ab_extra
27.06.06, 20:24
Przez miasteczko przebiega dwukierunkowa droga powiatowa. Odcinek o którym
mówie oznaczony jest z obu stron żółtymi rombami. Prostopadle łączy się z nią
droga osiedlowa, na którą wjazd strzeżony jest od strony drogi powiatowej
znakiem "ustąp pierwszeństwa przejazdu". Od biedy mogę sie domyslać, że
skręcajac z drogi powiatowej w drogę osiedlową w lewo, muszę ustapić
pierwszeństwa pojazdom wyjeżdżającym z osiedla na drogę powiatową. Pal licho.
Ciekawiej to wyglada od strony osiedla, gdy wyjeżdża się z drogi osiedlowej na
drogę powiatową (przypominam: na tym odcinku oznaczoną z obu stron jako droga
z pierwszeństwem przejazdu). Otóż nie ma tam zadnego znaku, ani poziomego, ani
pionowego, kierowca więc moze traktować to (a nawet powinien), jako
skrzyżowanie dróg równorzędnych. Mało, pojecia nie ma, że pojazdy
nadjeżdżające z prawej i chcące wjechac na osiedle, powinny ustapic mu
pierwszeństwa przejazdu, bo widzi tylko tył znaku o tym informujacego. Mało:
najgorsze jest to, że powinien oczekiwać, że pojazdy nadjeżdzające z lewej
droga powiatową, ustapia mu pierwszeństwa przejazdu.
A może ja czegoś, kuźwa, oczywistego nie rozumiem i powinienem odwiedzić
psychiatrę? Jednak mozna chyba oczekiwać, ze oznakowanie na drodze będzie
logiczne, czytelne i oczywiste? Kto tu zwariował?