edek40
10.04.14, 10:11
Wstepnej "obrobce" poddal mnie, gdy kazal sie ciagnac za soba, po zwyklej szosie, ponizej 50 km/h. Potem mielismy obszar na tyle ledwo zabudowany, ze dozwolono 70 km/h, gdzie egoista z trudem przekraczal 40 km/h. Do wrzenie doprowadzil mnie na rondzie, na ktore nie wjezdzal przez co najmniej minute, choc droge faktycznie blokowaly mu moze ze dwa-trzy auta (faktem jest, ze mikrorondo i nieuzywanie kierunkowskazow nieco utrudnia decyzje, ale nie na tak dlugo!). Eksplozja nastapila, po jakichs 10 km trzymania w poblizu punktu wrzenia, gdy egoista pokazal jak rusza sie na swiatlach. Najpierw zostawil ze 200 m przed soba, a potem dal w gaz. Po mniej wiecej minucie mial juz 20 km/h.
I wtedy zatrabilem. Dlugo, wyraznie i z cala moca moich dwoch mocnych klaksonow.
To pierwszy raz od nie pamietam jak dlugo, gdy ktos mnie tak zgotowal. Jednym z powodow jest nauzywanie linii ciaglej przez miszcza od znakow oraz spory ruch z przeciwka. No nie moglem egoisty wyprzedzic i zapomniec zanim wybuchlem.