Dodaj do ulubionych

potrzebuje pocieszenia

13.10.07, 17:23
Cześć.
Pozdrówka dla wszystkich zmotoryzowanych ja niestety od paru dni też do nich
należę.
Piszę niestety bo jazda samochodem to nie jest to co tygryski lubią naprawdę.

5 lat temu coś mnie podkusiło i poszłam na kurs prawa jazdy zdałam egzamin za
pierwszym razem i od egzaminu nie siedziałam za kółkiem.

Kilka tygodni temu mój szef przeniósł firmę na jakieś zadupie gdzie nie
dojeżdża ani pociąg ani autobus i pojawił się problem z dojazdem.

Po rozważeniu wszystkich możliwości stanęło na tym że kupuje samochód. No i
kupiłam, poszłam też na parę jazd przypominających, pojeździłam też trochę
swoim autkiem (oczywiście z doświadczonym kierowcą jako pasażerem)i

Nie popełniam jakiś poważnych błędów ale totalnie brak mi pewności. W
poniedziałek jadę po raz pierwszy do pracy zabierając po drodze kilka innych
nie zmotoryzowanych osób. Od kilku dni nie sypiam jestem totalnie przerażona.

Błagam powiedźcie że to z czasem mija. że człowiek nabiera pewności i nie
wsiada do samochodu jak za karę.
Jak wy zaczynaliście, czy to wszystko było dla was od razu proste i przyjemne
, czy ja po prostu jakaś nienormalna jestem.

Buźka
Obserwuj wątek
    • emes-nju Pocieszam! :-) 13.10.07, 17:49
      Spoko. Strach minie jak tylko nabedziesz pewnosci. Za miesiac bedziesz smigac az milo. Tylko wez pod uwage, ze okres od poczucia wiekszej pewnosci, do zdobycia faktycznego doswiadcznia jest najbardziej niebezpieczny - czujesz sie juz pewnie, a doswiadczenia brak.

      Goraco polecam, zebys poczatkowe jazdy odbywala sama :-) Nic tak nie deprymuje jak paniczne okrzyki z prawego fotela. A prawy fotel (moj tez, mimo, ze jezdze calkiem chyba niezle, bo bezwypadkowo od prawie 20 lat) zawsze jest nieco bardziej histerycznie nastawiony do tego, co dzieje sie na drodze niz kierowca - nie wie co zamierzasz. Np. widzac, ze trzeba hamowac, nie czuje hamowania i drze sie HAMUJ! nie wiedzac, ze Ty juz przenioslas noge na hamulec i go wciskasz...
    • iberia.pl Re: potrzebuje pocieszenia 13.10.07, 17:55
      tiril1981 napisała:


      > Błagam powiedźcie że to z czasem mija. że człowiek nabiera
      pewności i nie wsiada do samochodu jak za karę.

      dokladnie tak jest! U jednego szybciej i drugiego pozniej ale mija,
      naprawde.

      > Jak wy zaczynaliście, czy to wszystko było dla was od razu proste
      i przyjemne , czy ja po prostu jakaś nienormalna jestem.


      nie bylo ani proste ani przyjemne.Moja poczatki byly
      koszmarne,paniczny strach przed jazda,nogi jak z waty, powtarzanie
      jak mantra jakie czynnosci musze wykonac jak tylko wsiade do
      auta:fotel:lusterka, pas,sprzeglo, hamulec, odpalic, jedynka itd.

      A dzisiaj czy kilka lat temu?Nie wyobrazam sobie nie jezdzic.
      Jedyna metoda:to....jezdzic, jezdzic, jezdzic.
      Mam nadzieje, ze teraz przez weekend przejedziesz sobie trase do
      pracy-ale bron Boze nie ucz sie jazdy na pamiec!.
      Trzymam kciuki i jestem pewna, ze bedzie dobrze!Powodzenia.
    • edgar22 Re: potrzebuje pocieszenia 13.10.07, 18:16
      > Jak wy zaczynaliście, czy to wszystko było dla was od razu proste i
      > przyjemne

      Hmmmm.. dla mnie pierwsze jazdy samochodem były tak ekscytujące, że nie było już
      miejsca na strach. Rzeczywiście - wszystko było od razu proste i przyjemne.

      > Błagam powiedźcie że to z czasem mija.

      Nie mam takich doświadczeń za sobą, ale mam nadzieję, że to rzeczywiście mija i
      tego Ci życzę. Powodzenia!
      • Gość: antyanimals Re: potrzebuje pocieszenia IP: *.lei3.cable.ntl.com 13.10.07, 20:23
        jak masz czas to sobie troche pojezdzij z kims dodwiadczonym jako
        pasazerem no i jak zauwazono lepiej poczatkowo sama jezdzij zeby
        bardziej sie skupic na jezdzie,niema nic gorszego niz BABY-BIURWY
        jako pasazerki-neda krzyczaly,lub zagadywaly o bzdurach typu modne
        klapki itd...jeszcze jak piszesz ze niezmotoryzowane baby biurwy to
        juz najgorszy koszmar!!!Jak dalej bedziesz sie bac to walnij setke
        wodki i w droge-powinno pomoc:)
    • agulha Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 02:09
      Hi hi, moja historia była mniej więcej taka sama, tylko przerwa jeszcze dłuższa
      - prawo jazdy 1987, własny samochód i pierwsze jazdy 1998. Też jazdy
      przypominające. Pierwszy przejazd z miejsca kupna samochodu do domu - koszmar.
      Pierwsze tankowanie - nie wiedziałam jak się to, kurna, robi, poprosiłam o pomoc
      (na pierwszej napotkanej stacji nie chcieli mi pokazać, jak to zrobić). Pamiętam
      swoją refleksję: "w autobusie to przynajmniej można było myśleć o niebieskich
      migdałach, a tu nic z tego, trzeba się skupiać na jeździe". Ani się obejrzałam,
      a już wyłam ze śmiechu na samo wspomnienie tej złotej myśli. Obecnie jeżdżę
      dużo, codziennie do pracy i czasami w trasę, nawet długą, i jestem w stanie
      myśleć nad różnymi rzeczami albo gadać z pasażerem. Aha: bardzo pomagają jazdy w
      niedzielę - człowiek poznaje potrzebne trasy w bezstresowych warunkach, bo ruch
      mniejszy. Koniecznie pojedź jutro do miejsca pracy i z powrotem. Popatrz, gdzie
      są zakazy skrętu, która droga gdzie ma pierwszeństwo i takie tam. Jeżeli potem
      jazda będzie nadal dla Ciebie dużym stresem, pogadaj z szefem, może się zgodzi,
      i przez jakiś czas pracuj w innych godzinach, tak żeby do pracy jechać bardzo
      wcześnie rano, bo też wtedy ruch jest mniejszy. I nie bój żaby - każdy przez to
      przechodził, tylko nie każdy umie się przyznać.
    • tomek854 Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 04:15
      Spoko, moja dziewczyna ma prawo jazdy od 14 lat a nie jeździła od 13, a
      wcześniej tylko maluchem.

      Teraz sie uczymy jeździć. Autko nieco lepsze, ale ona niepewna. Zaczęliśmy od
      wielkiego, pustego placu. Pierwsze chwile były straszne, tymbardziej że teraz
      kierownica nie po tej stronie.

      Dzisiaj kolejna jazda na placu jeszcze, zanim wyjedziemy "na miasto". Po paru
      kółkach tak mnie zemgliło, ze poprosiłem, żeby mnie wysadziła. Potem stałem
      sobie tylko na środku placu i słuchałem pisku opon i wąchałem ten swąd ;-)

      W końcu zatrzymała się koło mnie z rogalem na buzi - "podoba mi się :D"

      U Ciebie też tak będzie :-)

      Pozdrawiam
      • wolta2 Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 09:51
        Lepiej nie brać "doradcy". Ja na początku próbowałam to z bratem to
        ze znajomym, koszmar! Opanowani na co dzień nie wytrzymywali ze mną.
        I były to uwagi typu : Nie jeździj po tych studzienkach!,
        Wyprzedzaj! A ja wolałam się ciągnąć na początku za wałem drogowym.
        Miałam zielony listek i mam wrażenie, że większość trzymała
        bezpieczną odległość ode mnie. Powodzenia!
        • iberia.pl Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 11:32
          wolta2 napisała:

          > Lepiej nie brać "doradcy".

          tu bym polemizowala....nie kazdy ma tyle odwagi by wsiasc samemu do
          auta i nie akzdy ma....wlasne auto.

          >Ja na początku próbowałam to z bratem to ze znajomym, koszmar!
          Opanowani na co dzień nie wytrzymywali ze mną.

          no wlasnie wszystko zalezy od taqkiego doradcy....ja tez nim jezdze,
          siostra miala ponad 1,5 roku przerwy od pierwszych jazd i blisko 3
          lata od zdania egzaminu, ani razu nie zdarzylo mi sie podniesc
          glosu...choc bledy popelnia.Krzyk w tym przypadku nie jest metoda...
          Oczywiscie komentauje Jej styl jazde, tlumacze gdzie zrobila blad,
          na co ma zwrocic uwage, chwale gdy trudny manewr wykona dobrze.
          Nadal jezdzimy razem bo uwazam, co prawda robi postepy ale jeszcze
          nie jest gotowa do jazd sama.


          > Miałam zielony listek i mam wrażenie, że większość trzymała
          > bezpieczną odległość ode mnie.


          dokladnie, tez jestem za zielonym, siostra sie buntuje ale nie ma
          listka nie ma jazdy.Nie ma wyboru, listek na szybe i jazda.
    • no-comments Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 10:41
      To ja też się dołączam do tych pocieszeń, zwłaszcza że poraz pierwszy widzę
      "normalne" wypowiedzi, czasem wchodząc na niektóre fora miałam wrażenie, że
      wszyscy po kursie na prawo jazdy czy przez pierwsze tygodnie samodzielnej jazdy
      nie dość, że jeździli super to jeszcze czerpali z tego tylko i wyłącznie
      przyjemność, a ja.... a ja wręcz przeciwnie. Też nie popełniałam jakichś
      większych błędów, ale głupie nawet wpadki ze zgaśnięciem samochodu czy próbą
      ruszenia na luzie wywoływały stres nie do ogarnięcia, jedne błędy powodowały
      drugie, a ja sobie myślałam, że chyba to moje jeźdzenie zawsze będzie takie
      niepewne, szarpane i stresogenne i że pomimo, że to strasznie lubię to chyba za
      kółko nie powinnam wsiadać dla dobra innych kierowców;). Wsiadając do auta
      zawsze myślałam "no i co ja dzisiaj głupiego wykombinuje na drodze". U
      niektórych to nabieranie pewności trwa krócej, u niektóych dłużej - u mnie
      trwało dłużej, ale to że przychodzi to wolniej - nie oznacza, że nigdy nie
      przyjdzie, z czasem po prostu sie orientujesz, że duże problemy stają się nagle
      mniejsze, a z czasem zanikają. Wszystko po prostu przychodzi z czasem, trzeba
      być cierpliwym.
      No i rad kilka: przychylam się do zdania innych, żeby jeździć samej - ja tak
      wolałam - mogłam sobie w aucie przeklinać, narzekać, robić głupoty i wiedziałam,
      że nie patrzy na mnie uważne oko współpasażerów, którzy zaraz wytkną mi błędy
      albo będą "wiedzieli lepiej", próbowali przekonać do głupich nawyków w rodzaju
      dojeżdzania na luzie do skrzyżowań itd powodując tylko stres i nie poprawiając
      wcale mojej jazdy. Jeżdząc sama też więcej się uczysz - dopóki jeździsz z kimś,
      choćby podświadomie liczysz na to, że w razie czego ktoś inny zdąży zauważyć
      znak, ktoś inny podpowie, kto ma pierszeństwo, krzyknie hamuj, powie jak
      zaprkować. Jeśli jeździsz sama - jesteś skazana na siebie, uczysz się na
      własnych błęach, uczysz podejmować sama decyzje, no i nikt Cię nie rozprasza.
      Spróuj też nakleić zielonego liścia - kierowcy naprawdę nie traktują takiego
      "zielonego" kierowcy ze szczególnym chamstwem, z moich obserwacji - wręcz
      przeciwnie - umożliwiają włączenie się na pas, czasem odpuszczą sobie trąbienie
      jak wymusisz pierszeństwo, zachowają większy dystans, a nawet jak kierowcy nie
      pomagają na drodze to liść dodaje trochę pewności siebie;D
      No i zacznij jeździć już - im więcej tym lepiej, po osiedlu, znanych drogach, w
      weekend, nawet o szóstej rano w niedzielę - kiedy ruch jest najmniejszy -
      będziesz miała czas na oswojenie się z autem, im bardziej oswoisz się z autem -
      tym łatwiejsza i przyjemniejsza będzie jazda, a za pare lat będziesz się z tego
      śmiać i pocieszać innych:)
      Powodzenia i wytrwałości życzę.
      • iberia.pl Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 11:34
        no-comments napisała:

        > próbowali przekonać do głupich nawyków w rodzaju
        > dojeżdzania na luzie do skrzyżowań itd


        no nie wiem...jesli widze, ze nie wyhamuje silnikiem to wrzucam na
        luz i nie uwazam, zeby to bylo glupie...
      • tomek854 Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 15:03
        > albo będą "wiedzieli lepiej", próbowali przekonać do
        > głupich nawyków w rodzaju dojeżdzania na luzie do
        > skrzyżowań

        Ja też chciałem się zapytać, dlaczego taki nawyk jest głupi.

        Na marginesie: czyli ty jesteś początkującym kierowcą ale już wiesz lepiej niż
        ci doświadczeni, że taki nawyk jest głupi?

        Ja jestem kierowcą zawodowym, jeżdżę pojazdami do 30 ton, robię tak często, bo
        to jest najprościej i najwygodniej i NIGDY nie miałem z tego powodu żadnej
        niebezpiecznej sytuacji.

        Co więcej robiłem tak na kursie na ciężarówkę, instruktor na mnie krzyczał że
        tak nie wolno, ale nie miał innych argumentów niż "bo cię za to obleją na
        egzaminie". Na egzaminie tak robiłem, bo nawyków się nie wykorzeni tak łatwo i
        jakoś bez problemu zdałem...
        • iberia.pl do tomka854 14.10.07, 15:34
          moja siostra po kilku jazdach ze mna wziela kilka jazd z
          instruktorem (zreszta to byla moja sugestia) i tez zauwazylam, ze
          teraz nie wrzuca na luz na dojezdzie tylko jak juz stoi-mnie to ryba
          w sumie,moze faktycznie dopoki nie ma wprawy to neich tak robi, bo
          pewnie i ja tez tak kiedys jezdzilam-nie pamietam.

          Tak samo nie wiem czy to jest normalne czy nie :ale ja np. nie
          redukuje biegow, tzn.redukuje juz wtedy jak musze ale nie, ze jade
          na 5, przyhamuje czy zwolnie i juz 4, nie, dopiero jak obroty i
          predkosc sa odpowiednie to wrzucam 2 czy 3 :-).Nie wiem czy to
          poprawne czy nie , ale staram sie ograniczac machanie drazkiem :-
          ).Natomiast Ona owszem redukuje bo tak ja uczyli.
          • tomek854 do iberii 14.10.07, 18:55
            Ależ ja wiem, że tak uczą. Mi też to facet usiłował wprasować na kursie na
            ciężarówkę, choć nie potrafił wyjasnić dlaczego... Twierdził, że silnik musi
            pompować powietrze do hamulców na przykład, a przecież w zbiornikach jest tyle
            powietrza, ze ja na zgaszonym silniku jestem w stanie zahamować z 10 razy...

            Ja jestem po prostu ciekaw dlaczego to niby ma być lepsze.

            Czy początkującemu kierowcy będzie łatwiej, jeżeli dojeżdża do skrzyżowania z
            wbitym biegiem? W tej niezwykle wyimaginowanej sytuacji, w której potrzebowałby
            nagle przyśpieszenia, naprawdę będzie mu łatwiej wyrzucić bieg i wrzucić
            właściwy niż tylko wrzucić właściwy bieg?

            Ja tak nigdy nie jeździłem, mój instruktor na to nie zwracał uwagi (a
            przynajmniej nie pamiętam) a zaraz po zdaniu prawka przeszedłem pod skrzydła
            wujka - rajdowca, który nauczył mnie paru innych rzeczy nieuczonych na kursie
            także :-)
            • iberia.pl Re: do iberii 14.10.07, 19:12
              tomek854 napisał:

              > Ja jestem po prostu ciekaw dlaczego to niby ma być lepsze.

              ja rowniez :-)

              > Czy początkującemu kierowcy będzie łatwiej, jeżeli dojeżdża do
              skrzyżowania z wbitym biegiem?

              wg mnie nie bardzo, bo wtedy ryzyko ze mu zgasnie jest wieksze.Ale z
              drugiej strony moze chodzi o szybkosc ewentualnej reakcji w
              przypadku gdyby musial wykonac jakis nagly manewr-majac auto na
              biegu moze to zrobic szybciej, majac na luzie zabierze mu to wiecej
              czasu...?

              >W tej niezwykle wyimaginowanej sytuacji, w której potrzebowałby
              > nagle przyśpieszenia, naprawdę będzie mu łatwiej wyrzucić bieg i
              wrzucić właściwy niż tylko wrzucić właściwy bieg?


              tak wlasnie moze byc.
              • tomek854 Re: do iberii 15.10.07, 19:08
                > wg mnie nie bardzo, bo wtedy ryzyko ze mu zgasnie jest wieksze.Ale z
                > drugiej strony moze chodzi o szybkosc ewentualnej reakcji w
                > przypadku gdyby musial wykonac jakis nagly manewr-majac auto na
                > biegu moze to zrobic szybciej, majac na luzie zabierze mu to wiecej
                > czasu...?

                Właśnie nie, bo jezeli słuchałbym instruktora, to jeżeli jadę na 8-mym biegu
                (mówimy o ciężarówce) to powinienem mieć ten 8 wbity aż do zatrzymania... Tylko
                że próbowałaś kiedyś gwałtownie przyśpieszać z 8 biegu, jak jedziesz 10 na godzinę?
                • iberia.pl Re: do iberii 17.10.07, 21:07
                  tomek854 napisał:

                  > Właśnie nie, bo jezeli słuchałbym instruktora, to jeżeli jadę na 8-
                  mym biegu (mówimy o ciężarówce) to powinienem mieć ten 8 wbity aż do
                  zatrzymania... Tylko że próbowałaś kiedyś gwałtownie przyśpieszać z
                  8 biegu, jak jedziesz 10 na godzinę?

                  poki co nie mialam okazji, ale mam obiecana jazde tirem po pustym
                  placu w zaprzyjaznionej firmie transportowej :-)
        • no-comments Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 19:03
          tomek854 napisał:

          > > albo będą "wiedzieli lepiej", próbowali przekonać do
          > > głupich nawyków w rodzaju dojeżdzania na luzie do
          > > skrzyżowań
          >
          > Ja też chciałem się zapytać, dlaczego taki nawyk jest głupi.
          >
          > Na marginesie: czyli ty jesteś początkującym kierowcą ale już wiesz lepiej niż
          > ci doświadczeni, że taki nawyk jest głupi?

          "Głupi" to może nieadekwatne słowo, ale "głupie" jest myślenie niektórych
          kierowców, np. że dojeżdzając na luzie można zaoszczędzić benzynę, zwłaszcza w
          nowszych autach. Wrzucając na luz - owszem, spalane jest mniej benzyny, ale
          puszczając nogę z pedału gazu - dopływ paliwa od razu jest odcinany - skutek -
          nie zużywasz tego paliwa w ogóle. Po drugie hamując silnikiem - hamujesz
          szybciej - efekt - mniejsze zużycie tarcz i klocków hamulcowych (oczywiście w
          efekcie długofalowym, a nie po miesiącu jazdy). Sama kiedyś sprawdziłam - jak
          szybko wyhamowuje moje auto po wrzucenie na luz, a jak szybko hamuje po prostu
          po puszczeniu pedału przyśpiesznika (w drugim przypadku zauważalnie szybciej
          auto traciło prędkość - nie sądze, żeby była to specyfika tylko i wyłącznie
          mojego auta).
          Po trzecie dojeżdzając na biegu (jakimkolwiek, ja też nie redukuje jeśli nie ma
          potrzeby Iberio) masz więcej czasu na ewentualną reakcję przy niespodziewanej
          sytuacji - np na drogę wbiega dziecko. JEśli jedziesz na luzie - stracisz czas
          (cenne w tym momencie sekundy) na wrzucenie biegu. Jeśli zdążysz wyhamowac w obu
          przypadkach to pół biedy, ale skręcenie kół w celu ominięcia "przeszkody" jest
          już na luzie nierealne (sama nie sprawdzałam, podaje za poradnikami doskonalenia
          techniki jazdy).
          No i jeszcze jedna rzecz - skręcanie na luzie (zwolennicy tej metody też się
          znajdą) - brak panowania nad bezwładnym autem może się skończyć nieciekawie.

          Może i brak mi wiedzy i doświadczenia, ale stare nawyki doświadczonych kierowców
          nie zawsze muszą być poprawne czy prawidłowe. Wiele z nich może być przydatna,
          ale inne już niekoniecznie. Nie traktuje każdej rady za świętą i jedynie słuszną
          tylko i wyłącznie dlatego, że pochodzi z ust osoby bardziej doświadczonej -
          gdybym tak robiła - nauczyłabym się skręcać na luzie jak mnie uczył ktoś z
          rodziny albo skręcać z wciśniętym sprzęgłem - jak mnie uczyli na kursie prawa
          jazdy - skutki obu można przewidzieć.
          Toteż szacunek dla dobrych rad bardziej doświadczonych (po to na to forum
          wchodzę), ale każdej za jedynie słuszną i poprawną brać nei zamierzam;)
          • iberia.pl Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 19:17
            no-comments napisała:


            > Po drugie hamując silnikiem - hamujesz
            > szybciej - efekt - mniejsze zużycie tarcz i klocków hamulcowych
            (oczywiście w efekcie długofalowym, a nie po miesiącu jazdy). Sama
            kiedyś sprawdziłam - jak szybko wyhamowuje moje auto po wrzucenie na
            luz, a jak szybko hamuje po prostu po puszczeniu pedału
            przyśpiesznika (w drugim przypadku zauważalnie szybciej
            > auto traciło prędkość - nie sądze, żeby była to specyfika tylko i
            wyłącznie mojego auta).

            wszystko ok, ja pisalam o wrzucaniu na luz jak wiem, ze silnikiem
            nie wyhamuje:-).

            > Po trzecie dojeżdzając na biegu (jakimkolwiek, ja też nie redukuje
            jeśli nie ma potrzeby Iberio) masz więcej czasu na ewentualną
            reakcję przy niespodziewanej sytuacji - np na drogę wbiega dziecko.
            JEśli jedziesz na luzie - stracisz czas (cenne w tym momencie
            sekundy) na wrzucenie biegu. Jeśli zdążysz wyhamowac w obu
            > przypadkach to pół biedy, ale skręcenie kół w celu
            ominięcia "przeszkody" jest już na luzie nierealne (sama nie
            sprawdzałam,

            wydaje mi sie, ze mam tyle niezly refleks, a do tego w sumie rzadko
            na luzie dojezdzam do skrzyzowania, ze nie stanowie zagrozenia i w
            razie czego poradze sobie w sytuacji awaryjnej.
            • no-comments Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 19:25
              iberia.pl napisała:


              > wszystko ok, ja pisalam o wrzucaniu na luz jak wiem, ze silnikiem
              > nie wyhamuje:-).

              Hmmm no właśnie tego nie rozumiem - okey - widzisz, że nie wyhamujesz SAMYM
              silnikiem, więć wrzucasz na luz, ale i tak musisz mocno docisnąć hamulec, więc w
              zasadzie równie dobrze mogłabyś wciskać hamulec na biegu, no ale się nie
              czepiam, tak tylko piszę;)

              > wydaje mi sie, ze mam tyle niezly refleks, a do tego w sumie rzadko
              > na luzie dojezdzam do skrzyzowania, ze nie stanowie zagrozenia i w
              > razie czego poradze sobie w sytuacji awaryjnej.

              To już wiesz, dlaczego na kursach uczą inaczej - myślę, że marne szanse, że
              młody stażem za kółkiem kierowca (a już tym bardziej kandydat na kierowcę) - da
              radę jednocześnie hamować, oceniać sytuację, wrzucać bieg i w odpowiednim
              momencie jeszcze puścić hamulec, skręcić kierownicę i ominąć "przeszkodę":)
              • iberia.pl Re: potrzebuje pocieszenia 15.10.07, 15:41
                no-comments napisała:

                >
                > Hmmm no właśnie tego nie rozumiem - okey - widzisz, że nie
                wyhamujesz SAMYM silnikiem, więć wrzucasz na luz, ale i tak musisz
                mocno docisnąć hamulec, więc w zasadzie równie dobrze mogłabyś
                wciskać hamulec na biegu, no ale się nie
                > czepiam, tak tylko piszę;)


                po co w tej sytuacji meczyc sprzeglo skoro mozna tylko hamulec?:-)
          • tomek854 Re: potrzebuje pocieszenia 15.10.07, 19:16
            > "Głupi" to może nieadekwatne słowo, ale "głupie" jest myślenie niektórych
            > kierowców, np. że dojeżdzając na luzie można zaoszczędzić benzynę, zwłaszcza w
            > nowszych autach. Wrzucając na luz - owszem, spalane jest mniej benzyny, ale
            > puszczając nogę z pedału gazu - dopływ paliwa od razu jest odcinany - skutek -
            > nie zużywasz tego paliwa w ogóle.

            Absolutna prawda.

            Po drugie hamując silnikiem - hamujesz
            > szybciej - efekt - mniejsze zużycie tarcz i klocków hamulcowych (oczywiście w
            > efekcie długofalowym, a nie po miesiącu jazdy). Sama kiedyś sprawdziłam - jak
            > szybko wyhamowuje moje auto po wrzucenie na luz, a jak szybko hamuje po prostu
            > po puszczeniu pedału przyśpiesznika (w drugim przypadku zauważalnie szybciej
            > auto traciło prędkość - nie sądze, żeby była to specyfika tylko i wyłącznie
            > mojego auta).

            Oczywiście, że nie tylko twoje auto tak ma. Dlatego, jak chcę dohamować
            szybciej, to zostawiam bieg, a jak wolniej, to wrzucam luz.

            > Po trzecie dojeżdzając na biegu (jakimkolwiek, ja też nie redukuje jeśli nie ma
            > potrzeby Iberio) masz więcej czasu na ewentualną reakcję przy niespodziewanej
            > sytuacji - np na drogę wbiega dziecko.

            I po co Ci ten bieg w tej sytuacji? Żeby przyśpieszyć i je rozjechać?
            Przyśpieszenie jeżeli wyhamowałaś już do 20 będzie żadne - najwyżej Ci silnik
            zgaśnie. Więc zamiast wrzucić dwójkę z luzu musisz najpierw wypiąć piątkę a
            potem dopiero wrzucić dwójkę.

            A może chodzi o dodatkowe hamowanie silnikiem? To się odbywa, jeżeli bieg jest
            odpowiedni. Przy za niskich obrotach efekt jest wręcz przeciwny - pamiętasz z
            nauki jazdy manewry na półsprzęgle? Nie dodajesz gazu, a auto samo
            przyśpiesza... Podobnie jest przy za niskich obrotach na innych biegach.

            > przypadkach to pół biedy, ale skręcenie kół w celu ominięcia "przeszkody" jest
            > już na luzie nierealne (sama nie sprawdzałam, podaje za poradnikami
            doskonalenia techniki jazdy).

            Radzę wyrzucić owe poradniki na śmeitnik. Skręcanie kół jest niezależne od
            zapiętego biegu. Ja dzisiaj byłem u wulkanizatora i skręciłem koła na luzie i
            przy zgaszonym silniku!

            > No i jeszcze jedna rzecz - skręcanie na luzie (zwolennicy tej metody też się
            > znajdą) - brak panowania nad bezwładnym autem może się skończyć nieciekawie.

            Jeżeli ja skręcam w ruchu miejskim, to nawet, jeśli mi się zdarzy to zrobić na
            luzie, to robię to przy takich prędkościach że nie ma w ogóle mowy o utracie
            panowania.

            Owszem, jeżeli mowimy o jeździe wyczynowej czy np. po śniegu - wtedy tak.

            > Toteż szacunek dla dobrych rad bardziej doświadczonych (po to na to forum
            > wchodzę), ale każdej za jedynie słuszną i poprawną brać nei zamierzam;)

            Ale też myśl sama. Jeżeli ktoś Ci mówi, że tak nie można, to nie bierz na gębę.
            Jeżeli my Cię nie przekonamy, to sama pomyśl: dlaczego niby nie można?
      • emes-nju Re: potrzebuje pocieszenia 15.10.07, 15:48
        no-comments napisała:

        > (...) głupie nawet wpadki ze zgaśnięciem samochodu czy próbą
        > ruszenia na luzie wywoływały stres nie do ogarnięcia

        Mi takie wpadki do teraz sie zdarzaja :-) Nie powoduja na szczescie stresu, tylko niesmak - taki stary, a taki durny :-D
    • bujaka_jamajka Re: potrzebuje pocieszenia 14.10.07, 13:04
      tiril1981 napisała:

      > Cześć.
      > Pozdrówka dla wszystkich zmotoryzowanych ja niestety od paru dni
      też do nich
      > należę.


      Niestet? Super, że należysz do zmotoryzowanych:):)

      Na samym początku, zaraz jak tylko dostałam prawko do ręki wybrałam
      się z przyjaciółką na wycieczkę.. To bylo coś strasznego, byłam
      bardzo zdenerwowana i aż za bardzo skupiona na jeździe. Nieskromnie
      mogę powiedzieć, że jest coraz lepiej. Już nie trzymam tak kurczowo
      kierownicy, potrafie się wyluzować, rozglądam się dookoła i
      przewiduję niektore zachowania, wpuszczam kogoś, gdy mi to
      zasygnalizuje. 3 miesiące temu nie było możliwości, żebym kogoś
      wpuściła itd nie wiem dlaczego. Jakiś strach dziwny? Uwielbiam
      jeździć samochodzem sama, bądź z przyjaciółką, którą na szczęście ne
      ma jeszcze prawa jazdy:] Nikt wtedy nie komentuje, nie poucza..
      Najgorzej jak muszę jechać z tatą.. Dramat.. Mój mózg już jakoś się
      przyzwyczail, że jak jadę z tatą to nie myślę, gdyż on mi zawsze
      mówi co mam zrobić, chociaż ja doskonale to wiem:] I to mnie
      najbardziej irytuje:] Tak więc głowa do góry, starch i niechęć do
      jeżdzenia z czasem mija. Człowiek nabiera wtedy większej wprawy,
      pewności i "nie wsiada do samochodu jak za karę":)
    • patyska alez laleczko, jazda... 15.10.07, 14:05
      ...samochodem to wlasnie to, co tygryski lubia najbardziej! :) a ze na
      poczatku jest ciezko... no coz, musisz to przezyc. a potem bardzo
      uwazac. pierwsze objawy "dobrego samopoczucia" za kierownica pojawiaja
      sie juz po 5000 przejechanych kilometrow - wtedy kierowca zaczyna czuc
      sie pewnie, a nie powinien!!! bedzie dobrze, na pocieszenie powiem ci,
      ze na poczatku zlewal mnie zimny pot, a teraz jezdzenie to dla mnie
      prawdziwy relaks i ukojenie.
    • Gość: miecio Re: potrzebuje pocieszenia IP: *.aster.pl 15.10.07, 17:13
      Minie tylko trzeba jeździć bez względu na pogodę. Jak zaczniesz
      unikać jazdy bo deszcz czy śnieg to ci może zostać.
      Nie wiem czy dobrym pomysłem jest zabieranie tej gromadki, na
      początku chyba lepiej gdybyś jeździła sama, będziesz bardziej spięta-
      raz że za kogoś odpowiadasz a dwa że będą Cię oceniali. Jak
      nabierzesz wprawy to stres z powodu tych osób minie.
    • tiril1981 współny dojazd do pracy 17.10.07, 21:03
      hejka, to znowu ja.
      Minęły już 3 dni od mojej pierwszej samodzielnej podróży, na razie na nic nie
      wpadłam, było kilka porażek ale ogólnie nie jest źle.

      Jak pisałam wcześniej 90% trasy przebywam sama a na pozostałe 10% zabieram 3
      pasażerów i tak samo wygląda powrót.

      Dzisiaj pojawił się problem gdy wysiadałam z samochodu zaczepiła mnie kobieta
      która za 3 tygodnie będzie naszym pracownikiem i zapytała się czy może liczyć na
      podwożenie do pracy z miejscowości w której mieszkamy razem, emocje po jeździe
      jeszcze nie opadły i powiedziałam że chyba tak i to był błąd
      Kiedy przyszłam do domu i się na tym dokładnie zastanowiłam to doszłam do
      wniosku że nie czuję sie na siłach żeby przebywać całą trasę z towarzyszem.

      Mieliście racje samemu jeździ się lepiej, swobodniej ,błędy tak nie zawstydzają
      i nie denerwują i nie wiem jak z tego wybrnąć.

      Z jednej strony ja rozumiem wiem że dojazd nie jest zbyt ciekawy i tak byłoby
      jej wygodniej z drugiej naprawdę nie czuję się na siłach mój samochód jest mały
      i wożenie 4 pasażerów to trochę za dużo i dla niego i dla mnie.

      Mieliście dla mnie wiele dobrych rad i naprawdę czułam się pocieszona po waszych
      odpowiedziach więc proszę znów doradźcie jak grzecznie powiedzieć jej że z
      podwózki nici, jakich argumentów użyć by wyjść z tej sytuacji, będziemy wspólnie
      pracować więc nie chcę na samym początku nieporozumień i jakiś konfliktów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka