kozak-na-koniu
05.01.08, 15:52
Zauważyłem, że ostatnimi czasy codziennością na polskich drogach
staje się "ścinanie" zakrętów. Wprawdzie ten durny nawyk napotykało
się od zawsze, jednak odnoszę wrażenie, że jeszcze przed kilku laty
znacznie rzadziej. Dziś znów omal nie otarłem się bokiem o jakąś
babkę, która pokonując ostry zakręt (oczywiście "zgodnie z
przepisami", bo obowiązuje tam 60 i z taką prędkością na oko
jechała) w zagłębieniu terenu i z porośniętą drzewami i krzakami
górką po jego wewnętrznej stronie - widoczność niemal zerowa,
wyjechała 2/3 samochodu poza linię ciągłą (gdy się zobaczyliśmy, ona
już była na zakręcie a ja dopiero nań wjeżdżałem). Uratował nas
refleks i fakt, że w krytycznym momencie zaczepiłem o pobocze - na
szczęście bez dziur, wyrw, garbów, uskoków itp.. Wprawdzie sam od
czasu do czasu dla wygody postępuję podobnie, nigdy jednak bez
posiadania minimum widoczności i zapasu miejsca. Skąd to się
bierze??? Czyżbym przegapił jakąś kolejną durnowatą
akcję "uświadamiającą" w programach dla kierowców - w
stylu "parkujemy tyłem"? A może coś innego...