dinse
02.04.12, 10:44
Zauważyłam, że wielu kierowców namiętnie trzyma się zderzaka samochodu jadącego przed nimi, zapominając o czym takim jak bezpieczna odległość.
Dziś miałam takiego "wielbiciela" na autostradzie A4. Zauważyłam już dużo wcześniej, że kolega jest chyba pasjonatem gry w szachy, bo przeskakiwał z pasa na pas niczym rasowy skoczek. Zajeżdzał drogę, przecinała ciągłą - generalnie spieszyło się chłopakowi bardzo. Jechał samochodem z logo jakieś firmy, więc zakładam, że był przedstawicielem handlowym.
Ale ad rem.
Kierowca jadący sąsiednim pasem zasygnalizował zmianę pasa ruchu i zaczął wjeżdzać na mój pas. Lekko przyhamowałam, żeby uniknąć kolizji. "Glonojad" zaczął w tym momencie trąbić i pokazywać przyjazne gesty w moją stronę operując środkowym palcem. Po pewnym czasie wyprzedził mnie i zahamował praktycznie "do zera". Cudem uniknęłam wjechania mu w zacny kuper. Spotkaliśmy się na najbliższej stacji benzynowej, gdzie "miszcz" próbowała nawiązać kontakt słowny.
Próba zakończyła się fiaskiem - nie bylismy kompatybilni.
Już raz miałam wątpliwą przyjemność spotkania się z tym młodzieńcem w tych samych okolicach i w tym samym czasie. Domyślam się zatem, że to jego stała trasa do pracy.
Moim zdaniem stanowi realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego, a jego "akcja" dydaktyczna z zajechaniem mi drogi plus poziom konwersacji nie pozostawia złudzeń - gość ma poważne zaburzenia emocjonalne i nie kieruje się zdrowym rozsądkiem.
Czy nakręcenie jego "wyczynów" kamerą samochodową i przekazanie policji może przynieść jakiś skutek ?
Trzy lata temu zginął w wypadku mój przyjaciel. Wjechał w niego facet na "późnym pomarańczowym" i jestem wybitnie wyczulona na tego typu kierowców.
Pozdrawiam i szerokości życzę :-)