mejson.e
10.03.06, 09:08
Dzisiaj spowodowałem spore zagrożenie na dwujezdniowej trasie Warszawa -
Kraków.
W miejscowości Łazy jest półkilometrowy teren zabudowany - miejsce faktycznie
niebezpieczne, bo skrzyżowanie i przejście dla pieszych.
A że to wszystko na trasie "ekspresowej", to przedarcie się przez
cztery "pospieszne" pasy jest niezłym wyzwaniem dla pieszych z kondycją
nieolimpijską.
Policja łapie tam często, ja zwalniam zawsze ale prawie nigdy nie wpuszczam
pieszych na pasy.
Dlaczego?
Zanim odpowiem, powiem co zdarzyło się dzisiaj, gdy ... wpuściłem.
Rzadko tam "statystyczny" kierowca zwalnia a jeszcze rzadziej zatrzymuje się
przed przejściem.
Dzisiaj skręcające w prawo samochody spowolniły kolumnę do czterdziestu paru
km/h, jadąc z taką prędkością spojrzałem w oczy pieszych czekających na
przejście i łagodnie się zatrzymałem.
No i się zaczęło - kierowca tira za mną widząc, że zwalniam pewnie pomyślał,
że będę skręcał w prawo, a że bez migacza to normalne.
Zaczął mnie wyprzedzać ale coś źle wykalkulował, bo zatrzymał sie gwałtownie
okrakiem na dwóch pasach omal nie zaczepiajac mnie zderzakiem.
Żeby było ciekawiej, to z poprzecznej włączył się kierowca skody uznając, że
jak tir zaczął zmianę pasa, to ją dokończy a ja pewnie przejadę dalej.
No i utknęliśmy w dziwnej pozycji - ja przed przejściem na prawym pasie, tir
z naczepą na prawym a przodem ciągnika na prawym i lewym pasie, skoda przodem
pomiędzy moim zderzakiem a przednim kołem tira.
Na przejście weszły z przeciwnych stron dwie matki z dziećmi, kierowca tira
dmuchnął klaksonem omal nie zrzucając czapek z głów dzieciakom.
No bo przecież winien całemu zamieszaniu byłem ja - kretyn zatrzymujący się
przed przejściem na obszarze zabudowanym jadąc drogą "ekspresową".
Jak się ma przed sobą taką drogę, "można" przecież lecieć 160/h.
Nawet prawym pasem na zabudowanym.
Brak normalnych dróg i mądrego oznakowania przeobraził większość normalnych
na codzień ludzi w okrutnych drapieżników wyrywających dla siebie co się da i
nie liczących się nikim (słabszym).
W takich warunkach ślepe przestrzeganie przepisów tworzy więcej zagrożenia
niż ich naginanie/omijanie/relatywizowanie a może po prostu - łamanie.
Dlatego więc w tamtym miejscu zawsze zwalniam a prawie nigdy - nie wpuszczam
pieszych.
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.