Dodaj do ulubionych

Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ...

01.02.10, 10:12
A po co w Warszawie kolejne muzeum medycyny? Nie wystarczy większość istniejących szpitali?
Obserwuj wątek
    • grisza14 Niedawno oprowadzalem moich pracownikow 01.02.10, 10:32
      z zakladu diagnostycznego ze szpitala w jednym z niewielkich miast
      zachodnioeuropejskich w analogicznej placowce szpitala akademickiego
      w milionowym miescie polskim.Powrot w lata 70-e to malo powiedziane.
      • borow4 luz niedlugo wszystko bedzioe jak muzeum 01.02.10, 22:17
        • borow4 odkryli tez neodertalczyka 01.02.10, 22:18
          • borow4 kopac ja mac 01.02.10, 22:18
    • Gość: tadek wystarczy wejść do pierwszego lepszego IP: 195.242.183.* 01.02.10, 13:51
      szpitala i ma się muzeum medycyny :)

      a tak wogóle to stop muzeom, ruinom wpisywanym bezmyślnie do rejestrów. Trzeba
      się rozwijać, budować, inwestować a nie otwierać nowe muzea i skanseny.
    • Gość: ... Do środka wchodziłoby się przez mózg... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.10, 16:15
      ... a wychodziło "per rectum" ?!

      Otwierałoby to interesujące pole do popisu dla projektanta wnętrz. No, chyba
      że planiści zdecydowaliby się na wystrój w konwencji grafiki towarzyszącej
      scenie urodzin w Sensie Życia w/g Monty Pythona... ;)

      A tak poważniej:

      >>> Nie przekreślałbym gablot i preparatów w formalinie! <<<

      Niestety rozpanoszyła się ostatnio moda na pokazywanie w muzeach różnorakich
      diagramów, plansz edukacyjnych, materiałów multimedialnych, plastikowych
      modeli, reprodukcji itp. itd. Wszystko to kolorowe, migające, gadające i
      błyszczące więc niby bardzo atrakcyjne. Tylko, że zapomina się o jednym
      "drobiazgu": już wymyślono internet...

      Każdy internauta może dziś w każdej chwili zajrzeć do encyklopedii (
      en.wikipedia.org/wiki/Human_brain ), obejrzeć diagramy (
      images.google.com/images?oe=utf-8&q=brain+anatomy ) , ściągnąć
      przykładowe zdjęcia z tomografii (
      images.google.com/images?hl=en&q=brain+CT ) itd. Za kilka lat
      upowszechnią się telewizory i monitory 3D - już teraz jest na rynku kilka
      rozwiązań od anaglifów (czerwono-turkusowych okularów) kosztujących
      kilkadziesiąt zł, po okulary LCD i specjalne monitory z dodatkowe kilkaset
      dolarów. Będą do ściągnięcia prezentacje i filmy 3D. I to wszystko będzie
      można oglądać nie ruszając się z domu. Czy muzeum będzie w stanie konkurować
      na tym polu? I czy powinno? Moim zdaniem: nie powinno. Tym co powinno być w
      muzeum i czego nie będzie miał każdy w domu to "real thing" - namacalny,
      prawdziwy, realnie istniejący przedmiot - właśnie ten preparat, będący kiedyś
      czyjąś nerką, a obecnie bytujący w formalnie...
    • Gość: ... Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.10, 16:23
      ... a wychodziło "per rectum" ?!

      Otwierałoby to interesujące pole do popisu dla projektanta wnętrz. No, chyba
      że planiści zdecydowaliby się na wystrój w konwencji grafiki towarzyszącej
      scenie urodzin w Sensie Życia w/g Monty Pythona... ;)

      A tak poważniej:

      >>> Nie przekreślałbym gablot i preparatów w formalinie! <<<

      Niestety rozpanoszyła się ostatnio moda na pokazywanie w muzeach różnorakich
      diagramów, plansz edukacyjnych, materiałów multimedialnych, plastikowych
      modeli, reprodukcji itp. itd. Wszystko to kolorowe, migające, gadające i
      błyszczące więc niby bardzo atrakcyjne. Tylko, że zapomina się o jednym
      "drobiazgu": już wymyślono internet...

      Każdy internauta może dziś w każdej chwili zajrzeć do encyklopedii (
      en.wikipedia.org/wiki/Human_brain ), obejrzeć diagramy (
      images.google.com/images?oe=utf-8&q=brain+anatomy ) , ściągnąć
      przykładowe zdjęcia z tomografii (
      images.google.com/images?hl=en&q=brain+CT ) itd. Za kilka lat
      upowszechnią się telewizory i monitory 3D - już teraz jest na rynku kilka
      rozwiązań od anaglifów (czerwono-turkusowych okularów) kosztujących
      kilkadziesiąt zł, po okulary LCD i specjalne monitory z dodatkowe kilkaset
      dolarów. Będą do ściągnięcia prezentacje i filmy 3D. I to wszystko będzie
      można oglądać nie ruszając się z domu. Czy muzeum będzie w stanie konkurować
      na tym polu? I czy powinno? Moim zdaniem: nie powinno. Tym co powinno być w
      muzeum i czego nie będzie miał każdy w domu to "real thing" - namacalny,
      prawdziwy, realnie istniejący przedmiot - właśnie ten preparat, będący kiedyś
      czyjąś nerką, a obecnie bytujący w formalnie...
      • Gość: ... Re: Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo ni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.10, 16:25
    • Gość: ... Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.10, 16:27
      ... a wychodziło "per rectum" ?!

      Otwierałoby to interesujące pole do popisu dla projektanta wnętrz. No, chyba
      że planiści zdecydowaliby się na wystrój w konwencji grafiki towarzyszącej
      scenie urodzin w Sensie Życia w/g Monty Pythona... ;)

      A tak poważniej:

      >>> Nie przekreślałbym gablot i preparatów w formalinie! <<<

      Niestety rozpanoszyła się ostatnio moda na pokazywanie w muzeach różnorakich
      diagramów, plansz edukacyjnych, materiałów multimedialnych, plastikowych
      modeli, reprodukcji itp. itd. Wszystko to kolorowe, migające, gadające i
      błyszczące więc niby bardzo atrakcyjne. Tylko, że zapomina się o jednym
      "drobiazgu": już wymyślono internet...

      Każdy internauta może dziś w każdej chwili zajrzeć do encyklopedii (
      en.wikipedia.org/wiki/Human_brain ), obejrzeć diagramy, ściągnąć
      przykładowe zdjęcia z tomografii itd. Za kilka lat upowszechnią się telewizory
      i monitory 3D - już teraz jest na rynku kilka rozwiązań od anaglifów
      (czerwono-turkusowych okularów) kosztujących kilkadziesiąt zł, po okulary LCD
      i specjalne monitory z dodatkowe kilkaset dolarów. Będą do ściągnięcia
      prezentacje i filmy 3D. I to wszystko będzie można oglądać nie ruszając się z
      domu. Czy muzeum będzie w stanie konkurować na tym polu? I czy powinno? Moim
      zdaniem: nie powinno. Tym co powinno być w muzeum i czego nie będzie miał
      każdy w domu to "real thing" - namacalny, prawdziwy, realnie istniejący
      przedmiot - właśnie ten preparat, będący kiedyś czyjąś nerką, a obecnie
      bytujący w formalnie...
      • Gość: ... Re: Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo ni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.10, 16:30
        Posty pojawiają się i znikają i znowu pojawiają...
    • Gość: logo24 kołtun IP: *.chello.pl 01.02.10, 19:20
      Kołtun jest, a raczej był, rodzajem grubego dreda na głowie, zbitym na twardo,
      sfilcowanym, brudnym i pełnym robactwa warkoczem tworzonym bynajmniej nie dla
      urody i mody, a ze strachu przed diabłem, śmiercią i chorobami. Na przełomie
      wieków energiczne cięcia kołtunów przez dr. Józefa Dietla, późniejszego
      prezydenta Krakowa, zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach
      polskich włościan urządzenia. Kołtun dorobił się w światowej nomenklaturze
      medycznej łacińskiej nazwy, brzmi ona niepokojąco: plica polonica.
      Etnografowie dają nam obraz wiedzy o kołtunie. Zwany był on też goźdźcem,
      gwoźdzcem lub pliką. ?Kołtun może być zewnętrzny, wewnętrzny, samiec, lub
      samica, gdy to pod nim, a nie w nim znajduje się robactwo". W kołtunie według
      ludu mieszkały choroby, najczęściej dziewięć, obcięcie powodowało, że
      atakowały nosiciela. Najryzykowniejszym działaniem było odcięcie kołtuna
      nożyczkami. Mógł się pogniewać i "połamać chorego". Robiono to więc ostrożnie:
      "dzień powinien być pogodny, chory na czczo, i nigdy w piątek. Najbezpieczniej
      obcinać w Wielką Sobotę, gdy dzwonią pierwszy raz na rezurekcję". Miejscami,
      gdzie cięto bezpiecznie kołtuny, były Kalwaria Zebrzydowska i kościół Mariacki
      w Krakowie, którego zaplecza były "powszechnym składem kołtunów".
    • zawadzinski Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ... 10.03.10, 00:29
      Doceniam pomysł stworzenia placówki popularyzującej medycynę. Jednak trzydziestoletnia historia zmagań o powstanie takiej instytucji wskazuje na skalę trudności. Większe zrozumienie u decydentów miało powstanie Muzeum Komunizmu „Socland”, które można zwiedzać w podziemiach Pałacu Kultury i Nauki. W Muzeum Techniki znajduje się od 1955 roku manekin ludzki, wykonany z przezroczystego tworzywa. Wciśnięcie odpowiedniego guzika oświetla wybrany narząd, każdy w innym kolorze. Wygląda na to, że jeszcze długo będzie spełniać ważną rolę edukacyjną wśród rzesz polskiego społeczeństwa.

      Pragnę jednak powrócić do zasadności, wręcz konieczności stworzenia zwykłego „muzeum z gablotami i preparatami”, o którym wspomniano w artykule. Od dziesięcioleci wyrzucane są ze szpitali na śmietnik zużyte narzędzia i sprzęt medyczny, z których wiele ma wartość historyczną oraz dydaktyczną Także giną bezpowrotnie i bezmyślnie cenne akta. W latach siedemdziesiątych pracowałem w warszawskim Szpitalu PSK nr 1. Obecnie powrócił do historycznej nazwy Szpitala Dzieciątka Jezus. Dzięki poparciu dyrektora szpitala zgromadziłem i zabezpieczyłem wartościowy pod względem historycznym sprzęt, który przetrwał tylko rok. Nowo powstała komisja kasacyjna poleciła wynieść cały zbiór z budynku i zniszczyć, co też się stało. Kiedy dowiedziałem się o tym fakcie, pobiegłem na miejsce tragedii i z całego zbioru pozostała góra złomu. Cudem przetrwała masakrę łyżka do zupy z przedwojennego wyposażenia szpitala. Trafiona młotem wbiła się w mokrą ziemię. Na rękojeści widnieje napis „Szpital Dz. Jezus”. Widelec nie miał takiego szczęścia i przepadł. Znajomy lekarz opowiedział mi po latach ciekawe zdarzenie. Kiedy część klinik przeniosła się do nowo wybudowanego Szpitala CSK nr 1, w jednym z budynków zauważył w stercie papierów przygotowanej do zniszczenia wystające dwie jak się okazało akwarele sygnowane przez Le Bruna. Był to chirurg, niezwykle uzdolniony artystycznie, pracujący w tym budynku przed wojną. Jego antenat był nadwornym rzeźbiarzem Stanisława Augusta.

      Kolejne zdarzenie z tamtych latach miało miejsce w Klinice Okulistycznej. Dowiedziałem się, iż na strychu kliniki znajduje się archiwum gromadzące zbiór historii chorób sięgający lat przedwojennych. Najciekawsze pod względem historycznym były dokumenty z lat okupacji. Wziąłem do ręki kilka historii z września 1939 roku. Ciarki przechodziły mi po plecach kiedy czytałem opisy badania przy przyjęciu kolejnych chorych. Podaję przykładowo z pamięci. „Chora lat 50 wydobyta z gruzów budynku Hoża 9. Rozległa rana gałki ocznej, oraz powieki górnej po stronie prawej” kolejny opis „ Mężczyzna lat 30, po wybuchu bomby Wilcza 60” itd. Niezwykła, przejmująca dokumentacja cierpień ówczesnych warszawiaków.

      Prof. Garnuszewskiego poznałem w połowie lat sześćdziesiątych w Szczecinie w czasie moich studiów. Dziesięć lat później odwiedziłem go w Szpitalu Wolskim przy ulicy Kasprzaka. Oprowadził mnie po dopiero co zorganizowanej wystawie zgromadzonego w okresie kilku lat zabytkowego sprzętu medycznego, pochodzącego z warszawskich szpitali. Samych aparatów odmownych było ponad pięćdziesiąt. Wtedy także po raz pierwszy zobaczyłem okulary prof. Zeylanda, przydepnięte i uszkodzone przez ss-mana wykonującego egzekucję w Szpitalu Wolskim na Płockiej. Wkrótce prof. Garnuszewski stracił serce do swojej kolekcji na korzyść akupunktury. Został krajowym konsultantem w tej dziedzinie. Stworzył Stołeczne Centrum Akupunktury. Zbiór trafił do Szczecina. Istnieje pilna potrzeba rewindykacji „warszawskiej kolekcji sprzętu medycznego”. Umożliwia to precedens, gdyż warszawiacy oddali szczecinianom konny pomnik Condotiera Colleoniego. Problem w braku lokalu i profesjonalnie przygotowanych muzealników czujących temat. Potrafiących pozyskiwać ciekawe okazy z rożnych instytucji, także od osób prywatnych.

      GBL, a szczególnie Dział Zbiorów Specjalnych na ul. Jazdów 1A posiada kilka witryn i gablot wypełnionych niezwykłymi pamiątkami po znanych medykach warszawskich, ale nie ma możliwości i powierzchni magazynowej do nawet tymczasowego przetrzymywania zabytkowego sprzętu medycznego. Przy okazji dyskusji nad bardzo kontrowersyjnym projektem budowy muzeum okrakiem nad Trasą Łazienkowską, w pobliżu Zamku Ujazdowskiego zachodzi podobno możliwość zagrożenia dla Działu Zbiorów Specjalnych, którego zasób to "genealogia medycyny warszawskiej". Jeżeli to prawda, to środowisko lekarskie, ale także warszawiacy powinni żywo zaprotestować, włącznie z zadymą w Al. Ujazdowskich oraz przed ratuszem.


      Proponuję na zakończenie obejrzeć kilka ciekawszych okazów z mojego zbioru, który w przyszłości chciałbym przekazać do właściwej placówki, chociażby do GBL-u.

      Zdjęcie przedstawia miskę cyrulicką z początku ubiegłego wieku. Był to zarazem znak cechu cyrulików, balwierzy i chirurgów. Kolejność dowolna. Koledzy chirurdzy mogliby rozważyć możliwość powrotu do korzeni i ponowne przyjęcie tego historycznego wyróżnienia.

      img91.imageshack.us/img91/2613/img9656copy.jpg
      Sześć niderlandzkich płytek ceramicznych w charakterystycznym stylu i kolorze Delft Blauw, przedstawiających scenę zabiegu wykonywanego przez chirurga, jak głosi niewidoczny u góry napis. Zwraca uwagę miska cyrulicka na oknie.

      img188.imageshack.us/img188/9342/image0012u.jpg
      Flebotom, czyli puszczadło cyrulickie. Przyrząd ten służył do upuszczania krwi, poprzez nacięcie jednej z obwodowych żył. Jeden z najstarszych poza lewatywą zabiegów w medycynie. Wykonany na początku ubiegłego wieku w znanej warszawskiej firmie „Bieńkowski”, która mieściła się w zlikwidowanym przez władze carskie kościele św. Benona na Nowym Mieście. Firma ta produkowała narzędzia rolnicze, chirurgiczne, a w okresie Powstania Styczniowego także kosy. Przed wojną luksusowe sztućce. Istniała do sierpnia 1944. Po wojnie reaktywowana, ostatecznie kilka lat temu padła.

      img91.imageshack.us/img91/8137/noep.jpg
      Łyżka z kompletu sztućców, które otrzymywał przy przyjęciu do Szpitala Dzieciątka Jezus każdy chory. Były w użyciu jeszcze po wojnie, wyparte później przez znane aluminiowe produkty firmy „Stojadła”.

      img405.imageshack.us/img405/7686/szpitaldzjazuscopycopysl0.jpg

      Łączę wyrazy szacunku

      Janusz Zawadzińsk
    • Gość: gość. Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ... IP: 195.187.156.* 04.01.11, 11:40
      Szkoda.Wiele osoó na nie czeka.
    • Gość: gość. Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ... IP: 195.187.156.* 04.01.11, 11:42
      Szkoda wiele osób na nie czeka i to nie tylko lekarzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka