Dodaj do ulubionych

Poprawność tworzy zagrożenie...

10.03.06, 09:08
Dzisiaj spowodowałem spore zagrożenie na dwujezdniowej trasie Warszawa -
Kraków.
W miejscowości Łazy jest półkilometrowy teren zabudowany - miejsce faktycznie
niebezpieczne, bo skrzyżowanie i przejście dla pieszych.
A że to wszystko na trasie "ekspresowej", to przedarcie się przez
cztery "pospieszne" pasy jest niezłym wyzwaniem dla pieszych z kondycją
nieolimpijską.
Policja łapie tam często, ja zwalniam zawsze ale prawie nigdy nie wpuszczam
pieszych na pasy.
Dlaczego?

Zanim odpowiem, powiem co zdarzyło się dzisiaj, gdy ... wpuściłem.

Rzadko tam "statystyczny" kierowca zwalnia a jeszcze rzadziej zatrzymuje się
przed przejściem.
Dzisiaj skręcające w prawo samochody spowolniły kolumnę do czterdziestu paru
km/h, jadąc z taką prędkością spojrzałem w oczy pieszych czekających na
przejście i łagodnie się zatrzymałem.

No i się zaczęło - kierowca tira za mną widząc, że zwalniam pewnie pomyślał,
że będę skręcał w prawo, a że bez migacza to normalne.
Zaczął mnie wyprzedzać ale coś źle wykalkulował, bo zatrzymał sie gwałtownie
okrakiem na dwóch pasach omal nie zaczepiajac mnie zderzakiem.
Żeby było ciekawiej, to z poprzecznej włączył się kierowca skody uznając, że
jak tir zaczął zmianę pasa, to ją dokończy a ja pewnie przejadę dalej.

No i utknęliśmy w dziwnej pozycji - ja przed przejściem na prawym pasie, tir
z naczepą na prawym a przodem ciągnika na prawym i lewym pasie, skoda przodem
pomiędzy moim zderzakiem a przednim kołem tira.

Na przejście weszły z przeciwnych stron dwie matki z dziećmi, kierowca tira
dmuchnął klaksonem omal nie zrzucając czapek z głów dzieciakom.

No bo przecież winien całemu zamieszaniu byłem ja - kretyn zatrzymujący się
przed przejściem na obszarze zabudowanym jadąc drogą "ekspresową".
Jak się ma przed sobą taką drogę, "można" przecież lecieć 160/h.
Nawet prawym pasem na zabudowanym.

Brak normalnych dróg i mądrego oznakowania przeobraził większość normalnych
na codzień ludzi w okrutnych drapieżników wyrywających dla siebie co się da i
nie liczących się nikim (słabszym).

W takich warunkach ślepe przestrzeganie przepisów tworzy więcej zagrożenia
niż ich naginanie/omijanie/relatywizowanie a może po prostu - łamanie.

Dlatego więc w tamtym miejscu zawsze zwalniam a prawie nigdy - nie wpuszczam
pieszych.

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • klemens1 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 09:23
      Znam przypadek gdy takie przepuszczanie skończyło się śmiercią dzieciaka, który
      z animuszem wkroczył na pasy i został potrącony przez ciężarówkę, której
      kierowca uznał że przepuszczający zwolnij bo skręca w prawo.
      Przejścia dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej na dwupasmówkach, zwłaszcza
      poza terenem zabudowanym, nie mają racji bytu - przynajmniej w Polsce.
      Przydałby się przepis o miejscu gdzie pieszy może przekraczać jezdnię, ale nie
      ma pierwszeństwa - bo z tego pierwszeństwa więcej jest szkody niż pożytku -
      albo pieszy wlezie i zostanie potrącony (wina kierowcy, ale co z tego?), albo
      ktoś się zatrzyma i stworzy niebezpieczną sytuację.
    • emes-nju Jak ja Cie dobrze rozumiem... 10.03.06, 09:31
      A w takim miejscu wystarczyloby wybudowac zwykla kladke dla pieszych - to JEDYNA znana mi metoda zapewnienia bezpieczenstwa. Tylko po co? Waaadza mysli zyczeniowo, stawia ograniczenie, ktorego nikt na drodze ekspresowej nie bedzie przestrzegal (w koncu nie po to jedzie droga ekspresowa, zeby co chwile hamowac i przyspieszac - zreszta nawet zwolnienie do 50 czy 70 km/h nie rozwiazuje sprawy), ale zyje w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku. A dobrze spelniony obowiazek wedlug waaadzy to zmiecenie smieci pod dywan (bezpieczenstwa nie zapewniamy, ale tylki kryte) - w koncu gdyby naprawde wierzyli, ze ograniczneie rozwiazuje sprawe bezpieczenstwa, to nie wysylaliby tam radarowcow na pewne lowy... No bo przeciez jest znak i trzeba go przestrzegac...

      Zwroc tez uwage, ze radarowcy prawie zawsze stoja pod sam koniec ograniczenia - wlasnie tam, gdzie nawet ci, ktorzy zwolnili zaczynaja przyspieszac na widok znaku odwolujacego.
      • b-beagle Re: Jak ja Cie dobrze rozumiem... 10.03.06, 09:57
        Kładka to świetny pomysł ale póki co to rzeczywiście lepiej sie nie zatrzymywć
        bo różnie moga zareagować kierowcy jadący za nami
      • mejson.e Re: Jak ja Cie dobrze rozumiem... 10.03.06, 10:13
        emes-nju napisał:

        "A w takim miejscu wystarczyloby wybudowac zwykla kladke dla pieszych - to
        JEDYNA znana mi metoda zapewnienia bezpieczenstwa."

        Dla pieszych - tak, ale co z kierowcami włączającymi się z bocznych podrzędnych
        albo próbujących przeciąć cztery pasy "autostradowe"?

        Ten akurat odcinek nie jest zbytnio uciążliwy - ma niecałe pół kilometra i to
        wyłącznie w okolicach skrzyżowania.

        Określenie "ekspresowa" spcjalnie użyłem w cudzysłowie - to zwykła droga
        dwujezdniowa z kolizyjnymi skrzyżowaniami, wyjazdami z posesji czy przejściami
        dla pieszych.

        Prawdziwa ekspresowa droga omijałaby miejscowość a nie przecinała ją na pół jak
        rzeka.

        Miejscowi doczekają się pewnie sygnalizacji świetlnej a zaowocuje to korkową
        czkawką, bo na przestrzeni 4 km już są dwie takie sygnalizacje.
        A dwa pasy w jednym kierunku niewiele pomogą...

        "Zwroc tez uwage, ze radarowcy prawie zawsze stoja pod sam koniec ograniczenia -
        wlasnie tam, gdzie nawet ci, ktorzy zwolnili zaczynaja przyspieszac na widok
        znaku odwolujacego."

        Tam stoją zaraz za przejściem i "poprawny" nie zdążyłby jeszcze przyspieszyć,
        ale bezpieczeństwa pieszym ani trochę nie poprawiają.

        Gdyby stawali PRZED skrzyżowaniem, to na mur-beton wtedy WSZYSCY kierowcy by
        zwolnili.

        Ale nie byłoby kasy ani współczynnika wykonania planu mandatowego...

        Tak więc do (tamtejszych) urzędników nie mam tu pretensji ale do policji jak
        najbardziej.

        Ale najbardziej przeraża mnie powszechne zidiocenie kierujących, na skutek
        którego widzi się tylko dwa pasy do przodu - bez oglądania się na boki.
        I bez myślenia.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • Gość: irek Re: Jak ja Cie dobrze rozumiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 10:38
          >Ale najbardziej przeraża mnie powszechne zidiocenie kierujących, na skutek
          >którego widzi się tylko dwa pasy do przodu - bez oglądania się na boki.
          >I bez myślenia.

          Mnie bardziej przeraża zidiocenie odpowiedzialnych.
          W czasach gdy dla zwierzątek robi się przejścia podziemne - wykonanie takiej
          gilotyny winno być karane gilotyną.
          pozdr
        • emes-nju Re: Jak ja Cie dobrze rozumiem... 10.03.06, 10:50
          mejson.e napisał:

          > emes-nju napisał:
          >
          > "A w takim miejscu wystarczyloby wybudowac zwykla kladke dla pieszych - to
          > JEDYNA znana mi metoda zapewnienia bezpieczenstwa."
          >
          > Dla pieszych - tak, ale co z kierowcami włączającymi się z bocznych
          > podrzędnych albo próbujących przeciąć cztery pasy "autostradowe"?


          Dla nich potrzebne byloby skrzyzowanie wielopoziomowe :-) Tylko to troche drogie - z cala pewnoscia drozsze niz kladka dla pieszych. Kierowcy maja jednak troche wieksze szanse niz piesi - na jezdni sa krocej od najbardziej nawet raczego piechura. Na jezdniach tego typu nie musza pokonywac na raz 4 pasow - metoda skokami naprzod, z postojem w strefie pasa rozdzielajacego, swietnie sie sprawdza.


          > Określenie "ekspresowa" spcjalnie użyłem w cudzysłowie - to zwykła droga
          > dwujezdniowa z kolizyjnymi skrzyżowaniami, wyjazdami z posesji czy
          > przejściami dla pieszych.
          >
          > Prawdziwa ekspresowa droga omijałaby miejscowość a nie przecinała ją na pół
          > jak rzeka.


          Bo wiesz, trakty dla dylizansow tak wlasnie byly wytyczane :-) Potem z traktow zrobily sie drogi jednojezdniowe, potem dwujezdniowe, a potem ludzie zaczeli ginac jak muchy wiec zaczeto stosowac coraz bardziej drakonskie ograniczenia, probujace nadac samochodom predkosci dylizansowe :-) Problem w tym, ze wobec struktury urbanistycznej naszego kraju nie bardzo jest jak wytyczac nowe drogi. U nas nie ma wsi, miasteczek i miast - sa strefy gestszej i rzadszej zabudowy. Kazda droga musi zatem przecinac czyjes podworko, co budzi zrozumiale protesty.


          > "Zwroc tez uwage, ze radarowcy prawie zawsze stoja pod sam koniec
          > ograniczenia - wlasnie tam, gdzie nawet ci, ktorzy zwolnili zaczynaja
          > przyspieszac na widok znaku odwolujacego."
          >
          > Tam stoją zaraz za przejściem i "poprawny" nie zdążyłby jeszcze przyspieszyć,
          > ale bezpieczeństwa pieszym ani trochę nie poprawiają.
          >
          > Gdyby stawali PRZED skrzyżowaniem, to na mur-beton wtedy WSZYSCY kierowcy by
          > zwolnili.
          >
          > Ale nie byłoby kasy ani współczynnika wykonania planu mandatowego...
          >
          > Tak więc do (tamtejszych) urzędników nie mam tu pretensji ale do policji jak
          > najbardziej.


          Noz mi sie w kieszeni otwiera jak to widze! I zawsze maja klientow, ktorym POZWOLILI przejechac przez niebezpiczna strefe z za duza predkoscia. Bo chodzi o klientow, a nie o bezpieczenstwo! Chodzi tez o to, zeby waaaadza miala racje. Kocopaly o zwiekszaniu bezpieczenstwa daja tylko wytlumaczenia dla takich zachowan.


          > Ale najbardziej przeraża mnie powszechne zidiocenie kierujących, na skutek
          > którego widzi się tylko dwa pasy do przodu - bez oglądania się na boki.
          > I bez myślenia.


          Kiedys przecztalem, ze zagrozenie tworzone na jezdni przez kierowce jest odwrotnie proporcjonalne do jego IQ. Do tego im nizsze IQ, tym grozniejsze wypadki. Nic na to nie poradzimy... To co pisze na temat tego, ze kierowcy sa przez znakujacych traktowani jak niedorozwiniete dzieci najgorzej wplywa na zachowania wlasnie tych najmniej inteligentnych - oni w znacznie wieszym niz inteligentni ulegaja dzialaniom instynktownym. A instynkt podwpowiada, ze skoro traktuja mnie jak dziecko, to przepisy bede lamal (tak jak dziecko!) jak nikt nie patrzy.

          pzdr
          • mejson.e Bez straszaka 10.03.06, 11:36
            Że też polemizuję z kimś, z kim z reguły się ... zgadzam ;-)

            emes-nju napisał:

            > > Dla pieszych - tak, ale co z kierowcami włączającymi się z bocznych
            > > podrzędnych albo próbujących przeciąć cztery pasy "autostradowe"?

            "Dla nich potrzebne byloby skrzyzowanie wielopoziomowe :-) Tylko to troche
            drogie - z cala pewnoscia drozsze niz kladka dla pieszych. Kierowcy maja jednak
            troche wieksze szanse niz piesi - na jezdni sa krocej od najbardziej nawet
            raczego piechura. Na jezdniach tego typu nie musza pokonywac na raz 4 pasow -
            metoda skokami naprzod, z postojem w strefie pasa rozdzielajacego, swietnie sie
            sprawdza."

            Wyobraź sobie skoki ciągnika rolniczego z dłużycami w sytuacji, gdy "lecący"
            główna drogą wie, że nie musi uważać na pieszych bo ci przechodzą po kładce?

            Czy to wina rolnika, że nie ma lokalnej drogi z tartaku tylko musi przeciąć
            krajową dwujezdniówkę?
            Czy to wina lokalnego urzędnika, że zgodził się na poszerzenie drogi
            przecinającej miejscowość i stworzył tym zagrożenie dla mieszkańców?

            Dopóki nie będziemy jechać autostradą, czy droga ekspresową, musimy się liczyć
            z tym, że będziemy spotykać miejsca gdzie jedynym i uzasadnionym działaniem
            jest wprowadzenie ograniczenia prędkości.
            Ograniczenia uzasadnionego, rozsądnego i PRZESTRZEGANEGO.
            I wprowadzanego wyłącznie na niezbędnym odcinku a nie na kilometr przed i za
            niebezpiecznym miejscem.

            "Bo wiesz, trakty dla dylizansow tak wlasnie byly wytyczane :-) Potem z traktow
            zrobily sie drogi jednojezdniowe, potem dwujezdniowe, a potem ludzie zaczeli
            ginac jak muchy wiec zaczeto stosowac coraz bardziej drakonskie ograniczenia,
            probujace nadac samochodom predkosci dylizansowe :-)"

            Wybierając boczne drogi zamiast głównych, przelotowych, świadomie godzę się na
            przejeżdżanie przez miejscowości, gdzie muszę zwolnić dla bezpieczeństwa
            lokalnego ruchu nawet do prędkości dyliżansu ;-)
            I nie denerwują mnie częste ograniczenia bo to mój wybór.

            Jeśli jednak miałbym do pokonania mnóstwo km w ograniczonym czasie, to wymagam
            zapewnienia do tego warunków - równej, bezkolizyjnej drogi, na której nie muszę
            zwiedzać ryneczków i wąskich uliczek mijanych miejscowości z prędkością ruchu
            lokalnego, a więc i rowerzystów i traktorzystów.

            Najgorszą sprawą jest jednak fakt, że ja takiego wyboru obecnie z reguły nie
            mam - krajowe drogi rozbijają ruch lokalny, zmuszają do omijania dziur i
            wypatrywania pułapek niebezpiecznych policjantów.

            "Problem w tym, ze wobec struktury urbanistycznej naszego kraju nie bardzo jest
            jak wytyczac nowe drogi. U nas nie ma wsi, miasteczek i miast - sa strefy
            gestszej i rzadszej zabudowy. Kazda droga musi zatem przecinac czyjes podworko,
            co budzi zrozumiale protesty."

            No to czy mi z tego powodu wolno zabijać tych, których na niebezpieczeństwo
            wystawiła nieudolność jednej z wielu "waadz"?
            Skoro mnie nie traktuje "waadza" poważnie, to czy nie mogę olać
            trzystasiedemdziesiątego napotkanego dzisiaj ograniczenia prędkości?

            Wiem - naginając sie coraz niżej do kolejnych ograniczeń prędkości fundowanych
            nam rozrzutnie przez urzędowych populistów, odbieramy argumenty za szukaniem
            innych wyjść - rozumnego planowania przestrzennego, ograniczania miejsc
            kolizyjnych i innych tego typu baśni...

            Ale ja nadal, a wierzę że Ty i bardzo wielu innych kierujacych póki co schowamy
            ambicję do kieszeni i na drodze będziemy zachowywać przede wszystkim
            bezpieczeństwo.
            A pułapki stawiane przez policję w miejscach i w sposób nie mający nic
            wspólnego z bezpieczeństwem zwalczać: nagłaśniać, ośmieszać, procesować się w
            sądach, ale zawsze mając pewność, że samemu postępujemy właściwie - dla
            zachowania bezpieczeństwa.

            "Noz mi sie w kieszeni otwiera jak to widze! I zawsze maja klientow, ktorym
            POZWOLILI przejechac przez niebezpieczna strefe z za duza predkoscia. Bo chodzi
            o klientow, a nie o bezpieczenstwo!"


            No właśnie!

            "Kiedys przecztalem, ze zagrozenie tworzone na jezdni przez kierowce jest
            odwrotnie proporcjonalne do jego IQ. Do tego im nizsze IQ, tym grozniejsze
            wypadki. Nic na to nie poradzimy... To co pisze na temat tego, ze kierowcy sa
            przez znakujacych traktowani jak niedorozwiniete dzieci najgorzej wplywa na
            zachowania wlasnie tych najmniej inteligentnych - oni w znacznie wieszym niz
            inteligentni ulegaja dzialaniom instynktownym. A instynkt podwpowiada, ze skoro
            traktuja mnie jak dziecko, to przepisy bede lamal (tak jak dziecko!) jak nikt
            nie patrzy."

            Tylko najmniej inteligentych?

            Toż cholera dlaczego ich pełno dookoła...;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • emes-nju Re: Bez straszaka 10.03.06, 12:04
              Odpukac od 18 lat jezdze bezwypadkowo. Nie dlatego, ze balwochwalczo trzymam sie ograniczen, tylko dlatego, ze uzywam na drodze tej zaslepki na szyi. Jezeli w szczerym polu widze ograniczenie, to, po dokladnym rozpoznaniu terenu (czy nie ma niespodziewajek z radarem), mozna jechac. Ale jezeli ograniczeniu towarzysza inne znaki (skrzyzownia, przejscie dla pieszych), to nie ma zmiluj i noga z gazu. To nie jest ani specjalnie trudne, ani specjalnie uciazliwe - trzeba tylko patrzec dalej niz koniec maski i uwzgledniac prawa innych na drodze.

              Skoro nie mozemy jezdzic po normalnych drogach, musimy sie przyzwyczaic. Bo w bajki nie wierze. Za naszego zycia nie da sie rozsypanych jak kwiatki na lace wiejskich chalup pogrupowac we wsie, zeby zrobic miejsce na pola (zamiast splachetkow mylnie mianem pola uprawnego okraszanych) i na infrastrukture. Problemy na naszych drogach sa efektem calych dziesiecioleci kompletnego bezholowia we wszystkim na co sie nie spojrzy (przeciez nawet dzis niczym dziwnym nie jest budowa osiedla mieszkaniowego pomiedzy torami kolejowymi, fabryka i planowana trasa szybkiego ruchu - bo ktos ma ziemie i buduje na niej to, co zechce). Zadne pieniadze nie zalatwia spraw tysiecy ludzi, ktorzy mieszkaja na trasie (to pol biedy - gorzej jak PRZY trasie) planowanej autostrady czy tylko drogi (faktycznie) ekspresowej. To jest dramat - w zasadzie nalezy nieomal poczekac az wymrze cale pokolenie, bo wielu ludzi nie bardzo da sie wysiedlic z ziemi ojcow. Jak bardzo by sie nam to nie podobalo i jak bardzo godzi to w interes spoleczny, rozumiem ludzi, ktorych dorobek zycia ma zostac zaorany pod budowe drogi dla "miastowych".

              Dletego calkowicie zgadzam sie z tym:


              > Dopóki nie będziemy jechać autostradą, czy droga ekspresową, musimy się
              > liczyć z tym, że będziemy spotykać miejsca gdzie jedynym i uzasadnionym
              > działaniem jest wprowadzenie ograniczenia prędkości.
              > Ograniczenia uzasadnionego, rozsądnego i PRZESTRZEGANEGO.
              > I wprowadzanego wyłącznie na niezbędnym odcinku a nie na kilometr przed i za
              > niebezpiecznym miejscem.


              Ze szczegolnym uwzglednieniem ostatnich linijek. Znakujacy dajcie jezdzic tam, gdzie mozna! Wtedy ograniczenia ustawione tam, gdzie trzeba beda mniej dolegliwe, a tym samym akceptowalne i bardziej przestrzegane!
              • zzz12 Re: Bez straszaka 10.03.06, 12:18
                Kladka dla pieszych to pic na wode: kobiety z wozkami i malymi dziecmi raczej
                przebiegna slalomem miedzy pedzacymi samochodami, niz beda taszczyc wozek po
                schodach. To samo dotyczy osob starszych, majacych problemy z poruszaniem sie.
                Czyli- chyba najczestszych ofiar wsrod pieszych. Raczej wyjsciem byloby
                przejscie pod jezdnia (tunel), pod warunkiem, ze bez schodow.
                W Szwecji ograniczenia predkosci sa w zasadzie przestrzegane przez kierowcow
                (no, powiedzmy, gdy ograniczenie jest do 90 km/h, zdarzaja sie nie tak rzadko
                sunacy 120-130, ale szanse na bliskie spotkanie z pieszym na jezdni sa
                symboliczne, latwiej o kolizje z losiem), natomiast w miastach, gdzie
                ograniczenie zdarza sie do 30 km/h (uliczki osiedlowe, okolice szkol i
                przedszkoli), kierowca jadacy z predkoscia 35- 37km/h jest nazywany bandyta,
                morderca, i adekwatnie traktowany przez policje. Bez litosci.
                • emes-nju Re: Bez straszaka 10.03.06, 13:28
                  zzz12 napisała:

                  > Kladka dla pieszych to pic na wode: kobiety z wozkami i malymi dziecmi raczej
                  > przebiegna slalomem miedzy pedzacymi samochodami, niz beda taszczyc wozek po
                  > schodach. To samo dotyczy osob starszych, majacych problemy z poruszaniem
                  > sie.
                  > Czyli- chyba najczestszych ofiar wsrod pieszych. Raczej wyjsciem byloby
                  > przejscie pod jezdnia (tunel), pod warunkiem, ze bez schodow.


                  Nawet w Polsce juz to dostrzezono i przy kladkach instalowane sa windy. Nie ma ich zbyt duzo, ale wiekszosc nowych (i swiezo remontowanych) kladek windy jednak ma. Mysle, ze kladka z winda i tak jest wielokrotnie tansza od tunelu, ktory trzeba przeciez drazyc pod jezdnia, ktorej nie powinno sie wylaczac w tym celu z uzytku.


                  > W Szwecji ograniczenia predkosci sa w zasadzie przestrzegane przez kierowcow
                  > (no, powiedzmy, gdy ograniczenie jest do 90 km/h, zdarzaja sie nie tak rzadko
                  > sunacy 120-130, ale szanse na bliskie spotkanie z pieszym na jezdni sa
                  > symboliczne, latwiej o kolizje z losiem), natomiast w miastach, gdzie
                  > ograniczenie zdarza sie do 30 km/h (uliczki osiedlowe, okolice szkol i
                  > przedszkoli), kierowca jadacy z predkoscia 35- 37km/h jest nazywany bandyta,
                  > morderca, i adekwatnie traktowany przez policje. Bez litosci.


                  I o to wlasnie chodzi. Ograniczenia powinny odzwierciedlac zagrozenia. A nie tak jak jest np. w Warszawie gdzie 50 km/h obowiazuje na wielopasmowej drodze o ograniczonej kolizyjnosci, jak rowniez na waskiej uliczce w scislym centrum. I zgadnij gdzie policja lapie przekraczajacych predkosc? Oczywiscie nie tam, gdzie zagrozenia wynikajace z za szybkiej jazdy sa najwieksze, tylko tam, gdzie kierowcy sa bardziej sklonni do duzych (a wiec drogich w taryfikatorze) przekroczen - na wielopasmowkach (!).

                  Uwazam, ze zeby zaczac karac bez litosci, nalezaloby przebudowac caly system ograniczen w Polsce. Z praktyki widac, ze co najmniej polowe znakow mozna wyrzucic - i tak ludzie jezdza znacznie szybciej. I sa miejsca gdzie to systematyczne lamanie ograniczen nie przeklada sie na zwiekszenie liczby wypadkow! Tam ograniczenia trzeba zdjac (wystarcza te, ktore naklada na nas KD). A reszte ograniczen egzekwowac z najwieksza surowoscia! Bo tylko wtedy bedzie to realne!
    • x-man66 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 13:27
      Muszę przyznać, że rozumiem wagę problemu z punktu widzenia kierowcy i może
      dlatego przejeżdżając przez podobne miejscowości leżące na trasie współczuję
      ludziom mieszkającym przy drogach o dużym natężeniu ruchu !!!!!
      A mam podobne mieszane uczucia i nawet chęć zatrzymanuia się aby kogoś
      przepuścić lecz sunące za mną (lub obok mnie) inne pojazdy powoduję jednak obawę
      o własne bezpieczeństwo i piesi niestety przegrywają.
      Piszę niestety, bo sam jestem pieszym w dużym mieście, choć tu piesi mają trochę
      lepiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka