emes-nju
12.05.06, 11:04
Wczoraj widzialem niegrozna krakse. Zwykla ulica jechal sobie Mercedes, ktory
przypakowal w wyjezdzajaca z drobnej uliczki, zza krzakow, Corse. Na pierszy
rzut oka winny byl pan z Corsy. Ale ze bylem pieszo, moglem sie przyjrzec...
Otoz droga, z ktorej wyjezdzala Corsa nie miala trojkata. Nie byla droga
osiedlowa - ot zwykla, podrzedna droga. Pomyslalem sobie, ze ktos zapomnial
postawic znak albo komus znak sie przydal. Poszedlem dalej i zauwazylem, ze
zadna z jezdni dolaczajacych sie do drogi pelniacej funkcje glownej, nie mala
trojkata. Ktos uznal, ze skrzyzownia rownorzedne sa tam jak najbardziej na
miejscu.
I to jest klasyczna pulapka na kierowcow! Droga, ktora z racji natezenia
ruchu i funkcji "tranzytowej" nie ma ZADNYCH oznaczen informujacych o tym, ze
wystepuja na niej skrzyzowanie rownorzedne jest niebezpieczna. I moze nie
byloby problemu gdyby nie to, ze przy tej drodze ciasno parkuja samochody.
Skrzyzowania widac dopiero jak okaze sie, ze przerwa w zaparkowanych
samochodach jest skrzyzownienem!!! Znajacy te droge jakos sobie poradza
(nawet pomimo tego, ze pomiedzy chodnikiem, a jezdnia posadzone sa sliczne
krzaki zaslaniajace widocznosc). Ludzie, ktorzy jada nia po raz pierwszy moga
zatrzymac sie, jak pan z Mercedesa, przed osiagnieciem celu podrozy...
Jak dla mnie to kolejny przyklad znakologii stosowanej. Na planach wszystko
bylo ok., a jak cos sie wydarzy, to winien jest kierowca.