cepekolodziej
28.01.08, 07:49
Niedawno miałem znow okazję obejrzeć pomnik tzw. Małego Powstańca w Warszawie. Zastanawiam się, na jaką potrzebę odpowiada ten nonsensowny obraz? Na jakąś wyjątkowo polską?
Teraz widzę, że niekoniecznie.
Właśnie we Francji wszedł na ekrany film "Surviving among wolves", oparty na wspomnieniach pani Mishy Defonseca. W tych wspomnieniach Misha jako 8-letnia żydowska dziewczynka rusza z Belgii na wschód w poszukiwaniu swoich rodziców. Podczas czteroletniej wędrówki dociera aż na Ukrainę. Po drodze dostaje się do getta w Warszawie, zostaje schwytana przez partyzantów, zabija scyzorykiem niemieckiego żołnierza; od smierci głodowej ratuje ją stado wilków, które powierzaja jej opieke nad młodymi, dziewczynka tymczasem zywi się surowym mięsem, korzonkami i robakami.
Wspomnienia wydano - wbrew wątpliwościom wyrażanym otwarcie przez historyków Holokaustu; w produkcję filmu zaangazowali się izraelscy aktorzy.
W podtrzymywaniu legendy o ogólnonarodowej walce ze złem muszą wziąć udział wszystkie pokolenia - a więc także dzieci. Pomnik małej żydowskiej dziewczynki wśród stada wilków powinien stanąć obok pomnika polskiego malca w ogromnych niemieckich butach i przepastnym niemieckim hełmie.
www.haaretz.com/hasen/spages/947275.html
<<Are you aware that historians doubt the truth of Defonseca's story?
"That is exactly like the people who deny the existence of concentration camps. This is a true story. Everything that happened during the Holocaust is unbelievable and impossible to grasp, and people therefore also find it difficult to believe this story.">>