pomer_anya 15.07.08, 08:36 Jakoś przemknął prawie nie zauwazony przez kina film o Joy Division. Żałuję, nie udało się zobaczyć. Może ktoś widział? Ann. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
johnny-kalesony Re: "Control" 16.07.08, 00:46 Tak i bardzo żałuję. W czasach licealnych [lata 86-90; 1986-90, żeby nie było ... :o)] pozowałem na Curtisa i przewracając oczami starałem się robić wrażenie na koleżankach, przechadzając się po korytarzu szkoły z "Processem" i "Zamkiem" pod pachą ... Tak się wtedy rwało koleżanki! Sam film natomiast bardzo, ale to bardzo rozczarowuje. Scenarzysta i reżyser próbowali usilnie stworzyć dzieło KULTOWE. Mam wrażenie, jakby przystąpili do pracy, kierowani przede wszystkim tym imperatywem. A jak wiadomo nic, co wysilone nie ma szans uzyskać tej lekkości, tego polotu, które roztaczają wokół siebie filmy tej właśnie miary. Widz sadowi się przed ekranem i traci jakieś dobre dwie godziny swojego życiorysu na oglądanie bezkształtnej magmy, zwyczajnie nudnego filmidła o fascynującym artyście i równie fascynującym zespole. Po prostu zmarnowany, karczemnie i karygodnie zmarnowany temat. Nie pomaga nawet "klimatyczna", czarno-biała estetyka zdjęć, która jak można się domyślać, miała za zadanie oddać minimalistyczną ascetyczność muzyki. Czekałem na film o Curtisie i Joy Division mniej więcej od dobrych dwudziestu lat ... Bardzo, bardzo się rozczarowałem. Niemniej jednak czekam, aż ktoś spróbuje filmowo zmierzyć się z legendą The Velvet Underground. Pozdrawiam Keep Rockin' Odpowiedz Link
pomer_anya Re: "Control" 29.07.08, 19:49 Szkoda. Bardzo lubię ich muzykę, szczególnie "Love will tear us apart". Pozdrawiam. Ann Odpowiedz Link
cze67 Re: "Control" 03.08.08, 19:57 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=66657593&a=66657593 Odpowiedz Link
ilnyckyj Re: "Control" 06.08.08, 22:32 Hemmm. Nie widziałem i po tych opiniach jednak korci mnie, żeby obejrzeć. Odpowiedz Link
basilisque Re: "Control" kontekst PrL 03.08.08, 19:37 Nie wszyscy wiedzą, że Joy Division startował pod nazwą Warsaw, podobno pod wpływem depresyjnego utworu Davida Bowie "Warszawa". Ciekawe skądinąd czy wizyty kapel punkowych w szaro-burym Peerelu były przypadkowym wyborem tras koncertowych, czy może bardziej świadomym wyborem, znalezienia się w rzeczywistości, która przez swoją beznadzieję harmonizowała z ich ideologią i stanem ducha? Odpowiedz Link
johnny-kalesony Re: "Control" kontekst PrL 04.08.08, 00:40 Większość z tych kapel przyjeżdżała na zaproszenie polskich grup, tzw. środowiska. Mam na myśli na przykład U.K. Subs, Killing Joke albo The Explioted. Ci ostatni wydali nawet w Polsce koncertową płytę (połowa l. 80'), której egzemplarza posiadaniem po prostu muszę się pochwalić. Pozdrawiam Keep Rockin' Odpowiedz Link
el_topo Re: "Control" kontekst PrL 27.08.08, 21:24 A ja musze sie zgodzic z Johnym i W.Weissem, ze film slaby: Control, czyli o pięknym nieudanym filmie słów kilka Do cholery, ten chłopiec nazywa się Ian Curtis, śpiewa piosenki Iana Curtisa, żyje i umiera jak Ian Curtis! Maciek Tomaszewski bardzo pięknie napisał na łamach naszego pisma o filmie Control. Naprawdę poruszył mnie jego artykuł. Tak jak poruszył mnie sam film. A jednak wyszedłem z kina z poczuciem niedosytu. A może nawet zawodu. Zgoda, film świetnie oddaje klimat, z jakiego wyrosła muzyka Joy Division i poezja Iana Curtisa. Zgoda, jest absolutnie wiarygodny – wszyscy aktorzy świetni, choć to przecież żadne wielkości, przynajmniej na razie. A zagrane przez nich utwory zespołu brzmią niemal jak oryginały. Zgoda wreszcie, całość została sfotografowana z ogromnym smakiem, ale tego można było przecież oczekiwać – Anton Corbijn znany jest głównie ze swoich wspaniałych artystycznych zdjęć. W czym więc problem? Ano w tym, że w Control zabrakło mi Iana Curtisa. Czegoś, czego bym o nim wcześniej nie wiedział. Czegoś ponad oczywiste oczywistości, że był rozdarty między dwiema kobietami, cierpiał na epilepsję i śpiewał w zespole. Czegoś, co pozwoliłoby zajrzeć głębiej w tę udręczoną duszę i zrozumieć trochę lepiej, skąd u chłopca właściwie aż tak dojmujące poczucie bólu istnienia. Ale czy Corbijn był w stanie zrobić taki film? Na pewno nie na podstawie historii spisanej przez Deborah Curtis (i pod jej okiem jako współproducentki). Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że właśnie ona, choć była tak blisko, Iana nie rozumiała. W każdym razie nie rozumiała Iana poety, Iana muzyka, Iana udręczonego artysty. Dlatego zresztą zaczęli się od siebie oddalać, dlatego pojawiła się inna kobieta. I film o tym mówi. Ale przywołuje jedynie fakty. Nie sięga w głąb duszy Iana. I nie daje nawet wątłej odpowiedzi na pytanie, dlaczego po blisko trzydziestu latach tyle osób na świecie ciągle sięga po płyty Joy Division. Corbijn w jednym z wywiadów powiedział: Nie chciałem, żeby to była historia Iana Curtisa, a po prostu historia chłopca. Ale, do cholery, ten chłopiec nazywa się w filmie Ian Curtis, śpiewa piosenki Iana Curtisa, żyje i umiera jak Ian Curtis! I właśnie Corbijn, który na kazdym kroku powtarza, że był przyjacielem Iana Curtisa, był mu moim zdaniem winien coś więcej niż ten film. Piękny, ale moim skromnym zdaniem nieudany. Choć tak bardzo się wszystkim podoba. za: www.terazrock.pl/user.php?UserId=17 Niestety, tak jak pisze Weiss: swietne zdjecia, swietna muzyka, ale Joy Division to tam nie ma. Odpowiedz Link
basilisque Re: "Control" kontekst PrL 30.08.08, 21:32 Teraz dopiero obejrzałem i podobał mi się. To przekaz prawie dokumentalny i nie wnikający w zakamarki duszy Iana Curtisa, ale mowiący wiele o nim i o epoce. Ten człowiek niósł w sobie tajemnicę, był skryty i wewnętrznie rozdarty. Miał potrzebę określonej ekspresji i obca mu była gonitwa za sukcesem. Chciał panować nad sobą, swoim losem i jedocześnie wiedział, że jest to niemożliwe. Trochę banalno-oczywiste wydało mi się zderzenie w kulminacyjnym momencie sceny, gdy żona dowiaduje się o zdradzie, ze słynnym "Love will tear us apart". Ale w sumie obraz jest moze nie poruszający, ale dający do myślenia... Odpowiedz Link