hermanius
20.07.12, 11:26
Kiedyś człowiek zabierał w podróż atlas, plany miast i ruszał w drogę. Zjeździłem tak 2/3 Polski i 2/5 Europy. Potem nastała era nawigacji. Nabyłem takie ustrojstwo jakieś 5 lat temu. Automapa służyła dobrze, ale palmtop się zepsuł, a tu wakacje za pasem. I zaczęły się poszukiwania, to do niczego, to za drogie, nawet kupiłem jakąś maszynkę mapową, ale po dwóch dniach oddałem do sklepu. No i ruszyłem w drogę po byłych Austro-Węgrach. Okazało się, że ten fetysz kierowców jest całkiem zbędny. O drogach przejazdowych nie ma nawet co opowiadać, koń by sam trafił wszędzie. Miasta- poradziłem sobie z Budapesztem, Wiedniem, o dziwo nawet bez planów miast, choć przyznać trzeba, że te byłyby przydatne. Przy okazji brak nawigacji, pozwolił zobaczyć kilka ciekawych miejsc, znaleźć kilka skrótów, których bez rzucenia okiem na mapę bym nie znalazł, a zapatrzony w ekranik na szybie nawet bym o nich nie pomyślał. Tak sobie nawet myślę, że brak nawigacji powoduje większą koncentrację na drodze, a ta jak wiadomo sprzyja bezpieczeństwu. Może to zbyt daleko idący wniosek, może nie, na pewno jednak korzyści z posiadania nawigacji są mocno przesadzone.