Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze (nie dla delikatesów)

01.12.10, 19:22
Dlaczego NIE NALEŻY zatrzymywać się na autosteradzie bez potrzeby.

i189.photobucket.com/albums/z60/jimboy124/rob6.jpg
i189.photobucket.com/albums/z60/jimboy124/rob5.jpg
i189.photobucket.com/albums/z60/jimboy124/rob4.jpg
i189.photobucket.com/albums/z60/jimboy124/rob3.jpg
i189.photobucket.com/albums/z60/jimboy124/rob1.jpg
To zostało z furgonetki wulkanizacyjnej która przyjechała zmienić oponę w TIRze a inny w nią uderzył...
Obserwuj wątek
    • rrc84 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 01.12.10, 19:40
      Doskonały przykład dlaczego przy zatrzymaniu auta na pasie awaryjnym w celu np. zmiany koła, powinno się grzecznie wypraszać wszystkich pasażerów podróżujących z nami i wręczając każdemu kamizelkę ostrzegawczą poprosić o zajęcie miejsca poza jezdnia (za barierką energochłonną).
    • 0rwell "Nie należy"???? 01.12.10, 21:19
      Głupi zakaz! Głupi!
      Tak samo jak chcę jechać 200 na godzinę - jadę! Chcę i mogę.
      Nic komu do tego. Niby po co mam na liczniku 220?
      Autostrady są po to są po to żeby szybko jeżdzić.
      A pobocza, żeby na nich stawać na siku. A te barany z rządu tylko by zakazywały!
      • nazimno Uwazaj na A4 na odcinku 02.12.10, 10:16
        Wroclaw - most na rzece Bobr / wyjazd na "297" ( za mostem juz jest A18, tam w strone granicy juz pasy awaryjne sa).
        Gdy Ci sie zachce siusiu, to masz to szanse zrobic tylko w zatoczkach.
        Pasa awaryjnego bowiem tam nie ma.

        PS
        I pamietaj, najwazniejsze!!! Tylko z wiatrem!
    • lisekrudy Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 02.12.10, 11:10
      tomek854 napisał:

      > To zostało z furgonetki wulkanizacyjnej która przyjechała zmienić oponę w TIRze
      > a inny w nią uderzył...

      Eeee tam.... Wyklepie się.

      L.
    • emes-nju Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 02.12.10, 11:35
      Przeciez od razu widac, ze to efekt "niedostosowania" i "niezachowania". A przeciez wystarczyloby "dostosowac" i "zachowac". Na polskich drogach to MA dzialac... :-/

      Hm... Nie bardzo rozumiem... Pokazujesz nam, ze niebezpiecznie jest zatrzymywac sie na pasie awaryjnym.

      To dlaczego jak pisze o zagrozeniach jake niosa powstajace masowo budowle w osi polskich duktow tranzytowej, to ze mnie kpisz? No sorry - jak cos w osi jezdni uzywanej przez wszelkie rodzaje ruchu (wyprzedz w ostatniej chwili zauwazonego zamaskowanego rowerzyste jak po lewej przyklejony jestes do betonu) moze byc mniej niebezpieczne od samochodu na pasie awaryjnym drogi przeznaczonej tylko dla pojazdow samochodowych? :-P
      • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 10:24
        emes-nju napisał:

        > Hm... Nie bardzo rozumiem... Pokazujesz nam, ze niebezpiecznie jest zatrzymy
        > wac sie na pasie awaryjnym
        .

        Nie, on pokazal jak niebezpieczne sa wysokie predkosci nawet na drogach specjalnie do takich predkosci przystosowanych i nawet wyposazonych w pasy awaryjne.

        • emes-nju Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 10:36
          hannni napisał:

          > Nie, on pokazal jak niebezpieczne sa wysokie predkosci nawet na drogach
          > specjalnie do takich predkosci przystosowanych i nawet wyposazonych w
          > pasy awaryjne.

          Swiatlosc plynie z ust waszeci!

          Ale wiesz, ze obowiazujace na polskich drogach w rejonie wysepek poza terenem zabudowanym 90 i czasem 70 km/h, to tez "wysokie predkosci"? Szczegolnie w czasie np. proby ominiecia w ostatniej chwili zauwazonego nieoswietlonego rowerzysty. Oczywiscie dla poprawy bezpieczenstwa tego nieoswietlonego rowerzysty oznakowanie wysepki najpierw daja kierowcy szpryce po oczach. Zeby bylo bezpieczniej :-P
        • kozak-na-koniu Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:07
          hannnnnia napisała:

          > Nie, on pokazal jak niebezpieczne sa wysokie predkosci nawet na drogach
          > specjalnie do takich predkosci przystosowanych i nawet wyposazonych w p
          > asy awaryjne.

          Nie taniu. Tomek854 napisał:
          "Dlaczego NIE NALEŻY zatrzymywać się na autosteradzie bez potrzeby."

          Czy hania potrzebuje szczegółowych wyjaśnień? Może jakiś rysunek poglądowy?
          • hannni Koza sie stara ale... 03.12.10, 12:19
            Koza musialabys pojac nie jedno zdanie a dwa i to na raz. A to jak wiadomo zbyt wiele dla kozy.

            koza-bez-konia napisała:

            > Tomek854 napisał:
            > [i]"Dlaczego NIE NALEŻY zatrzymywać się na autosteradzie bez potrzeby."

            A dlaczego Julka "nie nalezy"? Wlasnie z powodu wysokich predkosci , jakie sa na autostradzie dozwolone. A dlaczego sa tam dozwolone Julka? Miedzy innymi dlatego bo pojazdom nie wolno sie tam zatrzymywac, nawracac ani wlaczac do ruchu, gdzie popadnie.

            Znow za trudne?
            • emes-nju Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 12:40
              hannni napisał:

              > dlatego bo pojazdom nie wolno sie tam zatrzymywac

              To po jaka cholere robi sie na autostradach pasy awaryjne? Nawet zdaje sie w Szwajcarii :-P
              • hannni Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 12:55
                emes-nju napisał:

                > To po jaka cholere robi sie na autostradach pasy awaryjne?

                Po to, zeby mogly sie zatrzymac tylko w sytuacjach awaryjnych, gdy nie jest w stanie jechac dalej a nie po to, zeby zjesc kanapki i zrobic siku.
                Gdyby kazdy mogl sie tam zatrzymywac wedle uznania to przestalaby to byc autostrada.
                • emes-nju Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 12:57
                  No to teraz odnies jakos swoja swiatla wypowiedz do tematu tego watku :-P
                  • hannni Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 13:03
                    emes-nju napisał:

                    > No to teraz odnies jakos swoja swiatla wypowiedz do tematu tego watku :-P

                    Jest odniesiona i to az nadto wyraznie. Musialbys tylko to jeszcze zrozumiec.

                    Powtorze to, co napisalem twojemu bratu-blizniakowi:

                    "Teraz uwazaj:
                    Kierowca jechal zapewne z predkoscia 80-90 km/h czyli normalna i zwykle bezpieczna predkoscia na autostradzie. Zaistniala, wyjatkowa sytuacja ukazala jednak, jak niebezpieczne nawet w takich warunkach moga byc takie szybkosci. Bo ludzie popelniaja bledy.
                    I kierowca popelnil bez watpienia blad. A wypadek ten ukazuje, jak predkosci normalne i zwykle bezpieczna na autostradzie w innych sytuacjach (awaria nawet na autostradzie, lub zupelnie nieoprzystosowane drogi) moga byc i sa niebezpieczne."
                    • emes-nju Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 13:07
                      Czy nosisz ze soba karteczke z napisem WDECH-WYDECH, zeby nie zapomniec o tej wysoce skomplikowanej czynnosci?

                      Sorry, ale poziom powyzszej wypowiedzi i jej powiazanie z moim wpisem pozwala mi podejrzewac, ze twoja inteligencja jest zblizona do tej, jaka musi sie zadowalac rozwielitka...
                      • hannni Re: Koza sie stara ale... 03.12.10, 13:09
                        Jakos od razu czulem, ze i tak niczego nie zrozumiesz.
                        • kozak-na-koniu Hania sie stara ale... 03.12.10, 13:26
                          hannnnnia napisała:

                          > Jakos od razu czulem, ze i tak niczego nie zrozumiesz.

                          Niech hania próbuje, niech hania się nie zniechęca. Jak to mówią, gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo - to po łacinie. Hani na pewno się uda...:D
                          • tomek854 Re: Hania sie stara ale... 07.12.10, 03:20
                            Wiecie co Wam powiem, emes, hanni i kozak?

                            Weźcie głęboki oddech, nabierzcie trochę dystansu do siebie, odchylcie się wygodnie w fotelu i przeczytajcie sobie jeszcze raz tą waszą pseudodyskusję.

                            Czepiacie się wzajemnie jakichś pierdół tylko po to, zeby sobie nawzajem dowalić.

                            Nie szkoda Wam życia?
                            • edek40 Re: Hania sie stara ale... 07.12.10, 11:34
                              > Czepiacie się wzajemnie jakichś pierdół tylko po to, zeby sobie nawzajem dowalić.

                              A od czego jest forum?
                              • tomek854 Re: Hania sie stara ale... 07.12.10, 22:38
                                Od miłego spedzania czasu na rozrywce i pouczającej, produktywnej dyskusji? :-)

                                Wiesz, nie zrozum mnie źle, ja też czasem lubię się poprzekomarzać, ale wy spędzacie całe dnie na krecenie się w kółko. Na prawdę nie żal Wam czasu?
                                • edek40 Re: Hania sie stara ale... 08.12.10, 16:27
                                  > Wiesz, nie zrozum mnie źle, ja też czasem lubię się poprzekomarzać, ale wy spęd
                                  > zacie całe dnie na krecenie się w kółko. Na prawdę nie żal Wam czasu?

                                  Tak juz mam w pracy, ze albo ogladam eeeee... akty, albo boksuje sie z hannnnnnia. Patrzenie czy technika wlasciwie pracuje jest nuzace, choc niestety konieczne.
      • tomek854 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 03:18
        > To dlaczego jak pisze o zagrozeniach jake niosa powstajace masowo budowle w
        > osi polskich duktow tranzytowej
        , to ze mnie kpisz? No sorry - jak cos w osi
        > jezdni uzywanej przez wszelkie rodzaje ruchu (wyprzedz w ostatniej chwili zauw
        > azonego zamaskowanego rowerzyste jak po lewej przyklejony jestes do betonu) moz
        > e byc mniej niebezpieczne od samochodu na pasie awaryjnym drogi przeznaczonej t
        > ylko dla pojazdow samochodowych? :-P

        Na którychś z filmów, bodajże mejsona, było zdjęcie TIRa który jadąc z prędkością odpowiednią dla "polskiego duktu tranzytowego" zahaczył o krawężnik wysepki...

        Tu masz przykład co się dzieje, gdy TIR jadący z prędkoscią odpowiednią dla autostrady "zahacza" stojący na poboczu wóz serwisowy. Widzisz różnicę?
    • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 02.12.10, 11:45
      Nie pedagogiczne. Nic o nadmiernej predkosci czy niedostosowaniu. Na tym forum, Tomku, musisz sie duzo bardziej postarac :)
      • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 10:28
        edek40 napisał:

        > Nie pedagogiczne. Nic o nadmiernej predkosci czy niedostosowaniu.

        Ten wypadek pokazuje, jakim zagrozeniem sa wysokie predkosci nawet na dostosowanych do nich drogach.
        Nie brak tlukow nie mogacych ciagle pojac, dlaczego takie predkosci mialyby byc zagrozeniem na znacznie gorszych i nie przystosowanych do nich drogach. Przeciez "widac".
        • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 11:40
          > Ten wypadek pokazuje, jakim zagrozeniem sa wysokie predkosci nawet na dostos
          > owanych
          do nich drogach.
          > Nie brak tlukow nie mogacych ciagle pojac, dlaczego takie predkosci mialyby byc
          > zagrozeniem na znacznie gorszych i nie przystosowanych do nich drogach. Przeci
          > ez "widac".

          Jak widac na zalaczonym obrazku nie brakuje tlukow wiarzacych wszystko z duzymi predkosciami. Oczywiste jest naturalnie to, ze ty godzisz sie na to, aby na autostradach mozna bylo sie zatrzymywac wszedzie i zawsze, pod warunkiem, ze predkosc maksymalna bedzie wynosila 25 km/h. Wtedy wilk bedzie syty i owca cala. Setki tysiecy beda jezdzily p-o-w-o-l-u-t-k-u, aby uniknac kraksy takiej, jaka zalaczyl Tomek. Bo powiazac te krakse z niewlasciwym oznakowaniem miejsca naprawy jest juz ciezej. Lepiej powiazac z "wielkimi" predkosciami, jakie rozwijaja TIRy w Wielkiej Brytanii. Od kiedy bowiem do UK wyjechal Tomek i inni Polacy, predkosci TIRow wzrosly tam do 200 km/h.
          • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:08
            edek40 napisał:

            > Jak widac na zalaczonym obrazku nie brakuje tlukow wiarzacych wszystko z duzymi
            > predkosciami.

            Czyzby do tego wypadku doszlo przy malej predkosci?

            > Oczywiste jest naturalnie to, ze ty godzisz sie na to, aby na au
            > tostradach mozna bylo sie zatrzymywac wszedzie i zawsze, pod warunkiem, ze pred
            > kosc maksymalna bedzie wynosila 25 km/h.

            Oczywiste jest ze znow plodzisz paranoidalne historyjki i przekonujesz sam siebie, ze tak wlasnie mysla inni.


            • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:18
              > Czyzby do tego wypadku doszlo przy malej predkosci?

              Zacytuje Tomka, bo on juz jest prawie Szkotem, wiec moze byc przez ciebie uwazany za rownego sobie, nie to co ten wschodnioeuropejski motloch (czyli np. edek40):

              "To zostało z furgonetki wulkanizacyjnej która przyjechała zmienić oponę w TIRze a inny w nią uderzył... "

              Tomek wprawdzie nie napisal z jaka jechal predkoscia ten TIR, ktory rozsmarowal te furgonetke, ale zakladam, ze byla nadmierna. Oczywiscie, ja, mieszkaniec wschodnioeuropejskiej dziczy, wiazalbym te krakse z niewlasciwym oznakowaniem miejsca awarii, ale rozumiem, ze dla europejczyka te 80-90 km/h, rozwijane przez TIRa to stanowczo za wiele.

              > Oczywiste jest ze znow plodzisz paranoidalne historyjki i przekonujesz sam sieb
              > ie, ze tak wlasnie mysla inni.

              j.w.
              • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:23
                edek40 napisał:

                > Tomek wprawdzie nie napisal z jaka jechal predkoscia ten TIR, ktory rozsmarowal
                > te furgonetke, ale zakladam, ze byla nadmierna.

                Tak zakladasz ty.
                Ja zakladam, ze nie byla niska bo autostrady sluza wlasnie do szybkiego przemieszczania sie i tak pewnie jechala ta ciezarowka.

                > dla europejczyka te 80-90 km/h, rozwijane przez TIRa to stanowczo za wiele.

                Kto, gdzie poza toba napisal tu, ze bylo to "za wiele"?
                Znow masz jakies halucynacje i rozdwojenie jazni.

                • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:30
                  > Tak zakladasz ty.

                  Nieprawda. Taka jest linia naszych wladz. Jesli doszlo dokolizji, znaczy ze predkosc byla nadmierna. Nawet jesli bylo to tylko 5 km/h. Nie nadmierna jest tylko wtedy, gdy do kolizji nie dochodzi. Inaczej rzecz ujmujac, kazda predkosc nie zerowa, z jaka jeden zderzak wnika w drogi, jest nadmierna.

                  > Ja zakladam, ze nie byla niska bo autostrady sluza wlasnie do szybkiego przemie
                  > szczania sie i tak pewnie jechala ta ciezarowka.

                  Jaka jest predkosc bezpieczna dla TIRa na autostradzie? Ale bez unikow. W miare konkretnie.

                  > Kto, gdzie poza toba napisal tu, ze bylo to "za wiele"?

                  Skoro piszesz, ze takie skutki rozwijania wielkich predkosci, to zakladam, ze uznajesz je za wysokie.
                  • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:45
                    edek40 napisał:

                    > > Tak zakladasz ty.
                    >
                    > Nieprawda. Taka jest linia naszych wladz. Jesli doszlo dokolizji, znaczy ze pre
                    > dkosc byla nadmierna. Nie nadmierna jest tylko wtedy, gdy do kolizji nie dochodzi.

                    Dobierasz sobie teorie w zaleznosci od pogody?
                    Moze sie w koncu zdecyduj czy "tylko" nadmierna predkosc czy "zaledwie" 30% jak ostatnio pisales w innym watku:

                    > Jaka jest predkosc bezpieczna dla TIRa na autostradzie? Ale bez unikow. W miare
                    > konkretnie.

                    Naprawde myslisz, ze podam ci teraz jakas liczbe? Idiotyczne pytanie i oczekiwanie autora na rownie idiotyczna odpowiedz. Daruje sobie.
                    Teraz uwazaj:
                    Kierowca jechal zapewne z predkoscia 80-90 km/h czyli normalna i zwykle bezpieczna predkoscia na autostradzie. Zaistniala, wyjatkowa sytuacja ukazala jednak, jak niebezpieczne nawet w takich warunkach moga byc takie szybkosci. Bo ludzie popelniaja bledy.
                    I kierowca popelnil bez watpienia blad. I wypadek ten ukazuje, jak predkosci normalne i zwykle bezpieczna na autostradzie w innych sytuacjach (awaria, lub zupelnie nieoprzystosowane drogi) moga byc i sa niebezpieczne.

                    I tak z tego nic nie zrozumiesz i bedziesz dalej klepal swoja mantre. Powodzenia.

                    > Skoro piszesz, ze takie skutki rozwijania wielkich predkosci, to zakladam, ze uznajesz je za wysokie.

                    Jak wyzej: Takie skutki sa szczegolnie w nieprzystosowanych do nich warunkach, jak nieprzystosowane drogi lub wyjatkowe sytuacje nawet na autostradach - bo awarja samochodu jest wlasnie wyjatkowa sytuacja. Jak widac juz to wystarczylo do ciezkiego wypadku.
                    • kozak-na-koniu Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:02
                      hannnnnia napisała:

                      > Jak wyzej: Takie skutki sa szczegolnie w nieprzystosowanych do nich warunkach,
                      > jak nieprzystosowane drogi lub wyjatkowe sytuacje nawet na autostradach - bo aw
                      > arja samochodu jest wlasnie wyjatkowa sytuacja. Jak widac juz to wystarczylo do
                      > ciezkiego wypadku.

                      Co według hani powinien był zrobić kierowca TIRa? Może jechać jak w Grazu 30 - no, najwyżej 33,3km/godz., tak na wszelki wypadek? No bo, brzecież nie ma obowiązku zawsze jechać z najwyższą dozwoloną prędkością, prawda?:D
                      Aha: haniu, po polsku nie pisze się awarja, tylko awaria i nie dlatego bo, tylko dlatego, że.
                      • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:06
                        koza-bez-konia napisała:

                        > Co według hani powinien był zrobić kierowca TIRa?

                        Moglby mniej maltretowac koze. To byloby juz cos.
                    • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:08
                      > Kierowca jechal zapewne z predkoscia 80-90 km/h czyli normalna i zwykle bezp
                      > ieczna
                      predkoscia na autostradzie. Zaistniala, wyjatkowa sytuacja uk
                      > azala jednak, jak niebezpieczne nawet w takich warunkach moga byc takie
                      > szybkosci. Bo ludzie popelniaja bledy.

                      Znaczy, ze jednak nalezy ograniczyc predkosc na autostradzie. Skoro bowiem ogranicza sie predkosc na glownej, aby kazdy mogl popelnic blad wyjazdu na te droge bez patrzenia, to chyba nalezy zrobic cos z tymi autostradami.
                      • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:20
                        edek40 napisał:

                        > Znaczy, ze jednak nalezy ograniczyc predkosc na autostradzie.

                        Nikt juz chyba nie oczekuje po tobie, zebys napisal cos sensownego.

                        > Skoro bowiem ogranicza sie predkosc na glownej, aby kazdy mogl popelnic blad wyjazdu na
                        > te droge bez patrzenia, to chyba nalezy zrobic cos z tymi autostradami.

                        Kolejny pokaz rozmowania zerojedynkowca: Skoro predkosc zabic moze wszedzie, nalezy wszedzie ograniczyc ja do zera albo wszedzie jezdzic tak, jak po autostradach.
                        Gdybym tego nie znal to bym sie zdziwil, ze w ogole mozna (powaznie) tak myslec.

                        Ludzie inteligentni jezdza po autostradach z predkosciami wyzszymi bo prawdopodobienstwo wypadku przy takich predkosciach jest tam znacznie nizsze niz na innych drogach. Z tego powodu gorszymi drogami jezdza wolniej, aby utrzymac ryzyko wypadku na mozliwie niskim poziomie. I to tam niezle funkcjonuje.


                        • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:28
                          > Nikt juz chyba nie oczekuje po tobie, zebys napisal cos sensownego.

                          Ja tylko logicznie odnosze sie do twoich wypocin.

                          > Ludzie inteligentni jezdza po autostradach z predkosciami wyzszymi bo prawdo
                          > podobienstwo
                          wypadku przy takich predkosciach jest tam znacznie nizsze niz
                          > na innych drogach.

                          O, widzisz. Wlasnie dlatego na autostradzie wolno z reguly cos kolo 130 km/h, a na szosie 90 km/h. Jednak na szosie ciagle na wszeli wypadek bardziej ogranicza sie predkosc. Pytam po co, skoro juz jest ograniczona na wszelki, czesciej niz na autostradzie wysepujacy, wypadek?
                          • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:38
                            edek40 napisał:

                            > Ja tylko logicznie odnosze sie do twoich wypocin.

                            Nie, ty tylko nie rozumiesz tego, co pisze i piszesz brednie majace sie do tego nijak.

                            > O, widzisz. Wlasnie dlatego na autostradzie wolno z reguly cos kolo 130 km/h, a
                            > na szosie 90 km/h. Jednak na szosie ciagle na wszeli wypadek bardziej ogranicz
                            > a sie predkosc. Pytam po co,

                            Na autostradzie tez "ciagle na wszeli wypadek bardziej ogranicza sie predkosc" w okreslonych miejscach, wlasnie po to, zeby zniwelowac w ten sposob podwyzszone zagrozenie, ktore byloby tam, gdyby tej predkosci nie ograniczono.



                            • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 14:07
                              > Na autostradzie tez "ciagle na wszeli wypadek bardziej ogranicza sie predkosc"
                              > w okreslonych miejscach, wlasnie po to, zeby zniwelowac w ten sposob podwyzszon
                              > e zagrozenie, ktore byloby tam, gdyby tej predkosci nie ograniczono.

                              I myslisz, ze to staranowanie furgonetki mialo miejsce wlasnie w takim magicznym punkcie? Bo przypominam, ze caly watek zaczal sie od staranowania furgonetki z uwagi na wielkie predkosci. Znaczy sie jednak ten taranujacy TIR nie dostosowal czy jechal z nadmierna?
                              • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 14:25
                                edek40 napisał:

                                > I myslisz, ze to staranowanie furgonetki mialo miejsce wlasnie w takim magiczny
                                > m punkcie?

                                To nie jest zaden "magiczny" punkt tylko (w tych warunkach) najzwyczajniej punkt o wyzszym ryzyku wypadku.

                                > Bo przypominam, ze caly watek zaczal sie od staranowania furgonetki z uwagi na wielkie
                                > predkosci.

                                Ila razy mam jeszcze pisac, zebys w koncu zrozumial, ze w normalnych warunkach na autostradzie szybkosc, z jaka jechala ciezarowka nie byla zbyt wielka.
                                Problem w tym, ze w tym miejscu i w tym czasie warunki wlasnie nie byly normalne.

                                Sytuacja, jaka niespodziewanie zaistniala w tym punkcie zblizyla normalne warunki panujace na auostradzie do warunkow panujacych na zwyklych drogach. Stad wlasnie zalecenia dla (wszystkich) kierowcow, aby w takich sytuacjach zachowali szczegolna ostroznosc.

                                Ciagle nie rozumiesz i sie "gubisz"



                                • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 14:29
                                  > To nie jest zaden "magiczny" punkt tylko (w tych warunkach) najzwyczajniej punk
                                  > t o wyzszym ryzyku wypadku.

                                  Tam gdzie TIRy lapia gume?

                                  > Ila razy mam jeszcze pisac, zebys w koncu zrozumial, ze w normalnych warunkach
                                  > na autostradzie szybkosc, z jaka jechala ciezarowka nie byla zbyt wielka.
                                  > Problem w tym, ze w tym miejscu i w tym czasie warunki wlasnie nie byly norm
                                  > alne
                                  .

                                  Znaczy sie nalezalo tu ograniczyc predkosc z uwagi na nienormalne warunki. A tam, gdzie nie bylo wypadku nie ograniczac.

                                  > Ciagle nie rozumiesz i sie "gubisz"

                                  Ja wszystko rozumiem. Ale wnioski nie sa dla ciebie zbyt pochlebne.
                                  • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 15:41
                                    edek40 napisał:

                                    > Tam gdzie TIRy lapia gume?

                                    Ty chyba jako dziecko zlapales gume na mozgu i to nieodwracalnie.
                                    Jeszcze raz, powoli i wyraznie specjalnie dla edka z guma: Miejsce, w ktorym staly oba samochody na pasie awaryjnym nie bylo zadnym "magicznym" miejscem, tylko miejscem, ktore w warunkach normalnego ruchu na autostradzie bylo miejscem o podwyzszonym ryzyku wypadku.


                                    > Znaczy sie nalezalo tu ograniczyc predkosc z uwagi na nienormalne warunki.

                                    Jesli istnialyby takie mozliwosci by to zrobiono. Ale jako ze takich mozliwosci jeszcze nie ma, kierowcy zatrzymujacy sie na pasie awaryjnym maja obowiazek oznakowac to miejsce, zeby przynajmniej tak ograniczyc ryzyko wypadku.


                                    > A tam, gdzie nie bylo wypadku nie ograniczac.

                                    Nie wypadku tylko najpierw awari. I owszem nie ograniczac, poniewaz tam ryzyko wypadku bylo normalne czyli w tych warunkach, znacznie mniejsze.


                                    > Ja wszystko rozumiem.

                                    Problem w tym, ze tylko ci sie tak wydaje.
                                    • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 15:50
                                      > Ty chyba jako dziecko zlapales gume na mozgu i to nieodwracalnie.

                                      Myslalem, ze w koncu sam do tego dojdziesz, ale nie. Napisze wiec powolutku: nie da sie przewidziec wszystkiego, wiec pi...lisz jak potluczony :) Niestety, podobnie, jak wielu miszczow od drog, ktorym sie wydaje, ze wynaleziono juz znaki na kazda okolicznosc.
                                      • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 16:18
                                        edek40 napisał:

                                        > > Ty chyba jako dziecko zlapales gume na mozgu i to nieodwracalnie.
                                        >
                                        > Myslalem, ze w koncu sam do tego dojdziesz, ale nie.

                                        To, ze z toba jest cos nie tak, widzi chyba kazdy.

                                        > nie da sie przewidziec wszystkiego, wiec pi...lisz jak potluczony :)

                                        I co ma teraz znaczyc ten komunal?
                                        Ciagle nie mozesz a, ze w lepszych, specjalnie do tego przystosowanych warunkach mozna jechac szybciej bo ryzyko wypadku jest znacznie mniejsze (choc jak widac nigdy wykluczyc go nie mozna!) niz w gorszych warunkach, w ktorych inteligencja nakazuje jechac wlasnie wolniej z powodu wyzszego ryzyka?

                                        Ciagle to jeszcze za trudne?

                                        Czy dlatego, ze "nie da sie przewidziec wszystkiego" uzywalbys pily elektrycznej bez obudowy i oslon tak samo jak nowego odkurzacza? Bo przeciez "nie da sie przewidziec wszystkiego" i nowy markowy odkurzacz tez moze cie kopnac pradem?

                                        • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 16:37
                                          > Bo przeciez "nie da sie przewidziec wszystkiego" i nowy markowy odkurzacz tez moze cie kopnac pradem?

                                          Zgadza sie. Szlag jednak by mnie trafil, gdyby ktos z uwagi na to ryzyko kazal mi odkurzac w kaloszach i gumowych rekawicach.
                                          • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 18:34
                                            edek40 napisał:

                                            >> Czy dlatego, ze "nie da sie przewidziec wszystkiego" uzywalbys pily elektrycznej bez
                                            >> obudowy i oslon tak samo jak nowego odkurzacza? Bo przeciez "nie da sie przewidziec
                                            >> wszystkiego" i nowy markowy odkurzacz tez moze cie kopnac pradem?
                                            >
                                            > Zgadza sie.

                                            To z pewnoscia zaslugujesz na nagrode Darwina.
                                            • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 04.12.10, 10:25
                                              > > Zgadza sie.
                                              >
                                              > To z pewnoscia zaslugujesz na nagrode Darwina.

                                              Oczywiscie wygodniej ci bylo zacytowac z mojej wypowiedzi wylacznie dwa slowa?
                                              • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 11:02
                                                edek40 napisał:

                                                > Oczywiscie wygodniej ci bylo zacytowac z mojej wypowiedzi wylacznie dwa slowa?

                                                Oczywiscie. To przeciez pelna odpowiedz na pytanie, ktore ci postawilem:

                                                Spytalem: Czy dlatego, ze "nie da sie przewidziec wszystkiego" uzywalbys pily elektrycznej bez obudowy i oslon tak samo jak nowego odkurzacza? Bo przeciez "nie da sie przewidziec wszystkiego" i nowy markowy odkurzacz tez moze cie kopnac pradem?

                                                Na co ty odpowiedziales: Zgadza sie.
                                                • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 11:40
                                                  > Oczywiscie. To przeciez pelna odpowiedz na pytanie, ktore ci postawilem:

                                                  :) Nawet tak proste sprawy cie przerastaja. Co by sie dzialo, gdybym napisal "zgadza sie, bo...". Jakbys wyrwal to s kontekstu. A ja ci ulatwilem zadanie, bo postawilem kropke przed dalszym ciagiem wywodu. Tak, sam sie podlozylem i pozwolilem na kolejna manipulacje. Bede bardziej uwazal z tymi kropkami,,,,,,
                                                  • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 11:51
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Co by sie dzialo, gdybym napisal "zgadza sie, bo...".

                                                    Ale odpowiedziales pelnym zdaniem: "Zgadza sie".
                                                    Dla ludzi nawet z minimalnym IQ to ewidentne potwierdzenie.

                                                    > Tak, sam sie podlozylem i pozwolilem na kolejna manipulacje.
                                                    > Bede bardziej uwazal z tymi kropkami,,,,,,

                                                    No to uwazaj. Mopzesz tez wytlumaczyc, na czym ta rzekoma "manipulacja" miala polegac. Bo poki co widze tylko, jak przyznales, ze pily bez obudowy i oslon uzywalbys tak samo jak nowego markowego odkurzacza. I gdybys mial dzieci, ttez bys pewnie dal im odkurzac taka pila, skarzac sie potem na policje, znakologow i pogode.
                                                  • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 12:01
                                                    > No to uwazaj. Mopzesz tez wytlumaczyc, na czym ta rzekoma "manipulacja" miala p
                                                    > olegac.

                                                    Wyjasniac manipulantowi?
                                                  • hannni Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 12:04
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Wyjasniac manipulantowi?

                                                    Komu chcesz, byles w koncu wyjasnil.
                                                    Bo poki co przyznales zdaniem "Zgadza sie.", ze uzywalbys pily bez oslon i obudowy tak samo jak nowego, markowego odkurzacza. Chyba nie tylko ja nie wiem, na czym ma tu polegac moja "manipulacja".
        • kozak-na-koniu Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:09
          hannnnnia napisała:

          > Nie brak tlukow nie mogacych ciagle pojac, dlaczego takie predkosci mialyby byc
          > zagrozeniem na znacznie gorszych i nie przystosowanych do nich drogach. Przeci
          > ez "widac".

          Nie brak tłuków, którym wszystko się kojarzy z dupą... Eeeee - z "nadmierną prędkością". To jest takie zboczenie prosto z Grazu, bo tam wszyscy, nawet na autostradzie jeżdżą 30 - najwyżej 33,3km/godz.:D
    • wichura Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 09:47
      Niby banalne zdarzenie, jakich wiele; wina najeżdżającego raczej oczywista.
      Ja stale powtarzam, że jedną z podstaw bezpieczeństwa na drodze jest przewidywalność (zarówno zachowań uczestników, jak i pomysłów organizatorów ruchu). W nieco pokraczny sposób określają to nawet powszechnie obowiązujące przepisy (np. art. 4 Ustawy PoRD), na siłę odwołując się do "przepisów ruchu drogowego". Furgonetka stała tam, gdzie się jej nikt nie spodziewał (w dodatku nie widzę pomarańczowego koguta na dachu?) - i w tym momencie nie ważne, że mogła tam stać zgodnie z przepisami, bezpiecznie nie było.
      Tak samo, jak stwarza zagrożenie kierowca, który włącza się "przepisową dziewięćdziesiątką" w sznur samochodów jadących 130 km/h albo gwałtownie hamuje na żółtym świetle (w miejscu, gdzie większość kierowców oczekuje, że "przeskoczy na późnym żółtym").
      • silver.arrow Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:02
        wichura napisał:

        > albo gwałtownie hamuje na żół
        > tym świetle (w miejscu, gdzie większość kierowców oczekuje, że "przeskoczy na p
        > óźnym żółtym").

        Czyli uważasz, że jak ktoś mu wjedzie w kufer, to policja powinna uznać go winnym wypadku?
        • wichura Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 13:47
          Bez przesady :-)
          Z punktu widzenia przepisów sprawa jest jasna (winny wjeżdżający w tył), ale tak naprawdę zagrożenie spowodował hamujący - bo zachował się w sposób zaskakujący dla innych użytkowników drogi. Dokładnie tak: zaskoczył tym, że zachował się zgodnie z przepisami. Będzie miał satysfakcję, że naprawę sfinansuje ubezpieczyciel tego z tyłu, tamten dostanie mandat za kolizję itd. Ale musi wiedzieć, że jego niespodziewane zachowanie znacznie zwiększyło prawdopodobieństwo kolizji.
          • silver.arrow Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 14:04
            wichura napisał:

            >ta
            > k naprawdę zagrożenie spowodował hamujący - bo zachował się w sposób zaskakując
            > y dla innych użytkowników drogi.

            Ja tego tak nie odbieram. Zagrożenie w takich sytuacjach powoduje ten jadący z tyłu, zakładając że kierowca przed nim złamie prawo - to kompletne odwrócenie niegłupiej skądinąd zasady ograniczonego zaufania. W większości przypadków przelatywanie na późnym żółtym jest mało rozsądne, ale przelatywanie siedząc komuś na zderzaku to już głupota. I wcale nie poprawia przepustowości skrzyżowań, bo na to większy wpływ ma sprawne ruszanie spod świateł.
        • a_weasley Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 14:48
          silver.arrow napisał:

          > wichura napisał:

          >> albo gwałtownie hamuje na żółtym świetle (w miejscu, gdzie większość
          >> kierowców oczekuje, że "przeskoczy na późnym żółtym").

          (dygresja: nie ma w PoRD ani przepisach wykonawczych czegoś takiego, jak żółte późne, wczesne i takie sobie)

          > Czyli uważasz, że jak ktoś mu wjedzie w kufer, to policja
          > powinna uznać go winnym wypadku?

          No cóż, zajrzyjmy do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów na drogach:

          § 95. 1. Sygnały świetlne nadawane przez sygnalizator S-1 oznaczają:
          [...]
          2) sygnał żółty - zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany przed nim bez gwałtownego hamowania]
          .
          • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 15:44
            a_weasley napisał:

            > (dygresja: nie ma w PoRD ani przepisach wykonawczych czegoś takiego, jak żółte
            > późne, wczesne i takie sobie)

            I - jesli sie nie myle - nie ma tam tez zoltego "gdzie większość kierowców oczekuje, że "przeskoczy na późnym żółtym"".



          • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 15:46
            > (dygresja: nie ma w PoRD ani przepisach wykonawczych czegoś takiego, jak żółte
            > późne, wczesne i takie sobie)

            Prawda. Stad dyskusje z policjantami :)

            > § 95. 1. Sygnały świetlne nadawane przez sygnalizator S-1 oznaczają:
            > [...]
            > 2) sygnał żółty - zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalenia t
            > ego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrz
            > ymany przed nim bez gwałtownego hamowania]
            .

            Musze przyznac, ze biurko, na ktorym stworzono to dzielo musialo pekac ze smiechu :))))))

            A tak powaznie. Co dokladnie wynika z tego przepisu? Ano to, ze kierowca moze samodzielnie ocenic, ze zatrzymanie wymaga gwaltownego hamowania, a policjant, w oparciu o ten sam przepis, go ukarac. Zostawmy wiec zolte swiatlo, bo na jego temat mozna spierac sie w nieskonczonosc. Ocena jest niestety subiektywna tak w wykonaniu kierowcy, jak i w wykonaniu policjanta. Nie wiem czy mozna inaczej sformulowac ten przepis, ale...

            Faktem jest jednak, ze czesto przekraczajacy predkosc tlumacza sie, ze nie zdolaliby sie zatrzymac. Uwazam, ze za glupote takich wywodow, policjant powinien miec prawo do ukarania rowniez za przekroczenie predkosci :)
            • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 16:25
              edek40 napisał:

              > > § 95. 1. Sygnały świetlne nadawane przez sygnalizator S-1 oznaczają:
              > > [...]
              > > 2) sygnał żółty - zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalen
              > ia t
              > > ego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być
              > zatrz
              > > ymany przed nim bez gwałtownego hamowania]
              .
              >
              > Musze przyznac, ze biurko, na ktorym stworzono to dzielo musialo pekac ze smiec
              > hu :))))))

              Jesli biurko bylo drewniane i mialo IQ edka.

              > A tak powaznie. Co dokladnie wynika z tego przepisu? Ano to, ze kierowca moze s
              > amodzielnie ocenic, ze zatrzymanie wymaga gwaltownego hamowania,

              Kierowca nie tyle moze co musi i wiekszosc z nich (z wyjatkiem malego odsetka debili) jest nawet w stanie to dobrze ocenic.

              > Ocena jest niestety subiektywna tak w wykonaniu kierowcy, jak i w wykonaniu policjanta.

              Nie ma nic "subiektywnego" w fizyce. Z wyjatkiem stosunkowo malej czesci sytuacji granicznych, to czy hamowanie bedzie ostre czy lagodne okreslaja zasady fizyki.



              • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 16:41
                > Nie ma nic "subiektywnego" w fizyce. Z wyjatkiem stosunkowo malej czesci sytuac
                > ji granicznych, to czy hamowanie bedzie ostre czy lagodne okreslaja zasady fizy
                > ki.

                Przytocz mi prosty i obiektywny algorytm zastosowania tych praw fizyki w praktyce. Na tyle przystepny, aby ta mala czesc byla bliska zera. Znaczy chodzi mi o obliczenia w pamieci i proste sposoby oceny odleglosci.
                • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 03.12.10, 18:42
                  edek40 napisał:

                  > Przytocz mi prosty i obiektywny algorytm zastosowania tych praw fizyki w prakty
                  > ce. Na tyle przystepny, aby ta mala czesc byla bliska zera. Znaczy chodzi mi o
                  > obliczenia w pamieci i proste sposoby oceny odleglosci.

                  Nawet poczakujacy kierowca po paru kilometrach jazdy wie, ze jadac w normalnych warunkach 50-tka, moze spokojnie wyhamowac z 60 metrow ale ze z 25 metrow bedzie juz za pozno.

                  Jesli potrzebujesz algorytmy, zeby to obliczac to lepiej, zebys oddal prawo jazdy i w zamian odebral nagrode Darwina.
                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 04.12.10, 10:34
                    > Nawet poczakujacy kierowca po paru kilometrach jazdy wie, ze jadac w nor
                    > malnych warunkach 50-tka, moze spokojnie wyhamowac z 60 metrow ale ze z 25 metr
                    > ow bedzie juz za pozno.

                    Miales napisac rowniez metody prostego i precyzyjnego okreslania odleglosci.

                    > Jesli potrzebujesz algorytmy, zeby to obliczac to lepiej, zebys oddal prawo jaz
                    > dy i w zamian odebral nagrode Darwina.

                    Cos sie tego Darwina tak uczepil? Przeciez wszystko o czym piszesz sprowadza sie do zaprzeczania darwinowskiej teorii doboru naturalnego. Kazda (nad)regulacja, w tym drogowa, sprowadza sie do tego, ze obywatele juz nie musza myslec jak przezyc, bo ktos pomyslal za nich. Konsekwencja tego typu (nad)regulacji sa wlasnie smialkowie, ktorzy dokonuja rozlicznych eksperymentow, za ktore czasem nagradzani sa wspomnianymi nagrodami. A wiesz dlaczego tak idiotycznie eksperymentuja? To proste. Skoro na kazda okolicznosc maja instrukcje, znak, derektywe, to czuja sie "zabezpieczeni". Dlatego, skoro na lufie armaty nie ma naklejki zabraniajacej zaladowania sie i odpalenia ladunku, czasem jakis smialek tego probuje. A potem (szczegolnie w USA) rodzina smialka pozywa producenta armaty o to, ze nie nakleil naklejki, ze wystrzeliwanie sie moze byc grozne dla zycia. I wygrywa, bo w toku postepowania ujawniono, ze istotnie naklejki nie bylo. I producent armat nakleja teraz naklejke ostrzegawcza. Niestety ten sam producent produkuje rowniez karabiny i nie nakleja na nich informacji, ze strzal w glowe moze zabic. Proces, przegrana i... naklejka.

                    Niestety wciaz bardzo wielu obywateli uwaza, ze da sie wyeliminowac zdrowy rozsadek i w zamian dac znak...
                    • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 11:06
                      edek40 napisał:

                      > Miales napisac rowniez metody prostego i precyzyjnego okreslania odleglosci.

                      "Mialem" cos znow tylko w twojej fantazji.
                      A jesli do obliczania odleglosci w ruchu drogowym potrzebujesz "metody", to jest to kolejny dowod na to, ze jak najpredzej powionienes oddac prawo jazdy.

                      > Cos sie tego Darwina tak uczepil? Przeciez wszystko o czym piszesz sprowadza si
                      > e do zaprzeczania darwinowskiej teorii doboru naturalnego.

                      Ludzie potrzebujacy formulki do obliczania drogi hamowania i odleglosci podczas jazdy to nie zaprzeczenie a potwierdzenie teorii Darwina - takich najpredzej eliminuje natura.
                      Ty jak do tej pory masz po prostu szczescie.
                      • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 11:38
                        > A jesli do obliczania odleglosci w ruchu drogowym potrzebujesz "metody"

                        Przybliz mi slowo "obliczac". Ja na przyklad tylko oceniam odleglosc. Ty zdaje sie stoisz na wyszym poziomie, bo w czasie jazdy "obliczasz" odleglosc. Brawo.

                        Cale szczescie, ze serwery sa cierpliwe, bo mozesz dokonywac swoich ejakulacji intelektualnych ku uciesze pozostalych :)

                        > Ludzie potrzebujacy formulki do obliczania drogi hamowania i odleglosci podczas
                        > jazdy to nie zaprzeczenie a potwierdzenie teorii Darwina - takich najpredzej e
                        > liminuje natura.

                        Czyli, jak zwykle, sie zapetliles i przechodzisz do bardziej osobistych tonow.

                        > Ty jak do tej pory masz po prostu szczescie.

                        Ogromne. To fakt.
                        • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 11:46
                          edek40 napisał:

                          > Przybliz mi slowo "obliczac".

                          Ludzi, ktorym trzeba tlumaczyc takie pojecia zwyklo nazywac sie analfabetami funkcjonalnymi.

                          > Ja na przyklad tylko oceniam odleglosc.

                          Gdyby tak bylo, to nie pytalbys o podanie "metody" "precyzyjnego okreslania odleglosci".

                          > Ty zdaje sie stoisz na wyszym poziomie, bo w czasie jazdy "obliczasz" odleglosc. Brawo.

                          Znow dostales kelejnego delirium. Najpierw nalegasz na wskazanie "metody prostego i precyzyjnego okreslania odleglosci" (w czasie jazdy) a potem halucynujesz, ze inni w czasie jazdy "obliczaja" - bo ci pisza wprost, ze zadajac takie pytania dowodzisz, ze nie nadajesz sie do kierowania pojazdem.

                          • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 12:00
                            > Ludzi, ktorym trzeba tlumaczyc takie pojecia zwyklo nazywac sie analfabetami fu
                            > nkcjonalnymi.

                            Ja doskonale wiem co znaczy obliczac. Nie mam jednak tak rozwinietego mozgu oraz oczu, aby moc uzyc tego slowa w odniesieniu do ruchu samochodowego. Tu wlasciwszym slowem jest oceniac/okreslac.

                            > Gdyby tak bylo, to nie pytalbys o podanie "metody" "precyzyjnego okresla
                            > nia odleglosci".

                            Ale to jest kluczowe w ewentualnym sporze z policjantem. Bo od tego sie zaczala ta czesc dyskusji.

                            > > Ty zdaje sie stoisz na wyszym poziomie, bo w czasie jazdy "obliczasz" odl
                            > eglosc. Brawo.

                            Cytuje kawalek tego, co mamy powyzej:

                            edek40 napisał:

                            > Miales napisac rowniez metody prostego i precyzyjnego okreslania odleglosci.

                            a hannnnnia napisala:

                            "Mialem" cos znow tylko w twojej fantazji.
                            A jesli do obliczania odleglosci w ruchu drogowym potrzebujesz "metody", to jest to kolejny dowod na to, ze jak najpredzej powionienes oddac prawo jazdy.


                            Jeszcze raz, aby bylo jasne - edek napisal okreslania, a hannnnnnia obliczania. No i to obliczanie mnie tak zaciekawilo. Znaczy twoje obliczanie. Bo ja tylko oceniam/okreslam.
                            • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 12:15
                              edek40 napisał:

                              > Ja doskonale wiem co znaczy obliczac.

                              To nie pros, zeby ci go "przyblizyc" bo wychodzi na to, ze jestes analfabeta funkcjonalnym.


                              > Nie mam jednak tak rozwinietego mozgu oraz oczu, aby moc uzyc tego slowa w
                              > odniesieniu do ruchu samochodowego. Tu wlasciwszym slowem jest oceniac/okreslac.

                              Jesli zatem nie masz "tak rozwinietego mozgu oraz oczu" to - powiedzialbym" - twoj problem.


                              > a hannnnnia napisala:

                              Biednego edzia analfabete znow szlag trafil i stal sie osobisty.
                              Nie pisz bredni jak analfabeta funkcjonalny to nikt nie bedzie widzial, ze jestes analfabeta.


                              > Jeszcze raz, aby bylo jasne - edek napisal okreslania, a hannnnnnia obliczan
                              > ia
                              . No i to obliczanie mnie tak zaciekawilo. Znaczy twoje oblicza
                              > nie
                              . Bo ja tylko oceniam/okreslam.

                              Jeszcze raz - sfrustrowany edek analfabeta domagal sie podania "metody" "precyzyjnego" okreslania "odleglosci".

                              Gdybys nie byl analfabeta funkcjonalnym, wiedzialbys, ze pojecie "precyzyjne" "okreslenie odleglosci" zawiera w sobie "obliczenie" tej odleglosci bo bez obliczenia zednej odleglosci nie mozna podac precyzyjnie.
                              • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 12:19
                                > To nie pros, zeby ci go "przyblizyc" bo wychodzi na to, ze jestes analfabeta fu
                                > nkcjonalnym.

                                Nie czas juz na tabletki?

                                > Jesli zatem nie masz "tak rozwinietego mozgu oraz oczu" to - powiedzialbym" - t
                                > woj problem.

                                Mieszcze sie w sredniej. Nawet do wojska chcieli mnie wziac.

                                > Gdybys nie byl analfabeta funkcjonalnym, wiedzialbys, ze pojecie "precyzyjne
                                > "
                                "okreslenie odleglosci" zawiera w sobie "obliczenie" tej odleglosci bo b
                                > ez obliczenia zednej odleglosci nie mozna podac precyzyjnie.

                                W ktorym miejscu okreslenie zawiera obliczenie?
                                • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 07.12.10, 12:23
                                  edek40 napisał:

                                  > Nie czas juz na tabletki?

                                  To tez mam wiedziec? Spytaj twojego lekarza.

                                  > W ktorym miejscu okreslenie zawiera obliczenie?

                                  Pewnie w tym samym, co np. okreslenie "wymierzenie odleglosci"
                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 11:09
                                    > Pewnie w tym samym, co np. okreslenie "wymierzenie odleglosci"

                                    Masz dalmierz czy tradycyjna tasme miernicza? I jak z nich korzystasz w czasie jazdy?
                                    • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 12:03
                                      edek40 napisał:

                                      > Masz dalmierz czy tradycyjna tasme miernicza? I jak z nich korzystasz w czasie
                                      > jazdy?

                                      Nie mam i nie korzystam bo nie jestem edkiem.
                                      • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 12:06
                                        > Nie mam i nie korzystam bo nie jestem edkiem.

                                        Czyli jednak nie mozesz udowodnic policjantowi "szkielkiem i okiem", ze nie miales mozliwosci zahamowania przed zoltym. I o co tyle watkow i pier..lenia, skoro juz na samym poczatku napisalem, ze kierowca ma prawo uznac, ze nie zdola zahamowac, a policjant ma prawo uznac, ze zdazy?
                                        • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 12:35
                                          edek40 napisał:

                                          > Czyli jednak nie mozesz udowodnic policjantowi "szkielkiem i okiem", ze nie mia
                                          > les mozliwosci zahamowania przed zoltym.

                                          Bo jesli nie mialem to nie mialem a jesli mialem to mialem.
                                          I lazdy policjant bedzie to widzial, no chyba, ze jest analfabeta funkcjonalnym.

                                          > I o co tyle watkow i pier..lenia, skoro juz na samym poczatku napisalem, ze kierowca ma
                                          > prawo uznac, ze nie zdola zahamowac,

                                          A po to, ze jesli jadac 50-tka na 80 metrow przed swiatlami sobie "uzna", ze nie zdola zahamowac to zostanie slusznie wziety za d.... i jego "uznawanie" nie na wiele sie tu zda.
                                          • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 16:29
                                            > I lazdy policjant bedzie to widzial, no chyba, ze jest analfabeta funkcjonalnym

                                            W Polsce wystarczy plan mandatowania.

                                            > A po to, ze jesli jadac 50-tka na 80 metrow przed swiatlami sobie "uzna", ze ni
                                            > e zdola zahamowac to zostanie slusznie wziety za d.... i jego "uznawanie" nie n
                                            > a wiele sie tu zda.

                                            Za takie "uznanie" nalezy sie mandat. Czy gdzies to podwazalem?
                                            • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 08.12.10, 17:13
                                              edek40 napisał:

                                              > Za takie "uznanie" nalezy sie mandat. Czy gdzies to podwazalem?


                                              Owszem, uwazales za przesmieszny przepis, ktory jednoznacznie opisuje takie sytuacje.

                                              Twierdziles, ze "Ocena jest niestety subiektywna tak w wykonaniu kierowcy, jak i w wykonaniu policjanta."

                                              Jak sie okazuje wcale nie jest. W sytuacji, jaka opisalem "subiektywna ocena" kierowcy nie mialaby nic do rzeczy i to wcale nie z powodu nieobiektywnego policjanta tylko najzwyklejszych zasad fizyki.
                                              • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 11:56
                                                > Twierdziles, ze "Ocena jest niestety subiektywna tak w wykonaniu kierowcy, jak
                                                > i w wykonaniu policjanta."

                                                I podtrzymuje. A jesli tego nie rozumiesz, to nie jest mi wcale przykro.

                                                > Jak sie okazuje wcale nie jest. W sytuacji, jaka opisalem "subiektywna ocena" k
                                                > ierowcy nie mialaby nic do rzeczy i to wcale nie z powodu nieobiektywnego polic
                                                > janta tylko najzwyklejszych zasad fizyki.

                                                Kto ma ten doktorat z fizyki? Kierowca czy policjant. Jak wyglada mobilne laboratorium do przeprowadzenia obiektywnej i naukowej ekspretyzy czy zatrzymanie bylo mozliwe czy nie mozliwe.
                                                • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 12:32
                                                  edek40 napisał:

                                                  > > Jak sie okazuje wcale nie jest. W sytuacji, jaka opisalem "subiektywna oc
                                                  > ena" k
                                                  > > ierowcy nie mialaby nic do rzeczy i to wcale nie z powodu nieobiektywnego
                                                  > polic
                                                  > > janta tylko najzwyklejszych zasad fizyki.
                                                  >
                                                  > Kto ma ten doktorat z fizyki? Kierowca czy policjant.

                                                  Znow piszesz o rzeczach, o ktorych nikt nie pisal i nikt poza toba nie widzial?
                                                  Czy fizyka nawet na poziomie podstawowki(!) to juz dla ciebie doktorat?

                                                  > Jak wyglada mobilne laboratorium do przeprowadzenia obiektywnej i naukowej ekspretyzy
                                                  > czy zatrzymanie bylo mozliwe czy nie mozliwe.

                                                  Przed chwila sam przyznales, ze kierowcy, ktory "jadac 50-tka na 80 metrow przed swiatlami sobie "uzna", ze nie zdola zahamowac" "nalezy sie mandat".
                                                  Czy zeby pojac tyle fizyki poprosiles o pomoca jakiegos doktora czy uzyles twojego deb.. (sorry) "mobilnego laboratorium"?
                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 12:37
                                                    > Znow piszesz o rzeczach, o ktorych nikt nie pisal i nikt poza toba nie widzial?
                                                    > Czy fizyka nawet na poziomie podstawowki(!) to juz dla ciebie doktorat?

                                                    Fizyka na poziomie podstawowki to wlasnie subiektywna ocena kierowcy i policjanta. Ty zas pisze o obiektywnej ocenie. A takiej w wypadku wjazdu na zoltym nie ma.

                                                    > Przed chwila sam przyznales, ze kierowcy, ktory "jadac 50-tka na 80 metr
                                                    > ow przed swiatlami sobie "uzna", ze nie zdola zahamowac" "nalezy sie mandat".

                                                    Nalezy sie. A co bedzie, gdy jadacy 50 km/h bedzie 40 m przed sygnalizatorem, albo 30 m, albo 28,5 m?? I czy miedzy 28,5 m a 30 m jest tak wielka roznica, ze policjant obiektywnie to oceni?

                                                    > Czy zeby pojac tyle fizyki poprosiles o pomoca jakiegos doktora czy uzyles twoj
                                                    > ego deb.. (sorry) "mobilnego laboratorium"?

                                                    Nie musisz z angielska przepraszac. Juz dawno uznalem, ze pewni ludzie nie moga mnie obrazic.
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 12:50
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Fizyka na poziomie podstawowki to wlasnie subiektywna ocena kierowcy i policjanta.
                                                    > Ty zas pisze o obiektywnej ocenie. A takiej w wypadku wjazdu na zoltym nie
                                                    > ma.

                                                    No i nam sie znow zacial edek.
                                                    Skoro zatem " fizyka na poziomie podstawowki to subiektywna ocena kierowcy", dlaczego sam przyznales, ze kierowcy, ktory "jadac 50-tka na 80 metrow przed swiatlami sobie "uzna", ze nie zdola zahamowac" "nalezy sie mandat"?


                                                    > Nalezy sie.

                                                    No jak to, skoro to przeciez tylko subiektywne i kierowca moglby dowodzic, ze mu sie nie nalezy bo uznal tak "subiektywnie", ze nie da rady przejechac?


                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 13:24
                                                    > Skoro zatem " fizyka na poziomie podstawowki to subiektywna ocena kierowcy", dl
                                                    > aczego sam przyznales, ze kierowcy, ktory "jadac 50-tka na 80 metrow przed swia
                                                    > tlami sobie "uzna", ze nie zdola zahamowac" "nalezy sie mandat"?

                                                    To proste. To wystarczajaca odleglosc, aby nie wdawac sie w dyskusje czy 28,5 to za malo, a 30 m w sam raz. Widzisz roznice pomiedzy 80 a 30 m?

                                                    > No jak to, skoro to przeciez tylko subiektywne i kierowca moglby dowodzic, ze m
                                                    > u sie nie nalezy bo uznal tak "subiektywnie", ze nie da rady przejechac?

                                                    j.w.

                                                    Policjant powinien wiec dokonac ogledzin technicznych pojazdu pod katem sprawnosci ukladu hamulcowego, a kierowcy pod katem zazywania oraz wzroku.
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 13:28
                                                    edek40 napisał:

                                                    > To proste. To wystarczajaca odleglosc, aby nie wdawac sie w dyskusje

                                                    "Wystarczajaca"? Bo edek tak mowi? A jesli kierowca "subiektywnie" uzna ze wlasnie nie bo on "subiektywnie" byl przekonany, ze wlasnie nie? To co jest z ta cala twoja teoria?

                                                    > Policjant powinien wiec dokonac ogledzin technicznych pojazdu pod katem sprawno
                                                    > sci ukladu hamulcowego, a kierowcy pod katem zazywania oraz wzroku.

                                                    A ty powinienes wziac tabletki.

                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 13:35
                                                    > "Wystarczajaca"? Bo edek tak mowi? A jesli kierowca "subiektywnie" uzna ze wlas
                                                    > nie nie bo on "subiektywnie" byl przekonany, ze wlasnie nie? To co jest z ta ca
                                                    > la twoja teoria?

                                                    A co z homologacja auta? Myslisz, ze samochod, ktoremu z 50 km/h nie wystarczy 80 m moglby byc sprzedawany?

                                                    > A ty powinienes wziac tabletki.

                                                    Jakie?
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 13:58
                                                    edek40 napisał:


                                                    > A co z homologacja auta?

                                                    Znow ucieczka malej dziewczynki? Dlaczego ta predkosc mialaby byc "wystarczajaca" nawet dla homologowanego samochodu? Bo edek tak powiedzial? Kierowca "subiektywnie" uwaza inaczej i nawet nic nie wie o edku. Co z ta twoja cala teoria o wylacznie subiektywnej ocenie?

                                                    > > A ty powinienes wziac tabletki.

                                                    > Jakie?

                                                    Tego nie wiem, spytaj swojego lekarza.
                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 14:16
                                                    > Znow ucieczka malej dziewczynki? Dlaczego ta predkosc mialaby byc "wystarczajac
                                                    > a" nawet dla homologowanego samochodu? Bo edek tak powiedzial? Kierowca "subiek
                                                    > tywnie" uwaza inaczej i nawet nic nie wie o edku. Co z ta twoja cala teoria o w
                                                    > ylacznie subiektywnej ocenie?

                                                    To jest zbyt oczywiste, abym mial ci dalej tlumaczyc. Musisz nauczyc sie wlasciwie rozpoznawac 80 i 30 m na drodze.
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 14:36
                                                    edek40 napisał:

                                                    > To jest zbyt oczywiste, abym mial ci dalej tlumaczyc.

                                                    A wiesz czemu to jest tak "oczywiste"? Bo wlasnie jest obiektywne.
                                                    Tyle jest warte twoje fanzolenie o "subiektywnej" ocenie kierowcy i nabijanie sie z przepisu.
                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 14:46
                                                    > Tyle jest warte twoje fanzolenie o "subiektywnej" ocenie kierowcy i nabijanie s
                                                    > ie z przepisu.

                                                    Jezu!!!! Rece opadaja.

                                                    Obiektywny to jest zapis, ze na czerownym nie wolno. Jesli zas na zoltym troszke wolno, a generalnie to nie wolno, to daje to pole do naduzyc z obu stron. Ja z reszta srednio sie nabijam, bo nie sadze, aby mozna bylo ten przepis sformulowac inaczej.

                                                    Cytuje:

                                                    2) sygnał żółty - zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany przed nim bez gwałtownego hamowania].

                                                    Skoro nie mozemy sie dogadac w kwestii odleglosci porozmawiajmy o definicji gwaltownego hamowania. Jak to gwaltowne hamowanie sie ma do tego czy auto ma ABS czy nie ma? Jak gwaltownosc jest oceniana przez kierowce, a jak przez pasazera (i jego np. watle serce). Wiecej, jak kwestie gwaltownego hamowania oceniac, gdy za nami jedzie inne auto? Bardzo to interesujace, poniewaz zbliza nas do konsensusu - znaczy tego, ze sygnal zolty moze byc i jest interpretowany dosc dowolnie tak przez policje, jak i kierowcow. W Polsce z reszta rowniez czerwone jest interpretowane dowolnie, poniewaz cala policja dba o bezpiecznestwo w krzakach, a nie na skrzyzowaniach.
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 16:31
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Obiektywny to jest zapis, ze na czerownym nie wolno. Jesli zas na zoltym troszk
                                                    > e wolno, a generalnie to nie wolno, to daje to pole do naduzyc z obu stron.

                                                    Nie daje zadnego pola do naduzyc, jesli tylko sie nie rozumie, co sie czyta. Bo wcale nie "wolno troszke" tylko po prostu nie wolno w okreslonej sytuacji i kropka.
                                                    Sytuacje graniczne i pole do naduzyc wystapuja w kazdej sytuacji, nawet przy czerwonym swietle.


                                                    > Ja z reszta srednio sie nabijam, bo nie sadze, aby mozna bylo ten przepis sformulo
                                                    > wac inaczej.

                                                    Acha, sam bys lepiej nie potrafil sformulowac ale "biurko musialo pekac ze smiechu" (czy tak jakos). Nie ma to jak krytykowac, krytykowac i sie nabijac ale jak przyjdzie co do czego to raczki opadaja i brak pomyslu na lepsze rozwiazanie.


                                                    > Bardzo to interesujace, poniewaz zbliza nas do konsensusu - znaczy tego, ze sygnal zolty
                                                    > moze byc i jest interpretowany dosc dowolnie tak przez policje, jak i kierowcow.

                                                    Wszystko bywa "interpretiowane" dowolnie. Nie ma to jednak nic do rzeczy, ze przepisy regulujace to sa jednoznaczne.
                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 16:34
                                                    > Sytuacje graniczne i pole do naduzyc wystapuja w kazdej sytuacji, nawet
                                                    > przy czerwonym swietle.

                                                    Musisz mi to natychmiast opisac, abym mogl smigac na czerwonym i mial argumenty dla policjanta.

                                                    > Acha, sam bys lepiej nie potrafil sformulowac ale "biurko musialo pekac ze smie
                                                    > chu" (czy tak jakos). Nie ma to jak krytykowac, krytykowac i sie nabijac ale ja
                                                    > k przyjdzie co do czego to raczki opadaja i brak pomyslu na lepsze rozwiazanie.

                                                    Ech.

                                                    > Wszystko bywa "interpretiowane" dowolnie. Nie ma to jednak nic do rzeczy, ze pr
                                                    > zepisy regulujace to sa jednoznaczne.

                                                    Jednoznaczne jest pojecie gwaltownego hamowania???? Zartujesz sobie.
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 16:44
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Musisz mi to natychmiast opisac, abym mogl smigac na czerwonym i mial argumenty
                                                    > dla policjanta.

                                                    Juz tak z toba zle, ze nawet sam nie wiesz, co napisales w jednym poscie powyzej?
                                                    Cyt. "W Polsce z reszta rowniez czerwone jest interpretowane dowolnie"

                                                    > Ech.

                                                    Nie "ech" tylko znow glupio wyszlo, ze edek nadaje, krytykuje i narzeka ale jak przyjdzie co do czego, to nic lepszego wymyslec nie potrafi.

                                                    > Jednoznaczne jest pojecie gwaltownego hamowania????

                                                    Owszem, trzeba to tylko rozumiec. Ale znow byloby za duzo tlumaczenia a dwoch a tym bardziej trzech zaleznosci i tak nie jestes w stanie "objac" i sie "gubisz" "w szumie" informacji.


                                                  • edek40 Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 16:51
                                                    > Juz tak z toba zle, ze nawet sam nie wiesz, co napisales w jednym poscie powyz
                                                    > ej?
                                                    > Cyt. "W Polsce z reszta rowniez czerwone jest interpretowane dowolnie"

                                                    Ale ja tego nie robie, bo nie potrafie sie z tego wytlumaczyc.

                                                    > Owszem, trzeba to tylko rozumiec. Ale znow byloby za duzo tlumaczenia a dwoch a
                                                    > tym bardziej trzech zaleznosci i tak nie jestes w stanie "objac" i sie "gubisz
                                                    > " "w szumie" informacji.

                                                    No to napisz co to jest. Czy prawidlowym zachowaniem na widok zoltego jest wdeptanie pedalu w podloge niezaleznie od wszelkich konsekwencji? Na przyklad w wypadku aut bez ABSu?
                                                  • hannni Re: Dzwon pod żółtym - czyja wina? 09.12.10, 16:56
                                                    edek40 napisał:


                                                    > Ale ja tego nie robie, bo nie potrafie sie z tego wytlumaczyc.

                                                    To mnie akurat nie interesuje. Napisales "W Polsce z reszta rowniez czerwone jest interpretowane dowolnie" po to, zeby zaraz dopytywac sie "Musisz mi to natychmiast opisac" gdy napisalem dokladnie to samo.


                                                    > No to napisz co to jest. Czy prawidlowym zachowaniem na widok zoltego jest wdep
                                                    > tanie pedalu w podloge niezaleznie od wszelkich konsekwencji?

                                                    Napisalem juz, ze to bardzo proste ale ty niestety nie jestes w stanie tego pojac.
      • kozak-na-koniu Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 03.12.10, 12:12
        Trudno tu mówić o winie, nie znając okoliczności. Chyba (ale nie na pewno) takie wyspecjalizowane pojazdy dysponują środkami, pozwalającymi wyraźnie oznaczyć niebezpieczne miejsce, a osoby ich używające znają zasady bezpieczeństwa...
        • hannni Kozie dylematy 03.12.10, 12:26
          kozak-na-koniu napisał:

          > Chyba (ale nie na pewno) takie wyspecjalizowane pojazdy dysponują środkami, pozwalającymi
          > wyraźnie oznaczyć niebezpieczne miejsce.

          I to juz - zapewne - calkowicie wystarcza, zeby do wypadku dojsc nie moglo bo przecie "widac".
          • kozak-na-koniu Re: Kozie dylematy 03.12.10, 12:34
            hannnnnia napisała:

            > I to juz - zapewne - calkowicie wystarcza, zeby do wypadku dojsc nie moglo bo p
            > rzecie "widac".

            Haniu, do wypadku dojść musiało, gdyż hania przecież napisała wyraźnie:
            "Nie, on pokazal jak niebezpieczne sa wysokie predkosci nawet na drogach specjalnie do takich predkosci przystosowanych i nawet wyposazonych w pasy awaryjne."
            To oczywiste, że wszystko przez to, że ten przebrzydły TIRowiec jechał za szybko... Tak przynajmniej hania przypuszcza. Nie mogę tylko zrozumieć po co to "widać" w cudzysłowie - jak tam w końcu było: było widać czy nie było widać, a może było widać, tylko tak umownie i w przenośni, co?:D
            • hannni kozia "logika" 03.12.10, 12:59
              koza-bez-konia napisała:

              > "Nie, on pokazal jak niebezpieczne sa wysokie predkosci nawet na drogach spe
              > cjalnie do takich predkosci przystosowanych i nawet wyposazonych w pasy awaryjn
              > e."


              Wedlug kozy dlatego "do wypadku dojść musiało" - bo ktos to "napisal" :)

              Koza wierzy w czary.

              > To oczywiste, że wszystko przez to, że ten przebrzydły TIRowiec jechał za szybk
              > o...

              Kozie wolno myslec(?) co wlasnie zjadla. Nikt tego kozie nie broni.

              > Tak przynajmniej hania przypuszcza.

              To juz druga istota na tym forum cierpica poza wzdeciami na halucynacje - pewnie w skutek wzdec.

              > Nie mogę tylko zrozumieć

              Gdyby koza mogla zrozumiec, to bylby news.
              • kozak-na-koniu Haniowa "logika" 03.12.10, 13:09
                hannnnnia napisała:


                > Wedlug kozy dlatego "do wypadku dojść musiało" - bo ktos to "napisal" :)

                Dojść musiało, bo tak napisała hania, haniu... Hania tak napisała, bo hania tak przypuszcza, a haniowe przypuszczenia to przecież pewność.
                Hania nie wierzy w czary.

                > Kozie wolno myslec(?) co wlasnie zjadla. Nikt tego kozie nie broni.

                Niech już hania tyle nie myśli, bo móżdżek hani eksploduje.

                > To juz druga istota na tym forum cierpica poza wzdeciami na halucynacje - pewni
                > e w skutek wzdec.

                Haniu, ach cóż za przypływ samokrytyki... Nie spodziewałem się tego po hani...

                > Gdyby koza mogla zrozumiec, to bylby news.

                Hanię by była w stanie zrozumieć tylko druga hania, albo ewentualnie osobnik obcy, ale cierpiący na tę samą jednostkę chorobową.:D
                • hannni Kozia "logika" 2 03.12.10, 13:14
                  koza-bez-konia napisała:

                  > > Wedlug kozy dlatego "do wypadku dojść musiało" - bo ktos to "napisal" :)
                  >
                  > Dojść musiało, bo tak napisała hania

                  Koza zaprzecza nie wiedzac ze potwierdza.
                  Probuj dalej Julka.

        • tomek854 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 03:26
          Przy tym w UK jeżeli rzecz ma się na poboczu, to jedynym oznaczeniem jest stojąca ZA popsutym pojazdem furgonetka z kogutami.

          W przypadku kiedy do awarii doszło na pasie ruchu, stawiają jeszcze parę pachołĸów a jeżeli pod ręką jest patrol HATO (Highway Agency Traffic Officer) (W Anglii i Walii) albo Incident Support (w Szkocji i Irlandii Północnej) dodatkowo zabezpieczają oni miejsce zdarzenia.

          Praca autostradowego wulkanizatora należy do jednej z najniebezpieczniejszych na wyspach, statystyki wypadków pozostawiają górnictwo daleko w tyle...

          Dlatego ja zawsze, kiedy widzę taką systuację na poboczu zmieniam pas na prawy, a jeśli to niemożliwe, znacznie zwalniam.

          Ale niektórzy przelatują 10 cm za plecami pracującego przy kole człowieka z pełną prędkością...
          • edek40 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 11:41
            > Ale niektórzy przelatują 10 cm za plecami pracującego przy kole człowieka z peł
            > ną prędkością...

            To na pewno Polacy ;)
      • tomek854 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 03:23
        > Furgonetka stała tam, gdzie się jej nikt nie spodziewał (w dodatku nie widzę pomarań
        > czowego koguta na dachu?) - i w tym momencie nie ważne, że mogła tam stać zgod
        > nie z przepisami, bezpiecznie nie było.

        Trochę na poboczu można się spodziewać furgonetki.

        Kogut oczywiscie był (furgonetki bez kogutów nie mają prawa naprawiać na autostradach) na pierwszym zdjęciu nawet widać resztki jego podstawy.
    • bimota Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 04.12.10, 17:20
      Tu akurat byla potrzeba, a tirowiec pewnie przysnal...
    • tomek854 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 03:29
      Niestety, nie wszyscy w UK zdają sobie sprawę z zagrożeń.

      Parę dni temu brakło mi kilku cm żeby zaparkowany NA PASIE RUCHU, ZA ZAKRĘTEM ford Transit także skończył na złomowisku (do pary z moim Citroenem Dispatchem i mną na cmentarzu).

      Brakowało niewiele.

      TAK NIEWIELE: img43.imageshack.us/img43/5104/img20101203003.jpg

      NIby byłaby częsciowo moja wina, w końcu to ja uderzyłem w stojący pojazd, ale własnie dlatego, ze ja mogę jechać 70 mph (jechałem ok. 65) nie powinien on tam się zatrzymać.

      Skąd wiem, że nie był popsuty? Bo po zdarzeniu zjechałem z autostrady (żeby zatrzymać sie BEZPIECZNIE), chwilę się uspokoiłem, i wróciłem na miejsce zdarzenia. Tymczasem on uciekł...
      • bimota Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 12:19
        Ostre zakrety macie na tych autostradach...
        • tomek854 Re: Ku przestrodze (nie dla delikatesów) 07.12.10, 17:15
          Tak, są dosyć ostre zakręty na autostradach, w całej Europie się takie zdarzają :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka