kozak-na-koniu
12.11.05, 09:35
Przejechałem sobie ostatnio nocą kilkaset kilometrów w zmienionych warunkach
pogodowo - drogowych i jak co roku znów szlag zaczyna mnie trafiać. Jak to w
listopadzie, droga była przeważnie mokra, miejscami było trochę opadającej
mgły i - jak zwykle, coraz więcej kierowców, którzy uważają się
za "bezpiecznych" zaczyna włączać wszystkie możliwe światła. Pomijając już
kodeks drogowy, który dopuszcza użycie świateł przeciwmgielnych (niestety,
tylko tylnych) wyłącznie w sytuacji, gdy widoczność spada poniżej 50 metrów,
jest to moim zdaniem kolejny dowód ludzkiej głupoty i bezmyślności. Przednie
światła przeciwmgielne są umieczczone nisko i oświetlają wyłącznie pobocze i
drogę w odległości kilku metrów przed maską. Ich zastosowanie w warunkach
mniej więcej normalnej widoczności nie daje nic lub prawie nic oprócz
oślepiania jadących z przeciwka. Tylne natomiast, silne i umieszczone wyżej -
praktycznie na wysokości oczu jadącego z tyłu (chyba że ciężarówka) w takich
warunkach po prostu oślepiają, męczą oraz skutecznie ograniczają widoczność
do przodu, mogą nawet mylić się ze światłami "hamulcowymi". Przejechać w
takich warunkach 400, 500 lub więcej kilometrów, często w kolumnie - to
naprawdę żadna przyjemność... Jedynym sposobem na takich debili jest ich
wyprzedzić, nawet ryzykując tym i owym. Ja w każdym razie tak robię, bo na
policję dzwonić mi się nie chce - to i tak nic nie da a poza tym, za drogo by
mnie kosztowały rachunki telefoniczne. Musiałem to napisać!
pzdr