narciasz1
02.11.13, 11:50
Moje zachowania wzgledem mojej pracy nie odbiegaja od sredniej. Nie jestem kamikaze czy przyglup ktory nie mysli. Wypadkow, kraks na drogach sa tysiace kazdego dnia. Jedne nic nie znaczace stluczki, inne... - nogami do przodu. A jeszcze inne sa takie, ze po ofierze znajduja kilka gnatow. Nawet z wykryciem czyje to gnaty bywaja klopoty.
Gdybym to wszystko bral pod uwage, siedzialbym w szafie, w piwnicy i jeszcze mialbym parasol z calowej blachy nad glowa. Ale, ze to wszystko pierdziele, a prace swoja lubie - to ... - se jade ...
Cos Wam opowiem, ale pamietajcie! - Mnie nie wolno denerwowac bo moge wysc z nerw i ... - sami wiecie, o wypadek nie trudno.
Do rzeczy. Bylo to jakis czas temu. Po rozladunku w North Valley (aglomeracja LA) i tam czesciowym zaladunku, po reszte jechalem w okolice Dallas - doladowac 3/4 naczepy. Latwo, lekko i przyjemnie.
Na dziesiatce, po minieciu Yumy robi sie bardzo zolto - jak w Vancuver i pusto jak w miesnym sklepie za komuny w kieleckim, nie ma na czym oka powiesic. Jedynie "niedzwiedzie" wesza za Meksykanami idacymi uparcie na saxy do Usiech. Puszczasz wowczas muzyke, dlubiesz w nosie, popiardujesz - szukajac ubocznego zajecia i pchasz sie do celu (forum GazWyb wowczas nie bylo).
Pomiedzy Tuscon a El Paso (zeby dac namiar o jakich okolicach gledze), joggujac po kanalach CB zlapalem slabe gdakanie Slowian z nad Wisly, nadstawilem uszu - ja! - Polaki! - jada tyz "dycha" w te sama strone co ja na wschod.
Byli okolo 10 mil przedemna wiec strzelilem z bata i po pol godzinie widze; od czasu do czasu na widnokregu polyskujaca chromem dupe cysterny Polakow - i druga, mile z przodu.
Zaczelismy nawijke jak to bywa w takich przypadkach na odludziu. Z psem by czlowiek gawedzil w tych stronach a co dopiero z ziemlakem. Rozmawiajac, dowiedzialem sie ze sa z Frisco, jada do Houston do
portu z jakims "infammabile" tatalajstwem. Zabraklo mi cieczy do plukania orgazmu Tfu! organizmu wiec im mowie ze ich smigne i sie zaopatrze w co trzeba, pozniej dokonczymy geganie, bo chcialem we "Wpolnocie Polskiej" pociagnac do Kant (nie mylcie!) jest taka miejscowosc w Texasie. - Za nia, jadac na pn. wschod (w moim wypadku do Dallas) wskakujesz na "dwie dychy" - czaicie?
Wyprzedzajac ich, pogralismy sobie na trabkach - machajac galeziami. Oni byli zaopatrzeni, nie mieli zamiaru zatrzymywac sie az u celu bo poganial ich termin rozladunku.
Bylo to przed Deming, minalem je, pognalem dalej pamietajac o ladnej pompie z zapleczem w miasteczku o znajomej mi nazwie z Francji: "Cambray".
Chociaz swiat wydaje sie wielki - tak nie jest. Czasami ludzie spotykaja sie wcale na to nie liczac poprostu los, PRZEZNACZENIE kieruje naszym zachowaniem, naszymi ruchami w gownie jakim jest zycie. Czasami, chcac kogos spotkac planujesz, umawiasz sie i ... kicha! - nie wydalo. Dziwne prawda? No, chyba ze idziesz do swej babci ktora zyje obok z kwiatami w dniu jej urodzin. Trafienie pewne - chociaz? - tez mozesz idac, zlamac noge i ... dupa!
Zjechalem na pompe. Zlozylem wizyte w "Krolestwie Ciszy" gdzie chwile rozmyslalem na dziejami swiata - pozniej kupilem napoje, inne wiktualy po czym do furki. W pudelku uslyszalem znajome glosy. Zapytalem czy juz mineli Cambray? - Nie! - za chwile.
Lubilem "wozic sie na kole". Od tego czasu juz nie - dlaczego? Gdybym ruszyl przed nimi, gadalibysmy nadal do czasu az by zamilkli, pomyslalbym ze "kabel sie urwal", pognalbym swoja droga. Czekajac na nich, zmienilem swoj jeden z nawykow.
Byla godz. 8 P.M. Slonce ostro dawalo po patrzalkach jak to ustalone miliardy lat temu, tym razem rowniez z zachodu. Kolesi juz widze jak sie zblizaja do parkingu na ktorym stalem (poludniowa strona). Gdy mnie mineli, inny kierowca jadacy naprzeciw tez - mozliwe, poczul potrzebe zwilzenia wnetrza. Nie wiem i nikt sie nie dowie co go sklonilo do zjazdu na parking. Wycelowal to spotkanie dokladnie. Z dwu truckow, nie liczac ladunkow nie zostalo kawalka prostego elementu.
Odjezdzajac z Cambray zostawilem dopalajace sie resztki aut i marzenia, troski, radosci - slowem, mienione zycie czterech kierowcow.
Jak myslicie, zapomne z czasem nazwe tego miasteczka o nazwie "Cambray"? Nie, nie zapomne, ale i rowniez nie porzuce swej pracy ktora naprawde lubie i mysle ze dobrze ja wykonuje.
Nie wierze w zadne prowadzace anioly, sw. Krzysztofow (chociaz mam jego medalik w kabinie - ktory dostalem kiedys na pl. sw. Marka w Wenecji od pewnej zakonnej siostry). Wierze w siebie, w swoja intuicje, doswiadczenie i licze tylko na siebie - to, pozwala mi wejsc do kabiny i jechac...