Dodaj do ulubionych

Brawura winna powaznemu wypadkowi

16.05.12, 19:52
Cytuje z wiekomnego dziela pismackiego: "Brzydka pogoda i brawura były przyczyną wielu kolizji, do których doszło dziś na stołecznych drogach. Do poważnego wypadku doszło w al. Jana Pawła II na wysokości Dworca Centralnego. Jedna osoba trafiła do szpitala. "

Zalaczam tylko zdjecie. Sami ocencie te brawure...

https://bi.gazeta.pl/im/8/11735/z11735808X.jpg
Obserwuj wątek
    • rapid130 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 16.05.12, 21:16
      Nazwałbym to chwila nieuwagi, albo (i) za mały odstęp.

      * * *
      Pismak nie ma łatwo. Nie może się dzielić swoimi spostrzeżeniami z czytelnikiem, na podstawie tego co widzi na zdjęciach z wypadku. Naczelny mu powie "Znajdź autorytet, który się w tym temacie wypowie".

      Tylko takich autorytetów ze świcą szukać.

      O wiele bezpieczniej jest więcej przeredagować oficjalny komunikat policyjny.
      Który NIGDY nie zawiera 100 % przyczyny, a od pewnego czasu nawet przypuszczalnej przyczyny, bo one są ustalane w trakcie postępowania wydziału drogówki.
    • tiges_wiz Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 16.05.12, 21:39
      ze 150 najmniej jechal
      • tomeck3145 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 11:35
        Z jaką prędkością mogło dojść do zderzenia?
    • oixio Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 16.05.12, 22:21
      Brakło mu ok. 5 m na zatrzymanie się za nim.

      Czasem się udaje chronić zadek: po przyhamowaniu - ciągnąć maksimum do przodu obserwując sytuację z tyłu :)
      • rekrut1 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 09:49
        Temu kolesiowi zabrakło 10-20cm. gdyby to było 5m. nie była by to stłuczka. :))
        • hannl Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 11:33
          rekrut1 napisał:

          > Temu kolesiowi zabrakło 10-20cm. gdyby to było 5m. nie była by to stłuczka.

          Myslisz, ze uderzajac w tyl innego samochodu z predkoscia okolo 6 km/h (10-20 cm) mozna tak zdeformowac zderzak i maske?
          Brak 5 metrow w takich warunkach oznacza predkosc koncowa w momencie uderzenia okolo 26 km/h. Jestes pewien, ze przy takiej predkosci koncowej nie mozna mowic o stluczce?
          • edek40 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 13:55
            > Myslisz, ze uderzajac w tyl innego samochodu z predkoscia okolo 6 km/h (10-20 c
            > m) mozna tak zdeformowac zderzak i maske?

            Oczywiscie "znawcy" motoryzacji okreslaja predkosc na podstawie wgniecen. Proponuje obejrzec zdjecia ze standardowych crash-testow.

            Przypadkowo mam takie auto. Troszke nowsze, ale... Otoz zderzak to kawal plastiku grubosci okolo 4 mm. Wytrzymalosc zadna. Maska w tym mniej wiecej miejscu, gdzie jest zlamana, ma konstrukcyjne miejsce, w ktorym ma sie lamac. Po to, aby nie miala checi wnikniecia do srodka i gilotynowania zawartosci. Mysle, ze bez wiekszych trudnosci da rade zlamac ja w tym miejscu recznie. Uchwyt lampy (ktora nawet sie nie stlukla) to dosc cienka blaszka.

            Moja zona bardziej uszkodzila zderzak zawadzajac o klombik na parkingu. Oczywiscie wykazyjac sie brawura i predkoscia...
            • hannl Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:46
              edek40 napisał:

              > Oczywiscie "znawcy" motoryzacji okreslaja predkosc na podstawie wgniecen.

              Nie widze tu zadnych znawcow, ktorzy cos okreslaja a jesli pijesz do mnie to niczego nie okreslam tylko najzwyczajniej pytam bo sam tego nie wiem.

              > Przypadkowo mam takie auto. Troszke nowsze, ale... Otoz zderzak to kawal plasti
              > ku grubosci okolo 4 mm. Wytrzymalosc zadna. Maska w tym mniej wiecej miejscu, g
              > dzie jest zlamana, ma konstrukcyjne miejsce, w ktorym ma sie lamac. Po to, aby
              > nie miala checi wnikniecia do srodka i gilotynowania zawartosci. Mysle, ze bez
              > wiekszych trudnosci da rade zlamac ja w tym miejscu recznie. Uchwyt lampy (ktor
              > a nawet sie nie stlukla) to dosc cienka blaszka.

              Czyli jeszcze jeden powod, zeby nie kupowac takiego (sorry) chlamu. Wlasnie czytam o zderzakach nowoczesnych samochodow, ktorte sa "reversible" i maja wytrzymywac bez znieksztalcen uderzenia nawet do 7 km/h.
              Sam nie dostrzeglem kiedys niskiego murku tuz obok kraweznika i zawracajac dosyc dynamicznie (ruch byl wtedy spory) walnalem z niemalym impetem w ow murek. Huk byl potezny ale jak sie potem okazalo, poza lekkim zarysowanym lakieru nie bylo zadnych sladow.
              • edek40 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 15:16
                > Czyli jeszcze jeden powod, zeby nie kupowac takiego (sorry) chlamu. Wlasnie czy
                > tam o zderzakach nowoczesnych samochodow, ktorte sa "reversible" i maja wytrzym
                > ywac bez znieksztalcen uderzenia nawet do 7 km/h.

                To zamierzchla przeszlosc. Teraz amerykanskie samochody z trudem dostosowywane sa do europejskich norm. A normy europejskie zakladaja maksymalne wytracanie energii zderzenia przez destrukcje elementow nadwozia.

                Mozesz zrobic eksperyment. Rozpedz sie pieszo i przywal w sciane. Zobaczysz dlaczego wolisz, aby chronily Cie odksztalcalne w kontrolowany sposob elementy. Zderzaki sa miekkie i elastyczne z uwagi na pieszych. Zderzaki, ktore wytrzymywaly uderzenie w sciane z predkoscia 7 km/h okazaly sie zabojcami. I to w USA, gdzie piratow nie ma ;)

                > Sam nie dostrzeglem kiedys niskiego murku tuz obok kraweznika i zawracajac dosy
                > c dynamicznie (ruch byl wtedy spory) walnalem z niemalym impetem w ow murek. Hu
                > k byl potezny ale jak sie potem okazalo, poza lekkim zarysowanym lakieru nie by
                > lo zadnych sladow.

                Przedni zderzak dodga jest azurowy na dole i kiepsko podparty na gorze. Tylny jest o wiele masywniejszy. Bo tylem niezwykle rzadko zawadza sie pieszych.
                • hannl wytracanie energii przez "destrukcje" 17.05.12, 15:58
                  edek40 napisał:

                  > To zamierzchla przeszlosc.

                  Co widac zapewne po zdjeciu zalczonym do artykulu opisujacego wspolczesne "reversible" zderzaki.
                  https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Porsche_Carrera_GT_%282003%29.jpg

                  Albo tutaj, inna "zamierzchla przeszlosc" czyli aktualne modele Audi ze zderzakami wytrzymujacymi bez sladow uderzenia do predkosci 4 km/h.
                  reversible Stofänger

                  > Teraz (...) normy europejskie zakladaja maksymalne wytracanie energii zderzenia przez
                  > destrukcje elementow nadwozia.

                  Gdyby "destrukcja elementow nadwozia" byla jedyna recepta na wytracenie energii przy minimalnych predkosciach, to po drogach Europy jezdzilyby praktycznie wylacznie takie ruiny jak na zdjeciu z wypadku. Takimi dramatycznymi deformacjami musialaby sie bowiem konczyc nie tylko kazde stukniecie w zderzak sasiada, jakich sa zapewne co dzien miliony w Europie ale nawet kopniecie noga.

                  Przy niskich predkosciach duzo inteligentniejszym, praktycznejszym niz "destrukcja" i rownie skutecznym rozwiazaniem jest elastycznosc zderzakow (reversibility).
                  Energie - do okreslonej granicy - mozna bowiem w duzo inteligentniejszy sposob wytracac przez absorbcje niz "destrukcje" z byle powodu.

                  > Zderzaki, ktore wytrzymywaly uderzenie w sciane z predkoscia 7 km/h okazaly sie
                  > zabojcami.

                  50 lat temu, gdy zderzaki byly sztywne. Wspolczesne elastyczne zderzaki absorbuja do okreslonej predkosci bez problemu energie uderzenia bez rozlatywania sie na kawalki.





                  • edek40 Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 10:21
                    > Co widac zapewne po zdjeciu zalczonym do artykulu opisujacego wspolczesne "reve
                    > rsible" zderzaki.

                    Amerykanskie porsze?

                    > Albo tutaj, inna "zamierzchla przeszlosc" czyli aktualne modele Audi ze zderzak
                    > ami wytrzymujacymi bez sladow uderzenia do predkosci 4 km/h.

                    Jak w Radiu Erewan: wprawdzie nie amerykanskie, a niemieckie i nie 7, a 4 km/h, ale to przeciez to samo.

                    > Gdyby "destrukcja elementow nadwozia" byla jedyna recepta na wytracenie energii
                    > przy minimalnych predkosciach, to po drogach Europy jezdzilyby praktycznie wyl
                    > acznie takie ruiny jak na zdjeciu z wypadku.

                    Ale przeciez przewaza teza, ze ten dodge na zdjeciu jechal brawurowo i doszlo do powanego wypadku. Blachy wiec musza sie giac.

                    Ale tak swoja droga zawsze negujesz wplyw konstrukcji auta na bezpiecznestwo. Ow dodge to zapewne koniec zeszlego wieku. Zalaczane przez Ciebie rewelacje dotycza aut z ktorego wieku?

                    > Takimi dramatycznymi deformacjami
                    > musialaby sie bowiem konczyc nie tylko kazde stukniecie w zderzak sasiada, jaki
                    > ch sa zapewne co dzien miliony w Europie ale nawet kopniecie noga.

                    Te uszkodzenia sa dramatyczne?

                    > 50 lat temu, gdy zderzaki byly sztywne. Wspolczesne elastyczne zderzaki absorbu
                    > ja do okreslonej predkosci bez problemu energie uderzenia bez rozlatywania sie
                    > na kawalki.

                    Jeszcze raz, aby bylo jasne. Czy ten dodge jest wspolczesny? Moze dlatego, ze ma 4 kola?
                    • hannl Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 10:47
                      edek40 napisał:

                      > Jak w Radiu Erewan: wprawdzie nie amerykanskie, a niemieckie i nie 7, a 4 km/h,
                      > ale to przeciez to samo.

                      Nie, nie to samo. W artykule o zderzakach, skad pochodzi zdjece Porsche mowa jest generalnie o wspolczesnych zderzakach absorbujacych bez znieksztalcen uderzenia nawet do 7 km/h. Sugeruje to, maksymalna wartosc, a wiec odnoszaca sie nie do wszystkich samochodow.

                      Wspolczesne modele Audi (ktore nie naleza do tych najbardziej popularnych aut) absorbuja (swoimi lakierowanymi zderzakami) bez sladow uderzenia do predkosci rzedu 4 km/h.

                      Ale nech ci bedzie: jak widac po przytoczonych cytatach zderzaki wspolczesnych europejskich (albo niemieckich) samochodow absorbuja uderzenia do 7 km/h, Audi przykladowo do 4 km/h podczas gdy zderzaki amerykanskich samochodow (jak twierdzisz) ulegaja "destrukcji" czyli rozlatuja sie juz przy najmniejszym stuknieciu. Mozliwe, niewiele wiem o amerykanskich autach.

                      Dla mnie jeszcze jeden powod aby nie kupowac chlamu, ktory rozlatuje sie (sorry, ulega "destrukcji") na sam widok innego zdarzaka albo slupka.

                      > Te uszkodzenia sa dramatyczne?

                      Jesli wlasciciele dodrzy dobrze sie czuja z taka optyka po byle stuknieciu z predkosci kilku km/h to ich sprawa. Ja takim autem osobiscie nie chcialbym jezdzic.
                      • edek40 Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 12:22
                        > Dla mnie jeszcze jeden powod aby nie kupowac chlamu, ktory rozlatuje sie (sorry
                        > , ulega "destrukcji") na sam widok innego zdarzaka albo slupka.

                        Tak z czystej ciekawosci wskaz mi europejski samochod, ktory przy minimum 6 miejscach charakteryzuje sie bagaznikiem (wyjazdy z rodzina) oraz ma 220 cm plaskiej podlogi (dla mojej firmy) po zlozeniu siedzen, a bez koniecznosci ich wyjecia. Acha, byloby dobrze, aby kosztowal mniej niz 150 000 zl, bom biedny.

                        > Jesli wlasciciele dodrzy dobrze sie czuja z taka optyka po byle stuknieciu z pr
                        > edkosci kilku km/h to ich sprawa. Ja takim autem osobiscie nie chcialbym jezdzic.

                        Pisalem, zem biedny. Mam wiec pojazd, z ktorego odpada taniutki zderzak, ma trzystrefowa klimatyzacje, fabryczne DVD, miliard schowkow, 215 KM, automat, siedzenia chowane w podloge, elektycznie przesuwane drzwi i klape bagaznika, tempomat i jakies tam drobiazgi. A wszystko za cene (gdy byl nowy) zaledwie 28000$. Za ile kupilbym podobnie skopletowane auto, w ktorym zderzak wytrzymuje uderzenie przy 4 km/h? I czy fabryczny zderzak w takim aucie kosztuje 250$, jesli jednak peknie.
                        • hannl Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 12:27
                          edek40 napisał:

                          > Tak z czystej ciekawosci wskaz mi europejski samochod, ktory przy minimum 6 mie
                          > jscach charakteryzuje sie bagaznikiem (wyjazdy z rodzina) oraz ma 220 cm plaski
                          > ej podlogi (dla mojej firmy) po zlozeniu siedzen, a bez koniecznosci ich wyjeci
                          > a. Acha, byloby dobrze, aby kosztowal mniej niz 150 000 zl, bom biedny.

                          Nie wiem czemu mialbym ci cokolwiek "wskazywac". Jak sie dobrze czujesz w samochodzie ulegajacym "destrukcji" na sam widok innego samochodu lub slupka to twoja sprawa.
                          Ja bym czegos takiego nie kupil, gdyby mialo (nawet w tej cenie!) saune i naped na 4 kola.
                          • edek40 Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 12:45
                            > Nie wiem czemu mialbym ci cokolwiek "wskazywac". Jak sie dobrze czujesz w samoc
                            > hodzie ulegajacym "destrukcji" na sam widok innego samochodu lub slupka to twoj
                            > a sprawa.

                            Szkoda. Moglbym zaczerpnac co nieco z Twojej wszechwiedzy.
                  • bimota Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 11:38
                    Chcialbym widziec te "bezslady"... Pewnie po przywaleniu w opone... :P
                    • hannl Re: wytracanie energii przez "destrukcje" 18.05.12, 11:53
                      bimota napisał:

                      > Chcialbym widziec te "bezslady"... Pewnie po przywaleniu w opone... :P

                      Pisza, ze "przykladowo" po uderzeniu w donice z kwiatami albo w poller. Czy zdrapie ci lakier, zalezy pewnie w duzej mierze od powierzchni uderzonego przedmiotu, a ze sie odksztalca to raczej pewne.

                      Pytanie kto i co uwaza za "slady". Dla jednego to dopiero wgniecenie lub odrapanie widoczne golym okiem z duzej odleglosci dla innego mala ryska widoczna tylko lupa i to jeszcze przy odpowiednim oswietleniu.
    • 0rwell Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 01:42
      edek40 napisał:

      > Zalaczam tylko zdjecie. Sami ocencie te brawure...


      To już pajacowanie nie może skończyć się stłuczką? muszą być trupy i wraki?
      Ach tak, zapomniałem, przecież stłuczka = niewinne wykroczenie.
      O czynie niegodziwym można mówić dopiero kiedy poleje się krew, ale tylko i wyłącznie kiedy sprawca działał umyslnie, czyli nigdy.
      Te pismaki... ta drogówka... zawsze muszą coś podkoloryzować.

      A tak poza tym to brawura na polskiej drodze ma miejsce niezwykle żadko. To, co błędnie nazywane jest brawurą to zwyczajne pajacowanie, to znaczy robienie z siebie błazna.
      • edek40 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 09:34
        > To już pajacowanie nie może skończyć się stłuczką? muszą być trupy i wraki?

        To co na widac na zdjeciu to niegrozna stluczka przy minimalnej predkosci. Nie widze tu ani brawury, ani powaznego wypadku. Widze stluczke wynikajaca niewatpliwie z bledu kierowcy. To, ze ktos wyladowal w szpitalu moze oznaczac, ze np. nie zapial pasow. Ale o tym ani slowa. Tylko brawura. Jaki widzisz przekaz tego tekstu? Bo ja, jak zwykle, kierowcow noga z gazu. Reszta okolicznosci nie ma znaczenia.

        Stluczki w tak zatloczonym miescie to norma. Nienormalne, edkowi, wydaje sie, ze ktos wyladowal w szpitalu. Ale to nie dziwi ani Ciebie, ani pismaka. A powinno. Przypominam, ze urzedostan szacuje, ze nawet polowa smierci w samochodach to wynik nie zapiecia pasow. Jest o co walczyc, czy dalej brawura i predkosc? Czy chodzi wlasnie o to, aby "uswiadomieni" obywatele gineli zabijani przez poduszki, ale powolutku? Tak jak moja sasiadka okolo 50 m od wlasnego domu?
        • tomeck3145 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:17
          > To co na widac na zdjeciu to niegrozna stluczka przy minimalnej predkosci. Nie
          > widze tu ani brawury, ani powaznego wypadku. Widze stluczke wynikajaca niewatpl
          > iwie z bledu kierowcy.

          To co widać na zdjęciu to efekt jazdy na ślepaka, czyli wjazd na pełnej prędkości na wiadukt, a tu zonk - korek.
          • emes-nju Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:28
            tomeck3145 napisał:

            > To co widać na zdjęciu to efekt jazdy na ślepaka

            Niekoniecznie. Zauważyłeś na jaką literę zaczyna się rejestracja Dodge'a? Ano na "B". Przyjezdni kierowcy mogą mieć zupełnie inne doświadczenia niż potrzebne do jazdy w gęstym ruchu ;)

            Przyczyna nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma idiotyczny komentarz pismaka.
            • tomeck3145 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:31
              No pewnie że B, ale akurat w Warszawie o niczym nie świadczy, bo jest tu wysoki stopień "zesłoiczenia", kierowca może mieszkać tu od np. kilkunastu lat.

              Zresztą myślisz, że to efekt jazdy w korku, czy efektowne dołączenie do korka który nikczemnie schował się za szczytem wiaduktu?
              • emes-nju Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:44
                tomeck3145 napisał:

                > Zresztą myślisz, że to efekt jazdy w korku, czy efektowne dołączenie do korka
                > który nikczemnie schował się za szczytem wiaduktu?

                Przyczyna może też być breloczek, który wpadł kierowcy Toyoty do oka ;) Nie ma żadnego znaczenia. Jest najechanie, jest wina.

                Wątpliwości budzą słowa użyte do określenia tej stłuczki i to dlaczego w czymś tak mało pozornie groźnym ktoś ucierpiał. Ja "podczepiam się" pod diagnozę Edka - brak pasów.
              • rekrut1 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 15:06
                No pewnie że B, ale akurat w Warszawie o niczym nie świadczy, bo jest tu wysoki stopień "zesłoiczenia",
                Osobiście znam kilku rodowitych Warszawiaków jeżdżących na "obcej" rejestracji ze względu na oszczędności. :))
                • tomeck3145 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 15:28
                  albo w leasingu.
      • hannl Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 11:06
        0rwell napisał:

        > To już pajacowanie nie może skończyć się stłuczką? muszą być trupy i wraki?

        Musza. Dopoki nie ma trupow i wrakow to znaczy, ze jechal szybko ale bezpiecznie a nie brawurowo.
        • rekrut1 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 15:08
          Dopoki nie ma trupow i wrakow to znaczy, ze jechal szybko ale bezpiecznie

          Podobno nie da się szybko i bezpiecznie,albo szybko albo bezpiecznie,wybieraj. :))
      • emes-nju Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 13:56
        0rwell napisał:

        > To już pajacowanie nie może skończyć się stłuczką?

        Może.

        Otwarta pozostaje kwestia w jakim celu do opisania stłuczki użyto określenia "groźny wypadek" i powiązano to w tekście z brawurą.

        Cel jest niejasny, ale skutek i owszem. Oto w Polskę po raz kolejny poszła informacja powodująca u odbiorcy dysonans poznawczy - z jednej strony widzi na własne oczy zdjęcia z niegroźną stłuczką, a z drugiej czyta o groźnym wypadku spowodowanym brawurą. Skutkiem tego odbiorca podejmuje własną decyzję co mu bardziej pasuje do załączonego zdjęcia. I, jako że słowo nijak nie ma się do obrazu oraz wiedzy i doświadczenia odbiorcy, stopniowo przestaje reagować na jakiekolwiek, nawet te rozsądne, oficjalne komunikaty w temacie ruch drogowy...
        • tomeck3145 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 14:18
          > Otwarta pozostaje kwestia w jakim celu do opisania stłuczki użyto określ
          > enia "groźny wypadek" i powiązano to w tekście z brawurą.

          Żeby nabić kliknięcia? Publika łaknie krwi. Pospolita stłuczka nie jest atrakcyjna.
    • mariner4 To stłuczka i nikt nie zginął 17.05.12, 12:49
      ani nie odniósł pewnie obrażeń.
      Chodzi o poważne wypadki, a nie skutki gapiostwa.
      M.
    • klemens1 Re: Brawura winna powaznemu wypadkowi 17.05.12, 13:38
      Być może dziennikarz wyraził się nieprecyzyjnie, tzn. zamiast "lub" użył "i".
    • qqbek Siedzi dziennikarz przy biurku... 17.05.12, 15:16
      ...siedzi, siedzi...





      ...siedzi...





      ...siedzi...




      ...nagle słychać cichutkie "puk puk"...



      ..."kto tam"...




      ...zza drzwi rozlega się cichutkie skrobanie...






      ...ciii....





      ...ciii...




      ..."to tylko ja, sezon ogórkowy" pada w końcu odpowiedź.
      • emes-nju :D 17.05.12, 15:46

        • rekrut1 Re: :D 17.05.12, 15:52
          bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,11742034,Wypadek_autokaru_z_dziecmi__Kierowca_pedzil_jak_szalony.html
          Tu macie następnego "literata".
          • edek40 Re: :D 17.05.12, 16:01
            > Tu macie następnego "literata".

            Ciekawe, ze mamy w Gazecie juz kolejny kwiatek z retoryka rodem z tabloidu.

            Jedyne z czym mozna sie nie zgodzic to nadmierna predkosc jak na droge, ktora absolutnie nie jest dostosowana do takich pojazdow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka