Dodaj do ulubionych

Byłem w Polsce ;-)

20.04.12, 03:27
No wiec spedzilem sobie te 9 dni w Polsce naszej pieknej, z czego wiekszosc w Warszawie. Mniejsza o przyczyny, kto wie, ten wie, w kazdym razie musialem sie wyrwac z Glasgow i nie bardzo mi sie widzialo jechanie do Wroclawia i w moje stare kregi. Za to mialem bardzo fajny powod, aby wyladowac w Warszawie.

W Warszawie w ktorej bylem w zyciu tylko kilka razy - dwa razy jako dziecko, ze ledwo pamietam (wlasciwie tylko pamietam Palac Kultury i jazde schodami ruchomymi w pdt podczas gdy mama stala w kolejce po zakupy). Potem z wycieczka szkolna do parlamentu. Potem ze dwa razy przelotem, raz sluzbowo busem (zaznalem wtedy szoku kulturowego jesli chodzi o kulture jazdy i moze, zbyt latwo, lecz jednak, wyrobilem sobie opinie ze jednak te opowiesci o Warszawskich kierowcach skads sie biora).

Raz jeszcze bylem w 2006 roku na popijawie ircownikow, ale z tego pobytu to niewiele pamietam :P

No wiec przyjechalem. Z ciekawoscia, jak to teraz Warszawa mi bedzie wygladac po tym, jak dzieki pracy widzialem juz chyba wiekszosc europejskich stolic od Ljubljany do Londynu.

No i pierwsze wrażenie - gigantomania. Jak to któryś z Warszawiaków określił podczas forumowego piwka - Warszawa jest jak miasto azjatyckie. Wielkie, szerokie arterie przez środek miasta jak w jakiejś Moskwie czy innej Korei Płn.

Dzięki temu pewnie wszyscy jeżdżą jak czubki (taksówkarz nocą wiózł mnie 130 km/h a jak się zapaliło czerwone 200 m przed nami to tylko przyśpieszył).

W godzinach szczytu korki są straszne, ale byłyby o połowę mniejsze, gdyby ludzie nie ładowali się na skrzyżowanie w poprzek. Warszawiacy mówią, ze tak trzeba bo inaczej się nie przejedzie. Ja (spędziwszy dwa dni w wawie za kierownicą auta) postanowiłem się wyłamać i ignorując klaksony nie wjeżdżałem na skrzyżowanie empirycznie udowadniając, że skrzyżowanie przejeżdżam w takim samym tempie jak inny, w jednym tylko przypadku lądując dwa samochody dalej niż ci, którzy się wpychali.

Podobnie jest z parkowaniem. Na osiedlu na którym mnie goszczono byłem świadkiem kłótni kierowcy śmieciarki z panem, który zaparkował auto pod klatką schodową i wejściem do wiaty na kubły. Pan argumentował, że "to jest Warszawa i że nie da się tutaj parkować przepisowo". Z tego co się zorientowałem pan mieszkał w tym samym bloku z którego okna oglądałem całą scenę. Widocznie ja mieszkałem tam za krótko, bo wracając do domu kilkakrotnie o różnych porach dnia i nocy (w porze obiadowej, w popołudniowym szczycie i dwa razy późno w nocy) za każdym razem nie miałem problemu aby w promieniu 200 m marszu znaleźć w pełni legalne miejsce do zaparkowania Seata Leona. Podobna sztuka udała mi się w kilku innych miejscach co teraz Wam nie powiem gdzie, bo nie znam Warszawy, ale wiem, że dwa były na Pradze a jedno w centrum. Choć rozumiem, że może to być uciążliwe - parkując na wielkim pustym parkingu 200 metrów od Ważnego Urzędu musiałem sie przedzierać przez porzucone na trawnikach, chodnikach i skwerkowych alejkach auta wyglądające jak chaotycznie porozrzucane radiowozy w amerykańskim filmie. Może faktycznie łatwiej po prostu wjechać na klomb i mieć do przejscia tylko 10 metrów?

Jeśli chodzi o krakanie jak one po wlezieniu między wrony podjąłem jedną próbę, kiedy przechodząc pod pałacem prezydenckim zaczepili mnie Obrońcy Krzyża częstując jajeczkiem w majonezie. Podziękowałem uprzejmie tłumacząc, że nie jestem pewien, czy to jest bezpieczne, bo przecież częstujący może być rosyjskim agentem chcącym otruć mnie, prawdziwego Polaka, bo po tym co nam zrobili w Smoleńsku to już wiemy do czego są zdolni. Ku mojemu zdziwieniu nie spotkałem się ze zrozumieniem. Widać nie do końca już czuję polską politykę.

Wracając jednak do jeżdżenia. Generalnie muszę przyznać rację emesowi - Mazowsze to jest zupełnie inny świat zza kółka niż Polska zachodnia i południowa. Jakość dróg jest często gorsza, natomiast jednak pozostanę przy swoim twierdzeniu, że największym problemem jest kultura kierowców.

Wydaje mi się, że bierze się to stąd, że są oni dość odizolowani od reszty Polski - jeżdżąc / łażąc po Warszawie te kilka dni sporadycznie widywałem samochody z tablicami rozpoczynającymi się innymi literami niż W, a jeżeli to był to albo Białystok albo jakieś Mazury czy Lublin. W miastach które znam dobrze (Poznań, Kraków, Wrocław) procent ludzi z innych rejonów Polski jest znacznie wyższy - dość wspomnieć tylko, że czekając na koleżankę na placu przed dworcem w Poznaniu przez 10 minut naliczyłem ze 20 aut z innych województw od Zachodniopomorskiego po powiat Tatrzański.

Ach, a jak już mowa o przyznawaniu (albo nie) racji emesowi i edkowi, do Warszawy dojechałem samostopem. To znaczy w świecku pan się zgodził wziąść mnie negocjując przez CB radio "pod warunkiem, że go zmienię za kółkiem". Dobrze mi się jechało, a jemu się dobrze spało, więc dowiozłem się owym vw transporterem aż na Ochotę. Po drodze jechałem jedną ze Straszliwych Mazowieckich Dróg Obudowanych Masą Krwiożerczych Oślepiających Wysepek i muszę stwierdzić, że ani one śmiercionośne specjalnie n ie były, ani specjalnie oślepiające. Dobrze widoczne dzięki mrugającym diodom i nie kojarze, żeby była chociaż jedna zmuszająca do jakichś gwałtownych manewrów. I oczywiście nie spodziewam się takich możliwości podczas jazdy w dzień, ale podczas jazdy w nocy za żadnym TIRem nie jechałem dłużej niż jakiś kilometr. A byłem w podrózy od dwóch dni, jadąc z Glasgow tirostopem, więc na pewno nie należałem do wypoczętych. Więc panowie antywysepkowcy: przesadzacie i tyle.

Co do Warszawy - nastepną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to praktyczna nieobecność zagranicznych aut na drogach. Widziałem jednego Włocha, jednego Walijczyka, Mołdawianina, Rosjanina i kilku Bułgarów. W porównaniu do ilosci zagranicznych aut które widuję na drogach np. Wrocławia czy Poznania, do którego przeniosłem się z Warszawy było to bardzo mało. A, nie, przepraszam, jeszcze widziałem jakąś kolumnę Wielkich Amerykańskich Terenówek na tablicach dyplomatycznych rozpychając się po chamsku w korku który w końcu objechali jadąc jednym kołem po chodniku. Ale ciii, bo mnie znowu cracovian zacznie epitetami obrzucać.

Jeśli chodzi o nawigowanie w Warszawie - Wawa jest bardzo prosta. Z racji że moja gospodyni została zmorzona grypą w ramach podzięki za gościnę pełniłem obowiązki kuriera połączonego z aktorem - w pewnych lokalizacjach musiałem zgrywać osobę wtajemniczoną w działalność firmy, która się zna i rozumie co się do niej mówi. W ramach tych obowiązków odwiedziłem parę lokalizacji w pradze oraz jedną w Sulejówku. Wystarczyło mi zajrzeć na google maps i spisać sobie parę informacji na żółtej samoprzylepnej karteczce abym się musiał jedynie dwa razy zapytać o drogę, z czego raz niepotrzebnie, bo jechałem dobrze.

Oczywiście nie obyło się bez zapoznania się z lokalną twórczością znakologiczną. Jechałem sobie bodaj ulicą Jagiellońską i tam jest taki kawałek, który jest tylko dla autobusów. Ale nie bardzo piszą jak go objechać, więc objechałem na czuja i wylądowałem na tymże kawałku tylko w przeciwną stronę, bo tak mi nakazano skręcić z uliczki z której wyjechałem. Zawróciłem zatem (bo zakazu nie było) i dojechałem do bardzo ciekawego miejsca na którym na podwójnej ciągłej powitał mnie zakaz ruchu nie dotyczy kogośtam drobnym maczkiem. Mając do wyboru złamać przepis o zawracaniu na podwójnej ciągłej i olać zakaz ruchu wybrałem to drugie.

Komunikacja zbiorowa, z której także korzystałem, jest dość dobrze zorganizowana, ale jednak przydałoby się więcej buspasów. Jeśli przejechanie 2 km zajmuje zatłoczonemu autobusowi 50 minut a stoi on w sznurku pojazdów w którym bodaj co czwarty to taki sam zatłoczony autobus, to ja przepraszam, ale moim zdaniem coś jest nie teges.
Obserwuj wątek
    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 03:47
      No to tak to wygląda Warszawa moimi oczami. Byłem jeszcze w Muzeum Kolejnictwa (skansen, jak całe PKP, pan się mnie spytał, czy mi się podobało, powiedziałem, ze trochę zaniedbane. Pan zaczął mi tłumaczyć ile kosztuje odmalowanie parowozu, na co ja go zapytałem ile kosztuje umieszczenie na nim zalaminowanej karteczki z podstawowymi informacjami o nim, bo tego właśnie oczekiwałbym po muzeum za wstęp do którego muszę płacić... )

      Byłem też w muzeum Powstania, zaiste fajnie zrobione, aczkolwiek mnie nie powaliło na kolana - pewnie jednak dlatego, że ja już troche fajnych muzeów widziałem w UK, i takie nowoczesne muzeum to tylko w PL nowość.

      Potem ponieważ nie mogłem już dłużej siedzieć mojej gospodyni na głowie kupiłem sobie bilet samolotowy z Bydgoszczy i pozostałe dwa dni postanowiłem spędzić u mojej poznańskiej przyjaciółki. Udałem się w tym celu na banę na centralnym, gdzie udało mi się zdążyć na pociąg który powinien odjechać 15 minut wcześniej po czym dowiedzieć się, że będzie tam stał jeszcze 20 minut, wyjść do hali głównej, zrezygnować zobaczywszy jakie kolejki do kas i wrócić do niego, kupując ten 5 złotych droższy bilet od konduktora.

      Pociąg Regio Express czy jakoś tak, piekielnie niewygodne siedzenia i mało miejsca na nogi. Co komu szkodziły te fajne wagony z przedziałami to ja nie wiem.

      W Poznaniu - przepraszam wszystkich Warszawiaków i fanów tego miasta - od razu odetchnąłem inaczej. To miasto jest jakieś takie w dużo bardziej ludzkim rozmiarze. Nigdy nie byłem wielkim fanem Poznania, choć dość go lubię i uważam, że jest OK, ale po Warszawie naprawdę się cieszyłem, że jestem w tym mieście.

      Po podleczeniu kaca po spotkaniu z niewidzianą przez 7 lat przyjaciółką postanowiłem że bassowi nie odpuszczę, bo chłopaki z Warszawy tak go zareklamowali, że koniecznie chciałem go poznać. I powiem wam - reklama nie była ani troche przesadzona. Strasznie fajny jest to facet, a do tego +1000 do lokalnego patriotyzmu. W trzy godziny mojej wizyty w Szamotułach odbyliśmy tour po okolicy, wypijając po dwie kawki i dwa piweczka, odwiedzając liczne dworki i pałacyki, zrujnowany most, fajne miejsce nad rzeką, piękne wioski przy piaszczystych drogach zagubione w lesie, magiczny sklep sprzedający 6 gatunków piwa, fajki i mineralną, kolegiatę, rynek i sam już nie wiem co jeszcze, i zostałem wręcz zasypany lawiną informacji na temat Szamotuł z każdej możliwej dziedziny. Więc jakby ktoś potrzebował to mogę Wam powiedzieć i gdzie jest pomnik pana od Enigmy, i gdzie bass chodził do szkoły, skąd jego kolega dojeżdżał pociągiem i kiedy, w której baszcie mieszkała przez 15 lat zamknięta księżniczka, i gdzie są na to dokumenty oraz gdzie bass w czasie praktyk doił krowy i o której i dlaczego mu było ciężko wstać ;-) Po prostu pełne spectrum informacji lokalnych i to jest po prostu fantastyczne zwiedzanie - bo mnie zawsze nudzą takie wycieczki gdzie przewodnik pieprzy coś o jakichś piastach śląskich czy innych księżniczkach i o tym w którym roku co przebudowano z jakiego stylu na jaki - tymczasem z bassem nie można się nudzić, po prostu nie można. Wszystko chłonie się z prawdziwym zaciekawieniem.

      Poza tym widać, że on po prostu jest tak STĄD że bardziej się nie da. Wszystko wie, wszystko zna, wszyscy mu się na ulicy kłaniają - niesamowita to była wizyta. Jeśli ktoś tylko jest w okolicah Szamoni, to ja sie przyłączam do forumowych recenzji, że bassa odwiedzić jest warto (tylko nie wszyscy na raz - zostawcie mu trochę czasu na siatkówkę z kumplami :-) )

      Wieczorem zaś spotkałem się z winnixami. Oni również są jeszcze fajniejsi w mięsku niż na ekranie. Mają bardzo jasny podział ról w związku - ona mówi, on słucha. Muszę przyznac, że nie dać mi dojść do słowa to jest prawdziwy wyczyn, ale jednocześnie winnix tak mądrze gada, że w sumie nie ma po co się odzywać ;-) Na koniec stwierdzili, że chuja tam łażenie po knajpach i zaprosili mnie na porządną popijawę do siebie na chatę. Rano wstałem dość wczesnie, bo winnixowy kot postanowił odgrywać sobie na mnie scenki z kreskówek o Kocie Simona, i przy porannej kawie sprawdzałem sobie pocztę, niechcący logując się na googla w jakiś taki egzotyczny sposób, ze w rezultacie mielismy przez pewien czas z winnixem wspólne bookmarki w chrome (przepraszam, to naprawdę było niechcący). Wywaliłem wszystkie moje z jej komputera, a po przyjściu do domu musiałem wywalić wszystkie jej z mojego. Choć teraz troche żałuję, może jak ona już będzie strasznie sławna i bogata, to mógłbym zbić informacje sprzedając tabloidom informacje na temat jakiego kremiku do buzi uzywała jak była młoda albo coś... No ale już za późno, poleciały wszystkie i znowu mam tylko swoje.

      Lot, jak mówiłem, miałem z Bydgoszczy, w której nie byłem od 1996 roku. Mając troche czasu pospacerowałem sobie po wyspach i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że UWIELBIAM miasta, które (w przeciwieństwie do Wawy, niestety) żyją rzeką a nie dupą do niej. Pięknie zrewitalizowana wyspa młyńska i nowe nabrzeża i kładki - bardzo to miasto pięknieje.

      Na lotnisko doszedłem sobie piechotą, bo jest tylko 3 km od centrum. A teraz jestem w domu, zrobiłem sobie drinki i bzdury piszę.

      Generalnie wyprawa do Polski bardzo mi się udała, spotkałem się ze starymi przyjaciółmi, tak automobilowymi jak i skądinąndynowymi, a dodatkowo poznałem osobiście winnixów, bassonera i franka, i wszyscy są jeszcze fajniejsi na żywo niż na forum ;-)

      No a teraz jestem w Glasgow. Kto przyjedzie odwiedzić mnie? Na razie był sven i lexusowy Wojtek, ale zapraszam wszystkich (no... prawie wszystkich :P)
      • winnix Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 11:34
        Haha, sorka za kota, jesteś pierwszą osobą, którą łapami po twarzy pacał, zwykle po prostu leży blokując nogi, albo się gapi ;)

        A z tymi zakładkami to ładne zamieszanie się zrobiło, chyba w teorii to miało być jakieś ułatwienie...

        Dziękujemy za odwiedziny i, jak obiecaliśmy, prędzej czy później do Glasgow dotrzemy :)
    • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 11:07
      Jako że w złym tonie, jest mówić dobrze o Warszawie, to ustosunkuję się tylko do kultury kierowców w stolicy i innych miastach polski.
      Na przestrzeni ostatnich kilku lat, miałem okazję prowadzić samochody mające różne rejestracje, np. WE ...., DW ....., PO .... I z własnego ( subiektywnego ) odczucia, uważam, że z tą kulturą kierowców nie jest w Wa-wie najgorzej. Zwłaszcza porównując ją z kulturą kierowców z innych miast Polski. Jeżdżąc samochodem z rejestracją WE... po Poznaniu, Wrocławiu, czy też Krakowie, byłem niejednokrotnie obtrąbiony tylko dlatego że miałem czelność chcieć wjechać na pas, na którym stała kolejka samochodów. Przy czym nie chodzi o chamskie wjechanie z pasa skręcającego, ale o zwykłą zmianę pasa. W identycznych sytuacjach w Wa-wie, jadąc na 'obcej' rejestracji, nie miałem z tym prawie żadnego problemu.
      Niejednokrotnie, zdarzyło mi się też zauważyć sytuację, w której kierowca skręcający w lewą stronę, zdany jest na uprzejmość innych kierowców. Jeżdżąc po Warszawie, czekam zdecydowanie krócej ;) Ale z zastrzeżeniem, że kierowcy warszawscy, dają zdecydowanie mniej czasu.
      Natomiast problem wjeżdżania pojazdem na skrzyżowanie, bez szansy na jego opuszczeniem, jest problemem ogólnopolskim. Nie zauważyłem, aby Warszawa w jakiś sposób się w tym temacie wyróżniała.
      Jeszcze jedno ;) Szybko po mieście, zwłaszcza wieczorem, jeżdżą nie tylko w Warszawie.
      • qqbek O/T Mi po Warszawie jeździ się... 20.04.12, 11:19
        ...umiarkowanie dobrze.
        A mam "LU" na przedzie i na zadzie, co mogłoby sugerować skończonego "słoika", którego przecież "warszawiak" (w drugim pokoleniu najdalej) powinien tępić jak dobry junak z ZSMP imperialistyczną stonkę ziemniaczaną.

        No, ale ja jestem z buszu (Lublin) w którym to jeździ się naprawdę ciężko.
      • franek-b Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 11:55
        > Jako że w złym tonie, jest mówić dobrze o Warszawie, to ustosunkuję się tylko d
        > o kultury kierowców w stolicy i innych miastach polski.
        > Na przestrzeni ostatnich kilku lat, miałem okazję prowadzić samochody mające ró
        > żne rejestracje, np. WE ...., DW ....., PO .... I z własnego ( subiektywnego )
        > odczucia, uważam, że z tą kulturą kierowców nie jest w Wa-wie najgorzej.

        Mam dokładnie takie samo zdanie. Zwłaszcza, że całe lata jeżdżę z obcą rejestracją (obcą dla W-wy, nie dla mnie:-) ). Wręcz z każdym rokiem jest coraz lepiej, bo jednak 'edukacja przez korki' powoduje, że ludzie widzą, że współdziałanie jednak robil lepiej niż walka ze wszystkimi.

        > skręcającego, ale o zwykłą zmianę pasa. W identycznych sytuacjach w Wa-wie, jad
        > ąc na 'obcej' rejestracji, nie miałem z tym prawie żadnego problemu.

        Ja z premedytacją wykorzystuję obcą rejestrację, ponieważ warszawiacy są bardziej tolerancyjny gdy widzą obcą rejestrację, zwłaszcza w sytuacjach gdy np. jakiś pas staje się lewoskrętem a ja chcę jednak jechać prosto - wtedy niemiejscowy ma prawo nie wiedzieć, że tak się dzieje:-)

        Wjeżdżanie na skrzyżowanie - wg mnie problem był jeszcze parę lat temu. Ostatnio zbytnio nie zauważam, wczoraj jechałem z Ochoty do Teatru Ateneum w ok. 17 (czyli największe korki), jechałem prosto przez centrum i mimo tego, ani razu nie było problemu zajeżdżania z rond/skrzyżowań .

        Wg mnie w W-wie trzeba jeździć sprawni, szybko ruszać.
        • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 12:39
          Nie chciałem już pisać, że warszawscy kierowcy są bardziej kulturalni, bo byłaby to już zupełnie herezja ;)
          Jak już muszę jechać do Wa-wy, to jadę ze swojej wsi przez Józefosław. Dojeżdżam do głównego korka na ulicy Puławskiej, jadąc Działkową i Jagielską. Już nie pamiętam, kiedy zostałem ostatnio obtrąbiony, włączając się do 'ruchu' na Puławskiej.
          I tak jak napisałeś. Szybciej mi robiono wolne miejsce, jak jechał na rejestracji z poza Wa-wy.

          Ostatnio byłem przez kilka dni w Krakowie. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego dwa razy zostałem obtrąbiony, tylko dlatego że musiałem zmienić pas, aby móc pojechać w zamierzonym kierunku. No ale tam jest większa kultura, a Wa-wa, jak to ktoś napisał, jest jedyną wsią po której jeżdżą tramwaje....
          • franek-b Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 13:48
            > Nie chciałem już pisać, że warszawscy kierowcy są bardziej kulturalni, bo byłab
            > y to już zupełnie herezja ;)

            Każdy żyje w swojej rzeczywistości, a prawda jest taka, że opinię o warszawiakach poza W-wą robią przeważnie różnego rozdzaju przedstawiciele, którzy są lokalesami pozawarszawskimi, ale jeżdzą autami na w-wskich numerach.

            > Jak już muszę jechać do Wa-wy, to jadę ze swojej wsi przez Józefosław. Dojeżdża
            > m do głównego korka na ulicy Puławskiej, jadąc Działkową i Jagielską. Już nie p
            > amiętam, kiedy zostałem ostatnio obtrąbiony, włączając się do 'ruchu' na Puławs
            > kiej.

            To moja codzienna droga do roboty :-) i pewnie przejeżdżasz pod moimi 'oknami'. Puławska to małe miki, jest oczywistym dla wszystkich, że ludzie się włączają do ruchu i robią to na zamek błyskawiczny (z tym, że Puławska porusza się mało błyskawicznie;-)). Po drodze jest takie osiedle przy Jagielskiej Villa Laguna, gdzie wszyscy wyjeżdżający z tego osiedla muszą włączyć się do ruchu w sznurek aut czekających do wjazdu na Puławską i wszyscy puszczają, nie ma z tym problemu.

            > I tak jak napisałeś. Szybciej mi robiono wolne miejsce, jak jechał na rejestrac
            > ji z poza Wa-wy.

            :-)

            > Ostatnio byłem przez kilka dni w Krakowie. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego dw
            > a razy zostałem obtrąbiony, tylko dlatego że musiałem zmienić pas, aby móc poje
            > chać w zamierzonym kierunku. No ale tam jest większa kultura, a Wa-wa, jak to k
            > toś napisał, jest jedyną wsią po której jeżdżą tramwaje....

            :-)
            • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 14:17
              > Po drodze jest takie osiedle przy Jagielskiej Villa Laguna, gdzie wszyscy wyjeżdżający z tego
              > osiedla muszą włączyć się do ruchu w sznurek aut czekających do wjazdu na Puławską
              > i wszyscy puszczają, nie ma z tym problemu.
              No właśnie. Wszystkim którzy psioczą na kulturę warszawskich kierowców, poleciłbym zobaczyć jak wygląda wyjazd z tego osiedla. A jak już poobserwują, to niech zadadzą sobie pytanie: jak to się dzieje, że mimo parkingu na ulicy Jagielskiej ( najczęściej w dni powszednie od 7 do 8.30 ), na drodze wyjazdowej z tego osiedla nie ma korka.
      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 14:20
        Mów sobie co chcesz, ale jesli jadę 90 km/h po drodze, po której mogę jechać 50 i mnie w tym samym momencie wyprzedza dwóch kolesi - jeden po lewej a drugi po zatoczce autobusowej po prawej to mnie to troszkę szokuje. A o ile po Warszawie zaiste dużo nie jeździłem, to jeździłem bardzo dużo Wszędzie Indziej.

        Problemów ze skręcaniem w lewo czy zmianą pasa zaiste nie miałem, ale ja też nie wczoraj się urodziłem, więc dynamiczna jazda dla mnie nie jest problemem.

        A blachy miałem WR ;-)
        • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 14:39
          Ale taką sytuację można zauważyć w każdym mieście. Nie tylko w Wa-wie.
          Jeżdżąc zgodnie z przepisami po Poznaniu, Wrocławiu, czy Krakowie, również jestem wyprzedzany hurtowo. Więc zupełnie nie rozumiem, dlaczego jakieś szczególne oburzenie na kierowców warszawskich.

          Ostatnio widziałem, na Puławskiej przed Auchan w Piasecznie, jak koleś na rejestracji z poza województwa mazowieckiego, jechał pod prąd. Puławską !!! I żeby było śmieszniej zrobił to z pełną premedytacją. Ale oczywiście, gdyby zobaczył ten manewr ktoś z poza Wa-wy, to będzie komentarz - ale w stolicy panuje kultura. Przepraszam, powinienem napisać - stolycy.
          • winnix Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 14:52
            > Jeżdżąc zgodnie z przepisami po Poznaniu, Wrocławiu, czy Krakowie, również jest
            > em wyprzedzany hurtowo.

            Ale nie ze wszystkich stron! W Poznaniu to wręcz momentami się jeździ pizdowato, zdarzają się pojeby, ale jak ostatnio byłam w Wawie to po pół godzinnej jeździe byłam tak wkurwiona, że żałowałam, iż rzuciłam palenie. A jeżdżę zdecydowanie, tylko moje zdecydowanie to nie jest cwaniactwo i chamstwo. Ja wiem, że być może się można przyzwyczaić, ale myślę, że stwierdzenie "inaczej się nie da" jest zwykłą wymówką dla cwaniakowania.
            • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:15
              > W Poznaniu to wręcz momentami się jeździ pizdowato
              Polecam pojechać do Płocka lub Sokołowa Podlaskiego. Zmienisz zdanie, co do terminu 'jeżdżenie pizdowato' :)

              > A jeżdżę zdecydowanie, tylko moje zdecydowanie to nie jest cwaniactwo i chamstwo.
              To że w Wa-wie jeździ się szybciej i bardziej zdecydowanie, to fakt. Ale też nie należy utożsamiać zdecydowanej jazdy z chamstwem, czy tym bardziej cwaniactwem. Jeżdżący pizdowato, też mogą być chamscy.
              • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:32
                > To że w Wa-wie jeździ się szybciej i bardziej zdecydowanie, to fakt. Ale też ni
                > e należy utożsamiać zdecydowanej jazdy z chamstwem, czy tym bardziej cwaniactwe
                > m. Jeżdżący pizdowato, też mogą być chamscy.

                Oczywiście. Jak pisałem, jeżdżenie dynamiczne mi nie przeszkadza i problemu z tym nie miałem. Choć znowu, przepraszam Warszawiaków, ale moim zdaniem dynamika Warszawska nie umywa się np. do Paryskiej czy Włoskiej ;-)
                • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:37
                  > Oczywiście. Jak pisałem, jeżdżenie dynamiczne mi nie przeszkadza i problemu z t
                  > ym nie miałem. Choć znowu, przepraszam Warszawiaków, ale moim zdaniem dynamika
                  > Warszawska nie umywa się np. do Paryskiej czy Włoskiej ;-)
                  A do Wrocławskiej ?
                  • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:39
                    We Wrocławiu myślę jeździ się podobnie dynamicznie jak w Warszawie, ale jednak, nawet na szerokich dwupasmówkach, znacznie wolniej, dlatego nie rzuca się to w oczy aż tak bardzo.
                    • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:51
                      > We Wrocławiu myślę jeździ się podobnie dynamicznie jak w Warszawie,
                      Więc dlaczego tylko w Wa-wie jest problem dynamicznej jazdy, a we Wrocku już nie ?

                      > ale jednak,
                      > nawet na szerokich dwupasmówkach, znacznie wolniej, dlatego nie rzuca się to w
                      > oczy aż tak bardzo.
                      Czyżby ? Jakoś nie zauważyłem tego, a swego czasu dosyć często bywałem w tym mieście.
                      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:05
                        > Więc dlaczego tylko w Wa-wie jest problem dynamicznej jazdy, a we Wrocku już ni
                        > e ?

                        Sam prosiłeś żeby rozróżniać dynamiczną jazdę od drogowego chamstwa.

                        > Czyżby ? Jakoś nie zauważyłem tego, a swego czasu dosyć często bywałem w tym mi
                        > eście.

                        Ja tam mieszkałem przez ćwierć wieku i wierz mi, że we Wrocławiu ktoś kto jedzie po Hallera na przykład z prędkoscią ponad 100 km/h nawet w nocy, uważany jest za lekkiego czubka. W Warszawie, jak widać po Waszych komentarzach, to tylko objaw dynamiki.
                        • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:32
                          > Sam prosiłeś żeby rozróżniać dynamiczną jazdę od drogowego chamstwa.
                          Wiem. A ty uważasz, że dynamiczna jazda jest równocześnie chamska ?

                          > Ja tam mieszkałem przez ćwierć wieku i wierz mi, że we Wrocławiu ktoś kto jedzi
                          > e po Hallera na przykład z prędkoscią ponad 100 km/h nawet w nocy, uważany jest
                          > za lekkiego czubka. W Warszawie, jak widać po Waszych komentarzach, to tylko o
                          > bjaw dynamiki.
                          Tak jak odpisałem ci o kierowcach tirów w innym miejscu. Zdziwiłbym się gdybyś coś takiego zauważył we Wrocławiu.


                          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:43
                            No nie uważam. Dlatego dynamiczna jazda - jak wyraźnie pisałem - nie przeszkadza mi ani w Warszawie, ani we Wrocławiu, ani w Paryżu.

                            Dynamiczna jazda jest OK. Objeżdżanie korków po chodnikach czy wyprzedzanie po zatoczkach autobusowych - przynajmniej dla mnie - OK już nie jest.

                            > Tak jak odpisałem ci o kierowcach tirów w innym miejscu. Zdziwiłbym się gdybyś
                            > coś takiego zauważył we Wrocławiu.

                            Tak jak Ci odpisałem w tamtym miejscu - też bym się zdziwił jakbym coś takiego zauważył. To by oznaczało, że po wielu latach czerpania dobrych wzroców z zachodu zrobiliśmy zwrot o 180stopni i zaczęliśmy wzorować się na stolicy ;-)
              • franek-b Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:36
                > Polecam pojechać do Płocka lub Sokołowa Podlaskiego. Zmienisz zdanie, co do ter
                > minu 'jeżdżenie pizdowato' :)

                Nooo wystarczy zobaczyć jak pacjenci w takich miejscach startują na światłach. Wrzucanie biegu następuję jak auto ruszy przed nim... Ale w W-wie jest to nie do pomyślenia, gęstość ruchu wymusza trzymanie się zderzaka poprzedzającego, co daje więcej miejsca z tyłu i przez skrzyżowanie zamiast 10 przejedzie 12 aut, w mniejszych miejscach nie ma takiego problemu.

                > > A jeżdżę zdecydowanie, tylko moje zdecydowanie to nie jest cwaniactwo i c
                > hamstwo.
                > To że w Wa-wie jeździ się szybciej i bardziej zdecydowanie, to fakt. Ale też ni
                > e należy utożsamiać zdecydowanej jazdy z chamstwem, czy tym bardziej cwaniactwe
                > m. Jeżdżący pizdowato, też mogą być chamscy.

                Dokładnie.
                Może to nie jest chamskie zachowanie, ale często się zdarzają w poniedziałki rano artysci (rejestracje kieleckie i okolice) co w korku na Puławskiej zostawiają mega dziurę przed sobą, bo przecież korek porusza się z prędkością 15 km/h, więc nie ma się co spieszyć. Nie rozumieją, że to powoduje jeszcze większy korek za nimi! I pewnie taki artysta uważa, ze Ci co wjeżdżają przed niego w korku to w-wskie buraki, mega nerwowe, ale prawda jest taka, że zwiększają przepustowośc drogi.

                W okolicach Jety przy Renault zdarza się, że ludzie jadą pod prąd (raczej tak w poprzecznie Puławskiej z odchyleniem w kierunku przeciwnym do jazdy obowiązujacej na jezdnii). Bywa, ale takie miejsca są wszędzie w PL.
                • ballbreaker Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 19:40
                  podpisuje sie obiema rekami.

                  przy okazji swiatecznych odwiedzin sosnowca mialem pogaduszke z dwoma kumplami przy piwku. jeden z nich troche wczesniej mial wypad do wawy i straszliwie plakal ze w wawie to sie jezdzic nie da bo ludzie jezdza jak jezdza. po dluzszej dyskusji i ochoczym przytakiwaniu drugiego, ktory w wawie czesto sluzbowo bywa, dal sie przekonac ze po prostu jezdzil jak pizda ;)

                  a zaczelo sie od tirow blokujacych lewy pas kilometr przed zwezeniem, co mnie do szewskiej pasji doprowadza a wg niego jest uzasadnione.
            • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:36
              > Ale nie ze wszystkich stron! W Poznaniu to wręcz momentami się jeździ pizdowato
              > , zdarzają się pojeby,

              No właśnie. O to chodzi. We Wrocławiu też mi się kiedyś zdarzyło, że mnie ktoś objechał po zatoczce autobusowej, ale to mi się zdarzyło, a mieszkałem tam (jako aktywny kierowca) przez 8 lat. Tu podczas tych dwóch dni tego się nazdarzało tyle, że nie wiem, czy bym zliczył. Btw: w Poznaniu byłem przez dwa dni dość intensywnie wożony, więc można powiedzieć obserwowałem sobie ruch drogowy przez dwa dni przez przednią szybę, i żadnego z tych szokujących mnie w warszawie zachowań nie zaobserwowałem.

              ----
              Żyj zdrowo! Używaj tylko logarytmów naturalnych!
              • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:46
                > Tu podczas tych dwóch dni tego się nazdarzało tyle, że nie wiem, czy bym zliczył.
                W dziwnych miejscach jeździsz. Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem jak ktoś jechał po zatoczce, aby wyprzedzić inne samochody.
                > Btw: w Poznaniu byłem przez dwa dni dość in
                > tensywnie wożony, więc można powiedzieć obserwowałem sobie ruch drogowy przez d
                > wa dni przez przednią szybę, i żadnego z tych szokujących mnie w warszawie zach
                > owań nie zaobserwowałem.
                No popatrz. A jak byłem w zeszłym tygodniu w Poznaniu, to widziałem jak przejechało dwóch kierowców, jeden za drugim na czerwonym świetle.
                • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:09
                  > W dziwnych miejscach jeździsz. Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem jak kt
                  > oś jechał po zatoczce, aby wyprzedzić inne samochody.

                  Mogę się mylić, ale Żwirki i Wigury to chyba było. Czy to dziwne miejsce?

                  > No popatrz. A jak byłem w zeszłym tygodniu w Poznaniu, to widziałem jak przejec
                  > hało dwóch kierowców, jeden za drugim na czerwonym świetle.

                  I Murzynów też biją w tym Poznaniu ;-)

                  A tak poważniej: ja w Warszawie byłem w zeszłym tygodniu i widziałem znacznie więcej zachowań na drodze jeżących mi włos na głowie niż dwa.

                  Generalnie nie chce mi się ciągać tej dyskusji. Napisałem co widziałem, z obserwacjami zgadza się winnix i inni, którzy w Warszawie bywają, a z którymi rozmawiałem, więc widać nie są to jednak jakieś wymysły. Jak się ze mną nie zgodzisz, to ani się od tego Warszawska kultura drogowa nie zmieni, ani ja jakoś specjalnie nie będę tego przeżywał.
                  • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:20
                    > Mogę się mylić, ale Żwirki i Wigury to chyba było. Czy to dziwne miejsce?
                    A zauważyłeś że na Żwirki i Wigury w kilku miejscach wysepki są częścią pasa ?

                    > I Murzynów też biją w tym Poznaniu ;-)
                    > A tak poważniej: ja w Warszawie byłem w zeszłym tygodniu i widziałem znacznie w
                    > ięcej zachowań na drodze jeżących mi włos na głowie niż dwa.

                    I właśnie w tym jest problem. Jak wskazujesz naganne zachowania kierowców w Wa-wie to jest to jak najbardziej usprawiedliwione. Bo w końcu to jest stolica. Natomiast krytyka takich samych zachowań w innych miastach jest już niestosowna. Naprawdę uważasz, że przykłady które podałem są odosobnione ?
                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:25
                      > A zauważyłeś że na Żwirki i Wigury w kilku miejscach wysepki są częścią pasa ?

                      O zatoczkach mówiłem, nie o wysepkach. Ale może ja faktycznie się nie znam? Ja naiwniak z prowincji myślę, że to jest zatoczka autobusowa:
                      g.co/maps/rjs5k
                      a to jest po prostu taki specjalny pas do wyprzedzania tych co jadą prawym pasem 80km/h kiedy lewy jest zajęty...

                      > I właśnie w tym jest problem. Jak wskazujesz naganne zachowania kierowców w Wa-
                      > wie to jest to jak najbardziej usprawiedliwione. Bo w końcu to jest stolica. Na
                      > tomiast krytyka takich samych zachowań w innych miastach jest już niestosowna.
                      > Naprawdę uważasz, że przykłady które podałem są odosobnione ?

                      Oczywiście, że nie są, natomiast z obserwacji moich i innych osób wynika, że w Warszawie są o wiele częściej spotykane.
                      • franek-b Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:39
                        Trochę jeżdże po Wawie, ale na Żwirkach jeszcze nie widziałem takiego czegoś (w sensie wyprzedzania po przystanku).
                        Pamiętam wyprzedzanie po pasie dla autobusu raz, ale to było na Rzymowskiego (przystanek za wiaduktem z Puławską) przed McKupą. Wg mnie nie są to normalne i codzienne zachowania.
                          • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 17:37
                            Oczywiście że to jest zatoczka. I jeżeli ktoś wyprzedzał inne samochody, wykorzystując tą nieszczęsną zatoczką, to zachowuje się chamsko i z dynamiczną jazdą nie ma to nic wspólnego.
                            Natomiast mogę ci pokazać kilka miejsc na tej samej Żwirki i Wigury, w której 'zatoczka' jest częścią pasa.

                            Tylko co to zmienia. Chamskie zachowania, zawsze takimi pozostaną.

                            A tak z czystej ciekawości. Czy samochody które wjeżdżały do zatoczki jechały wcześniej ulicą Żwirki i Wigury, czy wjeżdżały z ulicy Pruszkowskiej ?
                            • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 17:46
                              Jechaly za mna, chcialy mnie wyprzedzic z lewej, ale bylo zajete, wiec wyprzedzaly zatoczka. Biorac pod uwage jak krotka jest ta zatoczka zastanawiam sie ile musieli jechac, skoro ja jechalem 80km/h...
                    • winnix Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:31
                      > I właśnie w tym jest problem. Jak wskazujesz naganne zachowania kierowców w Wa-
                      > wie to jest to jak najbardziej usprawiedliwione. Bo w końcu to jest stolica. Na
                      > tomiast krytyka takich samych zachowań w innych miastach jest już niestosowna.

                      Nikt tu nie twierdzi, że w innych miastach takich zjawisk nie ma, tylko że są jakimś tam marginesem, a w Wawie występują w o wiele większym natężeniu. Wy się przyzwyczailiście i jest to dla Was normalne, ale naprawdę, uwierz mi, że jak się przyjedzie z zewnątrz, to człowiekowi włosy dęba stają. I nie piszą tego osoby, które mieszkają na codzień w 10tys mieście i do metropolii dwa razy w roku zaglądają ;) Ja w pewnym momencie mało kurwicy nie dostałam stojąc na prawoskręcie, bo miałam wizję, że już nigdy nie przejadę - gro ludzi śmigało z lewego pasa, na którym nie było korka i wpieprzało się na chama. W Poznaniu też się zdarza, ze ludzie wjeżdżają na chama, ale opóźnia to ruch może o minutę, maks pięć, a nie że stałam na tym cholernym pasie dobre 20 minut!
                      • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:47
                        Ależ winnix, ja się z tobą całkowicie zgadzam :)
                        Tylko zwyczajnie wkurza mnie, że Warszawa jest takim chłopcem do bicia. Zjawiska opisane przez Tomka istnieją praktycznie w każdym większym mieście w Polsce. Niezależnie czy to będzie Poznań, Kraków, Rzeszów, czy Wrocław. Natomiast na pewno w Warszawie może być większe ich natężenie, ze względu na ilość jeżdżących po stolicy samochodów.
                          • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 17:23
                            Jak by ci to napisać. Nie wiem jak jest w Glasgow, dlatego piszę o miastach polskich. Może w Glasgow jest 150 różnych powodów dla których kierowcy jeżdżą inaczej.
                            Natomiast na podstawie własnych, w związku z tym subiektywnych spostrzeżeń, uważam że poziom chamstwa w wśród kierowców w całej Polsce jest podobny.
                            Natomiast mi osobiście, zdecydowanie lepiej jeździ się po Wa-wie, niż po Poznaniu, Wrocławiu, czy Krakowie, a nawet Płocku, gdyż rzadziej na mnie trąbią, w sytuacjach zupełnie niestosownych ;)
                            I uprzedzając twoją ewentualną ironiczną ripostę, śpieszę powiadomić, że w innych miastach, staram się jeździć w 100 % zgodnie z przepisami, gdyż mam świadomość że samochody z rejestracją warszawską, są zdecydowanie bardziej krytyczniej traktowane. A poza tym traktuję siebie jako gościa , który powinien szanować lokalne zwyczaje.
                            • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 17:49
                              Moze dlatego taki jestem na widelcu, bo nie chce szanowac lokalnych zwyczajow warszawskich? :D

                              A generalnie po Warszawie by sie fajnie jezdzilo, bo to proste miasto jest do jazdy, zgadzam sie z tym. Wroclaw na przyklad ma bardzo posrany uklad komunikacyjny ktory dla obcego na pewno bylby problemem. Warszawa jest pod tym wzgledem przejrzysta.

                              Byc moze jest tak, ze ulatwienia infrastrukturowe sa niwelowane utrudnieniami kulturowymi i dlatego jezdzi sie podobnie po wawie jak po innych miastach _w sumie_. Na mnie infrastruktura nie sprawia wrazenia, bom troche obyty tu i tam, to mi sie bardziej w oczy rzuca chamstwo i stad taki a nie inny obraz w moich oczach?
                        • winnix Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 12:43
                          > Natomiast na pe
                          > wno w Warszawie może być większe ich natężenie, ze względu na ilość jeżdżących
                          > po stolicy samochodów.

                          Problem w tym, że nie mamy do czego porównać, bo to największe polskie miasto, a do europejskich najprawdopodobniej porównać się nie da. Stąd rozbieżność - wg Ciebie, czy Franka Wawa jest normalna, tylko aut więcej, a dla mnie czy Tomka to jest miasto hardkor pod kątem tego co się wyprawia na drodze, co wg nas nie bardzo ma związek z ilością aut, tylko kulturą ich kierowców...
                          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 14:52
                            Możemy porównać do aglomeracji Śląskiej, która jest chyba nawet większa niż Warszawa. W której bywam znacznie częsciej niż w stolicy i w której nic mnie specjalnie nie szokuje...
          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 15:32
            > Ale taką sytuację można zauważyć w każdym mieście. Nie tylko w Wa-wie.
            > Jeżdżąc zgodnie z przepisami po Poznaniu, Wrocławiu, czy Krakowie, również jest
            > em wyprzedzany hurtowo. Więc zupełnie nie rozumiem, dlaczego jakieś szczególne
            > oburzenie na kierowców warszawskich.

            Nie tylko na Warszawskich. Jak kiedyś byłem w Sofii to miałem podobne wrażenia.

            > Ostatnio widziałem, na Puławskiej przed Auchan w Piasecznie, jak koleś na rejes
            > tracji z poza województwa mazowieckiego, jechał pod prąd. Puławską !!! I żeby b
            > yło śmieszniej zrobił to z pełną premedytacją. Ale oczywiście, gdyby zobaczył t
            > en manewr ktoś z poza Wa-wy, to będzie komentarz - ale w stolicy panuje kultura
            > . Przepraszam, powinienem napisać - stolycy.

            Ja wiem, że wy jesteście uczuleni na krytykę stolicy prawie jak nasi forumowi amerykanie na krytykę Ameryki, ale jest tak, jak piszę. Bo piszę o moich obserwacjach. Przyjeżdzam do stolicy i jestem zaszokowany tym, co sie dzieje na drogach. A, zauważ, nie jestem kimś, kto przyjechał z Bździdówka Dolnego gdzie swoim trabantem jeździł do GSu i do kościoła w niedzielę, a w mieście dużym był 15 lat temu jak zdawał egzamin na prawko i jego największa traumą jest że podczas tego egzaminu rozjechał kurę na rynku owego powiatowego miasteczka, tylko pewne doświadczenie kierowcowe mam, tak w zachodniej Europie jak i we wschodniej i w Azji. I jak przyjeżdżam autem do Poznania/Wrocławia/Krakowa/Pragi/Ljubljany/Zagrzebia/Budapesztu to się nie szokuję, a jak przyjeżdżam do Warszawy to jestem pod szczerym wrażeniem tego co tam się na drogach wyprawia.

            Oczywiście istnieje pewna teoria, lansowana przez niektórych stałych bywalców forum o bezpieczeństwie, że to jest jakaś zmowa i spisek - dlatego jak ja przyjeżdzam do Polski, to wysepki się prostują, oślepiające diody tonują, Tiry rezygnują z wyprzedzania się przez 30 km na A4, a w Warszawie całe drogowe chamstwo umawia sie na orbitowanie wokół mojego pojazdu, ja jednak wolę wspomnieć pana Ockhama i skłonić się ku bardziej prawdopodobnym rozwiązaniom, tym bardziej, że jak widzisz po winnix, moje obserwacje nie są tu wyjątkiem.
            • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:10
              > Ja wiem, że wy jesteście uczuleni na krytykę stolicy prawie jak nasi forumowi a
              > merykanie na krytykę Ameryki,
              Masz pełne prawo, tak uważać. Ja to widzę trochę inaczej.

              > ale jest tak, jak piszę.
              To dopisuj na końcu swojej wypowiedzi, że to co piszesz jest prawdą objawioną z którą nie należy dyskutować.

              > A, zauważ, nie jestem kimś, kto przyjechał z Bździdówka Dolnego gdzie swoim
              > trabantem jeździł do GSu i do kościoła w niedzielę,
              Tak wiem. Zjeździłeś całą Europę i nie powinno się z tobą dyskutować. Bo skoro coś napisałeś, to tak jest.

              > Oczywiście istnieje pewna teoria, lansowana przez niektórych stałych bywalców f
              > orum o bezpieczeństwie, że to jest jakaś zmowa i spisek - dlatego jak ja przyje
              > żdzam do Polski, to wysepki się prostują, oślepiające diody tonują,
              Mi to akurat za bardzo nie przeszkadza.

              > Tiry rezygnują z wyprzedzania się przez 30 km na A4,
              Zdziwiłbym się, gdybyś zauważył takie zachowanie wśród kierowców tirów.

              > a w Warszawie całe drogowe chamstwo u
              > mawia sie na orbitowanie wokół mojego pojazdu,
              To rzeczywiście nie powinieneś się pchać do Wa-wy. Ja na twoim miejscu bałbym się.

              > ja jednak wolę wspomnieć pana Oc
              > khama i skłonić się ku bardziej prawdopodobnym rozwiązaniom, tym bardziej, że j
              > ak widzisz po winnix, moje obserwacje nie są tu wyjątkiem.
              Ale takie samo chamstwo zauważyłem nie tylko w Wa-wie, ale i w innych miejscach również.
              • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:31
                > Masz pełne prawo, tak uważać. Ja to widzę trochę inaczej.

                Koledzy z Ameryki zapewnie też ;-)

                > To dopisuj na końcu swojej wypowiedzi, że to co piszesz jest prawdą objawioną z
                > którą nie należy dyskutować.
                >

                Oczywiscie. Bo kto jak nie ja wie najlepiej jakie są MOJE WRAŻENIA po wizycie w Polsce? O tym przecież jest ten wątek.

                > Tak wiem. Zjeździłeś całą Europę i nie powinno się z tobą dyskutować. Bo skoro
                > coś napisałeś, to tak jest.

                Owszem, mam szerszy materiał porównawczy niż pewnie większość tego forum. Natomiast chodzi mi tylko i jedynie o to, że nie dam się wpuścić na tory "ty się nie znasz, boś z prowincji i żeś gówno widział a Warszawa to europejskie miasto".

                > Mi to akurat za bardzo nie przeszkadza.

                Mi też nie. To akurat jest krucjata Don Emeszota i Sączego Edka ;-)

                > Zdziwiłbym się, gdybyś zauważył takie zachowanie wśród kierowców tirów.

                Też bym się zdziwił ;-) Pewne rzeczy po prostu praktycznie nie występują, pomimo tego że niektórzy forumowicze starają się wmówić nam że jest to norma.

                > To rzeczywiście nie powinieneś się pchać do Wa-wy. Ja na twoim miejscu bałbym s
                > ię.

                Ja się nie boję, jeździłem w gorszych miejscach.

                > Ale takie samo chamstwo zauważyłem nie tylko w Wa-wie, ale i w innych miejscach
                > również.

                Ja też. Tylko nie w takim natężeniu.
                • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 16:57
                  > Koledzy z Ameryki zapewnie też ;-)
                  Nie rozumiem. To nie można mieć innego zdania niż ty ?

                  > Oczywiscie. Bo kto jak nie ja wie najlepiej jakie są MOJE WRAŻENIA po wizycie w
                  > Polsce? O tym przecież jest ten wątek.
                  Nie. Ty nie piszesz że odnosisz takie wrażenie. Ty piszesz że tak jest. A to jest jednak pewna różnica.

                  > Też bym się zdziwił ;-) Pewne rzeczy po prostu praktycznie nie występują, pomim
                  > o tego że niektórzy forumowicze starają się wmówić nam że jest to norma.
                  Nie zupełnie to miałem na myśli. Kiedyś udowadniałeś na auto-moto że kierowca TIR'a miał prawo nie zauważyć samochodu osobowego, na który wjechał. Także zdziwiłbym się, gdybyś zauważył jak kierowca TIR'a wyprzedza drugiego z prędkością o 2 km/h większą.

                  > Ja też. Tylko nie w takim natężeniu.
                  Jak jest mniej samochodów, to jest mniej takich zdarzeń, co nie znaczy że średnia jest mniejsza.
                  • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 17:06
                    > Nie rozumiem. To nie można mieć innego zdania niż ty ?

                    Można. I dlatego ja na przykład twierdzę, że amerykańskie ciężarówki są konstruowane na o wiele bardziej klasycznych założeniach technicznych niż europejskie, a cracovian twierdzi że jestem chamem i palantem ;-)

                    > Nie. Ty nie piszesz że odnosisz takie wrażenie. Ty piszesz że tak jest. A to je
                    > st jednak pewna różnica.

                    Odnoszę wrażenie, że popularna opinia na temat samochodowej Warszawy nie jest taka bezpodstawna jak to Warszawiacy starają się przedstawiać.

                    > Nie zupełnie to miałem na myśli. Kiedyś udowadniałeś na auto-moto że kierowca T
                    > IR'a miał prawo nie zauważyć samochodu osobowego, na który wjechał. Także zdziw
                    > iłbym się, gdybyś zauważył jak kierowca TIR'a wyprzedza drugiego z prędkością o
                    > 2 km/h większą.

                    O ile pamiętam udowodniłem to, posilając się zdjęciami zza kierownicy ciężarówki oraz filmikami o martwym polu na youtubie. NIe tylko ja to udowodniłem, skoro sąd oraz specjalna komisja wydziału transportu UK doszła do tych samych wnioskow i kierowcę udowodniła. I nie dlatego udowodniłem, że jestem taki zajebisty bo jeździłem ciężarówką, tylko dlatego, że ponieważ jeździłem ciężarówką wiem z własnego doświadczenia jak to jest możliwe i potrafię to wyjaśnić.

                    Tak samo jak tu bez problemu bym udowodnił, że wyprzedzanie z prędkoscią większą o 2km/h nie zajmuje 20 km.

                    > Jak jest mniej samochodów, to jest mniej takich zdarzeń, co nie znaczy że średn
                    > ia jest mniejsza.

                    W tym problem, że natężenie takich zjawisk nie rosną liniowo wraz z wzrostem ilości pojazdy, zakładam zatem, że są tu też pewne inne czynniki które nalezy brać pod uwagę.
                    • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 18:07
                      > Odnoszę wrażenie, że popularna opinia na temat samochodowej Warszawy nie jest t
                      > aka bezpodstawna jak to Warszawiacy starają się przedstawiać.
                      I naprawdę uważasz, że wpływ na taką opinię ma tylko to jak naprawdę jeżdżą warszawscy kierowcy ?
                      Przeczytaj sobie jeszcze raz swoje pierwsze wypowiedzi w tym wątku na temat Wa-wy. W każdej sprawie którą opisywałeś na jej temat, musiałeś znaleźć jakieś wady. I w ten sposób jest właśnie postrzegana Warszawa. Więc dlaczego kierowcy, mieliby być postrzegani inaczej ?
                      I żeby była jasność. To jest tylko i wyłącznie twoja sprawa. One mnie w sumie ani grzeją, ani ziębią, a co najwyżej śmieszą.

                      > O ile pamiętam udowodniłem to, posilając się zdjęciami zza kierownicy ciężarówk
                      > i oraz filmikami o martwym polu na youtubie. NIe tylko ja to udowodniłem, skoro
                      > sąd oraz specjalna komisja wydziału transportu UK doszła do tych samych wniosk
                      > ow i kierowcę udowodniła. I nie dlatego udowodniłem, że jestem taki zajebisty b
                      > o jeździłem ciężarówką, tylko dlatego, że ponieważ jeździłem ciężarówką wiem z
                      > własnego doświadczenia jak to jest możliwe i potrafię to wyjaśnić.
                      Chodziło mi tylko o twoje postrzeganie pewnych spraw ( kierowcy ciężarówek, Wrocław, Warszawa ). Często jesteś po prostu nieobiektywny, mimo że za takiego starasz się uchodzić

                      >
                      > Tak samo jak tu bez problemu bym udowodnił, że wyprzedzanie z prędkoscią większ
                      > ą o 2km/h nie zajmuje 20 km.
                      Nie uważasz, że innym chodziło o wyolbrzymienie problemu, aby był lepiej widoczny ? Nie trzeba być ponadprzeciętnie inteligentnym, żeby stwierdzić że manewr wyprzedzania byłby zdecydowanie krótszy. Z tego co pamiętam, ty również stosujesz taką metodę.

                      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 18:28
                        > I naprawdę uważasz, że wpływ na taką opinię ma tylko to jak naprawdę jeżdżą war
                        > szawscy kierowcy ?

                        NIe, na pewno wplyw na to, jaka opinie maja warszawscy kierowcy maja warszawscy wędkarze :P

                        > Przeczytaj sobie jeszcze raz swoje pierwsze wypowiedzi w tym wątku na temat Wa-
                        > wy. W każdej sprawie którą opisywałeś na jej temat, musiałeś znaleźć jakieś wad
                        > y.

                        Każdy widzi to co chce.

                        Po pierwsze, ja piszę o tym, co mi się rzuciło w oczy. Nie będę pisał o tym, ze Krakowskie Przedmieście ładnie odremontowane - bo dla mnie to norma. Ale i tak jak ja na to patrzę to nie brakuje mi pozytywów. Chwaliłem mianowicie:
                        - łatwość znalezienia miejsca do parkowania. Naprawdę, w porównaniu do Wrocławia to jest to pikuś.
                        - łatwość nawigacji (nie wspominałem o tym, ale jest też dość dobrze oznakowana, nie miałem problemem z trafieniem nigdzie. We Wrocławiu jak patrzę na tą radosną twórczość drogowskazologiczną to się czasem za głowę łapię jak ktoś obcy może to miasto przejechać)
                        - chwaliłem organizację komunikacji zbiorowej (lepsza na pewno niż we Wrocławiu, choć gorsza niż w Poznaniu).
                        - chwaliłem także muzeum Powstania

                        Nie chwaliłem mnóstwa innych zalet Warszawy, które spowodowały że tam akurat pojechałem, bo są to sprawy bardziej prywatne ;-)

                        Ale każdy widać widzi to co chce widzieć. Ty na przykład dopatrujesz się wszedzie ataku na Warszawę - jak amerykanie na Amerykę. A ja po prostu opisałem swoje obserwacje.

                        > I żeby była jasność. To jest tylko i wyłącznie twoja sprawa. One mnie w sumie a
                        > ni grzeją, ani ziębią, a co najwyżej śmieszą.

                        Mnie na przykład interesuje co na temat Wrocławia sądzą odwiedzający to miasto. (O Glasgow zresztą też). Nie wyobrażam sobie podejścia "skoro nie chwalisz, to mnie nie obchodzi Twoja opinia, a jak na coś narzekasz, to jesteś śmieszny".

                        > Chodziło mi tylko o twoje postrzeganie pewnych spraw ( kierowcy ciężarówek, Wro
                        > cław, Warszawa ). Często jesteś po prostu nieobiektywny, mimo że za takiego sta
                        > rasz się uchodzić

                        Oczywiście że nie jestem. A Ty to niby jesteś?

                        Tylko że tu nie tylko o obiektywizm chodzi. Na ciężarówkach (których przykład przywołujesz ciągle) się po prostu trochę znam. I dlatego (że się utrzymamy przy Twoim przykładzie z tirem pchającym clio) jesli kierowca w danym zdarzeniu jest bez winy, mogę sobie pozwolić na to, aby napisać dlaczego jest bez winy. I piszę o tym podpierając się swoją wiedzą i doświadczeniem, a nie tylko oświadczam "jest bez winy, bo to mój kolega po fachu" co mi zdajesz się zarzucać.

                        > Nie uważasz, że innym chodziło o wyolbrzymienie problemu, aby był lepiej widocz
                        > ny ? Nie trzeba być ponadprzeciętnie inteligentnym, żeby stwierdzić że manewr w
                        > yprzedzania byłby zdecydowanie krótszy. Z tego co pamiętam, ty również stosujes
                        > z taką metodę.

                        Oczywiście. Bardzo bym chciał depnąć gazu, rozpędzić ciężarówkę do 140 km/h i bryknąć wolniejszego, ale niestety się nie da. To jest po prostu JEDYNA metoda.

                        Co do wyolbrzymiania problemu: dlaczego wyolbrzymianie problemu jest dobre, a pisanie o swoich własnych obserwacjach, co ja robię, jest niedobre?
                        -
                        • dgr Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 19:42
                          > NIe, na pewno wplyw na to, jaka opinie maja warszawscy kierowcy maja warszawscy
                          > wędkarze :P
                          Oczywiście masz rację. Przecież ogólnie wiadomo, ze mieszkańcy Warszawy, a zwłaszcza wędkarze są bardzo lubiani w całej Polsce. Oczywiście mieszkańcy innych miast, nie poruszają takich tematów jak:
                          - zarobki warszawskie na tle innych miast polskich i związane z tym profity. W końcu czy ktoś słyszał, żeby Polak mógł być na tym tle zawistny.
                          - to że w Warszawie jest najmniejsze bezrobocie. Oczywiście bez związku z tym faktem, są rzesze ludzi przyjeżdżający do Wa-wy z CAŁEJ Polski. Dla jasności. Nie ma nic przeciwko temu. Sam pracuję dla firmy poznańskiej :)
                          - wszyscy bardzo wychwalają to że siedzibą rządu jest Warszawa
                          - nikt nigdy nie wypomina, że dla zbudowania starówki warszawskiej, zburzono inną starówkę.
                          Itp, itd.

                          > Każdy widzi to co chce.
                          I tutaj zgodzę się z Tobą w 100 %.

                          > Ale każdy widać widzi to co chce widzieć.
                          Ale bierzesz pod uwagę, że to również ciebie się tyczy ?

                          > Ty na przykład dopatrujesz się wszedz
                          > ie ataku na Warszawę - jak amerykanie na Amerykę. A ja po prostu opisałem swoje
                          > obserwacje.
                          Nie. Po prostu chciałbym minimum obiektywizmu, w opisie rzeczywistości. Tylko i aż tyle. Zdaję sobie z wielu problemów dzisiejszej Warszawy. Ale te oraz inne problemy widzę w innych miastach.

                          > Tylko że tu nie tylko o obiektywizm chodzi.
                          To tym bardziej, nie dziw się że ludzie mogą się z tobą nie zgadzać. Jeżeli piszesz że warszawscy kierowcy są chamscy, nie wspominając że jest to problem wszystkich dużych miast, to jak to traktować ?
                          Na dodatek ustawiasz sobie swoich rozmówców, w roli oszołomów, pisząc: "Ty na przykład dopatrujesz się wszedzie ataku na Warszawę". W tym stwierdzeniu przypominasz mi takich betonowych zwolenników PIS'u, którzy na forum GW piszą np. 'W smoleński był zamach na suwerenność Polski. A kto postawi minusa przy mojej wypowiedzi, jest zdrajcą narodu Polskiego'. Mam nadzieję że potraktujesz to jako przenośnię i nie weźmiesz tego do siebie ;)

                          > Oczywiście że nie jestem. A Ty to niby jesteś?
                          Nie jestem.

                          > Oczywiście. Bardzo bym chciał depnąć gazu, rozpędzić ciężarówkę do 140 km/h i b
                          > ryknąć wolniejszego, ale niestety się nie da. To jest po prostu JEDYNA metoda.
                          Zaraz, zaraz. Chyba mamy do czynienia z zawodowcami, którzy potrafią myśleć na drodze. Jaki jest zysk czasowy dla kierowcy, który wyprzedzi innego TIR'a poruszającego się 2 km/h wolniej ? 5 min, na odcinku kilkuset kilometrów ?

                          > Co do wyolbrzymiania problemu: dlaczego wyolbrzymianie problemu jest dobre, a p
                          > isanie o swoich własnych obserwacjach, co ja robię, jest niedobre?
                          A czy ja gdziekolwiek napisałem że nie możesz pisać ? Nie zgadzam się z tobą i tyle. Co najwyżej chciałbym abyś w swoich wypowiedział był trochę bardziej obiektywny.

                          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 20.04.12, 23:26
                            > Oczywiście masz rację. Przecież ogólnie wiadomo, ze mieszkańcy Warszawy, a zwła
                            > szcza wędkarze są bardzo lubiani w całej Polsce. Oczywiście mieszkańcy innych m
                            > iast, nie poruszają takich tematów jak:
                            > - zarobki warszawskie na tle innych miast polskich i związane z tym profity. W
                            > końcu czy ktoś słyszał, żeby Polak mógł być na tym tle zawistny.

                            No i widzisz, tu Cię mam. Jak to jest, że możemy sobie z winnixem pół nocy przegadać o różnicach zarobkowych i możliwościach robienia kariery w Poznaniu vs Wrocławiu, o organizacji komunikacji miejskiej, o różnych innych tematach porównując nasze dwa miasta i nikt nie uznaje tego za atak z drugiej strony, jesli ktoś podzieli się spostrzeżeniem że w tym drugim mieście jest coś gorzej niż w jego?

                            Jak to jest, że jak mówię, że zabłądziłem w Poznaniu to moja inna Pyrlandzka koleżanka nie mówi mi, że jestem ciotą z prowincji co to się nie umie poruszać po dużym mieście?

                            Jak to jest, że kiedy ona mimowi że po Wrocławiu się jeździ dużo gorzej niż po Poznaniu to ja jej nie wmawiam, że to dlatego, że jest pizda i nie umie jeździć (choć miałbym podstawy, biorąc pod uwagę, że na jej micrze nie było jednego panelu bez wgięcia :P)

                            > - to że w Warszawie jest najmniejsze bezrobocie. Oczywiście bez związku z tym f
                            > aktem, są rzesze ludzi przyjeżdżający do Wa-wy z CAŁEJ Polski. Dla jasności. Ni
                            > e ma nic przeciwko temu. Sam pracuję dla firmy poznańskiej :)

                            A co ma bezrobocie do tego?

                            > - wszyscy bardzo wychwalają to że siedzibą rządu jest Warszawa

                            Ja sobie chwalę, ale z tego powodu, że siedziba rządu wiąże się z upierdliwością, więc im dalej od mojego miasta tym lepiej ;-)

                            > - nikt nigdy nie wypomina, że dla zbudowania starówki warszawskiej, zburzono in
                            > ną starówkę.

                            A nie zburzono? Byłeś w Głogowie kiedyś? Pooglądaj sobie zdjęcia na Hydralu jak ładnie wyglądały prawie niezburzone kamienice we Wrocławiu które rozebrano na cegły i wywieziono do Wawy. Oczywiście abstrahując od tego, że taki fakt miał ponad pół wieku temu miejsce zupełnie nie widzę, jak ma to wpływać na moje obserwacje dzisiejszej Warszawy.

                            > I tutaj zgodzę się z Tobą w 100 %.

                            cieszę się, że chociaż w teorii, bo w praktyce tego raczej nie obserwuję :-)

                            > Ale bierzesz pod uwagę, że to również ciebie się tyczy ?

                            Tak, oczywiście, dlatego ja swoje obserwacje próbuję jakoś odnieść do obiektywnych punktów zaczepienia, czego nie można powiedzieć o Tobie.

                            > Nie. Po prostu chciałbym minimum obiektywizmu, w opisie rzeczywistości. Tylko i
                            > aż tyle. Zdaję sobie z wielu problemów dzisiejszej Warszawy. Ale te oraz inne
                            > problemy widzę w innych miastach.

                            Ja też widzę. Tylko po prostu w Warszawie występują one w ilościach większych niż by to wynikało tylko i jedynie z wielkości miasta.

                            > To tym bardziej, nie dziw się że ludzie mogą się z tobą nie zgadzać. Jeżeli pis
                            > zesz że warszawscy kierowcy są chamscy, nie wspominając że jest to problem wszy
                            > stkich dużych miast, to jak to traktować ?

                            Nie piszę że Warszawscy kierowcy są chamscy, bo ja, w przeciwienstwie do Ciebie, nie uogólniam. Piszę, że w Warszawie spotyka się znacznie więcej chamskich kierowców niż w innych miastach polskich. Może oni są z Radomia, a może z Wrocławia wszyscy tam jeżdżą na gościnne wystepy - to nie jest istotne.

                            Nie piszę, że nie jest to problem innych duzych miast, natomiast pisze, że w Warszawie ten problem jest o wiele bardziej widoczny (z czym się zgadzasz) i że nie wynika to tylko z tego, że miasto jest większe (z czym się nie zgadzasz).

                            > Na dodatek ustawiasz sobie swoich rozmówców, w roli oszołomów, pisząc: "Ty na p
                            > rzykład dopatrujesz się wszedzie ataku na Warszawę". W tym stwierdzeniu przypom
                            > inasz mi takich betonowych zwolenników PIS'u, którzy na forum GW piszą np. 'W s
                            > moleński był zamach na suwerenność Polski. A kto postawi minusa przy mojej wypo
                            > wiedzi, jest zdrajcą narodu Polskiego'. Mam nadzieję że potraktujesz to jako pr
                            > zenośnię i nie weźmiesz tego do siebie ;)

                            No, PiSem to teraz ty pojechałes. Oni też obracają kota ogonem i wszystkich innych uważają za szaleńców plujących mową nienawiści. Napisałem swoje spostrzeżenia a Ty mi tu wykładasz teorie godne profesora z NASA o tym, jak całkowicie Twoim zdaniem nieuzasadnione krzywdzące postrzeganie Warszawy wpływa na moją ocenę.

                            Dodam jeszcze, że jak pogrzebiesz, to na forum wrocław na przykład znajdziesz kilka moich podobnych tekstów dotyczących moich wrażeń z wizyt we wrocławiu. I pod nimi wyobraź sobie odbywa się merytoryczna dyskusja, a nie wmawia mi się, że jestem z emigracji i nie rozumiem albo że się rozpiździłem w tej Szkocji i już nie umiem jeździć po miescie (mówię tu oczywiście o regularnych bywalcach forum, bo to jest forum otwarte i buraków nie brakuje).

                            > Zaraz, zaraz. Chyba mamy do czynienia z zawodowcami, którzy potrafią myśleć na
                            > drodze. Jaki jest zysk czasowy dla kierowcy, który wyprzedzi innego TIR'a porus
                            > zającego się 2 km/h wolniej ? 5 min, na odcinku kilkuset kilometrów ?

                            Już to tłumaczyłem nie raz, na przykład tu: wapnet.eu/ciezarowki-pod-specjalnym-nadzorem

                            Odpowiadając wprost na Twoje pytanie: w skrajnym przypadku 87 godzin.

                            > A czy ja gdziekolwiek napisałem że nie możesz pisać ? Nie zgadzam się z tobą i
                            > tyle. Co najwyżej chciałbym abyś w swoich wypowiedział był trochę bardzi
                            > ej obiektywny.

                            W moich impresjach z wizyt w róznych miejscach będę tak bardzo subietywny jak mi się to będzie widziało słuszne, bo na tym polega właśnie pisanie osobistych impresji. Natomiast skoro już rozpętałeś tą dyskusję, to podaję ci konkretne informacje i przykłady.

                            A jeszcze, żeby już zakończyć bo mi się trochę nie chce:
                            O przygodzie z taksówkarzem opowiadałem Poznaniakom (kręcenie głową z niedowierzaniem), Krakowiakom (komentarze w rodzaju że ci z nowej stolicy to oczywiście czubki), Wrocławiakom (nie zaskoczeni, ale zaszokowani skalą zjawiska) oraz Warszawiakom (skwitowanie lekkim uśmieszkiem, bo przecież w Warszawie to normalne).

                            Jeśli taka jazda jest normalna, to faktycznie miał rację bodaj typson na automobilowym piwku, że Warszawa pod pewnymi względami wciąż leży w Azji. A jemu antywarszawskości raczej chyba nie zarzucisz?
      • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 15:37
        Ja ciągle czekam na Twoją kolejną wymówkę. Zawsze kiedy się nie zgadzam z Twoimi obserwacjami mówisz, że nie mam do tego mandatu, bo jeżdżę tylko po Wrocławiu.

        Pojechałem do Katowic - nie wystarczyło.

        Pojeździłem po Krakowie i Beskidach - dowiedziałem się, że to dlatego, że nie byłem na Mazowszu.

        Teraz pojeździłem po Mazowszu i Warszawie i znowu się okazuje że z moimi obserwacjami jest coś nie tak. Co teraz powiesz: że nie mam prawa wypowiadać się o tym, bo nie byłem na Pradze na ulicy X-ińskiej? :)
          • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 16:26
            NIe, bo nie mówimy o podobaniu tylko o faktach.

            Ty mówisz, że polskie drogi to jakieś tory przeszkód budowane przez spisek waaadzy i znakologów którzy tylko czyhają na to, aby wszystkich porozbijać na pancernych oślepiających wysepkach. Ja mówię, że nie jest super, ale nie jest też tragicznie a rozwiązania są podobne tym, jakie spotyka się w innych częściach Europy.
            • emes-nju Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 16:50
              tomek854 napisał:

              > NIe, bo nie mówimy o podobaniu tylko o faktach.

              Fakty, panie Tomku, sa takie, ze Ty po polskich drogach przejezdzasz jakis nedzny ulamek tego, co ja. Sila rzeczy wiec masz dosc mikry material do poglebionych analiz w Twoim stylu. A zabierasz glos jak autorytet. Tak, jakbys jezdzil po Polsce wiecej niz ja.

              Ile razy ekspercie musiales w nocy w mzawce hamowac jak na wysokosci (bezpiecznej) wysepki w ostatniej chwili zauwazyles nieoswietlonego rowerzyste czy pieszego? Ja juz dwa. (Oczywiscie dlatego, ze jestem slepy, a nie dlatego, ze te j.bane blyskacze jeszcze utrudniaja i tak trudne dostrzezenie nieoswietlonych samobojcow). To dwie potencjalne smierci!

              Ile skasowanych (oczywiscie przez pirata, ktoremu sie nalezalo, tak jak i jego rodzinie, ktora przypadkiem wiozl) wysepek zauwazyles w nocy w ostatniej chwili?

              Ile wysepek bez sladow kolizji (slady opon na krawedziach) widziales? Nie licza sie te, ktore przyTobie oddawali do uzytku :P

              O kulturze jazdy nie pisze, bo oczywiscie jezeli nie jestesmy zgodniz wzorcem, to jestesmy chamy i bydlaki. Ja znowoz pozwalam sobie na swoje zdanie. I nie jest ono zgodne z Twoim :P
              • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 17:13
                Fakty są, panie emesie, takie, że jeżdżę po Polsce wystarczająco aby zauważyć że przedstawiana przez Ciebie apokaliptyczna wizja jest bardzo daleka od rzeczywistej sytuacji na drogach. Świadczą o tym nie tylko opinie moje, ale i opinie moich znajomych i rodziny którzy także mieszkają w Polsce a jeżdżą może nawet więcej niż Ty. No i statystyki też mówią za siebie.

                Wysepek skasowanych przez kilkaset km jazdy po Polsce nie widziałem wcale - co zadaje kłam Twoim sugestiom, jakoby była to norma.

                O kulturze jazdy nie piszę, że jesteście chamy i bydlaki, tylko piszę, że natężenie braku kultury w Warszawie wydaje mi się wyższe niż wynikałoby to z natężenia ruchu - i jako, że zdanie moje nie jest odosobnione, próbuję sobie analizować temat doszukując się możliwych przyczyn tego zjawiska.

                Faktem jest też, że choćbym nie wiadomo ile ujeździł po Polsce, to i tak to będzie dla Ciebie za mało, bo tak długo, jak się z Tobą nie zgadzam, nie mam racji, bo mieszkam za granicą.
                • emes-nju Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 17:22
                  tomek854 napisał:

                  >Wysepek skasowanych przez kilkaset km jazdy po Polsce nie widziałem wcale - co
                  > zadaje kłam Twoim sugestiom, jakoby była to norma.

                  Nie zadaje klamu.

                  Swiadczy tylko o tym, ze TY ich nie widziales. A ja moglem widziec. Chyba ze zarzucasz mi klamstwo.

                  > Faktem jest też, że choćbym nie wiadomo ile ujeździł po Polsce, to i tak to będ
                  > zie dla Ciebie za mało

                  Nie za malo. A chyba raczej znacznie mniej niz ja :P

                  Byc moze wlasnie dlatego ja widywalem skasowane wysepki, a Ty nie. Byc moze dlatego kilka razy mialem "cieplo" przy wysepkach, a Ty nie. Czaisz? Wiesz... rachunek prawdopodobienstwa i takie tam nieistotnie wymysly :P

                  No dobra - pozostanmy przy tym, ze Tobie sie podobaja polskie dukty miedzynarodowe, a mi nie i do tego klamie :P
                  • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 17:51
                    > Swiadczy tylko o tym, ze TY ich nie widziales. A ja moglem widziec. Chyba ze za
                    > rzucasz mi klamstwo.

                    Nie zarzucam Ci klamstwa kiedy mowisz, ze takie rzeczy sie zdarzaja. Ale jesli Ty uwazasz ze to jest norma, to ja tez powinienem to chyba zauwazyc? A nie zauwazam.

                    > Byc moze wlasnie dlatego ja widywalem skasowane wysepki, a Ty nie. Byc moze dla
                    > tego kilka razy mialem "cieplo" przy wysepkach, a Ty nie. Czaisz? Wiesz... rach
                    > unek prawdopodobienstwa i takie tam nieistotnie wymysly :P

                    Moja siostra w Warszawie mieszka od trzech lat i sluzbowo smiga autem po calej Polsce. Nawet z nia o tym gadalem podczas mojej wizyty i jej spostrzezenia sa podobne - ze to glownie kultura jest na polskich drogach problemem. Ale ona pewnie tez zboczona, bo z Kanady ;-)
                    • strongwaz Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 22:03
                      Nie wiem czemu ma służyć ten wątek. Po warszawie jeździ się szybko bo takie tempo życia jest. A jeszcze tylu "zagubionych we mgle" turystów zarobkowych i człowiek się wkurwiony prawie bez przerwy. Nie zapomnę jak zlikwidowali zielone strzałki to powiedziałem sobie że będę jeździł po staremu :)) i jak obserwuje sąsiadów ( z tymi samymi literkami na tablicy rej) - robią podobnie:) W warszawskich ulicach wkurwia mnie najbardziej że skrzyżowania powinny być poszerzone żeby ułatwić prawoskręt. Za dużo świateł ( jakby kurwa mać nie można było kładki górą puścić lub przejścia podziemnego zrobić). No a buspas na trasie łazienkowskiej - to już szczyt wszystkiego - wystarczy najmniejsza stłuczka - pół miasta leży :/ No to potem nie dziwne że się trochęszybciej pomyka.
                      • franek-b Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 22:19
                        > Nie wiem czemu ma służyć ten wątek. Po warszawie jeździ się szybko bo takie te
                        > mpo życia jest.

                        Zgadzam się.

                        A jeszcze tylu "zagubionych we mgle" turystów zarobkowych i czł
                        > owiek się wkurwiony prawie bez przerwy.

                        Ładnie napisane :-)

                        > Nie zapomnę jak zlikwidowali zielone st
                        > rzałki to powiedziałem sobie że będę jeździł po staremu :)) i jak obserwuje sąs
                        > iadów ( z tymi samymi literkami na tablicy rej) - robią podobnie:)

                        Też tak robię:-) bo to głupota była.
                        Nie wiem czy zauważyłeś, ale nawet jak są skrzyżowania z zielonymi strzałkami podświetlanymi to potrafi strzałka się nie zapalić, albo np. jak się pali, to gaśnie na parę sekund i potem zapala się zielone światło (całe). Na kiego grzyba gaśnie ta zielona strzałka? Chyba po to byś się zatrzymać, by ruszyć za chwilę...


                        > rą puścić lub przejścia podziemnego zrobić). No a buspas na trasie łazienkowski
                        > ej - to już szczyt wszystkiego - wystarczy najmniejsza stłuczka - pół miasta le
                        > ży :/ No to potem nie dziwne że się trochęszybciej pomyka.

                        Na Siekierkowskim było kiedyś 60? teraz 80 to też jakoś za szybko nie jest. To przecież zwykły kawałek autobahy z 3 pasami.

                        btw Tobie też tyłek obrobiliśmy na mityngu forumowym :-)
                        • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 23:30
                          > Zgadzam się.

                          W takim Londynie w dzielnicy bankowej na przykład to tempo życia jest pewnie wysoce spacerowe w takim razie. Pewnie się tam nic nie dzieje, bo nikt nie jeździ po 100 mil na czerwonym ;-)

                          > btw Tobie też tyłek obrobiliśmy na mityngu forumowym :-)

                          Ano, obrobiliśmy ;-)
                        • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 23:39
                          Ano, jeszcze co do tempa życia.

                          Franku, jak pewnie zauważyłeś, od dwóch lat pracuję w branży time critical deliveries jak to się ładnie nazywa. Jeśli chodzi o "tempo życia" na drodze, to większe od nas to chyba mają tylko kierowcy karetek i policjanci podczas pościgów. I wciąż nie uważam, żeby zachowanie jakie obserwowałem podczas mojej wizyty (objezdżanie korków po chodnikach, wjeżdżanie pod prąd na stację paliw, wyprzedzanie z obu stron naraz, włączywszy w to buspasy i zatoczki, pojazdów poruszających się i tak o 1/3 szybciej niż dopuszczalny limit) znajdowały jakiekolwiek usprawiedliwienie. Strongwazowe spostrzeżenie o ciągłym wkurwie jest pewnym wyjaśnieniem, ale na pewno (a przynajmniej nie w moich oczach) umniejszeniem winy.

                          Ba, co więcej, od kiedy zacząłem jeździć w tej ekspresowej kurierce jezdżę o wiele spokojniej. Nauczyłem się tego, o czym kiedyś wspominał typson czy mejson - że to nie rwanie, wyprzedzanie, trąbienie i ryczenie silnikiem wpływa na prędkośc przejazdu, tylko spokój, równomierność i planowanie kilka ruchów w przód. Może jakby ci co agresywniejsi na drogach warszawiacy także to odkryli wszystkim jeździłoby się znacznie przyjemniej?
                        • strongwaz Re: Jestem pod wrazeniem 21.04.12, 12:53
                          Napisałem smsa do Tomka ale mnie olał - a byłem tylko 90km od was..szkoda... Jak obrabialiście mi dupe...a ja nic o tym nie wiem ... nikt się ze mną nie konsultował :))) OStatnio często latam do poznania a z tamtąd w okolice Słupska, więc przelatuję obok Bassa - dawno go nie widziałem, muszę przepuścić towar przez rury i z załącznikiem się udać.....We wtorek egzamin mam na sędziego - trzymajcie paluchy Orajt. Pozdro
                          MB
                      • tomek854 Re: Jestem pod wrazeniem 20.04.12, 23:29
                        > Nie wiem czemu ma służyć ten wątek.

                        Chciałem opisać moje wrażenia z wizyty w owym mieście, tak jak wczesniej opisywałem wrażenia z wizyt w innych miejscach - np. z Wrocławia na forum Wrocław, albo z Polski generalnie na forum Bezpieczeństwo na drodze.

                        Jednak okazuje się, że Warszawy krytykować nie można, bo to jest bezpardonowy atak na najważniejsze wartości, ze też dgrowi pisiorkową szpilę wcisnę ;-)

                        A co do strzałek - przepis o zatrzymywaniu się przed nimi jest głupi i ja go też ignoruję. Także we Wrocławiu (aczkolwiek za mojej kadencji blaszanych strzałek tam nigdy nie było). Ale jak jest czerwone to stoję - widać taka ze mnie pizda za kierownicą.
      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 03:56
        E tam, jak chcecie to Wam mogę opowiedzieć, jakie tu są kurewskie dziury w Glasgow. Naprawdę, polskie drogi, przynajmniej w miastach, to nic.

        Dawno nie wyjeżdżałem i zapomniałem jak to jest. Dzisiaj jechałem piętrusem do pracy (bo tam zostawiłem auto) i myślałem, że plomby pogubię.
        • bassooner Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 13:16
          tu się jeździ po chamsku, a tam nie, tu się wciskają, a tam otrąbią, tu są dziury, a tam wysepki i buspasy... kurde jakie to ma znaczenie? żyjemy w jednym kraju, jesteśmy Polakami, choć jeden ma więcej kasy, a drugiemu wyleciała jedynka w czasie śniadanka...
          jak baby, normalnie, jak baby... ;-)))
          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 15:11
            Meanwhile on other forum.

            Mój znajomy Anglik mieszkający w Częstochowie pisze:

            "Anything driven car from Warszawa does seem to rule the road, in their opinion.... Its seems all local traffic on the express way in Częstochowa play a game to impede their progress through the city to below 140 kph. I often look in the rear view and think I have acquired a BMW trailer."

            Dwa lata w Polsce mieszka a już się tak uprzedził...
          • sven_b Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 09:04
            > tu się jeździ po chamsku, a tam nie, tu się wciskają, a tam otrąbią, tu są dziu
            > ry, a tam wysepki i buspasy... kurde jakie to ma znaczenie?

            Obawiam się, że jak to pytanie postawi kobieta, będzie to sądny dzień Orysia:)
    • marekatlanta71 Re: Byłem w Polsce ;-) 21.04.12, 19:17
      Wybieram się w tym roku do Polski i fajnie poczytać ze tak źle nie jest. Mam w planach ominąć Warszawę z daleka - polecieć do Monachium i stamtąd dojechać wynajętym samochodem zwiedzając sobie troche Niemcy i Polskę po drodze.
    • pizza987 Re: Byłem w Polsce ;-) 22.04.12, 22:55
      Ja tam nie mam większych problemów z jeżdżeniem po Warszawie, czy innych miastach. Ale Wrocław czy Kraków sa dla mnie koszmarem... co innego aglomeracja śląska. Tam też ruch jest bardzo intensywny, sama jazda odbywa się szybko, mozna zostać obtrąbionym jeżeli zaśpi się przy ruszaniu lub mało zdecydowanie człowiek zbierze do zmiany pasa. Ale sama zmiana pasa jest dla mnie łatwiejsza w Warszawie czy wspominanej aglomeracji... za to Wrocław, czy Kraków to nie taka prosta sprawa. Jakoś nawet w nieruchawym korku był problem żeby zmienić pas-sąsiedzi regularnie podjeżdżali żeby nie było jak się tam zmieścić chociaż sami nie mieli gdzie podjechać (w Warszawie też tak bywa, ale jakoś nie tak często). I co do wjeżdżania na skrzyzowania i blokowania ich, z ostatnich pobytów (krótkich, bardziej przejazdowych ale w godzinach szczytu) w tych miastach jakoś po kilka skrzyżowań pod rząd widywałem takie sytuacje... Apogeum było we Wrocławiu, na jednym ze skrzyżowań stałem w bezruchu jakieś 15 minut... światła się zmieniały a samochody z ulicy na której stałem nie ruszały się bo nie było gdzie, nawet ci co mieli jechać prosto z sąsiedniego pasa (stałem do skrętu w lewo). Cos więc chyba jest na rzeczy :P

      Dobra, wetknąłem kij w szprychy, zobaczymy co teraz będzie ;)
      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 00:21
        Nic nie będzie. Po Warszawie jeździsz bo się przyzwyczaiłeś. A jesli chodzi o zmianę pasa we Wrocławiu - ja nie mam problemu. Ale ja nie jestem ze stolicy, ja używam kierunkowskazów :D :D :D
        • pizza987 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 08:56
          tomek854 napisał:

          > Nic nie będzie. Po Warszawie jeździsz bo się przyzwyczaiłeś. A jesli chodzi o z
          > mianę pasa we Wrocławiu - ja nie mam problemu. Ale ja nie jestem ze stolicy, ja
          > używam kierunkowskazów :D :D :D

          Ja rozumiem ze po Wrocławiu jeździsz lepiej, ale może wetknij już swoje uprzedzenia w kieszeń, dobra... Bo w chwili obecnej trochę mi na odcisk depnąłeś, w Warszawie aż tak małopopoularnym nie jest używanie kierunkowskazów, a stanie w korku we Wrocku z włączonym kierunkiem (w Krakowie podobnie) skutkowało brakiem reakcji otoczenia. Ale może na Warszawiaków w tych miastach trafiłem :P
          • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 11:38
            > Bo w chwili obecnej trochę mi na odcisk depnąłeś, w Warszawie

            Jeden moj znajomy onegdaj podrozowal po Indiach, Pakistanie i, przypadkiem, po Afganistanie. Poruszal sie kupionym w Indiach na czas wyjazdu pojazdem produkcji indyjskiej. Przepytywalem go o wrazenia. Samochod, ktory wiecznie sie psul, drogi, ktore bardziej przypominaly pola smierci itp. Generalnie jednak byl bardzo zadowolony i malo co mu przeszkadzalo. Jak dzis przypominam sobie jedno zdanie: "chlopie, ja na wakacjach bylem!". On jednak, w odroznieniu od Tomka, nie porownywal roznic cywilizacyjnych miedzy Europa a dosc daleka Azja. Obawial sie bowiem krzywdzacej pomylki w ocenie, na przyklad takiej jak Tomkowi, ktory pisze o gigantomanii Warszawy, calkiem zapominajac, ze po 1945 roku Warszawy nie bylo, a odbudowali ja rekami Warszawiakow stalinowscy urbanisci.
            • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 13:49
              Widzisz, z Azją to ja też bym nie porównywał. Ale Warszawa aspiruje do miana europejskiego miasta, nie? (taka mała złośliwosć, wiem, że leży w Europie :P).

              A co do stalinowskich urbanistów: fakty są jakie są. Czy Warszawa ma być traktowana jakoś szczególnie z tego powodu, że była skrzywdzona w czasie wojny? Już nie można krytykować? To mi pachnie Izraelem, którego nie można krytykować dzisiaj, bo holocaust 70 lat temu.

              Poza tym umknęło Ci, że o tym "azjatyckim stylu Warszawy" to nie mówiłem ja, tylko jeden z chłopaków na piwku, jeśli dobrze pamiętam to Warszawiak Typson albo Franek.
              • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 14:05
                Ja tylko o tym, ze byles tu przez chwilke i "na wakacjach", a komentujesz jakbys tu mieszkal i pracowal.

                Jesli chodzi o kwestie urbanistyki i krytyki. Hm... Owszem, sa tacy, ktorzy uwazaja ze mozna krytykowac goscia, ktory wyglada nienajladniej, bo z powodu wojny urwalo mu nogi.
                • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 14:37
                  > Ja tylko o tym, ze byles tu przez chwilke i "na wakacjach", a komentujesz jakby
                  > s tu mieszkal i pracowal.

                  Tak, już mi to emes tłumaczył na bezpieczeństwie. Nie mam prawa komentować jak się jeździ po Polsce póki nie jeździłem przez X lat po wyznaczonych przez niego miejscach ;-)

                  > Jesli chodzi o kwestie urbanistyki i krytyki. Hm... Owszem, sa tacy, ktorzy uwa
                  > zaja ze mozna krytykowac goscia, ktory wyglada nienajladniej, bo z powodu wojny
                  > urwalo mu nogi.

                  Czyli innymi słowy nie mogę powiedzieć, że mi się Warszawa nie podoba bo obrazam Twoje uczucia patriotyczne? :>

                  Jak to jest, że w Poznaniu mogę powiedzieć, że uważam, że Wrocław ładniejszy i nikt nie ma z tym problemu?
                  • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 14:43
                    > Tak, już mi to emes tłumaczył na bezpieczeństwie. Nie mam prawa komentować jak
                    > się jeździ po Polsce póki nie jeździłem przez X lat po wyznaczonych przez niego
                    > miejscach ;-)

                    Chociaz miesiac-dwa.

                    > Czyli innymi słowy nie mogę powiedzieć, że mi się Warszawa nie podoba bo obraza
                    > m Twoje uczucia patriotyczne? :>

                    Mozesz napisac, ze Ci sie nie podoba.
                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 14:52
                      > Chociaz miesiac-dwa.

                      A dlaczego akurat miesiąc - dwa? A nie 5 tygodni? Albo 4 lata? Na czym bazujesz długość terminu potrzebnego do nabycia prawa do komentowania?

                      I dlaczego jak sven był u mnie i jeździł po Szkocji przez kilka dni to go nie pouczałeś że jeździł za mało żeby móc się wypowiadać?

                      > Mozesz napisac, ze Ci sie nie podoba.

                      Jak się okazuje, nawet nie mogę napisać o bezdyskusyjnych faktach - że Warszawa wygląda tak a nie inaczej.
                      • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 14:57
                        > Jak się okazuje, nawet nie mogę napisać o bezdyskusyjnych faktach - że Warszawa
                        > wygląda tak a nie inaczej.

                        Moja zona mowi, ze jest gruba. Mi zas do glowy by nie przyszlo, aby po urodzeniu trojki dzieci dogadywac jej, ze linia nie ta. Ale istotnie jest jej wiecej niz 15 lat temu.

                        Ujmujac to inaczej. Mozesz sobie oczywiscie prawic ile wlezie. Moze, nie musisz, pamietac, ze nie Warszawiacy zepsuli sobie miasto. Mi, jako Warszawiakowi, moje miasto rowniez sie nie podoba.
                        • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:17
                          No widzisz, ale piszesz publicznie o niej na forum, że jest gruba, choć to osoba prywatna.

                          A ja o mieście nie mogę napisać jak wygląda?

                          Co do zaś sprawy - w kontekście o którym pisze jest zupełnie nieistotne kto popsuł Warszawę - Warszawiacy, Niemcy, Stalin, Wrocławiacy czy Ekwadorczycy. Ja opisuję jaką Warszawę zastałem podczas mojej niedawnej wizyty w niej.
          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 13:47
            Wiem, żartowałem, bo wiem, że Ty też nie do końca na powaznie ;-)

            Stanie w korku z kierunkowskazem mnie uziemiło podczas mojej poprzedniej samochodowej wizycie w Wawie bodaj w 2003 roku, nawet pamiętam było o tym na forum - jechałem Fordem Courierem i stałem i ktoś zrobił miejsce na sąsiednim pasie jak zacząłem zmieniać pas to strąbił mnie i pojechał. I tak utknąłem jak ta krowa pod kątem 30 stopni pomiędzy dwoma pasami bez widoczności (bo z blaszaną budą to ani przez ramię spojrzeć (zmieniałem w prawo) ani w lusterku. Wtedy wszyscy mnie objeżdzali a autobus miejski to nawet pojechał po chodniku za latarnią - byłem wtedy w szoku. Puścił mnie wtedy dopiero facet z Opola.

            Kultura oczywiście wtedy była dużo gorsza w całej Polsce, bo nie da się ukryć, że zmieniamy się pod tym względem na plus.

            Dziś zmienianie pasow w Warszawie nie sprawiało mi żadnych problemów, aczkolwiek troszkę to trzeba było szybciej robić niż gdzie indziej i w ciaśniejsze szpary się wciskać - w Glasgow zmieniając pasy w ten sposób w jaki robi się to w Warszawie uznany bym był za chama. Ale to jest po prostu taka specyfika - np. inaczej się zmienia pasy na austradzie w Anglii a inaczej w Niemczech.
            • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:06
              tomek854 napisał:

              > Dziś zmienianie pasow w Warszawie nie sprawiało mi żadnych problemów,
              > aczkolwiek troszkę to trzeba było szybciej robić niż gdzie indziej i w ciaśniejsze
              > szpary się wciskać - w Glasgow zmieniając pasy w ten sposób w jaki robi się
              > to w Warszawie uznany bym był za chama. Ale to jest po prostu taka specyfika
              > - np. inaczej się zmienia pasy na austradzie w Anglii a inaczej w Niemczech.

              No wlasnie - specyfika.

              Niekoniecznie brak kultury, a inna jej postac. Lokalna, wypracowana wspolnie w konkretnych warunkach i wbrew Twojej opinii, a zgodnie z opinia Warszawiakow, jakos zdajaca egzamin. Mi, Warszawiakowi z zamieszkania i urodzenia, po Warszawie jezdzi sie coraz lepiej (mimo ofirnych wysilkow waadzy, zeby w ogole nie dalo sie jezdzic). Wlasnie dlatego, ze kultura jazdy rosnie proporcjonalnie do zakorkowania miasta.

              Sam zreszta pozniej zauwazasz, ze w Niemczech i w Anglii inaczej zmienia sie pasy, co swiadczy o tym, ze nie ma uniwersalnej recepty na kulture jazdy. Bo w kulture jazdy Niemcow i Anglikow nie watpisz, prawda?

              Nie mozna bylo tak od razu? :)
              • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:15
                Oczywiście, ale specyfika jazdy to jedno, a kultura to drugie.

                Przy tym, że specyfika zmieniania pasów w Warszawie jest podobna do tej w Niemczech dalej twierdze, że w Warszawie łatwiej spotkać na drodze chama niż w Niemczech.

                Przykład z Anglią i Niemcami pokazuje jeszcze coś innego: to, co w Niemczech jest normalne, w Anglii uchodziłoby za chamstwo.

                A z Warszawą mamy ten problem, że tam to co uchodzi często za normalne jest (w odróżnieniu od sytuacji z D i UK) nielegalne. Że przykład z taksówkarzem jeszcze raz przywołam. Wszyscy zaszokowani, Warszawiacy kwitują wzruszeniem ramion.
                • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:33
                  > odróżnieniu od sytuacji z D i UK) nielegalne. Że przykład z taksówkarzem jeszcz
                  > e raz przywołam. Wszyscy zaszokowani, Warszawiacy kwitują wzruszeniem ramion.

                  Zawsze mogles mu zwrocic uwage. Ja na przyklad nie chcialbym byc wieziony po miescie z taka predkoscia.

                  Skoro juz o "lokalnych" tryndach. Na bezpiecznestwie zalozylem watek, troche w odpowiedzi na Twoje wynurzenia na temat blokowania skrzyzowan. Opisalem tylko dwie sytuacje, gdzie "kultura europejska" nie nadaza za organizacja ruchu. Przypomnialo mi sie jeszcze jedno, bardzo centralnie umieszczone. Tu jadacy Al. Jerozolimskimi albo "zaklepia" sobie miesce blokujac tych z ul. Zelaznej, albo ci z Zelaznej zablokuja tych na Jerozolimskich. Wszystko przez znakomicie zsynchronizowane swiatla na Placu Zawiszy. Raz, tworza one stacjonarny korek przez caly dzien, a dwa sa tak ustawione, ze korek rusza mniej wiecej wtedy, gdy zielone pali sie w osi Zelaznej. Gdy zapala sie dla Jerozolimskich jezdnia juz jest zapelniona tymi, wjezdzajacymi z Zelaznej. Kluczowe jest to, ze ci z Zelaznej nie blokuja samego skrzyzowania. O nie. Oni blokuja z niego zjazd. Jest ich z reguly tak duzo, ze zajmuja cale miejsce, ktore powstalo w asynchronicznym cyklu na Placu Zawiszy. Tak wiec to ci jadacy Jerozolimskimi, w sposob chamski blokuja ruch na Zelaznej. A moga poczekac do rana...
                • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:41
                  tomek854 napisał:

                  > Przy tym, że specyfika zmieniania pasów w Warszawie jest podobna do tej w
                  > Niemczech dalej twierdze, że w Warszawie łatwiej spotkać na drodze chama
                  > niż w Niemczech.

                  Owszem. Ale na podobny rozwoj kultury komunikacyjnej (mieszcza sie w niej nie tylko zachowania kierowcow!) trzeba sobie zapracowac. Niemcy pracuja kilka dekad dluzej niz my i to w warunkach daleko odbiegajacych od naszych (nie, nie pisze o autostradach, bo autostrady sa konsekwencja tych innych warunkow; warunki roznia sie w podejsciu - w Niemczech kierowca jest obywatelem, a w Polsce szkodnikiem, ktory swoimi nieodpowiedzialnymi zachciankami komunikacyjnymi utrudnia sprawozdawczosc jak to jest swietnie i bezpiecznie). Ja uwazam, ze jak na kretynsko-chore warunki w Polsce, zauwazalny wzrost poziomu kultury jazdy jest imponujacy.

                  > Przykład z Anglią i Niemcami pokazuje jeszcze coś innego: to, co w Niemczech je
                  > st normalne, w Anglii uchodziłoby za chamstwo.

                  Prawda?

                  A poza tym najgorsi znani mi kierowcy, to Niemcy na zagranicznych wystepach. Jakby sie, k... mac, z postronkow pourywali!

                  > A z Warszawą mamy ten problem, że tam to co uchodzi często za normalne jest
                  > (w odróżnieniu od sytuacji z D i UK) nielegalne. Że przykład z taksówkarzem
                  > jeszcze raz przywołam. Wszyscy zaszokowani, Warszawiacy kwitują
                  > wzruszeniem ramion.

                  Nie sadze, zeby ktokolwiek normalny (czyli wiekszosc) kwitowal to wzruszeniem ramionami. Obawiam sie, ze nieco sie zapedziles.
                  • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:11
                    > Ja uwazam, ze jak na kretyns
                    > ko-chore warunki w Polsce, zauwazalny wzrost poziomu kultury jazdy jest imponuj
                    > acy.

                    Sam często piszesz, że po zachodniej Polsce się inaczej jeździ bo tam jest cywilizacja. Czy to oznacza, że tam kierowcy są inaczej traktowani? Bo przecież nie o istnienie autostrad chodzi...

                    > A poza tym najgorsi znani mi kierowcy, to Niemcy na zagranicznych wystepach. Ja
                    > kby sie, k... mac, z postronkow pourywali!

                    Niemcy w Brytyjskich statystykach to najgorsi chuligani w przeliczeniu na głowę ;-)

                    > Nie sadze, zeby ktokolwiek normalny (czyli wiekszosc) kwitowal to wzruszeniem r
                    > amionami. Obawiam sie, ze nieco sie zapedziles.

                    To prawda. Nie wszyscy wzruszali ramionami. Niektórzy patrzyli na mnie z uśmieszkiem lekko pobłażliwym mówiąc po prostu "no, Warszawa". Inni wzdychali i mówili "no niestety, u nas to codzienność"...

                    To, co jest istotne to jest to, że w odróżnieniu od mieszkanców innych miast nikt się nie zdziwił ani zarzucił mi że zmyślam
                    • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:26
                      tomek854 napisał:

                      > Sam często piszesz, że po zachodniej Polsce się inaczej jeździ bo tam jest
                      > cywilizacja.

                      Ja to raczej tlumacze nieco gestsza siecia drog. Jak drog jest wiecej, to zageszczenie ruchu jest mniejsze, a do tego nieuniknione remonty sa do objechania inaczej niz "w drodze z Warszawy do Gdanska wstapil do Rzeszowa bo po drodze mu bylo" :)

                      Poza tym autostrady nie pozostaja bez znaczenia - nastepuje chocby szczatkowa separacja ruchu, co ma niebagatelny wplyw na jazde, bo nic tak np. nie wkurwia (co w konsekwencji moze prowadzic do zachowan okreslanych jako brak kultury albo zwykle piractwo) tranzytowca jak lokales jadacy srodkiem waskiego duktu 30 km/h, bo ma niedaleko.

                      > Niemcy w Brytyjskich statystykach to najgorsi chuligani w przeliczeniu na głowę

                      Nie tylko tam

                      > > Obawiam sie, ze nieco sie zapedziles.
                      >
                      > To prawda. Nie wszyscy wzruszali ramionami. Niektórzy patrzyli na mnie z
                      > uśmieszkiem lekko pobłażliwym mówiąc po prostu "no, Warszawa".
                      > Inni wzdychali i mówil i "no niestety, u nas to codzienność"...

                      Moze tez byc tak, ze Cie wkrecali bawiac sie twoja konsternacja :D

                      Bo ZADEN z moich znajomych warszawiakow (rowniez tych od zeszlego tygodnia) w stosunku do mnie tak by nie zareagowal.

                      > To, co jest istotne to jest to, że w odróżnieniu od mieszkanców innych miast
                      > nikt się nie zdziwił ani zarzucił mi że zmyślam

                      Ja nie pisze, ze zmyslasz. Sam, jak juz napisalem, mialem okazje jechac z wariatem. Pisze, ze zapedziles sie piszac sie, ze Warszawiacy w zasadzie en bloc akceptuja takie zachowania.
                      • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:45
                        > Ja nie pisze, ze zmyslasz. Sam, jak juz napisalem, mialem okazje jechac z waria
                        > tem. Pisze, ze zapedziles sie piszac sie, ze Warszawiacy w zasadzie en bloc akc
                        > eptuja takie zachowania.

                        nie chodzi mi o to czy akceptują, czy nie. Natomiast dla żadnego z nich nie była to rzecz niesłychana, co znaczy, że są światomi tego, że takie rzeczy w ich miescie się często zdarzają.
                                  • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 18:23
                                    Z tego co pamiętam to wtedy, kiedy Ci brakuje argumentów i _musisz_ przyznać że ma rację, ale nie masz na to jaj, więc udajesz, że to tylko takie żarciki żeby zachować resztki męskiego ego ;-)
                                        • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 19:52
                                          tomek854 napisał:

                                          > tak tak, zapomniałem, bo prawdziwość twierdzenia zależy od ilości przejechanych
                                          > dni ;-)

                                          No widzisz jakie to proste? Oczywiscie nie chodzi o "prawdziwosc twierdzenia", a o prawidlowe przedstawienie zjawiska, ktore wymaga dluzszej niz jednorazowe spojrzenie obserwacji.

                                          Tobie udalo sie zaliczyc taksowkarza wariata w czasie jednej jazdy. Wyciagasz z tego z gruntu falszywy wniosek, ze tak sie jezdzi po Warszawie.

                                          Ja od czasu do czasu jezdze po Warszawie taksowkami i jak na razie tylko jednego uprzejmie poprosilem, zeby mnie wysadzil (i dawno to bylo). A poza tym ogladam taksowki jako kierowca samochodu i uprzejmie donosze, ze ruszaja i jezdza czasem az irytujaco powoli (w grudniu wrecz poprosilem o zwiekszenie predkosci taryfiarza wiozacego mnie przed switem na lotnisko - snul sie nie przekraczajac 50-60tki po Trasie Siekierkowskiej majacej ograniczenie do 80 km/h). Dlaczego? Ano, Panie Tomku, dlatego, ze paliwo podrozalo jak diabli, a ceny za kurs jakos nie chca rosnac, bo obywatele naszego rosnacego w sile panstwa (20 potega gospodarcza swiata!) jakos nie chca sie wzbogacic.
                                          • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 22:05
                                            > Tobie udalo sie zaliczyc taksowkarza wariata w czasie jednej jazdy. Wyciagasz z
                                            > tego z gruntu falszywy wniosek, ze tak sie jezdzi po Warszawie.

                                            Nie, czytaj uważnie. Ja ten wniosek wyciągam z tego, że nikogo z warszawiaków to nie dziwi.
                                            • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 24.04.12, 08:48
                                              tomek854 napisał:

                                              > Nie, czytaj uważnie. Ja ten wniosek wyciągam z tego, że nikogo z warszawiaków
                                              > to nie dziwi.

                                              Wyglada na to, ze jestem nikt... Bo mnie dziwi. Tym bardziej, ze akurat wczoraj poznym wieczorem jechalem taksowka. Tylko raz zblizylismy sie do 80tki. Na Wale Miedzeszynskiem, na ktorym mozna jechac 70...

                                              I znowu wracamy do kwestii dlugosci pobytu i liczby znajomych Warszawiakow. Mam wrazenie, choc oczywiscie moge sie mylic, ze znam troche wiecej Warszawiakow niz Ty. Mam wiec nieco wieksza szanse na wyciaganie wnioskow z ich zachowan.
    • sven_b Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 09:10
      Zawsze staram się uważnie naśladować i wtapiać w miejscowe zwyczaje, dlatego inaczej jeżdzę po Warszawie, inaczej po Sztokholmie i inaczej po Pcimiu Dln. To daje mi kolejny % doświadczenia i z zasady nie powoduje irytacji.
      • pizza987 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 10:03
        Ja zasadniczo staram się jeździc kulturalnie i dynamicznie (czytaj: nie szukać jedynki jak już ruszyli przede mną itp) i zazwyczaj jakoś to działa.

        Co do nieuzywania kierunkowskazów i innej maści chamstwa. Uzywam jako próbki badawczej ludności mojego osiedla, ok. 200 samochodów, przekrój społeczny dosyć rozpięty (krezusi z Ferrari na łikendowe przejażdżki kontra szaraczki z leciwymi samochodami do jazdy na codzień typu Cordoba 1998/Astra I 2000r. itp oraz pewna ilość drepczących co rano do najblizszego przystanku komunikacji masowej przemocy) czyli klasyczny przekrój społeczny naszego kraju (mniej więcej). Skupię sie na tych co jeżdżą samochodami bo o nich mowa. Większość i to przeważająca jeździ przepisowo, na osiedlu gdzie nie ma chodników jeżdżą tak jak 30 na wjeździe, czasem komuś z nich noga lekko drgnie jak widać ze pusto, ale zasadniczo widząc te same samochody wiem ze ludzi jeżdżą spokojnie. Podobnie w drodzxe do cywilizacji-są dwie zasadnicze drogi więc siłą rzeczy jedzie sie w tym samym towarzystwie, mieszkając tu od 9 lat już większość znam przynajmniej z widzenia. Za to jest odsetek tych co szarej masy między uszami nie skalali myślą o kulturze w każdym względzie. I co ciekawe widać że to rodzinne: mamusia ujeżdża teraz C-crossera (wczesniej miała Outbacka) i jakoś 30km/h ze znaku do niej nie dociera nawet jak widać piechocińców lub tak jak mi się nieraz zdarzyło dzieciaki (kilkulatki) na rowerach ze starymi jako eskortą. O kierunkowskazach nie wspomnę, jadąc kiedyś za nią do momoentu az nasze drogi się rozejdą naliczyłem sforsowanie 5 różnej wielkości skrzyżowań (liczę tylko te gdzie skręcała) bez uzycia migaczy, wyprzedzenie 3-4 samochodów też nie kalając rączek dotknięciem dźwigni pod kierownicą.... tatus swego czasu ujeżdżał Lancera Evo-ileś i zawsze było go słychac i człowiek nawet za murem własnego domu się kulił jak przejeżdżał, teraz ma lepszy sprzęt rażenia-911 turboburbo ileśtam.... i zapierdziela po osiedlówce 80km/h gdzie ma do przejechania 200-300m. Synkowie podobnie, swego czasu z uporem maniaka jeden zapierniczał niezarejestrowanym quadem ile fabryka dała teraz myka rasowanym w garażu leciwym Lupo które co i rusz jakieś drobne obicia zdobywa, drugi przejął chyba po tatusiu Lancera. Oprócz samochodu tez i nawyki.... Wszyscy z tablicami W-coś na początku, więc nie roszczę sobie prawa do twierdzenia ze świętoszki to tylko w stolicy.... Chamstwo nie zna granic administracyjnych, niestety, ale to tez nie oznacza że wszyscy w Warszawie to chamy i buraki co migacza włączyć nie potrafią....
        • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 13:51
          No i się w pełni zgadzamy. Ja też uważam, że większość ludzi po Warszawie jeździ normalnie. Po prostu wydaje mi się, że tych, co jeżdżą nienormalnie jest nieco więcej niż gdzie indziej - że ta mniejszosć jest nieproporcjonalnie większa. Nigdzie nie napisałem "wszyscy w Warszawie to chamy i buraki" więc złaźcie z tego wysokiego konia swojego i zaczynajcie czytać co ja naprawdę piszę.
          • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:26
            tomek854 napisał:

            > No i się w pełni zgadzamy. Ja też uważam, że większość ludzi po Warszawie
            > jeździ normalnie. Po prostu wydaje mi się, że tych, co jeżdżą nienormalnie
            > jest nieco więcej niż gdzie indziej

            To m. in. efekt tego, co uznales za warszawska gigantomanie. Normalne miasta najczesciej maja w okolicach centralnych stosunkowo gesto siec stosunkowo waskich drog i obwodnice od wewnetrznych, po mocno zewnetrzne (wiem, ze nie wszedzie tak jest). A Warszawa caly ruch ma wpuszczony do centrum przy pomocy szerokich, ciagle krzyzujacych sie ze soba alei, na ktorych "sie nie da" zorganizowac ruchu w sposob jak najbardziej przepustowy, bo swiatla w przeciwfazie na kolejnych skrzyzowaniach w zalozeniu maja spowalniac ruch.

            Skutek? Permanentny korek (nie jest prawda, ze przyczyna sa Warszawiacy maniacko zatykajacy skrzyzowania - to skutek kompletnej indolencji waaadzy przy organizacji ruchu, a nie przyczyna korkow; jako jezdzacy stale po Warszawia moge z cala odpowiedzialnoscia napisac, ze mylisz skutek z przyczyna) i nadganianie jak tylko sie da. A na dwu-trzypasmowkach sie da (nie ma to wiekszego sensu z punktu widenia przemieszczania sie, za to klania sie cos, czego polska waaadza nie chce zauwazyc - psychologia). I nie jest to nawet jakos strasznie niebezpieczne.

            A najsmieszniejsze jest to, ze KAZDY stale jazdzacy jakas poszatkowana skrzyzowaniami wielopasmowka (ze swiatlami w przciwfazie) wie jaka jest predkosc czegos, co przypomina "zielona fale". I nie jest to 50 km/h... Tak wiec KRETYNSKIE pojmowanie bezpieczenstwa (spowalnianie ruchu poprzez zatrzymywanie go na kazdych swiatlach) skutkuje pogorszeniem bezpieczenstwa.

            Ale wiem, ze to chamowaci warszawscy kierowcy sa winni. Powinni wczesniej (najlepiej wieczorem poprzedniego dnia) wychodzic z domu :P
            • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:35
              > To m. in. efekt tego, co uznales za warszawska gigantomanie. Normalne miasta na
              > jczesciej maja w okolicach centralnych stosunkowo gesto siec stosunkowo waskich
              > drog i obwodnice od wewnetrznych, po mocno zewnetrzne (wiem, ze nie wszedzie t
              > ak jest).

              W Glasgow tak na przykład nie jest. Glasgow to jest miasto w kratkę do niedawna najszybszą drogą przejazdu przez centrum była jazda jednokierunkowymi drogami (równoległymi do siebie, więc jakby dwupasmówką) przez same George's Sq. (odciążającą autostradę oddano mniej niż rok temu). Miasto podobnej wielkości, samochodow na głowę więcej. A jeździ się diametralnie inaczej. Czyli jednak to nie tylko kwestia urbanistyki.

              A Warszawa caly ruch ma wpuszczony do centrum przy pomocy szerokich,
              > ciagle krzyzujacych sie ze soba alei, na ktorych "sie nie da" zorganizowac ruch
              > u w sposob jak najbardziej przepustowy, bo swiatla w przeciwfazie na kolejnych
              > skrzyzowaniach w zalozeniu maja spowalniac ruch.

              Jak się nie jeździ 130 na godzinę, to się można łatwiej załapać na zielone - nawet jeśli nie dzięki zielonej fali to dzięki umiejętnemu dostosowywaniu prędkości do warunków przed Tobą. Ja wiem, że moje warszawskie doświadczenie jest nikłe, ale mi się udawało. Czemu zatem miałoby się nie udawać mieszkającym tam na stałe?

              > Skutek? Permanentny korek (nie jest prawda, ze przyczyna sa Warszawiacy maniack
              > o zatykajacy skrzyzowania - to skutek kompletnej indolencji waaadzy przy
              > organizacji ruchu, a nie przyczyna korkow; jako jezdzacy stale po Warsz
              > awia moge z cala odpowiedzialnoscia napisac, ze mylisz skutek z przyczyna
              > ])

              Oczywiście. Wszyscy Warszawiacy grzecznie chcieliby stać przed skrzyżowaniem, ale przychodzi waaaaaadza i ich wpycha. Jean-Luc Piccard pozdrawia :)

              > A najsmieszniejsze jest to, ze KAZDY stale jazdzacy jakas poszatkowana skrzyzow
              > aniami wielopasmowka (ze swiatlami w przciwfazie) wie jaka jest predkosc czegos
              > , co przypomina "zielona fale". I nie jest to 50 km/h... Tak wiec KRETYNSKIE po
              > jmowanie bezpieczenstwa (spowalnianie ruchu poprzez zatrzymywanie go na kazdych
              > swiatlach) skutkuje pogorszeniem bezpieczenstwa.

              To prawda. We Wrocławiu na Hallera jest to np. 70 - czyli to nie jest specyfika stolicy. Natomiast wątpię, żeby to było 150 km/h. Bo ja tyle aż nie jeździłem (w porywach do 90km/h) i po Warszawie jeździło mi się (poza okresem korków) dość płynnnie.

              > Ale wiem, ze to chamowaci warszawscy kierowcy sa winni. Powinni wczesniej (najl
              > epiej wieczorem poprzedniego dnia) wychodzic z domu :P

              Ty nie umiesz tak dyskutowac, żeby nie nawiązać do czegoś zupełnie w innym temacie tylko po to, żeby podkreślić, jak bardzo się nie zgadzasz?
              • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:44
                > A jeździ się diametralnie inaczej. Czyli jednak to nie tylko kwestia urbanistyki.

                A probowales zastanowic sie dlaczego to Warszawa, a nie Glasgow jest liderem korkow? Myslisz, ze jedynym powodem jest to, ze kierowcy wjezdzaja na skrzyzowania nie mogac z nich zjechac oraz to, ze pedza 130 km/h?

                > Jak się nie jeździ 130 na godzinę, to się można łatwiej załapać na zielone - na
                > wet jeśli nie dzięki zielonej fali to dzięki umiejętnemu dostosowywaniu prędkoś
                > ci do warunków przed Tobą.

                Co to jest zielona fala? We Wiedniu kiedys widzialem. W Barcelonie. A w Warszawie nie. Nawet tam, gdzie jedyne trzy skrzyzowania w Warszawie objeto centralnym sterowaniem. Tu, po wprowadzeniu nowoczesnosci, korki przedluzyly sie o kilka kilometrow...
                • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:16
                  > A probowales zastanowic sie dlaczego to Warszawa, a nie Glasgow jest liderem ko
                  > rkow? Myslisz, ze jedynym powodem jest to, ze kierowcy wjezdzaja na skrzyzowani
                  > a nie mogac z nich zjechac oraz to, ze pedza 130 km/h?

                  W okolicach Glasgow są dwa rodzaje rond ze światłami. Na jednych cykl jest taki, że można wjeźdżać nie mając miejsca przed sobą, bo cykl zielonych idzie niejako z prądem i zjedzie się zanim się kogoś zablokuje. Tak nie ma yellow boxów (czyli takich żółtych kratek które zakazują wjazdu na dany obszar jeśli po drugiej stronie nie ma miejsca).

                  Na innych wjeżdżając blokowałoby się ludzi i tam yellow boxy są, z pewnymi wyjątkami raczej dość przestrzegane.

                  Niedawno nieopodal mojej pracy przeprogramowali skrzyżowanie, zmieniając cykl. Yellow boxy namalowali dopiero w następny weekend, więc przez kilka dni nie było yellow boxów a światła działały po nowemu.

                  Korki z tej okazji były tak długie, ze sięgały aż do poprzedniego zjazdu na autostradę. Jak tylko pojawiły się yellow boxy, kierowcy zaczęli ich przestrzegać i korki zniknęły jak ręką odjął.

                  Na podstawie tej obserwacji śmiem twierdzić, że przestrzeganie zakazu wjazdu na skrzyżowanie ma DIAMETRALNE znaczenie przy budowaniu się korków.

                  Z tego co pamiętam z polskiego kodeksu, na skrzyżowanie nie można wjeżdzać nigdy, a nie tylko kiedy są yellow boxy. Mimo tego we Wrocławiu (gdzie też to bywało problemem) miasto koloruje powierzchnię skrzyżowań. Ludzie też się uczą i np. podczas mojej ostatniej wizyty dzięki temu, że nikt nie wjeżdżał na skrzyżowanie na którym niegdyś to było nagminne po raz pierwszy od niepamiętam kiedy przejechałem jedno ze skrzyżowań na pierwszej zmianie świateł.

                  > Co to jest zielona fala? We Wiedniu kiedys widzialem. W Barcelonie. A w Warszaw
                  > ie nie. Nawet tam, gdzie jedyne trzy skrzyzowania w Warszawie objeto cen
                  > tralnym sterowaniem. Tu, po wprowadzeniu nowoczesnosci, korki przedluzyly sie o
                  > kilka kilometrow...

                  Dlatego właśnie napisałem, że jak nawet nie ma zielonej fali, to zawsze można sobie pomóc jadąc rozsądnie a nie "gaz do dechy i wyprzedzamy wszystkich z której strony się da".
                  • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:27
                    > Na podstawie tej obserwacji śmiem twierdzić, że przestrzeganie zakazu wjazdu na
                    > skrzyżowanie ma DIAMETRALNE znaczenie przy budowaniu się korków.

                    Bez watpienia.

                    Podalem jednak przyklady skrzyzowan, gdzie przestrzeganie tego przepisu (i rozsadku) powoduje z automatu skazanie sie na oczekiwanie mniej wiecej do wieczora. Wyjasnilem mechanizm tego "fenomenu". Sygnalizacja w Warszawie calkowicie nie wspolpracuje ze soba. Stad wlasnie takie kwiatki, ze trzeba "walczyc" o miejsce, bo inaczej cykl swiatel faworyzuje tylko jeden kierunek. Dochodzi do tego znane Warszawiakom skrzyzowanie ul. Slonimskiego z Miedzyparkowa. Tu ruchem, w dziwny sposob na bardzo dziwnym skrzyzowaniu steruja policjancji. Nie da sie bowiem przestawic sygnalizatora o 50 m, a tak ustawiony, jak jest nie sluzy do niczego. Policjancji wiec ofiarnie udrozniaja wyjazd z malenkiej uliczki, calkowcie blokujac arterie. Tu jeszcze problemu nie ma. Zaczyna sie, gdy wygenerowany przez nich korek blokuje rondo (a blokuje, bo wiekszosc ruchu probuje wjechac w stojaca na debowo Slonimskiego, a rondo jest rozlegle i ludziska nie widza czy zjada czy nie), na ktorym zbiegaja sie dwie kolejne arterie. Chlopie, co sie wtedy dzieje... Generalnie im sprawniejsza ekipa policji tym rozlegleszy zator powoduja. Kiedys stanalem juz w centrum. Zobacz w guglu jaka to odleglosc.

                    > Dlatego właśnie napisałem, że jak nawet nie ma zielonej fali, to zawsze można s
                    > obie pomóc jadąc rozsądnie a nie "gaz do dechy i wyprzedzamy wszystkich z które
                    > j strony się da".

                    Przyznam, ze cztytajac ten gaz do dechy zastanawiam sie czy nie piszesz o innym miescie. Gaz do dechy to wielka rzadkosc. A juz na pewno nie w godzinach szczytu.
                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:48
                      > Podalem jednak przyklady skrzyzowan, gdzie przestrzeganie tego przepisu (i rozs
                      > adku) powoduje z automatu skazanie sie na oczekiwanie mniej wiecej do wieczora.

                      Jechałem z Pragi od bodajże Okopowej (czy to jest ta ulica co jak się z pierwszego mostu jedzie w lewo na rondzie to się jedzie koło muzeum Powstania, Muzeum Kolejnictwa i potem prosto w Żwirki?) prawym pasem. Lewym pasem jechała paniusia w zółtawej pandzie. Paniusia się wpieprzała na każde skrzyżowanie i blokowała wszystkich w poprzek. Ja grzecznie czekałem przed skrzyżowaniem (choć czasem ktoś na mnie trąbił - może chcieli skrecać w prawo albo coś).

                      Do momentu kiedy skreciłem w prawo w Pruszkowską jechałem mniej więcej równolegle z panią w Pandzie, straciłem do niej może ze dwa samochody.

                      > Przyznam, ze cztytajac ten gaz do dechy zastanawiam sie czy nie piszesz o innym
                      > miescie. Gaz do dechy to wielka rzadkosc. A juz na pewno nie w godzinach szczy
                      > tu.

                      Rzadkość, ale częstsza niż w innych miastach. O tym mowię.
                      • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 18:44
                        > Do momentu kiedy skreciłem w prawo w Pruszkowską jechałem mniej więcej równoleg
                        > le z panią w Pandzie, straciłem do niej może ze dwa samochody.

                        Mi tego tlumaczyc nie trzeba. Kluczowe jednak dla sprawy jest to, ze jechales raz.

                        W licznych kontaktach z naszymi swiatlami czesto wychodzi tak, jak opisalem. Nie codziennie, bo ruch w Warszawie rzadzi sie nikomu nie znanymi prawami i czasem miasto doslownie stoi, a czasem jezdzi sie zadziwiajaco swobodnie. Nawet godziny czy kierunek nie sa kryterium krytycznym.

                        > Rzadkość, ale częstsza niż w innych miastach. O tym mowię.

                        Jak slusznie pisal emes motoryzacja "dotyka" nas o dekady krocej niz inne kraje.

                        Najfajniejsze jest to, ze Ty zauwazasz ogromne zmiany tam, gdzie mi wydaja sie one niewielkie (byc moze pod przytlaczajacymi wszystko warstwami codziennego syfu), a tam gdzie mi wydaje sie, ze postep jest spory, Ty widzisz to z gola inaczej.
                  • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:47
                    tomek854 napisał:

                    > Jak tylko pojawiły się yellow boxy, kierowcy zaczęli ich przestrzegać
                    > i korki zniknęły jak ręką odjął.

                    Bo to nie tylko w przestrzeganiu sprawa, ale rowniez w pomocy jakie te krateczki niosa. Bo nie kazdy z wysokosci mniej niz metr nad jedznia potrafi na wielkim skrzyzowaniu (takim, jakie gigantomanska Warszwa ma w standardzie - 2x3 pasy w tramwajami z 2x3 pasy z tramwajami) perfekcyjnie ocenic czy sie zmieszcza czy nie. To naprawde trudne i co jakis czas, calkiem bez zlej woli, zdarzaja sie bledy. Jak doda sie do tego rowniez zwykla glupote (i kompletny brak jakiegokolwiek planu co z korkami zrobic), to skrzyzowania faktycznie czesto korkuja sie z powodu spoznialskich. Tylko, ze zauwazylem, ze nie jest to warszawska specjalnosc. To specjalnosc skrzyzowan w miejscach, w ktorych cos poszlo nie tak. A cala Warszawa poszla nie tak :D

                    > Na podstawie tej obserwacji śmiem twierdzić, że przestrzeganie zakazu wjazdu na
                    > skrzyżowanie ma DIAMETRALNE znaczenie przy budowaniu się korków.

                    To prawda. Ale, jak juz napisalem, w Warszawie az za czesto jest to skutek paralizujacego miasto braku pomyslu na komunikacje, a nie podstawowa przyczyna korkow.

                    --
                    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:51
                      Tu nie chodzi o to, co widać. Tu chodzi o to: przepisy nie pozwalają wjeżdżać - nie wjeżdzamy. W Glasgow działa, w Warszawie ( i innych polskich miastach też często) nie działa. Bo szacunku dla przepisów nie ma - i wiary w to, że są one po coś (przy czym, aczkowiek na pewno nie w takim zwariowanym stopniu jak Ty, wiem, że w Polsce ten brak wiary w przepisy wynika z czegoś ;-) )
              • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 15:56
                Nie wiem gdzies Ty po tej Warszawie jezdzil, zes widzial jezdzacych 150 km/h? Wiekszosc nie przekracza 80tki, bo taka wlasnie predkosc daje szanse na w miare plynne i szybkie (jak nie ma korkow) przemieszczanie sie. I tak - uwazam, ze sposob jazdy po Warszawie jest konsekwencja indolencji waaadzy. Gdyby "sie dalo" poorganizowac drogi tak, zeby NIE OPLACALO SIE jezdzic szybko, a OPLACALO SIE jezdzic w miare zgodnie z przepisami, to by sie tak nie jezdzilo. (Pisze o przelotowkach - na drogach lokalnych miazdzaca wiekszosc jezdzi bardzo blisko limitu).

                Prosty przyklad z warszawskiego Walu Miedzeszynskiego. Jak z wyboistej jednojezdniowki przeksztalcono go w wygodna dwujezdniowke, za to z ograniczeniem 50 km/h, bo to miasto (choc z jednej strony jest wal przeciwpowodziowy, a z drugiej wysokie na kilka m ekrany dzwiekochlonne), to na swiecie nie bylo chyba tylu kierowcow F1 co tam. Potem zwiekszono limit do 70tki i... zsynchronizowanio swiatla!!! Po poczatkowym chaosie, ruch uspokoil sie tak, ze mozna bylo sie tam czuc jak w Twoim Glasgow. Teraz "zielona fala" ustapila Warszawskim Rozwiazaniom Postepowym, czyli kompletnie sie rozregulowala i... wyscigi powrocily. Wiem, ze to wina kierowcow!

                A ze zdarzaja sie kretyni prujacy ile fabryka dala? WSZEDZIE sie zdarzaja i Warszawa liczba takich kretyniow nie odbiega zasadniczo od europejskiej sredniej.
                • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:08
                  > Nie wiem gdzies Ty po tej Warszawie jezdzil, zes widzial jezdzacych 150 km/h?

                  Taksówką z Marymontu na ochotę. Poza tym na wylocie dwojki na wschód oraz na ten przykład na Żwirki i Wigury. Jesli ja jadę 80-90 to ile musi jechać facet który zdąża mnie wyprzedzić zatoczką autobusową?
                  > Prosty przyklad z warszawskiego Walu Miedzeszynskiego. Jak z wyboistej jednojez
                  > dniowki przeksztalcono go w wygodna dwujezdniowke, za to z ograniczeniem 50 km/
                  > h, bo to miasto (choc z jednej strony jest wal przeciwpowodziowy, a z drugiej w
                  > ysokie na kilka m ekrany dzwiekochlonne), to na swiecie nie bylo chyba tylu kie
                  > rowcow F1 co tam. Potem zwiekszono limit do 70tki i... zsynchronizowanio swiatl
                  > a!!! Po poczatkowym chaosie, ruch uspokoil sie tak, ze mozna bylo sie tam czuc
                  > jak w Twoim Glasgow. Teraz "zielona fala" ustapila Warszawskim Rozwiazaniom Po
                  > stepowym, czyli kompletnie sie rozregulowala i... wyscigi powrocily. Wiem, ze t
                  > o wina kierowcow!

                  Zgoda, tak właśnie to działa.

                  > A ze zdarzaja sie kretyni prujacy ile fabryka dala? WSZEDZIE sie zdarzaja i War
                  > szawa liczba takich kretyniow nie odbiega zasadniczo od europejskiej sredniej.

                  To jest w zasadzie główna sprawa co do których Warszawiacy z tego forum mają inną opinię niż niewarszawiacy (zarówno z tego forum jak i skądinąd).
                  • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:14
                    tomek854 napisał:

                    > > Nie wiem gdzies Ty po tej Warszawie jezdzil, zes widzial jezdzacych
                    > > 150 km/h?
                    >
                    > Taksówką z Marymontu na ochotę.

                    Wiesz... Ja kiedys zazadalem o taryfiarza zatrzymania sie, bo jechal niebezpiecznie.

                    > Poza tym na wylocie dwojki na wschód oraz na ten przykład na Żwirki i Wigury. Jesli
                    > ja jadę 80-90 to ile musi jechać facet który zdąża mnie wyprzedzić zatoczką autobusową?

                    Uwierze w to, ze JEDEN dal rade wyprzedzic Cie po zatoczce ;) A co z reszta jadacych dopmniemane 150 km/h?
                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:19
                      > Wiesz... Ja kiedys zazadalem o taryfiarza zatrzymania sie, bo jechal niebezpiec
                      > znie.

                      Ja kiedyś taksówkarzowi uciekłem, bo mnie wiózł z Krakowskiego centrum na Cichy Kącik przez aleję JP II ;-)

                      > Uwierze w to, ze JEDEN dal rade wyprzedzic Cie po zatoczce ;) A co z reszta jad
                      > acych dopmniemane 150 km/h?

                      Jeden na raz. Natomiast takie zjawisko przydarzyło mi się dwa razy. Poza tym wyprzedzanie z prawej po buspasach i pojazdy jadace ze ZNACZNIE większą prędkością niż ja podczas gdy ja jechałem 80-90.

                      Mniej więcej z taką z jaką wyprzedzają mnie pojazdy na autostradzie kiedy jadę ciężarówką - czyli zakładam jakieś 20-40 km/h szybciej niż ja.
                      • emes-nju Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 16:32
                        Nie wiem co napisac...

                        Moze w nocy faktycznie zdarzaja sie dziwne akcje na drogach? Nie wiem, bo rzadko snuje sie po nocy. W dzien, nawet jak nie ma korkow, uwierz mi na slowo, nie zauwazam jezdzacych duzo wiecej niz (szacunkowo) 80-tka w miejscach gdzie jest 50-tka. Czasem nawet, w odpowiedzi na ciagle zarzuty o tym, ze po Warszawie jezdzi sie 150-220 km/h (to ostatnie zarzucono mi osobiscie :D ), mam ochote kupic kamerke i filmowac stan faktyczny, ktory naprawde zasadniczo sie rozni od nie wiadomo jakich rewelacji.
                          • ballbreaker Re: Byłem w Polsce ;-) 23.04.12, 21:35
                            pozwole sie sobie wtracic, z racji pewnego science-fiction ktore dostrzeglem...

                            80km/h = 22m/s
                            przegubowce w wawie maja ok 18m? przyjmijmy 20m, dla latwiejszych rachunkow... ile w tym przypadku moze miec zatoczka? 2-3 autobusy = 45-70m (liczac z naddatkiem, to juz iscie zatoka pelna geba).
                            liczac 5m dlugosci auta max zostaje 60m na manewr wyprzedzania. jesli Ty pokonujesz dystans 66m w ciagu 3 sekund, to ile czasu pozostaje na manewr wyprzedzania? bo bolidow F1 jeszcze na ulicach warszawy, jak tu mieszkam, nie widzialem...
                              • edek40 Re: Byłem w Polsce ;-) 24.04.12, 08:19
                                > Dla mnie szokujący jest sam fakt wyprzedzania zatoczkami.

                                Nigdy wprawdzie nie widzialem, choc moze to zalezec od definicji. Wiele zatok w Warszawie jest jednoczesnie pasami robiegowymi. Moze o taka chodzilo?
                                  • ballbreaker Re: Byłem w Polsce ;-) 24.04.12, 18:46
                                    ta zatoczka, ktora pokazywales: g.co/maps/rjs5k ma ok 40m dlugosci
                                    30km/h, czyli troche ponad 8m/s, to jest jak dla mnie max predkosc z jaka mogles jechac zeby Cie ta zatoczka objechac normalnym autem, bez wymuszenia jakichs masakrycznych manewrow, a nie wspominales zebys musial takowe wykonywac. 30 a 80km/h to dosc spore miniecie sie z faktami jak na moj gust.
                                    • tomek854 Re: Byłem w Polsce ;-) 24.04.12, 19:18
                                      Aha. No to jechałem 30 km/h. I co, wtedy wyprzedzanie po zatoczce i wciskanie się w mój odstęp bezpieczeństwa jest ok?

                                      Przy 90 to może faktycznie wyprzedzili mnie w innym miejscu gdzie zatoczka przechodziła w prawoskręt albo coś.