszy niz w Europie 08.08.07, 18:52
      W Ameryce jest wiecej miejsca dla czlowieka nie tylko ze wzgledu na wiecej
      przestrzeni zyciowej dla jednego mieszkanca, ale rowniez w budynkach.
      Przestronne i "puste" lotniska, luzno w hotelowych lobby, gdzie zawsze jest
      miejsce zeby usiasc na wygodnej kanapie, nawet w jakims podrzednym motelu w New
      Mexico mozna po pokoju jezdzic na rowerze, taki duzy. Prysznic, ciepla i zimna
      woda pod dobrym cisnieniem. A ze nie wszystko z betonu, tylko czesto z drewna to
      wcale nie przeszkadza - w srodku nie ma roznicy, a nawet zdrowiej. Wada jest
      mala odpornosc na huragany - to fakt. Natomiast w ciasnej Europie - hotelik
      francuski, mala winda, do ktorej z trudem
      mieszcza sie nawet dwie osoby z bagazem, w malenkim WC trzeba uwazac na lokcie,
      a w klatce pod prysznicem niejeden musi wciagnac nawet brzuch, zeby sie
      zmiescic. W Niemczech najtansze hotele rowniez nie zawsze wyglaja rozowo.
      Mieszkalem raz w takim (2000 rok) w pd-zachodniej Badenii Wirtembergii, gdzie
      nie bylo w lazience mydla, a rury wodociagowe biegly wzdluz scian pokoju jak za
      Wilhelma II-go. USA ciagle pod tym wzgledem gora. I oby tak pozostalo dla dobra
      calej ludzkosci.
      • hubert100 Re: Komfort w Ameryce byl zawsze wyzszy niz w Eur 08.08.07, 21:20
        Tylko dlatego ze tu waszystko wysiada po 40 latach i trzeba budowac
        na nowo.Jakosc jest zadna, smietniska pelne.Dla dobra ludzkosci
        lepiej by zrobili jak by "znikneli" z tego swiata.
        • you-know-who Komfort w Ameryce to jeszcze nic 08.08.07, 22:03
          w kanadzie lepiej. po 40 latach dom ktory kupilismy stal sie za maly.
          side-split, 4 poziomy:
          1 garaz, 2. pokoje nad garazem, 3. poziom glowny (living room + kuchnia), 4.
          urzadzona piwnica (zbyt staroswiecko, billard, bar...wszystko juz usuniete.)

          poniewaz wiedzialem z waszych postow, ze taki dom po 40 latach sie psuje, nawet
          jesli na zewnatrz
          jest (atrapa?) z 10cm cegly, postanowilismy zapobiec wizji spania pod mostem:
          teraz przesunieta zostala jedna sciana nosna na dole i powstal 70m^2 nowy 5.
          poziom ponad living-roomem. dzwig przyjechal i w 3 dni po robocie, szkielet i
          nowy dach gotowy. potem mozna sie bawic rok w wykanczanie, wielu zawodow sie
          podczylem dla frajdy.
          gorny poziom jest nieprawdopodobnie jasny, dosc wysoki (sufity kasetowe),
          wspaniale widoki. konczymy wlasnie tam lazienke. ile ich w sumie mamy? nie
          pamietam, bo kapie sie w basenie; i to ide zaraz, bo globalnie mi sie ocieplil,
          mamy dzis 31 C.

          pzdr
          • caesar_pl Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 08.08.07, 22:17
            Zawsze sie dziwie,jak zajade do Niemiec,czemu ludziska kupuja tyle markowych rzeczy.Dom jest drogi - ale mowie szwagrowi,nie buduj piwnicy 2,20metra,po co ci wypalana dachowa a rynny kup sobie plastikowe.Nie,bo tu sie tak nie buduje - odpowiada.Ja chce chalupe dla moich wnukow a nie ze sie za 50 lat rozkroczy.Ja mu mowie,w Polsce ludziska buduja dwory za polowe tej forsy co ty..No ale nie przemowisz,wie lepiej...W Niemcach 33% nnowosprzedanych aut to MB,AUDI i BMW..Po co to komus?Za ta forse mieli by 2 razy wiecej KIA-jow i innych.Po co walic taka forse w Beetle,jak szwagierka kupila ,jak to beznadziejne auto?Ciezko to wszystko zrozumiec...A widzieliscie jakie kawy pija?Niemieckie najlepsze.Jada do Holandii i kupuja niemiecka kawe - bo tam troche tansza...!!A jak kupuja jakis odkurzacz albo robot kuchenny to gdzie wyprodukowany.Tacy delikatni...A jak przyjedzie szwagier z urlopu na poludniu to pamieta tylko minusy a to dziadostwo,a tammto szpetne,a to woda do dupy..A w przyszlym roku znow tam jedzie..ha,ha..
            • cs137 Re: Dom "dla wnuków"? Szczyt idiotyzmu 08.08.07, 23:23
              To moze jeszcze szewc powinien szyć buty takiem by wnuki mogły nosic, a krawiec
              szyć ubranie takie, zeby i prawnuk mógł w nim paradować?

              Ludzie, w jakich czasach zyjecie? To było dobre w sredniowieczu!

              Amerykanin przeprowadza sie w zyciu 17 razy podobno, a zjednoczona Europa idzie
              w ślady Ameryki, jesli chodzi o mobilnosc społeczeństwa.
              Widze to po moich siostrzeńcach i bratanicach. Juz pewno tak z połowę z nich
              "wywiało" z Polski do innych krajów. Nie na stałe - poznajdowali lepszą prace,
              po prostu.

              Domy z granitu i betonu, wznoszone w Europie, beda dla wnuków, owszem - tyle,
              ze... dla wnuków całkiem innych ludzi.

              Ja mam dom drewniany, ale zapewniam Was, ze wiekszośc europejskich gołodupców i
              tak by zżółklo z zazdrości na jego widok (i widok z niego, też). Ale wiem, ze
              nawet moje córki nie beda w nim mieszkały, a co dopiero wnuki! Ja sam moge już w
              nim za 10 lat nie mieszkać. Pierwszy dom w USA kupilismy w 1985 roku, obecny
              jest juz trzeci i wcale nie uważamy, ze to ten ostatni.
              • cs137 Re: O trwałosci budownictwa drewnianego 09.08.07, 01:09
                Bardzo aktywny swego czasu oszołom z FS, Krystian71, twierdził kiedys tutaj, ze
                amerykańskie drewniane domy "rozlatuja sie" po 10-15 latach.

                Caesar tutaj daje do zrozumienia, ze drewniany dom sie "rozkracza" po 40 latach.

                Zapewne, jak go jakis szkopski partacz stawia, to sie rozkracza. Ale wystarczy
                juz pojechac do sasiedniej Austrii i popatrzec na drewniane domy w Alpach, zeby
                sie przekonać, iz to niekoniecznie prawda.

                Jak trwałe jest dobrej jakosci drewno konstukcyjne, to ilustrowac może poniższy
                obrazek. Dokładnie 20 lat temu, latem 1987 roku, moja zona zazyczyła sobie, bym
                zrobił ogrodowy stół. No to kupiłem materiał i stół wykonałem.

                Stół stał kazdego roku przez lato w ogrodzie, deszcze na niego padały. Od czasu
                do czasu smarowałem go roslinnym olejem. Po 20 latach jednak zbrzydł i zszarzał
                do tego stopnia, ze żona zażyczyła sobie nowego. Nawet postawiła mnie przed
                faktem dokonanym i kupiła bardzo ładne cedrowe deski na ten nowy. Ale ja byłem
                przywiazany do swojego starego dzieła, wiec wynegocjowałem z zona, by mi
                pozwoliła najpierw spróbowac ten stary stół "odświeżyć". Kupiłem elektryczny
                hebel i poczysciłem wszystko - troche z tym bylo pracy, bo, zeby wszysto zrobic
                porządnie, musiałem stół rozebrac na deski, kazda z osobna wyheblować, a potem
                złózyć na nowo. Ni i jak to zrobiłem - to, zobaczcie sami, jak się prezentuje
                blat, który stał przez 20 lat na powietrzu:

                groszek.741.com/VARIA/stol.jpg
                Ten blat był narazony na kontakt z wilgocia - ale, jesli drewno nie jest na taki
                kontakt narazone, to jego trwałosc moze wynieśc nie dziesiątki, a wręcz setki
                lat! A drewno, z którego zbudowany jest szkielet konstrukccyjny DOBRZE
                ZAPROJEKTOWANEGO I WYKONANEGO domu, nigdy nie jest narazone na kontakt z
                deszczem, czy woda z topiacego sie sniegu.

                W Oregonie prawo wymaga, by drewniane domy były budowane z matriałów o jakosci
                takiej, i tak wykonane, by gwarantowały 60-letni okres trwałosci. W praktyce ten
                okres, kiedy dom jest w przyzwoitym stanie, wynosi ponad 100 lat - i dom raczej
                starzeje sie "moralnie", niz konstukcyjnie. To znaczy, po kilkudziesieciu latach
                ludzi juz chca dom zburzyc i wybudowac na nowo, lub poddac generalnej przrowbe -
                ale dlatego, ze układ pokoi, kuchni, lazienek, itp., kompletnie już nie
                przystaje do wspólczesnych standardów i wymagań.

                Dom, który myśmy kupili przed półtora rokiem, jest drewniany, jak mówiłem.
                Zbudowany został przez poprzednich własciecieli 21 lat temu. Przed zmianą
                własciciela, zgodnie z prawem, musiał przejść inspekcje wykonana przez
                licencjonowanego eksperta. Inspektora wybiera zawsze kupujacy. My wybralismy
                pana, który w miescie nazywany jest przez agentów od nieruchomosci "deal-killer"
                - ze wzgledu na czepianie sie każdego drobiazgu. Ze wzgledu na wady budynków,
                które wypatrzył, wielu kupujących wycofało się z umowy, i stad jego przydomek.

                Kiedy ów "deal-killer" dokonywał swej inspekcji, zapytałem go, w jakim stanie
                jest zasadnicza struktura budynku? Czy widzi juz jakies zmiany po 20 latach? Pan
                powidział, że zmiany strukturalne sa zawszsze ewidentnie widoczne i nie daja sie
                ukryc (np. powoduja pękniecia w tynku na scianach i dobry ekspert zawsze takowe
                wypatrzy), ale w tym budynku nie widzi absolutnie żadnych - po czym dodał:
                "Według mnie, ten dom jest tak solidnie zbudowany i z tak dobrych materiałów, ze
                nawet za sto lat od teraz strukturalne zmiany bedą prawie zadne".

                Tak wiec, drewniany budynek niekoniecznie od razu musi sie "rozkraczac" po 20
                czy 40 latach. Raczej, to w Europie zanikła umiętność budowania PORZĄDNYCH domów
                z drewna. W Polsce potrafia to jeszcze robic, owszem, cieśle z Podhala, ale
                rózne tam drobne partaczunie juz nie.

                A jaki jest sens budowania murowanego domostwa "dla wnuków"? To tez moge
                zilustrowac przy pomocy zdjecia:

                groszek.741.com/VARIA/dom_dziadka.jpg
                Na zdjęciu ja z żona i córkami stoimy przed domem zbudowanym w roku 1904 przez
                mojego Śp. Dziadka. Dom, jak widac, jest nieco zaniedbany - ale, trzeba od razu
                wyjaśnić, ze tynk jest wciaz ten sam, który poózono w 1904 roku, 103 lata temu!
                Dom, niestety, od 1939 roku znajduje sie na terytorium sowickim (a od 1991 roku,
                na terytorium Ukrainy) i od 1944 roku juz nikt z naszej rodziny w nim nie mieszka.

                Z zewnątrz dom nie wyglada najlepiej - ale, gdybyście go mogli obejrzec
                wewnątrz! Dwie rodziny ukraińskie, któe w nim mieszkaja obecnie - bardzo
                sym,opatyczni państwo - dbaja o wnętrza, jak moga, no i pieja zachwytu, ze
                Dziadek wybudował ten dom tak solidnie i tak doskonale i wygodnie zaprojektował
                jego układ!

                Tylko, ze co mnie, wnukowi, z tego? W lipcu pojechałem pierwszy raz w życiu do
                Dobromila, gdzie dom stoi, przez godzine ogladałem, i mała szansa, że tam
                kiedykolwiek jeszcze w życiu wrócę.

                Wiec na podstawie doswiadczeń mojej własnej rodziny, ja raczej nie mam
                przekonania o sensownosci budowania domów z zamysłem, ze "będa jeszcze dla
                wnuków". To juz nie te czasy!

                Natomiast na podstawie wąłsnych dsoswiadczeń mam dobra opinie o budownictwie
                drewnianym.

                A propos - koło Czestochowy przeszła przed paru dniami trąba powietrzna i sporo
                budynków zostało niemal totalnie uszkodzonych - a były murowane!
                • you-know-who Re: O trwałosci budownictwa drewnianego 09.08.07, 02:05
                  zgadzam sie co do trwalosci. latwo jest tez takie konstrukcje przerobic, dodac
                  sciane, itp.

                  jedyny problem, czasami, to akustyka. slychac jak ktos chodzi na gorze,
                  zwlaszcza po tych 40 latach jak zaczyna to gdzieniegdzie skrzypiec.

                  na szczescie mojej gorki nie oparto na starych belkach stropowych tylko polozono
                  kompletnie nowy kwadrat na ktorym sie gora trzyma,
                  podparty ta nowa sciana nosna (moglaby byc kolumna, bo chodzilo o jeden rog).
                  po wylaniu gipso-betonu na ogrzewanie podlogowe (gipcrete) akustyka gory jest
                  jak w domu calkowicie murowanym, nic nie slychac na dole.
                  za to izolacja cieplna, R30 czy ilestam, jest duzo lepsza niz w czesci sprzed 40
                  lat. nie bylo jeszcze poprzedniej zimy ogrzewania (mowa o toronto!) i sciany
                  byly w dotyku cieple, cieplejsze niz stare sciany w pokojach nad garazem.
          • club66 Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 08.08.07, 22:56
            Nie lepiej jest miec to wszystko na jednym poziomie? Kiedys tez uwazalem, ze dom
            powinien byc pietrowy, ale jak przyszlo na swiat pierwsze dziecko, nogi
            wchodzily w ... od biegania po schodach a byly tylko dwa pietra. Od tamtego
            czasu preferujemy tylko parterowe a ostatni budowalismy z takim rozkladem,
            powierzchnia i iloscia sypialni, zeby juz wiecej nie przeprowadzac sie, no chyba
            ze sila wyzsza. Tez zaraz wskocze do basenu i byc moze uda mi sie wypatrzec
            startujacy shuttle za poltorej godziny, jest szansa, gdyz niebo jest raczej
            bezchmurne.
            • you-know-who no to ladnie! u nas shuttle tylko z jednego malla 08.08.07, 23:06
              co go rozebrali (cholera wie po co bo byl ok!) do drugiego.

              sluchaj, masz troche miejsca w ogrodku, jest ogrodzony od aligatorow?
              mozna do ciebie wpasc, pogadac i raz przenocowac?? wybieram sie
              tak na 75% za 3 tyg.
              • de_oakville Re: no to ladnie! u nas shuttle tylko z jednego m 09.08.07, 00:33
                hubert100 napisal:

                >Tylko dlatego ze tu waszystko wysiada po 40 latach i trzeba budowac
                >na nowo.

                Bo tak jest juz w zalozeniu. Nie wszyscy musza byc jednakowi lub wzorowac sie na
                przyklad na Szwajcarach, gdzie domy wygladaja tak jakby mialy wytrzymac
                najwieksze trzesienia ziemi. Beda staly 1000 lat i wiecej, a miejsca na nowe juz
                nie bedzie. A ile pracy potrzeba aby zburzyc te stare?

                "W Ameryce nie mozna wrocic na stare miejsce. Jezeli wroci sie, juz go sie nie
                rozpozna, bedzie zmienione. Stad wsrod Amerykanow nie ma przywiazania do
                przeszlosci. Dzieci czesto nie wiedza, gdzie pochowani sa ich rodzice. Mozna
                wyobrazic sobie, jak za sto lat bedzie wygladac Paryz, czy Florencja, tymczasem
                miast amerykanskich wyobrazic sobie nie mozna - beda zupelnie inne.
                Nasz narod jest w ciaglym ruchu, w drodze. Toby chodzil do dziewieciu roznych
                liceow, w roznych miastach Ameryki. Ludzie przenosza sie tam, gdzie dostaja
                lepsza prace. Pakowanie, pakowanie. Toby pyta, jak czuje sie, kiedy wyjezdzam.
                Okropnie! Wyjezdzajac zawsze cos trace, w kazdym wyjezdzie jest bezpowrotnosc"

                Ryszard Kapuscinski, "Lapidarium"
                =============================================================================================

                "We [Americans] were unused to this. We put up suburbs too quickly and cheaply
                for them to wear well. We expected them to decline and collapse and be replaced;
                they weren't build to last, and they
                look temporary because they are temporary. But French suburbs - villas, terrace
                houses and apartment blocks-are solid and fairly ugly, and their most horrific
                aspect is that they look as though they will last forever. It had been the same
                in outer London: How could
                houses so old look so awful?"
                Paul Theroux, "Riding the Iron Rooster" (tu: wyjezdzal pociagiem z Paryza jadac
                przez jego pn-wschodnie przedmiescia)
                =============================================================================================

                Gdyby Europejczycy, na przyklad Niemcy, wzieli przyklad z Amerykanow to
                przedwojenny Wroclaw, Szczecin, Gdansk i Krolewiec moglyby wygladac tak jak np.
                miasto Phoenix w Arizonie. Utrata tych miast na skutek wojny, bylaby wtedy dla
                nich mniejszym wstrzasem, tak samo jak
                dla kogos mniejszym wstrzasem bylaby utrata kopii obrazu Rembrandta, niz utrata
                oryginalu.
              • club66 Re: no to ladnie! u nas shuttle tylko z jednego m 09.08.07, 06:26
                Troche hazy air na horyzoncie uniemozliwil tym razem sledzenie startu od pewnej
                wysokosci. Dzisiaj dostrzeglismy tylko juz koncowa faze, przy ktorej wstega
                spalin byla cienka jak wstazka i w gornych warstwach atmosfery powyginala sie w
                ksztalt litery S. Niemozliwoscia bylo tez dostrzec jasno swiecacego punktu
                wznoszacego sie promu. Przy niektorych startach widok jest bardziej
                spektakularny, ale teraz powietrze jest bardziej geste od wilgoci, dobrze ze nie
                bylo chmur i troche jednak zobaczylismy. Ogrodzony mam tylko basen, gdyz taki
                jest wymog prawa, reszta mojej dzialki otwarta jest do samego jeziora, lubie
                miec otwarta przestrzen. Jednak niektorzy z sasiedztwa sa szczelnie ogrodzeni.
                Nie zauwazylem tez, zeby aligator wyszedl na wysokosci mojego domu, owszem
                zdarza sie, ze widuje je plywajace wzdluz brzegu. czasami zatrzyma sie jakis w
                szuwarach. Kilka tez razy wychodzily na droge , jeden byl nawet 14 stop dl. Za
                to kazdego dnia przesiaduje u mnie roznego rodzaju ptactwo; Herons,Egrets,Ibisy,
                Sandhill Cranes,Storks, poluja na ryby orly, wygrzeaja sie zolwie, etc. Jest
                czym zachwycic oko. Dwa tygodnie temu mialem w basenia ok 3 stop dlugosci weza,
                przed nimi nie da sie ogrodzic. Zrobilem zdjecie i zaraz przesle ci, moze i
                kilka wiecej ale, chwileczke, nie myslisz chyba, ze zostawie cie na back
                yard... Jak bedziesz w moich stronach, nawet w innym terminie, daj mi znac na
                skrzynke, , mieszkam jakies 150 mil w lini prostej na poludnie od Cape Canaveral.
                Odnosnie meritum watku i standardow zycia, mam w pamieci rozmowe ze starym
                znajomym, od kilkunastu lat mieszkajacym w Niemczech, ktory z rodzina odwiedzil
                nas dwa lata temu. Po powrocie, kiedy pokazywal zdjecia w pracy, pierwsze
                komentarze byly, ze spedzili urlop w eleganckim resorcie,przy korektcie, ze to
                dom znajomych z lekka przecierali oczy. A jest to tylko middle class domostwo,
                urzadzone troche w srodziemnomorskim stylu. Najciekawsze jednak byly komentarze
                wszystkich ich znajomych rodem z Polski, w wiekszosci wspomaganych przez
                niemiecki socjal. Ci eksperci od zycia w USA zgodnym chorem orzekli, ze
                niemozliwoscia jest dla emigranta tak dorobic sie w Ameryce a jedyne
                wytlumaczenie; otrzymalismy pieniadze z jakiegos odszkodowania lub tez
                wygralismy na loterii, innej mozliwosci nie ma:) Kazda proba przekonania
                kwitowana byla oslawionym znakiem naszego olimpijczyka w Toronto.Domyslam sie,
                ze nie wspomnial slowem o niepracujacej zonie, gdyz z pewnoscia nie uszedlby z
                zyciem a tak mialem jeszcze okazje porozmawiac z nim po powrocie. Przy kazdym
                razie, jak natrafie na post podobnych ekspertow, przypomina mi sie ta rozmowa, a
                jest takich troche na tym forum a najzabawniejsze, ze paru piszacych z Niemiec.

                • you-know-who klub globtrottera forumowego 09.08.07, 08:07
                  dzieki za opis startu. (jako fizyk, pisze to do kolegi cs137, zauwazylem
                  nieintuicyjna sprawe - club66 napisal tak jak to czujemy ze "powietrze jest
                  bardziej geste od wilgoci", a naprawde jest *mniej* geste niz suche).

                  widze ze strzelilem w dziesiatke z aligatorami, wzdluz czy w poprzek brzegu :-|
                  wielkie dzieki za zaproszenie, ogolnie powinnismy zalozyc taki klub
                  globtrotterow, abysmy mogli sie zatrzymywac wsrod fs-owiczow w naszych podrozach.

                  moze bylaby to dodatkowa zacheta do wyrownania poziomu fs, bo jak ktos ci ciagle
                  pokazuje srodkowy palec na fs, to raczej go do domu nie wpuscisz. wiec na
                  wszelki wypadek *nie* powiem, ze zapraszam was wszystkich, jak bedziecie w
                  toronto :-)

                  ok, szczegoly przez maila.
                  • club66 Re: klub globtrottera forumowego 11.08.07, 23:31
                    Jak skupisz sie, jestes w stanie przyleciec do wszystkich w przeciagu tygodnia,
                    w przeciwienstwie do nas reszty, przyziemnych dreptaczy. Chyba jeszcze kolega z
                    Oregonu czyms lata. Czasami nachodza mnie plany objechania polnocnego
                    kontynentu, przez Meksyk i dalej zachodnim wybrzezem do Alaski. Przecinajac BC
                    na pewno zaloze kolszulke z nadrukiem „I Am Proud To Be Canadian”, zeby uniknac
                    zmiazdzenia przez jakis ciagnik. Do powrotu na wschodnie wybrzeze dolacze
                    bardziej polnocny szlak, gdyz jako member ‘KGF’ liczyc moge na szybka ‘air
                    relief operation’ gdybysmy ugrzezli gdzies na dalekiej polnocy:)
                    • you-know-who Re: klub globtrottera forumowego 12.08.07, 01:56
                      oczywiscie, mozesz liczyc. ale pamietaj, zajmie mi troche czasu zakupienie ploz
                      snieznych do uzytku na dalekiej polnocy (gdzie
                      wczoraj temp. min. wynosila +0.3 C w Alert).

                      nie wiem kto tu lata a kto nie, bo tylko w niektorych wypadkach daje sie to
                      latwo rozgryzc. jesli ktos lata, zapraszam na dogfight i barbeque :->, jesli
                      nie, to zapraszam na symulowany dogfight i dorzucam czaskie piwo, bo wiecie, tym
                      co lataja nie wolno 12 godzin przed, a bedziemy siedzieli pewnie do poznej nocy.
                      • club66 Re: klub globtrottera forumowego 12.08.07, 20:42
                        O nie , tak daleko nie zapuszcze sie, jest to juz bardzo, bardzo daleka polnoc:)
                        Trzymal bede sie z dala od sniegow jak od ognia.
                        W nie tak odleglych wakacjach spedzilem kilka dni w Parry Sound przy Georgian
                        Bay, jest to jakies trzy godziny jazdy na polnoc od Toronto. Poznalem tam grupe
                        osob, ktorzy mowili, ze jeszcze pare godzin jazdy w kierunku polnocnym wystepuje
                        juz calkowicie inna przyroda, jest bezludnie, bardzo ciekawe tereny bogate w
                        roznorodnosc fauny i flory, wspominali tez o bagnach , komarach i zimnych
                        nocach. O wszystkim opowiadali tak obrazowo, ze gotowy bylem pojechac tam w
                        danej chwili. Wlasnie przez takie tereny chcialbym tez troche przejechac, musi
                        byc tylko warunek, ze bedzie mozliwosc tankowania.
                        • you-know-who no prosze, a ja w parry sound spotkalem ludzi z FL 14.08.07, 07:18
                          bylem u znajomych w cottage nad jeziorkiem rankin lake, niedaleko stamtad
                          zaczyna sie szlak turystyczny (ktorego nazwa mi umyka), troche zakomarzony.
                          zaczelo padac. podwiezli nas z nieudanego spaceru ludzie jadacy vanem na
                          wysypisko budowlane. amerykanie z twoich okolic (everglades). buduja, chca
                          spedzac wakacje w parry sound.

                          to bylo w dlugi weekend kiedy mnostwo kanadyjczykow wsiada w samochod i jedzie
                          na floryde (2 kierowcow + 2 dlugie dni drogi, podejrzewam).
                          lubimy miejsca, gdzie nas nie ma :-)

                          ps.
                          kiedys dawno temu, na uw w wwie pewien madry polonista napisal prace magisterska
                          pt. "motyw podrozy w filmie amerykanskim". juz za sam pomysl nalezala sie
                          piatka; byla to dla mnie skarbnica wiadomosci o tym tajemniczym dla
                          nastoletniego jeszcze-nawet-nie-europejczyka spoleczenstwie (usa). motyw podrozy...
                          czy mozna zyc bez podrozy? o dziwo, mozna. poniewaz zaczalem wspominac,
                          przypomnialem sobie teraz kilka osob zyciowo madrych i oczytanych lepiej niz
                          warszawiacy, zawod - rolnik, albo: mleczarz.
                          brak dalekich podrozy nie przeszkodzil im, robili poprzez ksiazki z okregowej
                          biblioteki podroze wirtualne. a wiec, moze tak: mozna zyc bez podrozy fizycznej,
                          ale nie mozna bez duchowej.
                          • club66 Re: no prosze, a ja w parry sound spotkalem ludzi 15.08.07, 06:57
                            No prosze, a canadians byli moimi sasiadami przez kilka ladnych lat:), ona
                            pochodzila z Toronto, on byl z Edmonton. Postanowili jednak rozejsc sie, musieli
                            sprzedac dom i od kilku juz tygodni w najblizszym sasiedztwie mam rownie
                            sympatyczna rodzinke z Atlanty. Bardzo duzo Kanadyjczykow, przewaznie z Quebec,
                            przyjezdza tutaj na okres kilku zimowych miesiecy. Wielu posiada tu drugie
                            domy,apartamenty, inni mieszkaja w swoich RVs i grupuja sie nimi w jednym z
                            parkow nad oceanem w Dania Bch. gdzie nieustannie, calymi dniami potrafia grac w
                            kulki na plazy:) ech,nie pamietam jak ta gra nazywa sie, ale musi byc w Quebec
                            chyba bardzo popularna, chociaz nie przypominam sobie, zebym widzial jak graja w
                            ktoryms parku w Montrealu. Maja tez tutaj kilka swoich rozglosni radiowych,
                            stacje TV i lokalna gazete w jez. francuskim.
                            A do Kanady w dwa dni powinno sie stad dojechac, chociaz nigdy nie robilem
                            takich maratonow. Ostatnim razem od N.Carolina jechalismy tam (Parry Sound)
                            cztery dni przesuwajac sie z dlugimi postojami po Blue Ridge Pkwy a rozpedzilem
                            sie dopiero w Pennsylvanii. Chcialem zajechac jeszcze do najblizszej osady
                            Amish, ale ktos w hotelu ostrzegl nas, ze droga tam wiodaca jest waska, pelna
                            ciezarowek i czesto zakorkowana przez ich konne zaprzegi. Bardzo lubie
                            podrozowac po Ameryce z uwagi na przeroznorodnosc krajobrazow, obszernosc
                            terenow a miejsc jest jeszcze do zobaczenia tyle, ze na wszystko z pewnoscia nie
                            starczy czasu:( i filmy sa wtedy przydatnym uzupelnieniem.
            • hubert100 Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 09.08.07, 03:57
              Ja wole ogladac shuttle z Kanady.Maja tendencje spadac czasami.
          • hubert100 Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 09.08.07, 01:11
            Twoj dom sie zrobil za maly,moj za duzy.Ja ,stara i pies siedzimy w
            4000 stop kwadratowych.Ma 2 heat pumps,2 water heaters, 2 kuchnie
            (jedna "letnia kuchnia"),wood stove, fire place, lazienek nie licze
            bo nawet nie wchodze (jedna wystarczy).Niby dobrze zrobiony ale
            zawsze cos sie psuje.Tak ze aby "koszuli" nie stracic to
            jestem "hydraulikiem,elektrykiem, stolarzem, umiem klasc
            dachowki,wymieniac okna, troche murowac, klasc podlogi, kafle,
            carpety i cholera wie co jeszcze".Mam 5 samochodow "pod opieka",
            traktor i troche innych maszyn. Nie sprzedajemy tego domu bo jest na
            12 akrach w Kelownie a to sie liczy (moze dla wnukow).I jeszcze
            troche innych spraw do zrobienia.Tu sa tacy co sprzedali dom i
            kupili motor home.I tak jak piszesz "korzeni" tu nikt niema.Podatku
            nie placa,parkuja co pare nocy gdzie indziej.A z tanku "odchodow" to
            wyleja gdzies do rowu w nocy. Kanada to duzy kraj i nie tak latwo go
            zanieczyscic. Stolica BC Victoria nie ma oczyszczalni
            sciekow.Pompuja miliony litrow sciekow prosto do morza.Jakos
            sie "rozwodni". Tu na cmentarzu nie ma co lezec bo i tak nikt nie
            przyjdzie. Paru Polakow umarlo to rozsypali prochy tego do jeziora
            bo lubil lowic ryby, tamtego do lasu bo lubil polowac itd.Tak ze
            napewno jest roznica pomiedzy Europa i Ameryka.
            • perk Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 09.08.07, 02:36
              Howgh. You said it.
            • you-know-who Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 09.08.07, 03:06
              12 acres, 5ha, zmiescilby sie niezly trawiasty pas startowy... zalozmy ze
              zrobimy 75ft x 2000 ft = 1.4 ha =3.5 acres powierzchni. drzewa? przeniesiemy.
              gorki? zrownamy. oj tak, dales mi pomysl...
              moze znajde sobie jakies 5-10 acrow w promieniu 100 km od toronto. 3-4 dni na
              tydzien dolatywalbym do pracy. hmm, to ma rece i nogi.
              jedyne, co mnie jeszcze powstrzymuje, to ten traktor.
              • hubert100 Re: Komfort w Ameryce to jeszcze nic 09.08.07, 03:27
                Bo to jest taka hobby farm. Dochod brutto $2700 na rok a property
                taxes $800 zamiast $6000, jak rowniez farm diesel i zwroty
                GST.Canada dba o "farmerow".A troche pojezdzic na traktorze to tez
                fraida.
            • cs137 Re: O, w Kelowna, BC Pan siedzisz, Panie Hubercie? 09.08.07, 07:35
              Tośmy niemal "next-door-neighbors" (czy po Pańskiemu, "next-door-neighboUrs").
              Drobne 500 mil odległosci, coz to jest, jak na Północna Amerykę? Jak splunąc, nie?
              • hubert100 Re: O, w Kelowna, BC Pan siedzisz, Panie Hubercie 09.08.07, 07:46
                Moze,jezdzilem kiedys z Edmonton do Vancouver w jeden dzien i
                kawalek nocy.
                • you-know-who size matters 09.08.07, 09:12
                  kanada jest duza. z toronto do pana huberta mam 1650 nm (mil morskich, -15% aby
                  dostac mile statutowe amerykanskie), natomiast tylko 1160nm do pana club66 na
                  florydzie.
                  dla mnie to roznica, 11 godzin, w por. z 7.5 godz. w moim rv.
                  "it'a a big continent so you need a fast... rv"
                  • hubert100 Re: size matters 09.08.07, 22:10
                    Nie wiem jak wy? Ale mnie siedzenie za kierownica godzinami
                    przestalo "bawic".Nieboszczyk ojciec opowiadal ze jak dziadek
                    pojechal 60 KM do miasteczka pociagiem to "odpoczywal" 3 dni
                    po "podrozy".
                    • you-know-who Re: size matters 10.08.07, 00:28
                      dlatego w moim rv nie ma kierownicy, tylko drazek
                      • hubert100 Re: size matters 10.08.07, 13:20
                        To juz duzo lepiej.
                        • hubert100 Re: size matters 10.08.07, 20:05
                          A wracajac do tych "wygod" Amerykanow to "wygoda" rozprzestrzenia
                          sie.Pustych domow skolko ugodno tylko sie wprowadzac.Malpa z kremla
                          przestala malpowac!
                          • de_oakville Re: size matters 11.08.07, 14:11
                            hubert100 napisał:

                            > A wracajac do tych "wygod" Amerykanow to "wygoda" rozprzestrzenia
                            > sie.Pustych domow skolko ugodno tylko sie wprowadzac.Malpa z kremla
                            > przestala malpowac!

                            Kazdy wolny czlowiek sam sobie wybiera kraj zamieszkania, podobnie jak wybiera
                            sobie zone/meza. Jesli po pewnym czasie widzi u swojego partnera/partnerki tylko
                            same wady (gratuluje wlasnego charakteru albo intuicji i zdolnosci odpowiedniego
                            wyboru!) to najlepiej niech wezmie rozwod i zamiast ciagle "truc d..pe" drugiej
                            osobie, znajdzie sobie kogos innego, bardziej dla siebie odpowiedniego.
                            • hubert100 Re: size matters 11.08.07, 16:34
                              Tylko do tego wszystkiego "filozofie" potrzebne sa pieniadze bo jak
                              to w Polsce mowili: za darmo to nawet w morge ci nikt nie da.
                              • hubert100 Re: size matters 11.08.07, 16:47
                                Mialo byc " w morde".A za "sto lat" z Ameryki prawdopodobnie nic nie
                                pozostanie.Jak niema historii, korzene, ludzi co maja "wszystko"
                                podobne i laczace to tak jak budowanie zamku na piachu,bez
                                fundamentow.Wieza Babel dlugo nie istniala, Ameryka tez.
                                • de_oakville Re: size matters 12.08.07, 04:36
                                  hubert100 napisał:

                                  > Mialo byc " w morde".A za "sto lat" z Ameryki prawdopodobnie nic nie
                                  > pozostanie.Jak niema historii, korzene, ludzi co maja "wszystko"
                                  > podobne i laczace to tak jak budowanie zamku na piachu,bez
                                  > fundamentow.Wieza Babel dlugo nie istniala, Ameryka tez.

                                  Trudno jest byc jasnowidzem i przewidziec, co bedzie za 100 lat. Znane jest
                                  jednak wsrod ludu przyslowie, ze "pochowani za zycia zyja dluzej". Nierzadko
                                  "lekarz", ktory przepowiadal rychla smierc pacjenta, sam "stuknal w kalendarz"
                                  (lub "kopnal we wiadro" - "kicked the bucket") duzo wczesniej od tego pacjenta.
                                  A pacjent przezyl go o wiele lat. Uprawianie wiec takiej propagandy jest dosyc
                                  niezdrowe i przynosi najczesciej pecha jej glosicielom.
                                  • czlowiek_samogon Re: size matters 12.08.07, 21:53
                                    hubercik jest poprostu zazdrosny ze musi mieszkac gdzies na dalekiej
                                    polnocy gdzie zima trwa 10 miesiecy o potem to juz TYLKO LATO I LATO

                                    Na calym wsch. wybrzezu od Maine az po Key West mozna spotkac tabuny
                                    kandyjczykow . I jak widze gdzies na plazach Maine czy Rhod Island
                                    kapiacych sie w oceanie to raczej napewno sa to kanadole , a my sie
                                    smiejemy i kiwamy glowami ( raczej z podziwem i serdecznie niz
                                    drwiaco ) ze ptaszki im sie kurcza i zona ich pogoni ...

                                    A hubercik na tym forum znany jest pod nickiem wczesniejczym jako
                                    canadol i jest wybitnie antyamerykanski i zyczy nam oczywiscie jak
                                    najgorzej , tylko biedak nie zdaje sobie sprawy ze kanada wlasnego
                                    przemyslu nie ma ( a jedynie firmy z USA i Japoni) i tak naprawde
                                    Kanada nie byla by Kanada bez swojego wielkiego sasiada

                                    Ty de_oakville jestes na tym forum jednym z najbardziej rozsadnych
                                    piszacych i nie siejesz nienawisci jak robi to z ochota hubercik i
                                    y_k_w
                                    Wiec sprobuj swojemu ziomkowi to wytlumaczyc chociaz watpie aby
                                    (hubert/canadol) zdolal cokolwiek zrozumiec...
                                    Pozdro
                                    • de_oakville Re: size matters 13.08.07, 02:30
                                      Dziekuje za mile slowa. Lubie USA, lubie Europe i oczywiscie lubie Kanade. Na
                                      poczatku pobytu w Kanadzie - a bylo to prawie 20 lat temu, poznalem pewna
                                      Mulatke, mieszkajaca od dziecka w tym kraju. Miala mieszane pochodzenie
                                      niemiecko-nigeryjskie. Powiedziala mi swoja opinie, ze Kanada ma wobec USA
                                      kompleks "mlodszego brata", ktory zawsze chce byc lepszy, ale nigdy nie jest.
                                      Nie sprzeczalem sie - dla mnie Kanada byla zawsze wystarczajaco dobra i to
                                      wlasnie tu chcialem mieszkac, a do USA mozna bylo wtedy pojechac pokazujac tylko
                                      prawo jazdy albo karte obywatelstwa, paszport nie byl wcale niezbedny. Poza tym,
                                      pod wzgledem kultury i obyczajow Kanada (przynajmniej Ontario) i pn. wchod USA
                                      to niemal jedno i to samo. Kultura ta bardzo mi odpowiada, choc, jak kazda, ma
                                      zarowno zalety jak i wady.
                                      Nie wszyscy jednak imigranci, w tym Polacy przybyli do Kanady, maja przyjazny
                                      stosunek do USA. Przekonalem sie o tym, bedac kilka lat temu (wojna w Iraku juz
                                      trwala) mimowolnym swiadkiem rozmowy w poczekalni u lekarza, gdzie jakis mlody
                                      (i przystojny, wcale nie wygladjacy na glupka) Polak tlumaczyl swojemu
                                      kilkuletniemu synowi jacy Amerykanie sa zli (uzyl wobec nich bardzo mocnych
                                      okreslen, ktorych nie bede tu powtarzal). I powiedzial rowniez dziecku, ze
                                      Amerykanie zrzucili kiedys bombe atomowa na Hiroszime i zabili wielu ludzi. A
                                      wiec, jak sie okazuje, ignorancja pomnozona przez nienawisc zatacza kregi nie
                                      tylko wsrod okreslonych egzotycznych nacji. Wyszedlem z tej poczekalni - w moich
                                      oczach byl to idiota, pomimo, ze wygladal na rozgarnietego. Byl po prostu bardzo
                                      mlody. Gdybym sie wtracil, wyszedlbym na gbura i pewnie w oczach tych dwoch
                                      czlonkow nieznajomej polskiej rodziny rowniez na idiote. To nie tacy obcy jak
                                      ja, tylko ich bliscy znajomi, powinni porozjasniac im umysly i wypelnic luki w
                                      braku historycznej wiedzy. Miejmy nadzieje, ze maja takich znajomych i ci
                                      znajomi to zrobia. Z drugiej strony wiadomo, ze "z glupota nawet Bogowie walcza
                                      od wiekow nadaremnie"
                                      • czlowiek_samogon Re: size matters 13.08.07, 08:04
                                        dzieki za odpis de_oakville

                                        Ja Kanade poznalem juz niezle ,poniewaz wiele podrozuje .
                                        Moja ulubione to Ameryka srodkowa i poludniowa
                                        Wiekszosc mojej rodziny i znajomych mieszka jednak w prowincji Ontario takze
                                        takie miejsca jak London , Kichener , Toronto ,Burlington , Stratford (festiwal
                                        Schekspirowski) , Montreal plus prawie cala Nova Szkocja itd sa mi znane .
                                        W sumie tych pobytow bylo dziesiatki ,rodzinnych i sluzbowych na przestrzeni 20
                                        lat .
                                        I masz oczywiscie racje ze Kanada prawie wcale sie nie rozni od USA nawet w
                                        Montrealu czulem sie jak w Bostonie albo w mniejszej skali NY
                                        I rowniez zgadzam sie ze Polacy maja taki kompleks nizszosci a psychologowie
                                        nazywaja go kompleksem malych narodow.

                                        Nawet we wlasnej rodzinie podczas ostaniego pobytu slyszalem jakies takie
                                        pogardliwe z nutka zazdrosci przytyczki pod adresem USA i pomimo tego ze unikam
                                        zawsze porownan , to oni zawsze szukali pretekstu aby rozmowa schodzila na
                                        tematy prezydenta Busha tak jakby wybor prezydenta USA mial wplyw na ich zycie w
                                        Kanadzie .

                                        Wiec przestalem jezdzic do wlasnej rodziny skoro mam wysluchiwac takich bzdetow
                                        to szkoda mi czasu i wole jechac do Peru , Ekwadoru , Gwatemali itd. Tam zawsze
                                        chetnie przyjma z pocalowaniem reki moje US $ . I zawsze powtarzam tym chorym z
                                        nienawisci ze podczas mojego 20 letniego pobytu w USA prawie NIGDY nieporownuje
                                        sie Kanady do USA i Amerykusy tego poprostu nie robia .

                                        Malo tego prawie wcale na temat Kanady sie nie rozmawia :ani dobrze ani zle .
                                        Poprostu jest sto milionow innych tematow ktore amerykanow bardziej absorbuja
                                        jak np: rodzinnych , sportowych , turystycznych to ulubiony temat , lub chocby
                                        ogrodowych
                                        I to jak nazywa sie prezydent Meksyku ,Brazyli czy premier Kanady nas to
                                        nieobchodzi i nie mamy potrzeby o tym wiedziec . Byleby nie byl do USA wrogo
                                        nastawiony i nas nie atakowal a gwarantuje wam ze zawsze mozecie liczyc na pomoc
                                        ze strony USA jak to wielokrotnie juz w przeszlosci Rzad USA robil i robi.
                                        Podam jeden maly przyklad z autopsji . Dwa lata temu bylem na wyprawie
                                        tematycznej o kulturach ameryki srodkowej (Meksyk ,Gwatemala, Honduras ,
                                        Belize) Ogladalismy monumentalne miasta w jungli, piramidy w Tikal , Copan ,
                                        Chitzen Itza, Quiringa Itd . I sam przewodnik nam mowil ze bez pomocy
                                        amerykanskich pieniedzy , archeologow i uniwersytow bysmy dlugo tych wspanialych
                                        a w 80 % jeszcze nieodkrytch niezobaczyli . Te pieniadze nadal tam plyna i ci
                                        ludzi nadal tam pracuja , sam ich zreszta widzialem w jakich warunkach miszkaja
                                        ( namioty , upal) a jednak to robia i chyba nie szukaja tam zlota i nie wyzynaja
                                        Indian jak Konkwista ,Cortez , Vasco da Gama tacy "swiatli " EUROPEJCZYCY
                                        przeciez ...

                                        Pozdro
                                        • you-know-who Re: size matters! 14.08.07, 07:43
                                          > Nawet we wlasnej rodzinie podczas ostaniego pobytu slyszalem jakies takie
                                          > pogardliwe z nutka zazdrosci przytyczki pod adresem USA i pomimo tego ze unikam
                                          > zawsze porownan , to oni zawsze szukali pretekstu aby rozmowa schodzila na
                                          > tematy prezydenta Busha tak jakby wybor prezydenta USA mial wplyw na ich zycie
                                          > w
                                          > Kanadzie .
                                          > Wiec przestalem jezdzic do wlasnej rodziny skoro mam wysluchiwac takich bzdetow

                                          rownie smiesznego postu dawno nie czytalem. daje mu cztery na piec mozliwych :^)
                                          :^) :^) :^)
                                          nawet we wlasnej rodzinie w kanadzie masz ludzi ktorym nie podoba sie twoj
                                          buszowaty dick? litosci. nie wyjezdzaj dalej za granice, bo wtedy uslyszysz!

                                          >
                                          > wole jechac do Peru , Ekwadoru , Gwatemali itd. Tam zawsze
                                          > chetnie przyjma z pocalowaniem reki moje US $ .

                                          rozumiem. ladny masz stosunek do tych ludzi.

                                          jak tak dalej pojdzie, peruwianski nuevo sol bedzie niedlugo twarda waluta w
                                          porownaniu z usd, kazde pocalowanie reki bedzie coraz drozsze ty
                                          czlowieku-samogonie.
                                        • ghotir Re: size matters- czlowiek_samogon 14.08.07, 23:39
                                          czlowiek_samogon napisała: "Byleby nie byl do USA wrogo nastawiony i
                                          nas nie atakowal a gwarantuje wam ze zawsze mozecie liczyc na pomoc
                                          ze strony USA jak to wielokrotnie juz w przeszlosci Rzad USA robil i
                                          robi".

                                          Nie ma watpliwosci, ze US charity pieniadze zasilaja wiele
                                          wartosciowych przedsiewziec na swiecie. Ale podziwiam Twoja pewnosc,
                                          ze pomoc finansowa US jest gwarantowana i ze ludzie moga liczyc na
                                          te pomoc. Pomoc finansowa US jest tak gwarantowana jak sila dolara
                                          US. Ten dolar sie sypie, mila rozmowczyni. Na dodatek, ludzie nie
                                          moga liczyc na US pomoc, przekonaly sie o tym kliniki ginekologiczne
                                          w swiecie kiedy zachcianka US przedstawiciela pozbawila je dolarow i
                                          te kliniki musialy pozwalac na smierc matek i ich dzieci.
                                          Teoretycznie to w porzadku, ten kto daje charity money ma prawo
                                          zawsze je odebrac. Na innych poziomach abstrakcji to nie w porzadku
                                          z dwoch powodow. (1) US ograbia inne kraje z ich naturalnych dobr;
                                          zatem US ma obowiazek zwrocenia czesci zagrabionego mienia tym,
                                          ktorzy to mienie wyprodukowali. (2) US przedstawiciele czesto
                                          zapewniaja rozne kraje, ze one dostana pomoc od US. NIektorzy
                                          dostaja te pomoc, niektorzy nie. Zapewnienia, takie jak Twoje,
                                          powoduja konfuzje i skladaja sie na zle sentymenty wobec US.
                                          Na marginesie, co to oznacza "byc wrogo nastawionym do USA"? Czy
                                          odmowa udzialu w US wojnie prowadzonej pod falszywymi pretekstami
                                          oznacza bycie "wrogo nastawionym do USA"? Znam przynajmniej dwa
                                          przypadki gdzie US charity pomoc zostala przerwana bo liderzy tych
                                          krajow oficjalnie wypieli sie na US wojenke w Iraku.

                                          Czlowiek_samogon,
                                          Proponuje troche scislosci w tematach, ktore poruszasz. Wiem, tematy
                                          ktore tutaj poruszasz sa "spoleczne", zatem moze Ci sie wydawac, ze
                                          one nie zasluguja na zdyscyplinowane myslenie. To blad.
                                      • ghotir Re: size matters 14.08.07, 18:16
                                        de_oakville napisał: "pod wzgledem kultury i obyczajow Kanada
                                        (przynajmniej Ontario) i pn. wchod USA to niemal jedno i to samo."

                                        Masz racje piszac, ze wielkosc (populacji w tym przypadku) ma
                                        znaczenie. Ale mam powazny klopot z dwoma punktami Twojego postu.
                                        1. Rzeczywiscie, kulturowo i obyczajowo Kanadyjczycy i obywatele US
                                        zdaja sie byc podobni. Ale ja mam okazje zagladania pod te podszewke
                                        (mieszkam i pracuje i w Kanadzie i w US). Kanadyjczycy maja wartosci
                                        inaczej ulozone niz ludzie w US. Najbardziej jest to widoczne w
                                        sprawie tych populacji stosunku do sluzby zdrowia: obywatele US
                                        uwazaja, ze dostep do opieki medycznej jest przywilejem,
                                        Kanadyjczycy traktuja dostep do opieki medycznej jako jedno z praw
                                        czlowieka.
                                        2. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi w sprawie Hiroshimy. Czyz US
                                        nie zrzucilo bomby atomowej na Hiroszime? Czy ludzie nie umarli w
                                        wyniku tej bomby? Jak chcialbys "wypelnic luki w braku historycznej
                                        wiedzy"?

                                        • de_oakville Re: size matters 14.08.07, 18:54
                                          ghotir napisał:

                                          > 2. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi w sprawie Hiroshimy. Czyz US
                                          > nie zrzucilo bomby atomowej na Hiroszime? Czy ludzie nie umarli w
                                          > wyniku tej bomby? Jak chcialbys "wypelnic luki w braku historycznej
                                          > wiedzy"?

                                          Chodzi mi o rzec nastepujaca, podam przyklad, mam nadzieje ze wystarczajaco
                                          obrazowy: Jesli policjant zastrzelil na ulicy bandyte, to zastrzelil przeciez
                                          takze czlowieka. Zginal czlowiek. I slysze w poczekalni u lekarza jak moj
                                          nieznajomy rodak mowi do swego dziecka po polsku: Ten mundurowy zastrzelil
                                          czlowieka, to on jest bandyta, a nie ten ktory padl. Sa ludzie, ktorzy zawsze
                                          biora strone "trupa" i nie wnikaja w przyczyny jego losu. Gdyby policjant nie
                                          strzelal pierwszy to sam zostalby trupem. Dopiero wtedy taki swiadek wzialby
                                          jego strone i rozczylal by sie nad nim. Jesli Japonia nie zasluzyla na taki los
                                          jaki ja spotkal, to USA nie zasluzyly tym bardziej na jeszcze wieksze straty lub
                                          kleske zadana im przez Japonczykow. To Japonia byla brutalnym agresorem -
                                          znajomosc historii polegalaby na poglebieniu wiedzy o tym, co Japonczycy robili
                                          podczas wojny w Azji i nie tylko. Oczywiscie dzisiejsi Japonczycy sa inni niz
                                          Japonczycy z okresu II WS, podobnie jak Niemcy dzisiejsi sa inni od tych z lat
                                          1939-1945. Ci wspolczesnie by na taki los juz nie zasluzyli.
                                          • you-know-who oakville 14.08.07, 20:55
                                            masz klopoty ze zrozumieniem sytuacji sprzed lat, wiec dam ci wspolczesny
                                            przyklad. usa jest niewatpliwym zloczynca (odpowiednikiem bandyty z twojego
                                            przykladu) w iraku. czy uzasadnia to ewentualny przyszly atak atomowy (dajmy na
                                            to, dirty bomb) na NYC, ktory byly odpowiednikiem brutalnego zredukowania
                                            bandyty do wijacego sie w bolu robaka. [Y/N]?


                                            ani bombardownie drezna, ani wyprobowanie efektow drogiego programu manhattan na
                                            cywilach (m.in. chrzescijanskiej biedoscie z nagasaki)
                                            nie mialo uzasadnienia i bylo zbrodnia. zdaje sie ze naprawde masz zrozumienie
                                            kwestii odpowiedzialnosci zbiorowej, ktora w przypadku bomb i nalotow dywanowych
                                            zastosowano, na poziomie duzo ponizej twoich mozliwosci umyslowych.

                                            rowniez teraz wiadomo, ze nie bylo wcale konieczne. pospieszono sie bo podobna
                                            okazja dla jawnej demonstracji sily moglaby sie nie natrafic.
                                          • ghotir Re: size matters 14.08.07, 23:12
                                            De_oakville,

                                            Dziekuje za odpowiedz.

                                            Obawiam sie, ze w sprawie Hiroshimy i Nagassaki stoje z You-know-who
                                            i z tym anonimowym polskim ojcem w poczekalni.

                                            Faktem jest, ze japonska okupacja Azji byla brutalna i nalezalo ja
                                            skonczyc. Faktem takze jest, ze Japonczycy probowali poddac sie US
                                            przed sierpniem 1945 ale US nie chcialo slyszec japonskich blagan o
                                            pokoj i wyslalo swoje najnowsze zabawki militarne na cywilna ludnosc
                                            Japonii. Hiroshima i Nagassaki, tak jak Drezno, to zbrodnie US i
                                            zadne przekrecanie historii tych zbrodni nie usunie.

                                            Piszesz, ze wspolczesni Niemcy lub Japonczycy nie zasluguja na los
                                            wymierzony ich ojcom. Mam nadzieje, ze pozyjesz przynajmniej jakas
                                            dekade (to nie o moje uczucia wobec Ciebie chodzi, ale o to ze
                                            wlasnie umarl jeden z naszych forumowiczow) po to aby przekonac sie,
                                            ze inne nacje - zachodnie - beda zaslugiwaly na los mieszkancow
                                            Hiroshimy i Drezna tylko dlatego, ze ich przywodcom nie bedzie sie
                                            podobac swiatowa hegemonia US.

                                            Na powaznym marginesie. Nie podoba mi sie Twoj przyklad policjanta i
                                            zloczyncy; mieszasz dwa rozne poziomy rozumowania.

                                            Takze, oczywiscie, nie podoba mi sie Twoje odniesienie do zbiorowej
                                            odpowiedzialnosci. Gdybysmy trzymali sie tego ostatniego to
                                            wyslalibysmy bomby atomowe na Bialorus, Afganistan, Irak, Iran,
                                            Koreje Pln. a nawet na Francje za poprzedniej kadencji
                                            prezydenckiej. Cywilna ludnosc zadnego kraju nie zasluguje na los
                                            zgotowany Japonczykom w 1945. Kropka.
                                            • de_oakville Re: size matters 15.08.07, 00:42
                                              Ludzie, czy wy nie wiecie o tym, ze hitlerowskie Niemcy i militarystyczna
                                              Japonia to byli dla reszty swiata zloczyncy na cztery fajerki? Czy jest to dla
                                              Was nowosc? To fakt, ze pod bombami aliantow w Dreznie i w Hiroszimie gineli
                                              LUDZIE, czesto ludzie zupelnie niewinni. To fakt. Ale kto ginal w Warszawie, w
                                              Liverpoolu, Londynie, Coventry? KROLIKI DOSWIADCZALNE? Dopiero odczucie na
                                              wlasnej skorze "jak to boli" pozwala niektorym nacjom uzmyslowic sobie zlo,
                                              ktore czynia. W II WS pokonano zlo reprezentowane przez hitlerowsie Niemcy i
                                              militarystyczna Japonie. I nikt mnie nie przekona, ze bylo inaczej. Nigdy. USA
                                              reprezentowaly wtedy te lepsza czesc ludzkosci, choc przeciez nie aniolow, bo
                                              swoje wady, jak kazdy, rowniez maja. Wspolczesne Niemcy i wspolczesna Japonia
                                              wyciagnely lekcje z historii i ich ludnosc jest obecnie normalna, a nie opetana.
                                              Ale ich ojcowie czy dziadowie byli inni. Wiem o tym z opowiadan starszych, z
                                              tekstow archiwalnych "Voelkischer Beobachter" itp., i jest to dla mnie "jasne
                                              jak slonce". Bardzo czesto tak bywa, ze nastepne pokolenia maja skrajnie rozne
                                              charaktery od poprzednich. Czesto jest to zasluga tzw. walki pokolen, ale w tym
                                              wypadku takze w duzej mierze zasluga aliantow (glownie USA), ktorzy byli w II WS
                                              zwyciezcami. I bardzo dobrze, ze byli.
                                              • you-know-who kontynuuje wiec przyklad 15.08.07, 03:47
                                                zalozmy ze cywile w NYC goroco i entuzjastycznie "support their troops" w iraku.
                                                zalozmy ze sa kompletnie po zlej stronie. czy usprawiedliwiloby to wysadzenie w
                                                powietrze ladunku promieniotworczego pojutrze o 9:30 rano?

                                                albo zalozmy, ze irakijczycy byli kompletnie za saddamem, a wiadomo, saddam tez
                                                byl przestepca a nie aniolem. w jakim stopniu usprawiedliwia to zabijanie ich na
                                                rogatkach, gwalty i ekstermninacje m.in. noworodkow z braku lekow i wody?

                                                nie usprawiedliwia. jest pewna granica. jesli sa w okopie, badz pracuja w
                                                fabryce zbrojeniowej, to zabicie ich w czasie wojny (obronnej!) jest collateral
                                                damage i tough luck. jesli sa na wiecu patriotycznym, nie maja broni, albo
                                                siedza z puszka piwa przed telewizorem ktorego program nam sie nie podoba, to
                                                nie usprawiedliwia.

                                                kiedy zatem pytasz, czy nie wiemy ze cywile niemieccy i japonscy brali udzial z
                                                zbrodniach (poprzez chociazby biernosc). mysle ze swietnie wiemy. ale uwazamy ze
                                                mimo to, ze nie zasluzyli na bombe atomowa, tak jak cywile iraccy nie zasluzyli
                                                na mordercze sankcje a teraz bezprawie przygotowane przez amerykanow, kompletnie
                                                nie zainteresowanych ich losem.
                                                • de_oakville Re: kontynuuje wiec przyklad 15.08.07, 13:48
                                                  you-know-who napisał:

                                                  > zalozmy ze cywile w NYC goroco i entuzjastycznie "support their troops" w iraku
                                                  > .
                                                  > zalozmy ze sa kompletnie po zlej stronie. czy usprawiedliwiloby to wysadzenie w
                                                  > powietrze ladunku promieniotworczego pojutrze o 9:30 rano?

                                                  Mieszkancy Nowego Jorku, podobnie jak wiekszosc Amerykanow to "reasonable
                                                  people", a nie fanatycy lub szalency. Zas ladunki, na razie jeszcze nie
                                                  promieniotworcze, eksploduja kazdego dnia w Iraku. To jedni Irakijczycy zabijaja
                                                  drugich Irakijczykow. Nie mieszkaja tam wiec "reasonable people" tylko w duzej
                                                  mierze fanatycy. Amerykanie nie mieli nigdy w planie eksterminacji narodu
                                                  irakijskiego i gdyby Irakijczycy przyjeli taka sama pokojowa postawe jak Niemcy
                                                  po roku 1945 w okupowanej "Bizonii" (potem "Trizonii") to wlos by im z glowy nie
                                                  spadl, a amerykanskie wojska by sie stamtad chetnie wycofaly.
                                                  To Saddam wywolal 1-sza wojne w Zatoce Perskiej i marzyl o tym, zeby zolnierze
                                                  USA powrocili do Ameryki "w workach". To nic innego tylko mania wielkosci
                                                  Saddama i innych bonzow jego pokroju. Amerykanie nigdy nie mordowali Arabow, a
                                                  jednak otrzymali 11 wrzesnia. A biernosc rozzuchwala.
                                                  • ghotir Re: kontynuuje wiec przyklad 25.08.07, 13:22
                                                    de_oakville napisał: "Amerykanie nigdy nie mordowali Arabow, a
                                                    jednak otrzymali 11 wrzesnia."

                                                    Domyslam sie, ze smierc irackich niemowlat w czasach "blokady Iraku"
                                                    to byl gest przyjazni US z Arabami (sarkazm).
                                                    Wyjasnij nam laskawie jaki zwiazek mial 9/11 z Irakiem.

                                                    "ladunki, na razie jeszcze nie promieniotworcze, eksploduja kazdego
                                                    dnia w Iraku. To jedni Irakijczycy zabijaja drugich Irakijczykow.
                                                    Nie mieszkaja tam wiec "reasonable people" tylko w duzej mierze
                                                    fanatycy."
                                                    Zatem w Polsce w latach 1045 - 48 tez nie mieszkali "reasonable
                                                    people" lecz anty sowieccy fanatycy, ktorzy zabijali swoich sasiadow
                                                    zza miedzy z iracjonalnych powodow.

                                                    "Amerykanie nie mieli nigdy w planie eksterminacji narodu
                                                    rakijskiego".
                                                    Masz na to jakies dowody, de_oakville?
                                                  • de_oakville Re: kontynuuje wiec przyklad 25.08.07, 16:53
                                                    ghotir napisał:

                                                    > "Amerykanie nie mieli nigdy w planie eksterminacji narodu
                                                    > rakijskiego".
                                                    > Masz na to jakies dowody, de_oakville?

                                                    Nie, nie mam dowodow. A Ty masz dowody, ze jest odwrotnie? Amerykanie okupowali
                                                    juz w przeszlosci rozne kraje - Japonie, czesc Niemiec itp. Jednak nigdy nie
                                                    mordowali miejscowej ludnosci dla zasady lub dla "przyjemnosci", choc
                                                    przypadkowi ludzie nieraz gineli jesli znalezli sie na linii frontu lub w
                                                    miejscu walk. Tych walk w Iraku nie prowokuja Amerykanie tylko fanatycy islamscy
                                                    przybyli tam z calego swiata. Przy okazji gina czesto przypadkowi Irakijczycy.
                                                    Nie mozna bylo porownywac amerykanskiej okupacji Niemiec, z niemiecka okupacja
                                                    Polski - roznica byla jak dzien i noc. Uwazam, ze od tamtych czasow Amerykanie w
                                                    swej masie nie stali sie wcale mniej ludzcy niz byli poprzednio, wrecz przeciwnie.

                                                    > Zatem w Polsce w latach 1045 - 48 tez nie mieszkali "reasonable
                                                    > people" lecz anty sowieccy fanatycy, ktorzy zabijali swoich sasiadow
                                                    > zza miedzy z iracjonalnych powodow.

                                                    Roznica pomiedzy Amerykanami a Sowjetami czasow Stalina byla rowniez jak
                                                    pomiedzy dniem a noca, lub mowiac jeszcze bardziej obrazowo - jak pomiedzy
                                                    sloncem na plazy Copacabana a mrozem na Biegunie Poludniowym.

                                                    > Domyslam sie, ze smierc irackich niemowlat w czasach "blokady Iraku"
                                                    > to byl gest przyjazni US z Arabami (sarkazm).

                                                    Niemowleta sa zawsze niewinne, a za taki ich los odpowiada niestety "podly"
                                                    swiat doroslych. Niemowleta ginely podczas wojny w Warszawie, w Hamburgu i w
                                                    innych miastach. Rowniez w Iraku. Ich jedyna "wina" bylo to, ze urodzily sie w
                                                    rezimie Hitlera, Husejna, Stalina (wyrzucone z pociagu zamarzniete niemowleta
                                                    ludzi wysylanych w bydlecych wagonach na Sybir). Moze w przyszlosci,
                                                    inteligentna bron bedzie oszczedzac niemowleta, kobiety, dzieci i starcow. Jak
                                                    na razie jestesmy ciagle pod wielu wzgledami barbarzyncami na etapie "kamienia
                                                    lupango". Jednak pierwszy klocek tego "diabelskie domino" zostal popchniety
                                                    przez porywaczy samolotow 11/9, a Husejn i jego swita cieszyli sie niezmiernie.

                                                    P.S. W WTC pewnie niektore niemowleta amerykanskie stracily rowniez swoich
                                                    rodzicow lub dziadkow.
                                                  • ghotir Re: kontynuuje wiec przyklad- de_oakville 26.08.07, 04:06
                                                    de_oakville,
                                                    Zapewniasz mnie, ze hitlerowska/sowiecka okupacja rozni sie jak
                                                    dzien od nocy od US okupacji Iraku. Chcialbym wiedziec czym
                                                    dokladnie te okupacje sie roznia.
                                                    Owszem, ja mam dowod na to, ze US okupacja Iraku ma na celu
                                                    zabijanie cywilow: slynna doktryna pentagonska wymyslona w latach
                                                    1990-tych. Ty masz dowod na to, ze US nie zastosowalo tej doktryny w
                                                    Iraku? To mi ten dowod przytocz.
                                                    Poprosilem Cie o podanie nam zwiazku miedzy 9/11 i Irakiem. Nie
                                                    zrobiles tego. Za to napisales wiele slow o niewinnosci niemowlat.
                                                    Nikt Cie w tej sprawie nie wzywal do tablicy.
                                                    Albo odpowiadaj na temat albo zamilcz.
                                                  • eva_dildo15 de_oakville madry post jak zwykle 27.08.07, 20:32
                                                    ghotir napisał:

                                                    ghotir jak zwykle opowiadasz farmazony ,zmieniasz rzeczywistosc i
                                                    bardzo chcialbys zeby bylo tak jak piszesz ,ale prawda jest taka
                                                    jaka opisuje de-oakville i ja sie w pelni z nim zgadzam

                                                    > de_oakville,
                                                    > Zapewniasz mnie, ze hitlerowska/sowiecka okupacja rozni sie jak
                                                    > dzien od nocy od US okupacji Iraku. Chcialbym wiedziec czym
                                                    > dokladnie te okupacje sie roznia.
                                                    > Owszem, ja mam dowod na to, ze US okupacja Iraku ma na celu
                                                    > zabijanie cywilow: slynna doktryna pentagonska wymyslona w latach
                                                    > 1990-tych. Ty masz dowod na to, ze US nie zastosowalo tej doktryny
                                                    w
                                                    > Iraku? To mi ten dowod przytocz.
                                                    > Poprosilem Cie o podanie nam zwiazku miedzy 9/11 i Irakiem. Nie
                                                    > zrobiles tego. Za to napisales wiele slow o niewinnosci niemowlat.
                                                    > Nikt Cie w tej sprawie nie wzywal do tablicy.
                                                    > Albo odpowiadaj na temat albo zamilcz.
                                                  • ghotir Re: de_oakville madry post jak zwykle - eva_dildo1 01.09.07, 14:29
                                                    Kochana milosniczko zabawek seksualnych,
                                                    Zechcialabys nam uzasadnic swoj "gut feeling" o madrosci
                                                    de_oakville? Stwierdzenie Twoich "wierzen" to dosc slabe
                                                    uzasadnienie Twojej tezy.
                                              • ghotir Re: size matters - de_oakville 15.08.07, 07:45
                                                de_oakville,
                                                Bardzo dobrze sie stalo, ze Zwiazek Radziecki i US pobily
                                                militarystyczna Trzecia Rzesze i Japonie. Bardzo niedobrze sie
                                                stalo, ze US przejelo role Trzeciej Rzeszy i militarystycznej
                                                Japonii.
                                                • de_oakville Re: size matters - de_oakville 15.08.07, 13:57
                                                  >Bardzo niedobrze sie
                                                  > stalo, ze US przejelo role Trzeciej Rzeszy i militarystycznej
                                                  > Japonii.

                                                  To juz utarte "cliche" powtarzane bardzo czesto i przez wielu na tym forum. Po
                                                  60 latach niewielu zdaje sobie juz sprawe czym naprawde byla III Rzesza i czym
                                                  naprawde byla militarystyczna Japonia. A byly to najbardziej agresywne i
                                                  aroganckie panstwa jakie widzial swiat. Ameryka w porownaniu z nimi ma sie tak
                                                  jak delfin w stosunku do krokodyla lub rekina. A poniewaz dzis juz takich
                                                  "rekinow" juz nie ma, wiec biora delfina za rekina - "na bezrybiu i rak ryba".
    • ghotir Re: Amerykanie mieszkaja coraz wygodniej 14.08.07, 07:43
      Jestem pewien, ze Twoj podziw dla domkow jednorodzinnych w US wlacza
      fakt, ze ostatnio wlasciciele takich domkow przeniesli sie
      do "apartment complexes" bo nie stac ich bylo na finansowanie trzech
      lazienek w domach, ktore zakupili za friko.
      • you-know-who powiadaja ze malpa_na_kremlu to meerkat 14.08.07, 07:52
        to by wiele wyjasnialo :-), bo z meerkatem mozna bylo dyskutowac jak z maszyna
        telefoniczna nie odkurzana od kilkudziesieciu lat.
        • ghotir Re: powiadaja ze malpa_na_kremlu to meerkat 14.08.07, 16:38
          Dziekuje za podpowiedz.
          Obawiam sie - moja siedziba jest w US - ze masz racje w sprawie $.
        • malpa_na_kremlu Re: powiadaja ze malpa_na_kremlu to meerkat 16.08.07, 17:29
          I_know_who - anty polski i prosowiecki sprzedawczyk

          A jesli chodzi o marrketa za ktorym tak tesknicie bidulki lewackie
          byl ponoc z DC a jestem z New England
          Marrket byl bardziej dowcipny i tym dowcipem wdeptywal lewactwo w
          podloge ale widac ze sie znowu zaczyna podnosic i jest potrzeba by
          wrocil.
          Poproscie go to moze wroci , ale ja wam w tym nie pomoge ...

          a ty y-k-w to potrafisz cos jeszcze wiecej nizli wyzwiska i
          szerzenie nienawisci ? synu szmaciarza i kulawej praczki HeHe
          • malpa_na_kremlu y-k-w-dick wyrzuc T-shirt wszystkie z domu 16.08.07, 17:32
            W 1913 r. amerykańska marynarka wyposażyła w białe koszulki swoich
            żołnierzy, a w przededniu II wojny światowej wprowadzono na rynek
            pierwsze tiszerty (T-shirts) dla cywilnych odbiorców. Ale dopiero w
            latach 50. James Dean i młody Marlon Brando sprawili, że każdy
            chłopak, choćby dzięki tylko białej koszulce, chciał się poczuć
            buntownikiem bez powodu. To było pierwsze i od razu triumfalne
            wejście z banalnego rynku ubrań i odzieży do elitarnej
            kategorii "rzeczy kultowych". Tiszert (już to, że funkcjonuje
            spolszczona wersja angielskiego słowa, świadczy o potrzebie języka
            do zawłaszczenia go) nie dał się zresztą wyrzucić z modowego VIP-
            roomu ani razu. No, może od czasu do czasu siedział cicho w kącie,
            po czym odświeżony i odmieniony znowu zaczynał święcić triumfy.
            • hubert100 Re: y-k-w-dick wyrzuc T-shirt wszystkie z domu 17.08.07, 09:09
              Wyprawa na Pacyfic udana.Pogoda byla jak nigdy.Najwiekszy salmon 26
              funtow Spring.Objechalismy kawal wybrzeza, wypalajac 1500 l.
              diesela.40 stop Bayliner z twin turbo charged 270 HP each
              Cumming.Widze ze po przyjezdzie zastalem sytuacje ze "Amerykanom
              zyje sie jeszcze wygodniej".Ile juz tam "siedzi na chodnikach"?
              Samogon przepisu dalej nie podal a Mr. De,De dalej banialuki
              opowiada jak by historii nie znal.PS. "Kanadol" to moj fishing
              buddy. Znamy sie 15 lat, madry facet,pracuje jako chemik w jednej z
              najwiekszych winiarni w Okanagan Valley.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka