preconix
10.05.12, 21:36
Piszę ten tekst aby podzielić się wątpliwościami co do zasad ustalania przez Policję prędkości za pomocą ręcznych radarów tzw. „suszarek”.
Otóż w majowy weekend jechaliśmy z rodziną drogą nr 8 w kierunku Wrocławia. Zostaliśmy zatrzymani przez kłodzkich policjantów. Nie byłem nawet zdziwiony – ot rutynowa kontrola trzeźwości w długi majowy weekend. Zaniemówiłem gdy Policjant oznajmił mi, że powodem zatrzymania jest przekroczenie prędkości o ponad 60% (!) w stosunku do dopuszczalnej. Skąd moje zdziwienie? Otóż przekroczenie prędkości stwierdzono w odległości ok. 600 m od domu, tj. miejsca rozpoczętej przez nas jazdy, gdy tuż po włączeniu się do ruchu mijani kierowcy światłami ostrzegali nas o stojącym patrolu (zresztą w tym punkcie tubylcy zawsze pilnują prędkości, bo to stałe miejsce kontroli drogowych). Z pełną świadomością tego co czeka nas za wzniesieniem jechałem na trzecim biegu i pilnowałem prędkościomierza aby przypadkiem wskazówka choćby minimalnie nie przekroczyła 50 km/h i jestem na 100% pewny tego z jaką prędkością jechaliśmy. Na 100%! Jak więc jest to możliwe, że według kontrolujących policjantów jechaliśmy prawie 80 km/h?
Wobec postawionego zarzutu byłem jednak bezsilny i to poczucie bezsilności i wielkiej niesprawiedliwości towarzyszy mi do dziś.
Podkreślam, że nie chodzi o mandat ani o punkty (miałem do tej pory czyste konto) tylko o fakt, że przy takich zasadach ustalania prędkości niewinny człowiek nie może uwolnić się od zarzutów i musi ponieść odpowiedzialność za naruszenie prawa, mimo, że postępował zgodnie z jego przepisami. De facto prawo naruszyła Policja skoro postawiła zarzut naruszenia przepisów mimo, że wykroczenie nie zostało popełnione. To pozostawiam sumieniu policjantów.
Takie przypadki podważają zaufanie do Policji.
Pozdrawiam kierowców i policjantów.