januszz4
03.11.07, 13:22
Wczoraj, tj. 2.11.2007 ok. godz. 10,00 wjechałem w gęstą mgłę,
która spowiła autostradę A4 przy podjeździe na górę Sw. Anny (od
strony Wrocławia). Na tym podjeździe są 3 pasy w jednym kierunku.
Jadąc pasem środkowym zwolniłem do prędkości ok. 50 km/godz., gdyż
tylko przy takiej prędkości miałem pewność, że gdy zza mgły wyłoni
się nagle przeszkoda (np. ostatnie auto stojące w korku) będę w
stanie bezpiecznie zahamować. Widoczność ograniczona była do ok. 25
m. Z przerażeniem patrzyłem, jak dwoma skrajnymi pasami (lewym i
prawym) z dużą szybkością wyprzedzały mnie auta jadące co namniej
100 km/godz., jeśli nie szybciej. Szczególnie ryzykowali ci
kierowcy, którzy pędzili prawym pasem przeznaczonym dla ciężarówek.
Zaznaczam, że w normalnych warunkach nie jestem zawalidrogą, mam
niezłe auto z silnikiem 140 Km, lubię przycisnąć gaz, no ale ta
wczorajsza sytuacja przypominała jakąś ponurą zabawę w samobójców.
Nic dziwnego, żw w czasie mgły na autostradach dochodzi do
tragicznych karamboli, jeśli znajdzie się kilku idiotów pędzących
na oślep w gęstym mleku. Może ma to jakieś wytłumaczenie z punktu
widzenia psychologii? I jeszcze jedno, na całej trasie z Wrocłąwia
do Krakowa zauważyłem co najmniej kilkanaście aut jadących bez
świateł przy bardzo kiepskiej widoczności (mglisto i dżdżysto było
na całym tym odcinku A4). I ani jednego patrolu policyjnego, który
wyłapywałby takich niebezpiecznych zapominalskich.