Gość: swoboda_t
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.05.07, 23:58
Byłem dziś uczestnikiem zdarzenia, które można tym mianem określić. Na błędy
lub brawurę innych zwykle nie reaguję, ew. usuwam się z drogi. Dziś
zobaczyłem takie bydło, że mi odbiło i postanowiłem zabawić się w
nauczyciela. Jadę lewym pasem ul. Chorzowską w K-cach, od Żyrafy w stronę
Wesołego Miasteczka z zamiarem skręcenia w lewo na Złotą. Dwa pasy w każdą
stronę oddzielone podwójną ciągłą. Za 150 m światła, czerwone, więc wszyscy
kulają się bez gazu jakieś 60. Nagle w lusterku widzę nurkującego przodem
czarnego sedana japońskiej marki, która w PL ma jakoby sportowy image. W tym
egzemplarzu dodatkowo wzbogacony poprzez hasiok-worki na szybach. Auto
myszkuje - koleś będzie wyprzedzał z prawej. Istotnie - po chwili gwałtownym
ruchem przerzuca akordeon na prawy pas, rura i zajeżdza mi drogę. Następny
rzut autem i koleś wyprzedza sąsiednim pasem (dla przeciwnego kierunku!) wóz
przed nami, by pognać w stronę lewoskrętu. Na którym - dziwnym trafem -
stałem zaraz za nim. Po wjeździe w Złotą rura, ale kierowca Laguny przed nami
też chciał wieśka utemperować i biedak nie dał rady przed końcem lewego pasa.
Gwałtownie wcisnął się więc znów w pięciometrową lukę przede mną - bez
kierunków rzecz jasna, których nie użył ani razu. I etym momencie
nagrodziłem go klaksonem - trzymałem tak z 10 eskund, aż facet zaczął
zwalniać. Stanął blokując ruch za nami, zamaszyście otworzył drzwi i oczom
mym ujrzał się spodziewany widok. Dżentelmen w moim wieku, może nawet
młodszy, odziany w szykowny trójrzędowy ancug (trzy paski w rzędzie), z
obliczem znamionującym bezkresną mądrość i oczami, które zdawały się radośnie
krzyczeć: GIEKSA PANY! LEGIA CHU.J! Podszedł do mojego auta informując, że
mnie chu.a nauczy kur.a trąbić. Szybę miałem otwartą, łokieć wystawiony, cały
czas gryzłem sobie spokojnie jabłko patrzac w milczeniu spod byka. Jegomość
po chwili namysłu, chyba oczekiwania na moją inicjatywę, wymierzył cios w
przedramię, skutkiem czego jabłko przeleciało na sąsiedni fotel uderzając
moją Matkę w twarz. Już miałem stracić nerwy i wyskoczyć z auta (a na oko
szanse były wyrównane), ale żal mi się zrobiło tych kierowców za nami. Miałem
ponadto na pokładzie Babkę - w razie bójki pewnie zeszłaby na zawał.
Zaspokojony jegomość oddalił się w kierunku swego bolidu odprowadzony przeze
mnie gestami i słowami określającymi jego inteligencję i orientację
seksualną, po czym z kopyta ruszył dalej na lans. Pisząc to mam taki
dylemacik. Nie wiem, czy wstydzić się utraty dystansu, czy może dobrze
zrobiłem piętnując tak ewidentnie chamskie zachowanie??
P.S.: Parę lat temu w tym samym miejscu mój Ojciec niemal potrącił psa, który
wyskoczył wprost pod koła. Stary wyhamował, a za psem zza krzaków wyskoczył
facet wymachując wielkim nożem! Na szczęście vater szybę miał tylko lekko
uchyloną i odjechał, ale starch pomyśleć co by było, gdyby jak ja dziś miał
szybę całkiem opuszczoną. Skąd się biorą takie poje.y??