marcin_osikowicz
25.05.07, 18:31
Podjechałem pod aptekę i zaparkowałem na chodniku. Apteka łądnie położona, w
środku osiedla wybudowanego i zasiedlonego w latach 60tych. Mieszkańcy,
kótrzy dostali tu przydział po 10 latach budowania elektrociepłowni w Łęgu
zdążyli się już zestarzeć i teraz przesiadują na ławeczkach, chodzą
do "Biedronki" po zakupy, no i do apteki, jeżeli akurat jest dzień niskich
cen. Bo jak nie ma, to biorą legitymację inwalidy, wsiadają w autobus i jadą
tam, gdzie taniej. Wolny rynek jest i dużo czasu jest.
W każdym razie po wyjściu z apteki widzę koło motocykla babcię, corkę i
wnuczkę. I psa. Pies olewa motocykl (taka przenośnia) i napinając smycz
wpierdziela coś śmierdzącego na trawniku. Drugi koniec smyczy przytwierdzony
jest właśnie do babci, ale babcia nie zwraca uwagi na to, co wsuwa jej pupil,
tylko razem z córką i wnuczką koncentruje się na motocyklu. "Nie mam szans",
myslę.